Policja chciała wymusić mandat od kierowcy?

Kamery samochodowe nie raz już sprawdziły się jako dobre narzędzia do udowadniania swojej niewinności. Okazuje się, że mogą chronić też przed nieuczciwością policjantów.

Początek tego nagrania, jeśli mamy być szczerzy, jest bardzo nudny. Kierowca z niedużą prędkością jedzie po ulicach miasta, ruch jest znikomy, pieszych niemal brak. Nagle pojawia się za nim radiowóz i wzywa do zatrzymania. Na parkingu podchodzi policjant i po standardowym „gdzie się panu się tak spieszy”, poznajemy powód zatrzymania – przejazd na czerwonym świetle. Ale chwila, jaki przejazd na czerwonym?

Na nagraniu wyraźnie widać, że kierowca przejeżdża koło dwóch sygnalizatorów, kiedy nadawany był sygnał zielony. Tuż za drugim niemal się zatrzymał czekając aż inne auta skręcą, ale znajdował się już za sygnalizatorem. Nawet gdyby tuż po minięciu go zapaliło się żółte, to kierowca pokonałby skrzyżowanie na żółtym, ale nie czerwonym. Policjant nie miał jednak żadnych wątpliwości co do popełnionego wykroczenia.

Całe szczęście, że w aucie była włączona kamera. Co powiedział policjant po zapoznaniu się z nagraniem? Przyznał, że może rzeczywiście „punkt widzenia jako pana kierowcy” był taki, że mógł nie zobaczyć czerwonego światła. Co oczywiście jest kłamstwem, ponieważ auto minęło sygnalizator na zielonym świetle i „punkt widzenia” nie miał tu nic do rzeczy. Bardzo możliwe, że sygnał zmienił się dosłownie sekundę później, ale to nadal nie jest przejazd na czerwonym świetle, a zachowanie policjanta wygląda jak próba wymuszenia mandatu. Funkcjonariusz wystawia mandat na podstawie własnej oceny, a jeśli się z nią nie zgadzamy, ale nie mamy twardych dowodów, to sąd zawsze uzna wersję policjanta. Gdyby nie kamera, ten kierowca nie miałby szans na obronę.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze