Niezbyt raptowna pierwsza jazda – Skoda Rapid 1.6 TDI 105 KM

Stosunkowo niedroga nowa Skoda Rapid nie wywołuje entuzjazmu wśród... nikogo. Bo nie dla wybuchów euforii fanów motoryzacji została stworzona. A dla kogo powstała, dlaczego i kto pewnie zasiądzie za jej kierownicą? Próbowała to ustalić na pierwszych jazdach nowym modelem wysłanniczka Motocainy.

Skoda Rapid lepiej prezentuje się w optymistycznych kolorach lakieru.
fot. Katarzyna Frendl

Pierwsze jazdy nową Skodą Rapid nie zapowiadały się emocjonująco. No jasne! Najłatwiej jest pisać o super sportowych brykach, nadwoziowych pięknisiach, ekstremalnych doznaniach podczas jazdy. A co z prozą życia, realiami, przeciętnym polskim kierowcą? Ten ostatni to tzw. „pan w kapelusiku” albo „baba za kierownicą”. To ta właśnie grupa kupuje tanie Skody*? A może chodzi o niedowidzący target, który potrzebuje dwuogniskowej szyby przedniej lub o oldboy’ów czy oldbaby, chowających sztuczne szczęki w schowkach kokpitu? Nic bardziej mylnego! Wszyscy wymienieni potrafią dziś nieźle wybrzydzać i dla nich producent musi się bardzo nagimnastykować, żeby sprostać  oczekiwaniom – to naprawdę trudne! A jak sprawić, żeby wyjść poza rzeczoną grupę kierowców i zainteresować innych kolejnym, niedrogim modelem Skody – nowym Rapidem?

Cóż, może być trudno. Wytłumaczę to tak: miałyście kiedyś do czynienia z mężczyzną, który na pierwszy rzut oka wydawał się eleganckim gościem z klasą, dbającym o szczegóły gentlemanem, a tuż po wymianie z nim kilku zdań wiedziałyście, że jest daleki od ideału? Zapewne właśnie w tym momencie większość młodych, ambitnych kobiet zrezygnowałaby z dalszej znajomości – te panie zainteresują się kilkuletnimi autami klas wyższych, które zabłysną w towarzystwie równie jasno, jak one same. Kto zatem wytrwa do pierwszej randki, albo wręcz zwiąże się na lata z naszą porównawczą, ładnie zdobioną, męską wydmuszką? Dziewczyny, które już nie mają wyboru i nie bardzo wiedzą w czym przebierać? Może matki, borykające się na co dzień z gromadką dzieci na utrzymaniu? Dojrzałe panie, które nie mają już ani ochoty na prawdziwych macho, ani na wywieranie wrażenia na kimkolwiek? Większość tychże szuka w mężczyznach (a może też w samochodach) spokoju, bezpieczeństwa, stabilizacji – dawno wyrosły z emocjonalnych uniesień. Po co im więc metroseksualny inteligent, skoro wolą prostego, nieskomplikowanego opiekuna?

Skoda Rapid z boku może być mylona z Volkswagenem Jetta.
fot. Katarzyna Frendl

To trochę tak, jak z Rapidem. Owszem, spodziewasz się po nadwoziu – przypominającym sylwetkę Volkswagena Jetta – równie dobrze skrojonego wnętrza. Gdy już zasiadasz za kierownicą czar pryska i zaczynasz schodzić nieco z piedestału, do smutno szarej, jak kokpit w podstawowej wersji Rapida, rzeczywistości…

Trzeba jednak przyznać, że auto z zewnątrz prezentuje się bardzo zgrabnie. Być może to zasługa usilnych starań projektantów, aby o tej sylwetce nie mówić jak o Fabii z doczepionym kufrem, czy jak o nudnym sedanie, lecz jako pełnoprawnym liftbacku. Nie ma tu ekstrawagancji w stylizacji, za to jest kilka sprytnych zabiegów podkreślających pewnego rodzaju elegancję, jakąś klasykę, może nawet dostojność, dojrzałość. A to niezbyt ostre przetłoczenia, a to ciągnące się przez całą długość nadwozia proste linie, a to nowy grill w kształcie rozłożonych skrzydeł. Przód i bok Rapida prezentują się więc całkiem szykownie. Tył już nie jest aż tak nobliwy, choć jego wysoka zadartość stara się usilnie komponować z całą sylwetką. Wypada też wspomnieć o zapoczątkowanych w modelu Citygo (pierwsza jazda tutaj) nowych oznaczeniach: na masce wylądował monochromatyczny – a nie jak do tej pory w połowie zielony – symbol indiańskiej strzały, a na klapie bagażnika połyskuje chromowany napis Skoda (do tej pory było tylko logo) oraz nazwa modelu.

Dla kogo i dlaczego?
Nową Skodę docenią kobiety, które traktują samochód jako narzędzie do robienia zakupów, czy kursów typu: szkoła dzieci-praca-dom.  W końcu to całkiem pojemne auto – zarówno jeśli chodzi o miejsce dla pasażerów jak i przestrzeń bagażową. Zwrócą na nie uwagę zapewne także zaskoczone wpadką pary, które w popłochu szukają samochodu zdolnego pomieścić wyprawkowy ekwipunek przewrażliwionych na punkcie pierwszego dziecka rodziców – Ci zresztą nie zdążyli jeszcze uzbierać w życiu funduszy na droższe auto. Mogą ten pojazd uwielbiać znienawidzone przez większość kierowców przaśne żonki w moherowych beretach, które doradzą mężusiowi co kupić, by odpowiednio się prezentować pod kościołem –  przecież do środka nikt nie będzie zaglądał, a z zewnątrz Rapid wygląda prawie jak limuzyna!

A dlaczego popełniono Rapida, skoro na rynku jest już udana Fabia i Octavia? Otóż nowy model Skody ma niepodważalną zaletę: bagażnik. Jest najpojemniejszy w klasie i wśród konkurentów: oferuje 550 litrów vs. 510 – w dotychczasowej Dacii Logan**, 506 – w Renault Thalia, 500 – w Fiacie Linea. W dodatku pozwala zapakować bez denerwującego manewrowania nad wysokim progiem i  np. wystającymi zawiasami (to wady zbliżonego cenowo Chevroleta Cruza) wszelkie torby, walizy, czy niewymiarowe pakunki – oto radosne efekty podnoszenia klapy bagażnika razem z tylną szybą (cecha liftbacków). Docenią to na pewno kobiety. Choć te niższe (poniżej 160 cm wzrostu) mogą mieć problem z zamknięciem wspomnianej klapy, bo otwiera się dość wysoko.

Przesiadka do tyłu i już wiadomo, że miejsca jest tu w bród – wydaje się go nawet więcej niż w Octavii. Także rośli mężczyźni zasiadający za równie wysokim kierowcą swobodnie mogą wachlować kolanami, a ich czupryna nie zawadza o podsufitkę. Łatwo będzie tu kobietom manewrować z fotelikiem dziecięcym (dwa mocowania Isofix), bo tylne drzwi otwierają się szeroko na oścież i przestrzeni do obracania – czasem całkiem sporego – samochodowego mebla dla naszej pociechy, jest bardzo dużo.

Aby poczuć przyjemność podróżowania Skodą Rapid warto wybierać asfaltowe, równe nawierzchnie.
fot. Katarzyna Frendl

Powrót do przeszłości?
I to by było na tyle. Bo gdy „kątem kątem mego oka” – jak śpiewał niegdyś Kaliber 44 – zerkam niechcący do wnętrza pojazdu, to… jest już tylko gorzej. To jak wykrzywić się po przełknięciu obrzydliwego syropu – a przecież był w takim ładnym opakowaniu! Psycholog pewnie nazwałby to czymś w rodzaju dysonansu poznawczego, albo może nawet lekką schizofrenią. Bo nastawienie po obejrzeniu sylwetki auta jest tak odmienne od tego, co zastajemy w środku… Niestety, jest tu trochę tandetnie, goło (lub acetycznie jak kto woli) i ponuro. Łysy od designerskich fajerwerków (którymi atakują  konkurenci Rapida) kokpit, jest jak powrót do przeszłości – czasów Skody Felicji. Krótka konsternacja i szybka konstatacja. Bo wytłumaczenie jest tylko jedno i w pełni uzasadnione – to auto ma być tanie, a na czymś trzeba było oszczędzić. Za to jest bardzo funkcjonalnie i ergonomicznie – z każdego detalu wyziera na nas niemiecka (a właściwie volkswagenowska) dokładność, akuratność, porządek. I świetnie – bo jest tu właściwie wszystko, co pozwala się normalnie, w miarę komfortowo przemieszczać z punktu A do B. Panel centralny jest czytelny, wszystko działa intuicyjnie – w mig można pojąć, co służy do czego. Nie poskąpiono też przydatnych schowków wszędzie, gdzie trzeba, w tym – mojego ulubionego – schowka pod fotelem kierowcy (np. na obuwie na płaskim obcasie, atlas, lub mały notebook). To rozpustne auta klasy wyższej rozpieściły nas gadżetami – też się zachciało! Za 43 tysiące złotych?! No dobrze – klimę, pilota do centralnego zamka, czy najtańsze radio w standardzie mogliby dorzucić.

Ale, ale! Nie tak szybko! Przecież każda potwora znajdzie swojego amatora! A czym to auto może ująć? Zewnętrznie-przyzwoity-wewnętrznie-słaby Rapid potrafi przyjemnie zaskoczyć niskim zużyciem paliwa. Na krótkim odcinku 100 kilometrów, nie trudząc się specjalnie, zeszłam z wynikiem spalania oleju napędowego poniżej 7 litrów. Fakt – byłam wcześniej szkolona z ekodrivingu w Skoda Auto Szkole…

Główna zaleta Skody Rapid – pojemny bagażnik.
fot. Katarzyna Frendl

Przemieszczanie się – niezbyt Rapid-ownie
Dość wybrzydzania – w końcu to auto zbudowane na chwalonej płycie podłogowej Fabii. Prowadzi się zupełnie przyzwoicie. No, może trochę łapie przechyłów na zakrętach i bywa zbyt miękkie… Ale w końcu w zawieszeniu tkwi niestrudzona belka skrętna (tanie, ale też i niezbyt ambitne rozwiązanie). Podwozie potrafi nieco nerwowo zareagować na nierówności w jezdni, ale czuć, że zawieszenie stara się łagodnie przekazywać na kręgosłupy pasażerów efekty swojej pracy . Nie zawsze się to udaje. Rzecz jasna wiadomo – nikt nie będzie się Rapidem ścigał, startował w rajdach, czy w ogóle sportowo podchodził do jazdy. Auto przyspiesza w godziwym tempie – jak na ten silnik i dość lekkie, 1265-kilogramowe nadwozie. Hamować nie musi jak Porsche z ceramicznymi tarczami, czyni to zatem w sposób zupełnie naturalny dla pojazdów tej klasy. Jednostka o pojemności 1,6 litra daje z siebie 105 koni mechanicznych mocy (w przyszłym roku wprowadzony zostanie 90-konny wariant tego silnika), więc podróż Rapidem może upływać wystarczająco komfortowo. Przecież nikt nie spodziewa się tutaj skoków adrenaliny. Niestety praca tego silnika, niezależnie czy zimnego, czy rozgrzanego, mimo, że cicha, jest niezbyt przyjemna. No i czegoś brakuje w konfiguracji tej jednostki z 5-przełożeniową  skrzynią – po prostu: 6 biegu… Swoją drogą, ciekawe dlaczego po jeździe najmocniejszym dieslem, nie przyszło mi do głowy zasiadać za kierownicą wersji z jednostką 1.2 TSI o mocy 105 koni, że o istniejącej odmianie Rapida z 76-konnym trzycylindrowcem 1.2 MPI nie wspomnę? Jakaś dziwna jestem… Te jednostki wylądują pewnie w egzemplarzach, które z lubością będą nabywać floty firmowe i zarzynać przedstawiciele handlowi.

W podstawowym wyposażeniu Skody Rapid jest m.in. ABS, ESP, ASR, EDS i HBA, elektrycznie sterowane szyb z przodu, 4 poduszki powietrzne i kurtyny, regulowana kolumna kierownicy w dwóch płaszczyznach.  W opcji dostępne są m.in. automatyczna klimatyzacja, bluetooth, tempomat, haczyki i siatki w bagażniku, spojler na tylną klapę, foteliki dziecięce, dwustronna wykładzina bagażnika.

O dziwo – zarówno w ruchu miejskim,  czy podczas jazdy po autostradzie – w Rapidzie jest całkiem cicho. Nie jest wybitnie wyciszony, ale na tyle, aby dostrzec, że przy 130 km/h swobodnie można rozmawiać nie przekrzykując się. Docenią to na pewno wasze chcące spać w podróży pociechy, czy pasażerowie, a jadący samotnie kierowca może słuchać radia (do wyboru kilka wariantów audio) na normalnym poziomie głośności, a nie denerwujących odgłosów pochodzących spod kół i okolic wysokoprężnego silnika.

Na koniec zabawne rozwiązanie (uroczy i tani jak barszcz szczególik) – ktoś sprytny wymyślił, aby na wewnętrznej stronie klapy prowadzącej do baku przymocować… skrobaczkę! Każdemu europejskiemu kierowcy (w ciepłych krajach pewnie oferują spray na moskity) – i to pewnie nie raz – zdarzyło się zostać zaskoczonym przez mróz, który skuł szyby samochodu. A tu proszę – skrobaczka zawsze pod ręką. Szkoda tylko, że centralny zamek nie obejmuje również zamykania dostępu do baku, choć nie sądzę, aby mały, plastikowy drobiazg był przedmiotem notorycznych kradzieży. Bo na szczęście na skrobaczkę to każdego już stać, podobnie, jak powinno być nas wszystkich stać na Skodę Rapid***. Powinno.

Na tak
– bardzo przydatne kieszenie w bokach oparć foteli z przodu (niestety jako opcja) – idealne na schowanie drobiazgów (patent pochodzący jeszcze z Fabii II)
– wreszcie jest – złącze usb (za dopłatą)
– duża przestrzeń wewnątrz auta i w bagażniku
– skrobaczka

Na nie
– smutne wnętrze
– dziwnie wysoko zadarta część bagażnikowa
– po złożeniu tylnej kanapy nie ma możliwości uzyskania płaskiej podłogi
– słaba widoczność do tyłu (tylna szyba mocno pochylona)

W co warto zainwestować
– w najmocniejszego diesla o mocy 105 KM (ewentualnie silnik benzynowy 1.4 TSI 122 KM ze skrzynią DSG)
– w lepszy zestaw audio niż podstawowy
– w przydane opcje: uchwyt na rowery, wieszaki na ubrania czy – dla chętnych – lodówkę
– w beżowe, przytulne wnętrze
– w czujniki parkowania z tyłu (dostępne dopiero od najbogatszej wersji)
– w wersję dla wesołych – wybitnie optymistyczny kolor nadwozia – zielony Rally

Od IV kwartału 2013 roku ma być dostępna Skoda Rapid w wersji hatchback.

Do końca roku 2012 trwa promocja na zakup auta. Cena podstawowej wersji Skody Rapid zaczyna się normalnie od 47 950 złotych (wersja wyposażeniowa Active – silnik 1.2 MPI 75 KM). Z okazji debiutu – 43 860 złotych.

Konkurenci: Fiat Linea, Dacia Logan, Renault Thalia, Chevrolet Cruze

* Od stycznia do października 2012 Skoda Octavia i Skoda Fabia są najlepiej sprzedającymi się modelami w Polsce (źródło: Samar)
** W salonach Dacia czeka już się na nowego Logana, a ten może mocno namieszać w segmencie.
*** Skoda Rapid po raz pierwszy pojawiła się w ofercie marki z początkiem kwietnia 1934 roku i większość kojarzy ją do dziś nie tylko z jednym z najbardziej udanych aut z rejonu demoludów, ale także z akcjami propagandowymi, tj. wielka ekspedycja afrykańska małżeństwa Škulinovych.

Dane techniczne: Skoda Rapid 1,6 TDI 105 KM
Nadwozie i liczba miejsc: pięciodrzwiowe, 5 miejsc
Pojemność silnika: 1598 cm3
Moc silnika: 105 KM
Rodzaj paliwa: olej napędowy
Liczba cylindrów: 4
Turbina: Tak
Maks. moment obrotowy: 250 Nm przy 1500 – 2500 obr./min.
Skrzynia biegów: manualna, pięciobiegowa
Napęd: przedni
Przyspieszenie 0-100 km/h: 10,4 sek.
Prędkość maksymalna: 190 km/h
Średnie spalanie wg producenta 4,4 /100 km
Pojemność bagażnika: 550 l

By the way… żal serce ściska!
Trochę historii. Pamiętam czasy, gdy Skodę kojarzono zwykle z kanciastą, lecz jakże swojską dla Polaków Favoritką. Podczas gdy wojna w Zatoce Perskiej groźnie eskalowała, a Martina Navratilowa po raz 8. wygrała turniej na Wimbledonie, Czesi mieli powody do świętowania – zjazd z taśmy pierwszego egzemplarza przedprodukcyjnego modelu Favorit (1 lipca 1987 roku). Auto kosztowało wówczas 143500 koron czeskich. Średnia pensja u naszych południowych sąsiadów wynosiła około 3000 koron, więc klienci musieli czekać prawie 50 miesięcy, zanim było ich stać na zakup auta – cóż za determinacja! Nie to co dziś – dla porównania, obecna, podstawowa wersja Fabii, to w Czechach równowartość 13 przeciętnych pensji, czyli około 4 razy mniej niż przed laty. Model Favorit, stanowiący punkt wyjścia dla dwóch pokrewnych wersji nadwoziowych (kombi zwane Forman oraz Skoda Pick-up), został w roku 1994 zastąpiony przez równie ciepło kojarzoną Skodę w Polsce – Felicię. W między czasie (16 kwietnia 1991 r.) Skoda Auto dołączyła do grupy Volkswagena.

Wiele wody upłynęło, ale stereotyp o Skodzie w Polsce jest niestety wiecznie żywy. To głupie. Obecnie firma stara się przyciągnąć klientów ciekawymi inicjatywami: w Polsce na przykład, kilka lat temu, zaproponowano wspólnie z rodzimą marką odzieżową Monnari 10 wzorów oklein dla Fabii po to, by dotrzeć do chcących wyróżnić się kobiet. Od lat Skoda promuje ekonomiczną jazdę podczas szkoleń z ecodrivingu, oferuje kursy we własnej Skoda Auto Szkole z doskonalenia techniki jazdy, promuje sport motorowy i… ciekawą muzykę (Skoda Auto Muzyka). Nie skłamię jak napiszę, że firma z Mlada Boleslav robi teraz wyjątkowo udane modele – np. świetne Yeti, konkurencyjnego dla limuzyn wyższej klasy Superba, czy zadziorną Fabię RS (że nie wspomnę o Fabii S2000 – nasza jazda tym agresorem tutaj).

Teraz więc tylko żal serce ściska. Że to nie Polska właśnie i jej zakłady FSO – które były rozważane przez Volkswagena w ramach olbrzymich inwestycji i ekspansji niemieckiej marki na światowych rynkach – lecz rosnąca dziś w siłę Skoda, zyskała najwięcej w europejskiej branży motoryzacyjnej ostatnich lat. Cóż, pozostaje pogratulować Czechom spektakularnego sukcesu.

Najnowsze

Honda Fit She’s: przerost różowej formy nad treścią?

Co za dużo, to niezdrowo. Inicjatywa Hondy polegająca na stworzeniu auta przeznaczonego tylko i wyłącznie dla kobiet na Zachodzie spotkała się raczej z politowaniem. Nic dziwnego, że sprzedaż jest ograniczona wyłącznie do rynku japońskiego.

Honda Fit She’s poraża już samym kolorem. Paleta barw nawiązuje do modnych cieni do powiek, przede wszystkim w odcieniach różu. Wszystko w tym samochodzie jest przerażająco różowe. I to nie wszystko: przednia szyba została skonstruowana tak, by „zapobiegać zmarszczkom” (cokolwiek miałoby to znaczyć), a klimatyzacja poprawia kondycję skóry.

fot. Honda

„Sugeruję jeszcze szminkę w miejsce zapalniczki” – zjadliwie zasugerował jeden z blogerów.

Nie pierwszy raz powstaje samochód przeznaczony wyłącznie dla kobiet. Pierwszy był biało-różowy Dodge LaFemme z 1955 roku. W 2000 roku natomiast Ford wypuścił minivana wyposażonego w pralkę z suszarką, odkurzacz i mikrofalówkę, aby kobiety mogły czuć się perfekcyjnymi paniami domu nawet w podróży. Nie spotkało się to z przesadnym entuzjazmem, a często nawet z jawną wrogością. Nic tak bowiem nie utrwala stereotypów niż odrysowany od linijki podział, co jest dla kogo.

fot. Honda

Japonkom jednak, które mają więcej serca dla różu, pomysł zdaje się podobać.

fot. Honda

Najnowsze

Mój GPS jest kobietą!

„Za dziesięć metrów skręć w prawo” – sugeruje GPS robotycznym wprawdzie, ale bez wątpienia kobiecym głosem. Systemy nawigacji, aplikacje w Iphone’ach, syntezatory mowy... coraz częściej sztuczna inteligencja jest płci żeńskiej. Dlaczego?  

Przyczyn może być kilka. Jedna z teorii sugeruje, że – ogólnie rzecz biorąc – damskie głosy są przyjemniejsze dla ucha i dlatego są preferowane. Clifford Nass z Uniwersytetu Stanford twierdzi, że zdecydowanie łatwiej znaleźć kobiecy głos, który by wszystkim odpowiadał, aniżeli jego męski odpowiednik. Kształtowanie tych preferencji sięga jeszcze życia płodowego. Dziecko jest w stanie rozpoznać głos matki i reagować na niego, ale nie wykazuje żadnej reakcji na głos ojca.

Kolejna teoria szuka wyjaśnienia w historii – systemy nawigacji lotniczej podczas II Wojny Światowej były obsługiwane przez kobiety, aby odróżniać się od głosów pilotów. Również telefonistki tradycyjnie nosiły spódnice.

Poradzi, wesprze, pokieruje…
fot. materiały prasowe

Co ciekawe, ten trend jest wyraźnie widoczny w wielu miejscach na świecie, ale w Niemczech się nie przyjął. Próby wprowadzenia w późnych latach 90. nawigacji sterowanej kobiecym głosem wywołało falę protestów mężczyzn, którzy nie życzyli sobie otrzymywać wskazówek od płci pięknej.

Jeszcze jedna teoria jest po części popkulturowa. Pamiętacie HAL-a, komputer z „Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka z 1968 roku? Przemawiał głosem, od którego ciarki chodziły po plecach. Skojarzenia okazały się na tyle silne i głęboko zakorzenione, że wiele firm produkujących systemy elektroniczne zrezygnowało z męskich głosów z uwagi na HAL-a. Co innego komputer pokładowy ze Star Treka – głos „Pierwszej Damy Star Treka” Majel Barrett budził wyłącznie dobre skojarzenia.

Majel Barrett, pomocny głos ze Star Treka
fot. materiały prasowe

Po uruchomieniu pomocnej aplikacji Siri w iPhone’ach 4S, pełniącej rolę automatycznej asystentki (może zamówić pizzę, sprawdzić prognozę pogody, a nawet zorganizować spotkanie) podniosły się głosy, że trend ewoluuje w kierunku seksizmu. Zwłaszcza że głosy sugerujące wiedzę i władzę (na przykład narratorów w filmach) są częściej męskie. Dlaczego damskie mają koić i służyć?

Zdaniem socjologa Rebeki Zorach z Uniwersytetu w Chicago, po części mamy tu może do czynienia z utrwalaniem istniejących stereotypów, ale raczej nie z ich tworzeniem. Kobiety tradycyjnie mają sobie radzić lepiej niż mężczyźni w dziedzinie komunikacji i związków międzyludzkich. Dlatego twórcy technologii, wspierając się badaniami marketingowymi, odpowiadają po prostu na już istniejące potrzeby.

Źródło: CNN

Najnowsze

Nowy Subaru Forester 2013 dla niezależnej kobiety

Rodzina Subaru się powiększa. Kilka dni temu oficjalnie ogłoszono debiut nowego Forestera.

Założeniem podstawowym, jak możemy wyczytać w materiałach producenta, było stworzenie auta, które już z daleka prezentuje się jak rasowy SUV, a przy bliższym poznaniu tylko to wrażenie potwierdza. Forester ma być niekłopotliwy w użytkowaniu i przyjemny w prowadzeniu, zwłaszcza na długich dystansach.

Dostępne będą dwie opcje silnika, oba w układzie bokser. Pierwszy z nich (pojemność 2.0 litra, DOHC, czterocylindrowy, poziomy-przeciwsobny, benzynowy, wolnossący) charakteryzuje się szybką reakcją na naciśnięcie pedału gazu i znacznie zwiększonym momentem napędowym w niskich i średnich zakresach obrotów wału. W drugim z nich Subaru użyło własnej technologii wtrysku bezpośredniego i turbodoładowania. W silniku tym zastosowano nowo opracowaną turbosprężarkę typu twin scroll. Moc maksymalna silnika wynosi 206 kW (280 KM), a moment maksymalny 350 Nm przy 2000 obr/min.

Skrzynia biegów Lineartronic została przystosowana do przenoszenia wysokiego momentu napędowego.

Nowy Subaru Forester 2013 – rasowy SUV?
fot. Subaru

Nadwozie zostało usztywnione, a zawieszenie Forestera z silnikiem turbodoładowanym specjalnie przystosowane dla tego modelu. Zwiększono sztywność resorowania, aby uzyskać lepszą stabilność auta podczas jazdy z dużymi prędkościami.

Nowością jest system sterowania napędem AWD, X – MODE, opracowany głównie do jazdy po nierównych i śliskich nawierzchniach. Przy jego zastosowaniu silnik, układ napędowy oraz VDC (ESP) sterowane są wspólnie.

Subaru Forester 2013
fot. Subaru

W nowym Foresterze zastosowano sterowanie SI-DRIVE. W modelach z silnikiem wolnossącym (2.0i-L / 2.0i-L EyeSight, 2.0i-S EyeSight) SI‑DRIVE ma tryby „Intelligent mode” i „Sports mode”, które kierowca może wybierać w zależności od sytuacji. W Foresterze z turbodoładowanym silnikiem DIT (2.0 XT i 2.0 XT EyeSight) ma on tryby „Intelligent mode”, „Sports mode” i „S# – Sports sharp mode. W trybie S# kierowca może zmieniać „biegi” w skrzyni bezstopniowej, tak jak w przekładni ośmiobiegowej.

Stosowany przez Subaru system wspomagający prowadzenie samochodu „EyeSight version II”, dostępny jest w modelach z silnikami wolnossącymi i turbodoładowanymi.

Nowy Subaru Forester w wersjach ze skrzynią Lineartronic osiąga wyniki zużycia paliwa spełniające japońskie normy na rok 2015.

W Polsce prawdopodobnie trafi na rynek w marcu 2013 roku.

Najnowsze

Kobiety podbijają amerykańskie drogi

Przy okazji niedawno zakończonych wyborów prezydenckich w USA wyszły na jaw ciekawe fakty. Stanowiąca dotąd podstawę elektoratu grupa białych mężczyzn w średnim wieku zmniejszyła się – jest za to więcej Latynosów, Afroamerykanów i kobiet. I uwaga – to  samo tyczy się ogółu kierowców!  

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Michaela Sivaka i Brandona Schoettle z Uniwersytetu w Michigan, w przedziale powyżej 45 roku życia jest zdecydowanie więcej kobiet kierowców, i to bez względu na rasę i pochodzenie. Co więcej, ten trend będzie się prawdopodobnie zwiększał.

Dla potrzeb badania analitycy wzięli na warsztat statystyki obejmujące w sumie 15 lat (1995-2010). W 1995 liczba mężczyzn posiadających prawo jazdy wynosiła 89,2 miliona, a kobiet – 87,4. Przewaga liczbowa mężczyzn nad kobietami była widoczna w niemal każdym przedziale wiekowym – wyjątek stanowili kierowcy po 70. roku życia.

fot. materiały prasowe

W 2010 roku natomiast liczba kobiet-kierowców sięgnęła 105,7 miliona w porównaniu do 104,3 miliona mężczyzn! Zapowiada się, że ten trend będzie postępował. Co prawda nadal więcej młodych mężczyzn niż kobiet otrzymuje prawo jazdy, ale w obu grupach w ciągu analizowanych 15 lat nastąpiły spadki. I znowu: w przypadku młodych kobiet to spadek o 4,7%, w przypadku młodych mężczyzn – aż 10,6%!

Zgodnie z opinią Sivaka, wyniki tych badań mogą bezpośrednio przełożyć się na branżę motoryzacyjną, a to z uwagi na preferencje kobiet, generalnie skłaniające się w stronę mniejszych, kompaktowych aut o niskim zużyciu paliwa. Ten segment ma zatem szansę dodatkowo się rozwijać. Badacz dodaje również, że panie procentowo rzadziej są ofiarami (i sprawcami) wypadków samochodowych, co oznacza, że średnia wypadków drogowych również może ulec zmniejszeniu.

Trudno oprzeć się ciekawości, jak rozkładałyby się wyniki podobnego badania w Europie. Jak sądzicie, czy liczba kobiet-kierowców na polskich drogach wyraźnie wzrosła?  

Najnowsze