Rowerem ponad głowami kierowców

Od lat rowerzyści i kierowcy toczą między sobą bój o drogę. Do dziś ciężko im ustalić, kto ma na niej pierwszeństwo i co komu wolno. Rozsądna wydaje się więc inicjatywa ścieżek rowerowych lub... napowietrznych linii dla rowerzystów.

Widoki byłyby piękne. Jedynie lęk wysokości uniemożliwiałby jazdę na rowerze.
fot. Martin Angelov

Pomysły rosyjskich projektantów zaskakują czasem oryginalnością, ale ten przebił już wszystko. Wyobraźcie sobie wasze urocze holenderki zawieszone na linach ponad głowami stojących w korkach kierowców. Kuszące, czy przerażające?

Zgodnie z pomysłem rosyjskiego projektanta Martina Angelov’a – miejska jazda na rowerze „kolelinią”, przynajmniej z daleka, przypominałaby wyczyny cyrkowców. Rowerzyści poruszaliby się po zawieszonym w powietrzu torze, zabezpieczanym z boku przewodem, do którego karabińczykiem przypinałoby się kierownicę jednośladu. Rowerzysta byłby również zabezpieczony specjalną uprzężą, która miałaby gwarantować mu brak upadków.

Rosyjska ruletka? Być może, bo nie wydaje nam się, by jazda nawet po bardzo zatłoczonej ulicy była bardziej niebezpieczna od poruszania się rowerem w powietrzu, ale kto wie… Pomysł na pewno spodoba się wszystkim kierowcom, oni w końcu nadal będą bezpiecznie jeździć po asfalcie.

Pomysł został już zaprezentowany szerszemu gronu na konferencji TEDX w Sofii i zdobył spore uznanie.

Źródło: TEDX Conferences

Najnowsze

Wyścigi, czy rajdy? – rozmawiamy z Magdą Wilk

Startowała w KJS, potem trafiła do serialu wyścigowego Kia Picanto Cup. Walcząc zderzak zderzak z doświadczonymi zawodnikami na polskich i zagranicznych torach, stanęła na podium. Jej marzeniem jest udział w rajdach jako kierowca. Jakie ma plany na przyszły sezon?

Pierwsze szlify zdobywała na Megane.
fot. z archiwum M. Wilk

Skąd u takiej – wydawało by się – zwiewnej istoty, wola walki w wyścigach samochodowych?
Początki moich startów sięgają 2005 roku. Wtedy po raz pierwszy pojechałam w amatorskim rajdzie KJS cywilnym Renault Megane 1.6. Na udział namówił mnie kolega, który widział moje zacięcie do jazdy i postawił na moją wygraną w klasyfikacji dla pań, zorganizowanej z okazji Dnia Kobiet. Poznałam przy tej okazji osoby, które czynnie biorą udział w sprintach, superoesach, KJS-ach i innych imprezach motoryzacyjnych. Razem z Piotrem Nowocieniem, bratem Mariusza Nowocienia, który z sukcesami startował w rajdowym Pucharze PZM, zaczęliśmy wspólnie jeździć na amatorskie rajdy wymieniając się za kierownicą. Chodziło o zdobycie punktów do licencji rajdowej. Mimo, że KJS-y to stosunkowo proste manewry wokół pachołków, to atmosfera zawsze była wspaniała. Nie było zawiści, każdy każdemu pomagał, no i było więcej czystej radości z jazdy. Chciałam startować w rajdowym Pucharze PZM za kierownicą Fiata Seicento, ale plany się zmieniły, kiedy w prasie ukazały się informacje o tworzonym właśnie pucharze Kii Picanto. Wtedy mój tata namówił mnie na zamianę rajdowego Seicento na wyścigową Kię. Obawiał się głównie trudnych os’ów i był zdania, że wyścigi są bardziej bezpieczne. Ostatecznie przekonał mnie pomocą finansową w pierwszym sezonie startów i tak wylądowałam w wyścigach.

Brała udział w KJS startując w Seicento.
fot. z archiwum M. Wilk

Jak sprawuje się Twoje auto – Kia Picanto? Poprawiasz je z sezonu na sezon?
W pierwszym sezonie postawiłam na zdobywanie doświadczenia i rozwój swoich umiejętności jako kierowcy. Startowałam w zespole Diverse Extreme Team praktycznie seryjną Kią. W drugim roku startów, ze względu na budżet, nie wystartowałam we wszystkich wyścigach, nie dało się też poprawić osiągów auta; w tej sytuacji inni zawodnicy byli już dwa sezony przede mną. Pierwszym poważnym sezonem był trzeci rok startów w pucharze Picanto, kiedy zaczęłam współpracę z Nowicki Auto Serwis. Profesjonaliści świetnie potrafili dobrać ustawienia samochodu i dopasować je do mojego stylu jazdy. Miało to oczywisty wpływ na wyniki. Wreszcie mogłam skoncentrować się na jeździe i walce w pierwszej połowie stawki. Gdy startują auta zbliżone pod względem osiągów, każdy detal przy ustawieniu samochodu jest niezwykle ważny.

Magda przed zawodami jest bardzo skoncentrowana
fot. Kia

Z których wyników w swojej karierze jesteś najbardziej zadowolona?
Oczywiście najważniejsze było tegoroczne trzecie miejsce w Poznaniu, choć już wcześniej pokazałam, że stać mnie na dobry rezultat. W ostatniej rundzie sezonu 2007 triumfowałam w klasyfikacji kobiet. Największą satysfakcję dają mi wyścigi, w których po starcie z odległej pozycji, mimo jednego z najsłabszych aut w stawce, potrafię nadrobić stratę do czołówki i z pełną determinacją przebijać się do przodu. Tak było np. w pierwszym sezonie startów, kiedy w czasówce byłam 23., a do mety przyjechałam na dwunastym miejscu. Wtedy w szranki stanęło ponad 30 zawodników – bardzo dobrych kierowców, którzy odnosili wiele sukcesów w Picanto. 

Jak się czułaś, gdy zajęłaś 3. miejsce? Co się wtedy wydarzyło, że „nabrałaś wiatru w żagle”?Same starty i jazda w wyścigach dają niesamowitą radość, ale nic nie może się równać ze smakiem szampana na podium. To fakt, że trochę mi się wtedy poszczęściło i znalazłam się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, ale potrafiłam to wykorzystać. Poza tym, zwycięzcy są na mecie.

Z jakimi problemami borykasz się jako kierowca wyścigowy?
Przede wszystkim jest to brak konkretnego sponsora, a co za tym idzie właściwego budżetu. Przez to w ogóle nie trenuję pomiędzy zawodami, a przecież wiem, że moi rywale robią to przed każdą rundą. Notorycznie mam niewystarczającą liczbę opon w sezonie. Zwykle moje wyścigi wyglądają następująco: kończę pracę, pakuję kombinezon i kask, jadę prosto na wyścig, pokonując na kołach trasę swoją wyścigówką (wszyscy przywożą swoje samochody na lawecie). Ścigam się i wracam czasem nieco uszkodzonym autem do domu. Moją Picanto jeżdżę na co dzień co pracy i po mieście. 

Podium w 2009 roku.
fot. Kia

Jak oceniasz ubiegłoroczny sezon? Mimo świetnego początku, pierwszego podium w karierze, to chyba końcówka serii nie należała do zbyt szczęśliwych? Co się stało?
W zeszłym roku zajęłam 13. miejsce w klasyfikacji, w związku z czym otrzymałam 13 numer startowy. Inni zawodnicy nie chcieli mieć „trzynastki” przez przesądy, ale dla mnie to szczęśliwa liczba i dzień moich urodzin. Przez pierwszą połowę sezonu ta cyfra faktycznie przynosiła mi szczęście i bez problemu realizowałam przedsezonowe założenia, czyli walkę o miejsce w pierwszej piątce. Niestety, końcówka sezonu nie należała do udanych. Podczas przedostatniej rundy dachowałam po pierwszym zakręcie i to w pierwszym wyścigu, co wiązało się z ogromną stratą punktową. Udało mi się jednak wystartować w drugim wyścigu samochodem pożyczonym od kolegi, który zachował zrezygnował ze startu w drugim biegu, abym mogła uratować choć kilka punktów. Straciłam ich jednak zbyt dużo, aby utrzymać się na czwartym miejscu, które zajmowałam przed tą rundą. Ważne jest jednak, że w klasyfikacji generalnej, na 26 bardzo doświadczonych kierowców, mam 8. lokatę.

W Kia Picanto Cup rywalizacja przebiegała zderzak w zderzak.
fot. Kia

Czy są jakieś tory, które wolisz bardziej niż inne? A może lubisz jeździć w deszczu?
Każdy zawodnik ma swoje mniej lub bardziej lubiane tory. Średnio lubię Poznań, bo każdy doskonale zna ten tor i rywale – w przeciwieństwie do mnie – notorycznie tam trenują. Dlatego wolę jeździć za granicą, gdzie szanse wynikające ze znajomości toru się wyrównują. Jednym z moich ulubionych torów jest Brno, gdzie bez względu na pogodę zawsze idzie mi bardzo dobrze. Jazda w deszczu to zawsze ogromne wyzwanie i trzeba mieć doskonale przygotowane auto – tego brakowało mi w dwóch pierwszych sezonach. Teraz jest dużo lepiej, choć wciąż potrzebuję treningów na mokrym torze.

Porażki Cię załamują, czy motywują?
Załamywać się nie można, bo w karierze każdego sportowca zdarzają się trudne chwile. Oczywiście pierwsze dni po nieudanym starcie bywają ciężkie. Ten stan zwykle szybko mija i pojawia się motywacja do lepszego występu. Po ostatnim dachowaniu i zniszczeniu samochodu teoretycznie powinnam była się załamać, ale w głowie miałam tylko jedną myśl: pojechać w drugim wyścigu. Niemal wyrywałam się lekarzom, aby pobiec z drugiego końca toru, by załatwić od kolegi użyczenie auta. Pierwszą myślą po ukończeniu następnego wyścigu było zamówienie samochodu na ostatnią rundę sezonu – choć moje szanse na zrealizowanie przedsezonowych celów były już zerowe. Ani razu nie przeszło mi przez myśl, że mogłabym nie wystartować w Brnie.

Najlepiej się czuje za kierownicą aut sportowych.
fot. Kia

Jak się zapowiada wg Ciebie następny sezon? Będziesz startować? Jakie masz plany?Niestety, plany wiążą się z finansami. Wolałabym zamienić tory na odcinki specjalne, bo starty w rajdach są moim marzeniem. Chciałabym jeździć w klasie, w której jest mocna konkurencja i dużo zawodników – chcę walczyć i to daje mi największą satysfakcję. Jednak, jeśli nie uda się zrealizować tego zamierzenia, na pewno będzie można mnie zobaczyć w wyścigach, przynajmniej od czasu do czasu. Nie potrafię zostawić tego sportu i nie wyobrażam sobie sezonu bez ani jednego występu.

Jak się odstresowujesz po wyścigu? Co lubisz robić w wolnym czasie?
Zazwyczaj w pierwszy dzień po wyścigu odsypiam cały weekend, a potem trzeba wrócić do pracy. Lubię usiąść ze znajomymi i pooglądać on-boardy z zawodów, opowiadając o przeżyciach z toru. W przerwach między wyścigami grywam w squasha i siatkówkę, tańczę i spędzam czas z przyjaciółmi. Lubię też pościgać się ze znajomymi na gokartach – to wspaniała zabawa i mimo niewielkiej mocy „halowych” wózków, walka na torze zapewnia niezłą dawkę adrenaliny. 

Jako pilotka Marka Wiśniewskiego w Rajdzie Barbórka 2009.
fot. Frendl

Jak oceniasz starty kobiet w serii Kia Lotos Cup? Czy uważasz, że kobiety jeżdżą inaczej niż mężczyźni?
Bardzo pozytywnie. Myślę, że niejednokrotnie udowodniłyśmy, że potrafimy wygrywać z facetami, a na torze jesteśmy równie agresywne i walczymy tak samo ostro, jak mężczyźni. Z drugiej strony, dziewczyny zwracają większą uwagę na to, aby pokonać pozostałe rywalki. Osobiście konkurentów na torze traktuję „bezpłciowo” i moim celem jest jak najwyższa pozycja na mecie, bez względu na to, z kim walczę. 

Czy są jakieś problemy, z którymi akurat kobiety borykają podczas wyścigu?
Oprócz kobiecych dolegliwości nic mi nie przychodzi do głowy. 

Co powiedziałabyś Paniom, które chciałyby startować w tej serii, czy w ogóle w sportach motorowych?
Przede wszystkim mam nadzieję, że coraz więcej dziewczyn przekona się do sportu motorowego i nie wystraszą się „męskiego” charakteru wyścigów, czy rajdów. Fajnie by było zasiąść w rajdówce jako cześć w pełni kobiecej załogi. Z przyjemnością pomogę każdej z Was, która chciałaby spróbować swoich sił za kierownicą. Uważam, że jeśli tylko zasmakuje się rywalizacji na torze, czy odcinku specjalnym, to później trudno sobie wyobrazić życie bez startów. Jestem tego najlepszym przykładem. 

Jak oceniasz nastawienie mężczyzn do udziału kobiet w Kia Lotos Cup?
Można odnieść wrażenie, że część mężczyzn denerwuje się nie tylko faktem zajmowania dalekich pozycji za kobietami, ale też smakiem porażki na mecie, gdy widzą triumfującą dziewczynę. Ale takie są po prostu wyścigi.

Od redakcji: Kia Motors Polska nie będzie w tym sezonie kontynuować serii Kia Picanto Cup.

Najnowsze

Odliczanie na skrzyżowaniu

Co zrobić, by auta, głównie nauki jazdy, ruszały szybciej ze skrzyżowania i w czasie, kiedy pali się zielone światło, mogło przejechać więcej samochodów? Drogowcy testują zegary odmierzające czas, jaki pozostał do zmiany świateł na sygnalizatorze.

Na samochody nauki jazdy w centrum miast narzekają niemal wszyscy. Początkującym kierowcom zarzuca się brak płynności w ruszaniu spod sygnalizatora i bardzo ostrożne wykonywanie wszelkich manewrów. W godzinach szczytu samochody z „elką” na dachu stają się utrapieniem pozostałych użytkowników dróg.

Miejski Zarząd Dróg i Mostów w Olsztynie dostał niedawno ofertę od firmy produkującej specjalne wyświetlacze. To urządzenie, które montuje się obok sygnalizatorów świetlnych.

Takie liczniki być może będą odmierzały czas do zakończenia „czerwonego światła”

– Podaje w sekundach, jak długo jeszcze będzie się paliło światło zielone lub czerwone na sygnalizatorze – tłumaczy Piotr Wisznicki z firmy APKO. – Żeby kierowcy nie ruszali ze skrzyżowania zbyt wcześnie, jeszcze na świetle czerwonym, wyświetlacz wygasza się na 2 sekundy przed zmianą światła na zielone. Wyłącza się również 5 sekund przed zmianą sygnału z zielonego na czerwony, by kierowcy w ostatnim momencie nie dociskali pedału gazu.

Zdaniem Wisznickiego, wyświetlacze poprawiają płynność ruchu na ulicach. Dzięki nim kierowcy sprawniej ruszają spod świateł i zatrzymują się przed skrzyżowaniem. Olsztyńscy drogowcy na razie do instalacji wyświetlaczy podchodzą z dystansem.

– Mogą one rzeczywiście spowodować, że kierowcy po zapaleniu się zielonego światła o wiele płynniej będą ruszać i opuszczać skrzyżowanie. Ale pozostaje pytanie, czy nie pogorszy to bezpieczeństwa – zastanawia się Zbigniew Gustek, zastępca dyrektora MZDiM. – Istnieje obawa, że kierowcy, widząc na liczniku, że za chwilę światło zielone zmieni się na czerwone, zamiast przygotować się do zatrzymania, wprost przeciwnie, przyspieszą, by w ostatniej chwili przemknąć przez skrzyżowanie.

Ale mimo tych obaw drogowcy chcą przetestować wyświetlacze upływu czasu w Olsztynie.
– Chcemy na próbę zainstalować je na jednym skrzyżowaniu – zapowiada Zbigniew Gustek. – W najbliższym czasie zaprosimy do siebie producenta, by zobaczyć, jak te urządzenia sprawdzają się w praktyce. Skrzyżowanie będziemy obserwować w różnych warunkach atmosferycznych. Dopiero wtedy przekonamy się, czy korki na skrzyżowaniu rzeczywiście się zmniejszają, a liczba wypadków po zamontowaniu wyświetlaczy nie wzrasta.

Tradycyjne semafory nie dają informacji, kiedy nastąpi zmiana światła, przez co wielu kierowców „zasypia” na skrzyżowaniach.
fot. Motocaina

– Nasze urządzenia działają już w Zielonej Górze, Toruniu i Opolu – dodaje Wisznicki i mówi o ich zaletach, które sprawdziły się w praktycy. – Badania w Opolu wykazały, że na skrzyżowaniu, gdzie jest zainstalowany wyświetlacz, kierowcy szybciej reagują na zapalenie się światła zielonego. Na dwupasmowym wlocie podczas jednego cyklu pracy sygnalizacji średnio przejeżdża teraz o cztery samochody osobowe więcej niż przed zamontowaniem tego urządzenia – mówi.

Sceptycznie do pomysłu nastawieni są instruktorzy nauki jazdy: – Początkującego kierowcę wszystko może rozpraszać – mówi Jan Markowski ze szkoły nauki jazdy w powiecie ostródzkim. – Jazda przez ruchliwe skrzyżowanie w godzinach szczytu to naprawdę dla niego trudne zadanie. W stresie obserwuje sygnalizację, żeby ruszyć i nie narazić się poprzez zgaśnięcie silnika na „obtrąbienie” przez innych kierowców. Do tego będzie musiał patrzeć na licznik czasu? Chyba to nie jest najlepszy pomysł. Pocieszam się tylko, że montaż takich urządzeń jest przewidziany na najbardziej ruchliwych skrzyżowaniach.

– Szacujemy, że płynność ruchu w tych miejscach poprawiła się od 5 do 10 procent – wylicza Piotr Rybczyński, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg w Opolu. – Kierowcy bardzo chwalą sobie te urządzenia. Gdy widzą z daleka, że zielone światło dla nich zgaśnie za 5 sekund, nie pędzą, a zwalniają i spokojnie zatrzymują się przed skrzyżowaniem. A wiedząc, za ile sekund światło czerwone zmieni się na zielone, mają wystarczająco dużo czasu, aby przygotować się do szybszego ruszenia i opuszczenia skrzyżowania.

Wspomina także o jeszcze jednej zalecie licznika czasu: – Kierowca, stojąc na czerwonym, nie musi już co chwila zerkać nerwowo na sygnalizator, bo dokładnie wie, ile czasu zostało mu do zmiany świateł. Dlatego jeszcze w tym roku chcemy dokupić sześć kolejnych takich urządzeń – dodaje.

Olsztyńscy kierowcy na razie mogą sobie tylko wyobrazić korzyści z wyświetlaczy. Taksówkarze, z którymi o nich rozmawialiśmy, nie mają wątpliwości, że warto w nie inwestować: – To bardzo dobry pomysł i w Olsztynie powinien być zrealizowany – mówi jeden z nich. Wyliczają zalety: – Kierowcy, wiedząc, ile czasu zostało do zmiany świateł, będą mogli właściwie zareagować – uzasadniają. – Teraz jest tak, że kierowca widzi zielone, potem pomarańczowe, myśli: „jeszcze zdążę” i wpada z dużą prędkością na skrzyżowanie. – Jestem przekonany, że kierowcy zwolnią, gdy zobaczą z daleka, że za 10 sekund zmieni się światło na czerwone – dodaje inny taksówkarz.

– Jeżdżę na taksówce dwadzieścia lat – mówi Henryk Kryk. – Marzę, by wszyscy kierowcy ruszyli jednocześnie, gdy mają zielone. A teraz jedni jadą, drudzy stoją. Jak będzie podany czas, za ile sekund włączy się zielone, jest szansa, że wszyscy ruszą jednocześnie.

Źródło: Miesięcznik Szkoła Jazdy 

Najnowsze

Wyprzedaż podczas Dni Fiata

Tradycyjnie już styczeń to miesiąc, w którym potencjalni klienci odwiedzają salony sprzedaży w poszukiwaniu najciekawszych ofert wyprzedaży nowych samochodów. Na sporą obniżkę zdecydował się Fiat. Do 17 stycznia możesz kupić Cromę o 20 tys. taniej lub wziąć kredyt na 5 lat z zerowym oprocentowaniem.

Fiat Punto Evo
fot. Fiat

Do niedzieli 17 stycznia potrwa akcja wyprzedażowa rocznika 2009 w salonach Fiata, podczas której będzie można skorzystać z jednej ofert promocyjnych na zakup nowego samochodu. Wyłącznie na tydzień wyprzedaży 11-17 stycznia Fiat uruchomił promocję kredytową 5 lat 0% bez wpłaty własnej.

Oferta ta już kilkukrotnie okazała się hitem sprzedażowym marki, warto przypomnieć choćby kilkaset Fiatów sprzedanych podczas jednej doby przy okazji akcji „Noc Cudów”. To właśnie po tę promocję najchętniej sięgali wtedy klienci i na podobne wyniki liczy teraz Fiat.

Fiat oferuje także rabaty gotówkowe sięgające 20 000 zł (patrz załączona poniżej tabela). Dla osób prowadzących działalność gospodarczą włsona marka ma w ofercie samochody z tzw. „kratką” tj. 4-osobowe samochody typu van, umożliwiającą odliczenie wartości 22% podatku VAT. Są to Panda, Grande Punto oraz Bravo. Promocję uzupełnia leasing 109,9% lub kredyt 6,99%, które w przypadku większości modeli łączą się z rabatami.

Z okazji wyprzedaży podczas Dni Fiata, salony sprzedaży będą czynne cały tydzień, od poniedziałku do soboty w godzinach 9:00-18:00, a w niedzielę w godzinach 10:00 – 16:00.

Najnowsze

Motomusic – dla miłośniczek alternatywnych dźwięków

Jeśli słuchasz w samochodzie miażdżących dźwięków, które paradoksalnie koją Twoje skołatane w korkach nerwy, polecamy właśnie rozpoczynającą się trasę koncertową trzech niebanalnych kapel: amerykańskiego Child Abuse oraz polskich składów: Moja Adrenalina oraz Boogie Nights.

Child Abuse z Nowego Jorku
fot. Child Abuse

Gdy podczas jazdy z obrzydzeniem przełączasz stacje radiowe, na których wciąż powtarzają Lady Gaga, szukasz nowych ciekawych dźwięków, często łączących to, co już kiedyś, gdzieś słyszałaś, polecamy specyficzną, dość brutalną muzykę, która na niektórych wpływa… kojąco. Zaręczamy, że jednak podczas jazdy na pewno przy niej nie uśniesz.

Przyłączamy się do zaproszenia przez Wet Music Production na koncerty trzech, wartych posłuchania kapel.

Child Abuse (US)
Child Abuse to nowy projekt muzyczny basisty Tim’a Dahl’a znanego między innymi z The Hub czy ze współpracy z Johnem Zornem. Pozostali muzycy to Oran Canfield na perkusji oraz Luke Calzonetti na keyboardzie i wokalu. Oto żywa manifestacja pokolenia Nintendo. Brutalna, histeryczna muzyka na bas i perkusję dozbrojona w brzmienia instrumentów klawiszowych, zagrana z nonszalancką wirtuozerią. To uosobienie ducha pijanego Thelonious’a Monk’a połączonego z Gorguts. Brutalny, chwytliwy i złożony dysonans, zduszony na miazgę. Uznana przez krytykę płyta grupy „Miracle of Birth/Child Abuse” wydana została przez Lovepump United, zaś jej okładkę zaprojektował doceniony niemiecki malarz Albert Oehlen. Zespół grał m.in. z White Mice, Sic Alps, Adult, Suicide, 400 Blows, Dead Meadow, The Locust, Fat Worm Of Error etc.

Plakat rekamujący trasę koncertową zespołów
fot. Wet Music Production

Moja Adrenalina
Awangardowy zespół z pogranicza ekstremalnego metalu, punka, jazzu i polirytmii. Dzięki debiutanckiej płycie „nietoleruje-bije” oraz nieobliczalnym występom (przybierającym niekiedy formę happeningu), które obrosły legendą, szybko zyskał miano jednego z najbardziej przełomowych składów na rodzimej scenie gitarowej ostatnich lat. Moja Adrenalina uznawana jest przez wielu za następcę Kobonga. Porównywana do Meshuggah czy Converge wypracowała własny styl i zachowała oryginalność. Obecnie powraca z nową kompozycją „y dopatrzenia”, która otwiera kolejny etap w twórczości – pracę nad następnym albumem. 

Boogie Nights
Nowy, warszawski zespół, składający się z aktualnych lub byłych członków takich kapel, jak The Roosters, Pignation, Famous Last Words czy TLEN. Ich styl to energetyczna mieszanka southern rocka, post hard-core, punka a nawet trash metalu. Niezwykle istotnym elementem zespołu jest współpraca z grupą specjalistów w zakresie sztuk audio-wizualnych, działających pod szyldem TERROR TV. Kolektyw, złożony z młodych i wyjątkowo pomysłowych artystów odpowiada za multimedialną oprawę występów Boogie Nights. Wszystko to sprawia, że całe przedsięwzięcie stanowi godną uwagi pozycję dla każdego entuzjasty szeroko pojętej kultury alternatywnej. Nights (PL)

Wymienione zespoły zobaczysz na trasie koncertowej:

12.01.2010        Wroclaw
         CRK (www.crk.wroclaw.pl/)
         ul. Jagiellonczyka 10c/d
         Godz. 20, Wejscie: 15 zl

13.01.2010    Poznan
         Pod Minoga (www.myspace.com/podminoga)
         ul. Nowowiejskiego 8
         Godz. 20, Wejscie: 10 zl

14.01.2010    Warszawa
         Klub Neo (www.neoklub.pl)
         ul. Merliniego 4
         Godz. 20, Wejscie: 10 zl
+ Boogie Nights

15.01.2010    Bydgoszcz
         Klub Mozg (www.mozg.art.pl)
         ul. Pabianicka 5
         Godz. 21, Wejscie: 5 zl
+ Boogie Nights

Najnowsze