Test Citroen DS3 Sportchick 1.6 THP – szkatułka mocy

Jego konstrukcja została zapożyczona z modelu C3. Jednak ze swoim skromnym bratem ma tyle wspólnego, co kurze jajko z jajem Faberge. Cztery koła i... na tym kończy się lista podobieństw. DS3 jest jak zgrabna modelka z wybiegu w Mediolanie, odziana w szaty znanego projektanta. Ale czy za figurą i ładnym ubraniem kryje się dusza i prawdziwe serce?

Jest pierwszym modelem z oferty francuskiego producenta, wskrzeszającym legendę. Citroen DS, bo o nim właśnie mowa, był produkowany w latach 1955-1975. Skrót od hasła Different Spirit miał podkreślać, że duchem ten samochód jest z innej epoki. Z której? Nie wiadomo, ale ówczesną, w której się narodził, z pewnością wyprzedził pod każdym względem. Aerodynamiczny kształt nadwozia pozwalał poruszać się szybciej niż konkurencja, a zastosowanie hamulców tarczowych z przodu i z tyłu było niczym lot na Marsa. Do zejścia ze sceny zmusiły go awarie i problemy, z którymi zazwyczaj się boryka nowatorska technologia. Jak to dobrze, że jednak producent zdecydował się nie puszczać tego fragmentu swojej historii w zapomnienie.

Wprawdzie to, co kiedyś było światowym wynalazkiem, dziś w samochodach jest codziennością, to linia samochodów DS nadal wyróżnia się z tłumu. Tym razem Citroen nie zdecydował się jednak na zrobienie z samochodu technologicznej fortecy. Za to znakiem rozpoznawczym nowych modeli miałobyć wyszukane wzornictwo. Testowany przez nas egzemplarz DS3 wyglądał jak wprost wyjęty z paryskich butików mody. Ciemny, fioletowy odcień lakieru, połączony z ozdobnym emblematem na dachu oraz lusterkach bocznych, szybko szufladkują takie auto jako „idealne dla kobiety”. Jednak wystarczy przejechać tylko kilka metrów, aby wyznawcy tej teorii szybko zmienili zdanie. Ale po kolei.

Milan Pawelec mistrzem Polski Pit Bike

Wnętrze – spacer po wybiegu
Nie oszukujmy się – to mały samochód na zewnątrz i równie mały w środku. Kto liczy, że DS3 jest optycznym oszustem, ten niech skieruje swoją uwagę na większego DS5. „Mały” wcale jednak nie oznacza „gorszy”. Po zajęciu miejsca za kierownicą przestaje być również tak „kobieco”. Metalowe nakładki na pedałach oraz deska rozdzielcza wykonana z imitacji karbonu roztaczają w kabinie pasażerskiej atmosferę sportu motorowego. Kto jednak woli otaczać się zapachem perfum, również nie będzie zawiedziony. Dyskretny dozownik, zlokalizowany tuż obok kierownicy zadba, aby po całym wnętrzu unosiła się elegancka woń. Fotele w tym modelu nie tylko doskonale trzymają na zakrętach, lecz są miękkie i mięsiste niczym słodkie ptysie. Można w nich spędzić nawet całe wieki i nadal odczuwać przyjemność siedzenia. Dodatkowo deska rozdzielcza na wysokości pasażera ma mocno wklęsły kształt, co daje całkiem sporo miejsca na nogi. Na tylnej kanapie przestrzeni za to na lekarstwo; dla dwóch dorosłych osób po prostu za mało. Zamykam ciężkie i nieco zbyt duże drzwi wierząc, że najlepsze dopiero przede mną.

Wysoka Grzęda Baja Poland: Stephane Peterhansel z Edouardem Boulangerem wygrali najważniejszą motorsportową imprezę roku w Polsce!

Jazda – „kobiecy” znaczy „szybki”
Nie myliłam się. Testowany egzemplarz to wersja Sportchick, co w polskim tłumaczeniu oznacza „tylko dla dużych dziewczynek”. Pod maską prawdziwa niespodzianka: turbodoładowany, benzynowy silnik THP, będący owocem „miłości” BMW i PSA. Wprawdzie pojemność niepozorna (1.6 litra), ale moc już nieco bardziej konkretna. 156 koni mechanicznych przy masie 1090 kg to obietnica świetnej zabawy. Co lepsze, na obietnicach producent nie kończy. Po przekręceniu kluczyka w kabinie nadal panuje cisza, ale to przysłowiowa „cisza przed burzą”. Wciskam sprzęgło, pedał daje głębokiego nura w stronę podłogi i wrzucam pierwszy bieg. Każdy kolejny ruch dłonią będzie równie krótki – przełożenia są idealnie, wręcz sportowo zestopniowane. A przecież to nie jest sportowe auto – myślę sobie ruszając z miejsca. Silnik jest mocny, elastyczny i równo pracuje. Na niższych obrotach się nie dławi, na wyższych nie łapie zadyszki. Przyrost mocy czuć od najniższego zakresu obrotów, chociaż 156 koni mechanicznych jest w całości dostępnych dopiero od 6000 obr/min. Wystarczy nieco mocniej nacisnąć gaz, aby poczuć przyjemnego kopa na wysokości krzyża, przy zdecydowanym depnięciu czuć jak wyskakuje dysk w kręgosłupie. Pierwszą setkę DS3 osiąga w 7,3 sekundy. To doskonały wynik, ale może być lepiej, bo na szczycie oferty stoi DS3 Racing z mocą 202 KM.

Ruszając spod świateł czuć, jak asfalt zwija się pod kołami, a ego mężczyzn na sąsiednim pasie po prostu wyje z rozpaczy. Był taki jeden, co nie chciał się poddać i ścigał mnie nocą z uporem maniaka. Alfa Romeo 159 jest samochodem naprawdę pięknym, ale małego DS3 nie był w stanie „złapać”. Mimo usilnych starań jego kierowcy, tego wieczoru to Citroen był zwycięzcą. I tak przez cały okres trwania testu – koniecznym było udowadnianie mężczyznom na drodze, że to nie tylko kolejny, kobiecy dodatek, lecz przede wszystkim zabawka i to bardzo szybka. Jednostka generuje bardzo wysoki moment obrotowy. 240 Nm pozostaje do dyspozycji kierowcy od 4000 obr./min. Jednak już po przekroczeniu progu 3000 obr./min można  poczuć, jak pod maską budzą się demony. Wzrasta wtedy również poziom zużycia paliwa (10 l/100 km). Na szczęście DS3 to samochód o dwóch obliczach i jeżeli na co dzień zechcemy delektować się spokojną i komfortową jazdą, ten samochód jest nam w stanie to zaoferować. Przy niezbyt nerwowym stylu jazdy w cyklu miejskim zadowala się 8 l/100 km. A skoro już o wrażeniach z jazdy mowa, to nie można pominąć równie doskonałego zawieszenia. Podczas pokonywania zakrętów, spisuje się na piątke z plusem. Jest sztywno zestrojone, dzięki czemu mały wariat bardzo dobrze trzyma się w zakrętach. Nieważne jak ostry łuk pokonujemy i z jaką prędkością się wtedy poruszamy. Samochód prowadzi się pewnie i stabilnie, bez żadnych oznak podsterowności. Na słowa pochwały zasługuje również skrzynia biegów (w tym przypadku manualna, 6-biegowa). Jej przełożenia są bardzo krótkie i wskakują precyzyjne. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie bardziej bezpośredniego układu kierowniczego. Ten zastosowany w testowanym egzemplarzu był rozwiązaniem komfortowym, ale podczas szybszej jazdy niestety zbyt leniwym i zbyt słabo stawiającym opór.

Szybka decyzja
Wystarczy spędzić jeden wieczór za kierownicą tego samochodu, aby pozbyć się wszelkich wątpliwości odnośnie jego zakupu. Tak, to auto naprawdę chce się mieć, a każda, nawet najkrótsza przejażdżka, grozi silnym uzależnieniem. Kubłem zimnej wody może być cennik. A ten już tak przyjemny nie jest. Otwiera go kwota 63 400 złotych. Za tę cenę otrzymamy egzemplarz w podstawowej wersji wyposażenia Chic, z benzynowym silnikiem PureTech (82 KM). Za egzemplarz z testowanym silnikiem 1.6 THP (156KM) trzeba zapłacić już 87 400 złotych. Biorąc pod uwagę, że producent kusi nas niezliczoną liczbą możliwości personalizacji (kolory obręczy, 4 kolory dachu, lusterek bocznych, 11 kolorów nadwozia oraz kabiny pasażerskiej) może się okazać, że nasz wymarzony  i jedyny w swoim rodzaju DS3 może się otrzeć o 100 000 złotych, a to już jest bardzo dużo. Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że ceną oraz szeroką paletą akcesoriów i kolorystyki DS3 chce konkurować z MINI. Czy to się uda? Nie wiem, ale trzymam za niego kciuki z całych sił, bo to naprawdę fajny samochód.

Na TAK:
– doskonały silnik
– bardzo dobre właściwości jezdne
– sztywno zestrojone zawieszenie
– ładny design

Na NIE:
– zbyt mało precyzyjny układ kierowniczy
– wysoka cena 

Citroen DS3 Sportchick 1.6 THP – dane techniczne:
Silnik – benzynowy, turbodoładowany, R4, 16 zaworów
Pojemność skokowa – 1598 cm3
Moc – 156 KM przy 6000 obr/min
Moment obrotowy – 240 Nm przy 4000 obr/min
Skrzynia biegów – manualna, 6-biegowa
Napęd – na przednią oś
Maksymalna prędkość – 214 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h
Pojemność bagażnika – 285 litrów
Pojemność zbiornika paliwa – 50 litrów
Masa własna -1090 kg
Długość/szerokość/wysokość – 3948/1715/1458 mm

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze