Po samochód do… komornika czy na aukcję holenderską?

Używanych samochodów zazwyczaj szukamy w Internecie. Przeglądamy ogłoszenia i staramy się negocjować cenę ze sprzedającym. Do innych sposobów na kupno używanego auta w cenie niższej niż rynkowa można zaliczyć: aukcje komornicze lub poszukiwanie egzemplarzy testowych. Sprzedawcy samochodów coraz częściej stawiają też na tzw. aukcje holenderskie oraz wyprzedaże floty samochodów.

Jeszcze kilka lat temu klienci zainteresowani kupnem używanych samochodów poszukiwali ich na giełdach lub w komisach. Dzisiaj większość klientów szuka samochodów w Internecie, gdzie można dokładnie sprofilować swoje oczekiwania i w kilka minut znaleźć markę i model dla siebie. Nie zawsze jest to jednak sposób na znalezienie najtańszej oferty. Warto sprawdzić jeszcze kilka innych, wciąż mało powszechnych w Polsce metod.

Po samochód do… komornika
O tym, że na aukcjach komorniczych można kupić taniej samochód słyszał niemal każdy. Tyle tylko, że niewiele osób wie, gdzie są ogłaszane i w jaki sposób się odbywają. Cena wywoławcza samochodu na licytacji komorniczej wynosi 75% wartości szacunkowej. Jeżeli nie znajdzie się nabywca to podczas drugiej licytacji cena początkowa to już tylko 50% tej wartości. Ostateczna cena zależy oczywiście od poziomu zainteresowania. Aby aukcja doszła do skutku, musi w niej wziąć udział minimum dwóch oferentów. Informacji o najbliższych aukcjach komorniczych oraz licytowanych samochodach należy szukać w lokalnej prasie oraz w dedykowanym serwisie internetowym prowadzonym przez Krajową Radę Komorniczą. Ogłoszeń o aukcjach samochodów można szukać także na stronach internetowych lokalnych Urzędów Skarbowych oraz Izb Celnych, gdzie można kupić auta zajęte przez Skarb Państwa.

Warto jednak pamiętać, że podczas aukcji klient ma ograniczony czas na ocenę stanu technicznego samochodu. Przedmioty dostępne do zakupu na licytacji komorniczej możemy obejrzeć dopiero w dniu licytacji, a decyzję o wzięciu w niej udziału trzeba podjąć od razu.

Aukcje holenderskie
Chociaż aukcje holenderskie nie są jeszcze zbyt popularne wśród polskich konsumentów i najczęściej sprawdzają się w sprzedaży produktów z krótką datą ważności, to ich potencjał odkryły niedawno firmy sprzedające samochody. Aukcje holenderskie polegają na ustaleniu przez sprzedającego ceny wywoławczej produktu, która jest stopniowo obniżana aż do momentu, kiedy pojawi się pierwsza oferta kupna lub osiągnie ona cenę minimalną.

Na aukcjach holenderskich dostępne są wybrane modele samochodów w formie abonamentu. Każda aukcja zaczyna się np. w sobotę o godzinie 15.00 i kończy się w kolejną sobotę o godzinie. 14.00. Czynsz abonamentu obniżany jest codziennie, a klienci swoje oferty kupna mogą składać bezpośrednio poprzez formularz dostępny na stronie internetowej.

Firmowe wyprzedaże floty samochodów
Osoby poszukujące używanego auta mogą próbować skorzystać z wymiany floty samochodów, które odbywają się regularnie w wielu firmach. Wówczas samochody, które do tej pory służyły biznesowi, są wyprzedawane na wewnętrznych firmowych aukcjach lub wracają do firm leasingowych, które wystawiają je na sprzedaż.

Każde auto pokontraktowe, zanim trafi do ponownej sprzedaży, przechodzi przegląd blacharski i serwisowy. Dzięki temu klienci mogą być pewni, że samochód nie ma żadnych ukrytych usterek.

Egzemplarze testowe są prawie nowe
Zakup egzemplarza testowego jest najczęściej praktykowany przez klientów, którym zależy na kupnie nowego samochodu, ale nie pozwala im na to ich budżet. Egzemplarze demonstracyjne są wykorzystywane do jazd próbnych przez około rok. Kiedy trafiają do sprzedaży ich przebieg sięga od 10 tys. do nawet 20 tys. km A jego cena może być niższa o 10-20%. Co ważne, egzemplarz demonstracyjny będzie miał pełną dokumentację techniczną i historię napraw oraz zachowaną fabryczną gwarancję. Będzie też bardzo dobrze wyposażony, co dla wielu klientów stanowi wartość dodaną.

Źródło: Master1.pl

Najnowsze

Dziura w drodze uszkodziła auto? Sprawdź czy masz podstawy do uzyskania odszkodowania

Nawet wyjątkowa ostrożność i zwinne manewry mogą nie uchronić pojazdu przed uszkodzeniem kół lub zawieszenia w efekcie wjechania w dziurę na jezdni. Czy musimy więc płacić za taką szkodę z własnej kieszeni? Jakie ubezpieczenie może nam pomóc w takiej sytuacji?

„Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”, tak wynika z art. 415 Kodeksu Cywilnego. Na jego podstawie odpowiedzialność za uszkodzenie może ponosić także zarządca drogi, na której w skutek ubytków w nawierzchni, uszkodziliśmy nasze auto. Pamiętajmy jednak o ważnych przesłankach, które będą mieć wpływ na możliwość dochodzenia odszkodowania za szkodę.

Oznaczenia nie bez znaczenia
Po pierwsze, gdy uszkodzimy nasz samochód na wyrwie w nawierzchni, zadbajmy o bezpieczeństwo nasze i innych. Bądźmy widoczni na drodze, aby nie stwarzać zagrożenia dla siebie i innych uczestników ruchu. Po drugie, sprawdźmy, czy na fragmencie, po którym się poruszaliśmy były oznaczenia ostrzegawcze o ubytkach w jezdni lub ograniczające prędkość do minimum, podkreśla Piotr Kuźmiński, prawnik D.A.S. – Takie znaki zobowiązują kierowcę do dostosowania się do warunków na drodze i większej ostrożności. Brak zastosowania się do nich może stanowić argument do odmowy wypłaty odszkodowania przez zarządcę drogi lub jego ubezpieczyciela – uczula ekspert. Jednak, nawet w takiej sytuacji nie wszystko jest stracone i można spróbować dochodzić swoich roszczeń za uszkodzenie pojazdu. – Same znaki ostrzegawcze mogą być niewystarczającym działaniem, które wyłącza odpowiedzialność zarządcy za stan drogi. Polskie sądy przyznawały już rację poszkodowanym kierowcom, wskazując, że w przypadku bardzo dużych i niebezpiecznych uszkodzeń nawierzchni, zarządca powinien podjąć dodatkowe środki zapobiegawcze, np. wyłączyć uszkodzone fragmenty z ruchu oddzielając je pachołkami lub barierkami czy zasypać tymczasowo głębsze ubytki. Zastosowanie znajduje w takim przypadku art. 417 §1 Kodeksu Cywilnego, w myśl którego, jeżeli zarządca drogi przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie nie wykonał nałożonych prawem obowiązków, powstaje jego odpowiedzialność odszkodowawcza – wyjaśnia Piotr Kuźmiński.

Krok po kroku do rekompensaty
W przypadku uszkodzenia samochodu przez zły stan nawierzchni warto zadbać także o dokumentację zdarzenia. – Zróbmy zdjęcia dziury i uszkodzonego auta. Jeśli mamy świadków, spiszmy ich zeznania wraz z danymi osobowymi. Zalecane jest także wezwanie na miejsce policji lub straży miejskiej. Funkcjonariusze sporządzą protokół zdarzenia, a to ważny dowód w sprawie – tłumaczy prawnik D.A.S. i wskazuje, że im więcej dokumentów zbierzemy tym lepiej, bo ciężar udowodnienia winy spoczywa na osobie, która z tego faktu wywodzi skutki prawne, czyli na poszkodowanym.

Następnie, w celu uzyskania odszkodowania za uszkodzenie auta ustalamy, kto jest zarządcą drogi, na której spotkał nas ten niemiły incydent. W większości przypadków za zapewnienie właściwego stanu jezdni odpowiadają delegowane do tego jednostki, np. Zarząd Dróg Miejskich, Zarząd Dróg Powiatowych czy Zarząd Dróg Wojewódzkich. – Warto sprawdzić na stronie internetowej instytucji, która odpowiada za daną drogę, bo często są tam szczegółowe informacje dotyczące sposobu zgłaszania szkody. Jeśli takich wytycznych nie znajdziemy, warto zadzwonić do urzędu w celu uzyskania informacji na temat procedury zgłaszania szkody. Sprawę załatwimy wtedy znacznie szybciej i sprawniej – podpowiada Piotr Kuźmiński.

Po przyjęciu zgłoszenia w terminie 30 dni ubezpieczyciel odpowiedniej instytucji przeprowadzi postępowanie wyjaśniające oraz wykona wycenę szkody. Może zdarzyć się jednak, że potrzebujemy dokonać naprawy niezwłocznie i nie możemy sobie pozwolić na czekanie na pojawienie się rzeczoznawcy. W takiej sytuacji możemy zlecić naprawę pojazdu w warsztacie samochodowym i przedstawić ubezpieczycielowi fakturę VAT z dokładną specyfikacją wykonanych napraw.

Możemy się także spotkać z sytuacją, gdy ubezpieczyciel zarządcy poinformuje nas, że wypłaca rekompensaty tylko od pewnej kwoty. Czasem takie informacje są także podane na stronie internetowej zarządcy. Prawnik zaznacza jednak, że to nie zwalnia właściciela drogi od odpowiedzialności za szkody o niższej wartości i w takiej sytuacji z wnioskiem kierujemy się wprost do podmiotu odpowiedzialnego za stan danej drogi.

Droga do uzyskania odszkodowania może być wyboista
Uzyskiwanie odszkodowania od zarządcy dróg lub jego ubezpieczyciela, to dość mało komfortowy sposób uzyskania pieniędzy za uszkodzenie auta, szczególnie jeśli podmiot odpowiedzialny za jego wypłatę odrzuci nasz wniosek i naszej racji będziemy musieli dochodzić w sądzie. Naprawy, często dość kosztownej, nie sfinansujemy bowiem z ubezpieczenia OC. Pokryje je dopiero polisa AC lub ubezpieczenie opon, jeśli to one zostaną uszkodzone po wjechaniu w dziurę. Jednakże, takiego ubezpieczenia nie posiada większość samochodów w Polsce. Istnieje jednak jeszcze jeden rodzaj polis, który może pomóc właśnie w takich przypadkach. Ubezpieczenie ochrony prawnej (UOP), bo o nim mowa, finansuje i zapewnia dostęp do pomocy oraz reprezentacji prawnej właścicielowi ubezpieczonego pojazdu. Ubezpieczyciel pokieruje procesem likwidacji szkody. Doradzi także co zrobić i sprawdzić tuż po zdarzeniu, porady prawne są bowiem dostępne przez telefon i to nawet całą dobę. Jeśli ubezpieczyciel zarządcy drogi lub sam zarządca nie przyjmie swojej odpowiedzialności za szkodę, polisa ochrony prawnej pokryje koszty sądowe procesu i honorarium prawnika, gdy będziemy dochodzić swoich roszczeń przed sądem. – Idea ubezpieczeń ochrony prawnej w tym zakresie od zawsze była związana z potrzebami kierowców. Ich początki mają swoje korzenie w pierwszej dekadzie XX w. w polisach skierowanych do uczestników wyścigów samochodowych. Obecnie, tym rodzajem ubezpieczeń możemy objąć rodzinę, firmę czy działalność prowadzoną w ramach wykonywania wolnego zawodu. Także sama polisa dla pojazdów ulegała ewolucji i może obejmować już nie tylko kierowcę i samochód, ale także pasażerów oraz działać na terenie całej Europy – dodaje Piotr Kuźmiński. Ubezpieczenie ochrony prawnej może więc pomóc sprawnie uzyskać odszkodowanie za uszkodzenia auta na złej nawierzchni i szybko załatać dziurę jaką ten ubytek zrobił w naszym portfelu.

Źródło: D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A.

Najnowsze

Co trzeci polski kierowca prowadziłby samochód zbyt wcześnie po spożyciu alkoholu

Co trzeci kierowca w Polsce wsiadłby za kierownicę wcześniej niż powinien, błędnie szacując czas potrzebny na powrót do stanu trzeźwości, w którym dozwolone jest prowadzenie pojazdu.

Podobny odsetek przyznaje, że mógł kiedyś prowadzić samochód pod wpływem alkoholu – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy AlcoSense Laboratories. Wnioski z badania pokazują skalę problemu tzw. nieświadomej nietrzeźwości u polskich kierowców.
Nieświadoma nietrzeźwość to stan, w którym osoba czuje się w pełni trzeźwa, pomimo że stężenie alkoholu w jej organizmie przekracza określone w prawie limity dopuszczające prowadzenie pojazdów. Taka sytuacja często występuje następnego dnia rano, po spożyciu alkoholu poprzedniego wieczora.
 
30% polskich kierowców przyznaje, że mogło – świadomie lub nieświadomie – prowadzić samochód, mając we krwi powyżej 0,2 promila alkoholu. Od tego progu prowadzenie pojazdu w Polsce jest wykroczeniem. Najczęściej do takiej sytuacji przyznawali się kierowcy z województwa opolskiego (43%), zaś najrzadziej kierowcy z województwa zachodniopomorskiego. Jednak wciąż 1 na 10 zachodniopomorskich kierowców przyznaje się do tego typu doświadczenia.   

Pytani o powody wystąpienia takiej sytuacji, ankietowani najczęściej wskazywali nieświadomość swojego faktycznego stanu trzeźwości, brak innego kierowcy, który mógłby ich podwieźć oraz prowadzenie pojazdu na krótkim dystansie.
Niepokojąca jest postawa kierowców o stażu krótszym niż dwa lata, którzy najczęściej wyjaśniali, że „nie przejęli się” swoją potencjalną nietrzeźwością.

Co trzeci kierowca za wcześnie wsiada za kółko
Przeciętna osoba po wypiciu pięciu piw (półlitrowych z 5% zawartością alkoholu) pomiędzy godziną 21:00 a 23:00, będzie całkowicie trzeźwa dopiero po godzinie 10:00 rano następnego dnia. Tymczasem ponad 30% kierowców biorących udział w badaniu zadeklarowało, że byłoby gotowe prowadzić pojazd przed 10:00, przedwcześnie zakładając swoją trzeźwość. 22% z nich wsiadłoby za kierownicę nawet przed 9:00, a o tej godzinie przekroczenie dopuszczalnego limitu zawartości alkoholu jest pewne.
 
Co trzeci biorący udział w badaniu kierowca wsiadłby za kółko w mniej niż dwie godziny od wypicia jednego piwa. Oznacza to, że mógłby prowadzić samochód, mając zawartość alkoholu we krwi w stężeniu przekraczającym dozwolony przez prawo limit. Z badania wynika również, że im kierowca jest młodszy, tym większe jest prawdopodobieństwo, że przeszacuje możliwości swojego organizmu. W podziale na grupy wiekowe, zbyt wcześnie po wypiciu jednego piwa prowadziłoby samochód:

•    37% kierowców w wieku 18-29 lat
•    34% kierowców w wieku 30-44 lata
•    22% kierowców w wieku 45-49 lat
•    21% kierowców powyżej 60 roku życia.

Ponadto, 35% kierowców nie wyklucza, że pojechałoby jako pasażer z zaufanym kierowcą, który przed chwilą wypił jedno piwo.

Samokontrola trzeźwości to wciąż rzadkość
Jedynie 14% kierowców deklaruje, że przeprowadza samokontrolę stanu trzeźwości przy użyciu alkomatu (prywatnego lub udostępnionego przez policję) w każdej sytuacji, gdy spożywało alkohol dzień wcześniej. Odsetek ten jest wyraźnie większy u kierowców, którzy prowadzą samochód w związku z wykonywaną pracą i wyniósł on 26%.

Niemal co czwarty kierowca (23%) nigdy nie bada się alkomatem kolejnego dnia rano po spożyciu alkoholu poprzedniego wieczora. Najczęstszym wytłumaczeniem jest pewność co do własnego stanu trzeźwości bez konieczności badania.
Prawie połowa respondentów (48%) stwierdziła, że nie bada się alkomatem, ponieważ nigdy nie prowadzi rano, dzień po tym jak spożywała alkohol.

Wysokie prawdopodobieństwo porannej kontroli trzeźwości
Według oficjalnych danych polskiej policji w 2017 r. dokonano 17,8 mln. kontroli trzeźwości kierujących pojazdami. Z badania SW Research dla AlcoSense Laboratories wynika, że 84% kierowców przechodziło w ostatnim roku taką kontrolę przynajmniej raz, a 70% z nich przynajmniej raz w życiu było badanych na obecność alkoholu w organizmie w godzinach między 6:00 a 12:00.
 
– Wyniki badania dowodzą, że kierowcy jadący w stanie nieświadomej nietrzeźwości wystawiają się na znaczne ryzyko poniesienia konsekwencji prawnych w razie kontroli, nie wspominając o bezpieczeństwie swoim i innych użytkowników dróg. Zawodowi kierowcy dodatkowo ryzykują utratą pracy ¬– mówi Hunter Abbott, kierowca wyścigowy i ekspert z firmy AlcoSense, producenta alkomatów osobistych. – Obowiązujący w Polsce limit 0,2 promila jest jednym z niższych w Europie. Oznacza to, że Polacy muszą być szczególnie ostrożni, decydując się na prowadzenie samochodu po tym, jak pili alkohol poprzedniego dnia. Ponieważ każdy z nas jest inny, bardzo trudno określić, kiedy będziemy całkowicie trzeźwi w różnych sytuacjach. Dlatego jeżeli ktoś zamierza wsiąść za kółko o poranku po kilku piwach wypitych wieczorem dzień wcześniej, powinien najpierw zbadać się precyzyjnym alkomatem, by uchronić się przed podjęciem decyzji, która może nieść poważne konsekwencje.

Badanie SW Research dla AlcoSense Laboratories przeprowadzono w marcu 2018 roku, na reprezentatywnej grupie 1280 kierowców.

Najnowsze

Gdzie na weekend? 5 interesujących miejsc w pobliżu polskiej granicy

Masz urlop ale brakuje Ci pomysłu na wyjazd? Oto 5 inspirujących miejsc w pobliżu polskiej granicy, które warto odwiedzić w trakcie ciepłych weekendów.

Oferta turystyczna na majówkę u naszych sąsiadów jest bardzo urozmaicona. Wybierając jedną z naszych 5 propozycji, weekend można spędzić w uzdrowisku, tropikach pod dachem, górskim szlaku, zwiedzaniu zabytków czy międzynarodowym festiwalu filmowym.

1. Karlowe Wary

To najpopularniejsze uzdrowisko w Czechach. Słynie z 12 gorących źródeł, w których można zażyć relaksującej kąpieli w temperaturze od 40 do ponad 70 stopni Celsjusza. Najgorętsze z nich to Vridelni. Znajduje się w nim słynny gejzer, który co minutę wyrzuca na wysokość 12-15 metrów słup wody o temperaturze 72 stopni Celsjusza. Do najpiękniejszych gorących źródeł zaliczana jest Sadova wykuta z żelaza według projektu wiedeńskich architektów i Mlynska Kolonada otoczona marmurowymi arkadami.

Urokliwy klimat tego miejsca tworzy malowniczy krajobraz składający się z licznych zalesionych pagórków. Miasto tętni również życiem kulturalnym. Od 1946 roku odbywa się w nim międzynarodowy festiwal filmowy, a także festiwal muzyczny Mozart i Karlowe Wary oraz Karlowarska Jesień Dvoraka. Od 1807 roku produkowany jest tutaj słynny czeski ziołowy likier Becherovka. Do najpopularniejszych zabytków należy kościół św. Marii Magdaleny, dzieło Kiliana Ignaza Dientzenhofera, kościół św. Andrzeja, prawosławny kościół św. Piotra i Pawła, Teatr miejski i kolumnada Młyńska.

2. Tropical Islands koło Berlina

Położony 60 kilometrów od Berlina park rozrywki Tropical Islands to doskonałe miejsce dla osób, które marzą o wypoczynku w tropikach bez konieczności dalekiego podróżowania. W obiekcie na powierzchni 66 000 metrów kwadratowych znajduje się Strefa Tropikalna oraz Strefa Saun. Pierwsza z nich została wyposażona w basen o stałej temperaturze wody 31 stopni Celsjusza i jest czynna dla gości przez cały rok 24 godziny na dobę.

Park rozrywki oprócz kompleksu basenów, został wyposażony w największą w Niemczech zjeżdżalnię wodną oraz las tropikalny położony pod dachem. Warto odwiedzić obiekt chociaż na jeden dzień. Najtańsze bilety można kupić już od 33 euro (około 140 zł) za osobę. Tropical Islands oferuje również swoim gościom szeroką bazę noclegową.

3. Czesko-Saksońska Szwajcaria

Entuzjaści przyrody świetnie poczują się w kameralnej górskiej krainie położonej nad Łabą na pograniczu czesko-niemieckim. Czeską i Saksońską (niemiecką) Szwajcarię wyróżniają liczne malownicze krajobrazy oraz cuda natury. Można tu spotkać wiele różnorodnych form skalnych, takich jak baszty, bramy, iglice, labirynty, pionowe ściany i tarasy. Warto wziąć udział w spływie kajakowym organizowanym przez flisaków w dzikim skalnym kanionie, bądź rejsie statkiem po Łabie.

Wizytówką Czeskiej Szwajcarii jest Brama Pravcicka, czyli największy łuk skalny w Europie. Jego wysokość wynosi 16 metrów, a rozpiętość u podstawy ponad 26 metrów. Natomiast Bastei (baszta) to najbardziej rozpoznawalna atrakcja Saksońskiej Szwajcarii. Jest to grupa skał, które wznoszą się nad doliną Łaby i łączą piaskowcowy most (wyrasta 40 metrów nad dno wąwozu) z XIX wieku.

4. Lwów

To miasto obecnie położone na Ukrainie przesiąknięte jest polskością, ponieważ przez setki lat należało do naszego kraju. Stanowi raj dla miłośników zwiedzania. Opera Lwowska to nie tylko arcydzieło architektury, lecz także rzeźby i malarstwa. Udostępnione turystom podziemia Lwowa opowiadają burzliwą historię Lwowa. Katedra ormiańska wyróżnia się orientalną budowlą. Cmentarz Łyczakowski jest jedną z najstarszych nekropolii w Europie. Skansen Gaj Szewczenki doskonale przybliża różne sfery życia ludności niegdyś zamieszkującej ukraińskie ziemie.

Po zakończeniu zwiedzania zabytków przyjemnie czas można spędzić w licznych kawiarniach i restauracjach. Największym lokalem we Lwowie jest Kopalnia kawy serwująca różnorodne odmiany tego napoju. Osoby chcące spróbować miejscowego piwa, zamiast w pubie mogą to zrobić również w znanym w całej Europie Browarze Lwowskim, w którym znajduje się także Muzeum Browarnictwa.

5. Cieszyn

Entuzjaści zwiedzania koniecznie powinni odwiedzić Górę Zamkową, która jest siedzibą takich zabytków, jak Rotunda św. Mikołaja, Wieża Piastowska oraz Pałac Myśliwski Habsburgów. Przyjemnie odpocząć można również na pełnej urokliwych kamieniczek starówce. Dużą atrakcją dla rodzin z dziećmi będzie oddalony o 20 kilometrów od Cieszyna park rozrywki Dream Park Ochaby. Znajduje się w nim park dinozaurów, park miniatur, prehistoryczne oceanarium, akwarium ryb tropikalnych, kino 6d, park linowy, wieża mocy czy małpi gaj.

Ile kosztuje ubezpieczenie turystyczne na majówkę w 2018 roku?

W marcu 2018 roku osoba dorosła wyjeżdżająca w celu wypoczynku lub zwiedzania do Czech płaciła średnio za jeden dzień ochrony ubezpieczeniowej 4,08 zł, do Niemiec 4,54 zł, a na Ukrainę 4,33 zł. Standardowa polisa turystyczna pokrywa koszty leczenia oraz akcji ratowniczej za granicą. Posiada również rozszerzenia w postaci ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW), odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym (OC), bagażu czy usług Assistance (pomoc prawnika, tłumacza itd.).

– Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) pozwala na dostęp do podstawowych świadczeń medycznych w krajach UE wyłącznie w placówkach publicznej służby zdrowia. Ubezpieczenie podróżne, w odróżnieniu od EKUZ, zapewnia dostęp również do prywatnych placówek. Ponadto obejmuje znacznie szerszy zakres ochrony, np.: pokrycie kosztu transportu medycznego do Polski, które mogą wynieść nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Gwarantuje także lepszą ochronę podczas uprawiania aktywności zaliczanych do sportów ekstremalnych czy sportów wysokiego ryzyka, ponieważ obejmuje pokrycie kosztów ratownictwa – komentuje Tomasz Masajło, Dyrektor ds. Marketingu i eCommerce rankomat.pl.

Najnowsze

Moto Italia 2017 – inspirująca relacja z motocyklowej podróży Katarzyny Mełgwy

Motocyklem po Włoszech? Czemu nie! Oto ciekawa relacja, dzień po dniu, z podróży Katarzyny Mełgwy jednośladem po słonecznej Italii.

Tekst oryginalny – bez redakcji motocaina.pl

30.08.2017 ŚRODA   / trasa około 400km /

Ruszamy po 17tej z Gdańska w 3 motocykle : R6 -Malwina, FJR 1200-Daniel , Daytona 675 – moja Tośka . Cel na dziś Wolbórz  Hotel Górski , gdzie kimamy i dołączają do nas Krzysiek z Olą na Vstromie 650 . Temperatura 26 stopni  , a my do Italii ;-). Tradycyjnie przy bramkach bunt mojej Tośki czyli nie mam biletu na przejazd autostradą . Mądrzejsi ode mnie twierdzą , że to wina nieprawidłowego ustawienia kąta tablicy rejestracyjnej i kamera mnie nie widzi . Nie żebym latała za free po autostradach , ale standardowo kasują mnie na wylocie po krótkiej wymianie skąd – dokąd . Autostrada nudną jest więc szybko docieramy do Hotelu . Jak to Polaków „rozmowy wieczorowa porą ”  okazuje się , że Krzychu nie ma wykupionego ubezpieczenia , no coż  zbliża się północ i głowy nie te , podziałamy rano .

Wskazówka : jak spakować się na sporta ? praktykuje od wielu lat torbe na bak i na zadupek ,obowiązkowo pajączek w pogotowiu . Torby na bak są świetne do pewnych wysokości  rozłożenia , moja jest dość wysoka   – zasłania zegary w pełnym rozłożeniu .  Przy większych prędkościach potrafi żyć swoim życiem i motać się na boki i tu można zacisnąć ją pajączkiem . Nigdy też nie rozstaję się z podręczna torebeczką – dość pokażną nerką / browarek na luzaku wejdzie / .

31.08.2017 CZWARTEK / trasa około 580 km/

Dziś cel Wiedeń . Startujemy po 10 tej po ogarnięciu  ubezpieczenia moto . Propo ubezpieczenia swoje polisy  wykupiliśmy w allianz koszt około 150 zł /11 dni / dla jednej osoby

Od rana patelnia , no ale pora się oswajać  z tymi temperaturami które na nas czekają w Italii 😉

Drobne zakupy w Częstochowie i  jesteśmy w Brnie gdzie w 30 stopniowym upale wbijamy do centrum w poszukiwaniu regionalnej kuchni . Nawet coś tam zostało zlokalizowane internetowo , gorzej jednak z trafieniem i parkowaniem . Pierwszy pomysł  parking koło przystanku tramwajowego niestrzeżony za free i już widzę oczami wyobraźni jak tubylcy biorą torby z motków i ładują się   idealnie w tramwaj .  Druga propozycja parking płatny – super – tylko kto ma drobne ?nikt – więc kręcimy się jeszcze w upale i godzinach szczytu po czym nic nie konsumując i zwiedzając z perspektywny siedziska motocyklowego  opuszczamy Brno .

Jest i Wiedeń – samo centrum –  nasz  Hostel , a więc szybki prysznic i dzida na miasto z 3 trzema błyskawicami po drodze . Już przeliczam ile szykować siana i czego spodziewać się po powrocie w skrzynce pocztowej eh…. Jak na pewnym zlocie SL  skwitowała Szanowna koleżanka Aleksandra  NO MONEY NO FUNNY 😉  . Szybkie foto przed pałacem Shonnbrunn i wracamy do hostelu racząc się piwkami  w piętrowych łóżkach .

Wskazówka : co na upały ubrać ? moja propozycja to buzer który rewelacyjnie się sprawdza i koniecznie odzież tekstylna – głównie śmigam w skórach , ale wszystkie eskapady turystyczne tylko teksy i buzer .

1.09.2017 PIĄTEK  / trasa około 630 km

 Startujemy po 8 mej z Wiednia . Przebijamy się przez zakorkowane miasto i lecimy na autostradę . Dziś cel Wenecja .Moja Tośka uwielbia bramki tym razem otrzymuje bilecik , ale przemiła niespodzianka na końcu  otwiera się szlaban i mamy 18 Euro w kieszeni  . Zaczyna się cudna pogoda czyli 300 km w deszczu . Italia  raczy  nas pięknymi górskimi  widokami spowitymi mgłą ,  ale kiepską pogodą .Tuż przed Wenecją mini tornado ,   gradobicie w roli głównej .  Jechać , stać , stać , jechać ? !? Chwila refleksji na poboczu i do przodu . Dojazd od Wenecji korek , korek , korek …uprzejmość kierowców ?hm… porównywalna do naszych –  szczególnie nie odstajemy , są tacy co zrobią Ci miejsce a i tacy co z uporem maniaka będą cisnąć środkiem . Ponieważ jestem raptus , więc maneta i jestem  na  turbinowym rondzie i szybko się z niego ewakuuje tyle tylko  że sama bo gubie reszte ekipy .  Upssss moi zjechali innym zjazdem  a ja znowu na 2pasmówce i giga korek w którym trzeba kiedyś zrobić nawrotkę . Extra pas awaryjny mi pomaga dzwonię do  przewodnika stada zaopatrzonego w słuchawki i przeciskamy się ponownie do celu .

Nocujemy w  pensjonacie  przed którym wita nas figurka buddy . Dom  ma swoje zwyczaje i buty zostawia się na podwórku.  Jest  absolutny  zakaz wchodzenia w nich do domu ,nawet będąc w laczkach i wychodząc na zewnątrz musimy je zostawiać na podwórku . Trochę robi się bekowo bo gdy tylko jest okazja czmychamy w tych laczach gdy nikt z gospodarzy nie widzi . Ponieważ jest oberwanie chmury i deszcz nie daje za wygraną  spędzamy wieczór w pensjonacie . Szeryf pensjonatu zamawia nam pizze z pobliskiego baru i czuwa czy przypadkiem nie nakładamy obuwia .  Konsumując po dużej pizzy  i racząc podniebienie za bardzo przyzwoita cenę  winiawkami   gramy w double kończąc ten dzień w nadzieji na jutrzejszą pogodę .

Wskazówka : w czym na deszcz ? koniecznie przeciwdeszczowe kombinezony , a najlepiej jak w moim przypadku posiadanie odzieży nie przemakalnej a zwłaszcza butów – absolutnie  nie jedżę w sportach na takie wojaże po pierwsze większość przemaka po drugie nie nadają się do chodzenia . Odnośnie rękawic nie udało mi się uniknąć by były suche – rękawiczki ze stacji benzynowych na dłuższe przeloty nie są wygodne ani bezpieczne – dobrze mieć ze sobą 2 pary bo suszenie suszarkami trochę trwa .

2.09.2017 SOBOTA / 2.09.2017 / trasa około 270 km /

Dziś cel Rimini . Ponieważ mało sypiam i uwielbiam rano wstawać. Godzina 6 sta motam się po pokoju  sprawdzając czy rękawiczki wyschły , czy torba na bak  która towarzyszy mi od 15lat dała radę w tym gradobicu , no nie nie dała pokrowiec zionie ducha i przepuszcza deszcz częściowo do środka . Zawsze pakuje odzież dodatkowo w worki , ale tym razem kto by pomyślał Italia i gardobicie – no niestety woreczki sobie po kieszeniach leżakowały a odzież pomoczyło .

Ponieważ do Rimini mamy stosunkowo niedaleko dziś będziemy zwiedzać Wenecję – wyspy Murano słynącą z produkcji szkła oraz Burano- z produkcji koronek i kolorowych domków mieszkalnych których kolory należy uzgadniać z lokalnymi władzami .

Wczorajsza  pizza ok , ale nie jest to coś co by mnie powaliło na kolana  . Nasza kuchnia świetnie sobie radzi również z Włoskimi specjałami także nie jest tak jak kiedyś , że tylko tu są niesamowite smaki  nie do podrobienia .

Lecimy zwiedzać Wenecję tramwajem wodnym  , moto zostawiamy w bezpiecznym strzeżonym 7 piętrowym parkingu nieopodal portu za 18 euro na cały dzień .Można też zostawić ciuchy i na luzaku udać się na zwiedzanie . Tramwaj wodny  na cały dzień pływania po wyspach to koszt 20 euro , nie jest mało ale spora oszczędność czasu i nóg . Na zwiedzanko pogoda idealna nie ma upału ani deszczu , choć chmury się czają w ukryciu.  Mieszkanie na wodzie i przemieszczanie się po niej to nie moja bajka z racji na słabość pływania pomimo , że jestem zodiakalna ryba . Podziwiam styl życia jaki prowadzą Włosi – nie widzę tu  gonitwy , zmierzłości i niezadowolenia , spokój i tak jakby czas się zatrzymał to  może mieszkanie na wodzie i sjesty kołyszą ich sampopoczucia ?..

Po pięknym dniu startujemy do Rimini . Oczywiście w przelotach burza  z widowiskowymi błyskawicami jak w horrorze . Stacje benzynowe k 18tej w większości samoobsługowe , wrzucam 15 euro i nic , dystrybutor nie daje pić mojej Tosi . Uwielbiam wszystkie cuda techniki bez udziału człowieka to coś idealnie dla mnie 😉 Walczymy , walczymy bo mamy tylko 6 minut by dystrybutor zadziałał , miałam nosa by nie wkładać tam karty brryyyy  . Udaje się opanować dystrbutor o czasie i nalać wątpliwej jakości paliwo. Po drodze zakupy w pobliskim Lidlu i po 23 ciej  lądujemy w bazie w Rimni w hotelu Carol  200 metrów od pięknej plaży gdzie zostajemy do poniedziałku .

Wskazówka : jazda nocą ? jazda nocą i to w deszczu nie należy do przyjemnych z racji na kiepską widoczność , jedyne co nam zostaje nie wykonywać gwałtownych ruchów i dać jechać temu motórowi   uważając zwłaszcza na białe linie ,  na pasy na drodze które bywają śliskie i na zwierzynę leśną .

3.09.2017 NIEDZIELA / 3.09.2017 / trasa około 100 km

Dziś ogarniamy pranko i zostajemy w hotelu na jeszcze jedną noc . Od rana pada i wcale nie jest ciepło . Plaża blisko  , w hotelu basen  zewnętrzny na który  możemy tylko popatrzeć z balkonu  . Idziemy w miasteczko , gdzie czuć motocyklizm na każdym kroku . Trafiamy na wystawę motocykli startujących w Moto GP  oraz wystawę najlepszych zdjęć z Moto GP . Wystawa nie jest stałą ekspozycją , prezentuje  motocykle oraz pełen strój znanych zawodników  Rossiego , Marqueza, Lorenzo. Świetnie prezentuje się rozłożona na czynniki pierwsze konstrukcja  kombinezonu SPIDI , nie wspomnę o zdjęciach które niesamowicie oddają klimat zawodów .

No i mamy  przepyszne  gelato  i plażę choć woda jest  ciepła to na zewnątrz bez szału , ale już nie pada na szczęście . Ruszamy do Coriano miasteczka   Marco Simoncelliego , który zginął 6lat temu podczas wyścigu w Malezji . W Coriano gdzie urodził się Marco znajduje się muzeum poświęcone jego życiu i karierze .   Kręta droga choć asfalt słabej jakości z ładnymi widokami kieruje nas do  kolejnego  celu jakim jest  Tor Missano na który mamy cicha nadzieje wjechać . Niestety , ponieważ za kilka dni zbliżają się wyścigi motogp na torze trwają przygotowania do wyścigów przez co nie udaje nam się skorzystać . Cel San Marino –  super kręta droga , niestety po godzinie 20 tej zaczyna robić się ciemno . Miasteczko nocą też ma swój urok , na każdym kroku czuje się ducha sportu motocyklowego tym bardziej , że zbliżają się wyścigi Moto Gp. Konsumpcja pizzy obowiązkowa   o i  nawet  lepsza niż ta z Wenecji kilka fot i wracamy do hotelu k 24 tej .

Wskazówka : co na to nasze  mięśnie na długotrwałe pozycje na moto ? moim rozwiązaniem jest piłka  lacrosse – zajmuje mało miejsca a jest świetnym rozwiązaniem na spięte mięśnie całego ciała – wymaga pewnej znajomości  technik masażu i cierpliwości ale efekty są zbawienne .

4.09.2017 /PONIEDZIAŁEK / trasa około 300 km

Dziś cel Florencja , a po drodze zwiedzanie Sieny , Monteriggoni  oraz  San Gimignano . Pogoda się rozkręca zaczyna grzać idealnie na zwiedzanie .  Docieramy do przepięknej Sieny , motki na parkingu niestrzeżonym , bagaże spięte no może nic się nie wydarzy . Nie wydarzyło prócz tego że postanowiłam pójść swoimi ścieżkami i się najzwyczajniej zgubiłam –  przy okazji sprawdziłam swoją orientację w terenie  i ludzką chęć pomocy . Nie chcę rozpisywać się o Sienie bo w internecie jest wszystko co potrzeba – zachęcam jednak do odwiedzenia tego urokliwego miasteczka z fantastycznym rynkiem głównym o muszlowatym kształcie wybrukowanym czerwoną cegłą .

Dalej lecimy do niezwykłego   miejsca Monteriggoni  a w zasadzie twierdzy  usytuowanej  na rozległym wzgórzu .Wysokie mury z 14stoma wieżami przypominającymi koronę na wzniesieniu – oaza  ciszy  i spokoju otoczona przepiekną  toskańską roślinnością .

 Ponieważ jest okropnie gorąco do San Gimignano wlatujemy wręcz tylko na fotę i ciśniemy na Florencję gdzie czeka na nas fantastyczny  Camping Firenze  z basenem .Jazda po Florencji to oczy dookoła głowy – skutery tu jedżą jak szalone .  Nie mam pojęcia jakie są statystki wypadków ,  ale jazda  na ostrej krawędzi i rzecz jasna na światłach całe tłumy na pole position . Samochodziarze są oswojeni z moto-skutero rajderami   stojącymi na „lini startu ” i dają szansę  wszystkim dwukołowcom .

Docieramy na Camping k 20 tej  , ale basen już nie czynny wieczorową porą – więc gościmy się w domku  rozpijając wódeczkę ,  grając w gry i zabawy i tym sposobem mamy doborowe towarzystwo przy stole Cygana , Uchodżce , Jezusa , Małysza i Kasię Figurę .

Wskazówka : gorąc i nasze oczy ? w takie dni jak ten mam problem z oczami najzwyczajniej robią się bardzo suche i czerwone – dlatego najlepiej brać ze sobą do apteczki krople nawilżające  w sprayu zwłaszcza gdy jesteśmy narażeni na całodniowe mocne słońce .

5.09.2017 / WTOREK / trasa około 200 km

Rano chcemy wreszcie skorzystać z basenu , ale okazuje się  czynny od 10tej więc szkoda czasu na leżakowanie . Ubieramy spodenki i t-shirty i lecimy zwiedzać centrum Florencji do którego mamy około 5 km . Super opcja Campingu Firenze  to możliwość zostawienia wszystkich rzeczy i bagaży za 1 euro w przechowalni  – znowu mnie nie kasują – choć mam bagaż jak tragaż związane wszystko w jeden pakunek buty , strój moto , 2 torby , może się nie rozsypie im z półek .

Florencja nie oczarowuje mnie specjalnie :  bardzo gwarna , tłoczna , wąskie chodniczki , non stop coś za Tobą jedzie albo skuter albo rower albo auto z silnikiem elektrycznym . Wreszcie mamy cudną 30 stopniowa pogodę –  jak dobrze , że udała się opcja z bagażami bo by tu człowiek zszedł w tym motocyklowym odzieniu targając torby ze sobą , no może kto ma kufry ten ma luz ;-).  Jak już wspomniałam styl jazdy skuterami jest nie do skopiowania , pędzą ile fabryka dała , wyskakują z każdej twojej strony  wjedżając  niemal pod koła – szkoła przetrwania . Pasujemy tu jednie  strojami bo tak jak oni się porozbieraliśmy . Punktem obowiązkowym jest Piazzale Michelangelo położony  na wzgórzu z fantastycznym widokiem na Florencję . Spontanicznie oglądamy najbardziej popularne zabytki Florencji przechadzając się słynnym mostem nad rzeką Arno , popijając zimne piwko .  Wracamy na camping Firenze skorzystać wreszcie z basenu . Cudnie tego było nam  wreszcie trzeba –   drugi raz w wodzie wow !  nawet coś tam udaje się przyrumienić . Poleniuchowane i k 18 tej lecimy do Pizy  jest już ciemnawo więc foty słabe . Szybki rekonesans po starówce i pędzimy na Camping Apuano  do Marina di Massa gdzie spędzimy 2noce .

Wskazówka : jazda w grupie ? warto zastosować tzw. Szachownicę i wyprzedzać na zygzak wracając do swojej pozycji , o ile u nas tylko 5 motocykli tak przy większej ilości trzymanie się powyższych  zasad ma ogromne  znaczenie dla bezpieczeństwa

6.09.2017 / ŚRODA / trasa około 100 km

Poranek wita nas deszczykiem , znowu szansa na pobliskie towarzystwo morza zaprzepaszczona . Ponieważ wieczorkiem trochę posiedzieliśmy mozolnie zbieramy się i ruszamy do La Spezi i Cinque Terre a dokładnie Riomaggiore jednego z 5 ciu miasteczek włoskiego parku naturalnego Cinque Terre.

Poranna gimnastyka i przepierka rzeczy . Ruszamy k 13 stej trochę nas zamuliło po wczorajszym wieczorze  😉  La Spezia przejazdem – główny kierunek to Cinqe Terre . Wjazd do miasteczka chroniony szlabanami . Na powitanie rondko z posterunkiem policji , gdzie zostawiamy motki . Schodzimy w dół miasteczka malowniczymi ścieżkami  w towarzystwie  przeróżniastych  drzew na których rosną  figi , cytryny , oliwki , winogron .  Wśród skalistego wybrzeża  bajecznie  komponują się romantyczne zaułki , skały zanurzone w morzu , kolorowe kamieniczki . Estetyka miasteczka jest na tyle zachowana , że jest zakaz instalowania anten satelitarnych na budynkach . Idziemy promenadą  i wchodzimy do centrum miasteczka , po drodze można się ochłodzić w wodzie  pośród skał czego nie omieszka  zrobić Krzychu . Riomaggiore  pokryte  tarasowo położonymi winnicami  , spokojne , magiczne  słynące z produkcji lokalnego wina . Wracamy  do motocykli i ruszamy ale po kilku km okazuje się , że towarzyszka Ola  zostawia na murku  telefon przy naszym rondzie policyjnym .  Cześć ekipy zostaje przy drodze w oczekiwaniu na drugą część która wraca po telefon . Od razu okazuje się , że Ola odnajduje sobie  zajęcie jakim jest zdobycie owoca kaktusa . Wszystko super nawet każdy dostał po sztuce do zjedzenia  ,  zanim się go skonsumuje trzeba obrać z igiełek strasznie drobnych i kujących o czym się zbyt późno przekonaliśmy – igłoterapia rąk za free  . Po nałożeniu rękawic miny nie są wesołe  . Jest też dobra wiadomośc  telefon się znajduje . Wracamy na Camping i wiemy na pewno , że dziś plaża i nocne kąpanie musimy zaliczyć . Woda w morzu cieplutka , cicho , ciemno i winkowo .

Wskazówka : organizacja  żywienia ? w kwesti jedzenia w większości noclegów mieliśmy  zaplecze do pichcenia – polecam kupować i robić posiłki  które możemy dodatkowo ze sobą zabrać w drogę u mnie się sprawdza omlet z owsianki , ryż z dżemem , suszone owoce , orzechy nerkowa , żelki , kabanosy , owoce które nie ulegną zbyt szybkiemu uszkodzeniu np.mandarynki

7.09.2017 /CZWARTEK / trasa około 300 km

K 10tej obieramy cel Mediolan skąd udamy się na nocleg nad Jezioro Garda . W planie nie było autostrad , ale jednak jak to w życiu plany czasami trzeba modyfikować , więc cóż  ponad 20 euro i autostrada nasza . W Mediolanie żar z nieba , po tyłku cieknie , w gaciach z 40 stopni , tłoczno , zaparkować nie ma gdzie nawet motocyklem .Krążymy klikukrotnie koło katedy i poddajemy się z Krzyśkiem i Olą marząc o  zimnym piwku i kąpieli  w Jeziorze Garda nad którym mamy nocleg. Strasznie tłoczno , na światłach każdy skuter chce być pierwszy , samochodziarze już nie sa tak mili , notoryczne trąbienie i harmider miasta , nie no na co tu czekać – wiać !!! A więc to była bardzo kosztowna autostrada , a Mediolan …. miasto mody …. na razie nie dało sie tego zauważyć , ale może to taka własnie jest moda .Kierunek naszego noclegu  Cinsello Balsamo no czyż to nie zachęca by już tam być zamiast się smażyć tu i teraz . Lecimy z twardym nastawieniem żadnych autostrad !Niestety wszelkie możliwe nawigacje nie znają innych dróg . No nic nie ma co niech będzie ta autostrada której w żaden sposób nie da się uniknąć  .Pierwsza prawie 14 euro , kolejna 2 euro jest coraz lepiej tak można jechać . Mam problem z kartą nie czyta mi na bramkach , nie wydaje mi biletu więc nerwowo wciskam 6 razy przycisk zaraz mnie wystrzeli w powietrze z tego gorąca . Wciskam s.o.s zero reakcji , co się tu dzieje ?! czyli ciąg dalszy niespodzianek autostradowych . Nie mam cierpliwości –  jedziemy przecież  bramka otwarta , zapłacę tradycyjnie na wylocie w końcu to tylo 2,10 euro . No ale na wylocie bramkowy starszy Pan Italiańczyk nie zamierza pobierać ode mnie forsy tylko drze się 2 bilety 2 moto i wylatuje z tej swojej budy jak poparzony gestykulując . No  i nagradza mnie zajebiście długim jak półtorej kartki A4 mandatem na kwotę 64,20 euro – jak to leciało NO MONEY NO FUNNY ?! FUCK !

Docieramy do hotelu  super pogoda się trzyma – jest dobrze . Szybka zmiana garderoby zapasy do konsumcji i na promenadę . O nie, tylko nie to zaczyna lać , ledwo zdążyliśmy otworzyć butelki i usiąść na ławce . Nie ratuje nas nawet  pobliski domek na  placu zabaw   dla dzieci – nic z tego nie będzie znowu jakieś kule gradu . Koło 20tej przestaje lać   więc atakujemy pobliski sklep .   O petarda bo właśnie nam go zamykają przed nosem  !!!  Uroki Italii  ale sklepy z odzieżą pootwierane  jak by to  właśnie one miały  zaspokoić nasz głód i pragnienie . Podążamy na pizze  no i jest wreszcie najlepsza jaką jadłam podczas dotychczasowej eskapady .  Wszystko smakuje perfecto  z zimniusim piwkiem prócz tego że tu nie mamy zasięgu a znajomi którzy dotarli do hotelu siedzą i czekają na nas z tobołami , ajćććć !!!!

Wskazówka : czy i jak najlepiej płacić ? Najlepiej mieć przy sobie również gotówkę . Nagminnie po godzinie 18tej funkcjonały stacje samoobsługowe gotówkowe , poza tym ich wygląd nie zachęcał by pchać tam kartę jeśli była taka możliwość  . Na autostradzie moja Mastercard  zbuntowała się pomimo że w pozostałych miejscach sprawnie działała .

8.09.2017 /PIĄTEK / trasa około 500 km

Wstaję rano na poranny spacer promenadą wzdłuż Jeziora Garda – Cinisello Balsamo ostatni dzień we Włoszech . Dziś cel Monachium . Jedziemy miasteczkami wzdłuż Jeziora Garda , pogoda cudna , niesamowite widoki człowiek chciałby zatrzymać się i uwiecznić każdy mijany pejzaż , zajrzeć do każdego napotkanego miasteczka na gelati , makarony , pizze . Droga fantastycznie kręta . Zaczynają się upragnione agraweczki no ale trasa zaczyna się wydłużać i wybija 19ta a my jeszcze we Włoszech .Więc … zmiana planu …opcja  autostrada koszt około 15 euro i po 24 tej jesteśmy w Monachium z humorami buntujacego się Vstroma –  ale nie dał się – był dzielny !

Wskazówka  : jak przetrwać z koncentracją na trasie ? pewnie można pić litry kawy i zapijać energetykami – to wszystko dla mnie jest moczopędne okrutnie – stosuje izotoniki które rozpuszczam  w wodzie  , cukierki kawowe np.kopico , żeń- szeń no i tabaczka życie nam wielokrotnie  ratowała – dobry niuch dawał kopa

9.09.2017 / SOBOTA / trasa około 590 km

Zbliżamy się ku końcowi eskapady – dziś start Berlin – temperatura już daje o sobie znać . 300 km w deszczu , zimno , wieje i w ogóle feeee …Wreszcie okienko pogodowe  ,  ale już nie ta  temperatura – docieramy wieczorem do Berlina – rozgrzewamy się specjałami z pobliskiego Lidla   i w niedzielę kierunek Polska . Trasa  około 4700 km –  beż żadnej awarii i niemiłych przygód , humory dopisywały w przeciwieństwie do płatającej figle pogody .

Dzięki organizatorom Malwinie i Danielowi  Jeka – dzięki za foty i towarzysto również  Oli i Krzyśkowi 🙂

Najnowsze