Samochód z importu czy po leasingu?

Zakup samochodu to jedna z najważniejszych inwestycji, na jakie decyduje się przeciętny Polak. Ze względu na ograniczone środki finansowe, zwykle jest to pojazd używany. Z jakich rozwiązań korzystają nasi rodacy, z jakim wiążą się one ryzykiem i jakie są alternatywy?

Eksperci zwracają uwagę na rynek samochodów poleasingowych. Źródło pewnych aut z atrakcyjnym finansowaniem, którego wielu kierowców nie brało nawet pod uwagę. Dlaczego? Nie wiedzieli nawet o jego istnieniu.

Według szacunków analityków z LeasePlan, na podstawie raportu flot zarządzanych przez firmy należące do PZWLP, na wtóry rynek w Polsce co roku trafia ponad 50 tys. samochodów pokontraktowych z pełną historią serwisową, czasem nawet jeszcze z aktywną gwarancją. Znana jest cała ich przeszłość. Nie mogą więc być źródłem żadnych niespodzianek. O tym, że bez trudu można kupić taki samochód, trzeba jednak wiedzieć. Tymczasem, zdecydowana większość kupujących samochody na wtórnym rynku w Polsce korzysta z powszechnie znanych, choć – jak pokazuje praktyka – często niezbyt dobrych sposobów pozyskiwania aut.

Bardzo popularnym sposobem na wymarzony samochód jest sprowadzenie go zza granicy lub zakup auta, które zostało sprowadzone przez osobę, zajmującą się tym w celach zarobkowych. Jak wynika z raportu Polskiego Związku Przemysłu Samochodowego, w 2016 roku zarejestrowano w Polsce 952,1 tys. używanych samochodów, sprowadzonych zza granicy. To  ponad dwa razy więcej, niż ilość rejestracji nowych pojazdów ( 475 935 w 2016 roku). W 2017 roku trend jest jednak malejący. Od stycznia do końca września zarejestrowano łącznie 659 tys. takich aut, czyli o 5,6 proc. mniej, niż w porównywalnym okresie 2016 roku.

Jakie auta sprowadzamy? Niestety, nasze zakupy poczynione za granicą niezbyt mocno odmładzają nadwiślański park maszyn. Jeśli chodzi o auta, sprowadzone w pierwszych dziewięciu miesiącach 2017 roku – zaledwie 9,3 proc. z nich stanowiły pojazdy liczące nie więcej, niż 4 lata. 36,7 proc. to samochody w wieku od 4 do 10 lat. Aż 54 proc. spośród sprowadzanych aut ma więcej niż 10 lat. Jak można podejrzewać, tylko niewielki odsetek z nich stanowią youngtimery czy pojazdy zabytkowe.

– W Polsce nadal bardzo modne jest sprowadzanie samochodów z zagranicy – mówi Michał Cierniak, dyrektor ds. remarketingu na Europę Centralną i Wschodnią  w Grupie LeasePlan. Jest też wiele związanych z tym żartów – np. słynne powiedzenie, że „Niemiec płakał jak sprzedawał”, które powinno ostrzegać nas przed tymi praktykami. Świadomość potencjalnych nabywców zaczyna ulegać zmianie, zwłaszcza w przypadku zakupu pojazdów w wieku do 4 lat coraz częściej kierujemy się zdrowym rozsądkiem, a nie tylko niską ceną. Samochody zza granicy są często nieznacznie tańsze, niż auta z polskiego rynku. Do ich zakupu zachęca także wyższy poziom wyposażenia. W segmencie samochodów rodzinnych to właśnie cena jest głównym czynnikiem, wpływającym na wybór danej oferty. Wciąż kupujemy oczami i tak naprawdę, często nie chcemy nawet wiedzieć, czy pojazd ma sfałszowany przebieg, zatajoną historię serwisową i napraw blacharskich. Ważne, że z wierzchu prezentuje się ładnie i ma np. nawigację lub skórzaną tapicerkę. 

Ryzykowny zakup za granicą
Część osób woli osobiście wybrać się za granicę po wymarzone auto. W takim przypadku pojawia się jednak szereg problemów. Pierwszym jest wyszukanie odpowiedniego egzemplarza. Złote czasy importu minęły i dziś w niemieckich, francuskich czy austriackich komisach nie czekają na nas perełki. Miejscowi handlarze bardzo szybko korzystają z nadarzających się okazji, a prócz nieznajomości realiów lokalnego rynku, na drodze do sukcesu może nam stanąć bariera językowa i nieznajomość procedur. Chodzi też o pieniądze i czas. Czekanie na odpowiednią okazję albo szukanie jej od miasta do miasta, wymaga wielu wolnych dni i zakwaterowania, zabiera czas i pieniądze.

Jeżeli zdecydujemy się a zakup samochodu od handlarza lub w komisie, musimy uważać na nieuczciwe praktyki. Najczęściej spotykane to cofanie liczników oraz fałszowanie historii warsztatowej, poprzez podmianę książek serwisowych, aby odpowiadały skorygowanemu przebiegowi auta. Niedoskonałe systemy informatyczne poszczególnych sieci dealerskich i często spotykany brak synchronizacji danych w ramach sieci serwisowej danej marki w różnych krajach, utrudniają potwierdzenie realnego przebiegu pojazdu.

Niezwykle często producenci ograniczają się do archiwizowania napraw, rozliczanych w ramach gwarancji oraz akcji i kampanii serwisowych z wyłączeniem usług, związanych z obsługą serwisową i okresowymi przeglądami, wykonywanymi u danego dealera i będącymi jedynie w posiadaniu stacji obsługi, która realizowała daną naprawę. Zdaniem ekspertów, problem dotyczy przynajmniej jednej czwartej sprowadzanych używanych aut. Jak się okazuje, czasami pojazdy takie są przed sprzedażą w Polsce dodatkowo wyzyskiwane. Część importerów w sprowadzonych samochodach wycina katalizatory. Zawierają one platynę i inne drogie metale, które można osobno sprzedać z zyskiem.

Ogromnym problemem jest również zatajanie wypadkowej przeszłości aut. Szacuje się, że ponad połowa wystawianych na sprzedaż samochodów ma wypadkową przeszłość, wbrew zapewnieniom sprzedających. Sprawny blacharz jest w stanie doprowadzić nawet mocno rozbite auto do takiego stanu wizualnego, że bez dobrego miernika grubości lakieru i wprawnego oka nie zorientujemy się, że coś jest nie tak.

Jak wyjaśnia Michał Cierniak istotne jest, by odróżniać pojazdy, które przeszły naprawę blacharsko-lakierniczą lub nawet kilka napraw, których zakres i sposób nie będzie mieć ujemnych skutków oraz nie wpływa na ich stan techniczny i bezpieczeństwo, od pojazdów odbudowanych po bardzo poważnych wypadkach, które za granicą zostały poddane kasacji. Te ostatnie są często naprawiane poprzez zespawanie dwóch różnych aut i nie spełniają jakichkolwiek norm bezpieczeństwa. Takie pojazdy mają inną, niż pierwotnie, sztywność. Ich zachowania w razie kolizji lub wypadku nie sposób przewidzieć. Stanowią zagrożenie dla użytkujących je osób – często nieświadomych fatalnego stanu technicznego. Ustalenie i potwierdzenie tak poważnej ingerencji w konstrukcję pojazdu jest bardzo trudne – nawet w warunkach warsztatowych, bo cięcia i spawy są wykonywane w trudno dostępnych miejscach. Właśnie po to, by nie były widoczne i było ciężko je wykryć.

W grę wchodzą również prawne wady samochodu. W najgorszej sytuacji są ci, którzy zdecydują się na podpisanie zagranicznej umowy kupna-sprzedaży, wystawionej in blanco. Osoba taka w rzeczywistości nie wie, czy podpis, który zastaje na druku, rzeczywiście należy do poprzedniego właściciela auta. Jeśli okaże się, że samochód został skradziony, a podpis podrobiony, policja odbierze pojazd aktualnemu użytkownikowi. O zwrot pieniędzy trzeba będzie zgłosić się do osoby, która naprawdę sprzedała nam auto. Tej nie ma jednak w dokumentach, a najczęściej również na miejscu. Nie ma też do kogo zwrócić się z roszczeniami jeśli okaże się, że samochód posiada ukryte wady.

Pewna alternatywa
Zakup używanego samochodu to spore ryzyko. Nic dziwnego, że szukamy alternatywy. Rosnąca popularność leasingu z pełną obsługą ( tzw. wynajem długoterminowy) sprawia, że coraz więcej użytkowanych wcześniej w firmach aut pojawia się a rynku wtórnym. Taka oferta przekonuje coraz większą liczbę poszukujących pojazdu z drugiej ręki.

Pojazdy takie  mają zazwyczaj doskonale udokumentowaną historię. Nie trzeba też obawiać się „kręconego” licznika. Co więcej, jeśli zdecydujemy się na zakup samochodu od znanej firmy, zamiast od osoby prywatnej, łatwiej nam będzie dochodzić swoich praw z tytułu rękojmi, jeśli w ciągu roku od zakupu okaże się, że samochód posiadał ukryte wady. Łatwiej też odzyskać pieniądze, jeśli okazałoby się, że na pojeździe ciąży zastaw. Znalezienie człowieka, który sprzedał nam wadliwe z punktu widzenia prawa auto, może być trudne. Firmy zwykle nie przenoszą się z miejsca na miejsce. W razie kłopotów, łatwiej dochodzić swoich praw.

Niektóre przedsiębiorstwa są tak pewne oferowanych samochodów, że udzielają na nie gwarancji. Firma LeasePlan otworzyła w Warszawie salon samochodów poleasingowych i outlet, gdzie, nabywca otrzymuje 24-miesięczną gwarancję, a wszystkie auta w ofercie miały tylko jednego właściciela – LeasePlan. Ponadto, jeżeli osoba decydująca się na któryś z oferowanych tam modeli zapłaci gotówką – w ciągu pięciu dni od zakupu i do 200 km przebiegu może zwrócić samochód, bez jakichkolwiek konsekwencji. Takiej możliwości nie mamy, decydując się na zakup samochodu od poprzedniego właściciela czy u handlarza.

Źródło: LeasePlan

Najnowsze

Goodc

Baby na motóry!

"Baby na motóry" to grupa na facebooku dla kobiet, które jeżdżą motocyklami enduro, przeznaczona na dzielenie się doświadczeniem, przygodami oraz organizację wspólnych spotkań w terenie.

Grupa „Baby na motóry” na facebooku została założona ponad rok temu, a jej adminkami są: Asia Jankowska, Emilia Lendzion-Barszcz, Agnieszka Maniurska. Ogólny zarys społeczności kobiet, jeżdżących na motocyklach enduro, powstał jednak dużo wcześniej. Ich integracja miała miejsce na różnych forach motocyklowych, głównie: Forum Africa Twin, Forum BMW GS650F i Forum Transalp Club, co powodowało lekki chaos w komunikacji.

Pewnego jesiennego wieczoru Emilia i Agnieszka planowały zorganizowanie szkolenia z podstaw jazdy w terenie, wyłącznie dla kobiet. I tak po paru minutach rozmowy, jak logicznie i logistycznie to wszystko ogarnąć, powstała grupa “Baby na motóry” na FB. Nazwa została nadana na cześć zlotów organizowanych na w/w forach motocyklowych w poprzednich latach. Gdy grupa zaczęła się szybko rozwijać, Asia sprawnie opanowała temat związany z powstaniem unikatowego logo, które używane były do produkcji koszulek i naklejek dla członkiń grupy. Niewykluczone, że w przyszłości będą to też inne gadżety.

Grupa skupia motocyklistki enduro, niezależnie od marki motocykla. Głównym postanowieniem założycielek jest to, by grupa składała się głównie z dziewczyn, które lubią uprawiać szeroko pojęty off-road motocyklowy. Niekoniecznie ma to być hard enduro, ale również turystyka „szutrowa”, czy jazda “w koło komina” po okolicznych drogach gruntowych na cięższych motocyklach. Grup z motocyklistkami “asfaltowymi” jest wiele, więc powstało miejsce, gdzie motocyklistki mogą porozmawiać o pewnych rzeczach, typowych dla “błotek” i “szutrówek”.

Motocyklistki dzielą się tu swoim doświadczeniem o odzieży do jazdy w terenie, doborze ekwipunku, a także doświadczeniem związanym z doborem motocykla – a nie jest to łatwa sprawa, szczególnie dla kobiet, które wzrostem i siłą fizyczną nie grzeszą. Wymieniają się sztuczkami i sposobami, ułatwiającymi poruszanie się w terenie, aż po sprawy urody i dbania o zdrowie w tych gorszych warunkach i innych aspektach kobiecego radzenia sobie w świecie off-roadu. Wszystko w jednym miejscu, dla kobiet z nastawieniem na motocykle terenowe!

Oprócz rozmów w sieci, założycielki starają się organizować spotkania. Przede wszystkim jest to coroczny, ogólnopolski zlot – a ten w 2018 roku będzie już siódmym z kolei! Tym razem Kasia zaprasza w Karkonosze w dniach 6-8 lipca. Podczas zlotu głównym celem jest integracja, zarówno podczas sobotnich jazd, jak i wieczorami przy ognisku. Trasa oczywiście wiedzie po szutrach i polnych drogach, także z trudniejszymi elementami, gdzie czasami trzeba liczyć na pomoc koleżanek. Na mężczyzn nałożony jest całkowity zakaz udziału w zlocie.

Poza zlotem motocyklistki widują się na mniejszych spotach (np. na Jurze) i lokalnych, jednodniowych jazdach. Marzeniem założycielek jest daleki wyjazd większą, kobiecą grupą. Oprócz tego czynnie uczestniczą i namawiają do udziału w rajdach terenowych na terenie kraju, są to np. Rajd Tukan (podczas edycji w 2017 było 8 dziewczyn w kategorii Racing), Baba Jaga Tour, IZI Meeting i innych rajdach turystycznych.

{{ tn(15422) left }}W 2017 roku odbyło się także szkolenie w Kosiance Boruty z podstaw jazdy w terenie, wyłącznie dla kobiet z grupy, które cieszyło się tak dużym zainteresowaniem, że w kolejnym sezonie będzie ich więcej!

Zapraszamy wszystkie motocyklistki enduro do grupy „Baby na motory”:
https://www.facebook.com/groups/290385934657228/

Najnowsze

Race To Home Prolog – pierwszy rajd dla motocyklistów dookoła Polski

Race To Home Prolog to rajd dla motocyklistów, zapowiadający główne wydarzenie - rajd Race To Home 2018 Edition. Organizatorzy chcą pokazać, że to rajd dla wszystkich: bez ograniczeń i podziałów. To okazja na fajną przygodę i podróż życia.

RTH Prolog to rajd dla motocyklistów, który będzie miał swój przebieg dookoła Polski. Taką trasę organizatorzy planują przebyć wspólnie z uczestnikami w mniej niż 40 godzin – bez snu i odpoczynku. Jedyne planowane przystanki to tankowanie i punkty kontroli w wyznaczonych miastach.

– To będzie niesamowita okazja poznać fantastycznych ludzi, wymienić doświadczenia, przeżyć wspólnie dobrą motocyklową przygodę, oraz tworzyć jej motocyklową historię. Nie ma znaczenia, gdzie i kiedy dołączycie do rajdu, na którym etapie i jaki dystans będziecie chcieli przemierzyć. Nie ma żadnych restrykcji pojemnościowych oraz podziału na klasę motocykli, dla nas liczy się pasja i miłość do motocykli. Chcecie być częścią rajdu, to dołączcie w odpowiednim dla Was momencie, a tych, którzy odważą się przejechać całą trasę, organizator zaprasza do oficjalnego zgłoszenia się: racetohomevent@gmail.com – pisze na swoim fanpage’u organizator.

Race To Home Prolog ma też promować Female Edition, dlatego organizator zaprasza także motocyklistki – to oczywiste, skoro nawiązuje do misji „bez podziałów”. Cieszymy się z takiej inicjatywy i w pełni ją popieramy, bo motocaina.pl również propaguje równość i dąży do integracji przeróżnych środowisk związanych z motoryzacją. Karol Podwojski, odpowiedzialny za to unikatowe w Polsce przedsięwzięcie, podkreśla: „postaramy się wesprzeć motocyklistki najlepiej jak tylko bedziemy potrafili”.

Do pokonania są piękne tereny naszego kraju, w ciekawym towarzystwie. To także okazja do poznania lokalnych tras motocyklowych. Tym, którzy chcą spróbować swoich sił i poczuć zew przygody polecamy fanpage wydarzenia:
https://www.facebook.com/events/813894638792130/

Najnowsze

Unikatowa Vespa Saint Laurent

Włoska marka Vespa, produkująca jedne z najpiękniejszych, kultowych skuterów oraz ekskluzywna, francuska marka modowa - dom Saint Laurent, podjęły współpracę.

Aż do 20 grudnia paryski dom Saint Laurent obejmie swoim władaniem wyjątkową rezydencję na pierwszym piętrze wielobranżowego sklepu Colette (213 ulica Saint Honoré – Paris 1st.). To wyjątkowe miejsce, słynące z ekspozycji najciekawszych ubiorów, akcesoriów i przedmiotów.

{{ tn(15419) left }}Z tej okazji Vespa – najbardziej lubiana marka skuterów na świecie – podpisała z Saint Laurent umowę, na wystawienie w tym miejscu wyjątkowego modelu kolekcjonerskiego. Jest to elegancka, czarno-matowa Vespa Primavera 125, specjalnie dostosowana do wystawy w Colette. Styl tej maszyny wpisuje się w to miejsce idealnie – nieprzezroczystą czerń stalowego korpusu łączy się z błyszczącymi czarnymi detalami, w tym lusterkami, ozdobą klasycznego „krawata” na przedniej tarczy, hamulcami, uchwytem dla pasażera. Felgi i osłona tłumika są również błyszczące i czarne. Wyrafinowane szczegóły zostały dodane zgodne z duchem domu mody Saint Laurent.

Aby wzmocnić namacalnośc ingerencji Saint Laurenta, wybrano do skutera eleganckie i ręcznie wykonane siodło.

Ten ekskluzywny model Vespa Saint Laurent autorstwa Anthony’ego Vaccarello będzie dostępny w Colette’s podczas wystawy. Będzie można go zamówić wyłącznie w sklepie i wyprodukować na żądanie.

Najnowsze

Goodc

Wypowiedzi zawodniczek po 55. Rajdzie Barbórka

Rajd Barbórka to coroczne zwieńczenie sezonu rajdowego w stolicy. Kilometrów może nie ma wiele, jednak to właśnie sprawia, że klasyfikacja na nim potrafi być mocno nieprzewidywalna.

55. Rajd Barbórka rozgrywany 2 grudnia wygrali Kajetan Kajetanowicz i Jarek Baran (Ford Fiesta WRC), zajmując czołową pozycję na wszystkich pięciu odcinkach specjalnych. To już piąta wygrana Kajetanowicza w grudniowym klasyku. Mistrzowie Europy wyprzedzili drugich na mecie, Filipa Nivette i Kamila Hellera (Skoda Fabia RS), a na trzeciej lokacie uplasowali się Bryan Bouffier i Xavier Panseri (Ford Fiesta).

Na mecie rajdu zameldowały się także kobiety: jedna za kierownicą i siedem w roli pilota. Zawodniczki opowiedziały nam, czym jest dla nich Rajd Barbórka oraz jak poradziły sobie z trudami tego, wyjątkowego rajdu.

Najwyżej sklasyfikowaną zawodniczką była Magdalena Lukas-Jurkowski, która towarzyszyła rallycrossowemu mistrzowi Polski – Tomaszowi Kucharowi w Citroenie C4 RX (samochód ten musiał przejść szereg przygotowań, by z rallycrossowego stać się rajdowym). Załoga uplasowała się na 7. lokacie w klasyfikacji generalnej oraz 6. podczas Kryterium Karowa z czasem karowa 2:06,38.

Kolejną zawodniczką w roli pilota była Monika Przybek u boku Tomasza Mikołajczyka w mocnym Mitsubishi Lancer Ultraleggera. Załoga zajęła 18. lokatę w klasyfikacji generalnej:

{{ tn(15413) left }}– W tym roku podjęłam decyzję o zrobieniu licencji zawodnika – wystartowałam w swoim Subaru w czterech rajdach amatorskich i od kwietnia jestem szczęśliwą posiadaczką licencji rajdowej kierowcy, która upoważnia również do startów na prawym fotelu. Mój debiut w roli pilota miał miejsce na Rajdzie Wisły we wrześniu i trudniejszego „chrztu” nie mogłabym sobie wyobrazić…. A w Rajdzie Barbórka wystartowałam na zaproszenie Tomka Mikołajczyka, który jest właścicielem stajni rajdowej Racerent i zarazem jednym z jej kierowców. Zdecydowaliśmy się na start w Mitsubishi, którym Tomek startował w wyścigach górskich i auto przed rajdem zostało przebudowane ze specyfikacji wyścigowej na rajdową. Ekipa stanowczo zeszła w dół z mocą silnika, ze względu na niepewną aurę i zmienną przyczepność, ale liczba koni mechanicznych i tak znacznie przekraczała 400. Zapoznanie z trasą przebiegło sprawnie i w piątkowy wieczór odbyliśmy odcinek testowy na Bemowie. Wtedy po raz pierwszy przekonaliśmy się, że rajd nie będzie łatwy. Zalegający śnieg i śliska nawierzchnia dały o sobie znać już na drugim zakręcie, gdzie obróciliśmy się i musieliśmy cofać (śmiech). Z każdym, kolejnym przejazdem nabieraliśmy jednak pewności, uczyliśmy się auta i szukaliśmy przyczepności.
Rajd rozpoczął się w sobotni poranek odcinkiem na Bemowie i Modlinie. Ten drugi to nowość i wszyscy zawodnicy walczyli na nim po raz pierwszy. Oes Bemowo to fajna konfiguracja odcinka, inna niż zwykle, ponieważ serwis w tym roku stał na części tras ubiegłorocznych. Trzy razy jechaliśmy ten odcinek i w sumie, chyba drugi najbardziej utkwił mi w pamięci, bo przejechaliśmy go najszybciej, a skoki na mostku mega długie i trochę twarde lądowanie! (śmiech) Z każdym, kolejnym przejazdem z części szutrowej na Bemowie zrobił się mega „wyryp”. Zaczęliśmy walkę o przetrwanie i walkę z autem aby nie wyjechać z koleiny i nie uszkodzić auta.
Odcinek w Modlinie to coś nowego, fajna inicjatywa, ciekawa i dość długa konfiguracja toru. Niestety dla nas dużym problemem była woda stojąca na trasie – troszkę się ślizgaliśmy i przez to czasy przejazdów nie do końca nas satysfakcjonowały, ale humory nam dopisywały. Największym spełnieniem marzeń była informacja, że jedziemy na Karowej! Bez stresu z uśmiechem na twarzy przejechaliśmy OS i na pewno będzie to niezapomniane wspomnienie! Podsumowując uważam, że tegoroczny rajd był bardzo dobrze zorganizowany, sędziowie bardzo mili i życzliwi – ogólna organizacja na wysokim poziomie (w ubiegłych latach ja również pomagałam w organizacji tego rajdu). Będę ten rajd z pewnością miło wspominać! – mówi Monika.

Na 23. miejscu w klasyfikacji generalnej uplasowało się rajdowe małżeństwo: Arkadiusz i Katarzyna Bałdyga w Subaru Imprezie:

{{ tn(15406) left }}– Udział w 55. Rajdzie Barbórka 2017 był naszym debiutem w profesjonalnych zawodach. Nie mogę porównać tej edycji do poprzednich, ale do tegorocznej nie mam żadnych zastrzeżeń. Do tej pory z mężem Arkiem, jeździliśmy w amatorskich imprezach typu time attack w Bednarach, Kielcach czy na Ułężu, a start w warszawskim klasyku był spełnieniem naszego marzenia! Jechaliśmy profesjonalnym autem, repliką Subaru Impreza WRC z 99r., przygotowanym przez MTS Dzierżoniów. Auto spisywało się bez zarzutu, ale podczas pierwszego Bemowa przekonaliśmy się, że nawet drobny błąd może skutkować opuszczeniem trasy, co przysporzyło serwisowi trochę pracy na kolejnej strefie.  

Wynik końcowy, czyli 23. miejsce w generalce uznajemy za sukces, a do Karowej zabrakło bardzo niewiele… Na przyszły rok wyciągniemy wnioski i mam nadzieję, że skutecznie powalczymy o nią w kolejnej edycji. Wisienką na torcie był dla mnie pokazowy przejazd na prawym fotelu Forda Fiesty WRC’17 Kajetana Kajetanowicza na SS Karowa wylicytowany na rzecz WOŚP 2018 – podsumowuje Kasia.

Justyna Waliszewska wystąpiła w roli pilota u boku Pawła Poletyło w BMW 318. Załoga zajęła 33. lokatę w klasyfikacji generalnej oraz 21. podczas Kryterium Karowa z czasem 2:26,70:

{{ tn(15408) left }}-To już kolejna moja Barbórka i co roku coraz lepszy wynik! Tym razem byłam na podium – 2. miejsce w klasie i oczywiście przejazd na Karowej, czyli to na co wszyscy czekają! Przygotowań, aż tak wielkich nie było, kierowca rozjeżdżony , samochód wcześniej był już przygotowany i to nasza druga Barbórka tym autem. Pogoda nie była najgorsza, ale warunki na Modlinie nas nie rozpieszczały i robiliśmy tam dużo gorsze czasy, niż na Bemowie, gdzie nadrabialiśmy straty (mimo, że dwa razy na odcinku Bemowo doszliśmy inne auta) Mimo wszystko udało się, a 2. miejsce w klasie to świetny wynik !!! Fajny rajd, fajna przygoda, kierowca najlepszy! (śmiech) Kibice dopisali, mój pies Sparco również mi kibicował, a ja odliczam już dni do następnej Barbórki! – podsumowuje Justyna.

Na 35. lokacie uplasowali się: Krzysztof Pacholec za kierownicą Mitsubishi Lancer Evo X i Inez Adamska w roli pilota:

{{ tn(15409) left }}– Udany dla naszej załogi sezon 2017, postanowiliśmy zakończyć na warszawskich odcinkach specjalnych, startując już po raz drugi w Rajdzie Barbórka, organizowanym przez Automobilklub Polski. Jest to fenomenalna impreza, rządząca się swoimi prawami, jedyna w swoim rodzaju, pełna świetnej atmosfery i dostarczająca niesamowitych emocji. Po piątkowym zapoznaniu, odcinki bardzo nam się spodobały i w głowie pojawiła się odpowiednia taktyka, aby spróbować powalczyć o wysokie miejsce w generalce naszym Lancerem i pojawić się na słynnym wieczornym odcinku Karowa. Niestety, i w tym roku Barbórka nas nie oszczędziła i już na drugim odcinku na Torze Modlin, awarii uległa skrzynia biegów. Kompletnie straciliśmy dwójkę, a jedynka cały czas wypadała. Jakiekolwiek szanse na dalszą walkę i start na Karowej runęły, ale hart ducha i nasza determinacja nie pozwoliły nam się poddać! I tak oto, tylko z trzema biegami dojechaliśmy do mety na 35. miejscu w klasyfikacji generalnej. Mimo niepowodzenia, ten rajd ma coś magicznego w sobie, że uśmiech na buzi trzyma się jeszcze długo po mecie. Już dziś mówimy „do trzech razy sztuka” i w 2018 roku zamierzamy odczarować awaryjną passę, jaka nam tutaj towarzyszy. Ogromne podziękowania za doping dla przyjaciół trzymających kciuki i kibiców, dla naszego niezawodnego serwisu Powered by Mestwin i Powertronic Macpl oraz naszych partnerów: Ten Sushi, Audio Świat, Motul Polska, RallyAddict, jak również dla organizatorów, sędziów oraz sekcji Koło Młodych – mówi Inez.

A na miejscu 41. rajd ukończyła jedyna kobieta za kierownicą! Była to Agnieszka Załęcka w swojej Hondzie Civic, a wskazówki do jazdy przekazywał jej Adam Sroka:

{{ tn(15414) left }}– Rajd Barbórka od zawsze był moim marzeniem. Chciałam wystartować w tej prestiżowej imprezie, móc zmierzyć się z doskonałymi zawodnikami i poczuć te emocje. Udało się przygotować samochód, ale już w piątek na odcinku testowym mieliśmy małą awarię. Uszkodzeniu uległ wężyk zasilający od wspomagania. Na szczęście dzięki życzliwości kolegów, usterka została szybko usunięta. Duży plus należy się organizatorom za ulokowanie serwisu na twardym podłożu. Wszystkie zespoły miały komfortowe warunki do pracy, co podczas niekorzystnych warunków atmosferycznych jest bardzo ważne. Sobota przywitała mnie mnóstwem kibiców. To była dla mnie nowość – widzieć tak dużo osób, podczas gdy startuję za kierownicą. Na starcie do pierwszej pętli miałam wielką tremę, ale z każdym przejechanym kilometrem było coraz lepiej. Żałuję tylko, że odcinków było tak mało, bo dopiero zaczynałam się rozkręcać! Na pierwsze dwie próby założyłam opony, które w tych warunkach nie miały szans na osiągnięcie odpowiedniej temperatury pracy. Konkretnie mówię o torze Modlin, gdzie już po zapoznaniu powstały wielkie kałuże, o których nie wiedzieliśmy i nie byliśmy przygotowani na stojącą wodę. Podczas drugiej pętli zrobiłam duży progres, co potwierdza poprawa czasu o 19 sekund. Na koniec rajdu byłam jednak trochę zła na siebie i rozczarowana, przytłoczył mnie stres i nie pojechałam tak dobrze, jakbym chciała i jak potrafię. Po jakimś czasie doszłam jednak do wniosku, że to nie był taki zły występ… Udało mi się ukończyć rajd, zajęłam 41. miejsce w klasyfikacji generalnej, na ponad 100 startujących załóg. To był mój debiut i teraz bardzo się z niego cieszę. Ten start przyniósł mi wiele cennych doświadczeń, które mam nadzieję wykorzystam podczas realizacji moich planów w sezonie 2018. Jeśli chodzi o samą organizację, to oprócz małej liczby odcinków, nie mam innych zastrzeżeń. Wszyscy organizatorzy byli życzliwi i pomocni, wszystko dobrze zorganizowane i jasne. Sama atmosfera tej imprezy jest wyjątkowa i magiczna. Dodatkowo bardzo się cieszę, że miałam doskonałego pilota – Adam spisał się fantastycznie. Bardzo dziękuję partnerom zaangażowanym w mój start: Broler Bosh Serwis, Akumulatory Sznajder, Haparts – części do Hondy, Motorsport Capsule. Dziękuje również wszystkim którzy mnie wspierają i kibicują – podsumowuje Agnieszka.

Joanna Szymków to kolejna zawodniczka w roli pilota na mecie rajdu, która towarzyszyła Wiktorowi Matuszewskiemu w Hondzie Civic Sir. Załoga zajęła 49. lokatę w klasyfikacji generalnej:

{{ tn(15415) left }}– 55. Rajd Barbórka był moim czwartym zakończeniem sezonu, przejechanym w roli pilota w załodze z Wiktorem. Tym razem jednak, tak jak i w całym naszym sezonie 2017, nie obyło się bez przygód. Od samego początku mieliśmy chrapkę na miejsce w pierwszej dziesiątce w naszej klasie i jak pokazywały wyniki, aż do ostatniego OS Bemowo spore szanse na to były. Jednak przez kapcia złapanego, tuż przed mostkiem na ostatnim oesie, spadliśmy na 11. miejsce w klasie. Sukcesem dla nas jest jednak, wkroczenie do pierwszej 50-tki zawodników w klasyfikacji generalnej, bo to do tej pory nasz najwyższy wynik w historii Barbórek. Z pewnością w jego osiągnięciu pomógł nam też odcinek zorganizowany na Torze Modlin, gdzie osiągaliśmy nasze najlepsze czasy. Pomimo tego, że mój kierowca był początkowo sceptycznie nastawiony do tego obiektu, już po zapoznaniu wiedział, że będzie dobrze i za każdym razem pokonywał go bezbłędnie i coraz szybciej. Aż żal, że były tylko dwa przejazdy (śmiech). Sukcesywnie pokonujemy więc swoje czasy z minionych lat i swoje słabości. Z każdego startu wyciągamy wnioski i dalej walczymy z innymi, ale też przede wszystkim ze sobą. A fakt, że z roku na rok jesteśmy coraz wyżej – ciągle zachęca nas do dalszych startów w rodzimej Barbórce. Chciałabym podziękować przede wszystkim firmie GENERON, producentowi napoju MOCC, który tak po prostu w nas uwierzył i postanowił nam pomóc – mówi Joanna.

Na 54. miejscu klasyfikacji generalnej uplasowała się załoga BMW 320i w składzie: Damian Jakubowiak i Magdalena Milewska:

{{ tn(15412) left }}– Był to mój pierwszy start w Rajdzie Barbórki i na pewno pozostanie na zawsze w mojej pamięci! To rewelacyjne uczucie – móc uczestniczyć w tym samym rajdzie co Kajto, Nivette, czy Bouffier i przez chwilę poczuć na sobie oczy, tak licznie zgromadzonych widzów. Nie mieliśmy większych przygód w trakcie samego rajdu, co niezmiernie nas cieszy (no może poza odpadnięciem spoilera na ostatnim przejeździe Bemowa, przy hopie na mostku). Pod względem organizacyjnym nie ma się do czego przyczepić, co jako pilot rajdowy szczególnie doceniam, bo znacznie ułatwia mi to moją pracę. Jeśli jednak pojawiały się jakieś wątpliwości, to zawsze znalazła się osoba chętna do pomocy. I chyba właśnie to jest najlepsze w rajdach, że wszyscy to taka jedna wielka rodzina i mimo że czasem widzisz kogoś pierwszy raz na oczy, to traktujecie się jak starzy znajomi. Mam też nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi dane ponownie stanąć na odcinkach specjalnych Rajdu Barbórki, a może nawet na słynnej Karowej, bo to chyba takie marzenie każdego kierowcy i pilota rajdowego. Mam nadzieję że kiedyś się spełni – podsumowuje Magdalena.

Na 75. miejscu klasyfikacji generalnej, 19. w klasyfikacji samochodów historycznych oraz 24 w Kryterium Karowa (z czasem: 02:29,68) uplasowała się załoga: Adam Kacprzyk i Alicja Gnatowska w Lancii Delta HF Integrale:

{{ tn(15407) left }}– Melduje się na mecie kultowej imprezy: 55 Rajd Barbórka Warszawska. Był to mój czwarty start w tej imprezie i wreszcie udało się dokonać niemożliwego i spełnić marzenie – Gnatowska na Karowej! (śmiech) Dużo przeciwieństw towarzyszyło nam podczas tego startu. Auto było przygotowane rewelacyjnie, co dało się zauważyć podczas piątkowego odcinka testowego i w sobotę, też super zaczął nam się dzień. Problem pojawił się na pierwszym odcinku Modlin, gdzie na prostej 250 – Lancia po prostu zgasła… Czujnik położenia wału. Straciliśmy tam ponad 15 minut, przez co straciliśmy możliwość walki o dobrą pozycję w rajdzie. Dobrze, że szybko ustaliliśmy przyczynę, „czary mary” na serwisie i udało się opanować naszą „foszastą Włoszkę”. Czasy na odcinkach super! Przykro było trochę, że bez Karowej, ale dzięki uprzejmości organizatora – udało się stanąć na starcie do tego kultowego odcinka. Ogromną radością był jeszcze fakt, że w klasie Legend zajęliśmy 3. miejsce z czego jesteśmy ogromnie dumni! Jak widać i to, co ja ciągle powtarzam, marzenia się spełniają, tylko trzeba po prostu ruszyć tyłek! Do zobaczenia na trasach rajdowych w 2018! – mówi Alicja.

Mety nie osiągnęła Klaudia Podkalicka za kierownicą Mitsubishi Lancera Evo VII, a na Kryterium Karowa uplasowała się na 29 miejscu z czasem 02:34,94:

{{ tn(15410) left }}– Niestety pozostał niedosyt… turbo odmówiło posłuszeństwa na OS2 i wykluczyło nas z dalszej rywalizacji. Mechanicy wymienili tę część, dzięki czemu mogliśmy wystartować w OS kryterium Karowa, a to wierzcie daje niezapomniane przeżycie! Mimo przeciwności losu uwielbiam ten rajd, jego magia jest nie do opisania, a organizatorzy zawsze stają na wysokości zadania. To był już 6. mój start w tym rajdzie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie okazja, aby zrobić dobry wynik – podsumowuje Klaudia.

Na mecie też nie zobaczyliśmy rajdowego małżeństwa: Jana i Moniki Chmielewskich z powodu awarii samochodu na drugim odcinku specjalnym:
{{ tn(15411) left }}– Nieczęsto mam okazję zasiąść na prawym fotelu rajdówki mojego męża, więc z tym większą radością wykorzystaliśmy okazję, by razem zaprezentować się na odcinkach specjalnych Rajdu Barbórka. Choć same zawody nie ułożyły się po naszej myśli, to magia ulicy Karowej, na której kolejny rok z rzędu mogliśmy wspólnie pojechać, sprawiła, że problemy techniczne szybko odeszły w niepamięć i głównym celem stało się cieszenie kibiców widowiskową jazdą naszą „Beemką”. Mając za sobą takie doświadczenie w pełni rozumiem wszystkich zawodników, którzy starają się choć raz w roku wystartować właśnie w Rajdzie Barbórka, ponieważ żadne inne zawody nie mają tak wyjątkowej atmosfery i nie da się tutaj nie wracać – mówi Monika.

 

Najnowsze