Nitro Circus Live w Warszawie – relacja i galeria

Na Stadionie Narodowym w Warszawie po raz kolejny zaryczały silniki i zapachniało benzyną. Tym razem za sprawą Nitro Circus Live - grupy śmiałków, dla których grawitacja i prawa fizyki nie istnieją!

Travis Pastrana

W sobotni wieczór Stadion Narodowy zamienił się w wielką arenę cyrkową, na której fani widowiskowych skoków na motocyklach, deskorolkach, rowerach BMX, czy właściwie wszystkim, co sobie można wyobrazić – mogli podziwiać popisy największych gwiazd sportów freestyle’owych. Wśród nich znalazła się sława dyscyplin ekstremalnych, dziewiętnastokrotny medalista X-Games oraz twórca Nitro Circus Live – Travis Pastrana wraz ze swoimi równie zwariowanymi kolegami.

Koń na biegunach, samochód lalki Barbie, rowerek dla dzieci, boogieboard, wózek sklepowy, hulajnoga, wanna z natryskiem i skuter śnieżny – to tylko niektóre z „pojazdów”, na których zawodnicy prezentowali widzom ewolucje w powietrzu; najbardziej popularny i oczekiwany przez widzów był backflip. Akrobacjom nie było końca, a na rampie i skoczniach wciąż pojawiali się nowi śmiałkowie, zdolni zachwycić zgromadzonych na trybunach wyginającym się w powietrzu śmiało ciałem.

W ruch szły rolki, narty, deski przeróżnych dyscyplin, quady. Część ewolucji kończyła się pełnym sukcesem, ale nie zabrakło też upadków i stłuczeń. Kto by się jednak tym przejmował? Chłopaki z Nitro Circus Live nie płaczą!

Niewątpliwie największą atrakcją były mrożące krew w żyłach popisy zawodników na rowerach BMX oraz  motocyklach FMX. To właśnie podczas tych ostatnich Travis Pastrana po raz kolejny udowodnił,  że swoim występem potrafi wstrzymać bicie serca wśród wszystkich widzów. Niektóre z prezentowanych akrobacji były tak wyszukane, że zdawały się zaprzeczać wszelkim prawom fizyki, inne tak ryzykowne, że do ich wykonania trzeba być po prostu szaleńcem.

Zorganizowano też walkę zawodników amerykańskich i polskich. Wygrali – decyzją gromkich wiwatów od kibiców – oczywiście nasi krajanie.

Prawdziwym gwoździem programu był zawodnik uprawiający freestyle na… wózku inwalidzkim. Dorastając z wrodzoną wadą – rozszczepem kręgosłupa – uznał, że wózek może dostarczać mu sporo frajdy. Wystarczy wyobraźnia, kreatywność i podrasowany sprzęt. W końcu jak można inaczej uzasadnić wykonywanie salta na wózku inwalidzkim w powietrzu po wcześniejszym wybiciu się z 15-metrowej gigant-rampy?

Nieco wariackim pomysłem był też trik nazwany hole-in-one – czyli trafienie zawodnikiem, który uprzednio rozpędza się na rampie na BMX, czy deskorolce do dziury, znajdującej się w dużej napompowanej kuli (zorba). Udało się to jednemu śmiałkowi.

Zdaje się największą determinacją wykazał się zawodnik mający uprzednio dwukrotnie złamaną nogę w tym samym miejscu, właśnie podczas wykonywania ewolucji, którą chciał zaprezentować na Stadionie Narodowym. Potrójny backflip na BMX mu się absolutnie udał, jedynie po zeskoku wywrócił się – na tyle szczęśliwie, że tym razem nic mu się nie stało… Zresztą sam Travis Pastrana jest jednym z trzech ludzi na świecie, którzy mogą chodzić, mimo wypadku, którego skutkiem było oderwanie się miednicy od kręgosłupa.

Zabrakło niestety Jolene Van Vugt – słynna Nitro Girl (czytaj o niej więcej tutaj). Warto jednak wiedzieć, że to do niej należy rekord prekości w jeździe na… toalecie (o tym wyczynie przeczytasz tutaj).

Jedynym kobiecym akcentem podczas Nitro Circus Live w Warszawie była żona Travisa – Lyn-z Adams Hawkins, właściwie już Lyn-z Pastrana, skate’rka zajmująca się od lat deskorolkowym freestyle’em. Niestety żadna z jej ewolucji na rampie nie zakończyła się pomyślnie – czyli ustaniem na desce po zeskoku, jednak mamy do Lyn-z ogromny szacunek, że w ogóle ma odwagę zjechać z gigant-rampy i robić jakiekolwiek akrobacje w powietrzu. Nasza rozmowa z Lyn-z tutaj.

Nitro Circus Live za nami, ale emocje po tym widowisku nam jeszcze nie opadły. Zapraszamy do naszej galerii zdjęć z wydarzenia.

Tutaj zobaczysz galerię zdjęć organizatora.

Najnowsze

Weź udział w naszym konkursie i zmień styl swojego auta!

Zmień "spojrzenie" swojego samochodu! Mamy do wygrania 4 zestawy żarówek Philips ColorVision do Twojego auta - i to jakich!

Aby wziąć udział w konkursie wystarczy zapisać się na nasz newsletter oraz przygotować krótką odpowiedź na pytanie:

który z czterech dostępnych kolorów Philips ColorVision najlepiej będzie pasował do Ciebie i Twojego auta – niebieski, zielony, fioletowy czy żółty? Uzasadnij swój wybór.

Komentarze prosimy zamieszczać pod tym artykułem – zarówno za pomocą swojego profilu na FB, jak i w konwencjonalny sposób (wyznacznikiem w przypadku komentarzy FB będzie również liczba like’ów Twoich znajomych pod Twoim komentarzem).

Wybierzemy, opublikujemy i nagrodzimy cztery najciekawsze (po jednym z każdego koloru) komentarze, które zostaną nagrodzone zestawem żarówek Philips ColorVision w barwie wskazanej w odpowiedzi.

Na komentarze czekamy do 18 grudnia; zwycięzców opublikujemy 19 grudnia.

Powodzenia!

Philips ColorVision
fot. Philips

 

 

Zobacz jak świecą żarówki Philips ColorVision:

 

Philips ColorVision to pierwsza seria kolorowych żarówek, spełniających wszystkie wymagania dotyczące oświetlenia samochodowego i posiadających homologację ECE R37 dopuszczającą do użytku drogowego w Europie. Zaprojektowana dla entuzjastów motoryzacji pozwala na wprowadzenie zmian w wyglądzie auta, które były dotychczas niemożliwe. Oferuje możliwość spersonalizowania auta poprzez wybór jednego z czterech kolorów świecenia: niebieskiego, zielonego, fioletowego lub żółtego.

Dzięki specjalnej powłoce optycznej żarówki Philips ColorVision dają efekt kolorowego światła w reflektorze. Efekt ten został uzyskany poprzez odbicie światła w reflektorze samochodu. Jednak strumień światła oświetlający drogę przed samochodem pozostaje biały. Więcej o nich dowiesz się tutaj.

Najnowsze

Kobiety w sportach motocyklowych – film

Rzadko się zdarza, że to zawodniczki, a nie mężczyźni na motocyklach są bohaterkami filmów o sporcie motocyklowym. Tym razem FIM i komisja kobiet wyprodukowali zupełnie nową jakość.

Film wyprodukowano z inicjatywy Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM) oraz jej oddziału – komisji kobiet przy FIM. Widzimy w nim zarówno zawodniczki róznych dyscyplin tj. wyścigi motocyklowe, enuro, motorcoss, cross country, ale także kobiety, które są menezerkami zespołów, zawodników, sędziami, analitykami telemetrii.

Cieszy fakt, że dostrzeżono rosnącą liczbę motocyklistek w ogóle i jeszcze większe zainteresowanie udziałem kobiet w sportach motocyklowych. Obserwujemy to także w Polsce, gdzie w minionym seoznie po raz pierwszy odważono sie organizować Mistrzostwa Polski Kobiet w motocrossie (wcześniej Puchar Polski) i mamy nadzieję, że w przyszłym roku powstanie również klasa kobiet w enduro.

Niestety na filmie nie widać żadnej utalentowanej zawodniczki z Polski – a można by je długo wymieniać poczynając od: Joanny Miller, przez Joannę Modrzewską, a na Monice Jaworskiej i Natalii Florek kończąc. Dwie ostatnie zawodniczki uczestniczyły dzięki wsparciu Polskiego Związku Motorowego w treningach wyścigowych dla kobiet w Albacete i – z tego co wiemy – organizatorzy byli pod wrażeniem ich umiejętności. Zatem, może jeszcze nie teraz, ale zapewne na przyszłym filmie poza takimi zawodniczkami, które pojawiają się w kadrze, jak Laia Sainz, Kiara Fontanesi, czy Ana Carrasco, zobaczmy również Polki – juz nasz w tym głowa, aby świat o nich usłyszał!

Najnowsze

51. Rajd Barbórka kobiecym okiem

Oto wypowiedzi zawodniczek po Rajdzie Barbórka 2013 - liczył się spryt, dobry dobór opon i odporność na stres, bo tysiące kibiców i zainteresowanie mediów - może dodawać skrzydeł, jak i paraliżować.

Aleks Zawada i Cathy Derousseaux w Renault Clio
fot. materiały zespołu

Rajd Barbórka to nie jest typowy rajd samochodowy. Próby były miejskie, bardzo krótkie i kręte z dużą ilością krawężników, a do tego jazdy nie ułatwiał śnieg, lód i błoto. A na takim rajdzie każdy błąd – to spora strata czasowa, już nie do odrobienia. Jednak wszystkie zawodniczki podkreślają, że to rajd wyjątkowy i wzbudzający wiele pozytywnych emocji.

Zespoł MSZ Racing w składzie: Aleks Zawada i Cathy Derousseaux w Renault Clio wygrali Rajd Barbórka w klasie 2, finiszując także na drugim miejscu w Kryterium Karowa. Francuska pilotka była pod wrażeniem ilości kibiców:

– Niesamowity rajd! Choć był bardzo krótki to okazał się trudny przez zmieniającą się nawierzchnię. Ostatecznie jednak Aleks i ja dobrze opanowaliśmy jazdę w tych warunkach i udało się wygrać. Karowa to świetny odcinek, a ja nigdy nie widziałam tak wielu ludzi, na tak krótkiej próbie. Całość była wielkim show na zakończenie sezonu. Mam nadzieję, że podobały się Wam nasze przejazdy beczki? – mówi z uśmiechem Cathy.

Agnieszka Hankiewicz
fot. Ewelina Neska

Drugą pilotką, która szczęśliwie skończyła rajd na 3. miejscu w klasie i została wyróżniona występem na ulicy Karowej była Agnieszka Hankiewicz u boku męża Pawła. Tym bardziej to wyczyn, że ich auto nie pierwszej jest młodości, a i w tym roku Agnieszka miała przerwę w startach:

– Udało się! W tym roku odczarowaliśmy Barbórkę (śmiech). Ten rajd był moim pierwszym wspólnym startem z Pawłem w tym roku, więc stres był duży. Jednak warto było! Odcinki bardzo nam się podobały, również nowy odcinek Rembertów bardzo nam podpasował i nie lada zaskoczeniem była ilość kibiców na pierwszym przejeździe tego odcinka. Już przy podjeździe na PKC zaskoczyła nas długa kolejka czekających fanów rajdów. To potwierdza jak wyjątkowym wydarzeniem jest nie tylko sama Karowa, ale i cała Barbórka.

Oczywiście celem zawsze jest Karowa, tym bardziej cieszymy się, że w tym roku udało nam się zakończyć Barbórkę na trzecim miejscu w klasie tym samym zapewniając sobie pewny start do tego wyjątkowego odcinka. Magia tego startu była dokładnie taka sama, jak za pierwszym razem – podsumowuje zadowolona Agnieszka.

Z pierwszego miejsca w klasie podczas Kryterium Asów może się cieszyć Monika Chmielewska, która przy tej wyjątkowej okazji – towarzyszyła swojemu mężowi Jankowi (Citroen DS3). Sam rajd przysporzył załodze nieco problemów z doborem opon, ale wieczorny finał wszystko wynagrodził:

Monika Chmielewska
fot. Jola Żuk

Dzięki Jankowi miałam wielką przyjemność uczestniczyć w tej rajdowej przygodzie. Dla mnie był to weekend pełen emocji, ponieważ stały przede mną zadania, które starałam się wykonać najlepiej jak potrafię. Na pewno Barbórka 2013 pozostanie na długo w mojej pamięci, gdyż rajd z perspektywy pilota wygląda zupełnie inaczej. Nie ukrywam, że podobało mi się w tej roli, ale starty w Mistrzostwach Polski pozostawiam profesjonalistom. Jestem bardzo mile zaskoczona ogromem pozytywnych komentarzy, które usłyszeliśmy w trakcie i po rajdzie. Dziękuję wszystkim za wsparcie, a kibicom za tak wspaniały doping na oesach. To dzięki Wam przejazd ulicą Karową jest tak niesamowitym przeżyciem! – podsumowuje Monika.

 

Klaudia Podkalicka
fot. Jola Żuk

Jedyną kobietą za kierownicą podczas Rajdu Barbórki była Klaudia Podkalicka, która na tę specjalną okazję – przywiozła Subaru Imprezę i tatę na prawym fotelu. Poszło trochę słabiej, niż Klaudia sobie radzi za kierownicą samochodu terenowego (30. miejsce w klasie), ale już sam start przyniósł wiele pozytywnych emocji:

– Zawsze marzyłam aby wystartować topową rajdówką, padło na N14. Nie ukrywam, że nie miałam wcześniej okazji jeździć takim samochodem ( 2,5 silnik,380 km i ok. 6000 Nm). W tym roku postawiliśmy sobie za cel wystartować Subaru. Nie liczyłam na jakis szczególny wynik, niestety nie było możliwości zrobić zbyt dużo kilometrów, aby wjeździć sie w tego potwora (śmiech). Liczył się tylko fun! Dzięki pomocy Sunny Corn, WRC Pleszew, element, otoMoto.pl udało się spiąć budżet i wystartować. Pilot…nie miałam żadnych wątpliwości. Pierwszą Barbórkę w KIA Picanto wystartowałam właśnie z tatą, kolejną w Subaru GT również w rodzinnym gronie. Nie wyobrażałam sonie nikogo innego na miejscu pilota. Jest związany ze sportem samochodowym od wielu lat, jest moim nauczycielem…

Uwielbiam Rajd Barbórki! Dlatego tak bardzo się cieszę, że mogłam wystartować kolejny raz w tej prestiżowej imprezie. Natomiast dla mnie rajd mógłby się zacząć dopiero w niedzielę, kiedy zaczęłam się wjeżdżać w rajdówkę. Pozostał mały niedosyt 🙂 Wierzę w to, że gdybym odbyła intensywny trening tak jak moi koledzy, poszłoby znacznie lepiej.

Rajd Barbórka to piękne widowisko sportowe. Nie wyobrażam sobie abym nie mogła podziękować kibicom za wspaniały sezon. To dla nich jest ta impreza, a my jesteśmy jej częścią. Jednak bez kibiców żadne wydarzenie nie miałoby sensu.

Chciałabym bardzo podziękować wszystkim, dzięki którym ten start był możliwy. Jesteście wspaniali! – podsumowuje zawodniczka.

Spytaliśmy Klaudię, czy nie zamierza zmienić dyscypliny sportów motorowych?

– Mimo, że prawdziwe ściganie rozpoczęłam niedawno, w 2006 roku, długie przerwy spowodowane brakiem budżetu nie pomagały mi w podjęciu jednoznacznej decyzji. Jednak starty w wyścigach samochodowych były wielką nauką, którą przeniosłam na rajdy Cross Country. To właśnie mój główny kierunek. W tej dyscyplinie czuję się najlepiej. Starty są na wysokim poziomie, czasami sprzęt zawodzi, ale warunki, w których jeździmy są wyjątkowo ekstremalne. Mówiłam wielokrotnie o celu, jaki sobie postawiłam – Rajd Dakar. Chcę stanąć na starcie właśnie w tym wydarzeniu i osiągnąć metę na przyzwoitym miejscu. Mam wielu przyjaciół, partnerów, dzięki którym krok po kroku realizujemy ten cel – mówi zawodniczka.

Kolejna pilotka na mecie to Justyna Waliszewska u boku Pawła Poletyło. Załoga BMW 318 IS zajęła 13. miejsce w klasie. To mała rozgrzewka tej zawodniczki przed planowanym powrotem na rajdowe odcinki w przyszłym sezonie. Trzymamy kciuki!

Marta Momot
fot. archiwum załogi

Marta Momot to pilotka z Hondy Civic, którą kierował Krzysztof Siwek. Załoga zajęła 16. miejsce w klasie, a zawodniczka świetnie dała sobie radę w metropolii:

– Rajd był całkiem przyjemny. Przyznam, że przypominał trochę większy kjs z zaplątanymi trasami. Całość była dobrze zorganizowana i bardzo fajnie się jeździło. Byłam mile zaskoczona, jeżeli chodzi o książkę drogową. Nie byłam zbyt wiele razy w Warszawie i miałam obawy, że mogą być problemy w poruszaniu się w tak dużym, zakorkowanym mieście. Ale wszystko bardzo czytelnie zostało rozwiązane i współpracowało się bardzo dobrze. Przygód konkretnych nie było, poza Bemowem, gdzie straciliśmy troszkę czasu na grzebaniu się w śniegu i raz była za duża prędkość na zakręcie, i nas troszkę wyniosło. Nasz plan został zrealizowany, jechaliśmy po prostu spokojnie do mety i udało się – opowiada Marta.

Magdalena Tokarska
fot. archiwum zawodniczki

A Magdalenę Tokarską na rajd zabrał jej chłopak – Artur Rowiński w niesamowitym Audi Quattro. Załoga nie została sklasyfikowana, ale wrażeń nie zabrakło:

– Był to mój pierwszy rajd, więc było to dla mnie nowe przeżycie (śmiech). Nasz samochód wzbudza wiele pozytywnych emocji, ponieważ jest niepowtarzalny i ma wyjątkowo piękny dźwięk silnika. Jazda w nim – to ogromna frajda i niezapomniane wrażenia! Każdy odcinek był inny, ale zdecydowanie najbardziej spodobał się nam Park Militarny Rembertów – dużo zręcznościówki, ale również dwie proste, na których można było użyć mocy samochodu. Jeżeli chodzi o część, która zrobiła na mnie największe wrażenie – to Karowa. Atmosfera była niesamowita, kibice rewelacyjni, a kręcić beczki moglibyśmy bez końca – czym też zdobyliśmy sobie ich sympatię (śmiech). Rajd Barbórki był pełen wrażeń, cudownych emocji, adrenaliny i radości z pasji, którą dzielę wspólnie z moim chłopakiem – opowiada Magda.

Jaką przygodę przeżyła Magda można obejrzeć na filmie:

Wyjątkowego pecha miała załoga Subaru Imprezy z numerem 38. Agnieszka Piątkowska pilotująca swojego męża Karola, nie mogła zbyt długo cieszyć się rajdową adrenaliną, ponieważ ich auto zapaliło się tuż po pierwszym odcinku:

– Zaraz po zjeździe z pierwszego odcinka spod maski zaczął wydobywać się dym, na szczęście dzięki pomocy serwisu Nivette, który był na miejscu awarii, udało nam się ugasić pożar i tym samym uratować samochód – wspomina kierowca pechowej rajdówki.

Dorota Paszkowska dyktowała Michałowi Ratajczykowi w Mitsubishi Lancerze.
fot. Jola Żuk

Na brak przygód nie mogła także narzekać Dorota Paszowska, która dyktowała Michałowi Ratajczykowi w Mitsubishi Lancerze:

– Tegoroczna Barbórka była naszym debiutem. Zarówno ja – w roli pilota jak i Michał, stawiamy dopiero pierwsze kroki w profesjonalnym motorsporcie. Bardzo długo nie było wiadomo, czy w ogóle start będzie możliwy, gdyż budowa auta przedłużała się, a dziura budżetowa rosła. Jednak w końcu udało się i znaleźliśmy się na starcie. Jako, że to debiut – stres był ogromny. Pierwszy OS nie był dla nas szczęśliwy, ponieważ na jednym cięciu rozwaliliśmy felgę i oponę. Pech chciał, że był to nasz jedyny komplet “zimówek” na cały rajd, więc kolejne dwa OS-y były “tańcem na lodzie” na deszczowych slickach, ale dzielnie walczyliśmy! Na 4 OS udało nam się pożyczyć “zimówki”, co poskutkowało 18. czasem na tym odcinku. Niestety, żeby nie było tak różowo… na 5 OS-ie zaliczyliśmy zwiedzanie krawężnika prawym, tylnym kołem i połamaliśmy wahacz. Udało się nam poradzić z tym problemem, jednak nie na tyle, by nie zaliczyć sporego spóźnienia na 6 OS. Wystartowaliśmy jednak i dojechaliśmy cali, zadowoleni na metę rajdu.

Barbórka to wspaniały, legendarny rajd, a wzięcie w nim udziału było naszym wspólnym marzeniem od bardzo dawna. Debiut w takiej imprezie jest dla nas wielkim motywatorem do dalszej nauki i treningów przez cały rok, by następnym razem zaprezentować się w jeszcze lepszej formie. Chciałabym też podziękować wszystkim, dzięki którym nasz start był w ogóle możliwy, a w szczególności: chłopakom z serwisu 7Motorsport za genialne przygotowanie auta do startu i obsługę w trakcie rajdu, DAFTCODE, KWEJK.PL, ILLUME.pl, ZEROEIGHT RACING, Joli Żuk oraz RallyKing.pl za pomoc we wszystkim. No i oczywiście wszystkim, którzy dzielnie kibicowali na OS-ach, mimo mega zimna – mówi zawodniczka.

Alicja Gnatowska i Adam Dowgird w Polonezie
fot. Jola Żuk

W Rajdzie Legend na 11. miejscu metę osiągnęła Magda Wilk, dyktująca Arkadiuszowi Kula w Alfie Romeo GTV 2000.

– Na początku trochę żałowałam, że nie siedzę za kółkiem, bo warunki (śnieg, błoto) były prawie idealne dla aut ze słabszymi silnikami. Ale.. nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i strasznie się cieszę, ze startu jako pilot Arka, bo wyjątkowo nie miałam też żadnego ciśnienia. Może to kwestia nastawienia zawodników z klasy Legend – „tylko spokój i cisza Nas uratuje”. Tak też od początku do końca z dużym zadowoleniem „siedziałam” sobie na prawym i obserwowałam odcinki analizując każdy kilometr. Nie ukrywam, że w „przerwach w dyktowaniu” wyobrażałam sobie jak sunę tutaj moim BMW 318is w przyszłym roku. W kwestii samego rajdu to na pewno ta Barbórka faktycznie obfitowała w kilka nowości.
Magda Wilk pilotowała Arkadiusza Kulę w zabytkowej Alfie Romeo  GTV 2000
fot. z archiwum załogi

Jedną z najfajniejszych dla mnie było jechanie w pętli, przez co nie skończyliśmy rajdu o 11, tylko cały dzień kręciliśmy się w rajdówce. Bemowo bez skoku na mostku wprawdzie tak dobrze nie smakowało, jednak całkowicie rozumiem decyzję Arka, który dobrze wie, że niestety to nie jest auto do tego typu wyczynów. Tak czy inaczej – bardzo udany weekend, który ponownie zbliżył mnie do rajdowych Legend i trochę pozwolił nabrać zdrowego dystansu do tego sportu. Można się w końcu dobrze bawić nie za wszelką cenę, nie wygrywając i dalej czerpać satysfakcję z samego miłego spędzenia weekendu, za co dziękuję wszystkim nowo poznanym „Legendom” i panu Markowi Pawłowskiemu, który odpowiada za Rajd Barbórka Legend i sporo serca wkłada w to, aby rajdowe Legendy nie przeszły do lamusa – mówi zawodniczka.

A na 19. lokacie uplasowała się załoga Mercedesa 190E: Marcin Miziak i Barbara Dobrucka.

Niesklasyfikowana została Aleksandra Kamińska w Renault Alpinie A310 V6 u boku Jarosława Kamieńskiego i Alicja Gnatowska z Poloneza, dyktująca Adamowi Dowgird. A zawodniczka tak wspomina swój start w Barbórce:

– 51 Rajd Barbórka zaczął się dla nas fantastycznie. Dwa pierwsze oesy – super! Drugi czas w generalce po pierwszym odcinku i pierwszy czas po drugim. Czego chcieć więcej? Ale na trzecim odcinku, zaczęła się chyba kumulować fala nieszczęść z całego roku. Był to nasz 13 start w tym roku i wygląda na to, że pechowa trzynastka dopięła swego!

Na Bemowie wjechaliśmy w zaspę śniegu przed mostkiem i jechaliśmy z oponą pod autem! To spowodowało dużą stratę czasową – spadliśmy z pierwszego miejsca na dziesiąte. Ale to był dopiero początek… Na oesie czwartym Rembertowo za wcześnie wjechaliśmy na PKC i to już sprawiło, że byliśmy w szarym polu. Ale trzeba było jechać, nie poddawać się!

Oes piąty Cytadela – to super 6. czas na odcinku. Nie poddawaliśmy się, walczyliśmy dalej. Ostatni odcinek – Bemowo i zachciało się nam skakać na mostku! Czego się nie robi dla kibiców? A lądowanie miękkie nie było… Zakończyliśmy oes bez ciśnienia oleju, ale dojechaliśmy do mety i uzyskaliśmy trzeci czas na próbie, 15 miejsce w generalce. Jak na tyle przygód to super wynik. Niestety auto nie było w stanie dojechać do mety na stadion. Musiałam zrobić to, czego nigdy nie chciałam zrobić – zgłosić rezygnację z rajdu.

Wrażenia po Barbórce bardzo fajne. Cieszę się, że spędziłam ten weekend w świetnym gronie, ciepłych ludzi. Wielkie brawa i gratulacje dla wszystkich zawodników z grupy Legend! Podziękowania dla Adama Dowgirda za super zakończenie sezonu – mówi zawodniczka.

Sezon rajdowy 2013 uroczyście i tradycyjnie zamknął Rajd Barbórka. Pozostaje nam trzymać kciuki za plany zawodników, bo właśnie ta przerwa w startach jest często dla nich decydująca. Czy uda się zebrać budżet na przyszłe starty? Czy marzenia mają szanse na realizację? I ile zobaczymy zawodniczek na rajdowych trasach? Na te pytania odpowiemy na pewno w przyszłym sezonie rajdowym.

Najnowsze

Kontrowersyjna Mary Barra nową szefową General Motors

"Gdzie diabeł nie może tam babę pośle" - oto Mary Barra, nowa szefowa GM ma dźwignąć koncern z kłopotów finansowych. Wygłasza przy tym dość kontrowersyjne teorie.

General Motors na przestrzeni lat rozrosło się do gigantycznych rozmiarów. Jednak kij ma dwa końce – olbrzymia korporacja w efekcie popadła w kłopoty finansowe i tęgie, męskie głowy przestały sobie radzić. W takich wypadkach na myśl przychodzi przysłowie: gdzie diabeł nie może tam babę pośle…

Sytuacja w GM wymusiła rozpoczęcie prac mających na celu restrukturyzację wewnątrz firmy. Mary Barra była od początku jedną z osób zaangażowanych w te działania.

O szefowej Volvo Group Truck Polska (pojazdy Volvo Trucks i Renault Truck) czytaj tutaj.

Wczoraj koncern poinformował, że Mary Barra w połowie przyszłego miesiąca zasiądzie za sterami ogromnego przedsiębiorstwa, jakim jest General Motors. Zastąpi na tym stanowisku obecnego CEO, Daniela Akersona.

Akerson uważa, że Mary Barra to świetny wybór i jego zdaniem poradzi sobie z obowiązkami; umie organizować pracę i zna GM od podszewki. Pracuje w tej firmie ponad trzydzieści lat. Mary to pierwsza kobieta na tak wysokim stanowisku w historii firmy General Motors.

Mary Barra – kobieta prezes General Motors

Barra obecnie jest wice-prezesem ds. globalnego rozwoju produktów – sekcji, której wartość wyceniana jest na piętnaście miliardów dolarów.

W niedawnym wywiadzie udzielonym Fortune Magazine, powiedziała, że dzięki krokom, które zdecydowała się podjąć z własnej inicjatywy, firma przeszła w miarę szczęśliwie przez trudny czas kryzysu z 2008 roku.

Mary Barra chce dążyć do zmiany „kultury” firmy i zdecydowanie sprzeciwia się produkowaniu „gównianych samochodów”. Barra wie, jak ogromna spoczywa na niej odpowiedzialność i dlatego musi rozważnie podejmować decyzje dotyczące tego, jak rozkładać budżet przeznaczony na kreowanie nowych modeli, który obecnie jest obniżany w wielu firmach produkujących auta. Poza tym będzie kładła duży nacisk na jakość nowych pojazdów.

Oto wywiad z niedawną kandydatką na stanowisko prezesa GM, Mary Barra, w którym wyjaśnia, jakich samochodów nie widzi już w GM.




Najnowsze