Paula Lazarek

Niemcy wolą jeździć Trabantem, niż Teslą? Ciekawe statystyki cieszą entuzjastów klasyków

38 000 - właśnie tyle Trabantów jeździ po niemieckich drogach. Chociaż produkcja legendarnej "Mydelniczki" skończyła się wiele lat temu, nasi sąsiedzi wciąż mają do niej ogromny sentyment.

Specjaliści z Centrum Badawczego im. Ferdynanda Dudenhöffera sprawdzili, że w Niemczech zarejestrowano dotąd 34 tysiące egzemplarzy elektryków od Elona Muska. Odpowiedzieli także na pytanie, dlaczego Niemcy wolą starego Trabanta od ultranowoczesnej i komfortowej Tesli. 

Zobacz: Najszybszy Trabant na świecie

Zdaniem ekspertów, w tych trudnych, koronawirusowych czasach Niemcy chętniej wracają do przeszłości i pasji z dzieciństwa. To sposób na to,  by uzyskać równowagę psychiczną i jednocześnie odkryć rodzinne pamiątki. 

Niemcy wolą jeździć Trabantem, niż Teslą? Ciekawe statystyki cieszą entuzjastów klasyków

W niejednym, niemieckim garażu skrywają się takie klasyczne perełki. Pamiątki z czasów NRD aktualnie cieszą się ogromnym zainteresowaniem, a ceny na rynku wtórnym utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. 

Na niemieckich drogach coraz częściej możemy zobaczyć odrestaurowane relikty epoki. Miłośnicy klasyków potwierdzają, że model 601 to doskonała lokata kapitału. Jeśli chcecie kupić odrestaurowanego Trabanta, musicie liczyć się z wydatkiem około 20 tysięcy złotych.

Najnowsze

Paula Lazarek

„Pani instruktor Ewa” z benzyną we krwi!

Ewa Wojciechowska jest właścicielką Ośrodka Szkolenia Kierowców w Rybniku, aktywną instruktorką i motocyklistką. W swojej pracy zauważa wzrost zainteresowania kobiet kategoriami motocyklowymi, ale też podkreśla, jak ważne jest indywidualne podejście do ich nauczania.

Od kiedy jesteś instruktorką nauki jazdy, jakich kategorii i dlaczego nią zostałaś? 

Jestem instruktorem nauki jazdy kat. B od 2011 r. i kategorii: AM, A1, A2, A – od 2015 r.. Robiąc własne prawo jazdy w 2006 r. już wypytywałam instruktora, co trzeba zrobić, żeby być instruktorem. Czułam, że mam trochę więcej „benzyny we krwi” i że sama chcę kiedyś uczyć. Nie do końca jestem w stanie powiedzieć, skąd to przekonanie, ale wierzyłam, że to mój kierunek w życiu, choć wszyscy, którzy znali mój temperament, mówili, że się do tego nie nadaję (śmiech). Życie jednak pokazało, że mam w sobie ogromne pokłady cierpliwości. Po ukończeniu szkoły miałam 2-letni epizod w spedycji międzynarodowej, a jak uzbierałam fundusze na to, by opłacić kurs – zaczęłam przygodę, która trwa od 10 lat. Teraz jestem na takim etapie, że mam swoje OSK w Rybniku, w którym szkolimy samochodami i motocyklami.

Jaki cechy, Twoim zdaniem, powinien mieć taki wzorcowy instruktor nauki jazdy? 

Wzorcowy instruktor powinien charakteryzować się ogromnymi pokładami cierpliwości i umiejętnością dopasowania swojego podejścia i metod szkolenia do kursanta. Uważam, że instruktor powinien potrafić więcej od przeciętnego kierowcy, dlatego musi pracować nad umiejętnościami, utrwalać je, jak i poszerzać. Musi zawsze przekazywać wiedzę merytoryczną, zgodną z obowiązującymi przepisami i śledzić na bieżąco nowelizacje.

Cenisz sobie nauczycielski dystans czy wolisz styl bardziej koleżeński?

Relacja kursant-instruktor jest u mnie jasna. Jestem wymagającym „nauczycielem”, z którym w samochodzie można posłuchać fajnej nuty, jak i pogadać o wszystkim, ale w większości przypadków jestem „Panią instruktor Ewą”. Nawet, jeśli zdarzy nam się z kursantem/tką przejść na „Ty” (zazwyczaj z ludźmi starszymi ode mnie lub rówieśnikami) to relacja nadal jest jasna. On/ona płaci, ale ja wymagam i to ja jestem w tym samochodzie, czy na motocyklu, osobą posiadającą większą wiedzę w temacie poruszania się nimi.

Zobacz także: Moto-zawody: instruktorka nauki jazdy

Uczysz tylko tego, co trzeba, czy starasz się przekazać znacznie więcej nowemu/ej motocykliście/tce?

Kursant, który do mnie trafia, uczy się nie tylko suchych zadań egzaminacyjnych. Moi uczniowie ćwiczą, jak panować w różnych sytuacjach nad motocyklem. Bardzo mnie boli, jak trafiają do mnie osoby na doszkolenie z innych ośrodków, którzy nigdy np. nie używali hamulca tylnego. Byłam na wielu kursach doskonalenia techniki jazdy, zdarza mi się też jeździć po torach wyścigowych, więc staram się jak najwięcej tej wiedzy i umiejętności przekazać dalej. Może dzięki temu, oni w przyszłości nie musieli jeździć na szkolenia doskonalenia techniki jazdy, tak jak ja.

Czy nauczyciel jazdy motocyklem ma trudniejsze zadanie, niż taki samochodowy? I większą odpowiedzialność?

Oczywiście. Nad motocyklistą na drodze nie mam żadnej kontroli, poza łącznością przez intercom. Instruktor w samochodzie zawsze ma hamulec, który naciska, gdy kursant nie zareaguje lub źle zareaguje. Na motocyklu zostaje mi tylko umiejętność przewidywania i szybkiego ostrzegania kursanta o niebezpieczeństwie „w razie W”. Miałam wątpliwą przyjemność parokrotnie interweniować w sytuacji, gdy kierowca samochodu wymusił nam pierwszeństwo. Na szczęście mam nieco bardziej wyostrzone zmysły i potrafię wyprzedzić to, co się stanie i dzięki temu nie doszło do kolizji. Umiejętność tą staram się wpoić moim kursantom – nauczyć ich przewidywać, wyprzedzać to, co może się zdarzyć…

Czy zauważyłaś zmiany w liczbie i typie kursantów po otwarciu możliwości jazdy małymi motocyklami na kat. B?

Tak, coraz częściej zdarzają się telefony w stylu: „Mam prawo jazdy na kat. B i chciałabym pojeździć na 125, czy mnie Pani pouczy?”. Bardzo lubię te telefony, bo zazwyczaj są od kobiet, a od mężczyzn są sporadyczne. Pokazuje to ich mądrość i bardzo rozsądne podejście do sprawy.

Przykładem (uwaga!) jest moja mama, która po 50-tce wymarzyła sobie, że chce zacząć przygodę na dwóch kołach. Któregoś dnia właśnie zapytała mnie, czy ją pouczę i oczywiście nie odmówiłam. Motocyklowe prawo jazdy w naszej rodzinie ma: tata, mój młodszy brat, moja młodsza siostra (którą sama szkoliłam na A2) no i ja, a mama „rodzynek”. Od czasu, kiedy tata kupił motocykl, jeździła tylko w roli pasażerki. Nauczyłam ją, kupiła sobie 125-tkę w zeszłym roku i jeździła cały sezon. A zimą zrobiła egzamin państwowy, teoretyczny na kat. A i czekamy na wiosnę, bo będzie uczyć się jeździć na dużym motocyklu. Tak to się skończyło! Najzabawniejsze jest to, że pamiętam czasy, kiedy jako młoda dziewczyna chciałam nauczyć się jeździć na motocyklu, a moja mama mówiła: ” Ja Ci gwoździa do trumny nie wbiję!”, a teraz ja ją będę uczyć jazdy motocyklem (śmiech).

Zobacz także: Kasia Jundziłł-instruktorka nauki jazdy kat. B -wywiad

Jaki odsetek Twoich kursantów motocyklowych to kobiety? W jakim są zwykle wieku i ile wiedzą o motocyklach?

Kobiet jest z roku na rok coraz więcej, co mnie ogromnie cieszy, choć w dalszym ciągu mężczyzn jest więcej, szacunkowo na 3-4 mężczyzn przypada 1 kobieta. Kobiety są w różnym wieku, od 14-letnich dziewczyn, po takie jak moja mama. Coraz częściej też 18-latki robią dwie kategorie na raz czyli B+A2. Są też dojrzałe kobiety, mające małe dzieci, ale realizujące się i spełniające swoje marzenia. Tu wielkie uznanie dla mężczyzn, mężów, partnerów, którzy im to umożliwiają, bo macierzyństwo czy małżeństwo nie oznaczają „krótkiej smyczy” w żadnym kierunku.

Czy dla kursantek płeć instruktora ma duże znaczenie? Kobiety uczy się inaczej?

Coraz więcej pań trafia do mnie, bo wiele lat się wahały, ale usłyszały, że na motocykl szkolę ja i to ich przekonało. Wiele z nich ma również złe doświadczenia z instruktorami, mężczyznami niestety. Zwykle kobiecie nie można dać motocykla i powiedzieć po prostu – jedź! Większość z nich bardzo chce jeździć motocyklem, podoba im się to, ale nie idzie w parze z: wiedzą, siłą i umiejętnościami. One często są na poziomie bardzo słabym, jak nie zerowym i tu z odsieczą pędzę ja. Pracuję z każdym, nie tylko kobietami – nad techniką, nad tym, by jazda na motocyklu była przyjemna, żeby tworzyć z nim jedność i umieć sobie poradzić w przeróżnych sytuacjach. Kobiety uczy się bardzo fajnie, pilnie słuchają tego, co im mówię, zazwyczaj są bardzo ambitne, bo bardzo pragną jeździć dobrze i bezpiecznie na wymarzonych dwóch kołach.

Zobacz także: Trzeba uważać, bo motogymkhana uzależnia-rozmawiamy z Martą Maczan-Malarz

Jak Ty sama lubisz spędzać czas na motocyklu?

Mam dwoje małych dzieci w wieku 3 i 5 lat, więc poza pracą staram się jak najwięcej czasu spędzać z nimi. Udaje mi się łączyć motocykle z rodzinnymi sprawami. Czasem dzieci mogą mnie odwiedzić na placu manewrowym, rozkładają sobie pachołki i jeżdżą na rowerkach. Starszego syna biorę już na motocykl i robimy parę kółek. Zdarza się, że rodzinnie jedziemy na tor wyścigowy. Moja córcia, mając 8 miesięcy, spała słodko w wózku, przy ryku silników na Slovakiaring, kiedy ja kręciłam kółka na „gixie”. W tym roku chciałabym turystycznie więcej pojeździć z synem, w planie mam też wystartowanie w rundach wyścigowych dla kobiet w Poznaniu.

Przez pracę nie masz czasem motocykli dość?

Jak mam tylko wolną chwilę na placu manewrowym, to wsiadam na motocykl i ćwiczę. Czasem jadę na tor gokartowy, który mam blisko i jeżdżę, kręcę kółka, schodzę na kolano przy 30km/h. Motocykli nigdy nie mam dość i zawsze z utęsknieniem czekam na kolejny sezon szkoleniowy. Planów mam całe mnóstwo, chciałabym jeszcze aktywniej spędzać zimę motocyklowo, lecz po prostu na wszystko brakuje mi czasu, ale znając siebie – coś wymyślę!

Strona FB: www.facebook.com/osk.apex/

Najnowsze

Paula Lazarek

Wypadek ukraińskiego autokaru w Kaszycach. Kierowcy grozi do 8 lat więzienia!

Kierowcy autokaru postawiono zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym.

23-letni kierowca autokaru Illia H, który w pobliżu MOP Kaszyce uderzył w bariery ochronne i spadł do rowu usłyszał zarzuty. Prokuratura w Przemyślu przekazała informację:

Podczas przesłuchania podejrzany nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia, w których przyjął taką linię obrony, że winę za wypadek ponosi zły stan techniczny autokaru. – powiedziała Beata Starzecka, zastępca prokuratora okręgowego. 

Na tym etapie postępowania prokuratura nie udziela więcej informacji o wyjaśnieniach złożonych przez kierowcę autobusu. 

W wypadku zginęła jedna osoba, a kilka zostało rannych. Wszystkie te osoby zostały przewiezione do szpitali w Przeworsku, Jarosławiu i Przemyślu.  Wstępnie poinformowano także, że ofiara śmiertelna to około 50-letni ojczym podejrzanego, jednak ostatecznie jego tożsamość nie została jeszcze potwierdzona.

Prokuratura w najbliższym czasie przeprowadzi szczegółowe badanie techniczne pojazdu, którym podróżowali obywatele Ukrainy. 

Najnowsze

Paula Lazarek

Zmarł słynny kierowca wyścigowy. W Formule 1 był w jednym zespole z Ayrtonem Senną

Nie żyje były kierowca wyścigowy, Johnny Dumfires. Odnosił liczne sukcesy w motorsporcie.

Johnny Dumfries, czyli John Colum Crichton-Stuart,  właśnie tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko znanego kierowcy. Nigdy nie lubił używać swojego arystokratycznego tytułu i wolał być znany jako John Bute lub Johnny Dumfries. Pod tym pseudonimem rozpoczął karierę w motorsporcie.

Zanim jednak osiągnął sukcesy w motorsporcie pracował jako budowniczy, malarz i dekorator wnętrz. Karierę rozpoczął jako członek personelu pomocniczego w Williams F1 Team i w wieku 22 lat zadebiutował w wyścigach kartingowych.

Zmarł słynny kierowca wyścigowy. W Formule 1 był w jednym zespole z Ayrtonem Senną

Dumfires odnotował aż 15 startów z Lotusem w Mistrzostwach Świata Formuły 1; Pięć razy brał udział w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, odnosząc zwycięstwo w klasyfikacji generalnej w 1988 roku prowadząc Silk Cut Jaguar XJR-9. Członkami jego zespołu był Hlender Jan Lammers i Brytyjczyk Andy Wallace.

Informacje o śmierci arystokraty przekazała najbliższa rodzina. Johnny Dumfires miał 62 lata. W oświadczeniu w brytysjkich mediach, najbliżsi proszą o uszanowanie ich prywatności w tak trudnm czasie.

Zmarł słynny kierowca wyścigowy. W Formule 1 był w jednym zespole z Ayrtonem Senną

Najnowsze

Paula Lazarek

Na Morskie Oko pojedziemy… „hybrydowym zaprzęgiem”

Coraz więcej osób krytykuje turystów, którzy korzystają z zaprzęgów na Morskim Oku. Tatrzański park Narodowy chce ten problem rozwiązać.

Kierownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego po raz kolejny testują „hybrydowy zaprzęg”, czyli zelektryfikowane wozy w ramach walki z ciężką pracą koni pociągowych. 

O tym rozwiązaniu usłyszeliśmy po raz pierwszy w 2016 roku, gdy elektryczny wóz spłonął. Mimo to, kierownicy Parku Narodowego nie zrazili się do tego pomysłu i po raz kolejny chcą mu dać szansę. Warto wiedzieć, że koszt elektrycznego zaprzęgu wynosi blisko 200 tysięcy złotych. 

Zobacz: Ile trzeba terenówek, żeby wyciągnąć autobus z zaspy?

Chociaż droga na Morskie Oko jest teraz wyasfaltowana, turyści nie wyobrażają sobie, by nie korzystać z konnych zaprzęgów, które zawiozą ich do wymarzonego celu. 

Hybrydowe zaprzęgi są wyposażone w silnik elektryczny, który aktywuje się na najbardziej stromych odcinkach trasy. Nowe, elektryczne wozy mają ważyć ponad 1200 kg, czyli blisko 500 kg więcej niż te tradycyjne zaprzęgi. Testy hybrydowego rozwiązania mają rozpocząć się na wiosnę tego roku.

Najnowsze