Polscy kierowcy chcą obowiązku jazdy na oponach zimowych

Wyniki badań pokazują, że blisko 80 proc. kierowców popiera pomysł wprowadzenia obowiązku jazdy na oponach zimowych i całorocznych z homologacją zimową.

To dobra wiadomość, zwłaszcza z punktu widzenia bezpieczeństwa na drogach. Kiedy temperatura spada poniżej 5-7 stopni Celsjusza, opony zimowe mają lepszą przyczepność niż letnie.

– To zadziwiające, że Polska jest jedynym krajem w Europie, biorąc pod uwagę klimat, gdzie nie ma żadnych przepisów regulujących tę kwestię – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Sarnecki, prezes Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

– Ostatnio takie wymogi zostały wprowadzone na Białorusi. To już czas nie tylko na dyskusję, ale na rozważenie odpowiednich regulacji ustawowych. Dzięki nim polscy kierowcy, szczególnie przy zmianie pór roku i temperatur, czuliby się pewniej na drodze. Potrzebne jest wyznaczenie konkretnego dnia w roku, od którego należałoby jeździć na oponach zimowych. Przykłady z innych krajów pokazują, że wprowadzenie takich regulacji przyczynia się do zmniejszenia ilości wypadków, ale także mniej jest poważnych stłuczek. Chociaż w ich przypadku nie ma ofiar, to przynoszą konkretne straty kierowcom oraz zajmują ich czas. Opony zimowe, w tym także całoroczne, stosowane w chłodniejszych okresach roku zwiększają zatem bezpieczeństwo na drodze – dodał Sarnecki.

Najnowsze

Polski samochód elektryczny. Czego oczekują kierowcy?

Produkowany w Polsce, 4-osobowy, o zasięgu 150 km i w cenie 60 tys. zł – tak wygląda idealne auto elektryczne według polskich kierowców.

Spółka ElectroMobility Poland zleciła przeprowadzenie kompleksowych badań, aby sprawdzić wiedzę polskich kierowców na temat elektromobilności i projektu polskiego auta elektrycznego.

– Chcieliśmy określić akceptowalne parametry techniczne i cenę miejskiego auta elektrycznego przed rozpoczęciem budowy prototypów – mówi Piotr Zaremba, szef projektu ElectroMobility Poland. Badania miały też na celu sprawdzenie, na ile ulokowanie produkcji w kraju jest istotnym czynnikiem wyboru auta oraz zweryfikowanie atrakcyjności alternatywnych rozwiązań biznesowych, w tym car sharingu oraz abonamentu na baterie.

Jak wynika z badań, przeprowadzonych przez Kantar TNS, idealne miejskie auto elektryczne według polskich kierowców powinno kosztować 60 tys. zł i mieć zasięg do 150 km. Istotne jest także, aby było ono produkowane w kraju, miało co najmniej 4-osobowe nadwozie, gwarancję oraz mogło korzystać z rozbudowanej sieci serwisowej. Z zachęt przy zakupie pojazdów na prąd kierowcy w Polsce za najistotniejsze uważają bonusy finansowe, w tym planowane od 1 stycznia 2018 r. zwolnienie z akcyzy dla aut elektrycznych i możliwość parkowania za darmo w centrach miast. Okazuje się, że aż 73% kierowców zastanawiało się nad zakupem auta elektrycznego. Do ewentualnego zakupu zachęca ich niższy koszt eksploatacji i ekologiczność tego typu pojazdu, ale odstrasza wysoka cena zakupu oraz brak powiązanej z nim infrastruktury. Nasi kierowcy są jednocześnie otwarci na alternatywne rozwiązania, takie jak abonament na baterie (przy założeniu średniej ceny na poziomie ok. 200 zł miesięcznie) oraz car sharing.

Jeśli chodzi o zasięg auta elektrycznego, to ponad połowa (55%) badanych akceptuje dystans do 200 km, zaś najczęściej (48%) optymalną wskazywaną odległością pomiędzy punktami ładowania jest 50 km. O ile polscy kierowcy nie traktują dużego zasięgu jako warunku koniecznego dla miejskiego auta elektrycznego, to mają duże oczekiwania w stosunku do czasu ładowania. 53% z nich uważa, że całkowite naładowanie baterii powinno trwać nie dłużej niż 2 godziny. Aż 97% uważa, że cena miejskiego auta elektrycznego powinna być niższa lub taka sama jak samochodu spalinowego analogicznej klasy.

– Pomysł stworzenia polskiego samochodu elektrycznego jest przyjmowany z entuzjazmem przez kierowców, jednak pojawiają się też obawy związane m. in. z brakiem doświadczenia technologicznego – mówi Michał Roszkowski, szef działu automotive w Kantar TNS. – Polacy są dumni z rodzimych produktów i dokonań, więc jeśli na rynku pojawiłby się polski samochód elektryczny, to chętnie rozważyliby jego zakup, ale pod warunkiem, że jego cena, design i technologia nie odstawałyby od oferty rynkowej – podkreśla Roszkowski. Jak wynika z badań, produkcja takiego auta w naszym kraju jest istotna aż dla 63% badanych, jeśli chodzi o czynnik wpływający na wybór konkretnej oferty.

– Dzięki badaniom potwierdziliśmy, że kierowcy w Polsce chcą produkowanego w kraju auta elektrycznego i wiemy, jakich parametrów od niego oczekują – mówi Piotr Zaremba. – Kompleksowe badania doprecyzowują oczekiwania kierowców wobec naszego projektu, pełnią rolę wskazówki dla uczestników konkursu na prototypy. Jest dla nas bardzo istotne, aby polski samochód elektryczny był projektem maksymalnie osadzonym w realiach rynkowych i miał możliwie największy potencjał na skomercjalizowanie – podkreśla Zaremba.

Badanie właściwe, czyli ilościowe, zostało poprzedzone przeprowadzeniem badania jakościowego wśród 4 grup kierowców aut z segmentu A, B i C, którzy w ciągu ostatnich 6 lat kupili nowy lub używany samochód. Następnie, w etapie ilościowym przebadano metodą CAWI reprezentatywną próbę 600 polskich kierowców, którzy mają samochód, co najmniejwspółuczestniczyli w procesie jego wyboru i co najmniej połowę dystansu pokonują w mieście.

Najnowsze

Rośnie kobieca załoga Mercedes-Benz Manufacturing Poland!

Budowa fabryki dopiero się rozpoczyna, ale rekrutacja trwa już od wielu miesięcy. Na razie spółka, która produkować będzie silniki do samochodów osobowych Mercedes-Benz, skompletowała management i kontynuuje rekrutację tzw. „białych kołnierzyków”.

Kadra nowo powstałej spółki liczy już prawie 30 osób. Biura 6 działów spółki znajdują się w Warszawie, Wrocławiu i Legnicy. Departament zarządzania zasobami ludzkimi działający pod kierownictwem dyrektor Ewy Korwek to 5 osób. Do końca  roku zespół ma się powiększyć do ponad 50 osób. 90% załogi to kobiety.

Wszystkie oferty pracy publikowane są na stronie internetowej spółki: mercedes-benz-jawor.com.pl  oraz na portalu pracuj.pl. Na razie ogłoszenia były skierowane do działów administracyjnych. Od niedawna spółka prowadzi również rekrutacje pierwszych pracowników do działów produkcyjnych, którzy rozpoczną pracę na początku przyszłego roku. Prawdziwego tempa proces rekrutacyjny nabierze jednak dopiero w drugiej połowie 2018 i w 2019 roku. – Poszukujemy zarówno wykwalifikowanych specjalistów HR jak i ludzi młodszych, z potencjałem, zmotywowanych, znających niemiecki lub angielski. Ważna jest umiejętność pracy w zespole, bo to buduje w firmie atmosferę współpracy, a więc przynosi efektywne rezultaty – mówi dyrektor działu HR, Ewa Korwek. – Naszą ambicją jest oczywiście stworzyć w fabryce w Jaworze jak najlepszy zespół, w myśl daimlerowskiej zasady ‘The Best or Nothing’.

Zainteresowanie pracą w Mercedes-Benz Manufacturing Poland jest ogromne. Średnio na każde publikowane przez spółkę ogłoszenie odpowiada około 200 kandydatek i kandydatów.  W ciągu kilku miesięcy wpłynęło ponad 1500 zgłoszeń „pozakonkursowych”, czyli nie przez wspomniane wyżej portale – niestety takie aplikacje nie mogą zostać uwzględnione. Celem kompletnej transparentności spółka zdecydowała się rozpatrywać tylko aplikacje składane w odpowiedzi na publikowane ogłoszenia.

Inwestycja koncernu Daimler AG w Jaworze, choć w początkowej fazie, już widocznie wpływa na aktywizację lokalnego rynku pracy. Obecnie blisko 70% zatrudnionych w Mercedes-Benz Manufacturing Poland osób to pracownicy z Polski. 30% stanowią oddelegowani pracownicy koncernu Daimler AG. W ciągu ostatnich kilku miesięcy firma nawiązała współpracę z lokalnymi szkołami zawodowymi: Powiatowym Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Jaworze oraz Zespołem Szkół Samochodowych i Wydziałem Techniczno-Przyrodniczym Politechniki Wrocławskiej w Legnicy. W ramach współpracy planuje się m.in. doposażenie pracowni i warsztatów.

Zdjęcie: Zespół działu HR Mercedes-Benz Manufacturing Poland – od lewej u góry: Patrycja Błażejewska, Paulina Gofran, od lewej u dołu: Edyta Karamon, Anna Frąckowiak, Ewa Korwek.

Najnowsze

Nowy Harley-Davidson Sport Glide

Nowy Sport Glide 2018 ma się sprawdzać wszędzie - podczas krótkich wypadów, na długich trasach oraz podczas przejażdżek po mieście. Czerpie z klasycznych rozwiązań stylistycznych serii Harley-Davidson Touring.

Harley-Davidson Sport Glide został zaprezentowany przed kilkoma godzinami na Facebooku Live. To fabryczny cruiser custom ze zdejmowanymi kuframi i owiewką, który ma sobie świetnie radzić zarówno przemykając przez miasto, jak i na krętych drogach czy bezkresnych autostradach. To dziewiąty model oparty na nowej platformie Harley-Davidson Softail  jest najnowszym z serii 100 najważniejszych motocykli, które firma planuje wprowadzić na rynek do roku 2027. O przeprzednich ośmiu modelach można przeczytać tu.

Sport Glide ma lekkie i sztywne podwozie i układ napędowy Milwaukee-Eight 107 V-Twin. Bedzie dostępny w trzech kolorach: Vivid Black, Twisted Cherry i Silver Fortune.

Nowa owiewka nawiązuje do ikonicznej owiewki batwing z modeli Harley Touring, ale została przycięta, tworząc bardziej zwarty, sportowy kształt. Koła Mantis to pierwsze koła kierunkowe, które opuściły fabrykę Harley-Davidson. Napięte między piastą a obręczą szprychy tworzą wrażenie ruchu, nawet kiedy Sport Glide stoi zaparkowany. Dynamikę sylwetki podkreślają kształty owiewki i kufrów, a nawet ścięta końcówka wydechu.

Owiewka modelu Sport Glide ma osłaniać klatkę piersiową motocyklisty przed wiatrem, pozwalając jednocześnie poczuć go na twarzy. Jest przymocowana do widelca za pomocą zacisków, dzięki czemu jej montaż i demontaż są szybkie i łatwe. Kierowcy szukający jeszcze lepszej ochrony przed wiatrem mogą wymienić standardową szybę 1,5-calową na delikatnie przydymioną 5,5-calową, dostępną w ofercie oryginalnych akcesoriów Harley-Davidson.

Sztywne i zamykane kufry wyglądają elegancko. Kierowca w siodle może je otworzyć jedną ręką. Ponadto można je zdemontować w ciągu kilku sekund dzięki wbudowanemu mechanizmowi szybkiego montażu z niemal niewidocznymi punktami mocowania. Łączna pojemność kufrów wynosi 25,5 l.

Aby zwiększyć możliwości przewozu bagażu, można wybrać dodatkowe oparcie sissy bar, bagażnik lub stelaż montażowy Tour-Pak – wszystkie z nowym systemem zaczepów HoldFast. Podobnie jak kufry i owiewka, także akcesoria można zamontować i zdjąć w kilka sekund, przywracając maszynie wygląd surowego cruisera.

Szerokie siodło oraz wysunięte do przodu podnóżki dają ergonomiczną pozycję kierowcy; odległość siodła od podłoża to jedynie 652,7 mm. Przedni reflektor LED Daymaker ma charakterystyczny pierścień LED i tworzy zgraną parę z jasnym tylnym światłem LED (zintegrowanym w kierunkowskazach). W standardowym wyposażeniu motocykl ma: gniazdo USB do ładowania, bezkluczykowy włącznik zapłonu oraz system zabezpieczający Harley-Davidson Smart Security.

Odwrócony widelec 43 mm ma zapewniać sztywność przodu, a amortyzator z pojedynczym wkładem typu cartridge gwarantować precyzyjne prowadzenie, stabilność i pewność hamowania dodatkowo zwiększoną przez system ABS. Sport Glide sunie na aluminiowych kołach Mantis, 18-calowym przednim i 16-calowym tylnym, obleczonych w opony Michelin Scorcher 31.

W Sport Glide zastosowano również zupełnie nowe, tylne zawieszenie typu monoshock z zewnętrzną regulacją napięcia wstępnego sprężyny za pomocą łatwo dostępnego pokrętła przy zbiorniku oleju. Zawieszenie można więc łatwo dostosować do wagi bagażu i pasażera, zachowując jego optymalną wydajność oraz geometrię.

Czarny zespół napędowy Milwaukee-Eight 107 wnosi nowy poziom wyrafinowania do cruiserów linii Harley-Davidson Big Twin, w tym do nowego modelu Sport Glide. Podwójne wałki wyrównoważające eliminują drgania podczas pracy na biegu jałowym, pozwalając jednocześnie poczuć kierowcy charakter jednostki napędowej przy wyższych prędkościach. Silnik jest sztywno zamontowany w ramie co dodatkowo usztywnia podwozie.

Chłodzenie płaszczem olejowym najgorętszych obszarów głowic jeszcze bardziej poprawia komfort kierowcy i pasażera. Wydech typu 2-w-1 z biegnącym ku tyłowi kolektorem wydechowym i czarnym tłumikiem nadaje maszynie sportowego charakteru. Układ elektronicznego sterowania przepustnicą pozwolił na zastosowanie w standardzie elektronicznego tempomatu.

Kierowcy pragnący większej mocy homologowanego silnika Milwaukee-Eight w swoim modelu Sport Glide mogą wybierać spośród oryginalnych części i akcesoriów tuningowych Harley-Davidson Screamin’ Eagle: od tłumika Street Cannon Stage I i udoskonalonego układu dolotowego po zestaw modyfikujący Stage IV, takie jak np. zwiększenie pojemności do 1868 cm3 i maksymalne podniesienie mocy!

Najnowsze

Zabiła 6 osób wjeżdzając w nie autem – uniknie kary, bo jest mazhory

Sześć osób zginęło, a kobieta w 7. miesiącu ciąży jest ciężko ranna, w wyniku wypadku, który spowodowała młoda dziewczyna. Ignorując przepisy ruchu drogowego wjechała w pieszych stojących na przejściu. Prawdopodobnie uniknie kary.

Mazhory (ukraiński: мажори, rosyjski: мажоры, tłumaczy się jako „wyżsi”) jest terminem używanym w krajach postsowieckich. Na Ukrainie oznacza osoby, które są dziećmi wysokich rangą rodziców – uprzywilejowanych, oligarchów, bogatych lub wpływowych urzędników, ludzi pracujących w rządzie, policji, sądownictwie lub wojsku. Termin ten jest również używany do opisania samych urzędników oraz zamożnych biznesmenów i ich dzieci. Uważa się, że łatwiej im żyć niż „zwykłym śmiertelnikom”, a młodzieży „wszystko wolno”, ze względu na znajomości, powiązania polityczne i uposażenie rodziców. Często unikają kary lub otrzymują mniej surowe kary niż zwykle, nawet popełniając zbrodnie.

Do Mazhory należy 20-letnia Alyona Zaitseve. Jest córką potentata branży energetycznej, Vasilya Zaitseva. W październikowy wieczór, w ukraińskim Charkowie, nie zatrzymała się swoim lexusem na czerwonym świetle, zderzyła z nadjeżdżającym volkswagenem i wjechała w osoby stojące przy przejściu dla pieszych. Sześć z nich zginęło na miejscu (dwoje poniżej 30. roku życia), inne zostały ciężko ranne (kobieta w 7. miesiącu ciąży). Według ukraińskich mediów wszystko wskazuje na to, że Alyona, podobnie jak wiele innych „dzieci zamożnych rodziców”, uniknie konsekwencji. Jest „nietykalna”.

 

Zjawisko, które na Ukrainie jest z jednej strony piętnowane, a z drugiej akceptowane, obecne jest w większości krajów postsowieckich. Przywędrowało z Rosji, gdzie popularnością cieszą się profile na portalach społecznościowych „Bogate rosyjskie dzieci”. Na Instagramie profil ten (@RichRussianKids) ma obecnie ponad pół miliona obserwujących; na Ukrainie @Rich.kids.from_ua – 6678, a @RichKidsOfInstagram – 421 tysięcy followersów. Użytkownicy social media lubią przyglądać się życiu znanych, często rozpieszczanych pieniędzmi rodziców dzieci i nie ma w tym nic złego. Obserwowane są ich drogie samochody, prywatne odrzutowce, helikoptery, łodzie, ekskluzywne gadżety, luksusowe zakupy, czy egzotyczne wyjazdy.

Gorzej, jak członkowie mazhory popełniają przestępstwa i nie są nawet aresztowani przez policję, tylko – podobnie jak Alyona Zaitseve zaraz po wyżej opisanym zdarzeniu – ewakuowani przez prywatnych ochroniarzy do domu „bogatego tatusia”. Kobieta uniknęła w ten sposób linczu osób postronnych, które były na miejscu wypadku. Świadkowie twierdzą, że widzieli, jak Zaitseve ignoruje przepisy ruchu drogowego i wjeżdża w niespodziewających się tego pieszych. Dziewczynie nic się nie stało, wyszła z samochodu bez obrażeń.

Błyskawicznie sztab prawników ojca Zaitseve wszczął procedurę tuszowania sprawy i lobbingu „odpowiednich ludzi na stanowiskach”, by córka uniknęła konsekwencji – normalnie czekała by ją kara do 10 lat więzienia. W areszcie spędziła ostatecznie trzy dni. Blogosfera z otoczenia Alyony uważa, że ta zostanie oczyszczona z zarzutów podobnie jak syn innego mazhory – Stanislav Tolstosheyev, 23-latek, który w 2016 roku w Kijowie śmiertelnie potrącił kobietę.

Źródła: Daily Mail, Standard, MSN, @StudMedia, @dorogyKharkiv, wp.pl

Najnowsze