Karolina Chojnacka

Škoda Octavia Sportline – ile kosztuje usportowiony model? Znamy ceny!

Gdy słyszymy nazwę Škoda Octavia, przed oczami staje nam najpopularniejszy samochód w Polsce. Niczym nie wyróżniający się liftback lub kombi, jakich tysiące mijamy codziennie na ulicy. Czy wersja Sportline to Škoda Octavia, za którą będziemy się oglądać na drogach? Wiemy, ile kosztuje usportowiony model!

Škody Octavii Sportline nie pomylimy z żadną inną Škodą. Usportowiony, ale nie do granic możliwości (o nie się nawet nie otarł), samochód wyróżnia się czarnymi akcentami na nadwoziu. Czarne jest obramowanie grilla, czarny jest spoiler (w wersji liftback), czarne są napisy, a do tego sportową stylistykę uzupełniają sportowe fotele i trójramienna sportowa kierownica. Dodatkowo kierowcy mogą liczyć na delikatny pakiet aerodynamiczny, imitacje sportowych wydechów oraz felgi o specjalnych wzorach.

Škoda Octavia Sportline – gama silników

Octavia Sportline będzie dostępna z wydajnymi silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi, a także z technologią hybrydową typu plug-in i mild-hybrid oraz z napędem na przednie lub na wszystkie koła. Zakres mocy tych silników to od 115 KM do 204 KM.

1.5 TSI o mocy 150 KM można zamówić z opcjonalną 7-biegową DSG i technologią mild-hybrid, natomiast 2.0 TSI o mocy 190 KM jest standardowo wyposażony w DSG i napęd na wszystkie koła. Najmocniejszy model hybrydowy plug-in zapewnia moc 204 KM, a 2.0 TDI można zamówić z 115 KM, 150 KM i 200 KM. Silnik wysokoprężny o mocy 150 KM jest opcjonalnie wyposażony w DSG i napęd na wszystkie koła.

Škoda Octavia Sportline – cena

Cennik Škody Octavii Sportline startuje od 117 500 złotych za wariant z silnikiem 1.5 TSI o mocy 150 KM i manualną skrzynią biegów. Za wersję z silnikiem 2.0 TDI o mocy 200 KM i automatyczną skrzynią biegów trzeba zapłacić 157 900 złotych. Najmocniejszy model hybrydowy plug-in Škody Octavii Sportline z silnikiem o mocy 204 KM to wydatek 154 350 złotych.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

GP Azerbejdżanu: spodziewaj się niespodziewanego, czyli piękno motorsportu w czystej i brutalnej postaci

Chyba większości kibiców Formuły 1 zrobiło się przykro, gdy zobaczyli jak prowadzący w wyścigu Max Verstappen kończy rywalizację o Grand Prix Azerbejdżanu w barierkach. I chyba większość kibiców ucieszyła się, gdy po restarcie Lewis Hamilton nie zmieścił się w zakręcie numer jeden. Dzięki pechowi dwóch najlepszych kierowców w stawce, rywalizacja o mistrzowski tytuł nadal będzie zacięta, a kibice mogli cieszyć się dość niespodziewanym składem na podium.

GP Azerbejdżanu było przez większość dystansu wyścigu… dość nudne i przewidywalne. Zupełnie nie jak GP Azerbejdżanu, do których w ostatnich sezonach przyzwyczaili się kibice. Ale… Baku po raz kolejny pokazało, że motorsport to sport nieprzewidywalny i nawet najnudniejsza rywalizacja na ostatnim okrążeniu może zmienić się w totalny chaos.

Kto by przypuszczał, że na cztery okrążenia przed końcem wyścigu w bolidzie prowadzącego w wyścigu (i klasyfikacji mistrzostw świata) Maxa Verstappena dojdzie do uszkodzenia lewej, tylnej opony i Red Bull skończy rywalizację w barierkach? Piękno motorsportu w czystej i brutalnej postaci.

Sprawa jest o tyle kontrowersyjna, że takie uszkodzenie opony nie powinno mieć miejsca. A zdarzyła się dwa razy, bo kilkanaście okrążeń wcześniej podobna usterka wyeliminowała z GP Azerbejdżanu Lance’a Strolla. Max Verstappen twierdzi, że  uważnie monitorował stan swoich opon, ale to nie uchroniło go przed odpadnięciem z Grand Prix Azerbejdżanu. W rozmowie z Ziggo Sport TV powiedział:

Jestem bardzo zły z powodu tego, co się stało. Wyścig był dla mnie łatwy. Kontrolowałem swoje tempo, obserwowałem tych z tyłu i byłem gotów przyśpieszyć, gdyby się zbliżyli. Nie przeciążałem opon i nie czułem wcześniej najmniejszej wibracji. Wszystko było pod kontrolą. Niestety czasami nasz sport jest bardzo okrutny i takie rzeczy się zdarzają.

Najsmutniejsze i najbardziej niesprawiedliwe w całej tej sytuacji wydawało się, że to, że Verstappen mimo swojej świetnej jazdy nie zdobędzie punktów, a Lewis Hamilton, dzięki jego pechowi stanie na drugim stopniu podium i wyprzedzi Holendra w klasyfikacji generalnej. Bądźmy szczerzy… po tylu latach dominacji każde potknięcie Mercedesa i Hamiltona trochę cieszą… zwłaszcza jeśli zwiastują zaciętą rywalizację z Red Bullem. Ale na szczęście dla rywalizacji o tytuł, po raz kolejny Formuła 1 pokazała, że jest nieprzewidywalnym sportem.

Gdy sprzątnięto rozbity bolid Verstappena, rywalizację wznowiono z pól startowych. Lewis Hamilton startował z drugiego miejsca, za plecami Sergio Péreza. Brytyjczyk zaliczył atomowy start, dużo lepszy niż Meksykanin i znalazł się przed kierowcą Red Bulla… ale nie zmieścił się w zakręcie numer jeden, bo niechcący zmienił balans hamulców i z tego powodu wyjechał na asfaltowe pobocze. Jak wyjaśnił szef zespołu Mercedesa, Toto Wolff:

Zahaczając o przełącznik, Hamilton radykalnie zmienił balans hamulców, przesuwając siłę hamowania na przednie koła. Z tego powodu doszło do zblokowania kół i nie był w stanie wprowadzić samochodu w zakręt.

GP Azerbejdżanu: spodziewaj się niespodziewanego
GP Azerbejdżanu: spodziewaj się niespodziewanego, fot. materiały prasowe / Mercedes

Zapowiadało się na dużą zdobycz punktową dla Hamiltona i odzyskanie prowadzenia w mistrzostwach po pechu Verstappena, ale po tym błędzie kierowca Mercedesa wylądował na końcu stawki i ostatecznie finiszował jako piętnasty.

Czy przed startem, a nawet w połowie wyścigu, ktoś spodziewał się, że na podium staną Sergio Pérez, Sebastian Vettel i Pierre Gasly? Szczerze w to wątpię. GP Azerbejdżanu dobitnie pokazało, że w motorsporcie nie można niczego z góry zakładać. I że Formuła 1 to piękny, ale brutalny sport, który w każdej chwili może złamać ci serce.

Najnowsze

Kierowca Skody prawie doprowadził do kolizji, więc spróbował drugi raz. Udało się

Jaka jest wasza pierwsza myśl po tym, kiedy prawie wjechaliście w inne auto? W przypadku tego kierowcy reakcją było celowe doprowadzenie do kolizji.

Kierowca auta z kamerą jechał drogą dwupasmową, na której lewym pasie wyznaczono buspas. Po niedługim czasie się to zmieniło – buspas wyprowadzono na torowisko, a lewy pas stał się ogólnodostępny, z czego skorzystał autor nagrania.

Osobliwe zachowanie kierowcy na drodze. Był złośliwy czy pijany?

Nagle z prawej strony omal nie uderzył w niego kierowca Skody Octavii. Niebezpieczeństwa udało się jednak uniknąć. Co z tego, skoro kierujący czeskim autem natychmiast dodał gazu, wjechał przed auto z kamerą i zahamował, doprowadzając do kolizji?

Trochę złośliwości na drodze prawie doprowadziło do bójki

Sprawca nie chciał uznać swojej winy i musiał go o niej przekonać dopiero przybyły na miejsce patrol policji. Policjanci podobno rozważali odebranie mu prawa jazdy i wcale się temu nie dziwimy. Kierowca Skody pewnie sądził, że autor nagrania wyprzedzał go jeszcze buspasem, ale nawet gdyby tak było i tak miał obowiązek ustąpić mu pierwszeństwa. Zamiast tego celowo doprowadził do kolizji. Czy po drogach powinny jeździć osoby, które z premedytacją powodują niebezpieczne sytuacje?

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Hamda Al Qubaisi staje na podium Formuły 4 i przechodzi do historii!

Hamda Al-Qubaisi została pierwszą kobietą w historii mistrzostw Włoch F4, która stanęła na podium.

18-letnia zawodniczka z Abu Zabi, Hamda Al-Qubaisi, przechodzi do historii motorsportu.

W pierwszym wyścigu mistrzostw Włoch F4 na torze Misano, Hamda Al-Qubaisi wywalczyła trzecie miejsce, zostając tym samym pierwszą kobietą w historii mistrzostw Włoch F4, która stanęła na podium. Wygrał Leonardo Fornaroli, który prowadził od startu do mety, wyprzedzając Olliego Bearmana o 1,7 sekundy.

Drugi wyścig na Misano był dla Hamdy mniej szczęśliwy – zawodniczka zakończyła rywalizację w żwirze. Trzeci wyścig Al-Qubaisi ukończyła na dziewiątym miejscu.

W tegorocznej edycji Mistrzostw Włoch F4 startuje aż 35 samochodów. W projekcie biorą udział tacy wytwórcy, jak Tatuus, Abarth i Pirelli, tworząc wspólnie, eksportowany na cały świat produkt w całości „Made in Italy”. W Mistrzostwach F4 kierowcy ścigają się jednoosobowymi bolidami, napędzanymi jednostką Abarth 414TF o pojemności 1400 cm3. Wytwarza ona 160 KM i w świecie sportów motorowych jest stawiana za wzór pod względem osiągów oraz niezawodności.

Hamda Al Qubaisi staje na podium Formuły 4
Hamda Al Qubaisi staje na podium Formuły 4, fot. materiały prasowe / Mistrzostwa Włoch F4

Najnowsze

Policja zatrzymała Audi Seicento Cabrio. Tak, dobrze czytacie

Sądzisz, że jesteś znawcą samochodów? Potrafisz rozpoznać na ulicy każdy, nawet najbardziej egzotyczny, samochód? Takiego modelu z pewnością nie widziałeś.

Patrol policji z Nowego Tomyśla zatrzymał do kontroli samochód, który wydał się im podejrzany. Rzeczywiście trafili na model egzotyczny, ale stanowiący efekt często spotykanej współpracy między producentami.

Czymś takim jechał po drodze publicznej. Jak wytłumaczył się policjantom?

Auto dla laika może wyglądać na zwykłe Seicento, ale cztery pierścienie na masce jednoznacznie wskazują, jaka firma pomagała w opracowaniu tego modelu. Niepozorne nadwozie włoskiego auta kryje tak naprawdę podzespoły z TT Cabrio. Podobnie jak Fiat 124 Spider to Mazda MX-5 w przebraniu. Pomimo włosko-niemieckich korzeni, system składania dachu został zainspirowany Citroenem C3 Pluriel. Możemy więc zdemontować łuki dachu, a nawet odkręcić klapę bagażnika, co też zrobił kierowca tego egzemplarza.

Jechał zdemolowanym autem, nie miał prawa jazdy, ale za to był pod wpływem narkotyków

Osoby spostrzegawcze dostrzegą też natychmiast jadowicie zielone „M” nad niemieckimi pierścieniami. To oczywiście informacja, że mamy do czynienia z limitowaną odmianą Monster Energy. Jej duchowy następca to Abarth 595 Monster Energy Yamaha, którego limitowana seria jest nadal dostępna w salonach.

Dodajmy jeszcze, że ten egzemplarz Audi Seicento Cabrio Monster Energy to rzadko spotykana konfiguracja. Nadwozie pokryto lakierem Moonstone Silver, z którym kontrastują czarne elementy opcjonalnego pakietu „Czerń plus” – lusterka, klamki, listwy boczne oraz oczywiście zderzaki. Z kolei tapicerka to wymagająca słonej dopłaty dwukolorowa konfiguracja – Lava Orange oraz Obsidian Black.

Jechał złomem na złom, ale trafił na inspekcję złą

Na koniec musimy odnotować ze smutkiem, że policjanci z Nowego Tomyśla nie są fanami motoryzacji. Nie rozpoznali tego niezwykle ciekawego modelu, uznali że nie spełnia warunków technicznych dopuszczenia do ruchu i ukarali kierowcę mandatem.

Najnowsze