O krok od tragedii na przejściu dla pieszych

Nie bez powodu w okolicach przejść dla pieszych należy zachować szczególną ostrożność. Przekonał się o tym autor nagrania.

Wielokrotnie podkreślaliśmy, że ustępowanie pierwszeństwa pieszym na drogach dwupasmowych bywa ryzykowne. Właśnie z takich powodów, jak można zobaczyć na tym filmie. Pierwsze auto zaczyna hamować i włącza kierunkowskaz, więc będzie skręcać. Kierowca samochodu z kamerą w naturalnym odruchu nie zwolnił, tylko zmienił pas na lewy.

Dopiero wtedy zauważył, że na prawym pasie przed przejściem zatrzymał się inny samochód, a piesi byli już na pasach. Na szczęście zdążył w porę się zatrzymać.

https://www.youtube.com/watch?v=6JwDneQulcw

Najnowsze

Feministki odbierają pracę grid girls na wyścigach i hostessom na targach samochodowych?

Można powiedzieć, że problem przedmiotowego traktowania kobiet i seksualizowania ich jest stary jak świat. W ciągu kilku ostatnich dekad zaszły jednak na tym polu naprawdę znaczące zmiany, szczególnie w społeczeństwach zachodnich. Zaczęły się nawet pojawiać głosy, że walka o emancypację i podmiotowe traktowanie pań zaczęła sięgać za daleko. I są to głosy samych kobiet!

Feminizm, emancypacja, równouprawnienie – to piękne idee. To, że kobieta ma prawo sama decydować o tym, kim chce zostać, co robić w życiu i nikt nie ma prawa stawiać na jej drodze żadnych sztucznych barier, wydaje się być czymś aż nazbyt oczywistym. Problem pojawia się wtedy, kiedy w imię tych idei zaczyna się zabraniać dokonywania pewnych wyborów. Zabraniać w wyższym celu, bo przecież pewne prace nie licują z godnością kobiety, np. stanie przez 12 godzin w skąpym stroju przy samochodzie, motocyklu, trzymanie parasolki nad zawodnikiem, uśmiechanie się do zdjęć. Uznaje się w licznych komentarzach, że hostessy mają zbyt „ograniczone horyzonty”, aby mogły same podjąć właściwą decyzję. Słusznym więc jest zawężenie im dostępnych możliwości, aby w swojej „niefrasobliwości” nie pomyślały, że chcą robić coś, czego robić nie powinny.

Pytałyśmy o zdanie hostess na Poznań Moto Show – artykuł przeczytacie tu:
Kobieta pracująca, czyli hostessy Poznań Motor Show 2017

O czym więc mowa? Od kilku lat coraz trudniej o pracę w charakterze hostessy na różnych moto-imprezach i eventach. Największe koncerny motoryzacyjne rezygnują z zatrudniania dziewczyn na czas salonów samochodowych, jak te w Genewie, Frankfurcie czy Paryżu, co – z naszego punktu widzenia – jest dobrym posunięciem. Z serii wyścigowych znikają tak zwane „grid girls”. To działania mające na celu brak podejrzeń o uprzedmiotowienie kobiet, ale są często podyktowane presją przeróżnych środowisk, a nie rzeczywistym nastawieniem koncernów czy organizatorów salonów. To, co w zachodniej Europie zaczyna być normą, bo jest alternatywa dla młodych dziewczyn, aby zajęły się (np. podczas studiów, czy świeżo po nich) innymi pracami, tak w Europie środkowej i wschodniej, pomysłu na szybkie zarobienie pieniędzy bez wykształcenia jest niewiele.

Co na to same zainteresowane? W brytyjskiej edycji magazynu Metro pojawił się jakiś czas temu artykuł, którego autor rozmawiał z Rachel Reid – kobietą, która przepracowała 21 lat w branży promocyjnej, uświetniając swoją obecnością różnego rodzaju wydarzenia i imprezy, również motoryzacyjne. Jak sama mówi, wszystko zaczęło się od rezygnowania z zatrudniania dziewczyn, które można było zobaczyć na wyścigach Formuły 1, ale zajawisko to przeniosło się także na inne sektory i branże. Według niej winę za drastyczne zmniejszenie się rynku pracy dla hostess ponoszą „dobrze usytuowane kobiety należące do klasy średniej”. Jak sama mówi: „To wyjątkowo nie w porządku, aby tak zwane feministki odbierały pracę innym kobietom. Przez lata to mężczyźni przysparzali nam problemów, a teraz to inne kobiety stanowią zagrożenie dla naszych zarobków”. Dodaje jeszcze, że „wydaje się być to nie w porządku, aby dobrze usytuowane kobiety, z których większość żyje w Londynie, mówiły kobietom z klasy pracującej, które często żyją na prowincji i same wychowują dzieci, co mogą, a czego nie mogą robić”. Nie spotkała się też w swojej pracy z żadnym niestosowanym zachowaniem czy niewłaściwymi uwagami ze strony mężczyzn. Kilka razy zdarzało jej się natomiast interweniować u zleceniodawcy w sprawie nieodpowiednich strojów i sama przypominała koleżankom, aby nie zakładały na siebie niczego, w czym czują się niekomfortowo. Nie brzmi to więc jak praca, w której hostessy są do czegoś zmuszane. Mogą liczyć natomiast na naprawdę niezłe zarobki.

Koniecznie przeczytaj też wywiad z propagatorką zakazu zatrudniania hostess na targach motocyklowych:
Paprotkom – hostessom na mototargach – mówi stanowcze nie: rozmowa z Ewą Michalik-Kardaś

Nie ma się oczywiście co oszukiwać – stawianie atrakcyjnych i czasami skąpo ubranych dziewczyn przy samochodach czy motocyklach ma jeden prosty cel. Mają ładnie wyglądać, dużo się uśmiechać i przyciągać wzrok – zarówno zwiedzających (nie tylko mężczyzn), jak i fotografów, których zdjęcia pojawią się później na łamach czasopism i w internecie, zwracając uwagę kolejnych osób na dany model auta.

Mężczyźni mówią: „ale czy popatrzenie na ładną dziewczynę jest czymś aż tak złym? Na tym polega rola modelki, żeby przyciągała wzrok swoją urodą i kobiety wykonujące ten zawód dobrze o tym wiedzą. Takie zajęcie dla siebie wybrały i dlaczego ktoś ma ten wybór oceniać, albo zmuszać je do zmiany zdania?”

Niektórzy mogą powiedzieć, że hostessy są „zakładniczkami” swojej branży. Zwykle zaczynają pracę w młodym wieku, a później okazuje się, że brakuje im doświadczenia i wykształcenia, aby zmienić zawód, więc w nim pozostają. Ale czy takie myślenie nie jest przypadkiem podręcznikowym przykładem seksizmu? Sugerowanie, że ładna dziewczyna – pracująca jako hostessa – z pewnością nie jest dostatecznie mądra, aby iść na studia, albo odnaleźć się w zupełnie nowym zawodzie?

Czytaj też: Koniec z hostessami na targach motoryzacyjnych

Emancypacja oznacza „obdarzenie kogoś pełnią praw”. Praw do decydowania o sobie i o własnym życiu. Do takiej definicji ani trochę nie pasuje ograniczanie czyichś możliwości i wskazywanie mu, które zajęcia są dla niego odpowiednie, a które nie. O tym każda osoba powinna decydować sama, a nie poddawać się dyktatowi jakichkolwiek grup społecznych lub organizacji.

– Niestety, pewnym zjawiskom można się sprzeciwiać, ale jeszcze dużo pracy u podstaw przed nami wszystkimi. Na pytanie mojej córki na targach motocyklowych: „mamo, a dlaczego ta pani tak się dziwnie wypina na tym motocyklu i widać jej piersi” odpowiadałam wijąc się jak piskorz. Nie widzę nic zdrożnego, ani niestosownego w byciu modelką, czy pomocną hostessą na wystawie samochodowej, podobnie jak w byciu modelem i hostessem. Rozumiem oczywiście, dlaczego koncerny od lat angażują młode, ładne dziewczyny na swoich stoiskach, przy autach i jednośladach – bo to przyciąga fotografów, a te fotki „klikają” się w internecie. Gdyby jednak pracy „wypinającej się pani na motocyklu” nie było, być może młoda dziewczyna wybrałaby tę, w której nie musi zachowywać się wyzywająco, a może zaprezentować pełnię swoich umiejętności. A jeśli lubi zachowywać się wyzywająco i prezentować swoje piękne ciało, są do tego inne miejsca niż salony, na które przychodzi się często całymi rodzinami. Słucham opinii motocyklistek, czy pań, chcących kupić samochody, że hostessy na targach im przeszkadzają. Zawsze kij ma dwa końce, a każdą sprawę należałoby rozważać indywidualnie. Zbyt często miesza się pojęcia i miejsca. W idealnym świecie widzę jednak targi samochodowe, motocyklowe, czy wszelkie dyscypliny sportu motorowego, w których kompetentne kobiety są przedstawicielkami koncernów, czy zawodniczkami, a fotografowie zamiast fotografować biust i nogi hostess, mogą oddać się fotografii stricte motoryzacyjnej, jak na profesjonalnym motoryzacyjnym wydarzeniu” – uważa Katarzyna Frendl, redaktor naczelna motocaina.pl

Aby wyrobić sobie zdanie warto przeczytać też nasze artykuły:
Holky, czyli hostessy na Rajdzie Barum – felieton i galeria
Koniec z Grid Girls! Hostessy znikną z toru
Hostessy wrócą na tor podczas Grand Prix F1 w Monako

Najnowsze

Ruch rowerowy w Polsce to wolna amerykanka. Czas to zmienić!

Wraz z rozpoczęciem się wiosny i wzrostem temperatur coraz więcej osób przesiada się na rowery. Ten bardzo korzystny trend nie przez wszystkich uczestników ruchu jest lubiany, a zarzuty wysnuwane pod adresem cyklistów często są poważne i, niestety, niebezpodstawne. Postanowiliśmy przyjrzeć się problemowi rowerzystów w Polsce i zastanowić, jakie zmiany należałoby wprowadzić, aby sytuacja uległa poprawie.

Statystyki dotyczące wypadków z udziałem rowerzystów nie napawają optymizmem. Według danych Komendy Głównej Policji w 2018 roku uczestniczyli oni w 4712 wypadkach, w których zginęło 286 osób, a 4259 zostało rannych. Oznacza to wzrost liczby wypadków o 500, a zabitych o 66 osób. Sami rowerzyści spowodowali 1713 wypadków, w których zginęły 132 osoby. Te statystyki również wzrosły – o 167 zdarzeń i 13 zabitych.

Problem bezpieczeństwa rowerzystów na drogach jest więc bardzo poważny, a trend niepokojący. Można go oczywiście tłumaczyć wzrostem liczby osób korzystających z rowerów, ale nie oznacza to przecież, że wzrost liczby wypadków możemy w takiej sytuacji potraktować jako coś „naturalnego” i niewymagającego interwencji.

Praca u podstaw
Podstawowy problem to nadal niedostatecznie rozbudowana infrastruktura. Wzrost liczby dróg rowerowych jest w naszym kraju bardzo zauważalny, ale wciąż niezadowalający. Poprawa tej sytuacji powinna iść w parze z edukacją pozostałych uczestników ruchu. Nadal łatwo można trafić na pieszych, którzy nie rozróżniają chodnika od drogi dla rowerów, a przechodząc przez nią, nie sprawdzają, czy nie jedzie nią właśnie cyklista.

Kierowcy z kolei muszą mieć świadomość, że kiedy skręcają i przecinają ścieżkę rowerową, nie mogą ograniczyć obserwacji otoczenia do kilku najbliższych metrów. Szanse, że kierujący samochodem zauważy wtedy rowerzystę będą niewielkie.

Co rowerzyści wiedzą o prawie o ruchu drogowym?
Rowerzysta, w myśl ustawy prawo o ruchu drogowym, jest tak zwanym niechronionym uczestnikiem ruchu. Tak jak pieszy, przez co często jest traktowany na równi z pieszym i sami rowerzyści też często się tak czują. Jest to myśleniem błędnym, ponieważ rowerzysta ma znacznie więcej możliwości jako uczestnik ruchu drogowego, ale ma także więcej obowiązków i wymaga się od niego znacznie lepszej znajomości kodeksu drogowego i doświadczenia. A z tym bywa niestety krucho.

Jednym ze źródeł problemów jest zbyt liberalne podejście do wiedzy rowerzystów, a właściwie do jej weryfikacji. Zgodnie z zapisami w prawie o ruchu drogowym, osoba w wieku od 10 do 18 lat powinna mieć kartę rowerową, co jest pewnym potwierdzeniem jej znajomości przepisów. Wraz z ukończeniem 18 roku życia taki obowiązek znika. Ustawodawca założył najwyraźniej, że osoba dorosła niejako z automatu nabywa niezbędną wiedzę z zakresu kodeksu drogowego, więc nie ma podstaw, aby taką wiedzę kwestionować i weryfikować.

Pojawią się zapewne głosy mówiące, że rowerzysta to nie kierowca samochodu i nie potrzebuje szczególnych kompetencji. Ma jechać drogą rowerową, zatrzymywać się widząc czerwone światło i tyle – jaka w tym filozofia? Takie opnie nie są odosobnione, ale są za to stu procentach błędne.

Czy wiedzieliście na przykład, że do pewnego wieku dziecko na rowerze traktowane jest jako pieszy i jego opiekun również? Nie mogą oni więc korzystać z drogi rowerowej, a jedynie z chodnika. A może potraficie wymienić w jakich sytuacjach rowerzysta zamiast ulicą może jechać chodnikiem? Prawo o ruchu drogowym zawiera kilka zapisów dotyczących poruszania się cyklistów, ale nie uczą tego ani w szkole, ani na kursach prawa jazdy. Skąd więc przekonanie, że rowerzyści je znają?

Oprócz tego dochodzą przecież przepisy odnoszące się do poruszania się po drogach. Nie wszędzie da się dojechać ścieżkami rowerowymi, więc konieczna jest wiedza na temat znaków drogowych, wykonywania manewrów (zmiana pasa ruchu, skręcanie, zawracanie), a także poruszania się na przykład po rondzie. Dlaczego nie jest to w żaden sposób weryfikowane, tylko automatycznie się zakłada, że rowerzysta ma całą tę wiedzę?

Rowerzyści nie muszą za nic odpowiadać?
Można odnieść wrażenie, że niepisaną regułą jest podejście, że cykliści „jakoś sobie poradzą”. Przecież nie prowadzą motocykla, ani tym bardziej samochodu, ale lekki i niezbyt szybko poruszający się rower, więc jakie szkody mogą spowodować, jeśli nie będą przestrzegać przepisów? Na to pytanie odpowiedzieliśmy już wcześniej – 132 osoby zginęły w 2018 roku z tego właśnie powodu. Ponadto rowerzysta z łatwością może przewrócić pieszego (a upadek może skończyć się różnie), a także uszkodzić samochód. Rowerzysta to nie pieszy, który – gdy się zagapi – najwyżej trąci kogoś, albo sam nabije sobie guza.

A co w sytuacji, kiedy dojdzie do tego, że rowerzysta doprowadzi do kolizji? Tu pojawiają się kolejne problemy, ponieważ nie ma on obowiązku posiadania ubezpieczenia OC. Jeśli więc cyklista spowoduje obrażenia u pieszego, uszkodzi samochód, albo swoim zachowaniem doprowadzi na przykład do kolizji dwóch pojazdów, poszkodowani nie mają co liczyć na proste otrzymanie odszkodowania. W takiej sytuacji pozostaje jedynie wytoczenie sprawcy procesu z powództwa cywilnego, co może oznaczać kilkuletnią batalię sądową.

Powyższy scenariusz to i tak, wbrew pozorom, wariant optymistyczny. Niejeden rowerzysta nie poczuwał się do odpowiedzialności za wyrządzone szkody i po prostu odjeżdżał. Tu pojawia się kolejny problem, ponieważ rower nie ma tablicy rejestracyjnej. Jeśli staliśmy w korku, a przejeżdżający rowerzysta urwał nam lusterko i odjechał, to nawet nagranie z kamery niewiele nam daje. Dla kierowcy czy motocyklisty ucieczka z miejsca zdarzenia rodzi poważne konsekwencje – sprawa trafia do sądu, osoba taka traktowana jest jak sprawca, który prowadził pod wpływem alkoholu, traci uprawnienia do kierowania (przynajmniej czasowo) i nie może liczyć na najniższy wymiar kary.

„Przesadzacie”…
Zdajemy sobie sprawę, że ten artykuł może budzić spore kontrowersje, szczególnie wśród osób regularnie jeżdżących rowerami. Mogą pojawić się głosy, że rowerzyści nie stanowią żadnego zagrożenia i wcale nie są ignorantami, jeśli chodzi o przepisy. Co innego podpowiada nam jednak doświadczenie i obserwacje cyklistów na drogach.

Wielokrotnie zamieszczaliśmy też w naszym serwisie nagrania pokazujące różne „wyczyny” rowerzystów. Przypomnijmy tylko kilka. Rowerzystka nie ustępuje pieszym pierwszeństwa na przejściu. Kierowcom za takie zachowanie zabierano czasem prawa jazdy. Rowerzysta wjeżdża na przejście dla pieszych pod ruszający samochód. Słysząc klakson zatrzymuje się i przyjmuje pozycję „no i co trąbisz gamoniu”. Kolejny rowerzysta na przejściu dla pieszych nie jest taki pobłażliwy – rzuca rower na ziemię i ewidentnie prowokuje do bójki. Kolejny cyklista trzyma się ulic, a nie chodników, ale nie rozumie dlaczego kierowcy mają do niego pretensje za jazdę lewym pasem. Inni rowerzyści mieli możliwość jazdy ścieżką rowerową, ale woleli ulicą. Dla kierowcy zwracającego im uwagę mają tylko lekceważenie i obelgi.

A na koniec nasz niekwestionowany faworyt. Rowerzysta, który mocno pedałując mija sygnalizator z czerwonym światłem, dziarsko wjeżdża na skrzyżowanie i uderza w dwa prawidłowo jadące samochody. Jego tłumaczenie bardzo nas rozbawiło, natomiast mocno zaniepokoiła reakcja policji na to zdarzenie.

Co należy zmienić?
Szczerze popieramy coraz powszechniejsze korzystanie z rowerów i podziwiamy osoby, które tak zmieniły swoją codzienną rutynę, aby mogły zostawić samochód pod domem i poruszać się po mieście na dwóch kółkach. Nie może być jednak tak, aby panowała wolna amerykanka. Rowerzysta to nie pieszy i jego wiedza na temat przepisów ruchu drogowego powinna podlegać obowiązkowej weryfikacji. Jeśli dorosły nie ma prawa jazdy żadnej kategorii, powinien mieć kartę rowerową.

Obowiązkowe powinno być także ubezpieczenie OC. Ofert skierowanych do rowerzystów jest sporo, a koszt za jeden sezon nie musi przekraczać 100 zł. Powinno to iść w parze z obowiązkiem rejestracji rowerów, aby ewentualny sprawca nie mógł uciec bezkarnie z miejsca zdarzenia.

Wydaje się wam, że to zbyt radykalne podejście? No to wyobraźcie sobie, że stoicie w korku, między autami przeciska się rowerzysta i zarysowuje wam drzwi, błotnik oraz urywa lusterko. Nie zatrzymuje się, tylko jedzie dalej, a wy na nogach go nie dogonicie. Wezwana na miejsce policja ogląda nagranie z waszej kamery i rozkłada ręce: „Widać tylko plecy. To mógł być ktokolwiek”. Ostatecznie musicie zapłacić z własnej kieszeni po 400 zł za lakierowanie drzwi i błotnika oraz kilkaset złotych za używane lusterko. Chcielibyście się znaleźć w takiej sytuacji?

To może bardziej optymistyczny scenariusz? Rowerzysta nie ucieka, tylko się zatrzymuje i przyznaje do winy. Obiecuje pokryć koszty napraw, ale później tego nie robi. Musicie więc złożyć pozew do sądu, stawiać się na rozprawy i liczyć, że uda się odzyskać pieniądze za naprawę auta. Może za pół roku, może za dwa lata.

Najwyższy czas, aby rowerzyści poczuli, że nie są pieszymi, ale kierującymi pojazdami kołowymi i wymagana jest od nich pewna wiedza, obycie i przede wszystkim poszanowanie dla przepisów. W dużej mierze dla własnego dobra, ponieważ to zwykle oni są najbardziej poszkodowanymi w wypadkach.

Najnowsze

Agresywna jazda omal nie skończyła się wypadkiem

Samochodowa kamera zarejestrowała kierowcę, który za wszelką cenę chciał wszystkich wyprzedzić. Nie przejął się nawet fotoradarem.

Biały SUV poruszał się lewym pasem szybciej od auta z kamerą, ale zaczął hamować na widok fotoradaru. Tuż za nim pędził drugi samochód, który nie zamierzał zwalniać, więc zmienił pas na prawy.

Dopiero wtedy zauważył, że kolejne pojazdy poruszają się bardzo wolno (możliwe, że przepuszczały pieszych na przejściu). Cudem udało mu się uniknąć zderzenia, uciekając na pobocze.

Najnowsze

Nieoczekiwany drift na rondzie w Seicento

Nie jest prawdą, że tyłem zarzucają jedynie samochody z napędem na tył. Wszystko jest kwestią odpowiedniej techniki. Albo jej braku.

Kierowca Fiata Seicento przesadził z prędkością na rondzie i wpadł w nadsterowność. Próbował opanować poślizg zakładając kontrę ale było na to o wiele za późno – auto obróciło się o 180 stopni.

Przyznacie jednak, że kierowca zachował fason i natychmiast zaczął kontynuować jazdę po rondzie. Na wstecznym biegu.

Najnowsze