Nie będzie można odmówić przyjęcia mandatu! Nowy projekt PiS

Posłowie PiS złożyli w sejmie projekt nowelizacji Kodeksu postępowania ws. o wykroczenia, który zakłada, że nie będzie możliwości odmowy przyjęcia mandatu karnego. W ocenie autorów projektu usprawni to działanie organów wymiaru sprawiedliwości. Na szczęście chcą oni pozostawić pewną furtkę.

W obecnym porządku prawnym, jeśli funkcjonariusz (na przykład policji) uznaje że popełniliśmy wykroczenie, informuje nas o tym i proponuje mandat karny. My możemy się z jego decyzją zgodzić, co kończy postępowanie, albo przyjęcia mandatu odmówić. Wtedy funkcjonariusz sporządza wniosek do sądu o rozpatrzenie sprawy i ewentualne ukaranie nas.

Niesłuszny mandat – przyjąć czy iść do sądu?

Według oceny parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, taki system nie zdaje egzaminu. Jak wyjaśniają w swoim projekcie: „Odmowa przyjęcia mandatu przez sprawcę niejednokrotnie ma charakter impulsywny i nieprzemyślany”. Wniosek taki wysnuwają na podstawie tego, że: „Aktualnie zdecydowana większość spraw o wykroczenia rozpoznawanych przez sądy zostaje zakończona prawomocnie wyrokiem nakazowym”.

Przypomnijmy, że obecnie kiedy odmówimy przyjęcie złożenia mandatu, sąd najpierw rozpatruje naszą sprawę we wspomnianym trybie nakazowym. Rozprawa odbywa się wtedy bez obecności stron, a sędzia podejmuje decyzję wyłącznie na podstawie materiału dowodowego, dostarczonego na przykład przez policję. Następnie otrzymujemy listownie informację o postanowieniu sądu. Jeśli się z nią nie zgadzamy, możemy odwołać się od niej i dopiero wtedy zostaje wyznaczony termin rozprawy, na którą otrzymujemy wezwanie i na której możemy przedstawić swoje racje.

Policja chciała wymusić mandat od kierowcy?

Jak więc rozumiemy, większość osób które odmówiły przyjęcia mandatu, po zapoznaniu się z wyrokiem nakazowym, nie decyduje się na złożenie odwołania. Może to być spowodowane tym, że decyzję o odmowie przyjęcia mandatu, podejmowali pod wpływem emocji (jak sugerują autorzy projektu), a po fakcie ktoś im wyjaśnił, że nie mieli racji? A może nadal czują się poszkodowani, ale wolą już zapłacić i mieć sprawę z głowy, niż chodzić na rozprawy? Intencją autorów projektu jest uproszczenie całej tej ścieżki i uznanie, że wyrok nakazowy prawie zawsze będzie taki, jak ocena funkcjonariusza, który chciał nałożyć mandat. To nic dziwnego, skoro to on składa wniosek do sądu i tylko na jego opinii sąd się opiera.

Na szczęście posłowie PiS nie zakładają odebrania nam prawa do obrony przed sądem. Według projektu możliwe byłoby zaskarżenie decyzji funkcjonariusza w sądzie rejonowym. Mielibyśmy na to siedem dni. Samo odwołanie nie byłoby jednak proste:

Warunkiem formalnym odwołania byłoby wskazanie, czy ukarany zaskarża mandat co do winy, czy co do kary. Nadto odwołanie powinno wskazywać wszystkie znane skarżącemu dowody na poparcie swych twierdzeń, pod rygorem utraty prawa do powoływania tych dowodów w dalszym postępowaniu. Ukarany nie może w postępowaniu sądowym powoływać innych dowodów, niż wskazane w odwołaniu, chyba że dowód nie był mu znany w chwili wniesienia odwołania.

Taki tryb w ocenie autorów projektu, będzie miał bardzo pozytywny wpływ na pracę wymiaru sprawiedliwości. Jak sami piszą w uzasadnieniu: „Wprowadzenie projektowanych rozwiązań spowoduje istotne odciążenie sędziów od rozpoznawania spraw o wykroczenia i – w razie całościowego zastosowania ich w danym sądzie – spowoduje, że do kompetencji sędziów zaliczać się będą jedynie sprawy, które muszą zostać rozpoznane na rozprawie”.

Z jednej strony rozumiemy intencje autorów projektu. Skoro większość osób najpierw odmawia przyjęcia mandatu, a potem godzi się z wyrokiem nakazowym, to prowadzi to jedynie do niepotrzebnej pracy dla policji oraz sądów i powoduje warstwienie się niepotrzebnej dokumentacji. Według założeń projektu, odwoływać się będą jedynie osoby pewne swoich racji, które sprawę dokładnie przemyślały i mają dowody na poparcie swojej oceny sytuacji.

Kontrola policyjna: wszystko co musisz wiedzieć

Z drugiej strony można to odebrać jako robienie obywatelowi pod górkę. To na niego zrzucałoby się obowiązek przygotowania i dostarczenia odwołania. Co prawda musi robić to już teraz, jeśli nie zgadza się z wyrokiem nakazowym, ale według projektu musiałby zawrzeć w takim odwołaniu wszystkie dowody na swoją obronę. Czyli na przykład jeśli w miejscu naszego domniemanego wykroczenia, znajdował się monitoring, albo sytuację nagrał inny kierowca, to musimy zdobyć nagranie przed złożeniem odwołania. Jeśli tego nie zrobimy, albo dowiemy się po fakcie o istnieniu takiego nagrania, nie wystarczy przyniesienie go na rozprawę. Najpierw będziemy musieli udowodnić przed sądem, że nie wiedzieliśmy o jego istnieniu, żeby uzyskać zgodę na włączenie nowego dowodu do sprawy.

A jak wy oceniacie ten projekt? Dobry pomysł, który usprawni działanie sądów? Czy robienie pod górkę trudności, żeby zniechęcić ich do dochodzenia swoich praw?

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze