Rozmowa z Anną Garbacz, autorką „Mikrus, auto, któremu nie pozwolono dorosnąć”

30 września 2013
Z Panią Anną Garbacz z Muzeum Regionalnego w Stalowej Woli, rozmawiamy o jej książce i pasji do zabytkowych samochodów.

Motocaina: Mikrus - proszę powiedzieć, co to dokładnie za pojazd?

Anna Garbacz: To polski mikrosamochód, produkowany w Mielcu i w Rzeszowie (silnik) w latach 1957-1960. Zaprojektowała go grupa młodych, wówczas niespełna 30-letnich konstruktorów z zakładów lotniczych w Mielcu. Młodzi ludzie w tamtych trudnych czasach - tak jak i dziś - chcieli mieć swoje cztery kółka, i to niedrogie. Stąd pomysł na mikrosamochód - coś więcej niż motocykl, a niezupełnie to, co „prawdziwe” auto. Zainspirowali się niemieckim Goggomobilem. Mikrus miał spełniać założenia określane skrótowo jako „4x4”: 4-kołowy (niektóre ówczesne mikrosamochody miały 3 kółka), 4-osobowy, 4-biegowy, spalający 4 l benzyny na 100 kilometrów. Niestety, po chwilowej „odwilży” politycznej, ówczesne władze PRL-u wstrzymały z dnia na dzień produkcję Mikrusa. Przyczyny do dziś są owiane tajemnicą.

Pani Anna Garbacz w Mikrusie.

fot. z archiwum Anny Garbacz

Motocaina: Takich samochodów widziałam w życiu zaledwie kilka i to bardzo dawno temu. W przeszłość odchodzą maluchy, polonezy i duże fiaty. Na naszych drogach jest ich już niewiele. Ile Mikrusów jeszcze zostało?

Anna Garbacz: Bardzo mało, po pierwsze dlatego, że w ogóle niedużo ich wyprodukowano: tylko 1728. Pasjonaci tej marki obliczyli, że do dziś przetrwało około 200, z tym, że większość nie jeździ, czasem nadają się tylko na części, czasem zapomniane w jakiejś szopie czekają na odkrywcę. Na otwarcie naszej wystawy w 2010 roku zorganizowaliśmy zlot Mikrusów - przyjechało ich osiem.

Motocaina: Była Pani kuratorem wystawy poświęconej Mikrusowi. Wystawa została uznana  za wydarzenie muzealne roku 2010 i otrzymała nagrodę Sybilli. Co Panią skłoniło do stworzenia takiej właśnie wystawy?

Anna Garbacz: Kiedy byłam dzieckiem, mój tato miał mikrusa, dlatego chętnie podjęłam temat, jaki wyłonił się z rozmów z młodymi miłośnikami starej motoryzacji. Duży wkład do organizacji wystawy wniósł Piotr Ludian ze Stalowej Woli, wówczas student, posiadacz dwóch egzemplarzy tego auta, zafascynowany Mikrusem.

Wystawa była niejako dopowiedzeniem do naszej wielkiej ekspozycji poświęconej przedwojennemu Centralnemu Okręgowi Przemysłowemu (COP). Wtedy to w Stalowej Woli, Rzeszowie, Mielcu i wielu innych miastach tego regionu powstały nowe fabryki, produkujące głównie uzbrojenie. Mikrus ilustruje jedną z powojennych kart dziejów zakładów lotniczych w Mielcu i Rzeszowie, zbudowanych przed wojną w ramach COP-u.

Więcej o samochodowych lekturach przeczytasz w sekcji auto - lektury.

Motocaina: Publikacja „Mikrus, auto, któremu nie pozwolono dorosnąć” jest naturalnym wynikiem wystawy. Jak wyglądało zbieranie materiałów zarówno do książki jak i do przygotowania wystawy w muzeum?

Anna Garbacz: To była wspaniała przygoda. Oprócz wertowania starych publikacji prasowych, instrukcji obsługi, książek o motoryzacji w PRL-u, poszukiwań w archiwach - niesamowite spotkania i rozmowy z ludźmi, związanymi w różny sposób z Mikrusem. Poznałam głównego konstruktora Mikrusa, inż. Stanisława Duszkiewicza, który mieszka w Mielcu i mimo, że porusza się na wózku inwalidzkim, jest pełen energii, świetnie pamięta tamten czas i barwnie o nim opowiada, a jego przemiła żona Halina tworzy wyjątkową atmosferę domu. Także w Mielcu mieszka inny konstruktor z tego zespołu, Jerzy Dębicki - on też dzielił się z nami wspomnieniami. W Warszawie natomiast spotkaliśmy się z red. Stanisławem Szelichowskim, autorem licznych publikacji prasowych i książkowych o polskiej motoryzacji, w swoim czasie prezesem Koła Użytkowników Mikrusa w Automobilklubie Warszawskim. Wiele osób udostępniało nam zdjęcia, opowiadało o swojej przygodzie z Mikrusem, dzieliło się swoją wiedzą o tym aucie.

Anny Garbacz, autorka książki „Mikrus, auto, któremu nie pozwolono dorosnąć”.

fot. z archiwum Anny Garbacz

Na ekspozycję udało się pokazać nie tylko samochody: dwa mikrusy i meduzę, dokumentację, instrukcje obsługi, archiwalne fotografie, itp., ale też np. unikatowe pudełka zapałek, z lat 60, z Mikrusem. Nakręciliśmy także film dokumentalny, z wypowiedziami m.in. konstruktorów Mikrusa, który pokazywaliśmy podczas trwania wystawy.

Motocaina: O Mikrusie trochę już wiemy. A czym była Meduza?

Anna Garbacz: Meduza była projektem alternatywnym wobec Mikrusa, różniła się wyglądem nadwozia. Jedyny zachowany egzemplarz znajduje się w posiadaniu warszawskiego Muzeum Techniki, można go zobaczyć w oddziale w Chlewiskach. Meduza miała oryginalne, obłe kształty, stąd pewnie nazwa, i chyba była na tamten czas zbyt awangardowa, dlatego nie weszła do produkcji.

Motocaina: Na towarzyszący wystawie zlot Mikrusów przybyło osiem pojazdów z różnych części Polski. Myślę, że posiadanie takiego pojazdu wiąże się z pasją motoryzacyjną połączoną z nieustanną renowacją i opieką nad takim niezwykłym samochodem. Kim są właściciele tych pojazdów?

Anna Garbacz: To niezwykli ludzie, zafascynowani tym unikatowym już autem. Są wśród nich młodzi pasjonaci, jak Piotrek Ludian, anglista, który obecnie pracuje nad rekonstrukcją mikrusa w wersji cabrio i odtworzeniem historii dwóch wyprodukowanych egzemplarzy. Są naukowcy, jak dr inż. Mieczysław Płocica z Politechniki Rzeszowskiej, który wraz z Bartoszem Winiarskim napisał wielką monografię tego małego auta, Bartosz Winiarski natomiast wcześniej jeszcze utworzył stronę internetową poświęconą Mikrusowi. Znam starszego pana, który do dziś nie rozstał się ze swoim mikrusem, zakupionym w latach sześćdziesiątych… Pewien młody człowiek

Anna Garbacz przy Mikrusie.

fot. z archiwum Anny Garbacz

własnym zabytkowym mikrusem jechał do ślubu - sam oczywiście prowadził, a panna młoda siedziała obok - bo z tyłu dorosłe osoby nie bardzo się mieszczą… Jeden mielczanin kilka lat temu zabrał swojego mikrusa do USA i tam budzi sensację na zlotach starych aut. Wszystkich łączy jedno: fascynacja tym dzieckiem polskiej motoryzacji, któremu nie pozwolono dorosnąć… A szkoda, bo może mielibyśmy dziś własny, polski samochód miejski…

Motocaina: Czy oprócz Mikrusa ma Pani inne motoryzacyjne zainteresowania? Czy w Muzeum w Stalowej Woli będą w przyszłości wystawy poświęcone odchodzącym w przeszłość samochodom?

Anna Garbacz: Jako dziecko chętnie bawiłam się autkami, ale potem zwyciężyły zainteresowania humanistyczne: ukończyłam polonistykę na UJ, pracowałam w redakcji gazety lokalnej, a teraz w Muzeum. Jednak moi dwaj synowie zawsze interesowali się motoryzacją, więc i ja przy nich uległam tej pasji. Razem z nimi zaczęłam znowu czytać prasę branżową, oglądać programy motoryzacyjne. Młodszy syn ma obecnie dwa zabytkowe auta: syrenę 105 L i zaporożca 968. Jeżdżę nimi najwyżej jako pasażer, natomiast miejsce za kierownicą zajmuję często w naszej domowej lancii lybrze. Mąż i synowie mówią, że czują się bezpiecznie, gdy prowadzę - to dla mnie duży komplement. Czy spróbuję jeszcze zorganizować wystawę poświęconą motoryzacji? Przyznam, że kusi mnie historia pojazdów skonstruowanych w Hucie Stalowa Wola, jak choćby zapomniane auto dostawcze Stal… A wiadomości o Mikrusie nadal mnie interesują, gdyby któraś z czytelniczek chciała podzielić się wspomnieniami, to prosimy o kontakt z Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli.

Motocaina: Dziękujemy za rozmowę!

Komentarze

opiniodawca
09 października 2013 19:56
Duży błąd "Zainspirowali się niemieckim Goggomobilem" po tylu latach nieznajomość realiów tamtych czasów żenuje. Mikrusa skopiowali, był to plagiat. Jedyny ich własny wyrób to nadwozie które miało ukryć wszystkie pozostałe elementy które zostały w nieudolny sposób skopiowane przez młodych niedoświadczonych bez właściwej wiedzy inżynierów. Warto poczytać negatywne opinie właścicieli Mikrusów zawarte choćby w wspomnianej książce. Fabryka wypuściła i
opiniodawca
10 października 2013 18:25
podawała fałszywe dane techniczne, artykuły pisane przez red. z Motoru były sponsorowane i nieprawdziwe. Deklarowana moc 14,5 KM była nieprawdziwa, realnie miały 9-11 KM. Spalanie dużo wyższe. Deklarowana prędkość max 90km/h z pełnym obciążeniem - to już głupota która sięgnęła dna mieleckich inżynierów.
Podobne artykuły

Motocaina na Youtube

Najnowsze artykuły

Motocaina na Instagramie

Gorące dyskusje