Tak wyglądał wjazd pierwszych szczepionek na koronawirusa do Polski

Pierwsza partia szczepionki przeciw wirusowi COVID-19 dotarła już do Polski. Swój wkład z transport tego ważnego dla zdrowia i życia ludzi leku mieli także lubuscy policjanci, którzy przeprowadzili jego konwój od polsko-niemieckiej granicy do województwa wielkopolskiego.

Lubuscy policjanci od momentu pojawienia się koronawirusa, czynnie wspierają służby medyczne i sanitarne, które każdego dnia dokładają wszelkich starań w walce o zdrowie i życie Polaków. Działania policjantów to między innymi liczne kontrole osób przebywających na kwarantannie, sprawdzanie egzekwowania obowiązujących przepisów i obostrzeń, wsparcie służb na granicy polsko-niemieckiej, a od 25 grudnia także konwój transportu ze szczepionkami przeciw COVID-19. To bardzo ważne zadanie jakie zostało postawione przed lubuskimi policjantami.

COVID-19 – już niedługo rozpocznie się kwarantanna narodowa. Co to oznacza dla kierowców?

Pierwsza dostawa szczepionki wyruszyła do Polski z Belgi w piątkowy poranek. Specjalistyczny bus, który przewoził szczepionki w temperaturze -75 stopni Celsjusza, zmierzał do Agencji Rezerw Materiałowych w Wąwale koło Tomaszowa Mazowieckiego. Lubuscy policjanci rozpoczęli konwój na granicy w Świecku przed godziną 22.

Samochodowa gorączka COVID 19! Sprawa dotyczy ponad tysiąca samochodów

Funkcjonariusze eskortując busa musieli zapewnić mu sprawny i bezpieczny przejazd przez całe województwo lubuskie. Transport ze szczepionkami szybko pokonał trasę od granicy polsko-niemieckiej do województwa wielkopolskiego, gdzie przejęli go kolejni stróże prawa.

Najnowsze

Starszy kierowca wymusza pierwszeństwo, autor nagrania klnie i dramatyzuje

Każda sytuacja, w której mało nie doszło do kolizji, jest stresująca. Każdy z nas stres przeżywa inaczej. Mimo tego uważamy, że autora nagrania trochę… poniosło.

Auto z kamerą jechało drogą z pierwszeństwem, kiedy niespodziewanie wyjechał przed nie Mercedes. Sytuacja była niebezpieczna, także ze względu na śliską nawierzchnię. Niemniej wymuszający nie wyjechał drugiemu kierowcy tuż przed maskę, prędkość była niewielka i samochód z kamerą bez najmniejszego problemu wyhamował, zostawiając jeszcze spory margines bezpieczeństwa.

Starszy pan próbuje zginąć pod kołami busa?

Autor nagrania tak się jednak tym zdenerwował, że jeszcze kilkukrotnie zatrąbił na kierowcę Mercedesa i rzucał przekleństwa pod jego adresem. Na to niedoszły sprawca kolizji zatrzymał się i otworzył drzwi. Widząc to autor nagrania krzyczy (choć drugi kierowca jeszcze pewnie go nie słyszy): „Człowieku, byś mnie zabił!”. Rozumiemy, że był zdenerwowany sytuacją, ale tu mogło dojść najwyżej do niegroźnej kolizji. Skąd taka skłonność do dramatyzowania i wyolbrzymiania?

Wymusił pierwszeństwo, szybko tego pożałował

Tymczasem z Mercedesa powoli wysiadł starszy pan. Trudno usłyszeć co mówi, ale wspomina coś o pasach ruchu. Najwyraźniej uważał, że autor jedzie nie tym pasem, na który on wjechał. Popełnił błąd, chciał sprawę wyjaśnić, a tymczasem autor nagrania krzyczy na niego, przeklina i oczywiście jako młody człowiek, mówi do starszego kierowcy per ty. Przykry przykład chamstwa i prostactwa.

Najnowsze

Car-sharing jest trendy, ale… Czy nadal warto wypożyczać samochody na doby?

Dlaczego car-sharing wzbudza tak duże zainteresowanie? Czy warto wypożyczać na minuty a może nadal na doby?

Idea współdzielenia jednego pojazdu pomiędzy wielu użytkowników w ciągu jednej doby wpisuje się w rozmaite oczekiwania.

Dla klientów auto na minuty oznacza niższe koszty i większą elastyczność. Młody człowiek, szczególnie gdy nie ma jeszcze własnej rodziny, zamiast kupować samochód, może wynajmować auto dokładnie wtedy, gdy go potrzebuje. Nie płaci przy tym za parkingi, paliwo, naprawy czy ubezpieczenie. Jest wygodnie, a koszty nie tak znowu duże – szczególnie gdy zestawi się je  z ratą kredytu czy leasingu za własny samochód. Z kolei dla osoby, która korzysta z car-sharingu sporadycznie, auto na minuty to dobra alternatywa dla taksówki.

Druga sprawa wiąże się z faktem, że car-sharing może być odpowiedzią na problem korków i zanieczyszczenia środowiska. Gdyby idea korzystania z aut na minuty faktycznie przyjęła się na dużą skalę, a mieszkańcy zaczęliby pod jej wpływem rezygnować z własnych samochodów, w miastach byłoby mniej tłoczno. A gdyby do tego wszystkie auta na minuty były hybrydowe, czy – jeszcze lepiej – elektryczne, korzystny wpływ takiego trendu na środowisko byłby bardzo znaczący. No właśnie – gdyby…

Problem w tym, że elektryfikacja motoryzacji w Polsce to pieśń przyszłości. Póki co, samochodów elektrycznych nie ma gdzie ładować. Zamiast masowego wykorzystywania aut na minuty, jak na razie mamy przepełnione parkingi, na których obok cywilnych samochodów mieszkańców, dodatkowo pojawiły się dziesiątki pojazdów na wynajem. W związku z tym słychać coraz więcej głosów osób niezadowolonych z faktu, że wypuszczenie na ulicę dodatkowych samochodów (w Warszawie jest ich kilkaset) jeszcze zmniejszyło – i tak niewystarczającą – liczbę dostępnych miejsc parkingowych.

Moda na car-sharing spowodowała, że tradycyjne wypożyczalnie samochodów zaczęły tracić na atrakcyjności w oczach klientów poszukujących nowoczesnych i elastycznych rozwiązań. Ale czy słusznie? Przecież wynajem auta z floty wypożyczalni, to także sposób na realizację idei współdzielenia i rozwiązanie typu MaaS (Mobility as a Service).

Dziś na rynku rent-a-car obecne są nowoczesne firmy z flotami aut pochodzącymi prosto z salonu. W dobrej klasy wypożyczalni nie znajdziemy samochodu starszego niż 3-letni, a standardem są pojazdy o śladowym przebiegu i bardzo młodym wieku. W dodatku, do tej branży także wchodzą nowinki techniczne oraz rozwiązania dające klientom wygodę i swobodę, niewiele mniejszą niż w przypadku car-sharingu.

W wypożyczalni klient ma do wyboru auto dowolnej klasy. Może być to auto miejskie, kompaktowe kombi, elegancka limuzyna, van, a nawet suv lub samochód dostawczy. Nie da się ukryć, że w car-sharingu nie możemy liczyć na tak szeroki wybór. Zazwyczaj w formule car-sharingu nie możemy także zarezerwować samochodu na konkretny termin, przez co może się okazać, że o planowanej godzinie wyjazdu, zamiast zaczynać podróż, będziemy biegali po osiedlu w poszukiwaniu dostępnego samochodu.

Choć wiele zależy od konkretnej sytuacji, warto mieć świadomość, że car-sharing w obecnych warunkach nie stanowi antidotum na korki i nie zawsze okazuje się rozwiązaniem najkorzystniejszym ekonomicznie. Dziś obydwie formy wynajmu mogą być równie nowoczesne, a ich koszty – porównywalne.

Jeśli potrzebujemy podjechać kilka kilometrów, a na ulicy właśnie stoi wolny samochód – car-sharing sprawdzi się wyśmienicie. Jeśli jednak potrzebujemy auta konkretnego segmentu na kilka godzin lub dłużej, warto sprawdzić, czy rent-a-car nie zaoferuje nam więcej i w niższej cenie. Tak, ekonomia współdzielenia transportu ma sens!

Najnowsze

Montaż stacji ładowania samochodów elektrycznych w garażu będzie prosty, dzięki tej jednej poradzie

Posiadanie samochodu elektrycznego to rozwiązanie, które wiąże się z większą mobilnością, pozytywnym wpływem na środowisko, ale i wymaga także od użytkownika uzupełniania energii za pośrednictwem ładowarek elektrycznych.

Wielu kierowców decyduje się na montaż stacji ładowania samochodów elektrycznych we własnym gospodarstwie domowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej domowej ładowarce samochodowej.

Skuteczna metoda ładowania pojazdu za mniejsze pieniądze?

Montaż stacji ładowania samochodów elektrycznych często wiąże się z chęcią posiadania szybkiego dostępu do energii elektrycznej w celu uzupełnienia braków w pojeździe. To praktyka coraz częściej spotykana wśród osób, które zdecydowały się skorzystać z nowoczesnych samochodów ekologicznych. Decyzja o inwestycji w infrastrukturę towarzyszącą tym pojazdom wynika zazwyczaj z niewielkiej dostępności tych urządzeń w przestrzeni publicznej oraz wysokim opłatom za taryfy energetyczne.

Czytaj więcej: Samochody elektryczne są drogie, nieekologiczne i „bez duszy” – jak jest naprawdę?

Decydując się na montaż stacji ładowania samochodów elektrycznych we własnym zakresie należy przestrzegać kilku ważnych punktów. Przede wszystkim przydatny może okazać się audyt miejsca oraz instalacji znajdującej się w budynku. Po otrzymaniu pozytywnego rezultatu dokonanej analizy należy przygotować infrastrukturę zasilającą. Działania te mają za zadanie przenieść prąd znajdujący się w rozdzielnicy do punkty ładowania.

Następnie odbywa się montaż stacji ładowania samochodów elektrycznych do odpowiedniej ściany lub słupka i podłączyć przewody zasilające. Ostatnim etapem jest podłączenie całego zestawu do prądu, gdy ten zostanie odpowiednio podpięty. W ten sposób uzyskamy pełnoprawne urządzenie do ładowania samochodów zasilanych prądem.

Zobacz także: Elektryczne auta wcale nie są ekologiczne?

Najnowsze

Inżynierowie Volvo doskonalą systemy bezpieczeństwa w prawdziwej jamie graczy komputerowych. Brakuje tylko pizzy

W tym pomieszczeniu panuje półmrok. Jego centralnym punktem jest wielki fotel samochodowy z kierownicą, pedałami, wielkim ekranem i mnóstwem przewodów. Brakuje tylko pudełek po pizzy. Czy to jama gracza komputerowego, który utracił kontakt z rzeczywistością?

Inżynierowie Volvo Cars od dłuższego czasu testują nowoczesne systemy bezpieczeństwa używając rzeczywistości wirtualnej, rozszerzonej i tej normalnej – bez upiększeń. Najnowszym trendem jest miksowanie wszystkich tych rzeczywistości naraz. Na symulatorze można testować rzeczywistość wirtualną. Ale można też założyć specjalne video-gogle marki Varjo, które nałożą nieistniejące obiekty na widok, jaki kierowca testowy zobaczy jadąc po zamkniętym torze.

Marzenie każdego gracza
Stanowisko do badania reakcji kierowcy w różnych sytuacjach drogowych przypomina ultra-profesjonalny symulator jazdy. Bardzo ergonomiczny fotel jest podłączony do urządzeń symulujących wstrząsy i inne bodźce fizyczne działające na kierowcę. Kierownica, pedały, dźwignie obsługi poszczególnych funkcji – wszystko umieszczono jak w prawdziwym samochodzie. Do tego słuchawki o idealnej jakości dźwięku i ekrany o boskiej rozdzielczości. Niestety nie puszcza się na nich popularnych gier, w których narwany kierowca demoluje samochodem miasto.

Tutaj mamy do czynienia ze zwykłą jazdą. Zwykła równa droga, przepisowa prędkość i wtem! Z dachu samochodu jadącego przed nami spada materac. A za chwilę znikąd pojawia się łoś. Ktoś przed nami hamuje gwałtownie innym pojazdem. Pojawia się pieszy, przewraca rowerzysta, prosto pod koła samochodu. W wirtualnym świecie można tworzyć ciągi niefortunnych zdarzeń, które widuje się raz na milion. Ba! Da się sprawdzić jak na nieoczekiwaną sytuację zareaguje kierowca testowy. W tym celu testerów ubiera się w specjalne kombinezony (Teslasuit) pełne sensorów, które zbierają informacje o reakcji ciała. Te dane są nałożone informacje o sytuacji drogowej, które powodują na przykład skurcz, czy usztywnienie mięśni.  

Zabawki inżynierów
Nasi inżynierowie korzystają z platformy programistycznej 3D Unity dającej możliwość zmieniania otoczenia i wprowadzania obiektów i przeszkód w czasie rzeczywistym. Wspomagają się także symulatorem o kształcie gogli fińskiej marki Varjo. Można z nich korzystać zarówno na stacjonarnym stanowisku testowym, jak i w jadącym pojeździe.

To połączenie oprogramowania i sprzętu pozwala inżynierom Volvo Cars na nieograniczone symulowanie scenariuszy ruchu na prawdziwym torze testowym, używając prawdziwego samochodu, z zachowaniem całkowitego bezpieczeństwa. Inżynierowie mogą uzyskać ważne informacje na temat interakcji między ludźmi a samochodem w celu opracowania nowych funkcji bezpieczeństwa, wspomagania kierowcy i autonomicznej jazdy. Gdy kierowca testowy porusza się w samochodzie w goglach Varjo, wyłącza się wówczas poduszkę powietrzną samochodu.

Najnowsze