Najbardziej kwiatowa samochodowa marka

W Dzień Kobiet, gdy kwiaty są wszędzie dookoła, pozostańmy w temacie, ale skupmy się na kwiatowych samochodowych markach i modelach. Kto jest "bardziej kwiecisty": Volkswagen, Toyota, Skoda czy Renault? Jakieś typy?

Niesamowity sposób na promocję samochodu
fot. Toyota

Słynny kwiatek w Volkswagenie Beetle jest marzeniem niejednej z nas (zobacz jak zrobić wazonik we własnym aucie). Czy więc nie jest oczywiste, że to właśnie ten model powinien zyskać miano najbardziej kwiecistego? A może zaszczytny, kobiecy tytuł powinien przypaść Skodzie Fabii w wesji Monnari, która trzy lata temu zawładnęła sercem płci pieknej dzięki dziesięciu wzorom kwiatowym m.in. storczyka, surfinii czy lilii? Do tytułu mogłaby też pretendować marka Renault z Clio Eco – choć na jego masce brak jest pięknych kwiatów, to zielony odcień lakieru przynosi na myśl bujną dżunglę i przepiękne lato. Volkswagen, Renault i Skoda naszym kwiatowym tytułem będą musiały obejść się ze smakiem. Najbardziej kwiatową marką jest bowiem… Toyota!

Jeśli wydaje wam się, że zaszczytne pierwsze miejsce zawdzięczna ona kwiecistemu modelowi Aygo nie macie racji. Powodem nominacji jest organizowana w Stanach Zjednoczonych akcja „Harmony Floralscape” promująca hybrydowego Priusa, który już w tym roku pojawi się na rynku.

W ramach akcji w sześciu amerykańskich miastach postawiono kilka nietypowych, oryginalnych ławek w kształcie kilkumetrowych kwiatów, które poza swoimi niewątpliwymi właściwościami estetycznymi pełnią również funkcję hot spotów i punktów zasilania laptopów, czy innych urządzeń elektrycznych. Elementem akcji jest też stworzony z 20 tysięcy żywych kwiatów obrazek Priusa zdobiący między innymi ulice Los Angeles. To nie koniec kwiatowych dokonań Toyoty. Firma opracowuje dwa nowe gatunki roślin: gardenii i szałwii, które mają bardziej efektywnie absorbować z powietrza szkodliwe gazy i inne zanieczyszczenia. Producent samochodowy i genetyka? Połączenie szokujące, ale patrząc na hasło inicjatywy: „harmonia pomiędzy człowiekiem, naturą i maszyną” zgodne z szerszą koncepcją. Ciekawy pomysł, więc i pierwsze miejsce. Toyota najbardziej kwiatową marką! Nie tylko w Dzień Kobiet… 

Obejrzyjcie, jak przygotowywano kwiatową dekorację.

 

Najnowsze

Kwiatowy odświeżacz na USB

Znudziły ci się tulipany i róże, ale nie wyobrażasz sobie Dnia Kobiet bez tradycyjnego kwiatka? Za 20 złotych można mieć nie tylko bukiet do wazonu, ale i jego samochodową alternatywę.

Mają wszystkie atuty żywych kwiatów i jedną niebagatelną zaletę: nadają się do samochodu!
fot. USB Flower

Zmartwią się tradycjonalistki, które liczą na hurtowe ilości kwiatów, ale ucieszą te, które lubią praktyczne gadżety. Dla wszystkich miłośniczek czterech kółek, które cenią sobie miłe chwile w swoim zadbanym samochodzie przedstawiamy idealną alternatywę dla goździka, tulipana i żonkila – kwiat USB.

Od prawdziwej rośliny różni go wiele, choć trzeba przyznać, że mimo plastikowego wykonania, ma sporo zalet:

– nie więdnie i jest odporny na temperaturę
– ma żywe, słoneczne kolory
– zmieści nam się do torebki
– będzie cieszył nie tylko nas, ale i nasze auto
– pięknie pachnie

Pewnie powiecie, że w tym ostatnim nie ma nic dziwnego, bo wszystkie kwiaty pachną, ten jednak posiada szczególną moc i stąd jego nazwa „Pachnący kwiat”. Kwiaty USB w czterech odlotowych kolorach: fioletowym (lawenda), białym (stokrotka), niebieskim (morska bryza) i różowym (jaśmin) podłączone do USB w naszym samochodzie przez ponad miesiąc umilą w nim zapach, a dzięki dodatkowym wkładom pozwolą nam na cieszenie się słodką wonią przez 12 tygodni.

Kwiaty można kupić w internecie (tutaj), kosztują niecałe 28 złotych. O ich popularności może świadczyć grono fanów na portalach społecznościowych.

Co powiecie na to, by Dzień Kobiet obchodzić nie tylko 8 marca, ale i przez następne 12 tygodni? Może warto zasugerować Panom ciekawe i praktyczne rozwiązanie, by dzisiejsze kobiece 24 godziny przemienić w tysiące miłych kobiecych chwil.

Wszystkiego najlepszego!

Najnowsze

Chevrolet Captiva w kobiecych rękach – zimowy test

Podobno każda kobieta potrzebuje oparcia prawdziwego twardziela i szuka bezpieczeństwa. Gdy za oknem śnieg po kolana, na ulicach lód a jazda po mieście i parkowanie przypomina off-road, dobrze mieć nie tylko mężczyznę przy boku, ale i „terenówkę". Czy testowany Chevrolet Captiva zasługuje na to miano?

fot. Chevrolet

Słońce nareszcie zaświeciło nad Warszawą, więc nastroje wszystkich poszybowały w górę. Mój też. Na spotkanie z Chevroletem Captivą mknę z niecierpliwością i uśmiechem. Samochód czekają 6-dniowe testy, a ja przygotowałam przed nim szereg zadań. Cel jest jeden: zdemaskować, czy ten siedmioosobowy model to auto z terenowymi aspiracjami, czy może grzeczny samochód dla wielodzietnej rodziny?

Przy pierwszym spojrzeniu granatowa Captiva wypada w moich oczach zaskakująco korzystnie. Być może to efekt kobiecej przypadłości przykładania wagi do koloru lakieru. Ja sądzę, że to pięknie mieniące się na masce słońce, a tak naprawdę wyjątkowo udana barwa głębokiego granatu nadwozia. Zgrabna sylwetka z subtelnymi, chromowanymi listwami i grillem, oraz delikatnymi relingami dachowymi zaprasza do dokładnego obejrzenia sporej gabarytowo Captivy.  Widać, że projektantom zależało, by auto z zewnątrz krzyczało: „jestem terenówką!”. Tu nie chodziło o mały, grzeczny SUV, stąd wiele akcentów podkreślających „off-roadowy” styl: szeroko rozstawione przetłoczenia na masce, dodatkowe wloty powietrza na błotnikach, zabezpieczenia spodu drzwi i nadkoli czarnymi plastikami oraz przodu nadwozia srebrną osłoną. Mocny charakterek pod maską podkreślają z tyłu dwie rury wydechowe. Samochód zapowiada się niepokornie.

fot. Magda Drzewiecka

Na wszystkich z góry
Wsiadając do środka liczę na podobnie pozytywne odczucia, niestety tu spotyka mnie spore rozczarowanie. Wnętrze jest przerażająco plastikowe i to nieomalże w każdym calu – nieciekawa konsola centralna jest szara, nijaka – jakby zabrakło na nią pomysłu stylisty. Skóra na skórzanych fotelach dziwnie się marszczy, przypominając obicie torebką-reklamówką. Brakuje też elektrycznej regulacji foteli, bo przy dość ciężkim oparciu siedzenia trudno szybko wyregulować pokrętłem odpowiednie pochylenie nie łamiąc przy tym paznokci.

Z funkcjonalnych rozwiązań moją uwagę zwraca ergonomicznie umieszczone sterowanie radiem w kierownicy (choć przyciski są nieco zbyt duże), system audio ze sporymi pokrętłami i liczne, dość pojemne schowki. Te są nieomalże wszędzie i czynią samochód przyjaznym zarówno dla kierowcy jak i wszystkich pasażerów. Jest schowek w podłokietnikach w pierwszym i drugim rzędzie siedzeń, schowek w konsoli centralnej, miejsce na kubki dla pasażerów drugiego rzędu, miejsce na kubki pod konsolą centralną, schowek przed pasażerem (klimatyzowany), schowek przed przednią szybą (na kobiece blibeloty idealny), niewielki schowek w podsufitce. Przede kierowcą jest dużo przestrzeni, a widoczność do przodu wręcz doskonała. Świat obserwuję z góry, a w srogich, zimowych warunkach drogowych, czuję się pewnie i bezpiecznie. Już po paru przejechanych kilometrach wiem, że w Captivie panuję nad sytuacją. Pora, by Captiva zmierzyła się z moimi zadaniami. 

fot. Magda Drzewiecka

Cel 1 – przetrwać zimę
Gdy na termometrach minus 20 stopni, pierwsze o czym myślę po zajęciu miejsca na zmarzniętej skórze siedzeń, to by po kilku klilometrach ogrzało mnie cieplutnie powietrze z nawiewów. Niestety Cptivę przewidziano raczej do klimatu Hiszpanii niż mroźnej w tym roku Polski. Auto albo nagrzewa się we wnętrzu za słabo, albo za mocno – manualna klimatyzacja jest trudna do wyregulowania i mało intuicyjna. Z zimą nie daje sobie też rady dieslowski silnik – rano odmawia mi kilkakrotnie posłuszeństwa, ale po kilku cierpliwych próbach ostatecznie postanowia współpracować. Po dojechaniu do pracy stwierdzam, że w fotelu kierowcy jest naprawdę wygodnie.

Latem powinno się testować cabriolety, a zimą terenówki. Pora więc na sprawdzenie możliwości Captivy na śliskim podłożu. Auto napędzane na cztery koła (dołączany tylny napęd) pewnie trzyma się zaśnieżonej drogi, bez trudu mknie przez podwarszawskie, nawet te polne arterie, wyprzedzając samochody, które nie dają rady na zasypanych śniegiem nawierzchniach. Ma się wrażenie, że auto może wszystko, nie dając kierowcy odczuć, jak bardzo niebezpiecznie może być pod warstwą białego puchu, czy że lepiej nieco zwolnić. To oszukańcze odczucie stabilności weryfikuje szybko gwałtowne hamowanie, gdzie do uszu doiega chroboczący ABS. Lepiej zwolnię. Przy wyjeżdżaniu z małej uliczki tył Captivy zalotnie się narzuca, jakby chciał o sobie przypomnieć, że istnieje. Może to i lepiej, teraz wiem, że Captiva ociężałą terenówką nie jest. Lubi czasem zaszaleć.

fot. Chevrolet

Test 2 – szybko zrobić samochód siedmioosobowy
Testowana przez nas Captiva to auto siedmioosobowe i rozwiązanie to wydaje się być wygodne, gdy zależy nam na podróżowaniu większą grupą. Oczywiście istnieje również możliwość kupna modelu bez dodatkowego rzędu siedzeń, zatem czy te dwa dodatkowe miejsca to może marketingowy chwyt? Postanawiam sprawdzić. Bez czytania instrukcji i specjalnego przygotowania zapraszam na przejażdżkę grupę koleżanek. Otwieranie siedzeń okazuje się dziecinnie proste – wystarczy pociągnąć za małą dźwignię, by siedzenie wyłoniło nam się z podłogi bagażnika i powtórzyć tę czynność, by szybko i sprawnie je złożyć (łącznie z zagłówkiem). Gdy ruszyłyśmy, podróżujące podczas jazdy komentowały, że komfort jazdy ich zaskakuje na plus. Według moich testerek także miejsca na nogi i głowy jest sporo; zarówno na środkowej, jak i tylniej kanapie jeździ się jak pełnoprawny pasażer, nikt nie czuje się pokrzywdzony.

Cel 3 – przewieźć rower
Captiva to duży samochód, więc powinna mieścić odpowiedni bagaż. Decyduję się na… rower. Zima nie pozostawia mi złudzeń – na razie nie pojeżdżę. Rowerek nie jest dziecinnym trójkołowcem, a ważącą 20 kilogramów, solidną Holenderką. Powoli przymierzam się do bagażnika. Miłym zaskoczeniem jest łatwość ulokowania w nim bagażu – choć odległość progu bagażnika od podłoża wydaje się spora, to przestrzeń bagażowa nie jest ulokowana wysoko, dzięki czemu nie muszę się zbytnio siłować. Wystarczy lekko podnieść rower, wsadzić do bagażnika i…  go zamknąć! Captiva to dopiero drugi SUV w mojej karierze, który tak szybko i skutecznie przeszedł mój rowerowy test. Zbędne było składanie drugiego rzędu siedzeń, nie było nawet konieczności jego przesuwania.

fot. Chevrolet

Captiva jest też świetna na zakupy: gdy chcę dołożyć do bagażnika siatkę, otwieram jedynie tylną szybę, a nie całą klapę bagażnika – to wygodne. Producent deklaruje, że przestrzeń bagażowa Captivy to 465 litrów, a po złożeniu środkowej kanapy wzrasta do 930 litrów – to w zupełności wystarczy na małą przeprowadzkę. 

Cel 4 – usłyszeć, co powie krytyczna koleżanka
Pora na opinię przyjaciółki – estetki. Daję jej 5 minut na szczerą, subiektywną opinię.
– Samochód jest ładny, zwraca uwagę spora sylwetką. Wyglądasz w nim poważnie, jakbyś miała dużo dzieci i co ranek odwoziła je do szkoły – powiada rzeczona. Podobnie jak ja, chwali granatowy odcień „głęboki i zgodny z marynarskimi trendami w modzie”. Podoba się jej trzeci rząd siedzeń, ale załamuje ręce patrząc na deskę rozdzielczą: – Ojej, a jak czytać z tych wskaźników? Strasznie niejasne. A jaki nieładny plastik i czemu to takie szare? – lamentuje. Jej zdaniem we wnętrzu auta brakuje jakiegoś jednego elementu, który byłby charakterystyczny i który dobrze by zapamiętała. – Jak na niego patrzę w środku to jest taki przeciętny i mam wrażenie, że jak odejdę, to nic już nie będę pamiętać – kwituje przepraszająco. Specjalnie się jej nie dziwię.

fot. Chevrolet

Cel 5 – wjadę w nietypowe miejsce parkingowe
Zima ma to do siebie, że doskwiera nam na każdym kroku – również przy szukaniu miejsca parkingowego. Obserwując zmagania kierowców osobówek na pełnych śniegu parkingach stawiam przed Chevroletem nowy cel – wjedziemy w najgorszą koleinę w kopnym śniegu… i wyjeżdżamy. Auto daje sobie świetnie radę z wysoką zaspą, która była kiedyś miejscem parkingowym. Forsuje ją bez trudu imponując nie tylko mi, ale podejmującemu wcześniej próby zajęcia tu miejsca kierowcy Golfa. Wysokie położenie fotela kierowcy pozwala mi na precyzyjny ogląd sytuacji dookoła auta i manewrowanie w niewielkiej przestrzeni. Zdecydowanie gorzej jest z wyjazdem. Z boku Captivy i zaraz za nią złośliwie zaparkowały długaśne Transity. Widząc to już wiem, że spóźnię się na spotkanie. Ale kto nie próbuje… Ze względu na gabaryty auta musiałam poprawiać się chyba z 15 razy, ale faktem jest, że wyjazd udał się bez problemu; układ kierowniczy reaguje nawet na niewielki ruch wieńcem. Dzięki dużemu przeszkleniu nadwozia i sporym lusterkom wyraźnie widziałam ile mam jeszcze miejsca do przeszkody. Udało się! 

Z zegarów wieje nudą i są mało czytelne, zwłaszcza prędkościomierz.
fot. Magda Drzewiecka

Cel 6 – pościgam się i będę pierwsza
Co potrafi 2-litrowe serce Captivy, które bije z mocą 150 KM? Całkiem sporo. Choć przyspieszanie do setki trwa (wg producenta) 12 sekund, nie odczuwam tego jak wieczność. Plamą na honorze tego Chevroleta jest za to automatyczna skrzynia biegów, która podobnie, jak w testowanym przez nas Chevrolecie Cruze (niebawem jego test) zmienia biegi ospale na tyle, że można się zniecierpliwić, zwłaszcza przy wyprzedzaniu. Radą na to jest korzystanie z możliwości samodzielnej zmiany biegów. Nie zależy mi specjalnie w tego typu samochodzie na tym, aby być przed wszystkimi ruszając spod świateł, ale miło spostrzec, że daleko w tyle nie zostaję. Zamiast pierwszego miejsca w sprincie mam za to gwarancję bezpiecznej, stabilnej jazdy, skuteczne tłumienie nierówności i dobre trzymanie w zakrętach. W zimowych warunkach to dla mnie bardziej cenne niż triumf w ulicznych mistrzostwach. Dieslowski silnik Chevroleta ma jeszcze jeden atut – niskie spalanie. Podczas naszego testu nawijane na licznik kilometry nie przekładały się proporconalnie na rychły opad wskazówki poziomu paliwa – to niezwykle przyjemne odczucie. Nasze spalanie w trasie oscylowało wokół 8 l./100 km, a w mieście około 11 litrów. To naprawdę niewiele jak na tak duży i ważący prawie 1,8 tony samochód.

fot. Magda Drzewiecka

Widzi mi się
Uczciwie pisząc, Captiva to nie jest samochód, o którym śni się po nocach, auto marzeń o niezwykłych właściwościach, osiągach i powalającym designie. To jednak auto, na które można liczyć jak na sprawdzonego przyjaciela. Jest dobrze przygotowany do pomocy w różnych warunkach, wiernie towarzyszący nam w drodze i dbający o nasz komfort, nie powoduje prozaicznych problemów. Trzeba też powiedzieć, że nie zaskakuje specjalnie niczym nowym, jednak dla niektórych może to być zaletą – wszystko jest w nim przewidywalne. W kilka sekund może stać się z miejskiego samochodu na zakupy, dużym samochodem rodzinnym, czy idealnym na wypady ze znajomymi. Boi się trudnego offroadu, lecz lubi tereny miejskie: krawężniki, dziury, koleiny – z nimi rozprawia się należycie. Nie ma się czemu dziwić –  to tylko SUV, a nie pogromca dżungli i pustyni. A może aż? Zainteresowanych napewno ucieszy cena – Captivę kupimy już za 81 tysięcy złotych.

Na tak
– stylizacja nadwozia
– przestrzeń w środku
– dodatkowe siedzenia 

Na nie
– kiepska jakość materiałów i stylizacja wnętrza
– zbyt duża kierownica, małe, nieczytelne wyświetlacze, manualna klimatyzacja

Testowana wersja
Captiva 2.0 CTDi 150KM LT HIGH, 7-osobowa 

Moc [KM] – 150
Pojemność [cm3] – 1991
Układ cylindrów – Rzędowy
Ilość cylindrów – 4
Ilość zaworów na cylinder – 4
Maksymalny moment obrotowy [Nm] – 320
Prędkość obrotowa dla maksymalnej mocy [obr./min.] – 4000
Napęd Typ – Wszystkie koła
Skrzynia biegów- Automatyczna, 5 biegów
Rozstaw osi [mm] – 2705
Szerokość całkowita [mm] – 1850
Wysokość całkowita [mm] – 1755
Długość całkowita [mm] – 4635
Minimalna pojemność bagażnika [litry] – 85
Masa własna [kg] – 1835
Dopuszczalna masa całkowita [kg] – 2505
Ilość miejsc – 7
Pojemność zbiornika paliwa [litry] – 65
Prędkość maksymalna [km/h] – 180
Przyspieszenie 0-100 km/h [s] – 12.2
Zużycie paliwa W mieście [litry/100 km] – 11
Poza miastem [litry/100 km] – 7.3
Średnie [litry/100 km] – 8.7

Najnowsze

Klub Amazons WMC – for women only

Jako pierwsze w naszym kraju postanowiły się zrzeszyć i tym samym dać wyraz swojej pasji. Dowiedz się więcej o Amazons WMC - pierwszym kobiecym klubie motocyklowym w Polsce.

Jak wiadomo, kobiety nie od dziś walczą o swoje prawa, status społeczny, udowadniają, że mogą wykonywać pracę i hobby, które często uchodzą jako „męskie zajęcia”. W starożytności, jak i długo po niej, płeć piękna była często dyskryminowana. Jednak już w mitologii greckiej pojawiły się pierwsze wzmianki o silnych, władczych kobietach, które walczyły ramię w ramię z mężczyznami i opanowały kunszt łowiecki równie dobrze jak oni, a może nawet lepiej. Posługiwały się precyzyjnie bronią, jeździły doskonale konno. Były nazywane Amazonkami, córami Aresa.

Teraz kobiety również walczą o swoje prawa i zmagają się z wyzwaniami dnia codziennego. Niektóre z nich z żywych koni ujeżdżanych w zamierzchłych czasach, przesiadły się na nowoczesne, stalowe rumaki.

Oficerowie Oddziału Macierzystego w USA
fot. Amazons WMC

Początek wielkiej przyjaźni
W 1998 roku w Stanach Zjednoczonych grupa kobiet o wspólnej pasji motocyklowej i łączącej ich przyjaźni, postanowiła podkreślić swą zażyłość oraz upodobanie do dwóch kółek. Choć dziś już na wojnie walczyć nie muszą, to jednak czując bliskość i podobieństwo charyzmy tkwiącej w starożytnych wojowniczkach nazwały się dumnie Klubem Amazons. Dla nich nie było i nie jest istotne wyznanie, rasa czy wiek; liczy się przyjaźń, głęboka więź duchowa i przede wszystkim to, co pokochały całym sercem – motocykle. Mimo wielu trudności, wzlotów i upadków, przez które dzielnie idą ramię w ramię, ich przyjaźń nadal kwitnie. Idea klubu opiera się na prawdziwym, rzadko spotykanym siostrzeństwie (Sisterhood), które podkreśla się w każdym czynie i słowie. To wspólne wspieranie się, bezinteresowna pomoc, poczucie oparcia. Niejednokrotnie owa więź okazała się być dużo trwalszą od tej, którą zawiązała krew.

Oprócz nazwy klub posiada także logo (Logo) – jego barwy (Colors) to fiolet, róż oraz błękit. Znak ten jest własnością Klubu Amazons WMC i mogą go nosić oraz posługiwać się nim tylko „siostry” (Sisters Full&True) oraz osoby upoważnione. Każda naszywka (Patch) z barwami  powstaje w Oddziale Macierzystym (Mother Chapter) w USA i tylko takie są akceptowane.

fot. Amazons WMC

Amazons WMC to dla członkiń (Members) coś więcej niż tylko organizacja – to zaufanie i odpowiedzialność. Nie można, więc po prostu zapisać się do klubu. Od każdej z kandydatek (Prospect) wymaga się odpowiedniego zaangażowania. Niezwykle ważne jest, by klub mógł poznać taką osobę bliżej, natomiast dla kandydatki jest to czas by ocenić, czy w pełni zgadza się i respektuje jego wizję oraz zasady jakimi się kieruje (The Six Principles).

Teraz Polska
Od maja 2001 roku Amazons WMC istnieje również w Polsce. Oddział Poland (Chapter Poland) działa już 9 lat i zaczynał jako pierwszy żeński klub motocyklowy w naszym kraju. Początkowo niewielki, dziś tętni życiem oraz zapałem promując motocyklizm wśród kobiet i nie tylko. Choć wydaje się nadal mało znany, to z roku na rok zrzesza wokół siebie coraz więcej kandydatek oraz osób zaprzyjaźnionych (Hangaround). Spotkać lub poznać dziewczyny wcale nie jest trudno. Oddział ten działa na terenie całej Polski, więc często można dostrzec barwy klubu na zlotach i imprezach motocyklowych różnego typu. Wiosną każdego roku Amazons WMC organizują zlot motocyklistów. Ponadto prowadzą stronę internetową (http://www.amazonswmc.pl), na której znajduje się aktywne forum. Udział w życiu forumowym mogą brać tylko kobiety, ale oczywiście każdy może tutaj zajrzeć i zapoznać się z wizją klubu (Amazon Vision).

O każdym klubie tak i o tym krążą różne opowieści. Zapewniam jednak, że jego członkinie to wspaniałe, godne podziwu matki, żony, partnerki, zajęte codziennymi sprawami kobiety, z niekwestionowaną pasją do dwóch kółek. Trzeba podkreślić, że w naszym kraju to one przetarły szlaki kolejnym motocyklistkom, które pragną się zrzeszać.

fot. Amazons WMC

Bez granic
Klub Amazons WMC nieustannie się rozrasta. W listopadzie 2009 roku powstał kolejny jego Oddział  Nomads (Chapter Nomads). Zrzesza on kobiety, które mieszkają na terenie całej Europy. Pomimo odległości jakie je dzielą, dziewczyny nie marnują ani chwili by znów się spotkać, a każda okazja jest dobra, by pobyć ze sobą i przemierzyć wspólnie kilometry. Nie straszne im długie wyprawy i konieczność kilkugodzinnej jazdy. Obecnie do oddziału należą dziewczyny mieszkające w Danii, Norwegii oraz Szwajcarii.

Dzięki ciężkiej pracy oraz niejednokrotnie ogromnego poświęcenia każdej z członkiń, Amazons WMC stał się klubem powszechnie rozpoznawalnym i szanowanym w środowisku motocyklowym zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i środkowej Europie. Ich wytrwałość i wspólne działanie sprawiło, że wciąż są razem. Jednak to tylko początek historii istnienia Amazons WMC – nadal pracują nad wizerunkiem klubu, starają się, aby go ulepszać i rozwijać. Serdecznie witają każdą kobietę, która chciałby podzielić z nimi swoją pasję.

Adresy oficjalnych stron Oddziałów Klubu Amazons WMC:

USA www.amazonswmcinc.com

Poland www.amazonswmc.pl

Nomads www.amazonswmcnomads.com

fot. Amazons WMC

Najnowsze

Puchar Kobiet Motocaina.pl

Już w nadchodzący weekend odbędzie się pierwsza eliminacja Pucharu Kobiet Motocaina.pl - to przedsięwzięcie dedykowane wyłącznie Paniom za kierownicą. Gwarantuje adrenalinę i zabawę amatorkom, które nie boją się nowych wyzwań i chcą rozwijać swoje umiejętności efektywnego i sportowego prowadzenia samochodu.

Zawody odbywają się w ramach sprintu Niskie Łąki Cup we Wrocławiu. Sponsorem i patronem medialnym Pucharu jest kobiecy portal motoryzacyjny Motocaina.pl – poświęcony w dużej mierze udziałowi płci pięknej w sportach motorowych. Organizatorką Pucharu Motocaina.pl jest Paulina Przydryga, znana z aranżowania profesjonalnych zawodów w regionie dolnośląskim. Przy obsłudze technicznej konkurencji oraz przy oprawie medialnej również pracują kobiety.

fot. szczepanrally.com

– Puchar Kobiet Motocaina.pl powstał jako przedsięwzięcie rozpoczynające cykl tego typu imprez w całym kraju. Wiemy, że kobiety za kierownicą inaczej rywalizują między sobą mając za przeciwniczkę inną, równą sobie zawodniczkę, a inaczej, kiedy konkurentami są mężczyźni. Do tej pory bardzo sporadycznie kobiety startowały w różnego typu samochodowych zmaganiach, w których niezwykle rzadko miały możliwość mierzyć się z innymi paniami we własnej, oddzielnej klasie – mówi Katarzyna Frendl, redaktor naczelna Motocaina.pl. – Mamy nadzieję, że umożliwienie klasyfikowania ich w odrębnym pucharze spowoduje, że znacznie chętniej będą się zgłaszać do udziału w przeróżnych dyscyplinach samochodowych. Liczymy na to, że już niebawem w Pucharze Motocaina.pl ujawni się jakiś nieoszlifowany do tej pory diament, w postaci uzdolnionej zawodniczki, którą będziemy w przyszłości wspierać. Każda uczestniczka wyjedzie z zawodów z certyfikatem ukończenia klasyfikacji i drobnymi upominkami.

Zasady uczestnictwa
Do Pucharu można przystąpić samodzielnie lub zaprosić osobę towarzyszącą (pilota) na prawy fotel. Tor można wcześniej obejrzeć, jak i wykonać przejazd zapoznawczy przed zawodami. Starty odbywają się własnym samochodem, zatem można też tę konkurencję traktować jako możliwość doskonalenia techniki jazdy. Ideą zawodów jest jednak krzewienie sportu motorowego wśród kobiet, zatem Puchar Motocaina.pl to także szansa na próbę własnych sił w atmosferze profesjonalnej rywalizacji w duchu fair play. Wyścig główny składa się z dwóch przejazdów na czas, każdy po cztery okrążenia wokół asfaltowego toru, a o wyniku końcowym decyduje suma wszystkich przejazdów. Zarówno uczestniczki rywalizacji, jak i kibice – będą mieć możliwość śledzenia wyników na żywo.

fot. Andrzej Browarny

– Z niecierpliwością czekam na niedzielę 14 marca, ponieważ właśnie wtedy startuje pierwsza eliminacja Niskie Łąki Cup 2010 i Puchar Kobiet Motocaina.pl – mówi zawodniczka Magda Becella. – Mam już za sobą jeden sezon w NLC, który przy wspaniałej atmosferze na torze zapewnił mi wiele emocji i miłych wspomnień. Zatem dziewczyny do boju! Starty w sprincie to świetny sposób na podszkolenie swoich umiejętności i dobrą, bezpieczną zabawę za kółkiem.

Gdzie odbywają się zawody?
Już 14 marca Panie będą ścigać się na zamkniętym, asfaltowym obiekcie wyścigowym o średnim stopniu trudności. Zawody zostaną rozegrane we Wrocławiu, przy ulicy Niskie Łąki 4.

Kiedy?
Puchar składa się z 10 eliminacji. Uczestniczki mogą startować w poszczególnych eliminacjach, jak i w całym cyklu.

Terminarz prezentuje się następująco:

I Eliminacja NLC – 2010-03-14
II Eliminacja NLC – 2010-04-11
III Eliminacja NLC – 2010-05-09
IV Eliminacja NLC – 2010-06-20
V Eliminacja NLC – 2010-07-18
VI Eliminacja NLC – 2010-08-15
VII Eliminacja NLC – 2010-09-26
VIII Eliminacja NLC – 2010-10-17
IX Eliminacja NLC – 2010-11-07
X Eliminacja NLC – 2010-12-05

fot. Marek Browarny

– Tor we Wrocławiu jest bezpieczny i idealny do nauki sportowego stylu jazdy. Podczas 10 eliminacji można śledzić swoje postępy i dobrze się bawić – mówi Paulina Przydryga, organizatorka zawodów. – Zapraszamy wszystkie panie do startu w Pucharze Kobiet Motocaina.pl, bo naprawdę warto!

Informacje o Pucharze Kobiet obfitujące w galerie zdjęć, a w przyszłości także relacje video będą sukcesywnie zamieszczane na stronie www.motocaina.pl. Na bieżąco wyniki i ogłoszenia dotyczące zawodów można będzie znaleźć na stronie www.niskielaki.com.pl.

W razie jakichkolwiek pytań, bądź wątpliwości uprzejmie prosimy o kontaktowanie się z odpowiednimi osobami:

Edyta Wrucha – oprawa medialna Pucharu Kobiet Motocaina.pl, rzecznik prasowy zawodów
puchar@motocaina.pl tel. 501 672 542

Paulina Przydryga – organizatorka Pucharu Kobiet Motocaina.pl
paulina@niskielaki.com.pl tel. 606 852 746

Katarzyna Frendl – informacje ze strony Motocaina.pl – patrona medialnego i sponsora zawodów
frendl@motocaina.pl tel. 602 624 140

Z poważaniem,
Zespół Pucharu Kobiet Motocaina.pl

Najnowsze