Tesla usuwa dodatki ze swoich używanych aut i każe za nie płacić drugi raz?

Tesla usuwa dodatki ze swoich używanych aut i każe za nie płacić drugi raz?

29 marca 2020
3
W czasach kiedy coraz więcej elementów dodatkowego wyposażenia wymaga po prostu wgrania odpowiedniego oprogramowania, producenci zaczynają wprowadzać możliwość dokupienia ekstrasów już po wyjechaniu z salonu. Prekursorem takiego „aktualizowania” wyposażenia jest Tesla, która chyba upatrzyła w tym możliwość dorobienia sobie, poprzez oszukiwanie klientów.
Loading module...

Nieuczciwe praktyki Tesli opisał serwis Jalopnik, przybliżając historię wielu osób, które uważają, że zostały oszukane przez amerykańskiego producenta. Oto co przytrafiło się jednej z nich.

Pewien mężczyzna kupił w grudniu zeszłego roku od dilera aut używanych Teslę Model S z 2017 roku. Na liście wyposażenia samochodu znajdował się między innymi „rozszerzony autopilot” oraz „tryb w pełni autonomicznej jazdy” (w przypadku Tesli oznacza to samodzielną jazdę drogami szybkiego ruchu). Kosztowały one pierwotnego właściciela 8000 dolarów i były wymienione w szczegółach zamówienia, które otrzymał on przy zamawianiu auta.

Tesla ponownie zrewolucjonizuje auta elektryczne? Wkrótce pokaże „superbaterie”

Problem w tym, że 18 grudnia Tesla przeprowadziła zdalny „audyt” oprogramowania zainstalowanego w jej samochodach i usunęła z opisywanego Modelu S funkcję autopilota. Diler nie został o tym w żaden sposób poinformowany i dwa dni później sprzedał samochód bohaterowi historii, który był przekonany, że jego nowy nabytek posiada możliwość jazdy autonomicznej.

Sprawa wyszła na jaw dopiero po miesiącu, kiedy auto trafiło do serwisu Tesli na przegląd. Na liście  wykonanych czynności znalazło się usunięcie grudniowej aktualizacji oprogramowania. Dlaczego? Ponieważ była ona przeznaczona dla samochodów wyposażonych w autopilota, a ta opcja została z tego egzemplarza usunięta.

Właściciel skontaktował się więc z obsługą klienta Tesli, gdzie dowiedział się, że producent niedawno odkrył błąd w wyniku którego niektóre samochody posiadały funkcję autopilota, chociaż nie została ona zakupiona. Tak podobno było w tym przypadku i przedstawiciel Tesli przeprosił za zamieszanie, dodając przy okazji, że właściciel Modelu S może zapłacić za tą opcję i zostanie mu ona przywrócona.

Kiedy sytuacja została nagłośniona przez Jalopnika, Tesla kompletnie zmieniła stanowisko. Nagle okazało się, że funkcja autopilota faktycznie była zakupiona przez pierwszego właściciela i natychmiast została przywrócona. A wcześniejsze odesłanie klienta z kwitkiem było jedynie „błędem w komunikacji”.

Zobacz koniecznie: Policjanci tańczą dla dzieci objętych kwarantanną. W Polsce!

To jednak nie jedyna taka sytuacja i na forach właścicieli Tesli znaleźć można wpisy innych osób, które zostały poszkodowane w podobny sposób. Szczególnie bulwersujący jest przypadek „szczęśliwego” posiadacza Modelu X P100D, wyposażony w opcjonalny tryb Ludicrous. Daje on możliwość chwilowego zwiększenia mocy generowanej przez elektryczne silniki (co odbywa się kosztem żywotności baterii) i pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w 3,1 s. Koszt tego dodatku to, bagatela, 20 tys. dolarów. Poszkodowany właściciel kupił ten egzemplarz jako używany (rocznik 2018) od dilera Tesli i zaraz po transakcji aktywacja trybu Ludicrous zniknęła z menu.

Tesla nie odpowiedziała na prośby Jalopnika do ustosunkowania się do zarzutów. Cała sprawa wygląda tak, jakby producent uważał, że niektóre dodatki nie powinny być obecne w aucie na stałe, ale wymagać wykupienia przez każdego kolejnego właściciela.

Słyszeliśmy już o przypadkach, w których pewne elementy wyposażenia są zawsze instalowane w fabryce, ponieważ taniej jest ujednolicić proces produkcyjny, niż ponosić koszty jego dywersyfikacji. Dotyczy to na przykład tempomatu, ale także mat ogrzewających siedzenia. Niektórzy niemieccy producenci zaczęli też oferować opcję zakupienia niektórych dodatków przez sklep z poziomu systemu multimedialnego. Przykładowo możliwość odbioru cyfrowych stacji radiowych, co jest kolejnym przykładem tego, że pewnych rzeczy nie opłaca się z samochodów „wycinać”, ale szkoda oddawać je klientom „za darmo” (tuner cyfrowy to osobne urządzenie, więc skoro można z niego korzystać po dokonaniu zakupu online, to znaczy, że każdy egzemplarz go ma, a my płacimy tylko za odblokowanie go). Idąc tym tropem, skoro dany model zawsze ma podgrzewane siedzenia, a coraz większą liczbą funkcji sterujemy wyłącznie z poziomu dotykowego ekranu, to jakim problemem jest dodanie w sklepie płatnej opcji „podgrzewane siedzenia” na wypadek, gdyby ktoś ich nie zamówił, a potem zmienił zdanie. Wystarczy tylko odblokować jedną z opcji w menu i już możemy korzystać z dodatkowego wyposażenia. I o ile takie działania jesteśmy w stanie zrozumieć (potencjalne dodatkowe źródło czystego zarobku dla producenta), to usuwanie już zakupionych opcji to zwyczajna bandyterka.

Z ostatniej chwiliW Holandii też mają szeryfów. Ten swoją „interwencję” zapamięta na długo

Zobacz też:
Fabrycznie nowe BMW 740i z 1997 roku do kupienia. I to w Polsce!

Ile osób może jechać razem autem w czasie epidemii?

Policja wprowadza nowe zasady kontroli drogowej na czas epidemii koronawirusa

Loading module...

Komentarze

29 marca 2020 09:56
Korzystamy z ebooków, które nie są nasze a wypożyczone. Muzyki słuchamy w Spotify gdzie tez nie jest nasza. Na Steamie „mamy” gry, które nie należą do nas. Rolnicy „wypożyczają” zboże do wysiewow. Czas wiec na samochody. To kwestia czasu.
Tesla
29 marca 2020 10:22
Ale kupując samochód z opcjami doplacamy za nie. To tak jak bym kupił uzywany samochód z skrzynią automatyczną za co płacę więcej. I potem na serwisie zmienili mi ją na manual. Chyba że dopłacę
29 marca 2020 10:31
Pewnie nie było tego w specyfikacji ale gość wsiadł, klikał i się cieszył, że ma.

Poczekajcie aż zaczną się sztuczki marketingowe i małe druczki. "Np. pierwszy miesiąc korzystania z nawigacji gratis", "Asystent pasa tylko dla klientów banku XXX" :)