Pierwszy na świecie customowy Yamaha Niken

Pierwsza publiczna prezentacja motocykla odbyła się w zeszły weekend podczas Custombike-show w Bad Salzuflen (Niemcy), największych na świecie targach motocykli customowych, gdzie w konkursie konstruktorskim pojazd otrzymał nagrodę "Craziest Bike".

Niken pojawił się na światowym rynku w 2018 roku i jest oparty na opracowanej przez japoński koncern unikalnej technologii Leaning Multi Wheel (LMW). Oprócz dwóch pochylanych przednich kół, na wyjątkową konstrukcję pojazdu składają się czworoboczny układ kierowniczy oraz podwójne, teleskopowe zawieszenie. 

Podczas prac nad motocyklem szczególne wyzwanie stanowiło połączenie mechanizmów funkcyjnych maszyny oraz jej wyglądu. Tworząc odmienną estetykę pojazdu konstruktorzy musieli wszystkie nowe elementy karoserii budować i dopasowywać w taki sposób,  aby w każdym położeniu motocykla, zarówno przy skręcie, jak i pochyleniu na obie strony, nic ze sobą nie kolidowało. Przednie zawieszenie Nikena porusza się w wielu płaszczyznach, więc odpowiednie utrzymanie balansu pomiędzy nowymi elementami wizualnymi, a fabrycznymi rozwiązaniami konstruktorskimi, stanowiło najbardziej pracochłonną część modyfikacji motocykla.

Motocykl po raz pierwszy został zaprezentowany w dniach 6-8 grudnia 2019r. w niemieckiej miejscowości Bad Salzuflen, gdzie co roku odbywa się CUSTOMBIKE-SHOW, czyli największe targi motocykli modyfikowanych na świecie. Według danych organizatorów, tegoroczną imprezę odwiedziło 32 000 osób, wzięło w niej udział ponad 300 wystawców i zaprezentowano ponad 1000 motocykli customowych. Co roku finałem CUSTOMBIKE-SHOW jest jeden z najbardziej prestiżowych konkursów konstruktorskich świata, w którym customowy Niken GOC zdobył nagrodę “Craziest Bike”. Jury konkursu doceniło m.in. fakt, że wszystkie elementy aluminiowe karoserii zostały wykonane ręcznie. Prace nad modyfikacją motocykla pochłonęły 1400 roboczo-godzin, a ich szczegółowy zakres został zaprezentowany poniżej. 

Elementy zmodyfikowane przez GOC:
– obudowy przednich lamp wraz z tulejami do soczewek 
– obudowa licznika 
– obudowa kierownicy wraz z obudową zbiornika na płyn hamulcowy 
– dźwignie hamulca i sprzęgła 
– lusterka 
– błotniki przednie 
– tylny błotnik z sekcją tylną motocykla
– element końcowy wydechu Akrapovič 
– rama trzymająca siedzenie 
– podstawa pod siedzenie 
– zbiornik paliwa 
– filtry powietrza 
– osłona chłodnicy wraz z zabudową 
– skrzynka na akumulator 
– osłony silnika oraz zawieszenia

Elementy pozbawione lakieru i wypolerowane do samego aluminium:
– wszystkie koła 
– uchwyt tylnego błotnika 
– wahacz tylny 
– całe przednie zawieszenie 
– uchwyty podnóżków 
– osłony silnika 
– cała rama

Najnowsze

Wszystko, co musicie wiedzieć o napędzie E-Axle w hybrydach Lexusa

Inżynierowie pracują właśnie nad nowym układem E-Axle, który sprawi, że nawet duże hybrydy będą znacznie bardziej dynamiczne i angażujące w prowadzeniu. Kolejne informacje o innowacyjnym napędzie napływają z Australii.

Lexus dysponuje już jeżdżącym prototypem auta z układem E-Axle. Pod maską hybrydowego samochodu znalazł się czterocylindrowy silnik benzynowy napędzający przednie koła. W tylnej części auta umieszczono natomiast akumulator trakcyjny i przynajmniej jeden silnik elektryczny – kluczowe elementy systemu E-Axle, które sprawiają, że auto dysponuje napędem 4×4. Łączna moc wartego szacunkowo 500 tys. dolarów prototypu wynosi około 220 kW, a więc 300 KM. Takie informacje zdobył australijski portal Motoring. Przedstawiciele tytułu podkreślają, że w tej chwili nie mogą zdradzić ani modelu, ani nawet wersji nadwoziowej auta, na jakim oparto eksperymentalny samochód. Wcześniejsze pogłoski mówiły o tym, że jako pierwszy taki układ może otrzymać sedan ES. 

Pierwsze testy E-Axle
Dziennikarze mieli jednak okazję wypróbować w ruchu nowy hybrydowy napęd. Testy zorganizowane w japońskim centrum doświadczalnym Higashi-Fuji obejmowały jazdę z napędem wyłącznie na przednią oś, a także drugą próbę z uruchomionym systemem E-Axle. Motoring donosi, że dodatkowy układ napędzający tylne koła wyraźnie poprawia właściwości jezdne auta, zachęca do mocniejszego wciskania gazu w zakrętach i w efekcie pozwala znacznie dynamicznej pokonywać łuki, zmniejszając tendencję do podsterowności. Dziennikarze tłumaczą, że inżynierom Lexusa udało się uzyskać taki efekt nawet bez wprowadzenia dodatkowego systemu wektorowania momentu obrotowego przy tylnej osi. 

Inteligentny napęd
Układ E-Axle został tak pomyślany, by zapewniać wyraźny wzrost momentu obrotowego w zależności od stopnia wciśnięcia gazu, kąta skrętu kierownicy, a także innych czynników. „Jeśli przyspieszasz delikatnie, silnik elektryczny daje niewielką ilość momentu obrotowego. Trzymaj pedał przyspieszenia, a otrzymasz więcej. Jeśli system wykryje również skręt kierownicy, na tył powędruje jeszcze więcej momentu obrotowego” – powiedział portalowi Motoring Shinya Ito, inżynier Lexusa zarządzający pracami nad prototypem. Przedstawiciele australijskiej prasy podkreślają ponadto, że ilość momentu obrotowego generowanego przez silnik lub silniki znajdujące się przy tylnej osi jest imponująca.

Debiut już wkrótce
Inżynierowie Lexusa zapowiadają, że nowy hybrydowy napęd na cztery koła będzie dysponował silnikami oraz bateriami o większej mocy i wytrzymałości. 
Zastosowanie nowego układu ma także zapewnić lepszy rozkład masy w wyposażonych w niego autach. Już teraz wiadomo, że układ E-Axle wkrótce wejdzie produkcji. Konkretne terminy nie są jednak jeszcze ustalone. Inżynierów czeka jeszcze dużo pracy. Jednym z głównych wyzwań na tym etapie jest zapewnienie odpowiedniego chłodzenia mocniejszemu układowi elektrycznemu.

Tylnonapędowe hybrydy pozostaną
Układ E-Axle nie jest oczywiście pierwszym hybrydowym napędem 4×4 w historii Lexusa. Już wprowadzony na rynek w 2005 roku RX 400h dysponował układem, w którym tylne koła w ruch wprawiał dodatkowy silnik elektryczny. Dzisiaj rozwiązanie o nazwie E-Four nadal znajdziemy w modelu RX, a także w innych autach marki, takich jak UX czy NX. 

Przedstawiciele Lexusa podkreślają jednak, że w takim układzie dodatkowy motor elektryczny jedynie asystuje, kiedy przyczepność spada i trzeba zapewnić stabilność auta. W systemie E-Axle znaczenie tylnej osi jest dużo większe, a bezpośrednim celem zwiększenie dynamiki i sprawienie, że auto będzie bardziej angażujące w prowadzeniu. Nowego układu nie należy zatem traktować jako następcy napędu E-Four, a raczej kolejne rozwiązanie w ofercie. Jednocześnie Lexus podkreśla, że E-Axle powstaje z myślą o samochodach z napędem na przód, a tylnonapędowe hybrydy takie jak IS 300h czy LC 500h nadal będą przekazywać całą moc na tylne koła.

 

Najnowsze

Seat wprowadza na rynek nową wersję modelu Tarraco

Do tej pory największy SUV hiszpańskiej marki był dostępny w dwóch wariantach: z napędem na przednie koła i manualną skrzynią biegów albo z napędem na cztery koła 4Drive ze skrzynią DSG.

Wprowadzany Seat Tarraco wyposażony jest w 1,5-litrowy czterocylindrowy silnik benzynowy o maksymalnej mocy 150 KM między 5000 a 6000 obr./min i maksymalnym momencie obrotowym 250 Nm między 1500 a 3500 obr./min. Wspierany siedmiobiegową automatyczną skrzynią DSG samochód może rozpędzić się do 100 km/h w 9.5 sekundy, a jego maksymalna prędkość to 198 km/h.

Atrakcyjność nowej odsłony Seat Tarraco wynika również z jej niskoemisyjności – według testów WLTP pojazd emituje 160-181 g CO2 na km – i niższego zużycia paliwa (7.1-8.0l/100 km) w porównaniu do innych aut z tej kategorii. Parametry te udało się osiągnąć, zachowując dynamikę i osiągi SUV-a. Nabywcom jest zapewniona możliwość dostosowania samochodu do potrzeb i gustów – Seat Tarraco pozostaje w opcji pięcio- i siedmioosobowej oraz w pakietach stylistycznych Style i Xcellence.

Tarraco, zaprojektowane w zakładach Seat-a w Martorell i wyprodukowane w Wolfsburgu, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych modeli marki na świecie. Kolejnym wariantem modelu będzie wersja FR, zapowiadana na początek przyszłego roku. Natomiast w drugiej połowie 2020 roku na drogi wyjedzie hybrydowy Tarraco plug-in.

Najnowsze

Edyta Klim

Moto Femme Poland – w kobietach siła!

Aleksandra Maj i Marta Konarska-Pakieła opowiedziały nam o tym, jak powstała grupa MFP, jakie ma cele i co już udało się im zrealizować.

Dla kogo jest grupa Moto Femme Poland?

Aleksandra Maj: Grupa Moto Femme Poland zrzesza kobiety z pasją do motoryzacji. Takie, które lubią samochody, motocykle, ścigają się w wyścigach czy jeżdżą w rajdach. W żyłach tych kobiet płynie paliwo, ewentualnie prąd (śmiech). Istniejemy już kilka miesięcy, główną bazę mamy w Warszawie i tam się wszystko zaczęło. Rozwijamy się bardzo prężnie i robimy ekspansję na całą Polskę. 

Jak i kiedy powstała grupa? I jak wygląda jej struktura na dzień dzisiejszy?

Aleksandra Maj: Czasami z niczego bierze się coś (śmiech). Zaczęło się od eventu „She’s Mercedes” w Mercedes-Benz Warszawa, gdzie w sporym gronie spotkałyśmy się pierwszy raz, w marcu 2019 roku. Tam też pojawił się pomysł, żeby się spotkać, gdy będzie ciepło, gdzieś poza salonem – bez ograniczeń do jednej marki, wspólnie napić się kawy przy naszych samochodach. 

Na spocie „pilotażowym” pojawiło się około 10 samochodów, wtedy też powstała grupa na facebook’u, zaczęłyśmy prężnie działać i zrzeszać dziewczyny. Obecnie grupa liczy ponad 400 kobiet z całej Polski.  W „zarządzie” Moto Femme Poland jest nas cztery i odpowiadamy za działania w całym kraju, a dodatkowo Rozalia Kozieł „Łobuziara” wspiera nas, działając we Wrocławiu. Dzielimy się zadaniami i każda z nas specjalizuje się w trochę innej dziedzinie. Jedna prowadzi social media, druga pracuje nad materiałami brandingowymi, trzecia pozyskuje partnerów do współpracy itp.. Ja np. jestem odpowiedzialna też za organizację szkoleń z doskonalenia techniki jazdy. Jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie i praktycznie codziennie omawiamy jakieś kolejne pomysły czy realizacje.

Organizujecie własne spoty – na czym to polega?

Marta Konarska-Pakieła: Spoty to spotkania osób, które do grupy należą lub z nią po prostu sympatyzują. Za nami 4 spoty w Warszawie i dwa we Wrocławiu. Decyzja, a za nią pierwsza akcja we Wrocławiu, wyszły mega spontanicznie i szybko. Teraz odzywają się do nas osoby z innych miast, żebyśmy spot z akcją charytatywną przeprowadziły u nich. Bardzo nas cieszy ten duży odzew, bo są to sprawy, które nas bardzo poruszają i chcemy rozwijać społeczność w tym kierunku.

 

Aleksandra Maj: Każdy taki spot ma dodatkowy cel, w zależności od potrzeby, jaka zostanie zgłoszona w naszej grupie. Nie są to tylko zbiórki dla domów dziecka, ale chociażby dla rodziny w potrzebie, której brakowało podstawowych środków do życia, czyli najzwyczajniej żywności. 

Marta Konarska-Pakieła: To zawsze są akcje oddolne. To nie jest tak, że my szukamy, sortujemy i wybieramy cele akcji. Zazwyczaj to akcja naturalna, potrzeba chwili, bo ktoś się do nas odzywa i szuka pomocy. Pomagamy, bo ktoś przyszedł do nas ze swoim problemem. Czasem informacja o potrzebie płynie od dziewczyn z grupy. Tak jak ostatnio, gdy pomagaliśmy rodzinie, której spłonął dom ze wszystkim, co mieli. W tym domu wychowywało się 12-ro dzieci z domu dziecka. Zrobiłyśmy „pospolite ruszenie” i uzbieraliśmy naprawdę dużo potrzebnych rzeczy. Także tam, gdzie możemy to pomagamy, łącząc szczytny cel z motoryzacyjna pasją.

Robicie wszystko we własnym zakresie? 

Aleksandra Maj: Tak. Zbieramy i przewozimy zebrane rzeczy we własnym zakresie. Było nawet tak, że dziewczyny jeździły po całej Warszawie – od osoby do osoby, które chciały coś przekazać na rzecz spalonego, rodzinnego domu dziecka. Przy jednej z takich akcji przekazana została nawet pralka. 

To są zawsze potrzebne rzeczy? Co, jeżeli zbiórka nie do końca pokrywa się z potrzebami? 

Aleksandra Maj: Z założenia są to potrzebne rzeczy. Nim podejmiemy się organizacji zbiórki – pytamy jakie są realne potrzeby? Czy ma to być żywność (jeżeli tak, to jaka?), czy ubrania (w jakim wieku są dzieci, w jakich rozmiarach itp.)? We Wrocławiu, podczas akcji dla Przylądka Nadziei, wcześniej dostałyśmy informację, co może się przydać (głównie zabawki, kocyki itp.), więc takie rzeczy zebrałyśmy i przekazałyśmy.  

Macie jakieś wsparcie sponsorów? Zbieracie pieniądze lub otwieracie popularne „zrzutki” na stronach internetowych?

Marta Pakieła: Nie. Nie angażujemy się w zbiórkę pieniędzy. Nie jesteśmy organizacją pożytku publicznego. 

Jak można do Was dołączyć, spotykać się i pomagać?

Aleksandra Maj: Mamy fanpage na facebook’u, gdzie publikujemy posty i relacje z tego, co robimy oraz zapowiedzi przyszłych działań. Mamy też swoją zamkniętą grupę, tylko dla kobiet. Tam można do nas dołączyć i wymieniać się pomysłami. Tym, co nas wyróżnia jest jeszcze to, że oprócz spotykania się i działań charytatywnych, organizujemy też szkolenia z doskonalenia techniki jazdy. Ostatnie takie szkolenie było 23 listopada na Torze Kielce, kolejne będzie w połowie grudnia w DriveLandzie – ośrodku doskonalenia techniki jazdy stopnia wyższego pod Warszawą. A w przyszłości chcemy dołączyć do działań społecznych na rzecz poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach „Wizja Zero”.

Marta Konarska-Pakieła: W zależności, gdzie zbierze się grupa – tam w przyszłości będą takie szkolenia. I to nie tylko szkolenia samochodowe, bo o motocyklistkach też pamiętamy. 

Takie szkolenia są tylko dla kobiet?

Aleksandra Maj: Na rynku jest wiele szkół organizujących szkolenia z doskonalenia techniki jazdy. My skupiamy się głównie na kobietach. Oczywiście możemy pomóc innym grupom w organizacji, ale nie chcemy robić wszystkiego. Naszym celem jest uświadomienie, doszkolenie kobiet, żeby były lepszymi i… jeszcze lepszymi kierowcami! W programie naszych szkoleń są poruszane min. takie tematy, jak odpowiednie obuwie, zapinanie pasów bezpieczeństwa w ciąży oraz wybór fotelika dziecięcego. 

W kobietach siła?

Marta Konarska-Pakieła: Zdecydowanie! Nie ograniczamy się, tylko walczymy ze stereotypami dotyczącymi kobiet za kierownicą. Łączymy wszystkie kobiety zafascynowane motoryzacją. A mamy środowisko bardzo różnorodne, jedne dziewczyny po prostu lubią motoryzację, inne podróżują, ścigają się albo driftują. Serce rośnie!

Strona MFP: https://www.facebook.com/motofemmepoland/ 
Grupa MFP: https://www.facebook.com/groups/334489257435785/ 

Najnowsze

Prawie przejechał pieszą z psem na pasach

Kolejny kierowca, który albo nie zna przepisów, albo nie patrzy na drogę. Albo jedno i drugie. Przy okazji to nagranie to dobra przestroga dla pieszych.

Dużo się mówi ostatnio o bezpieczeństwie pieszych, przy okazji zapowiedzi wprowadzenia dla nich pierwszeństwa również przed przejściem dla pieszych. Pisaliśmy o tym niedawno, wskazując, że taka zmiana przepisów nie odniesie pożądanego skutku. Między innymi dlatego, że obecnie problemem nie są zwykle złe przepisy, tylko brak ich respektowania.

Dobrym przykładem jest to nagranie. Kierowca auta z kamerą zatrzymuje się przed przejściem, na które wchodzi piesza razem z małym psem. Kierujący znajdujący się na sąsiednim pasie nie może omijać ani wyprzedzać takiego auta, a także musi ustąpić pierwszeństwa kobiecie, ponieważ znajduje się ona na przejściu. Nie robi tego i tylko dzięki kierowcy nagrywającemu zdarzenie, który klaksonem ostrzegł pieszą i prawdopodobnie zwrócił uwagę drugiego kierującego, udało się uniknąć tragedii.

Zdarzenie to ilustruje kilka z wymienionych przez nas we wspomnianym tekście problemów, dotyczących pierwszeństwa pieszych. Główny to oczywiście kierowca łamiący przepisy (wprowadzenie nowych niczego tu by nie zmieniło). Ale czy piesza dopełniła obowiązku zachowania szczególnej ostrożności na przejściu? Upewniła się tylko, że auto na jednym pasie się zatrzymało. Ta sytuacja to dobra przestroga dla wszystkich pieszych – zawsze uważnie obserwujcie drogę, dopóki nie znajdziecie się ponownie na chodniku. Nigdy nie wiecie, kiedy traficie na niedouczonego lub nieuważnego kierowcę.

Najnowsze