Test Renault Twingo 1.0 Intense – zaklinacz uśmiechu

Wystarczy tylko na niego spojrzeć, aby zapomnieć, co to rutyna. Mały przecież nie oznacza zwyczajny. Obfituje w odważne rozwiązania, a napęd na tylną oś jest tylko jednym z nich. Renault Twingo element zaskoczenia opanował do perfekcji w nie mniejszym stopniu, niż jajko niespodzianka. Dajcie się zaskoczyć, zapraszamy do lektury.

Pojawieniu się pierwszej generacji w 1993 roku towarzyszyła cała gama przyjemnych emocji. Samochód swoim wyglądem oraz nietuzinkowym designem odstawał od innych samochodów równie mocno, co flaming od koguta. 18 wersji wyposażenia oraz  kolory lakieru, jakich nie mieli inni producenci – tak, to się po prostu musiało udać. Samochód szybko opanował ulice europejskich miast. W Polsce był zdecydowanie rzadszym widokiem, na co z pewnością miała wpływ zbyt wysoka cena. Nie było to jednak przeszkodą dla Renault w jego ulepszaniu, o czym może świadczyć trzecia odsłona auta.

Nasze wrażenia z pierwszej jazdy Renault Twingo przeczytasz tu.

Samochód jest gabarytów chomika, ale dwie pary drzwi mają pomóc w wygodnym zajęciu pozycji nie tylko na przednich fotelach. Ukrycie klamek w słupku C to już rozwiązanie w iście włoskim stylu. Twingo chce się podobać i widać, że chłopak naprawdę się stara. Soczysta czerwień lakieru kontrastująca z białymi wstawkami w postaci bocznych lusterek oraz pasków ciągnących się po całej długości nadwozia to miły zabieg, nie tylko dla kobiecych oczu. Wisienką na torcie są aluminiowe obręcze – duże, ładne, wyszukane.

Rolls-Royce zaprezentował nową identyfikację wizualną. Wszystko w przededniu premiery nowego Ghosta

Wnętrze – paryski butik
To, co jednak najlepsze, Twingo skrywa w swoim wnętrzu. Wprawdzie w małym, miejskim samochodzie „prochu się nie wymyśli”, ale Francuzom jednak się udało. Ładna kolorystyka oraz pomysłowość projektantów sprawiły, że kabina pasażerska to prawdziwy plac zabaw dla zmysłów. Nie znajdziemy tu drogich materiałów; przeważa tu głównie twardy plastik. Każdy element jednak ma inną, niepowtarzalną strukturę. Jeden fragment zatem się błyszczy, inny jest matowy i niepozorny, ale z drobnymi wypustkami. Całość sprawia tak fajne wrażenie, że sam Napoleon by tego lepiej nie wymyślił. Za dopłatą 3500 złotych nowe Twingo może być wyposażone w pakiet Connect & Go. Zawiera on system multimedialny R-link, USB, nawigację, 7-calowy wyświetlacz dotykowy oraz system Driving  Eco. Ten ostatni będzie nas wspierał cennymi wskazówkami na temat ekologicznego sposobu jazdy. To, co jednak na długo pozostaje w pamięci, to schowek naprzeciwko pasażera, który jest wyjmowany i może posłużyć za damską torebkę (dopłata 150 złotych). Takich rozwiązań na próżno szukać nie tylko w innych modelach francuskiego producenta, ale również w całym motoryzacyjnym świecie. Na tym jednak fantazja projektantów nie zdołała się zatrzymać, dzięki czemu otrzymujemy kolejny, również demontowany schowek. Tym razem – tuż przy dźwigni zmiany biegów – w postaci zamykanego pudełka. Kanapki, biżuteria czy też plik pieniędzy – przed ciekawskim wzrokiem przechodniów możemy tu ukryć wszystko. A w razie konieczności zabrać ze sobą. Jednym wielkim schowkiem jest również przestrzeń pod tylną kanapą (za dopłatą 150 złotych). Tak mały samochód, a tak dużo możliwości. Kto by się tego spodziewał?

Rolls-Royce zaprezentował nową identyfikację wizualną. Wszystko w przededniu premiery nowego Ghosta

Jazda – zawrót głowy
Ten, kto zdecyduje się na zakup tego słodkiego mikrusa, będzie mógł wybierać pomiędzy dwoma benzynowymi silnikami: turbodoładowanym o pojemności 0,9 litra i mocy 90 KM oraz wolnossącym 1.0 o mocy 70 KM. Obie jednostki mają po 3 cylindry i zostały umieszczone z tyłu samochodu. Co więcej, na tył został przeniesiony również napęd. Fani tego rodzaju rozwiązań oczami wyobraźni z pewnością zobaczą narowistą naturę, jaką Twnigo zdradza na mokrej nawierzchni. W rzeczywistości jednak samochód (nawet w bardzo sprzyjających do tego typu zabawy warunkach) trzyma się nawierzchni jak przylepiony na Butapren. Elektronika cały czas czuwa, aby ten mały urwis nie wyrwał się spod kontroli. Mimo naszych prowokacji, ani na chwilę nie udało się zerwać przyczepności. I tu należą się spore oklaski, bo mimo różnych opinii na temat bezpieczeństwa w tylnonapędowych samochodach, Twingo okazał się wzorem bezpieczeństwa. Zatem jaki był cel zastosowania takiej konstrukcji? Aby samochód mógł się poszczycić imponującą średnicą zawracania (8,59 m). „Zawrotnie zwrotny” – tak brzmi slogan reklamowy i nie są to jedynie puste słowa producenta. Poruszając się nowym Twingo można odnieść wrażenie, że niemal zawracamy w miejscu. Możemy wjechać w uliczkę ciasną jak kiszka, a i tak się z niej łatwo wybrniemy. Twingo powstał, aby pomagać wydostać się z każdej miejskiej opresji i ze swojej misji wywiązuje się doskonale.

Czy obecność jednostki napędowej z tyłu wpływa na pojemność bagażnika? Z pewnością, ale 219 litrów nie jest najgorszym wynikiem w klasie. Skoro silnik zamieszkał w bagażniku, to pewnie większość z Was zastanawia się, jaką niespodziankę producent przygotował pod maską? Aby się o tym przekonać, najpierw trzeba się zdrowo namocować, zedrzeć cały lakier z paznokci, a przy okazji złamać ze dwa z nich. Dopiero wtedy można zauważyć, że maska zsuwa się o kilka centymetrów, zostawiając niewielką szparę, w której znajdują się wlewy do płynów eksploatacyjnych – tu można dolać płynu do spryskiwaczy oraz do chłodnicy. I tylko tyle? Otóż nie. Przód samochodu to również strefa zgniotu – popis inżynierów, że mały samochód podczas wypadku wcale nie musi być śmiertelną pułapką.  Konstrukcja, na jakiej opiera się lekka, plastikowa maska to dwa pasy taśmy. Plusy? Oszczędność masy. Minusy? Cała armia trudności ze zdjęciem i ponownym założeniem maski. A wydawałoby się, że to taki kobiecy samochód. Pomijając jednak ten psikus producenta, samochód pod względem prowadzenia zasługuje na mocną czwórkę. Trzycylindrowa jednostka mogłaby nieco ciszej pracować, a skoki dźwigni 5-biegowej, manualnej skrzyni mogłbyby być nieco krótsze. Zawieszenie robi co może na miejskich nierównościach, chociaż również mogłoby nieco ciszej pracować. Dodatkowo samochód został pozbawiony obrotomierza, zatem stosownego momentu zmiany biegów należy bacznie nasłuchiwać (w dostępnym za opłatą systemie R-link obrotomierz jest cyfrowy). Mniej wprawny kierowca może to robić z różnym skutkiem, co bezpośrednio przełoży się na zużycie paliwa (które może być zarówno bardzo niskie, jak również zbyt wysokie). W naszym teście Twingo w cyklu miejskim potrzebowało 7,5 litra na setkę, a to w przypadku takiego samochodu jest dość wysokim wynikiem.

Werdykt – czy zawrócił nam w głowie?
Jest najmniejszym dziełem francuskiej marki, ale polotem i stylizacją nadwozia bije swoich większych braci na głowę. Wnętrze w całości wykonane z plastiku postara się nam zrewanżować ciekawą kolorystyką. Za kierownicą Twingo można spędzić całe lata i wsiadając do środka nigdy nie przestać się uśmiechać. Dodatkowo auto jest zwinne i zwrotne jak mała pantera, a jazda w mieście jest czystą przyjemnością. Mimo że masa własna Renault Twingo to symboliczne 864 kilogramów, a trzycylindrowy silniczek ma jedynie jeden litr pojemności, samochód ma spory apetyt na paliwo. Jego ceny startują od 35 900 złotych (najniższa wersja wyposażenia Life). Za wersję Zen trzeba zapłacić 37 900 złotych, a za najwyższą, testowaną Intens, już 41 900 złotych (45 900 złotych z turbodoładowanym silnikiem Tce o mocy 90 KM). Na tle konkurencji nie wypada ani nadzwyczaj atrakcyjnie (ceny Toyoty Aygo zaczynają się od 33 900 złotch), ani zbyt słabo (ceny Opla Adama zaczynają się od 43 300 złotych).

Na TAK:
– ciekawy design;
– bardzo duża zwrotność;
– pomysłowe rozwiązania wnętrza.

Na NIE:
– wysokie zużycie paliwa;
– mało precyzyjna praca dźwigni zmiany biegów;
– skomplikowane uchylanie maski w celu uzupełnienia płynu.

Renault Twingo 1.0 Intense dane techniczne:
Silnik – wolnossący, benzynowy, R3
Pojemność – 999 cm3
Maksymalna moc – 70 KM przy 6000 obr/min
Maksymalny moment obrotowy – 91 Nm przy 2850 obr/min
Skrzynia biegów – 5 biegowa, manualna
Napęd – na tylną oś
Masa własna – 864 kg
Pojemność bagażnika – 219 litrów
Liczba drzwi – 5
Długość/szerokość/wysokość – 3595/1647/1557 mm

Najnowsze

Goodc

Warsztatowe zwierzęta

Tomas Vitanovský łączy miłość do sztuki z miłością do motoryzacji, uzyskując osobisty i niepowtarzalny styl.

Tomas urodził się w Czechach w 1969 roku i od najmłodszych lat kochał samochody i motocykle. Będąc mechanikiem, rzucał zużyte części w jeden kąt i kiedyś wpadł na pomysł, że może je jakoś połączyć, i ponownie wykorzystać. Wtedy właśnie łożyska, koła zębate, łańcuchy i wydechy zaczął przekształcać w zwierzęta, chrząszcze, samochody i rowery.

https://www.youtube.com/watch?v=EyogsipaXAc

Z czasem jego dzieła stały się bardziej złożone i szczegółowe:

– Uwielbiam to uczucie, kiedy obraz pojawia się w mojej głowie, a potem te całe poszukiwanie elementów złomu do jego najlepszego oddania. Po zakończeniu pracy nad projektem mam wielkie uczucie spełnienia i ciężko mi się z nimi rozstać – mówi artysta.

Najnowsze

Goodc

Co łączy zegarek, motocykl i butelkę po wódce?

Dan Tanenbaum jest kolekcjonerem zegarków, a w 2010 roku wpadł na pomysł budowania z ich części miniaturowych motocykli.

Zainspirował go nurt steampunk, gdzie technika otaczająca bohaterów nie jest oparta na elektronice, lecz na mechanice. Motocyklowe eksponaty, mimo że wykonane są z tego samego materiału, różnią się od siebie stylem i kompozycją. Każdemu modelowi Dan poświęca około 30-50 godzin pracy, wykonuje je także pod zamówienie, a cena tych małych dzieł sztuki potrafi osiągnąć 800 dolarów za egzemplarz.

Urodzony w Toronto Dan nie jest motocyklistą, ani nie ma w garażu żadnego motocykla – tym bardziej zasługuje na uznanie jego poświęcenie dla oddania charakteru motocykli w miniaturowych projektach (o wymiarach 15-20 centymetrów).  Jest dyrektorem technologicznym na budowach, mężem i ojcem trójki dzieci, udziela się też charytatywnie. Ciężko mu było zaakceptować, że mówią o nim „artysta”. Nadal kolekcjonuje zegarki oraz części do nich i Rolex 6538 jest klejnotem koronnym w jego własnej kolekcji. A kocha najbardziej model Urwerk 103,09.

Zobaczcie jak pracuje:

Mało tego Dan, szukając nowych wyzwań, zdecydował się na zbudowanie swojego motocykla w butelce po wódce! Mając długie szczypce, pałeczki, magnes i niesamowicie dużo samozaparcia – podołał zadaniu! 

 

Najnowsze

Koniec z Grild Girls! Hostessy znikną z toru

Już niedługo startuje kolejna seria Le Mans w ramach organizowanego przez FIA World Endurance Championship. Okazuje się jednak, że zabraknie tam jednego z charakterystycznych punktów.

Grid Girls to przede wszystkim piękne, ale skąpo ubrane dziewczyny. Przez lata były i nadal są częścią większości widowisk w sporcie motorowym: Formuła 1, rajdy, wyścigi i dyscypliny motocyklowe.

Dziewczyny zwykle pojawiają się na początku wyścigu. Towarzyszą kierowcom i ich pojazdom, często osłaniając ich od słońca parasolkami, lub po prostu pozując do zdjęć. W tym roku jednak ich zabraknie. Wszystko przez to, że jedna z osób odpowiedzialnych za organizację uznała hostessy jako relikt przeszłości i zdecydowano z tym skończyć. 

Decyzję tłumaczy się tym, że świat motorsportu zdominowany przez lata przez mężczyzn chce być postrzegany mniej seksistowsko. Z pewnością duże znaczenie mają tutaj kobiety, które coraz częściej pojawiają się za kierownicą pojazdów startujących na torze. Czy wówczas obok nich mieliby się pojawiać skąpo ubrani panowie? To organizatorom się w głowach nie mieści. Wolą zatem uniknąć kłopotów wycofując w ogóle hostessy z paddoku i toru.

 

Najnowsze

To nie prędkość, tylko telefon zabija

Do ciekawych wniosków można dojść na podstawie badań przeprowadzonych we Włoszech. Okazuje się, że to nie prędkość lub alkohol są najbardziej niebezpieczne za kółkiem.

Jak wynika z badań przeprowadzonych we Włoszech, przyczyną 20 procent wszystkich wypadków jest telefon komórkowy trzymany przez kierowcę za kółkiem. Dotychczasowi podejrzani, czyli alkohol i nadmierna prędkość pojawiły się dopiero na następnych miejscach. 

Takie wnioski wynikają z raportu krajowego Automobilklubu we Włoszech, przygotowanego na targi wyposażenia samochodów w Rimini.

Analiza wskazuje, że w samochodach jeżdżących po Włoszech jest sporo gadżetów i urządzeń, które mogą rozpraszać uwagę. Wśród nich największe niebezpieczeństwo generują telefony trzymane w ręku. Włosi bardzo rzadko korzystają z urządzeń pozwalających prowadzić rozmowę bez telefonu w ręku.

Twórcy badania podkreślają, że niewielu producentów oferuje takie rozwiązanie w standardzie. Bardzo często łączność Bluetooth na pokładzie samochodu to wyposażenie opcjonalne, sprzedawane w bardzo kosztownych pakietach. Ze sprawozdania wynika, że urządzenia, które w znaczny sposób moga poprawić bezpieczeństwo na drogach są dodatkowo płatne.

Najnowsze