Test Mercedes Benz klasy C 220 BlueTEC 170 KM

Mercedes to hiszpańskie imię żeńskie oznaczające „łaskę”. Ale samochody spod znaku gwiazdy tej łaski nigdy nie robiły - woziły swoich właścicieli w oparach luksusu i najwyższej jakości. Dziś to marka najstarsza i najbardziej rozpoznawana zarazem. Czy nadal jednak tak prestiżowa, jak w dniu wejścia na rynek?

Cel był jeden: luksus w nadmiarze. Dlatego też każdy egzemplarz znajdujący się w ofercie miał być jak najczystszy brylant ręcznie szlifowany. Upór i konsekwencja szybko się opłaciły – magia trójramiennej gwiazdy rozlała się obficie. Mercedesy pokochali możni tego świata: koronowane głowy, bogacze, aktorzy.

W 1993 roku kolejna odsłona rozbłysła na „niebie”. C-klasa również była limuzyną, tylko nieco mniejszą. Nie zrezygnowano z jakości wykonania – było solidnie, na bogato, po prostu perfekcyjnie. 20 lat minęło jak jeden dzień, a rynek gości dopiero czwartą generację tego modelu. Czy jest równie dopieszczona, co jej poprzedniczki?

Nadwozie zostało poddane radykalnej operacji plastycznej – „pupa” została skrócona, zaś „twarz” w postaci maski, na odwrót – wydłużona. Abstrahując jednak od wszelkich detali, najbardziej cieszy fakt, że to już nie jest elegancka dama lecz rasowa tancerka erotyczna. Niezależnie od płci, wieku oraz szeroko pojętego gustu, ten samochód po prostu każdy chce mieć. Testowany egzemplarz został dodatkowo wzbogacony o pakiet AMG – wabik na oczy wszystkich dookoła. Wyjazd tym samochodem na ulice miasta to decyzja wyłącznie na własne ryzyko.

Wnętrze – nic nie może przecież wiecznie trwać…
Uchylam drzwi (są zaskakująco lekkie) i daję się wciągnąć w ponętny mrok. Kabina pasażerska została utrzymana w stylu AMG, czyli w bezkresnej, eleganckiej czerni. Połysku dodają przyciski oraz wstawki wykonane z prawdziwego, zimnego jak lód aluminium. Wodząc wzrokiem po wnętrzu, słowa „materiały najwyższej jakości” wręcz cisną się na usta. I tylko w jednym miejscu przejść przez gardło jednak nie mogą. Środkowy panel został wykonany ze słabego tworzywa, które zajmuje tu zdecydowanie za dużo miejsca. Plastik trzeszczy niemiłosiernie pod najmniejszym naciskiem. Jest również mało odporny na wszelkie zarysowania. W samochodzie za ponad 200 tysięcy taka decyzja to prawdziwa zbrodnia. Za to fotele będące szczytem komfortu szczerze zasługują na samochodowego Oscara. I niezrozumiałym jest tylko jedno: ich manualne odsuwanie do przodu i do tyłu, podczas gdy regulacja wysokości siedziska oraz kąta nachylenia oparć odbywa się w pełni elektrycznie. Tym, czym jednak najbardziej C-klasa chwyta za serce, jest flakon perfum ukrytych w schowku naprzeciwko pasażera. Zmysłowe, wręcz odurzające, są zasysane do układu nawiewu dzięki czemu możemy dozować ich uwalnianą ilość. Takie rozwiązanie powinno być obecne w każdym samochodzie. Drodzy konkurenci, patrzeć i się uczyć.

Obsługa komputera to moment, w którym Mercedes bezlitośnie rzuca nam kłody pod nogi. Zawiłość  wszelkich zawartych w nim funkcji to idealny temat na niejedną olimpiadę. Każda próba poruszenia się po jego menu to prawdziwy labirynt, z którego wyjście znaleźć jest naprawdę ciężko. Nawet wierny użytkownik marki z dwunastoletnim stażem za kierownicą różnych modeli miał nie lada problem z jego sprawną obsługą. Wydawałby się, że siadając za kierownicą uśmiech nie zejdzie nam z twarzy, a ten samochód zrobi wszystko, aby tak się stało. Tymczasem przy bliższym poznaniu okazuje się skryty, oziębły i trudno dostępny. A szkoda.

Jazda – w życiu trzeba twardym być
Wprawdzie jego wygląd zewnętrzny jest dość wyzywający, ale pod maską nie drzemią żadne demony. Zamiast nich, producent wykorzystał wysokoprężny silnik PureTEC o pojemności 2143 cm3 generujący moc 170 KM. Mało? Niekoniecznie. Mimo, że samochód do najlżejszych nie należy (masa 1590 kg), jednostka napędowa ma spory moment obrotowy (400 Nm) dostępny już od 1400 do 2800 obr/min. To za jego zasługą silnik wpędza tę przepiękną bryłę w ruch praktycznie wówczas, jak tylko muśniemy stopą pedał gazu. Dzięki temu ruszanie spod świateł nie przypomina jazdy na osiołku, ale styl prowadzenia, jaki może dostarczyć naprawdę sporo przyjemności. Aby radości stało się zadość Mercedes podarował kierowcy pięć trybów jazdy: Eco, Comfort, Sport, Sport + oraz Individual. Pierwszy z nich to ten, który poczyni dla nas największe oszczędności w zużyciu paliwa, ale jednocześnie poskąpi przyjemności z prowadzenia. Silnik robi się wręcz leniwy i dość nieśpiesznie wkręca się w obroty. Jakiekolwiek.  Po wyborze trybu Comfort samochód nabiera nieco więcej werwy, co w codziennym użytkowaniu zupełnie wystarczy, bo w trybie Sport auto robi się nieco nerwowe i wręcz prowokuje do zbyt szybkiej jazdy (mimo że 7-biegowa, automatyczna przekładnia nie jest równie błyskawiczna, co dwusprzęgłowa DSG pochodząca z grupy Volkswagena). Na szczególną uwagę zasługuje ostatni tryb – Individual, który pozwala wcielić się nam w rolę komputera. Dzięki temu możemy zestawić dowolnie wybrany tryb układu kierowniczego z równie dowolnie wybranym trybem pracy silnika (w jednym z trzech wymienionych powyżej). Jednak niezależnie od wyboru, jakiego dokonamy, zużycie paliwa w cyklu miejskim nie przekroczy 10 l./100 km.

Pakiet AMG swoją obecność zaznaczył również w pracy zawieszenia. Spodziewałam się, że będzie miękko zestrojone niczym pierzyna, a w rzeczywistości okazało się twarde jak orzech. Przejechanie nawet przez najmniejszą studzienkę przypominało wjechanie do rowu. Jednym słowem twardo i bez kompromisów. Ale jest też druga strona tego medalu; samochód wręcz wybitnie zachowuje się na zakrętach. Mimo napędu na tylną oś auto wręcz wgryza się w asfalt, a bardzo sztywne zawieszenie nie dopuszcza nawet do symbolicznych przechyłów nadwozia. Do tego układ kierowniczy okazuje się idealnie oddawać co się dzieje na styku opona-asfalt. To za jego sprawą C-klasa jedzie dokładnie tam, gdzie wskaże jej kierowca; bez jego woli nic a nic się nie wydarzy. Nie bez znaczenia jest obecność całkiem sporych felg ze stopów lekkich, sygnowanych logo AMG. Szeroka i niskoprofilowa opona gwarantuje doskonałą przyczepność. Na szczęście producent brał pod uwagę, że podczas jazdy endorfiny mogą niebezpiecznie przejąć kontrolę nad zdrowym rozsądkiem dlatego wyposażył C-klasę w piekielnie skuteczne hamulce. Jedno naciśnięcie pedału i samochód zastyga w bezruchu niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.   

Werdykt – kochać mimo wszystko
Oddech silnej konkurencji na plecach skutecznie wymusił na producencie radykalną zmianę designu. To dzięki temu najnowszy Mercedes klasy C już nie jest jedynie luksusowym samochodem, a prawdziwym i bardzo skutecznym afrodyzjakiem. Decydując się na pakiet AMG (elementy wewnętrzne 7854 złotych, elementy zewnętrzne 5498 złotych) zyskujemy motoryzacyjny szmaragd. Mimo stopnia technicznego zaawansowania wysokoprężny silnik pracuje zbyt głośno, ale spory moment obrotowy jest nam to w stanie skutecznie wynagrodzić. Poza tym C-klasa naprawdę świetnie się prowadzi, a czyż nie to jest właśnie w samochodach najważniejsze? Do wyboru mamy aż pięć wariantów jednostek wysokoprężnych , sześć  jednostek benzynowych oraz jedną hybrydę zatem jest w czym wybierać. Ceny nowej klasy C zaczynają się od 129 890 złotych (benzynowe C180). Ceny z najsłabszym dieslem zaczynają się od 143 tysięcy złotych. Naprawdę warto, bo to nadal solidny i godny zaufania Mercedes.

Na TAK:
– bardzo ładny wygląd
– doskonały silnik
– bardzo twarde zawieszenie, które świetnie sprawdza się na zakrętach

Na NIE:
– trzeszczący plastik na konsoli środkowej
– manualna regulacja fotela mimo wysokiej opcji wyposażenia

Mercedes Benz klasy C 220 BlueTEC 170 KM – dane techniczne:
Silnik – wysokoprężny BlueTEC, turbodoładowany, 4 cylindry
Pojemność – 2143 cm3
Moc – 170 KM przy 3000 obr/min
Moment obrotowy – 400 Nm przy 1400 – 2800 obr/min
Skrzynia biegów – 7-biegowa, automatyczna, 7-G TRONIC PLUS
Napęd – na tylną oś
Prędkość maksymalna – 234 km/h
Pojemność bagażnika – 480 litrów
Długość/szerokość/wysokość –  4686/1810/1442 mm

Najnowsze

Test Renault Fluence 1.5 dCi 130 KM – kukułcze jajo

Dlaczego kukułka to bezduszny pasożyt? Bo uciążliwy obowiązek w kształcie jaja podrzuca ptakom innego gatunku. Szybko i skutecznie pozbywa się problemu ciesząc się niczym nieskrępowaną wolnością. Fluence z pewnością jest takim jajem. Czyim? Tego do końca nie wiadomo.

Któż chciałby się pozbywać ze swojej oferty samochodu, który całkiem nieźle się prowadzi, a komfortu oferuje w nadmiarze, wyraźnie odstając od pozostałych wychowanków Renault? Ale zacznijmy od początku.

Fluence do oferty Renault został „podrzucony” w 2009 roku. Jego inauguracja odbyła się po cichu i bez echa, chociaż miał zastąpić znane wszystkim Renault Megane w wersji sedan. Producent postanowił jednak nie traktować przybysza zbyt po macoszemu i w 2012 roku ufundował mu subtelny lifting. Wygląd zewnętrzny nieco się zmienił, ale gabarytowo Fluence nadal pozostał całkiem sporym sedanem. Nadwozie o długości 4620 mm to obietnica nie tylko rodzinnych możliwości, ale wysokiej rangi urzędnicy nadal pozostają zbyt nadętymi snobami, aby przekonać się o tym na własnej skórze. O ile przednie reflektory oraz atrapa chłodnicy do złudzenia przypominają model Megane, o tyle kufer samochodu jest doklejonym niewielkim sklepem osiedlowym. Wcale nie trzeba go otwierać, aby się przekonać o jego właściwościach, ale o tym w dalszej części tekstu.

Wnętrze – na deser
Kabina pasażerska to lody o smaku czekolady i wanilii; właśnie te dwa odcienie opanowały całe wnętrze. Jest jasno, ładnie i po prostu tak inaczej, że z Renault Fluence nie chce się wysiadać. Wprawdzie widocznych jest sporo zapożyczeń z wspomnianego wcześniej Renault Megane, ale materiały zostały lepiej spasowane – jeżeli się czepiać to już naprawdę na siłę. Francuskie korzenie tego samochodu zdradza bogata lista dodatków w seryjnym wyposażeniu. Automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja z nawiewem na tylną kanapę, z podłokietnikiem oraz żaluzje przeciwsłoneczne, to cenne dodatki na pokładzie samochodu, które zadbają o komfort wszystkich podróżnych.

Kierowca nie jest tu pępkiem świata. A miejsca w tym samochodzie naprawdę jest pod dostatkiem, tu nikt nie będzie miał prawa narzekać. Na tylnej kanapie można się poczuć co najmniej jak minister. Sporo jest tu miejsca na nogi oraz długie siedzisko – dzięki nim rolą pasażera można się wręcz rozkoszować. To jeden z nielicznych samochodów w tej klasie, w którym większy komfort można odczuć siedząc z tyłu aniżeli z przodu. Zwłaszcza, że przednie fotele mają dość niskie oparcie. W przypadku wyższych osób będzie się ono kończyć na wysokości łopatek. A tak dobrze zaczęła się ta przygoda. Wszelkie grzeszki zrekompensuje bagażnik wielkości małej wyspy na morzu śródziemnym (450 l). Jest pojemny niczym jezioro Śniardwy. Wygląda, że przewiezie wszystkie pomysły, udźwignie owoce każdej fantazji.

Jazda – odmieniec
Po przekręceniu kluczyka swoją obecność podkreśli wysokoprężny silnik ukryty pod maską. Odgłos jego pracy jest bardzo subtelny, chociaż na wyższych obrotach może nieco „pokrzyczeć”. Ten „krzykacz” to już dobrze znana jednostka obecna w motoryzacyjnym świecie pod oznaczeniem dCi. W tym przypadku jest to 130-konny diesel o maksymalnym momencie obrotowym wynoszącym 320 Nm. Czy taka moc wystarczy, aby wprawić w ruch tę wielką kość słoniową (dokładnie tak się nazywa ten kolor lakieru). To pierwsze pytanie, jakie wpada do głowy na widok masy (1433 kg) w dowodzie rejestracyjnym. Szybko się jednak okazuje, że właśnie taka liczba mechanicznych rumaków idealnie pasuje do tego samochodu. Silnik jest bardzo elastyczny, a przyrost mocy można odczuć już od najniższego zakresu obrotów. Dzięki temu zjawisko „turbo dziury” jest praktycznie niewyczuwalne, a turbosprężarka jest praktycznie cały czas w pogotowiu. Zaspanie? Można odnieść wrażenie, że to absolutnie nie jest w jej stylu. Nie jest też już niespodzianką, że ten silnik odznacza się rekordowo niskim zużyciem paliwa. Nie inaczej było w tym przypadku. W cyklu miejskim bez problemu udało się osiągnąć wynik na poziomie 7,3 litra. Przy takich gabarytach to naprawdę prawdziwy powód do radości. Do współpracy z tym silnikiem została przydzielona manualna, 6-biegowa przekładnia będąca dalszym ciągiem miłych wrażeń z jazdy. Dźwignia zmiany biegów pracuje z taką lekkością, a jednocześnie precyzją, jak jeszcze nigdy dotąd w żadnym samochodzie ze stajni Renault. Można spędzić cały dzień za kierownicą na zmianę redukując i wrzucając wyższy bieg, i wcale nie mieć tego dosyć. Pomyśleć, że to auto na pierwszy rzut oka absolutnie nie zdradza takiej ilości pozytywnych niespodzianek.

Ann Bradshaw: pionierka w zarządzaniu mediami w F1

Zawieszenie przypomina gąbkę do kąpieli – niezwykle dobrze wybiera wszelkie nierówności na drodze a jednocześnie pracuje cicho i dyskretnie. Przede wszystkim jest jednak bardzo miękko zestrojone. Na zakrętach można odnieść wrażenie, że nadwozie nie nadąża za kołami. Ale właśnie ta miękkość stoi za doskonałym komfortem, jaki odczuwają wszyscy pasażerowie będący na pokładzie. Bez wyjątku. Nawet na bardzo nierównej nawierzchni, można się poczuć jak na drogim jachcie – delikatnie nami pobuja, podczas kiedy za oknami będzie szalał prawdziwy sztorm. Nieco pobuja również przy gwałtownym manewrze wyprzedzenia nieoczekiwanej przeszkody na drodze. W celu jej ominięcia trzeba zrobić solidny, pełny obrót kierownicą, aby samochód zechciał wykonać nasze polecenie, bo do pełnego skrętu kół niezbędne są trzy obroty. Dosyć sporej kierownicy.

Po kilku dniach za kierownicą…
… okazało się, że to naprawdę bardzo fajne auto. Wyglądem zewnętrznym wcale nie zwraca na siebie uwagi i dlatego z pewnością niewiele osób skusi się na jego zakup. A szkoda, ponieważ to prawdziwa perełka wyszukana w dosyć obszernej ofercie producenta. Renault Fluence, mimo swojej futurystycznej nazwy, to solidny i dosyć spory sedan. Ale przede wszystkim to bardzo komfortowy poduszkowiec, który stylem jazdy odstaje od wszystkich innych modeli marki. Zła wiadomość jest taka, że testowany, 130-konny diesel został wycofany z oferty. Samochód jest oferowany z jednym, 110-konnym silnikiem benzynowym, oraz silnikiem diesla w dwóch wariantach mocy: 95 oraz 110 (również z automatyczną skrzynią biegów) KM. Jego ceny promocyjne zaczynają się od 49 500 złotych. W najbogatszej, testowanej wersji wyposażenia Intense ze 110–konnym, wysokoprężnym  silnikiem zapłacimy 70 700 złotych. To tyle, co za dobrze wyposażone auto kompaktowe. Ale żadne z nich nie zaoferuje tak dużej ilości miejsca oraz tak dużego komfortu.

Na TAK:
– niskie zużycie paliwa
– bardzo komfortowe zawieszenie
– dobre właściwości jezdne

Na NIE:
– brak mocniejszych jednostek w ofercie
– zbyt mało precyzyjny układ kierowniczy

Renault Fluence 1.5 dCi 130 KM – dane techniczne:
Silnik – wysokoprężny, dCi, turbodoładowany, 4-cylinndrowy
Pojemność – 1598 cm3
Moc – 130 KM przy 4000 obr/min
Moment obrotowy – 320 Nm przy 1750 obr/min
Masa własna – 1433 kg
Napęd – na przednią oś
Prędkość maksymalna – 200 km/h
Skrzynia biegów – manualna, 6-biegowa
Pojemność bagażnika – 450 litrów
Pojemność zbiornika paliwa – 60 litrów
Długość/szerokość bez lusterek/wysokość – 4622/1809/1479 mm

Najnowsze

Kobiety na traktory 2015 – zawody offroadowe dla kobiet

To już piąta edycja rajdu organizowanego z okazji Dnia Kobiet, pod nazwą „Kobiety na traktory”. Imprezę swoim patronatem objęła Motocaina.pl.

To już piąta edycja rajdu organizowanego z okazji Dnia Kobiet, pod nazwą „Kobiety na traktory”. Rajd odbędzie się w sobotę 7 marca 2015. Jest to turystyczno -sportowa impreza off raod’owa, dedykowana kobietom, które mają samochód z napędem na cztery koła. Zasady rajdu się nie zmieniły od pierwszej edycji: kobieta prowadzi samochód od startu do mety, a na miejscu pilota może zasiąść osoba dowolnej płci. Ponadto na pokład samochodu można zabrać rodzinę, znajomych czy dzieci.

Trasa „Turystyk” dedykowana jest dla samochodów seryjnych i SUV’ów. Charakter trasy jest turystyczno-krajoznawczy. Załogi będą się poruszały według roadbook’a. Trasa będzie przebiegała drogami szutrowymi i asfaltami, a organizatorzy przewidują niewielkie przeszkody, w których trzeba będzie wykorzystać napęd na cztery koła. Po drodze będą przygotowane punktowane próby.

W klasie Adventure, samochody muszą być przygotowane do poruszania się w trudnym terenie. Trasa będzie przebiegała drogami gminnymi według roadbook’a, a rywalizacja odbędzie się na OS’ach. Podczas wszystkich prób ważny będzie czas, ale nie będą to tylko typowe „szybkościówki”, ale również trudne technicznie odcinki, gdzie pilot będzie miał trochę pracy. Aby rozładować ewentualny tłok na próbach, zostanie przygotowanych kilka różnych roadbook’ów tak aby uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach.

Baza rajdu usytuowana będzie w miejscowości Słomczyn k/ Grójca.

Program rajdu:
9:00 – rejestracja załóg w biurze rajdu, rozdanie kart drogowych, materiałów nawigacyjnych, naklejek, itd.
9:45 – odprawa,
10:00 – wyjazd na trasę,
16:00 – zamknięcie trasy, sędziowie zamykają punkty kontrolne,
16:30 – zakończenie rajdu, zdanie kart drogowych, po tym czasie karty nie będą przyjmowane,
18:00 – ogłoszenie wyników i rozdanie nagród.

Organizator: www.adventura4x4.pl

Osoba kontaktowa: Grzegorz Gos 505 045 300, grzegorz.gos@adventura4x4.pl

Wszystkie szczegóły dotyczące zgłoszeń znajdują się na: http://www.adventura4x4.pl/kobiety-na-traktory

Link do wydarzenia na facebooku: https://www.facebook.com/events/839688586087753/?fref=ts

Najnowsze

Zobacz, za co możesz dostać mandat zimą

Kierowcy praktycznie codziennie rano są zmuszeni do odśnieżania swoich samochodów. Jest kilka rzeczy, na które trzeba szczególnie zwrócić uwagę, gdyż zima to okres, w którym dużo łatwiej o mandat. Zobacz, czego musisz unikać.

Polskie przepisy prawa dość jednoznacznie określają, za co można dostać mandat zimą. I tak na przykład art. 66 prawa o ruchu drogowym mówi o tym, że pojazd, który uczestniczy w ruchu drogowym musi być tak wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego nie zagrażało bezpieczeństwu zarówno osób nim jadących, jak i innych uczestników ruchu. Brzmi skomplikowanie, ale w praktyce sprowadza się do bardzo prostych rzeczy.

Przede wszystkim kierowca musi mieć odpowiednie pole widzenia. Dlatego też odśnieżone muszą być co najmniej szyby w przednich drzwiach, szyba czołowa, a także lusterka. To jednak dopiero początek naszych obowiązków. Odpowiednio oczyszczone muszą być także przednie i tyle reflektory, kierunkowskazy, a także tablice rejestracyjne. Powód jest bardzo prosty – muszą być widoczne dla innych kierowców lub w przypadku przednich reflektorów zapewniać odpowiednią widoczność kierowcy.

Wielu polskich kierowców nie zdaje sobie także sprawy z tego, że nie można zostawiać śniegu, który zalega na dachu, masce samochodu lub klapie bagażnika. Jego również musimy się pozbyć, gdyż spadające w trakcie jazdy kule śnieżne mogą powodować zagrożenie na drodze, np. spadając na szyby samochodów jadących za nami. Mandat za nieodpowiednie odśnieżenie auta może oscylować w granicach od 20 do nawet 500 zł, a za niewidoczne tablice rejestracyjne grożą nam jeszcze dodatkowo 3 pkt karne.

Opony zimowe?
W Polsce opony zimowe nie są obowiązkowe, więc za jazdę na ogumieniu letnim nie grozi nam mandat. – Trzeba jednak pamiętać, że bieżnik nie może być niższy niż 1,6 mm. Jeśli policja nas skontroluje i stwierdzi nieprawidłowości, to możemy stracić dowód rejestracyjny oraz zapłacić 500 zł kary – mówi Filip Fischer, Kierownik Działu Obsługi Klienta w Oponeo.pl.

Nie stój z włączonym silnikiem
Warto także pamiętać o tym, że mandat możemy dostać za zbyt długi postój z włączonym silnikiem w terenie zabudowanym. Dokładnie nie powinien on przekroczyć jednej minuty. I chociaż policjanci w praktyce rzadko karzą kierowców mandatami, gdy samochód ma włączony silniki w tym czasie odśnieżamy pojazd, to jednak w teorii jest to możliwe, więc lepiej dmuchać na zimne. Nigdy nie wiemy, na jakiego funkcjonariusza akurat trafimy.

Musimy także pamiętać o tym, że według art. 60 kodeksu drogowego, nie wolno nam się oddalać od samochodu, w którym jest uruchomiony silnik. Za to już bezwzględnie dostaniemy mandat karny, jeśli zostaniemy przyłapani przez policjanta.

Zapomnij o kuligu
Wciąż popularną w Polsce rozrywką jest kulig. Nie ma w tym nic złego, dopóki sanek nie przywiązujemy do samochodu. Za zorganizowanie takiego kuligu na drogach publicznych grozi nam mandat w wysokości 500 zł oraz 5 pkt karnych. Sanki mogą zjechać na boczny pas drogi, powodując zagrożenie. Poza tym inny kierujący mogą nie zauważyć kuligu i nie zahamują na czas. W takiej sytuacji bardzo łatwo o tragedię.

Zima to okres, w którym policja ma więcej powodów do wystawienia mandatu. Jeśli jednak będziemy pamiętać o odpowiednim odśnieżaniu auta, a na kołach zamontujemy dobre opony, to nie powinno stać się nic złego, co wpłynęłoby na grubość naszego portfela.

Najnowsze

Obowiązkowe wyposażenie samochodu za granicą – w krajach UE

W przepisach ruchu drogowego na terenie Europy występują subtelne różnice, które w przypadku spotkania z policją obcego kraju, mogą okazać się znacznie bardziej istotne, niż mogło nam się wydawać. I jednocześnie kosztowne. Przypominamy, co warto mieć w samochodzie, udając się na zimowy wypoczynek za granicę.

W Polsce obowiązkowym wyposażeniem pojazdu jest jedynie trójkąt ostrzegawczy z homologacją oraz zalegalizowana gaśnica o pojemności min. 1 kilograma. Apteczka, kamizelka odblaskowa czy zapasowe żarówki są zalecane, ale za ich brak nie grożą konsekwencje karne. Co innego w krajach Europy, w których Polacy często spędzają zimowy urlop. Przyjrzyjmy się bliżej przepisom, jakie w nich obowiązują.

Patrycja Brochocka - kobieta za kierownicą potężnej rajdowej terenówki

Niemcy
Niemcy co prawda nie są krajem docelowym podróży na zimowy wypoczynek, jednak często właśnie przez ten kraj biegnie najbardziej optymalna droga w Alpy i Dolomity. W Niemczech prawo nie nakłada obowiązku stosowania opon zimowych, jednak są one wymagane adekwatnie do warunków panujących na drodze. Muszą posiadać oznaczenie „M+S”. Podobnie jak w większości krajów, łańcuchy są obowiązkowe tylko na niektórych odcinkach dróg, oznaczonych odpowiednimi znakami. Ponadto podróżując przez Niemcy na wyposażeniu samochodu powinna znaleźć się apteczka z gumowymi rękawiczkami, trójkąt ostrzegawczy, oraz od niedawna również kamizelka odblaskowa.

Austria
Wjeżdżając do Austrii od strony południowej niemal od razu docieramy do podnóży Alp. A w górach nie ma żartów. Zasady co do konieczności jazdy na oponach zimowych w Austrii są dosyć przewrotne. Z jednej strony nie ma obowiązku jazdy na „zimówkach”, z drugiej jednak od 1 listopada do 15 kwietnia przy zimowych warunkach, czyli burzach śnieżnych i gdy jezdnia pokryta jest śniegiem, opony zimowe trzeba mieć. Co więcej głębokość bieżnika nie może być mniejsza niż 4 mm. Policja nie będzie mieć również zastrzeżeń do opon całorocznych, pod warunkiem, że znajduje się na nich oznaczenie „M+S”. Na wyposażeniu samochodu obowiązkowo powinny znaleźć się kamizelka odblaskowa oraz apteczka. Zdecydowanie zalecane jest również posiadanie łańcuchów. Na wielu lokalnych drogach oznaczonych odpowiednimi znakami przy zimowych warunkach mamy obowiązek założenia łańcuchów. Najlepiej, aby posiadały certyfikat Ö-Norm. Pamiętajmy również, że mimo posiadania winiety na autostrady, niektóre odcinki dróg jak przełęcz Brenner czy dłuższe tunele, będą wymagały dodatkowej opłaty.

Włochy
We Włoszech brak jest jednolitych regulacji, co do obowiązku jazdy na oponach zimowych. Każda prowincja może ustalać osobne przepisy w tej kwestii. W rejonie, który zimą interesuje nas najbardziej – Tyrolu Południowym – od 2013 roku opony zimowe są wymagane w okresie od 15 listopada do 15 kwietnia. Za niedostosowanie się do tego przepisu grozi mandat w wysokości od 85 euro w górę. Podobnie jak w Austrii, w górskich rejonach Włoch warto posiadać łańcuchy, które są niezbędne na niektórych odcinkach dróg w warunkach zimowych. Musimy zaopatrzyć się również w kamizelkę i trójkąt.

Francja
We Francji nie ma obowiązku stosowania opon zimowych, jednak na większości dróg górskich oznaczonych znakami „Pneus neige”, „zimówki” będą wymagane. Do obowiązkowego wyposażenia samochodu, poza trójkątem należy też komplet żarówek. W samochodzie musi również znajdować się minimum jedna kamizelka – jest ona obowiązkowa dla każdego pasażera, który opuszcza pojazd w czasie awarii. Łańcuchy śniegowe są niezbędne tam, gdzie nakazują tego znaki drogowe. Warto zauważyć również, że nie ma już potrzeby posiadania alkomatu.  Mimo licznych informacji, które można znaleźć w sieci, we Francji nie ma obecnie obowiązku wożenia w samochodzie alkomatu. Wprowadzony w 2012 roku przepis o obowiązkowym wyposażeniu samochodu w alkomat utrzymał się w mocy jedynie dwa tygodnie.

Słowacja
Słowacja posiada jedne z bardziej rygorystycznych wymogów dotyczących obowiązkowego wyposażenia samochodu. Poza oponami zimowymi w okresie od 15 listopada do 15 marca obowiązkowe są trójkąt, apteczka, podnośnik, zapasowy komplet żarówek oraz bezpieczników, a nawet lina holownicza. Ponadto kamizelka odblaskowa musi znajdować się we wnętrzu pojazdu.

Czechy
Podobnie jak na Słowacji, również w Czechach mamy nakaz stosowania opon zimowych, jednak obowiązuje on od 1 listopada do 31 marca. Pamiętajmy, że podczas kontroli musimy posiadać jedną z dwóch części winiety, na której wpisujemy numer rejestracyjny pojazdu. Obowiązkowym wyposażeniem jest trójkąt, apteczka, komplet żarówek oraz kamizelka (po jednej dla każdego z pasażerów).  Warto zaznaczyć, że zgodnie z Konwencją wiedeńską o ruchu drogowym, policja danego państwa nie ma prawa nakładania mandatu na kierowców samochodów zagranicznych, których wyposażenie jest zgodne z przepisami rodzimego prawa o ruchu drogowym, nawet jeśli jest niewystarczające z punktu widzenia przepisów kraju, przez który przejeżdżają. Niestety ten argument rzadko uda nam się skutecznie wyłożyć funkcjonariuszom podczas kontroli, dlatego lepiej zaopatrzyć się w odpowiednie akcesoria. Przed wyjazdem warto wykonać również przegląd auta. W warsztatach Motointegrator bez problemu sprawdzimy najważniejsze elementy, a na wizytę możemy umówić się przez internet lub telefon. Nie zapomnijmy o zapasowaym płynie do spryskiwaczy i oleju silnikowym – ich zakup na autostradowej stacji w Niemczech lub Austrii może okazać się nie lada wydatkiem.

Źródło: Motointegrator.pl

Najnowsze