Karolina Chojnacka

Pierwszy model Lamborghini z legendarnymi drzwiami nożycowymi kończy 50 lat! Już w dniu premiery przeszedł do historii

Jego konstrukcja wyprzedziła swoje czasy. Kolejne pokolenia motomaniaków pokochały jego futurystyczne kształty. Piękne, czyste, futurystyczne linie Countach, nawet po 50 latach, zachwycają.

Lamborghini Countach LP 500 został zaprezentowany światu 50 lat temu, podczas Salonu Samochodowego w Genewie. Od razu stał się niekwestionowaną gwiazdą imprezy. Do tego stopnia, że Lamborghini rozpoczęło wyścig z czasem, by zaspokoić życzenia klientów i przekształcić futurystyczny samochód pokazowy w samochód produkcyjny.

Lamborghini Countach LP 500

Samochód został zaprojektowany przez Marcello Gandiniego, dyrektora projektowego Carrozzeria Bertone. To on podjął decyzję o zastosowaniu tzw. scissor doors. Countach był pierwszym modelem z legendarnymi drzwiami nożycowymi, które w kolejnych latach miały stać się znakiem firmowym wyglądu Lamborghini.

Lamborghini Countach LP 500

Przeczytaj też: Młody kierowca + Lamborghini = szkoda całkowita

Lamborghini Countach LP 500 był wyposażony w jedyny w swoim rodzaju 12-cylindrowy silnik o pojemności 4971 cm3. Miał raczej ramę platformową niż rurową, wloty miały konstrukcję skrzeli rekina, a wewnątrz dominowało wyrafinowane elektroniczne oprzyrządowanie.

Lamborghini Countach LP 500

Po sukcesie LP 500 w Genewie, główny kierowca testowy Lamborghini, Bob Wallace, testował pokazowy model na każdy możliwy sposób. Kariera tego niezwykłego samochodu zakończyła się na początku 1974 roku, kiedy to został użyty do testów zderzeniowych wymaganych do homologacji samochodu seryjnego, a następnie został zezłomowany.

W latach 1974-1990 wyprodukowano 1999 Lamborghini Countach, a miliony plakatów przedstawiających pojazd, zdobiły ściany pokoi entuzjastów motoryzacji.

Przeczytaj też: Lamborghini Urraco – kultowy model ma już 50 lat!

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Dacia Spring – wiemy, kiedy trafi na rynek „najtańszy elektryk w Europie”! Znamy też ceny!

Rumuński producent udowodnił wielokrotnie, że nowe auta mogą być proste i tanie, odnosząc w ten sposób niemały sukces. Teraz chce to powtórzyć na rynku elektryków.

Czy jest lepszy czas niż wiosna na r-EV-olucję? Zapowiadany przez producenta jako „najtańszy samochód elektryczny w Europie”, nowa Dacia Spring właśnie trafia na rynek i otwiera nowy rozdział w historii Daci.

Dacia Spring

Dacia Spring posiada silnik elektryczny o mocy 45 KM, ma długość 3734 mm, szerokość 1622 mm, wysokość 1516 mm a rozstaw osi to 2423 mm. Zgodnie ze słowami producenta samochód oferuje zasięg do 305 kilometrów (WLTP City) i 230 KM (WLTP). Pojemność baterii wynosi 26,8 kWh. Od 0 do 100 km/h rozpędzi się w 15 sekund. To typowy samochód miejski, dla osób, które chcą bezemisyjnie poruszać się na krótkich, codziennych dystansach do pracy czy na zakupy.

Przeczytaj też: Nowa Dacia Spring Electric – uniwersalne, elektryczne auto na każdą kieszeń?

Dacia chce, by dzięki nowej Daci Spring elektromobilność była dostępna dla jak największej liczby osób. Elektryk został już wyceniony na rynkach zachodnich i jego ceny faktycznie wyglądają bardzo atrakcyjnie. Wciąż nie wiemy, jaka będzie cena samochodu w Polsce, ale eksperci spodziewają się, że w Polsce auto będzie jeszcze tańsze.

Dacia Spring

Dacia Spring będzie dostępna w kilku wariantach cenowych:

  • Dacia Spring Comfort – 16 990 euro – z klimatyzacją;
  • Dacia Spring Comfort PluS – 18 490 euro – z klimatyzacją, ekranem dotykowym, lakierem metallic i pomarańczowymi wstawkami ozdobnymi;
  • Dacia Spring Cargo (wersja 2 miejscowa) – cena nieznana;
  • Dacia Spring Business – cena nieznana.

Informacje te pochodzą z francuskich mediów, które podkreślają, że ceny te nie zostały potwierdzone przez producenta i pochodzą ze źródeł nieoficjalnych.

Według wcześniejszych doniesień, firma miała celować w 10 tysięcy euro, czyli w przeliczeniu około 45 tysięcy złotych. To kwota, jaką trzeba obecnie zapłacić za spalinowy samochód segmentu A, podczas gdy elektryczne są znacznie droższe. Nawet jeśli rzeczywista cena będzie o kilka tysięcy euro droższa, to wciąż będzie bardzo atrakcyjna.

Dacia Spring

Pierwsze dostawy samochodów, zamówionych w przedsprzedaży, która rozpocznie się już 20 marca 2021 roku, trafią do klientów na jesień.

Model w wersji „Cargo”, w pełni użytkowy, bez tylnych siedzeń – idealny do dostawy na ostatnim kilometrze – będzie dostępny na początku 2022 roku.

Przeczytaj też: Dacia Spring to elektryk w cenie zwykłego, taniego auta

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Toyota GR Yaris kontra Mitsubishi Lancer Evolution – który samochód będzie szybszy?

Oba samochody łączy postać rajdowej legendy, czterokrotnego Mistrza Świata WRC.

Mitsubishi Lancer Evolution VI Tommi Makinen Edition zadebiutował w grudniu 1999 roku, jako swoisty hołd dla Tommiego Mäkinena, który po raz czwarty z rzędu wygrał mistrzowski tytuł w WRC. Edycja specjalna Mitsubishi Lancer Evolution posiadała takie poprawki,  jak ulepszona konfiguracja zawieszenia, szybsze przełożenie układu kierowniczego i przedni drążek kolumny rozporowej. Moc 276 KM pochodziła z 2,0-litrowego czterocylindrowego turbodoładowanego silnika. Części turbosprężarki były wykonane z tytanu.

Przeczytaj też: Mitsubishi zniknie z Europy szybciej, niż sądziliśmy?

Po zakończeniu kariery kierowcy rajdowego, Tommi Mäkinen zaczął kierować zespołem Toyota WRC. Pomagał również w opracowywaniu nowego GR Yaris.

Przeczytaj też: Toyota Yaris GR Sport inspirowana sukcesami sportowymi zespołu Toyota Gazoo Racing

Toyota GR Yaris ma 1,6-litrowy silnik z turbodoładowaniem, który wytwarza 257 KM i 360 Nm momentu obrotowego. Opcjonalny pakiet Circuit Pack dodaje mechanizmy różnicowe Torsen o ograniczonym poślizgu z przodu i z tyłu.

Toyota GR Yaris kontra Mitsubishi Lancer Evolution – który samochód będzie szybszy? Zobaczcie sami:

Najnowsze

Edyta Klim

Powrót do dzieciństwa w Fiacie 126p Joaannn

Joanna Mielewczyk „Joaannn” ma słodką, różową wersję Fiata 126p. Jazda nim jest jak powrót do przeszłości, a dokładniej do czasów dzieciństwa.

Jestem pewna, że Twoja wersja Fiata 126p spodobałaby się Barbie! Może to była inspiracja na taki kolor i stylizację „Maluszka”?

Po części można tak powiedzieć, bo inspiruję się dzieciństwem. Staram się, by te wspaniałe wspomnienia były ciągle żywe i „Maluszek” idealnie sprawdza się w tej roli. Mój Fiacik wyposażony jest w przeróżne pluszaki, poduszki i gadżety. Zwraca uwagę wszystkich, a szczególnie cieszy mnie widok zaciekawionej młodzieży. Dorastanie to nie problem, tylko zbyt szybko zapominamy o tym, że byliśmy dziećmi. Ja chcę cały czas pamiętać i dlatego też jeździ sobie po drogach mój różowy Fiat 126p – zlepek wspomnień z dzieciństwa. 

 

Jaki był początek Twojego zamiłowania do klasyków i dlaczego Fiat 126p został Twoim faworytem?

Dla mnie indywidualnie Fiat 126p jest wspomnieniem taty, od którego zaczęła się cała przygoda z motoryzacją. Był mechanikiem samochodowym, a te prawie 30 lat wstecz, przez serwis przewijały się dzisiejsze „klasyki”. I tak siedząc często z tatą w garażu, pokochałam te auta i starą motoryzację. Pamiętam, jak ledwo sięgając do pedałów, pomagałam odpowietrzać hamulce. Dla mnie to była wielka frajda, a dla nas oboje – dobrze spędzony czas. Fiat 126p to również był mój pierwszy i własny samochód, zaraz po zdaniu prawa jazdy.

Jest to kosztowna pasja, ale daje tyle radości, że naprawdę warto. I „dłubać” przy nim również lubię – to jedne z najmilszych chwil w życiu. Hmm, chyba mogę szczerze powiedzieć, że kocham ten samochód!

 

Zobacz także: Fiat 126p najbardziej kultowym samochodem PRL

Jaka jest jego historia?

Historia tego „Maluszka” jest prosta, tak jak i spontaniczny jego zakup. Po prostu przeglądałam ogłoszenia motoryzacyjne, szukając „normalnego” auta do jazdy, tak na co dzień. Jednak, jak to zawsze bywa – zaczęłam przeglądać „Maluszki” i ten od razu przykuł mój wzrok. No i na drugi dzień już go miałam! To była miłość od  pierwszego wejrzenia! Jak go kupiłam, to był w kolorze srebrnym i pierwszy zamysł był taki, by go po prostu odświeżyć, czyli srebrny lakier plus różowe dodatki. No ale…coś mi to było, jednak zbyt mało wyraziście. Jak szaleć, to na całego, więc zapadła decyzja, że maluch będzie cały różowy plus czarne detale.

Ile pracy trzeba było włożyć w stworzenie tak wyjątkowego Fiata i jaki był Twój osobisty wkład w tę metamorfozę?

Plan na przemalowanie auta był rozłożony na dwa tygodnie, niestety wydłużył się do dwóch miesięcy. Raz, że podczas szlifowania zostały odkryte, pod wierzchnim kolorem, kolejne dwa inne, co wydłużyło pracę, a dwa – niestety do garażu, w którym był malowany, musiałam dojeżdżać spory kawałek, co zostało zniwelowane po urlopie, tylko do weekendów. Chciałam brać czynny udział w jego przemianie, rozkręcałam, szlifowałam (tu nawet mój syn mi pomagał), również malowałam. Wyszło jak wyszło, ważne, że to ja jestem zadowolona. Składanie do kupy to chyba był najgorszy etap. Bo już chciałoby się wsiąść i wyjechać nowym cudeńkiem, a to wcale nie taka szybka sprawa… Pamiętam do dzisiaj, jak przechodziłam z fotelem i szyną przy składaniu auta, i drasnęłam bok maski! No, katastrofa! Myślałam, że wyjdę z siebie!

 

Zobacz także: Ruda 126p i jej kolorowe Fiaty

Do czego służy Ci Fiat 126p? Na co dzień nim jeździsz czy raczej od święta?

Jeżdżę nim na weekendowe wyprawy, krótsze i dłuższe, różnie to bywa. Wyjadę nim nieraz w niedzielę i śmigam w koło komina. Jazda „Maluchem” bez celu jest bardzo rozluźniająca, wypędza całą frustrację, nagromadzoną codziennością tygodnia. Ten samochód ma duszę i ja to czuję! Sam fakt, że poprawia mi nastrój, to potwierdza. Przytrafiła nam się też wyprawa troszkę dłuższa, można by powiedzieć, że wyprawa życia.

To gdzie najdalej wyruszyłaś „Maluszkiem”?

Pojechaliśmy do Hiszpanii przez Włochy i Francję, po drodze zahaczając o Węgry, gdzie odbywał się zlot Fiata 126. „Maluszek” pokonał wtedy około 6 tysięcy km, bez żadnej, większej awarii. W sumie jedyna awaria, to zerwana linka prędkościomierza, więc musiałam zainstalować sobie aplikację na telefonie, by nie złapać mandatu, no ale i tak się nie obyło bez (śmiech). Przyszedł z Francji.

Podróżowanie tak małym autem i bez klimatyzacji nie jest, w tych czasach, za mało komfortowe?

No właśnie, dzisiejsze czasy są zbyt komfortowe. Auto, które samo zmieni biegi, parkuje, czy nawet prowadzi za nas. Ja lubię czuć auto, ten luz na kierownicy, każdy zgrzyt przy wrzucaniu trójki, to ciepło z jego serduszka, wpadające ręcznym… Ja chcę znać to auto i współgrać z nim. Wtedy każda wycieczka nim (i z nim) będzie cudowna. W podróż do Hiszpanii kupiłam bagażnik dachowy i wszystkie nasze, większe walizki były na górze, podręczne rzeczy wewnątrz, a bagażnik przeznaczony był na ewentualne materiały naprawcze. Ogólnie rzecz  biorąc – ciasno, ale bardzo przytulnie. Dystanse jakie pokonywaliśmy dziennie nie przekraczały 600 km, co jednak było męczące i to bardzo. Na tej wyprawie pierwszy raz doświadczyłam tego, iż naprawdę można zasnąć za kierownicą. Dlatego, gdy tylko oczy zaczęły się kleić, robiliśmy przystanek. Nawet na krótką drzemkę, bo podkręcanie muzyki, wystawianie głowy przez okno, czy przekąszenie czegoś słodkiego na pobudzenie – na niewiele się zdaje.

 

Zobacz także: Zaprojektował współczesną wersję malucha

Trochę ze sobą zabraliście, ale jeszcze więcej przywieźliście, bo bogatsi o wspomnienia?

Najpiękniejsze wspomnienia z tej wycieczki to widoki. Tak niebywałe, że zdjęcia nie są w stanie oddać tego, co się zobaczyło na własne oczy. I to wszystko dzięki małemu Fiatowi, aż trudno uwierzyć, prawda? Tu przytoczę pewną anegdotkę z pamięci – gdzieś we Włoszech jechaliśmy górskimi serpentynami, wzdłuż przepięknej krystaliczno-czystej, kamienistej rzeki. Postanowiliśmy znaleźć drogę, by zjechać w dół, na jej brzeg. Pejzaż nie do opisania zwykłymi słowami, niezwykłych też nie znam. Trzy maluszki zaparkowane nad samym brzegiem cudu natury. Wpadłam na pomysł, że fajnie było by mieć ich zdjęcie, jakby oczami rzeki, dlatego weszłam w spokojny nurt. Niestety potknęłam się o jeden z miliona kamieni i wpadłam ręką z telefonem do wody! Mój telefon doznał takiego szoku, że niestety nie pozwolił na odzyskanie zdjęć i filmów z połowy wyprawy. Ale to nic, bo nie zdjęcia są najważniejsze, tylko obrazy i wspomnienia przygód zapisane w naszej pamięci!

Strona Facebook: facebook.com/Fiat126pJoaannn

 

Najnowsze

Kierowca tira jechał wężykiem po autostradzie. Nic dziwnego, skoro pił mocny alkohol w czasie jazdy!

Zatrzymany przez policję kierowca ciągnika siodłowego był kompletnie pijany, a co gorsza cały czas pogarszał swój stan upojenia!

Do dyżurnego Komisariatu Autostradowego Policji w Krakowie zaczęły dopływać sygnały od zaniepokojonych kierowców, którzy widzieli na autostradzie jadącego slalomem tira. W tym czasie, patrol autostradowej drogówki zauważył pojazd jadący od pasa do pasa. Policjanci dali sygnał kierowcy ciężarowego Volvo do zjazdu z trasy szybkiego ruchu i skontrolowali pojazd na zjeździe z autostrady. 

Pił alkohol za kierownicą i uciekał przed policją

Za kierownicą siedział 32-letni obywatel Ukrainy, którego funkcjonariusze już na wstępie przebadali na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Pierwsze badanie, o godzinie 12:45,  wskazało wynik 3,46 promila, natomiast ostatnie (o 13:59 ) 3,65 promila. Kierowca musiał więc pić alkohol w czasie jazdy, co potwierdzała leżąca w kabinie butelka wysokoprocentowego trunku.

Pijany uciekał przeładowaną ciężarówką

Ciągnik siodłowy z naczepą odholowano na strzeżony parking, a mężczyzna został osadzony w pomieszczeniach dla zatrzymanych. Już następnego dnia został przesłuchany i doprowadzony przed oblicze sądu. Sąd na rozprawie przeprowadzonej w trybie przyśpieszonym wymierzył wobec obcokrajowca karę 6 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem kary na okres próby wynoszący 2 lata, grzywnę w wymiarze 6000 zł oraz 4 lata zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Najnowsze