Prawo jazdy – egzamin na placu manewrowym. Część 2

Dziś opiszemy szczegółowo jedno z zadań egzaminacyjnych, które trzeba wykonać na placu manewrowym na kategorię B prawa jazdy. Na co zwrócić szczególną uwagę, o czym należy pamiętać w czasie egzaminu i jakie błędy najczęściej są popełniane przez kandydatów na kierowców?

Cześć pierwsza naszego cyklu – formalności prawa jazdy krok po kroku – czytaj tutaj.

Co stoi na przeszkodzie?
Zanim przystąpimy do wykonywania zadań egzaminacyjnych na placu manewrowym egzaminator sprawdza dokument tożsamości i bardzo często zdarza się, że kursanci przychodzą z dowodem osobistym, który stracił termin ważności, co uniemożliwia przeprowadzenie egzaminu.

Drugi, dość powszechny problem to kody ograniczeń wpisywane przez lekarzy w orzeczeniu lekarskim. Kursant przychodzi na egzamin i nie wie, że miał wpisany w zaświadczeniu jakiś kod, lub przychodzi w soczewkach a lekarz wpisał, że musi jeździć w okularach i w takiej sytuacji jeśli nie posiada przy sobie okularów, egzamin również nie może zostać przeprowadzony. Dlatego zawsze upewnijmy się, co oznacza kod wpisany w orzeczeniu, żeby nie było niespodzianek, np.
kod 1.01 – wymagane okulary,
1.02 – soczewki,
1.03 – okulary ochronne,
1.06 – okulary lub soczewki kontaktowe,
2.01 – aparat słuchowy jednoustny,
2.02 – aparat słuchowy obuuszny,
107 – wymagane dostosowanie pojazdu do rodzaju schorzenia.
Tych kodów jest sporo, ale z łatwością można je znaleźć w Internecie.

Przechodząc już do samego egzaminu praktycznego na placu manewrowym to składa się on z 3 zadań egzaminacyjnych.

Zadanie: przygotowanie do jazdy i sprawdzenie stanu technicznego podstawowych elementów pojazdu
W tej części artykułu skupimy się na opisaniu zadania pierwszego, które kandydat na kierowcę musi wykonać – jest to przygotowanie do jazdy i sprawdzenie stanu technicznego podstawowych elementów pojazdu odpowiedzialnych bezpośrednio za bezpieczeństwo jazdy. W tym zadaniu, które wydaje się najłatwiejszym ze wszystkich, wbrew pozorom kursanci robią mnóstwo błędów, czasem banalnych, a czasem zabawnych, jednak powodują one jeszcze większy stres i niepotrzebne dyskusje z egzaminatorami. Tuż przed egzaminem komputer losuje dwa elementy, które kandydat na kierowcę musi sprawdzić. Zawsze jest to jedno ze świateł, np. mijania, drogowe, pozycyjne, awaryjne, przeciwmgłowe tylne, cofania, hamowania „STOP”, kierunkowskazy i jeden element spod maski, np. poziom płynu do spryskiwaczy, płynu chłodzącego, hamulcowego, oleju silnikowego plus sygnał dźwiękowy. Zgodnie z ustawą kursant ma wskazać gdzie i przy użyciu jakich wskaźników / przyrządów sprawdza się poziom płynów w pojeździe, więc jeśli mamy sprawdzić płyn chłodzący to wskazujemy ręką, gdzie znajduje się zbiornik płynu chłodzącego i mówimy, że sprawdzamy jego ilość oceniając, czy płyn znajduje się między wartościami minimum i maksimum, które są z reguły zaznaczone na zbiorniku. A bardzo często się zdarza, że kursanci zaczynają się rozwodzić nad tym jakiego rodzaju płyn należy wlewać, w jakich warunkach i do tego w stresie coś pomylą i pojawiają się tzw. pytania dodatkowe od egzaminatora, który zaczyna drążyć temat i robi się mniej przyjemnie.

Egzamin praktyczny na kat. B: zadanie – przygotowanie do jazdy i sprawdzenie stanu technicznego podstawowych elementów pojazdu.
fot. www.dobrejazdy.pl

Tak więc krótko, zwięźle i na temat bez wnikania w szczegóły, bo takowe nie są potrzebne, żeby zaliczyć to zadanie. Kolejnym błędem, który bardzo często popełniają kursanci przy sprawdzaniu świateł mijania lub drogowych jest oprócz sprawdzenia świateł z przodu chodzenie do tyłu i wskazywanie świateł pozycyjnych. Jeśli zdarzy nam się pomylić i wskazać inne światło niż wylosował dla nas komputer, bądź też pomyliliśmy płyny, spokojnie jest druga próba i możemy poszukać jeszcze raz, ale gdy już po raz drugi zrobimy błąd, niestety wynik egzaminu będzie negatywny.

Egzamin praktyczny na kat. B: zadanie – przygotowanie do jazdy i sprawdzenie stanu technicznego podstawowych elementów pojazdu.
fot. www.dobrejazdy.pl

Kolejną częścią zadania pierwszego jest przygotowanie do jazdy, czyli właściwe ustawienie fotela, zagłówków i lusterek, które przysparzają najwięcej problemów kursantom. Lusterka kursanci próbują ustawić tak, aby było widać linię namalowaną na placu manerwrowym, której nie powinno się najechać podczas wykonania zadania. Problem zaczyna się w mieście, gdy trzeba zmienić pas ruchu a widać tylko jezdnię, a nie sąsiedni pas ruchu. Z kolei egzaminatorzy są bardzo wyczuleni na tego typu kombinowanie i w większości przypadków nie pozwalają na zmianę ustawienie lusterek w czasie jazdy po mieście, bo przecież przygotowanie do jazdy już było… Jednak chodzi o to, żeby uświadomić takiemu kursantowi, że takie ustawienie lusterek powoduje zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego i że lekceważenie tego może mieć naprawdę poważne skutki. Tak więc lusterka ustawiamy tak, żeby widzieć np. lewy bok pojazdu i lewy obszar przestrzeni za pojazdem. Zanim zapniemy pasy bezpieczeństwa powinniśmy sprawdzić, czy wszystkie drzwi pojazdu są zamknięte, można obejść samochód i posprawdzać lub upewnić się za pomocą kontrolek, które wyświetlają się na desce rozdzielczej. I ostatni element tej części zadania to włączenie świateł mijania, co ważne, możemy je włączyć przy wyłączonym / włączonym silniku, jeśli jednak włączymy je po ruszeniu z miejsca lub zapomnimy o nich to egzaminator przerywa egzamin i mówi błąd – nie zajmuje się tłumaczeniem co przeskrobaliśmy tylko musimy wykonać całe zadanie 1 od początku, czyli sprawdzić światła, płyny i przygotować się do jazdy. Podobnie będzie, jeśli jakieś drzwi pojazdu będą tylko przymknięte, a nie zamknięte.

Czas na wykonanie zadania
Mało osób o tym wie: na wykonanie tego zadania mamy nie więcej niż 5 minut. W sytuacji gdy wynik tej części egzaminu jest negatywny, to mimo to możemy przystąpić do wykonywania zadania drugiego i trzeciego, czyli jazdy pasem ruchu do przodu i tyłu, a także ruszania z miejsca do przodu na wzniesieniu (jeśli oczywiście prawidłowo wykonamy zadanie drugie). Wynik egzaminu co prawda nie ulegnie już zmianie – nadal będzie negatywny – ale skoro już zapłaciliśmy za egzamin to warto spróbować swoich sił na tych próbach.

Egzamin praktyczny na kat. B: zadanie – przygotowanie do jazdy i sprawdzenie stanu technicznego podstawowych elementów pojazdu.
fot. www.dobrejazdy.pl

1 – sprawdzanie poziomu płynu do spryskiwaczy – poziom płynu do spryskiwaczy powinien mieścić się między minimum (low), a maksimum (full). Skala znajduje się z prawej strony końcówki zbiornika.
2 – sprawdzanie poziomu oleju w silniku – do sprawdzania poziomu oleju silnikowego używamy wskaźnika prętowego (miernika). Należy go wyciągnąć, przetrzeć do sucha, włożyć ponownie i wyjąć. Na końcu pręta widzimy poziom oleju, który powinien znajdować się w obrębie wyznaczonego obszaru na wskaźniku. Poziom oleju powinno się sprawdzać kiedy silnik jest chłodny, a samochód stoi na płaskiej powierzchni.
3 – sprawdzanie poziomu płynu chłodniczego – poziom płynu chłodniczego powinien mieścić się między minimum (low), a maksimum (full). Skala znajduje się z prawej strony.
4 – sprawdzanie poziomu płynu hamulcowego – poziom płynu powinien znajdować się między minimum (low), a maksimum na skali (full). Miarkę znajdziemy po lewej stronie zbiornika.
sprawdzanie działania sygnału dźwiękowego – robimy „bip” wciskając środkową część wieńca kierownicy.

Egzamin praktyczny na kat. B: zadanie – przygotowanie do jazdy i sprawdzenie stanu technicznego podstawowych elementów pojazdu.
fot. www.dobrejazdy.pl

Kolejne zadania egzaminacyjne na placu manewrowym zostaną szczegółowo opisane w kolejnym artykule.

Autor: Katarzyna Abramowska – instruktor nauki jazdy kat. A i B

Najnowsze

Test Nissan Micra – japońska Calineczka

Mówi się, że „małe jest piękne”. Postanowiłyśmy to sprawdzić - pod motocainową lupę trafił najnowszy Nissan Micra. Jak wygląda, jak jeździ i jak czułyśmy się manewrując nim w centrum handlowym - oto nasz test.

Drugą część – test wnętrza Nissana Micraprzeczytasz tu.

Micra została stworzona w celu wypełnienia pewnej misji w dziejach ludzkości – ma ułatwiać przemieszczanie się po ciasnych ulicach zakorkowanych miast i centrach handlowych, redukując jednocześnie ryzyko zawału serca, powstałe w wyniku nadmiernego stresu za kierownicą. Stąd mój wybór – na pierwszy test wyruszam do galerii, w której przedświąteczna gorączka zakupowa trwa w najlepsze.

Na parkingu w centurm handlowym Nissan Micra czuje się jak u siebie.
fot. Radosław Pasterski

Rozmiar ma znaczenie?
Czy jest coś w tym samochodzie, co w pierwszej chwili chwyta za serce? Owszem! Długość całkowita samochodu 3,8 metra, wysokość nadwozia – niczym u przeciętnej kobiety z tzw. metra ciętej (152 centymetry), szerokość – szczupła: 166 centymetrów. I wiecie co? Tylko tyle w zupełności wystarczy, aby w nowej Micrze się zakochać. Warto dodać w tym miejscu, że to samochód 5-osobowy, którym wraz z koleżankami możemy wyskoczyć na kawkę, do kina, czy na odstresowujące rurki z kremem. Co jeszcze może zachwycić? Elektryczne wspomaganie kierownicy, które powoduje, że operowaniem wieńcem może się odbywać za pomocą jednego palca (oczywiście ze względów bezpieczeństwa nie polecamy), no i fakt, że Micra jest niebywale zwrotna! Już po pierwszej rundce po parkingu można dla niej stracić głowę.

Galerię parkingowych zdjęć zobaczysz tutaj, a fotki w dzień z naszej pierwszej jazdy Nissanem Micra obejrzysz tu.

Ale nie bądźmy takie drobiazgowe: długość i centymetry – jak wiadomo – mają znaczenie, ale nie w tym przypadku. Wygląd to podstawa. A tu niespodzianka! Sylwetka nowego Nissana nabrała zadziorności, linie karoserii stały się bardziej ostre, a duży spoiler nad tylną szybą podkreśla zgrabny tył samochodu. W porównaniu z poprzedniczką, przy odrobienie wyobraźni przypominającą wielką żabę, nowa Micra wygląda jak urodziwa Calineczka. Ale z charakterkiem! Uwagę przyciągają chromowane osłony lusterek zewnątrznych, klamek czy listew przy progach. W końcu „diabeł tkwi w szczegółach”. Wprawdzie pakiet personalizacyjny nadwozia jest dostępny za dodatkową opłatą, ale jego koszt w porównaniu do efektu końcowego jest symboliczny.

Nissan Micra – przyjazny kobietom.
fot. Radosław Pasterski

W miejskiej dżungli
Cel: galeria handlowa. Na parkingu podziemnym jak w ulu. Obserwuje przed maską Micry co najmniej pięć prób wpakowania się jakimś olbrzymim autem na wąskie miejsce parkingowe. I jeszcze kilka prób wyjścia z samochodu przez mikroskopiją szparę między pojazdami. A ja? Wjeżdżam, cofam, parkuję. Wysiadam w pełnym komforcie. Kocham Cię życie!

Nasze testerki – Ania Nazarowicz i Karolina były Micrą pozytywnie zaskoczone.
fot. Radosław Pasterski

No i zbawienie – inteligentny kluczyk. Wystarczy mieć go w kieszeni, czy torebce i nie musieć wyjmować, aby otworzyć lub zamknąć samochód, czy klapę bagażnika. Wszystko się dzieje za pomocą małego guziczka umieszczonego na klamce czy pod klapą kufra. Cenny wynalazek – w końcu jak bardzo byśmy nie ograniczyły zawartości naszych torebek, kluczyk i tak skutecznie się w nich ukryje.

Niestety – podczas przedświątecznych zakupów warto zachować umiar. Tak, nam też trudno to osiągnąć. Pamietajmy jednak, że bagażnik ma 265 litrów pojemności. Jak obłowimy się na wyprzedażach, czy przesadzimy z gabarytem prezentów pod choinkę, zawsze możemy rozłożyć tylne siedzenia – wtedy pojemność kufra wzrośnie do 1132 litrów.

Można? Można!
Jeśli myślicie, że najmniejszym Nissanem jeździ się mało dynamicznie, jesteście w błędzie. Pod maską nowej Micry pracuje całkiem żwawa, trzycylindrowa jednostka benzynowa o pojemności 1.2 l. i mocy 80 KM. Gdyby komuś było mało wrażeń, to do wyboru jest również silnik 1.2 DIG-S, doładowany, z bezpośrednim wtryskiem paliwa – tu parametry są jeszcze lepsze: 98 KM i 147 Nm momentu obrotowego. Obie jednostki można skonfigurować z pięciobiegową manualną skrzynią biegów lub automatem.

Wnętrze Nissana Micra – nocne podświetlenie może się podobać.
fot. Radosław Pasterski

Micra dostarcza całkiem sporo frajdy z jazdy. 80-konny silnik – przy niewielkiej masie samochodu – radzi sobie wyśmienicie. Wprawdzie od 0 do 100 km/h rozpędza się w 13,7 sekundy, co nie jest rekordem Guinessa, ale pamiętajmy, że nie do sprintów spod świateł Micrę stworzono. Ma nam zapewnić sprawne i przyjemne poruszanie się po mieście i z tego zadania wywiązuje się z nawiązką. Prędkość maksymalna to 170 km/h, ale kto by tyle rozwijał po naszych polskich drogach? Zwłasza, że w mieście jeździmy 50-tką?

Producent deklaruje zużycie paliwa na poziomie 6,1 litra / 100 km w cyklu miejskim, 4,3 litra w cyklu pozamiejskim oraz 5 litrów w cyklu mieszanym. Podczas naszych testów spalanie w mieście wyniosło 6,8 litra / 100 km – cóż, wydało się! Nie jeździłyśmy zbyt ślamazarnie. To kolejna cecha Nissana Micry: chce się nią jeździć dynamicznie – jednostka na to pozwala. Przy tym wystarczy zalać 41-litrowy zbiornik paliwa do pełna, a zasięg na jednym baku rośnie powyżej 400 kilometrów – można zapomnieć, jak wygląda stacja benzynowa…

Na klapie bagażnika umieszczono znaczek „Pure Drive”, mający przypominajać o tym, że Micra to oszczędne i proekologiczne auto. Green Peace pewnie już się ustawia w kolejce po zakup floty.

K13 to oznaczenie najnowszej, czwartej generacji Nissana Micra. Japoński „maluch” jest dostępny na 5 kontynentach w 160 krajach.

Z parkingami i korkami za pan brat
Stosunkowo wysoka pozycja za kierownicą w połączeniu z opadającą maską zapewnia świetną widoczność dookoła auta i sprawia, że podczas wszelkich manewrów zarysowanie samochodu jest wręcz niemożliwe. To tylko utwierdza w przekonaniu, że ten samochód ma za zadanie przetrwać w miejskiej, ciasnej dżungli za wszelką cenę.

Kolor nadwozia – błękit Pacyfiku, idealnie współgra z kolorem paznokci 😉
fot. Radosław Pasterski

Dla parkujących „inaczej” zamieszczono pomocne czujniki na bokach przedniego zderzaka oraz z tyłu samochodu, dzięki którym poczucie pewności podczas parkowania wzrosła do 150 procent. Kilka dni za kierownicą Micry i parkowanie w kopercie stało się moim nowym hobby.

Środkowy tunel umieszczono dość nisko w stosunku do pozycji kierowcy, ale dźwignia zmiany biegów ma idealną długość. Wachlowanie drążkiem przekładni nie nastręcza problemów nawet w korkach, ale gdyby nam się ręka zmęczyła, mamy do dyspocyzji wygodny – w razie potrzeby składany – podłokietnik.

Cena czyni cuda
Jako wielbicielki przecen, wyprzedaży i rabatów uwielbiamy dobre oferty. Ceny nowego Nissana Micra zaczynają się od 39 900 złotych. Za tę kwotę otrzymujemy zwrotne, 5-osobowe auto, którym zawrócimy, wjedziemy oraz zaparkujemy wszędzie praktycznie z opaską na oczach. Wprawdzie umilające codzienną eksploatację dodatki są dostępne za dodatkową opłatą, ale dzięki oszczędnościom, jakie poczynimy jeżdżąc ekonomicznie, możemy sobie pozwolić na odrobinę gadżeciarskiego szaleństwa.

Na tym nie koniec; wnętrze Nissana Micra kryje w sobie sporo niespodzianek i możliwości, ale o tym w naszym kolejnym materiale już niebawem.

Na TAK:

nieduże gabaryty nadwozia

– zwrotność

– ekonomia jazdy

– dobra widoczność dookoła pojazdu

Na NIE:

– miejsca z tyłu raczej na 2 osoby

Dane techniczne Nissan Micra 1.2 T

Wersja wyposażenia – Tekna

Silnik – benzynowy 1.2 MT

Moc – 80 KM przy 6000 obr./min.

Moment obrotowy – 110 Nm przy 4000 obr./min.

Nadwozie – 5 – drzwiowe

Masa – 1001 kg

Napęd – na przednie koła

Prędkość maksymalna – 170 km/h

Skrzynia biegów – 5-stopniowa manualna

Pojemność bagażnika – 265 litrów

Cena – od 39 900 złotych

Drugą część – test wnętrza Nissana Micraprzeczytasz tu.

Najnowsze

Świąteczne prezenty od Mercedesa

Lakier do paznokci, rękawiczki bez palców, torebka od Mercedes - Benz, czyli recepta na idealny prezent świąteczny dla niej. A dla niego lub dzieci? Też coś się znajdzie!

Galerię zdjęć świątecznych prezentów od Mercedesa zobaczysz tutaj.

Lakier do paznokci (8,90 euro za 8 ml)
fot. Mercedes

Katalog Christmas Stars 2013 to ponad 40 pomysłów na świąteczne upominki, a wśród nich miniaturka SLS-a z otwieranymi drzwiami dla dzieci od 3. roku życia czy stopery do wina inspirowane gałkami zmiany biegów z modelu SL. Dostępne u dealerów Mercedes-Benz akcesoria już czekają, by znaleźć się na liście prezentów lub pod świątecznym drzewkiem.

 

Prezenty dla niej
Torebek kobiecie nigdy dość. Stylowa torba „Classy Punk” (399,90 euro) pomieści spore zakupy i niezbędne drobiazgi. Wykonana z czarnej skóry cielęcej, zwraca uwagę metalowymi ćwiekami oraz jasnoniebieskimi zawieszkami w kształcie liści. Jasnoniebieski odcień ma również podszewka, zaopatrzona w dwie dodatkowe kieszenie. Torba mierzy 45 x 39 x 12 cm.

Jej doskonałym uzupełnieniem jest portfel o wymiarach 19 na 10 cm, utrzymany w tej samej kolorystyce (199,90 euro), oraz pokrowiec na iPada® – w tym przypadku jasnoniebieska skóra kontrastuje z czarną satyną (149,90 euro; pasuje do urządzeń generacji od 2. do 4.). Za design dodatków odpowiada brytyjska projektantka Emma Brown.

Seria „Classy Punk” obejmuje również zegarek kwarcowy (249,90 euro) z bransoletą ze stali nierdzewnej – sportowy i elegancki zarazem. Wokół jego antracytowej tarczy lśni 36 błyszczących kryształków Swarovskiego (CRYSTALLIZED™) w kolorze zielonym oraz niebieskim. Produkowany w Szwajcarii czasomierz ma kopertę o średnicy 37 mm, mechanizm Ronda 517 oraz datownik. Jest wodoodporny do 5 atmosfer.

 

Rękawiczki bez palców (19,90 euro)
fot. Mercedes

Do uroczystej atmosfery, blasku świec i świątecznych ozdób na stołach idealnie pasuje elegancki zegarek „Classic Glamour” (99,90 euro) ze skórzanym paskiem. Jego czarną tarczę zdobią kryształki Swarovskiego (CRYSTALLIZED™) oraz historyczna gwiazda Mercedesa. Obudowa wykonana z polerowanej stali ma 34 mm średnicy i 11 mm grubości. Wewnątrz kryje się mechanizm Citizen/Miyota Cal. GN10.

 

Równie atrakcyjnym (i przydatnym) prezentem będzie antracytowa torba na laptop (219,90 euro), wykonana z tkaniny i skóry. Zapinana na zatrzask komora mieści przenośny komputer z matrycą o średnicy do 15 cali, a dwie osobne przegródki zapewniają miejsce na dokumenty i akcesoria. Wytwarzana we Włoszech torba ma skórzane rączki, odpinany pasek oraz tłoczone logo z nazwiskiem projektantki – Emmy Brown.

Nie tylko Trzej Mędrcy polegają na złocie. Platerowane 22-karatowym złotem elementy i gwiezdny motyw to znaki rozpoznawcze długopisu Stars (99,90 euro). Wyposażono go w standardowy, wymienny wkład.

Masz ochotę na zimowy spacer? Modną chustę o wymiarach 140 x 140 cm (99,90 euro) można nosić na wiele sposobów. Jej cyfrowy wzór łączy czerń i biel z domieszką błękitu. Chusta ma metkę z logo Mercedes-Benz oraz stylowo postrzępione krawędzie.

W kolorze Monolith grey, zarezerwowanym dla Klas A i B, utrzymano metaliczny lakier do paznokci (8,90 euro za 8 ml) oraz rękawiczki bez palców (19,90 euro), ozdobione skórzanymi paskiem z małymi kryształkami.

Zatyczki do wina w formie dźwigni zmiany biegów.
fot. Mercedes

Wisiorek „Barcelona” w kolorze srebrnym (49,90 euro) ma liczne zastosowania – może służyć jako brelok do kluczy, telefonu lub torebki. Wykonano go z polerowanej stali nierdzewnej i wykończono kryształkami Swarovskiego (CRYSTALLIZED™). Trzy dodatkowe, miniaturowe pierścienie pozwalają na błyskawiczne przypinanie kluczy.

 

Pomysły na prezenty dla niego
Sportowy zegarek kwarcowy „Classy Punk” (299,90 euro) ma nietuzinkowy wygląd – z antracytowym wykończeniem 45-miliometrowej obudowy i stalowej bransolety kontrastują niebieskie akcenty. Wykonany w Szwajcarii czasomierz jest wodoodporny do 10 atmosfer; wyposażono go w datownik oraz mechanizm Ronda 519.

Tarczę zegarka z chronografem „Classic” (399,90 euro; stalowa obudowa o średnicy 45 mm i czarny, skórzany pasek) wyróżniają srebrne aplikacje i historyczna, trójramienna gwiazda Mercedesa. Model został wyposażony w datownik, podświetlane wskazówki oraz mechanizm kwarcowy Ronda 8040.B. Wodoodporność: do 5 atmosfer.

Kto powiedział, że krawat lub szalik to nietrafiony prezent? Produkowany we Włoszech jedwabny krawat (49,90 euro) zwraca uwagę eleganckim wzorem, a klasyczny szalik w stonowanym, szarym kolorze (49,90 euro) pasuje do każdego stroju. Wykonano go z przytulnej mieszanki wełny i akrylu. Końce szalika przypominają wyglądem ściągacze swetra, a na skórzanej metce wytłoczono trójramienną gwiazdę. Wymiary: 190 x 25 cm.

 

Zimowa kurtka Mercedes Benz
fot. Mercedes

Skórzane etui na karty płatnicze „Business” (44,90 euro) mieści przynajmniej sześć kart (wymiary: 100 x 75 x 6 mm). Uzupełnia je zestaw do pielęgnacji paznokci „Business” z narzędziami (nożyczki, pilnik, obcinacz, pinceta) niemieckiej firmy Solingen. Cena: 79,90 euro.

 

Prezenty idealne dla najmłodszych
Nie tylko czerwononosy renifer Rudolf będzie z zazdrością spoglądał na te odjazdowe sanki: ich dynamiczne kształty podkreśla stalowy odcień, a bogate wyposażenie – metalowe elementy, skrętna płoza, klakson i sznur do ciągnięcia – jest typowe dla pojazdów Mercedes-Benz. Sanki (79,90 euro) mają certyfikat bezpieczeństwa TÜV oraz znak jakości GS i są odpowiednie dla dzieci w wieku od czterech do dziesięciu lat.

Jeździk SLS AMG, zwany Bobby Benz (79,90 euro), ma ten sam czerwony kolor, co strój św. Mikołaja. Wyposażono go we wzorowane na oryginalnych obręcze AMG z bieżnikowanym ogumieniem oraz precyzyjny, dwuprzegubowy układ kierowniczy. Zabawka jest przeznaczona dla dzieci w wieku od 18 miesięcy wzwyż i występuje także w odcieniu ognistego opalu.

Jeździk Actros (69,90 euro) debiutuje z kolei w nowym, złotym kolorze. Ciągnik siodłowy wzorowany jest na Actrosie 2 i również nadaje się dla najmłodszych w wieku co najmniej 18 miesięcy.

 

Moto – sanki dla malucha? Dlaczegoby nie?
fot. Mercedes

Dzieci od lat 3 wzwyż mogą teraz sprawdzić, jak otwierają się drzwi w modelu SLS AMG. Jego miniaturka firmy Norev (5,90 euro) mierzy około 7,5 cm długości (skala około 1:55) i podobnie jak oryginał, ma unoszone do góry drzwi oraz czerwony lakier Le Mans.

 

Niebieski dziecięcy plecak, wyprodukowany na zlecenie Mercedes-Benz przez firmę Deuter, pomieści liczne świąteczne podarki. Jego pojemność wynosi 18 litrów. Plecak (39,90 euro) wykonano z poliestru i wyposażono w ramiączka z miękkimi krawędziami, odblaski 3M oraz dwie boczne kieszenie z siatki. Może być on użytkowany przez dzieci 5-letnie lub starsze.

A dla najmniejszych: szare skarpetki z żółtymi gwiazdkami, przeznaczone dla noworodków w wieku do 6 miesięcy. Skarpetki unisex (9,90 euro) w 80 proc. wykonane są z bawełny, w 18 proc. z poliamidu i w 2 proc. z elastanu.

Prezenty idealne dla podróżników
Świąteczny gwar dla wielu bywa powodem do stresu. Nie brakuje więc tych, którzy chcą uciec przed nim w cieplejsze miejsca. Antracytowe walizki „Firelite Spinner”, zaprojektowane dla Mercedes-Benz przez firmę Samsonite, przydadzą się nie tylko podczas dalekiej podróży. Wykonano je z Curv® – zaawansowanego materiału, wytrzymałego i lekkiego zarazem. Ciche kółka, przegrody w górnej części, elastyczne taśmy oraz zamek na trzycyfrowy kod to ich kolejne atuty. Walizki dostępne są w dwóch rozmiarach: o długości 55 cm lub 69 cm (w cenie, odpowiednio, 339 lub 389 euro).

A jeśli w Wigilię wolisz zrelaksować się w domu, gwiazdkowy nastrój przy stole zapewni porcelanowa misa firmy Kahla (24 x 24 cm; 29,90 euro) oraz zestaw dwóch ręcznie dmuchanych świeczników tealight (19,90 euro, razem z wkładami). Świąteczną atmosferę podkreśla także czteroczęściowy komplet bawełnianych serwetek (50 x 50 cm; 49,90 euro) z gwiaździstym wzorem – zwłaszcza w połączeniu z lśniącymi pierścieniami ze stali nierdzewnej (39,90 euro za 4 sztuki), ozdobionymi trójwymiarową gwiazdą.

Najnowsze

12 zawodniczek w Rajdzie Barbórka 2013

Na liście zgłoszeń do 51. Rajdu Barbórka, który jest uroczystym zwieńczeniem rajdowego sezonu 2013, znalazło się 96 załóg. Wśród nich są zawodniczki - jedna w roli kierowcy i aż 11 w roli pilota.

O cenach biletów, wejściu na Karową z dziećmi, strefie serwisowej – wszystkie dowiesz się z naszego komendium wiedzy o Rajdzie Barbórka 2013 tutaj.

Rajd Barbórka to impreza masowa i bardzo medialna, dlatego kierowcy na tą okazję przesiadają się do mocniejszych rajdówek, nawet rangi WRC. Dodatkowo w Rajdzie Legend bierze udział ponad 30 kultowych aut historycznych. Wszystko to gwarantuje wielkie widowisko dla fanów motoryzacji.

Nowością będzie piątkowy odcinek kwalifikacyjny (godz.19), który zostanie rozegrany na terenie Autodromu Automobilklubu Polski na Bemowie i wstęp na niego będzie darmowy. Na cały rajd trzeba już zakupić bilet (30 zł/odcinek) lub karnet (49 zł, a za Karową 89-239 zł), ale dzieci do lat 12 wchodzą za darmo na odcinki, a na trybuny te do 7 lat.

Monika Chmielewska
fot. materiały zespołu

Zawodnicy, począwszy od sobotniego poranka, mają do pokonania 6 krótkich, miejskich odcinków (po 2 razy Rembertów, Cytadela i Bemowo), by wybrańcy wieczorem mogli się zmierzyć podczas Kryterium Asów na ulicy Karowej. Początek jazd pokazowych o 17:00, start pierwszego zawodnika zaplanowano na godzinę 18:30.

Jako, że jest to impreza, która nie jest punktowana w żadnej klasyfikacji, to ma swój specyficzny regulamin i podział samochodów jedynie na 3 klasy: Klasa 1 (do 1600 cm3 włącznie, bez Super 1600), Klasa 2 (od 1600 do 2000 cm3, włącznie z Super 1600, bez Super 2000), Klasa 3 (powyżej 2000 cm3, w tym samochody z turbodoładowaniem oraz Super 2000). I będą startować w kolejności od najsłabszych do mocnych.

Pierwsza pilotka na liście zgłoszeń to Agnieszka Piątkowska, która wraz z mężem Karolem wyjedzie na trasę rajdu z numerem 37 w Subaru Imprezie STI Spec C. Kolejna, to już ta jedyna zawodniczka za kierownicą – Klaudia Podkalicka, znana z rajdów cross-country. Tym razem wystąpi z tatą Mariuszem Podkalickim w Subaru Imprezie STI z numerem 47, o której mówi na swoim profilu FB: „Piekielnie szybka maszyna, powiedziałabym potwór 🙂 !!!” i obiecuje szczegóły swojego startu odsłaniać stopniowo.

Następna pilotka na liście zgłoszeń to Dorota Paszowska, która będzie dyktować Michałowi Ratajczykowi w Mitsubishi Lancerze z numerem 55. A kolejne małżeństwo na trasie Jan Chmielewski i Monika Chmielewska w Citroen DS3 z numerem 57. Pod nieobecność etatowego pilota Jan postanowił zabrać na prawy fotel swoją żonę z którą razem występował podczas swoich pierwszych rajdów. Monika bardzo się cieszy z tej zamiany ról:

Agnieszka Hankiewicz
fot. Ewelina Neska

– Start w Rajdzie Barbórka to dla mnie nowe wyzwanie, bo choć razem z Jankiem startowaliśmy w rajdach amatorskich, wspólnie dwukrotnie startowaliśmy jako zerówka w Rajdzie Rzeszowskim, czy trzykrotnie podczas Verva Street Racing – to w ostatnim czasie moja obecność na rajdach rangi Mistrzostw Polski ograniczała się głównie do przebywania w parku serwisowym. Dlatego też będzie to nowe, bardzo ciekawe doświadczenie. W tegorocznej edycji imprezy pojawia się kilka nowości takich jak odcinek kwalifikacyjny, OS Rembertów czy serwis obok Stadionu Narodowego, znany nam z wrześniowego Top Gear Live. Nowości na pewno uatrakcyjnią rywalizację zarówno zawodnikom, jak i kibicom. Cieszę się, że tym razem Barbórkę spędzę w fotelu pilota i mam nadzieję, że dobrze spiszę się w nowej roli. Przede nami bardzo emocjonujący weekend, dlatego z mojej strony duża prośba – trzymajcie za nas kciuki! – mówi zawodniczka.

W tegorocznej, 51. edycji nie zabraknie także załóg reprezentujących MSZ Racing – Aleksa Zawady i Cathy Derousseaux w Renault Clio z numerem 59. Kolejne małżeństwo na trasie to Agnieszka Hankiewicz z mężem Pawłem w Renault Clio Williams

Z numerem 66. W poprzedniej edycji nie poszło dobrze, więc w tym musi być lepiej:

– Oczywiście Barbórka jak zawsze obowiązkowa! Dla nas to wyjątkowy start w sezonie, jest to nie tylko podziękowanie dla naszych sponsorów firmy Tide, Supremis oraz Ayala za wsparcie podczas całego sezonu 2013 ale i pierwszy nasz wspólny start w tym roku (bo przez cały sezon pilotem Pawła był Jarek Hryniuk, który znakomicie spełnił się w swojej roli). Z pewnością będziemy chcieli jeszcze „odczarować” Barbórkę, która w ubiegłym sezonie nie była nas udana – już na starcie pierwszego odcinka uszkodzona półoś wyeliminowała nas z dalszej rywalizacji. W tym roku bardzo liczymy na dobry wynik, którego ukoronowaniem będzie zakwalifikowanie się do „ Karowej”. Przejazd odcinka „ Karowa” to wyjątkowe przeżycie dla wszystkich zawodników – takiej ilości flesh-y nie ma nigdzie! – mówi Agnieszka.

Justyna Waliszewska
fot. archiwum zawodniczki

Kolejna pilotka to powracająca na rajdowe odcinki Justyna Waliszewska u boku Pawła Poletyło w BMW 318 IS z numerem 74:

– Barbórka jest właściwie moim powrotem na oesy, po rocznej przerwie – ale jest to mój drugi start w tym rajdzie. W roku 2009 miałam swój debiut jako pilot i na Barbórce też. Z Pawłem przejeździłam cały sezon w roku 2010, który zakończył się dobrym wynikiem. Później były jeszcze drobne rajdziki, pojeżdzawki, a teraz znowu planuję wrócić na oesy. Barbórkę traktuję raczej poważnie, bo do każdego rajdu przykładam się solidnie – wszystko musi być zapięte na ostatni guzik! Mam pozytywne nastawienie i mam nadzieję, że pogoda nie zaskoczy, aż tak bardzo i uda nam się uzyskać, jakiś dobry wynik. Paweł jest szybkim kierowcą i mimo, że bardzo dobrze się nam razem jeździ – to za każdym razem jest trema i duży stres. Ale po pierwszym oesie wszystko odpuszcza i zaczyna się dobra zabawa! – mówi z uśmiechem Justyna.

Marta Momot
fot. archiwum zawodniczki

W Hondzie Civic z numerem 90 zobaczymy Krzysztofa Siwka, któremu dyktować będzie Marta Momot. Będzie to jej debiut na Barbórce i z tym kierowcą:

– W Rajdzie Barbórki jadę pierwszy raz w życiu i bardzo się cieszę, że biorę w nim udział. Z Krzyśkiem Siwkiem jadę też pierwszy raz, a dla niego uczestnictwo w tym rajdzie od dawna było marzeniem! Do rajdu podchodzę profesjonalnie, jak do każdego. Moja przygoda z nimi zaczęła się 5 lat temu. Przez 4 lata jeździłam w rajdach amatorskich z Gracjanem Grelą, od tego roku jeździmy już w 3-ciej lidze. Przejechaliśmy razem niepełny sezon (bez Rajdu Czechowickiego), a przed nami kolejny rok trzecio-ligowy. Są również plany, żeby pojechać kilka rund RPP. Tremy jako takiej nie mam i myślę, że będzie ciekawa zabawa – mówi Marta.

Kolejne pilotki jadą już w Rajdzie Legend, czyli w pięknie zachowanych, sportowych samochodach historycznych. I tak, łódzka ekipa – Jarosław Kamiński i Aleksandra Kamińska pojawi się na trasie Barbórki za sterami prawdziwej legendy. To samochód Renault Alpine A310 V6 z 1979 roku z numerem 102.

Magda Wilk i Arek Kula
fot. archiwum załogi

Z numerem 108 kolejna perełka – Alfa Romeo GTV 2000 i za kierownicą Arkadiusz Kula, a na prawym fotelu zasiądzie Magda Wilk, dla której to już piąty start w Barbórce. A tak poznała swojego kierowcę:

– Wszystko zawdzięczam Kubie Żołędowskiemu, który szukał pilota dla Arkadiusza Kuli. Kuba od dawna siedzi w klasykach i powiedział, że… będzie fajnie (śmiech). Tak to się zaczęło. Pierwszy wspólny start to kultowy 47. Rajd Żubrów, a teraz równie kultowa Barbórka. Wprawdzie przez ostatnie dwa lata startowałam jako kierowca, ale aktualnie jestem w trakcie budowy swojej rajdówki, samochodu BMW E30 is i niestety na lewym fotelu będę mogła usiąść dopiero w przyszłym roku.

Oczywiście, nie wyobrażam sobie, bym w trakcie Barbórki została w domu i oglądała Karową w telewizji, dlatego z ogromną chęcią przyjęłam możliwość pilotowania Arka. Mam nadzieję, że kibice zostaną do końca na odcinkach specjalnych i będą równie mocno kibicować, przy okazji podziwiając nieco starsze samochody. One nie tylko znakomicie wyglądają, ale również wspaniale jeżdżą! Zresztą „nasza” Alfa Romeo GTV 2000 z 1972 roku to nie „jakiś tam” zabytek. Pod maską ma 2-litrowy silnik o mocy 180 koni mechanicznych i waży nieco ponad tonę. Do tego dochodzą sportowe zawieszenie oraz wyczynowe slicki. Podczas Rajdu Żubrów Alfa zrobiła na mnie ogromne wrażenie – nie tylko znakomicie wygląda, przyspiesza, brzmi, ale i potrafi pięknie zamiatać tyłem (śmiech).

Podsumowując, zapraszam do kibicowania i polubienia też nieco starszych aut rajdowych. Patrząc zresztą na listę zgłoszeń – naprawdę jest co oglądać.  Co najważniejsze, kierowcy także tych leciwych aut nie odpuszczają, jadąc na 100%! Mam nadzieję, że pokażą na co ich stać – mówi Magda.

Więcej info o starcie tej załogi przeczytacie tutaj.

Polonez załogi Adam Dowgird i Alicja Gnatowska
fot. Kuba Żołędowski

A z numerem 110 zobaczymy kawałek polskiej historii motoryzacji, czyli wyprodukowanego w 1987 roku FSO Poloneza, mocno zmodyfikowanego. A w nim Adama Dowgirda i Alicję Gnatowską:

– Razem z Adamem tworzymy zespół i jeździmy rajdowym polonezem FSO 2000 grupy B. Jest to samochód specjalnie przygotowany do rajdów, który posiada niezwykłą rajdową historię. Jest to replika samochodu Mariana Bublewicza z roku 1987.

Zostaliśmy zaproszeni przez organizatorów i jest to mój pierwszy start w Barbórce.

Jestem bardzo szczęśliwa i podekscytowana tym, że jedziemy w tym rajdzie. Będzie to wspaniałe podsumowanie naszego bardzo owocnego sezonu i „kopniak” na następny rok. Mam zamiar świetnie się bawić  z rajdowymi znajomymi.

Myślę, że to bardzo miłe ze strony organizatorów, że pozwalają cofnąć się trochę w czasie i przenieść się do przeszłości. Niektórzy wracają do swoim młodzieńczych lat. Fajnie, że coraz więcej osób docenia te nieco starsze auta, które niektórzy chowają w garażach i nie chcą ich nikomu pokazać. Warto raz na jakiś czas „przewietrzyć” je a zarazem sprawić, że u wielu osób na buzi pojawi się uśmiech – mówi Ala.

I na koniec z numerem 112 pojedzie Barbara Dobrucka, która towarzyszy Marcinowi Miziak w Mercedesie 190E.

Zapraszamy do stolicy, emocje gwarantowane! A jeśli się komuś nie uda – to finał na Karowej obejrzeć musi obowiązkowo! 51. Rajd Barbórka – Kryterium Karowa na żywo w TVP Sport i sport.tvp.pl od 19:50 w sobotę. Od rana można też śledzić wyniki rywalizacji na oficjalnej stronie rajdu barborka.pl .

Najnowsze

O paradoksach prawa jazdy kat. A, A1, A2, AM rozmawiamy z Tomkiem Kulikiem – instruktorem

O bałaganie legislacyjnym, eurokomunistach, Suzuki Gladius, bublach prawnych, o tym, że nadal kandydat na instruktora nie musi umieć jeździć motocyklem oraz o tym, co nas czeka w kwestii nowych przepisów na prawo jazdy kat. A opowiada instruktor motocyklowy - Tomasz Kulik.

Tomek Kulik – instruktor motocyklowy od 1999 roku. Absolwent warszawskiej „samochodówki” przy ulicy Włościańskiej. Ma państwowe uprawnienia instruktora nauki jazdy, doskonalenia techniki jazdy i organizatora sportów popularnych PZM. Zrzeszony w Automobilklubie Polski. Oprócz kursantów, szkoli kaskaderów filmowych, aktorów, żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych. Pasjonat mechaniki, motoryzacji i jej historii. Były kierowca alarmowy wojskowej jednostki specjalnej. Szef Motocyklowej Szkoły Jazdy Kulikowisko.

Tomasz Kulik z kursantką.
fot. Kulikowisko

Jak długo jesteś instruktorem nauki jazdy motocyklem? Dla Ciebie to więcej niż zawód, prawda?
Instruktorem motocyklowym jestem od 1999 roku, co po uwzględnieniu przerwy na wojsko, daje czternaście sezonów pracy z kursantami. Uważam się za szczęściarza, gdyż udało mi się połączyć pracę z pasją. Motoryzacją interesuję się od dziecka, edukację ponadpodstawową pobierałem w szkołach samochodowych, więc naturalne było poszukiwanie dla siebie miejsca w tej branży.

Egzamin na kat. A okiem instruktorki – Magdaleny Pondelczytaj tutaj.

Zmiany związane z prowadzeniem szkoleń na motocyklowe kategorie praw jazdy oraz nowe zasady egzaminowania weszły w życie na początku tego roku. Jak się do nich przygotowywałeś jako instruktor?
Przygotowania do zmian były w moim przypadku niewielkie, gdyż ograniczyły się do lektury nowych aktów prawnych i nowej organizacji pracy instruktorów. Nowe zadania egzaminacyjne nie zrobiły na nas wrażenia, gdyż podobne rzeczy nasi kursanci ćwiczyli już dawno. Jednak bałagan legislacyjny doprowadził mnie do białej gorączki, bo pokazał jak wielka jest skala nepotyzmu i niekompetencji w resorcie transportu, komisjach parlamentarnych i Kancelarii Prezydenta. Uchwalono ustawę niezgodną z Konstytucją, godzącą w prawa nabyte obywateli, hamującą rozwój gospodarki, a przede wszystkim niedającą poprawy bezpieczeństwa na drogach. Czarna rozpacz ogarnęła nas – instruktorów – gdy okazało się, że rozporządzenia są niespójne z ustawą… To są kpiny ze wszystkich obywateli, zainteresowanych prawem jazdy.

Z perspektywy kilku miesięcy od wprowadzenia zmian co uważasz za największą porażkę a co za niewątpliwy sukces płynący z nowych regulacji na motocyklowe prawo jazdy?
Największą porażką jest Ustawa o kierujących pojazdami, kompletnie niepotrzebna, nic nie wnosząca do bezpieczeństwa na drodze, będąca kolejnym bublem zaśmiecającym polskie prawo. Ze zmian, jakie są najbardziej odczuwalne można wymienić odebranie praw nabytych tym, którzy byli w wieku upoważniającym do ubiegania się o prawo jazdy kategorii A, ale nie mieli 24 lat. Tak samo osoby, które przed zmianami zdały egzamin praktyczny kategorii A, ale ich dokumenty trafiły dna biurko urzędnika po 19 stycznia – nie otrzymały kategorii A, lecz A2, co jest bezczelnym zagraniem wobec obywatela. Młodym ludziom proponuje się wydanie prawa jazdy za… sześć lat, gdy zainteresowany uzyska odpowiedni wiek. Kolejna porażka to program szkolenia zawarty w rozporządzeniu, kompletnie oderwany od rzeczywistości. Program napisany wedle schematu pracy z grupą, gdzie na zajęciach praktycznych pracuje się z indywidualnym podopiecznym. Treść programu przeczy wiedzy inżynierskiej, pedagogicznej i doświadczeniom z drogi – za to ktoś powinien ponieść karę, bo ten dokument – obowiązujący wszystkich instruktorów – sprowadza zagrożenie na kursanta i innych uczestników ruchu. Niestety, urzędnik będący autorem programu szkolenia, nie tylko nie jeździ na motocyklu, nie posiada motocykla, zapewne nie ma prawa jazdy na motocykl, otrzymał za swe wypociny wypłatę… Smutne to, bo nie tylko w tej branży urzędnicy jawnie drwią sobie z racji stanu, którą jest m.in. bezpieczeństwo i dobrobyt obywateli. Ponadto mamy niczym nieuzasadnione podniesienie minimalnego wieku dla motorowerzystów o rok, do 14 lat – czemu? Karta motorowerowa mogła być wydawana w wieku 13 lat kandydata, zaś prawo jazdy AM dla rok starszych?

Kobiety na motocyklach – ile nas jest? Statystyki przeczytasz tutaj.

Co do uprawnień instruktorskich, to nadal kandydat na instruktora nie musi umieć jeździć, by zostać instruktorem. Nie ma egzaminów z techniki jazdy, które kwalifikowałyby na kurs instruktorski, tak jak dzieje się to w innych dziedzinach, choćby w jeździectwie. Kandydat ma obowiązek zaliczyć kilkugodzinne szkolenie pod okiem instruktora techniki jazdy, ale 90% uczestników tych szkoleń stawia się na zajęcia w adidaskach i krótkim rękawku, zaś na pytanie o roczne przebiegi na motocyklu odpowiadają, że oni tylko chcą być instruktorami, więc nie muszą mieć swojego motocykla. Czyli baran o zerowej wiedzy o motocyklu i technice jazdy, posiadający prawko kiedyś uzyskane „przy okazji”, bez własnego kasku i ubioru ochronnego, ma zamiar ubiegać się o uprawnienia instruktora nauki jazdy – bezczelność do kwadratu! Niestety, taki delikwent otrzyma uprawnienia, bo spełnia znikome wymagania ustawowe… Skutkiem jest wysoka wypadkowość młodych kierowców, bo na kursie nie spotkali profesjonalisty, lecz dyletanta, który jest dyletantem zgodnie z przepisami. Sukcesem jest niewątpliwie nowa forma egzaminu praktycznego – jest pierwszy w historii polskiego ruchu drogowego egzamin, gdzie naprawdę trzeba wykazać się podstawami prawidłowej techniki jazdy.

Zmiany zaszły także w szkoleniach – od pierwszej jazdy kursanci mają szkolić na motocyklach o pojemności skokowej co najmniej 600 cm3. Moim zdaniem to bez sensu. Wystarczy, że przy braku wprawy doda się za dużo gazu i nieszczęście gotowe. Jak jest Twoja opinia?
No, właśnie… Poruszyłaś bardzo ważny temat, o którym w emocjach zapomniałbym. Nasi cudowni urzędnicy zarządzili, że szkolenie w zakresie kategorii A musi się odbywać na motocyklach o mocy maksymalnej nie mniejszej niż 40 kW, oraz pojemności nie mniejszej niż 600 cm3. Przepis ma pochodzenie brukselskie, ale nie do końca. Otóż Eurokomuniści wydali dyrektywę mówiącą, że motocykl egzaminacyjny ma mieć wspomniane parametry. Egzaminacyjny – nie szkoleniowy. Jednak nasi geniusze rozciągnęli te wymagania na motocykle szkoleniowe. Przepis jest tak skonstruowany, że nie wolno kursanta posadzić na motocykl mniejszy, słabszy, dostosowany do etapu szkolenia i możliwości delikwenta. Według opinii urzędników magistratu warszawskiego, korzystanie z motocykla niespełniającego wspomnianych wymogów jest rażącym naruszeniem zasad szkolenia, co może grozić odebraniem uprawnień. Czyli kursant może się zabić zgodnie z przepisami, ale nie może się uczyć na maszynie którą jest w stanie opanować i bezpiecznie się uczyć. Urzędnicy resortu pytani o powód podjęcia takiej decyzji, nie potrafią odpowiedzieć… Niemcy zastosowali się do wymagań UE w kwestii pojazdów używanych na egzaminach, dając jednocześnie instruktorom wolną rękę w doborze maszyn szkoleniowych. Zatem niemiecki kursant zaczyna na maszynie klasy 125/250, na której trudniej zrobić sobie krzywdę, a w miarę postępów w nauce przesiada się na motocykle większe i mocniejsze. Co do osób o drobnej posturze, to w Niemczech mogą zdawać egzamin na motocyklu własnym, lecz spełniającym wymagania techniczne. Jest jednak jedna różnica między systemem polskim a niemieckim. U nas kategoria A jest dostępna dla każdego, kto skończy 24 lata, chyba że wcześniej posiadał kategorię A2. Natomiast w Niemczech każdy, bez względu na wiek, zaczyna od kategorii A2, by w miarę nabywania doświadczenia ubiegać się o kategorię A – to jest lepsze rozwiązanie, niż nasze. Jest jeszcze jedna sprawa – zmowa ośrodków egzaminacyjnych dotycząca blokowania użycia pojazdów szkoleniowych na egzaminie. Na razie tylko dyrektor ośrodka egzaminacyjnego w Zielonej Górze wyszedł z propozycją egzaminowania na pojazdach szkoleniowych, co poprawiło zdawalność, ale to tylko jeden rozsądny człowiek na kierowniczym stanowisku, za którego szczerze trzymam kciuki.

Chciałbym porozmawiać trochę o motocyklu egzaminacyjnym, jakim jest Suzuki Gladius 650. Czy wybór tej właśnie maszyny na egzamin państwowy to dobry pomysł? Jakie są plusy i minusy Gladiusa?
To nie jest zły motocykl. To nowoczesna maszyna średniej klasy, ale dość wymagająca wobec początkujących motocyklistów, a takimi są świeżo upieczeni absolwenci kursów. Kłopot polega na tym, że osoby drobnej postury mają kłopot z jego masą i wysokością siodła. Przy wspomnianej zmowie ośrodków egzaminacyjnych jest to spore utrudnienie, gdy nie można korzystać z motocykla szkoły, który spełnia wymogi co do pojemności i mocy, ale swoimi gabarytami jest dostosowany do postury i tężyzny abiturienta. Skoro osoby niepełnosprawne mogą korzystać z pojazdów szkoleniowych na egzaminie, tak jak osoby niepotrafiące opanować manualnej skrzyni biegów i zdające na automacie szkoleniowym, to czemu sprawni i zdolni obywatele mają być poszkodowani? Uważam, że korzystanie z pojazdu szkoleniowego na egzaminie powinno być dostępne dla każdego zdającego, bez żadnych szykan lub utrudnień formalnych. Na razie tylko jeden ośrodek egzaminacyjny w Polsce traktuje tę sprawę normalnie. Inną kwestią jest wybór motocykla egzaminacyjnego w Warszawie. Importerzy innych marek mają wątpliwości, co do bezstronności i czystych intencji autora wymagań technicznych dla motocykla egzaminacyjnego.

Jak wpłynęły zmiany przepisów na kat. A na motocyklistki? Zdanie Ani Dąbrowskiej poznasz tutaj.

Drugą sprawą wymagającą interwencji jest motocykl egzaminacyjny dla kategorii A2 – to też jest Gladius w Warszawie, ino o mocy maksymalnej stosownie zmniejszonej. Jednak jest to nadal ten sam, duży i ciężki dla mikrych osób motocykl. Ograniczenie mocy maksymalnej nic nie daje, bo różnica między obiema wersjami tej maszyny jest odczuwalna dopiero powyżej 100 km/h. Do „setki” oba motocykle zachowują się tak samo, mają porównywalną dynamikę i energicznie reagują na gaz. De facto, egzamin na kategorię A2 niczym się nie różni od kategorii A – oba motocykle są tak samo odbierane przez abiturientów.

Środowisko motocyklowe oraz kursanci liczyli na to, że po kilku miesiącach, jakie upłynęły od wprowadzenia zmian, urzędnicy pójdą po rozum do głowy i zastanowią się nad tym, co najlepszego narobili. Do uzgodnień międzyresortowych trafił projekt rozporządzenia ministra transportu zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Co nas czeka w najbliższym czasie?
Projekt zmian kompletnie nie odpowiada oczekiwaniom moim, środowiska instruktorskiego, a także przyszłych kursantów. Otóż urzędnicy planują, że moc maksymalna motocykla używanego do szkolenia nie może być mniejsza niż 50 kW, zaś masa własna nie mniejsza niż 175 kg. To jakaś farsa… Co do egzaminu teoretycznego, to w zakresie każdej kategorii mamy bałagan, bo autorami pytań są dyletanci, zaś resort umywa ręce, bo zrzuca z siebie odpowiedzialność za merytoryczny poziom pytań. Ja się zastanawiam, po jaką cholerę w testach są pytania o motocykl z koszem, skoro jest to margines motocykli zarejestrowanych w Polsce? Jeśli już ktoś porusza się takim motocyklem, co jest wielką frajdą i ciekawym doświadczeniem, to wie jak się tym urządzeniem posługiwać i na co zwracać uwagę. Czemu w pytaniach dla kategorii B nie ma pytań o napęd na cztery koła, blokadę mechanizmu różnicowego, skoro na każdy tysiąc samochodów mamy częściej występujące te rozwiązania, niż wózków bocznych na każdy tysiąc motocykli? Mam nadzieję, że z przepisów zniknie durny zapis o „butach wiązanych na płaskiej podeszwie” – nawet nie sznurowanych, ale wiązanych. Czemu buty motocyklowe, posiadające atest potwierdzony wszywką, nie nadają się na egzamin?

Jak zmieniła się zdawalność po 19-stym stycznia 2013 roku? Jak to wygląda w przypadku Twojej szkoły jazdy? I czy  pierwsze podejście od egzaminu to jedyne i ostatnie podejście czy Twoi kursanci podchodzą do egzaminu kilkakrotnie?
Zdawalność na nowych zasadach spadła, ale dotyczy to głównie egzaminu teoretycznego. Nie chodzi tu o utajnienie pytań i brak możliwości zapoznania się z nimi przed egzaminem, ale o ich treść i błędy gramatyczne i merytoryczne. Co do egzaminu praktycznego, to nieco spadła liczba osób zaliczających ten sprawdzian za pierwszym podejściem, głównie z uwagi na emocje jakie towarzyszą zadaniom szybkim, gdzie miejsca na placu przy ul. Odlewniczej (WORD w Warszawie  – przyp. red.) nie ma zbyt wiele. Osoby, które były dobrze przygotowane, lecz nie były w stanie opanować stresu i nie zaliczyły egzaminu praktycznego, zazwyczaj za drugim razem radzą sobie lepiej, gdyż wiedzą, czego się spodziewać. Natomiast muszę pochwalić zmiany organizacyjne na egzaminach motocyklowych, gdzie odczuwalna jest troska o bezpieczeństwo kursanta i pozytywne podejście personelu ośrodka egzaminacyjnego – to cieszy. Można powiedzieć, że w miarę jak ze środowiska czynnych egzaminatorów ubywa funkcjonariuszy systemu represji PRL, statystycznie poprawia się zdawalność i opinia o WORD-ach. Internet wyolbrzymia pojedyncze epizody, gdzie jednak częściej winien jest zdający, a nie egzaminator. Przyznaję – słyszy się o przypadkach oszustwa, którego dopuszcza się egzaminator, wmawiając zdającemu błąd, ale to margines. Zdecydowanie najczęstszą przyczyną negatywnego wyniku egzaminu są błędy popełniane przez zdających. Co do szkolenia, to zauważyłem, że większość kursantów stawia się na zajęcia jako tako ubrana. Pojawiają się kurtki i spodnie motocyklowe, zakupione lub pożyczone, własne kaski, rękawiczki, etc.. W trakcie części teoretycznej kursu trwają gorące konsultacje dotyczące ubioru, co pozwala początkującemu lepiej rozeznać się w rynku kasków i ubrań – to bardzo pozytywne zjawisko.

Rozmowę z Kasią Jundziłł – instruktorką nauki jazdy na kat. B przeczytasz tutaj.

Czy instruktor, który do zeszłego roku prowadził szkolenia na kat. A może szkolić też w zakresie kat. A1, A2 i AM?
W tej kwestii mamy prawdziwy cyrk. Otóż od 19 stycznia tego roku mamy nowe kategorie jednośladowe: A2 i AM. Według opinii warszawskiego magistratu, instruktor z uprawnieniami kategorii A uzyskanymi przed tą datą, nie może szkolić w zakresie nowych kategorii. Czyli ja mogę szkolić osoby w wieku 16-18 lat na kategorię A1, oraz w wieku 24 i więcej, na kategorię A, zaś nie mogę szkolić osób zakwalifikowanych wiekowo na kategorię A2 – 18-24 lata, o motorowerzystach nie wspominając… Ja zrozumiałbym sytuację, gdyby osoby nieletnie mogli szkolić instruktorzy, którzy przeszli kurs rozszerzony o elementy pracy wychowawczej, lub coś podobnego. Natomiast obecny stan prawny w Warszawie jest co najmniej absurdalny. Mamy na terenie Warszawy ośrodki, gdzie jest kategoria A2, a zajęcia prowadzą instruktorzy z uprawnieniami sprzed zmian, ale tylko dlatego, że… są to ośrodki zarejestrowane w powiatach ościennych, gdzie urzędnicy nie widzą przeszkód w szkoleniu na nowe kategorie jednośladowe, przez „starych” instruktorów. Inne kuriozum: kursant w zeszłym roku ukończył kurs kategorii A, mając 19 lat. Niestety, z powodu pogody nie załapał się na egzamin. W tym roku chciał wykupić kilka lekcji przed egzaminem – według warszawskich urzędników nie mam prawa go szkolić, bo byłoby to szkolenie uzupełniające w zakresie kategorii A2 (z uwagi na wiek), a mnie tego robić nie wolno… Paranoja… Nie wolno nam też szkolić motorowerzystów, z tych samych powodów… Resort wydał mgliste w treści pismo informujące, że każdy instruktor kategorii A ma wiedzę i umiejętności do szkolenia w zakresie kategorii A2 i AM. Jednak nie napisali, że ma do tego uprawnienia, a to dwie różne rzeczy. Ponieważ ośrodek szkolenia kierowców ma takie uprawnienia do szkolenia, jakimi legitymują się jego instruktorzy (oprócz pojazdów i reszty infrastruktury), to teraz opiszę kolejny przypadek: zgłosił się do naszego ośrodka młody instruktor z uprawnieniami kategorii A zdobytymi po zmianach, czyli po 19 stycznia bieżącego roku. Niestety, ośrodek nie otrzymał pozwolenia na szkolenie w zakresie kategorii A2, gdyż instruktor… nie ma trzech lat praktyki w szkoleniu w zakresie tej kategorii. Ja się pytam: skąd ma mieć praktykę, jeśli tę kategorię wprowadzono w tym roku? Idąc tym tokiem rozumowania, kategoria A2 jest poza naszym zasięgiem, gdyż żaden ośrodek jej nie otrzyma, gdyż nie będzie mógł się wykazać zatrudnieniem instruktora o trzyletniej praktyce. Błędne koło, zafundowane nam przez niedouczonych baranów, będących na naszym utrzymaniu. My płacimy podatki na pensje urzędników, a ci traktują nas jak śmieci! Jestem mocno rozgoryczony poziomem stanowionego w Polsce prawa i indolencją urzędników samorządowych, którym wygodniej jest udawać, że wszystko jest dobrze…

A jak z samymi szkoleniami – czy po szkoleniu na pełną kat. A można robić prawo jazdy na kat. A1, A2 lub AM, czy trzeba skończyć szkolenie dedykowane dla konkretnej kategorii? A jeśli tak, to gdzie szukać szkoleń na te kategorie?
Na dziś, osoba będąca absolwentem kursu kategorii A nie może zdawać egzaminu kategorii A1 bądź A2. Ma się to zmienić – informacja taka została podana przez urzędników ministerstwa, gdyż obecny stan jest kuriozalny. Otóż mając ukończony kurs kategorii A, trzeba się zapisać na kurs A1, by móc zdawać egzamin na „125” – czy to nie bzdura? Mam nadzieję, że ta zmiana wejdzie w życie.

Co sądzisz o szkoleniu w ruchu drogowym, gdzie instruktor jedzie w samochodzie za kursantem?
To jest pomyłka. Sytuacja, gdzie instruktor jedzie w aucie świadczy o nim jak najgorzej. Jak przez radio zahamować za kursanta, gdyby ten popełnił błąd? Jak zmienić kierunek jazdy motocykla, jak sprawdzić, czy kursant potrafi kierować? Lekkie maszyny prowadzą się bez żadnego wysiłku, ale gdy instruktor na tylnym siedzeniu odchyli się na zewnątrz zakrętu, zmusza kursanta do właściwego działania na kierownicę. Tylko w taki sposób można wpoić kursantowi właściwą technikę kierowania, odważną i świadomą. Instruktor, który nie wsiada z kursantami na jeden motocykl daje świadectwo swojej ignorancji i braku przygotowania do pracy.

jak to jest z kobietami? Jak radzą sobie na większych motocyklach szkoleniowych i egzaminacyjnych?
Dziewczęta są w tej kwestii rozsądniejsze od chłopaków. Rzadko się zdarza, że dziewczyna kupuje motocykl, na którym nie sięga pewną stopą do jezdni. Jednak zauważam inny problem – durni znajomi. Co to za kolega bądź koleżanka, która namawia do zakupu pierwszej maszyny w życiu, która jest zbyt ciężka i zbyt mocna? Namawianie na „litra”, to nie jest koleżeństwo. Wnerwia mnie, gdy tzw. motocykliści swoje kompleksy leczą początkującymi motocyklistami. Po jaką cholerę namawiać leszcza z ciepłym jeszcze prawem jazdy na stupięćdziesięciokonną maszynę? Przecież najpierw taki delikwent ma opanować technikę jazdy na maszynie więcej wybaczającej, lżejszej, łatwiejszej do opanowania. Rynek jest pełen pięćsetek i ćwiartek, które są dużo lepsze do samodzielnej nauki niż maszyny, które podobają się kolegom.

Prawo jazdy – formalności krok po kroku. Część 1 naszego cyklu opisanego przez instruktorkę nauki jazdy tutaj.

Co byś radził tym, którzy zrobili kurs, przeszli przez egzamin teoretyczny i na egzaminie praktycznym odnieśli porażkę?
Przede wszystkim nie poddawać się, ćwiczyć dalej, ale pod okiem dobrego instruktora, z czym może być kłopot w miejscowościach, gdzie nie ma wyboru, więc wszyscy są skazani na monopol jednego ośrodka. Co do samego podejścia kursantów do prawa jazdy, to zauważyłem pewną prawidłowość: im bardziej ktoś się śpieszy na egzamin, tym więcej razy zdaje. Znakomita większość osób, które za pierwszy podejściem zaliczyły egzamin, to osoby systematycznie uczęszczające na zajęcia obowiązkowe, oraz szkolące się dodatkowo w okresie oczekiwania na egzamin. Staranne przygotowanie do egzaminu zwiększa szanse powodzenia. Największym błędem jest wmówić sobie, że skoro kolega z kursu opanował wszystkie manewry egzaminacyjne w cztery godziny, to ja też muszę. Bzdura – każdy kursant jest inny, uczy się w innym tempie, przychodzi na kurs z innym bagażem doświadczeń drogowych i inną sprawnością fizyczną. Mam prośbę do wszystkich obecnych i przyszłych kursantów: nie patrzcie jak jeździ kolega z kursu, bo może jest szczęśliwym posiadaczem „demoluda”, na którym jeździ od dziecka po wsi. Patrzcie na siebie, czy rozumiecie polecenia instruktora, zjawiska zachodzące podczas jazdy i czy wyrabiacie właściwą pamięć mięśniową, pozwalającą na mniejszy wysiłek podczas prowadzenia motocykla. To ma być frajda, a nie katorga.

Najnowsze