Nowe, torowe Lamborghini cieszy uszy rykiem wolnossącego V12 – warto posłuchać

Oficjalnych informacji na temat tego modelu jest zaledwie garstka, ale to wystarcza, żeby dać dość dobry ogląd tego, jakiego samochodu możemy się spodziewać. I jak brzmi!

Lamborghini opublikowało na swoim kanale 17-sekundowe wideo, prezentujące „nowy samochód z V12 od Lamborghini Squadra Corse”. Na kilku zbliżeniach możemy zobaczyć, że nadwozie pełne jest załamań i ostrych linii, urozmaiconych wielkimi wlotami powietrza. Drzwi oczywiście są podnoszone do góry.

Zobacz koniecznie: Policjanci tańczą dla dzieci objętych kwarantanną. W Polsce!

Squadra Corse to wyścigowa dywizja Lamborghini, a sam producent pisze wprost pod wideo, że mowa tu o „przeznaczonym wyłącznie do wyścigów hipersamochodzie”. Napędzany jest wolnossącym V12 o pojemności 6,5 l, generującym 830 KM. Auto zbudowano na monokoku z włókna węglowego, wyposażone jest w duże tylne skrzydło, wlot powietrza na dachu i dwa kolejne w masce. Producent chwali się też „innowacyjnym samoblokującym się dyferencjałem”, który ma wyraźnie poprawić zachowanie auta na torze.

Nienazwany jeszcze samochód wyścigowy przechodzi właśnie ostatnie testy i zadebiutuje latem tego roku. Powstanie w limitowanej liczbie egzemplarzy. Wiele wskazuje na to, że bazuje on na Aventadorze (ten sam silnik, unoszone do góry drzwi) i może być laurką pożegnalną dla tego modelu, który jest obecny na rynku już od 9 lat.

Z ostatniej chwiliW Holandii też mają szeryfów. Ten swoją „interwencję” zapamięta na długo

Zobacz też:
Fabrycznie nowe BMW 740i z 1997 roku do kupienia. I to w Polsce!

Ile osób może jechać razem autem w czasie epidemii?

Policja wprowadza nowe zasady kontroli drogowej na czas epidemii koronawirusa

 

Najnowsze

Tesla usuwa dodatki ze swoich używanych aut i każe za nie płacić drugi raz?

W czasach kiedy coraz więcej elementów dodatkowego wyposażenia wymaga po prostu wgrania odpowiedniego oprogramowania, producenci zaczynają wprowadzać możliwość dokupienia ekstrasów już po wyjechaniu z salonu. Prekursorem takiego „aktualizowania” wyposażenia jest Tesla, która chyba upatrzyła w tym możliwość dorobienia sobie, poprzez oszukiwanie klientów.

Nieuczciwe praktyki Tesli opisał serwis Jalopnik, przybliżając historię wielu osób, które uważają, że zostały oszukane przez amerykańskiego producenta. Oto co przytrafiło się jednej z nich.

Pewien mężczyzna kupił w grudniu zeszłego roku od dilera aut używanych Teslę Model S z 2017 roku. Na liście wyposażenia samochodu znajdował się między innymi „rozszerzony autopilot” oraz „tryb w pełni autonomicznej jazdy” (w przypadku Tesli oznacza to samodzielną jazdę drogami szybkiego ruchu). Kosztowały one pierwotnego właściciela 8000 dolarów i były wymienione w szczegółach zamówienia, które otrzymał on przy zamawianiu auta.

Tesla ponownie zrewolucjonizuje auta elektryczne? Wkrótce pokaże „superbaterie”

Problem w tym, że 18 grudnia Tesla przeprowadziła zdalny „audyt” oprogramowania zainstalowanego w jej samochodach i usunęła z opisywanego Modelu S funkcję autopilota. Diler nie został o tym w żaden sposób poinformowany i dwa dni później sprzedał samochód bohaterowi historii, który był przekonany, że jego nowy nabytek posiada możliwość jazdy autonomicznej.

Sprawa wyszła na jaw dopiero po miesiącu, kiedy auto trafiło do serwisu Tesli na przegląd. Na liście  wykonanych czynności znalazło się usunięcie grudniowej aktualizacji oprogramowania. Dlaczego? Ponieważ była ona przeznaczona dla samochodów wyposażonych w autopilota, a ta opcja została z tego egzemplarza usunięta.

Właściciel skontaktował się więc z obsługą klienta Tesli, gdzie dowiedział się, że producent niedawno odkrył błąd w wyniku którego niektóre samochody posiadały funkcję autopilota, chociaż nie została ona zakupiona. Tak podobno było w tym przypadku i przedstawiciel Tesli przeprosił za zamieszanie, dodając przy okazji, że właściciel Modelu S może zapłacić za tą opcję i zostanie mu ona przywrócona.

Kiedy sytuacja została nagłośniona przez Jalopnika, Tesla kompletnie zmieniła stanowisko. Nagle okazało się, że funkcja autopilota faktycznie była zakupiona przez pierwszego właściciela i natychmiast została przywrócona. A wcześniejsze odesłanie klienta z kwitkiem było jedynie „błędem w komunikacji”.

Zobacz koniecznie: Policjanci tańczą dla dzieci objętych kwarantanną. W Polsce!

To jednak nie jedyna taka sytuacja i na forach właścicieli Tesli znaleźć można wpisy innych osób, które zostały poszkodowane w podobny sposób. Szczególnie bulwersujący jest przypadek „szczęśliwego” posiadacza Modelu X P100D, wyposażony w opcjonalny tryb Ludicrous. Daje on możliwość chwilowego zwiększenia mocy generowanej przez elektryczne silniki (co odbywa się kosztem żywotności baterii) i pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w 3,1 s. Koszt tego dodatku to, bagatela, 20 tys. dolarów. Poszkodowany właściciel kupił ten egzemplarz jako używany (rocznik 2018) od dilera Tesli i zaraz po transakcji aktywacja trybu Ludicrous zniknęła z menu.

Tesla nie odpowiedziała na prośby Jalopnika do ustosunkowania się do zarzutów. Cała sprawa wygląda tak, jakby producent uważał, że niektóre dodatki nie powinny być obecne w aucie na stałe, ale wymagać wykupienia przez każdego kolejnego właściciela.

Słyszeliśmy już o przypadkach, w których pewne elementy wyposażenia są zawsze instalowane w fabryce, ponieważ taniej jest ujednolicić proces produkcyjny, niż ponosić koszty jego dywersyfikacji. Dotyczy to na przykład tempomatu, ale także mat ogrzewających siedzenia. Niektórzy niemieccy producenci zaczęli też oferować opcję zakupienia niektórych dodatków przez sklep z poziomu systemu multimedialnego. Przykładowo możliwość odbioru cyfrowych stacji radiowych, co jest kolejnym przykładem tego, że pewnych rzeczy nie opłaca się z samochodów „wycinać”, ale szkoda oddawać je klientom „za darmo” (tuner cyfrowy to osobne urządzenie, więc skoro można z niego korzystać po dokonaniu zakupu online, to znaczy, że każdy egzemplarz go ma, a my płacimy tylko za odblokowanie go). Idąc tym tropem, skoro dany model zawsze ma podgrzewane siedzenia, a coraz większą liczbą funkcji sterujemy wyłącznie z poziomu dotykowego ekranu, to jakim problemem jest dodanie w sklepie płatnej opcji „podgrzewane siedzenia” na wypadek, gdyby ktoś ich nie zamówił, a potem zmienił zdanie. Wystarczy tylko odblokować jedną z opcji w menu i już możemy korzystać z dodatkowego wyposażenia. I o ile takie działania jesteśmy w stanie zrozumieć (potencjalne dodatkowe źródło czystego zarobku dla producenta), to usuwanie już zakupionych opcji to zwyczajna bandyterka.

Z ostatniej chwiliW Holandii też mają szeryfów. Ten swoją „interwencję” zapamięta na długo

Zobacz też:
Fabrycznie nowe BMW 740i z 1997 roku do kupienia. I to w Polsce!

Ile osób może jechać razem autem w czasie epidemii?

Policja wprowadza nowe zasady kontroli drogowej na czas epidemii koronawirusa

Najnowsze

Edyta Klim

Cleveland Falcon – motocykl elektryczny z USA

Marka Cleveland produkuje elektryczny model motocykla Falcon. Retro-futurystyczny design przyciąga spojrzenie, jednak wygląd to nie wszystko. Nas ciekawi jakie ten motocykl elektryczny ma osiągi?

Falcon z pewnością wyróżnia się na drodze. To pomieszanie stylu retro z futurystycznym – dało całkiem niezły efekt. Trudno jest obok niego przejść obojętnie. Elektryczny motocykl Falcon 01 nie jest demonem prędkości; stworzony został raczej do praktycznego przemieszczania się z punktu A do B, na uczelnie, do pracy. Jednak Falcon BLK to już inna bajka…

Zobacz także: Elektryczny motocykl – 600 KM mocy

Marka Cleveland z Ohio w USA zajmuje się produkcją motocykli od 10 lat, jednak to ich pierwszy w sprzedaży jednoślad elektryczny. Ruszyła możliwość zamówienia dwóch wersji motocykla: ekonomicznej – Falcon 01 (7995 USD) oraz mocniejszej – Falcon BLK (14 995 USD).

Falcon BLK przejedzie na jednym ładowaniu 257 kilometrów w trybie ekonomicznym (161 km dynamicznie), a wersja 01 już tylko 129 kilometrów ekonomicznie (85 km dynamicznie). Pamiętajmy jednak, że w Europie średni dzienny dystans pokonywany motocylem lub samochodemto około 40 kilometrów, także zasięg Falkona nie jest problemem. Różnica zasiegu BLK wynika z zastosowania podwójnego pakietu baterii – łącznie 4,4 kWh i niskiej masy konstrukcji – ok. 79 kilomgramów. Maksymalna prędkość uzyskana przez BLK to 137 km/h.

Zobacz także: Johammer J1 – elektryczny motocykl przyszłości

Falcon 01 korzysta już z jednej baterii. Całość ma masę jedynie 68 kilogramów. Wydaje się do jazdy po mieście optymalnym motocyklem elektrycznym. Silnik elektryczny ma moc 17,5 KM (39 Nm momentu obrotowego), a jego ładowanie do pełna zajmuje ok. 1,5 godziny.  Osiągana prędkość maksymalna to 65 km/h.

Kompaktowa obudowa baterii, niewrażliwa na warunki atmosferyczne, powstaje w fabryce, w której łączy się procesy zautomatyzowane z ręcznym spawaniem.

Zobacz także: Fenris – elektryczny motocykl z Danii

Cleveland Falcon został też wyposażony w dwukierunkową komunikację Bluetooth oraz cztery różne tryby jazdy, dzięki czemu można wydłużyć zasięg tego motocykla elektrycznego lub np. dostosować parametry do kilku użytkowników w rodzinie.

Zamówienia można składać na oficjalnej stronie producenta clevelandcyclewerks.com

Warto wiedzieć: Samotna przejażdżka motocyklem w czasie epidemii – co na to prawo?

Przeczytaj także: Czy można jeździć motocyklem w dobie zagrożenia koronawirusem SARS-CoV-2?

Motocyklowa pomoc w walce z koronawirusem SARS-CoV-2

Polecamy:
Quady i ich kierowcy niszczą pola uprawne oraz tereny podlegające ochronie
Ducati Streetfighter V4 i V4S zadebiutowały. Włosi zdradzili tajemnice modelu
Polski motocykl custom Nowy Jork – Rzeszów nagrodzony w USA

Najnowsze

Jechała pod prąd na rondzie. A później nie było lepiej

Pozytywne jest to, że kierująca najwyraźniej zrozumiała swój błąd. Ale nie miała pomysłu, jak problem można rozwiązać.

Kierowca auta z kamerą mocno się zdziwił, kiedy spotkał na rondzie kobietę, która jechała pod prąd. Wyraził zresztą swoje zaskoczenie werbalnie, więc lepiej przyciszcie głośniki.

Egzaminatorka nie wiedziała, jak się jeździ po rondzie. Wyjaśnić musiał jej to sąd

Kierująca zorientowała się chyba jaki błąd popełniła i zaczęła cofać, szukając rozwiązania z tej sytuacji. Na jej szczęście ruch był niewielki i po przejechaniu kilkunastu metrów tyłem, zdecydowała się na opuszczenie ronda jednym ze zjazdów. Szkoda tylko, że znowu pojechała pod prąd…

Przeczytaj też:
Jazda po rondzie – co z kierunkowskazem?

Kierunkowskaz na rondzie – kiedy używać i co mówi o tym prawo o ruchu drogowym?

Zobacz też:
Fabrycznie nowe BMW 740i z 1997 roku do kupienia. I to w Polsce!

Ile osób może jechać razem autem w czasie epidemii?

Policja wprowadza nowe zasady kontroli drogowej na czas epidemii koronawirusa

Najnowsze

Kierowca z 3 promilami uciekał lepiej, niż niejeden na trzeźwo!

Zwykle promil alkoholu wystarczy, żeby zdradzić pijanego kierowcę. Takie osoby jadą niepewnie i zachowawczo, próbując utrzymać się na swoim pasie ruchu. Tu jednak mamy do czynienia z prawdziwym „mistrzem kierownicy”.

Policja zainteresowała się kierowcą Audi, kiedy ten wyprzedził inne auto na przejściu dla pieszych. Wydali mu sygnał do zatrzymania się, ale ten wcisnął mocno gaz i zaczął uciekać. Jechał bardzo niebezpiecznie, wyprzedzając na czołówkę, na przejściach dla pieszych i skrzyżowaniach.

Widząc, że radiowóz cały czas jedzie tuż za nim, skręcił w leśną drogę. Uciekał nią około 40 sekund (policyjne wideo jest w tym miejscu ucięte), aż do momentu, w którym dalsza jazda była niemożliwa. Rzucił się do ucieczki na piechotę, ale policjanci szybko go złapali.

Przeczytaj też: Tesla usuwa dodatki ze swoich używanych aut i każe za nie płacić drugi raz?

Kierowca Audi próbował uniknąć kontroli ponieważ był pijany. Ale aż trudno uwierzyć, że był w stanie tak dobrze panować nad samochodem mając niemal 3 promile alkoholu! Teraz czekają go poważne konsekwencje, ponieważ sama ucieczka przed policją to przestępstwo zagrożone karą 5 lat więzienia. Do tego dochodzi jazda na podwójnym gazie i stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym.

Z ostatniej chwiliW Holandii też mają szeryfów. Ten swoją „interwencję” zapamięta na długo

Zobacz też:
Fabrycznie nowe BMW 740i z 1997 roku do kupienia. I to w Polsce!

Ile osób może jechać razem autem w czasie epidemii?

Policja wprowadza nowe zasady kontroli drogowej na czas epidemii koronawirusa

Najnowsze