Tesla obniża zasięg swojego modelu, ale za to podnosi cenę
Niedawno pisaliśmy o tym, że Elon Musk ogłosił nagłe wycofanie się z Modelu S w wersji Plaid+, a teraz w ofercie marki doszło do kilku zastanawiających „poprawek”.
Tesla za sprawą swojego założyciela, wielokrotnie wykonywała zaskakujące ruchy, które nie zyskiwały jej przychylności klientów. Często można było odnieść wrażenie, że były one efektem „urealniania” pewnych pierwotnych zapewnień Elona Muska. Najnowszym zaskoczeniem było anulowanie Modelu S Plaid+, ponieważ Plaid bez plusa okazało się „wystarczająco szybkie”.
Tesla Model S Plaid+ anulowana! Elon Musk znowu zmienił zdanie
Teraz z kolei zmniejszono oficjalny zasięg Modelu S Long Range. Różnica jest co prawda symboliczna, ponieważ spadł on tylko z 663 do 652 km, ale i tak warta odnotowania. Przypomina bowiem kontrowersje sprzed dwóch lat, kiedy część właścicieli zauważyła znaczący spadek zasięgu po aktualizacji. Zarzucano wtedy producentowi, że programowo ograniczył użyteczną część baterii, żeby zapobiec pożarom wadliwej serii akumulatorów. Każdy inny producent przyznałby się do błędu i zorganizował akcję serwisową, ale Tesla której zdarzało się balansować na granicy bankructwa, raczej nie brała takiej możliwości pod uwagę. Tym razem zmniejszenie zasięgu wynika prawdopodobnie również ze zmniejszenia użytecznej pojemności baterii, zapewne w celu poprawy jej żywotności.
Tesli nie kupisz już za bitcoiny, bo to „nieekologiczne”
Przy okazji podniesiono też cenę Modelu S Plaid – z 529 990 zł do 569 990 zł. Po wycofaniu się z Plaid+ uznano, że równie dobrze można podbić cenę, skoro i tak nie będzie droższej wersji? Bardzo możliwe. Przypominamy jednak, że w październiku 2020 roku informowaliśmy, iż odmiana Plaid jest już w polskim cenniku i kosztuje 609 990 zł. Z tą różnicą, że wtedy miała mieć 1100 KM, czyli tyle ile nieogłoszona jeszcze na tamten dzień Plaid+. Sami widzicie, że producent sam chyba nie jest pewien swego i co chwile dokonuje jakichś zmian w ofercie.
Tesla obniża ceny swoich modeli. Firma boi się, że nie spełni zobowiązania?
Ostatnia z niedawnych modyfikacji w gamie jest niezwykle błaha, ale kolorytu dodaje jej jak zwykle wypowiedź Elona Muska. Chodzi o usunięcie z Modelu Y regulacji podparcia lędźwiowego. Skąd taka decyzja? Według założyciela Tesli nikt z tej funkcji nie korzysta, więc nie ma sensu jej oferować. Rozumiemy, że w pozostałych modelach sytuacja jest odwrotna i tam właściciele regulują podparcie lędźwiowe? Tak samo jak w niemal wszystkich samochodach na rynku, bo prawie w każdym znajdziemy taką regulację? Tylko właściciele Modelu Y mają do niej awersję? Logika godna Elona Muska.
Najnowsze
-
Ubezpieczenie assistance – dlaczego to kluczowy element ochrony każdego kierowcy?
Awaria auta z dala od domu, przebita opona czy rozładowany akumulator to sytuacje, które mogą przydarzyć się każdemu kierowcy. Dowiedz się, jak działa ubezpieczenie assistance i dlaczego warto je mieć, aby w razie problemów na trasie uniknąć stresu oraz wysokich kosztów holowania i naprawy. -
TEST Nowy Ford Explorer – mniej wypraw, więcej miasta. I to nawet ma sens
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
-
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem