Test Skoda Citigo: ruszamy w miasto

15 maja 2012
15
Przyzwyczaiłyśmy się już do tego, że Skoda nie jest do kochania, tylko do jeżdżenia. Ale nowa Citigo, która miasto ma zarówno w nazwie, jak i w duszy, potrafi uwieść kobiecymi detalami.

Skoda Polska, pewna atutów swojego najmniejszego modelu Citigo, na testy zaprosiła jej głównych konkurentów, do których należą Fiat Panda, Citroen C1, Kia Picanto, Chevrolet Spark, Hyundai i10 – zabrakło tylko VW UP! Z maluchów najmocniej na naszym rynku trzyma się Fiat Panda – 6 133 egzemplarzy sprzedanych w zeszłym roku. Citigo trudno będzie powtórzyć tak dobry wynik, ale po naszym teście wróżymy jej sukces. Racjonalne podejście, które wciąż mieli z tyłu głowy projektanci, ma zagwarantować, że auto stanie w garażu: młodych, którzy myślą o zakupie pierwszego nowego auta (bez zaciągania wielkiego kredytu), ale też osób po pięćdziesiątce (których latorośl już wyfrunęła z domu) i wreszcie u kobiet z dziećmi (użytkowniczek drugiego auta w rodzinie).

Projektanci nowej Citigo nie ulegli pokusie odważnego pociągnięcia kreską i uszanowali tak charakterystyczną dla Skody zachowawczość. Powiedzenie, że jest nudna, nie byłoby sprawiedliwe, ale na pewno nie ma tak agresywnego i zdecydowanego charakteru jak Kia Picanto. Citigo jest jak przeciętnie ubrana kobieta, która nie emanuje seksapilem, przyciągając spojrzenia mężczyzn.

Pejzaże są mylące: Skoda Citigo to samochód typowo miejski
fot. Skoda

Na pewno jest wielka w środku, jak na nadwozie o długości 3,56 i szerokości 1,64. Małe odległości miedzy osiami samochodu a końcem zderzaków obiecują łatwość w manewrowaniu po miejskich ulicach i w czasie parkowania tam, gdzie zwykle myślimy „tu nie dam rady”. Już na pierwszy rzut oka widać, że to auto stabilne i możemy się w nim poczuć bezpiecznie, czego na pewno odmawia nam Citroen C1. W nadwozie zgrabnie wkomponowano dwie pary drzwi. Są duże i może trochę zbyt ciężkie. Na nich całkiem spore lusterka boczne, które w czasie częstej miejskiej zmiany pasów na pewno dodają odwagi.

Za kierownicą nawet najwyższe z nas nie będą narzekać na brak miejsca. Nie ma ryzyka szorowania kolanami po kierownicy, ale nie liczcie na tyle co daje Panda czy Kia Picanto. Fotele ze zintegrowanymi zagłówkami są wygodne, a gruba kierownica dobrze układa się w dłoniach. W „małej-wielkiej” Skodzie nie siedzimy jakoś szczególnie wysoko, ale duża przednia szyba daje szerokie perspektywy. Niestety, chcąc dostać do pasów w wersji trzydrzwiowej, trzeba naprawdę wyćwiczyć dobry skręt tułowia, bo sięgnąć jednym ruchem ręki nie sposób. Poza pasami wszystko jest na miejscu i pod ręką, wykończone starannie, ale z materiałów trochę gorszej jakość niż w droższym VW Up!.

Znakomicie sprawdzi się jako pierwsze auto albo drugi samochód w rodzinie
fot. Skoda

Pasażerowie z kanapy nie są rozpieszczani przestrzenią. W drodze do szkoły czy na wspólne zakupy nie odczują ciasnoty, ale w dłuższej trasie mogą się poczuć zmęczeni. Na pewno w wersji trzydrzwiowej nie będą narzekać na trudności przy wsiadaniu. Długie szyny, po których przesuwa się przedni fotel, zostały przez projektantów Skody ochrzczone Easy Entry. I rzeczywiście wsiada się dość łatwo, bez zbędnych pokłonów i przysiadów. Do opcji pięciodrzwiowej trzeba dopłacić 1500 zł.

Do wyboru mamy wersję Easy, Active, Ambition i Elegance. Podstawowy wariant za 28.900 zł pozwala Skodzie się chwalić, że ma najtańsze auto w tym segmencie na rynku. Jest jednak tak bardzo gołe, że aż zawstydza. Nie można nawet w tej wersji zamówić żadnego wyposażenia dodatkowego. Na otarcie łez seryjnie wmontowany jest tylko ESP. Oczko wyżej, w wersji Active, za trochę ponad 30 tysięcy zł dostaniemy cztery poduszki, elektryczne szyby, centralny zamek, zderzaki w kolorze i przygotowanie pod radio. Klimatyzacja, radio i komputer pokładowy to już wersja Ambition za 33.590 zł. Czy to aż tak ambitne? Citigo możemy też dostać w bardzo Elegance wersji z aluminiowymi felgami, w skórze, z elektrycznymi lusterkami, z pakietem chromów, panoramicznym dachem i podgrzewanymi siedzeniami, ale trzeba za nie sporo dopłacać.

Jest też kilka dodatków, które puszczają oko do kobiet. Lubimy takie praktyczne gadżety: uchwyty na kubki, siatki przytrzymujące zakupy, schowki (jeden z nich producent nazwał schowkiem na rękawiczki), małe wieszaczki na kurtki, a na kokpicie klips na zdjęcie. Za 1.400 zł możemy zafundować sobie też wielofunkcyjny systemem Move and Fun firmy Navigon z nawigacją zintegrowaną z telefonem, komputerem pokładowym i każdym urządzeniem multimedialnym, które nosimy w torebce. W nawigacji dostaniemy mapy 37 krajów europejskich w języku polskim. No ale na wojaże po Europie Citigo my byśmy się nie zdecydowały, bo to auto od początku do końca pomyślane na miasto.

W małej Citigo najbardziej zaskoczył nas bagażnik – 251 litrów, którego mogą pozazdrościć konkurencyjne maluchy. Dokładnie tyle samo zapakujemy tylko do VW Up!, Pandzie brakuje do nich 25 litrów, a Hyundaiowi i10 aż 50, o Citroenie C1 nie wspominając – ten w miejscu bagażnika proponuje większy i jedyny zamykany w aucie schowek na torebkę i laptopa. Szkoda tylko, że dość wysoki próg załadunku Citigo przysporzy nam nie lada problemów z włożeniem większej walizki. Ale, jak już ustaliłyśmy, to nie jest auto na dalekie podróże. Skoda chwali się też blokadą uniesienia półki nad komorą bagażnika. To kawałek plastiku umocowany po bokach półki, który zastąpił tradycyjne sznurki. My w tej akurat kwestii wolałyśmy pozostać tradycjonalistkami. W końcu wymiana sznurka, który raczej się nie urywa, jest tańsza od zakupu całego kruchego plastikowego mechanizmu. Jakby tego było mało, to jeszcze podniesiona półeczka przy wkładaniu zakupów do bagażnika nie zamyka się wraz z klapą. Pewnie trochę czasu minie, zanim przyzwyczaimy się, aby ją za każdym razem opuszczać. Wyobrażacie sobie, jak zasiadacie za kierownicą gotowe do drogi, a tu widok z tylnej szyby zasłania półka. A kiedy na dodatek pada deszcz… wtedy trudno wmówić sobie, że to dodatkowa osłona przeciwsłoneczna.

Rozstaw osi sprawia, że Skoda Citigo wydaje się autem większym, niż rzeczywiście jest
fot. Skoda

3-drzwiowe i 5-drzwiowe Citigo ma pod maską 1-litrowy silnik benzynowy z mocą w dwóch wariantach – 60 lub 75 koni. W pierwszej do setki rozpędzimy się w 14,4 sekundy, a w drugiej zyskamy tylko jedna sekundę. Obie mają też identyczny moment obrotowy (95 Nm) w zakresie 3000-4300 obr/min. Dla nas oznacza to tyle, że zadowalająca dynamika osiągalna jest na obrotach średnich i wysokich. Powiedzmy sobie szczerze, to auto nie wciska w fotel i nie jest mistrzem rozbiegu. Jest za to dobrze wyciszone, więc hałas spod maski nie drażni. Aby zmienić bieg nie trzeba wielkiej siły w rękach i nie ma opcji na skuchę, bo przekładnia jest precyzyjna. Do wyboru mamy manualną skrzynię biegów lub zautomatyzowaną przekładnię (której technicznie bliżej do manualnej, bez pozycji „park”). Możemy skorzystać z podpowiedzi zmiany biegów wyświetlanej na zegarach (spalimy 5 litrów na 100 km, o pół litra więcej niż obiecuje producent). Możemy, ale lepiej ją zignorować, bo jazda pod to dyktando trochę denerwuje spokojem przechodzącym w ospałość.

Prowadząc Citigo ma się wrażenie, że to auto jest o rozmiar większe. To zasługa już wspomnianego szerokiego rozstawu osi. Nierówności poprzeczne nie sprawiają jej najmniejszego problemu. Pokonuje je tanecznym pląsem, czego mogą pozazdrościć konkurenci. Z każdym kilometrem nabieramy pewności, że koła słuchają naszych dłoni na kierownicy. Czujemy, że to my decydujemy o kierunkach i zwrotach akcji.

Tych, którzy zagapią się w korku, może uratować system City Safe. Sam zatrzyma auto na przykład przed zderzakiem kierowcy przed nami, ale tylko wtedy, gdy nie jedziemy szybciej niż 30 km na godzinę, a droga nie jest oblodzona. Przetestowałyśmy go przed ścianą siana i dajemy słowo, że działa. Za 500 zł warto w niego zainwestować, bo na lakierowanie zderzaka wydamy więcej i to być może nie raz.

Na pewno Skoda Citigo nie przyspiesza bicia serca, nie stanie się obiektem pożądania, który chcemy wyrwać choćby na krótką chwilę zapomnienia. Z założenia miała być niedroga, ekonomiczna, miejska i przestronna, z możliwością dopieszczenia kilkoma gadżetami i rozwiązaniami. I taka właśnie jest: akuratna.

Komentarze

Skodovnik
06 czerwca 2012 17:28
ciekawy opis... ale nagranie ;( denne. Załóżcie na mikrofon cokolwiek, futro, rajtki, majtki... tego się nie da słuchać. Bardzo męczące, nawet nie wiem co ten Pan miał nam do przekazania.
husky
30 czerwca 2012 14:16
A ja bym się właśnie takim autem wybrał na wojaże po Europie, bo swoje jedzie (lepiej po Europie Zach nie jeździć szybciej niż 130 km/h :/ ) a przy tym niedużo pali - a na miejscu, np w ciasnych włoskich uliczkach sprawdza się dużo lepiej niż np Mondeo czy Avensis kombi - no chyba że wieziemy 2kę dzieci i pół domu bagaży, to rzecz jasna nie zmieścimy się do takiego auta, ale dla singla lub pary - ten samochód i na europejskie wojaże będzie o.k.; Sam zjeździłem z żoną Europę nowym Seicento i wspominam te podróże wyśmienicie !