Karolina Chojnacka

Peugeot wprowadza sprzedaż online swoich samochodów!

Francuska marka podążając za nowymi trendami oraz odpowiadając na potrzeby klientów wprowadza możliwość zakup samochodu online. To zarówno ogromna oszczędność czasu, jak i większe bezpieczeństwo w dobie pandemii COVID-19. Jak wygląda proces sprzedaży samochodu online?

Peugeot wprowadza nowe rozwiązanie ułatwiające klientom zakup samochodu na polskim rynku. Poprzez stronę https://sklep.peugeot.pl/ każdy może zamówić nowy samochód online, bez wychodzenia z domu.

Oferta sprzedaży online dotyczy samochodów osobowych już wyprodukowanych i dostępnych w salonach marki Peugeot. To oznacza,  że klient może w bardzo krótkim czasie zasiąść za kierownicą wymarzonego modelu, po jego wyszukaniu na stronie dzięki filtrom umożliwiającym wybór według ustalonych kryteriów (model, specyfikacja, lokalizacja dealera itp.). Klient wybiera w pierwszej kolejności model, a następnie układ napędowy, który odpowiada jego upodobaniom czy potrzebom, bez konieczności pójścia na kompromis jeśli chodzi o design czy inne walory samochodu.

Peugeot wprowadza sprzedaż online swoich samochodów
Peugeot wprowadza sprzedaż online swoich samochodów, fot. materiały prasowe / Peugeot

Klienci kupujący samochód online mogą na każdym etapie zakupu skontaktować się z doradcami handlowymi Peugeot za pośrednictwem telefonu, poczty elektronicznej i innych narzędzi online, takich jak Skype, WhatsApp czy Messenger. Mogą też w każdej chwili odwiedzić autoryzowany salon marki i tam dokończyć transakcję.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Elektryczny papamobile? Już za rok papież Franciszek będzie jeździć w stylu eko

Elektryczny papamobile już w przyszłym roku ma trafić do papieża Franciszka. Za projekt elektryka odpowiada amerykański producent samochodów, Fisker. Amerykanie wyjątkowo przyłożyli się do projektu tego auta.

Papież pielgrzymując po całym świecie, ma okazje jeździć wieloma, wyjątkowymi samochodami. Producenci samochodów cieszą się, kiedy głowa Kościoła Katolickiego porusza się zaprojektowanym przez nich autem. Nie dziwi więc fakt, że niektórzy z nich przekazują papieżowi pojedyncze egzemplarze w ramach dobrze zaplanowanych akcji marketingowych.

Papież Franciszek otrzymał na przykład w czasie trwania swojego urzędu Lamborghini Huracana pomalowanego w papieskie barwy, który trafił później na aukcję charytatywną. Inne auta, które trafiły do papieskiego garażu to Dacia Duster i Toyota Mirari, będąca lekko nietrafionym prezentem, ponieważ najbliższa stacja ładowania wodorem znajduje się 650 kilometrów od Watykanu.

Ale świat idzie do przodu, motoryzacja także i spalinowe samochody powoli odchodzą do lamusa. Przyszłość motoryzacji jest elektryczna i ekologiczna, co jest zgodne z głoszonymi przez papieża Franciszka naukami, że każdy dobry człowiek powinien dbać o planetę.

Co więcej, Watykan pod panowaniem Franciszka mocno promuje samochody elektryczne. Na jego terenie funkcjonuje 20 darmowych stacji ładowania. Nadszedł czas, by sam papież przesiadł się do samochodu elektrycznego…

Elektryczny papamobile jest już w drodze!

Już za rok na ulicach Watykanu pojawi się elektryczny papamobile. W 100% elektryczny papamobile wyprodukuje amerykański producent samochodów, Fisker.

Założyciel firmy Henrik Fisker odwiedził jakiś czas temu papieża i po audiencji oznajmił, że jest pod wielkim wrażeniem Franciszka i jego troski o środowisko. Dlatego przekaże mu w użytkowanie pierwszy elektryczny papamobile, który powstanie na bazie SUVa o pięknej nazwie Ocean.

W specjalnej wersji dla papieża elektryk będzie miał panele słoneczne na dachu oraz dywaniki wykonane z plastikowych butelek wyłowionych z mórz i oceanów, a do wykończenia zostaną użyte włókna z rybackich sieci. Dodatkowo, samochód będzie miał szklaną kopułę, z której papież będzie mógł pozdrawiać wiernych. Elektryczny papamobile otrzyma rejestracją SCV1.

Za osiągi elektrycznego papamobile (które są bardzo imponujące) będą odpowiadać dwa silniki elektryczne o  mocy przekraczającej 300 KM, napędzające obie osie. Samochód od 0 do 100 km/h ma rozpędzać się w 2,9 sekundy i na jednym ładowaniu powinien przejechać około 560 kilometrów.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Kobiecy zespół wystartuje w Indianapolis 500!

Paretta Autosport to zespół, który tworzą w większości kobiety. Dzięki świetnej jeździe kwalifikacyjnej Simony De Silvestro, kobieca ekipa weźmie udział w Indianapolis 500.

Pierwszy, stworzony w większości przez kobiety zespół jest na jak najlepszej drodze, by napisać nowy rozdział historii Indianapolis 500. Na Indianapolis Motor Speedway jeszcze nigdy nie ścigała się kobieca drużyna z kobietą-kierowcą. Ale to wkrótce się zmieni…

Simona De Silvestro zakwalifikowała zespół Paretta Autosport do Indy 500. Zawodniczka będzie startować do wyścigu z ostatniego, 11 rzędu.

Plany pań są znacznie bardziej ambitne niż tylko start w zdominowanej przez mężczyzn stawce. Właścicielka zespołu Beth Paretta chce, aby Paretta Autosport i Simona de Silvestro zrobili coś więcej niż tylko zakwalifikowanie się do 105. wyścigu Indianapolis 500. Chce, by wygrali słynny wyścig.

Czy to się uda? Dowiemy się już w najbliższą niedzielę, 30 maja.

Najnowsze

Zobaczył trójkąt ostrzegawczy na skraju drogi, więc prawie doprowadził do wypadku

Chwila nieuwagi na drodze może sporo kosztować, a jest jeszcze gorzej, gdy natychmiast po niej następuje paniczna reakcja.

Pewien mężczyzna zamiatał szkło ze skraju drogi. Bardzo rozsądnie ustawił wcześniej trójkąt, żeby ostrzec zbliżających się kierowców i uchronić ich przed wjechaniem na szkło. Wszystko było doskonale widoczne z daleka, a droga pusta. Wystarczyło tylko trochę zwolnić i ominąć to miejsce.

Nagle zahamował i chciał zawrócić. Kolizja to jego wina?

Kierowca Citroena chyba nie patrzył na drogę, bo trójkąt go zaskoczył. Bez problemu jednak ominął go i zamiast jechać dalej, awaryjnie zahamował na środku drogi. Mało brakowało, a z dużą siłą uderzyłby go autor nagrania, który nie spodziewał się tak irracjonalnego zachowania.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

GP Monako: klejnot w koronie, który nie błyszczy

Grand Prix Monako to wyścig, na który czekają wszyscy. Monako ma to „coś” czego nie mają inne tory. Blichtr, luksus i ekstremalna jazda na krawędzi. Czego chcieć więcej? Hmmm... akcji na torze? Spójrzmy prawdzie w oczy... tegoroczne GP Monako, gdyby nie nieszczęścia kierowców, byłoby wyjątkowo nudne...

To był bardzo, bardzo nudny wyścig. I tej nudy, nie wynagrodzą nawet wspaniałe widoki i ekstremalne onboardy z kamer na bolidach. Parafrazując klasyka: jeśli najbardziej ekscytujący moment wyścigu to katastrofalny pit stop Mercedesa, to wiedz, że coś się dzieje…

Kwalifikacje były świetne. Oglądanie kierowców wyciskających ze swoich bolidów maksimum i walczących o jak najlepszy czas w ciasnych uliczkach Księstwa to coś wspaniałego. Jeśli dodamy do tego pole position kierowcy Ferrari, Charlesa Leclerca, rodowitego Monakijczyka, który zakończył Q3 w barierkach to mamy tryumf i dramat w jednym, czyli przepis na sukces.

Przepis na sukces Leclerca, czy raczej szansę na punkty zaprzepaścił najpierw on sam, rozbijając się pod koniec kwalifikacji i niszcząc bolid, a potem Ferrari, które nie chciało, by ich zawodnika cofnięto na starcie o pięć miejsc i nie wymieniło mu skrzyni biegów. Efekt? Z powodu usterek Leclerc w ogóle nie wystartował do wyścigu.

W wyścigu najbardziej ekscytujące momenty można było policzyć na palcach jednej ręki – start, strategiczny błąd Mercedesa, przez który Hamilton stracił zamiast zyskać, fatalny pit stop Bottasa, który zakończył jego udział w rywalizacji oraz walka Sebastiana Vettela z Pierrem Gasly’m, którą w połowie przerwał realizator, by pokazać jakąś nic nieznaczącą powtórkę.

Reszta to procesja, o reszcie należy jak najszybciej zapomnieć i wspominać wcześniejsze Grand Prix z ekscytującymi pościgami, wspaniałymi manewrami wyprzedzania i zaskakującymi rozgrywkami strategicznymi.

Chociaż… pech Leclerca, Mercedesa i niemożliwość wyprzedzania na torze w Monako sprawiły, że nowym liderem klasyfikacji generalnej kierowców został zwycięzca wyścigu, Max Verstappen, a Red Bull wyprzedził Mercedesa w klasyfikacji konstruktorów. I to są fakty, które rozpalają wyobraźnie kibiców, ponieważ w walce o mistrzowski tytuł liczy się każdy punkt.

Czy klejnot w koronie Formuły 1 w ostatecznym rozrachunku pozbawi Lewisa Hamiltona szans na ósmą, rekordową mistrzowską koronę? Dowiemy się za 18 wyścigów…

Najnowsze