Studentka wygrała Toyotę na weekend

Marta Olejnik, studentka dziennikarstwa Uniwersytetu Wrocławskiego wygrała na weekend Toyotę Yaris Hybrid z pełnym bakiem.

Auto na weekend jest do wygrania co tydzień w konkursie w ramach akcji Hybrydowy Wrocław. Prowadzi ją portal GazetaWroclawska.pl i dealer Toyota Dobrygowski.

„Na mojej wymarzonej trasie nie powinno być: dziur, fotoradarów i dużej ilości TIRów. Nie powinno zabraknąć: kawy, płyt AC/DC i zaradnego pilota z mapą. Przy takich okolicznościach cel podróży to sama podróż, bo uwielbiam jeździć samochodem” – ten  pomysł zebrał najwięcej, bo 352 „lajki”. Właśnie w ten sposób internauci mogli głosować na najlepsze ich zdaniem wykorzystanie hybrydowej Toyoty Yaris.

fot. Toyota

– O głosy prosiłam swoich znajomych na Facebooku – mówi zwyciężczyni. – Świetnie się złożyło, bo właśnie w weekend miałyśmy jechać na konferencje z okazji Nocy Muzeów do Domu Gerharda Hauptmanna w Jagniątkowie – cieszy się studentka.  Dodaje, że przeraziła ją podróż pociągiem, bo by dojechać do Jeleniej Góry musiałaby „tłuc się” nawet cztery godziny. – A gdzie dojazd do Jagniątkowa. Dobrze, że udało się nam wygrać taki weekend – mówi Marta Olejnik.

Jako pilota na pokład samochodu zabrała ze sobą koleżankę ze studiów Kasię Płochocką. Dziewczyny zaplanowały trasę Wrocław – Karpacz – Szklarska Poręba – Wrocław. Samochody, które są testowane we Wrocławiu od 8 do 30 maja 2013 roku, to Toyota Yaris HSD, Toyota Auris HSD oraz Toyota Prius Plug In. Dla aktywnych czytelników, którzy na bieżąco będą śledzić testowanie hybryd na wrocławskich drogach, organizatorzy przygotowali konkurs, w którym główną nagrodą będzie hybryda na weekend z pełnym bakiem paliwa. Wszystkie informacje znajdują się na stronie www.ToyotaWroclaw.pl i www.Facebook.com/HybrydowyWroclaw.

Najnowsze

Małgosia Kosińska na RMF Maxxx Kager Rally – podsumowanie

Niedziela była drugim i ostatnim dniem rajdowych zmagań na RMF Maxxx Kager Rally w Ogrodzieńcu. Załogi RMF4rt przystąpiły do startu na pozycjach liderów w klasie quadów – Maciej Albinowski oraz samochodów – Aleksander „Fazi” Szandrowski/Rafał Płuciennik. Trzeciego miejsca z dnia poprzedniego broniła załoga Gosia Kosińska/Andrzej Derengowski.

Ostatecznie załoga Gosia Kosińska/Andrzej Derengowski nie obroniła niestety trzeciego miejsca, niemniej znalazła się tuż za podium, więc debiut w sezonie 2013 jak najbardziej można uznać za udany.

To był udany debiut dla Małgorzaty Kosińskiej
fot. RMF4rt

Maciej Albinowski pewnie zwyciężył w swojej klasie, nie pozwalając zbliżyć się do siebie konkurentom. Triumfował również w generalnej klasyfikacji quadów oraz motocykli. Duet Fazi/Płuciennik wypracował taką przewagę, że mimo awarii samochodu (wyrwany wahacz) na końcówce trzeciego odcinka ukończył rajd pokonując resztę stawki. Fazi/Płuciennik wygrali również generalną klasyfikację samochodów.

Kolejne edycje rajdu już w połowie lipca w Dobczycach oraz połowie września w Kielcach.

Najnowsze

Aston Martin CC100 Speedster: tort urodzinowy

19 maja Aston Martin zaprezentował nowy samochód koncepcyjny, powstały dla uczczenia stulecia marki i jej sukcesów w sporcie motorowym: Aston Martin CC100 Speedster.

Samochód, wyposażony w silnik V12 o pojemności 6 litrów, wykonał pokazowe okrążenie na torze w Nürburgring wraz z legendarnym DBR1 z 1959 roku, zwycięzcą wyścigu na 1000 km prowadzonym przez Stirlinga Mossa. Nietrudno odczytać to jako symbol połączenia przeszłości z przyszłością.

Aston Martin CC100 Speedster
fot. Aston Martin


Samochód powstał w ciągu niecałych sześciu miesięcy. Liczy sobie prawie cztery i pół metra długości i ponad dwa metry szerokości, a do setki dochodzi w niewiele ponad cztery sekundy. Czy CC100 wyznaczy nową erę i z powodzeniem otworzy kolejne stulecie Astona Martina?

Najnowsze

Ania Czubak: ciężarówką przez świat

Ania Czubak jest kierowcą ciężarówki i jeździ nią po wielu krajach, na zmianę ze swoim chłopakiem. Opowiedziała Motocainie o tym, jak poradziła sobie w nowym zawodzie i czy jest szczęśliwa, żyjąc praktycznie za kierownicą.

Co Cię skłoniło do zostania kierowcą tak wielkich samochodów?

Mój chłopak jest kierowcą ciężarówki i początkowo towarzyszyłam mu w jego trasach, a później wpadliśmy na pomysł, żebym ja też zrobiła takie prawo jazdy. Dzięki tej decyzji mogłam mieć z naszych wyjazdów jakieś pieniądze i jednocześnie nadal spędzać czas z chłopakiem. Bo często bywało tak, że on pracował w tygodniu, a ja w weekendy wyjeżdżałam busem na trasy do Niemiec i się mijaliśmy.

Czy kiedykolwiek w młodości myślałaś o tym, że zostaniesz kierowcą ciężarówki?

Nie, nigdy, ale zawsze chciałam i lubiłam jeździć samochodem.

Czy miałaś już doświadczenie w jeździe w kat. B przed nową kategorią?

Tak, od 2007 mam kat. B, a w 2010 zrobiłam na samochody ciężarowe. Samochodem osobowym jeździłam sporo i często – przy różnych okazjach byłam kierowcą. Nawet kolega mi kiedyś powiedział, że jestem jedyną kobietą, w której ręce nie boi się oddać swojego samochodu (śmiech).

fot. z archiwum Ani Czubak

Czy bałaś się na kursie i przy pierwszej jeździe?

Początkowo tak, ale już podczas trwania kursu strach szybko minął. Potem złapał mnie dopiero wtedy, gdy miałam samodzielnie poradzić sobie z ciężarówką w pracy i ogarnąć te całe gabaryty, promień i czas skrętu. Bałam się wtedy bardzo wąskich dróg. Mój chłopak mi na początku podpowiadał i pomógł wszystko opanować. Teraz nic nie sprawia mi już problemów.

A warunki pogodowe sprawiają problemy?

Często czuje się, jak wiatr uderza w ciężarówkę. Chyba najgorsza sytuacja to taka, jak auto „się złamie”, czyli przyczepa zaczyna wyprzedzać ciągnik. W zimie też często widujemy zablokowane ciężarówki pod górkę, ale nam się to jeszcze nie zdarzyło – staramy się rozpędzić wcześniej.

I ciężko było zdać egzamin?

Egzamin na kat. C (solówkę) zdałam za pierwszym razem, a na C+E za trzecim. Oblałam raz na placu i raz na mieście, choć na kursie szło mi to od ręki. Stres mnie ogarnął, bo jechałam Manem, a nie Starem (jak na kursie) i nawet plac wydawał mi się wtedy jakiś inny (śmiech).

Były dodatkowe godziny nauki jazdy?

Nie, te godziny zaplanowane na kursie mi wystarczyły.

fot. z archiwum Ani Czubak

Ile Tir ma biegów i jak się w tym połapać?

W pierwszej ciężarówce miałam 12 lub 16 z półbiegami, dużą i małą skrzynię. Na początku, jak się stresowałam, to czasem wbiłam nie ten bieg, co był potrzebny. Ale wbrew pozorom, nie jest to takie trudne.

To trzeba się trochę namachać? Ręki prawej nie masz bardziej rozbudowanej?

Nie (śmiech). Trzeba faktycznie często zmieniać biegi, najgorzej się to odczuwa przy długich trasach czy jeździe pod górę, ale sama dźwignia pracuje bardzo lekko. Jadąc autostradą wystarczy wrzucić najwyższy bieg i sam leci. A teraz jeździmy automatami i półautomatami, więc nie mamy czym się zmęczyć (śmiech).

I po kursie od razu na głęboką wodę i do pracy za kierownicą ciężarówki?

Nie, najpierw kilka miesięcy jeździłam busem, wożąc materiały metalurgiczne, i tam raz w tygodniu miałam kurs do Niemiec, pod francuską granicę. Potem przenieśliśmy się razem do firmy spod Katowic, ale w niej nie jeździliśmy długo, bo praca była tylko dla jednej osoby. Teraz pracujemy w holenderskiej firmie z oddziałem w Polsce. Dojeżdżamy do Holandii własnym autem i tam przesiadamy się do ciężarówek Scanii lub Mercedesa.

Ile czasu spędzacie zagranicą i jakie trasy robicie?

Zwykle 3-4 tygodnie w trasie przypada na tydzień wolnego w domu. Najdłuższe trasy to Holandia-Włochy, a jeździmy przeważnie po Niemczech, Beneluksach, Austrii, Szwajcarii, Węgrach, Francji, Anglii i Irlandii.

Sprawnie się porozumiewacie w tych krajach?

Paweł trochę mówi po angielsku, ale zwykle – to z podstawami niemieckiego można się dogadać na tyle, ile potrzebujemy do komunikacji z odbiorcą.

fot. z archiwum Ani Czubak

A zdarza się Wam zgubić?

Przeważnie jedziemy prosto do wskazanego przez nawigację celu, ale niektóre firmy są niepodpisane lub całkiem w innym miejscu, niż ona nas kieruje. Wtedy jeździmy i szukamy, po całej strefie przemysłowej. Od naszej firmy dostajemy też wskazówki, gdzie i kiedy zatankować, bo w różnych krajach są różne ceny paliwa i ich jakość.

Czy taka praca wymaga siły fizycznej? Pomagacie w rozładunku? A jak zmienisz koło?

Kół nie zmieniamy, bo przyjeżdża serwis. Zdarza się, że sami ładujemy czy rozładowujemy towar. Najczęściej, gdy wozimy kwiaty lub owoce i warzywa, gdzie termin jest ważny. Wtedy pracy jest sporo. Ale w firmach są wózki elektryczne, więc nie jest to praca wymagająca dużej siły. Nie możemy np. rozładowywać mięsa i innych towarów wymagających specjalnego traktowania. Wtedy mamy wolne – czas na odpoczynek, czy ugotowanie posiłku.

Ugotowanie? To co Wy w tej ciężarówce macie?

Mamy kuchenkę turystyczną i trochę garnków. Mamy też dwa łóżka, ogrzewanie i klimatyzację – także w czasie postojów. Mówi się, że to pieskie życie – jemy z michy, śpimy w budzie i sikamy na koło (śmiech).

Prawie jak na biwaku i łazienki brak?

Korzystamy z nich na stacjach benzynowych, parkingach i w firmach. Bywają tam też prysznice. Ciężko jest z zachowaniem higieny, a wiadomo – kobiety mają czasem większe potrzeby. W ostateczności mamy też jakieś miski w aucie i możliwość podgrzania wody.

Tęsknicie w trasie za prawdziwym łóżkiem?

Raczej nie, na tych w ciężarówce też spokojnie można się wyspać.

Czy mężczyźni bywają zdziwieni, gdy widzą kobietę za kierownicą ciężarówki?

W naszym kraju może tak, ale w innych – to nie sensacja. Wszyscy są przyzwyczajeni, bo trochę kobiet w tym zawodzie jednak pracuje. Tylko w mojej firmie jest 13 par mieszanych! Niektórzy twierdzą, że kobieta w tym zawodzie zaczyna tracić swoją kobiecość, staje się bardziej męska.

fot. z archiwum Ani Czubak

Jak Ty się ubierasz do pracy?

Zdecydowanie w dresie jest najwygodniej, a w lecie w koszulkach na ramiączkach. Zakładam też sandały, żeby stopy miały komfort.

Czy zdecydowałabyś się pracować w tym zawodzie sama, bez chłopaka?

Raczej nie. Chyba żebym musiała. Z Pawłem czuję się po prostu pewniej, raźniej i bezpieczniej.

Wozicie różne ładunki, mieliście jakieś przygody ze złodziejami?

Kiedyś we Włoszech ktoś próbował się nam włamać do zbiornika z paliwem (na niestrzeżonym parkingu). Gdy nie udało się pokonać zabezpieczeń – to ze złości poodkręcali i powyrzucali nam korki.

Twój chłopak ponoć mówi, że jeździsz lepiej od niego?

Nieeeee (śmiech). Chyba przesadza.

Czasem nie masz dość ciągłego, wspólnego przebywania z partnerem?

No jak się pokłócimy, to nie ma jak trzasnąć drzwiami i wyjść (śmiech), dlatego szybciej się godzimy. Pauzy 24 czy 45 godzin zwykle spędzamy razem, czasem Paweł pójdzie do innych kierowców, a ja wtedy mogę też pobyć sama.

Co ile są takie pauzy?

Co 6 dni robi się pauzy weekendowe, czyli 24 lub 45 godzin. A 9 godzin pauzy robimy po 21 godzinach pracy, no chyba, że nie ma zlecenia – to stajemy wcześniej. Ale najdłużej w ciągu, jeden kierowca może jechać 4,5 godziny. Czasem zmieniamy się częściej – w zależności od zmęczenia i potrzeby.

Pracujecie zagranicą – zawsze wracacie do Polski, czy chcielibyście wyjechać na stałe?

Nie, zarabiamy wspólnie na wybudowanie domu. Teraz planujemy życie w Polsce i nie zamierzamy jeździć wiecznie (śmiech). Planujemy też założenie firmy.

Czy taka praca to też możliwość podróżowania, zwiedzania i poznawania świata?

Nie ma za bardzo na to czasu, no chyba, że robimy dłuższą pauzę. Ale my jakoś specjalnie nie zwiedzamy. Najbardziej podoba nam się Francja i tam są najsympatyczniejsi ludzie. Oglądamy okolice po których jeździmy – w trakcie jazdy. Bo strach też zostawić samochód w czasie pauzy i inne wartościowe rzeczy, które ze sobą wozimy.

Jakie cechy charakteru sprzyjają temu zawodowi?

Przede wszystkim trzeba być odważnym za kierownicą. Bo dużo osób jeździ z przypadku lub dla pieniędzy. Trzeba być też wytrzymałym i skoncentrowanym.

Potocznie mężczyzna w tirze to tirowiec, a kobieta?

Ciężkie pytanie… Szczerze mówiąc to nie wiem, chyba po prostu jest kierowcą. Bo tirówka to kobieta ciężko pracująca przy drodze, więc proszę nie nazywać tak kobiet jeżdżących ciężarówką! (śmiech).

Czy od jazdy ciężarówką się tyje?

No ja trochę przytyłam, ale rzuciłam jednocześnie palenie, wiec bezpośredniego dowodu na to nie mam (śmiech).

Podsumowując – jesteś zadowolona ze swojego zawodu?

Jestem zadowolona i nie żałuję takiego wyboru. Dziękuję chłopakowi, że mnie w to wciągnął, bo to fajniejsze niż praca w jakimś sklepie (śmiech).

Najnowsze

Historyczny wynik Ramony!

Ramona Karlsson i Miriam Walfridsson to pierwsze w historii kobiety na podium mistrzostw Szwecji! W swoim debiucie Skodą Fabia WRC po nawierzchni szutrowej zajęły 3. miejsce.

W trzeciej rundzie mistrzostw Szwecji zawodniczki pokazały się z najlepszej strony. Od pierwszego etapu rajdu uzyskiwały świetne czasy w czołówce – po pierwszym dniu i siedmiu odcinkach specjalnych zajmowały 3. lokatę, tracąc jedynie 1,5 sekundy do drugiego zawodnika i 2,58 sekundy do mistrza Szwecji Matsa Jonssona.

Niestety kolejny dzień rywalizacji przyniósł przykre niespodzianki. Rano zaczęło się od kłopotów z klockami hamulcowymi, a następnie przebicie opony i jazda na kapciu przez 9 kilometrów – to kolejne straty i spadek na 5. miejsce.

Ramona z pucharem
fot. ramonarallying.com

Po trudnym początku dnia Ramona i Miriam ze zdwojoną siłą zaczęły nadrabiać straty i zanotowały najlepszy czas na jednym z odcinków! Dzięki temu pod koniec rajdu trafiły na 2. miejsce i by zachować podium postanowiły w finale jechać swoim tempem, ale nie ryzykować zbyt mocno. Rywale jednak dali z siebie wszystko i zawodniczkom do obronienia 2. lokaty zabrakło jedynie 0,6 sekundy:

– Oczywiście to trochę frustrujące, być tak blisko szczytu! Ale jesteśmy bardzo zadowolone z pierwszego występu na szutrze Fabią WRC. To pozytywna prognoza na dalszą część sezonu – mówiła Ramona na mecie.

Szczęśliwe Ramona i Miriam
fot. ramonarallying.com

A kolejne punkty przydały się do rocznej klasyfikacji mistrzostw Szwecji, gdzie Ramona i Miriam awansowały na 3. miejsce. Oby tak dalej!

Na filmowym kanale RRPlay.se w czasie rajdu można było podglądać zawodniczki i być z nimi na bieżąco. A teraz relację można już przeglądać bez ograniczeń. Ogląda ją nawet Ramona, by pozytywnie się nakręcić, a dodatkową motywacją dla niej był email z gratulacjami, który dostała od samej Michèle Mouton!

Najnowsze