Nadjeżdża nowy Opel GT Concept – film

Na pierwszym filmie widać go tylko przez kilka sekund, ale to wystarcza, aby zaostrzyć apetyt.

Na filmie charakterystyczny czerwony detal odbija się w oku obserwatora. To pierwsze ujęcia samochodu koncepcyjnego, który zadebiutuje na salonie motoryzacyjnym w Genewie (3–13 marca).

To ma być „zapierający dech w piersiach, bezkompromisowy sportowy model”, który ma być potwierdzeniem nieustającej innowacyjności firmy Opel i jej nowego stylu.

Więcej informacji o nowym samochodzie koncepcyjnym w drugim filmie, który zostanie opublikowany 21 stycznia.

https://www.youtube.com/watch?v=th2OF0DC5dc

Najnowsze

Goodc

Jak samodzielnie okleić kask odblaskami?

Magdalena Turczyn postanowiła zadbać o widoczność motocyklistów po zmroku. Okazało się, że nie jest to takie trudne i niewiele kosztuje, a może uchronić przed wypadkiem.

Kiedy wpadłaś na pomysł oklejenia kasku i właściwie w jakim celu?

Jesienią wracaliśmy z wyjazdu motocyklowo-samochodowego. Był późny wieczór, chłopaki na motocyklach, dziewczyny w aucie – tak się akurat złożyło. Może i dobrze, bo jadąc za naszymi motocyklistami zauważyłam, że ich praktycznie po zmroku „nie widać”! Na autostradzie jest najgorzej i robi się chwilami bardzo niebezpiecznie. Światło z przodu motocykla, małe i słabo widoczne światło z tyłu, gdzieś pomiędzy kuframi, a z boku? Nic, czarna plama! A kierowcy wyprzedzający kolumnę, widzą motocyklistę głównie z boku. Tak się narodził pomysł zwiększenia widoczności motocyklisty na drodze. Na pierwszy rzut poszły kaski – bo ich powierzchnia wydaje się najłatwiejsza do naniesienia odblasków.

Co jest potrzebne by taki kask okleić? Czy to duży wydatek?

Do oklejania kasków wybrałam samoprzylepną folię odblaskową. Jest dostępna na metry w kilku kolorach i różnych szerokościach. Kupić ją można za niewielkie kwoty, rzędu kilku złotych za metr. Osobiście wybrałam zakup na allegro, ale można szukać w innych punktach, zajmujących się materiałami plastycznymi, czy papierniczymi. Do samej pracy z folią wykorzystuję proste narzędzia, jak nożyczki, ostry nóż, papier i ołówek.

Możesz przedstawić kolejność czynności przy oklejaniu kasku?

Najdłużej trwa zaplanowanie wzoru. Pewnie dziwnie to z boku wygląda, jak siedzę nieruchomo i wpatruję się w kask (śmiech). Ale staram się wzór wpasować w charakter kasku i jego profil. A samo wyklejanie to już sama przyjemność – przynajmniej dla mnie…

Na początek dokładnie czyszczę kask, wszystkie jego elementy. Odpinam szybę czy daszek – jeśli takie mają. Następnie wybrane do oklejenia powierzchnie odtłuszczam, aby folia przylegała bez problemów i się nie odklejała. Potem wycinam z taśmy zaplanowany kształt, naklejam w danym miejscu i ewentualnie docinam do wybranego kształtu. Czasami podczas docinania wzoru, bezpośrednio na kasku mogą powstać delikatne rysy od noża, ale nie są one większe, czy też głębsze od zwykłych rys, powstających podczas normalnego użytkowania kasku.

W trudnych miejscach, tam gdzie nie do końca widać zakrzywienia i wgłębienia, posługuję się papierem, który służy mi do stworzenia pierwowzoru elementu. Później taki papierowy, gotowy model przerysowuję na folię i wycinam.

Skąd czerpiesz inspiracje na wzory i czy trudno je wykonać?

Inspiracja do wzorów to głównie czasopisma motocyklowe, fora internetowe o tematyce motocyklowej, a także reklamy kasków. Staram się wykorzystać przede wszystkim kształt skorupy kasku. Podkreślam folią jego linię, załamania i skosy. Szanuję charakter, jaki nadał mu producent! Jednak zdarzają się kaski idealnie gładkie, niejako okrągłe, jak mojej córki. Wtedy jest większe pole do popisu. Tam można zaprojektować dowolny wzór, a moja córka kocha koty – jak widać (śmiech).

Jakie są plusy i czy są minusy takiego oklejenia?

Plusy to przede wszystkim zwiększona widoczność po zmroku. Poza tym zmienia się charakter kasku – staje się on oryginalny, indywidualny, a co za tym idzie – przyciąga uwagę innych. No i na pewno plusem jest niski koszt całej operacji.

Minusem jest to, że stosuję tylko folię samoprzylepną, która nie jest w stanie konkurować trwałością malowania indywidualnego. Ale jeżdżę już kilka miesięcy z tak oklejonym kaskiem i nie zauważyłam, by jakiś element się odklejał. Poza tym malowanie indywidualne sporo kosztuje i raczej się go już nie zmienia, a folię można w każdej chwili zdjąć i nakleić nowy wzór – a koszt nadal niewielki! Więc nie wiem, czy jest to do końca minus tej metody.

Ile czasu jest potrzebne na oklejenie jednego kasku?

To wszystko zależy od pomysłu i stopnia trudności wzoru. Ale na całość potrzebuję od 2 do 6 godzin – pracuję bez użycia plotera, czy innych urządzeń wspomagających, każdy element docinam ręcznie. Czasem coś mi nie wychodzi za pierwszym razem, wtedy trzeba zdjąć cały element i pracę rozpocząć od początku… Ale efekt końcowy wart jest tych kilku godzin, a przynajmniej tak mówią właściciele oklejonych przeze mnie kasków!

Najnowsze

Test Ford Mondeo Kombi 1.5 EcoBoost Titanium – kto późno przychodzi…

Dalsza część tego ludowego przysłowia brzmi oczywiście „... ten sam sobie szkodzi”. Jest jednak na świecie miejsce, skąd przybycie spóźnionym nie jest uważane jako nietakt, nawet jeśli sięga kilku lat! To miejsce, gdzie przysłowia traktuje się jak zabobony, a zbicie lustra nie przynosi pecha.

Tym miejscem jest Dearborn – miasto znajdujące się w stanie Michigan/USA. Tam na One American Road, swoją siedzibę ma Ford Motor Company – motoryzacyjny gigant, założony 16 czerwca 1903 roku przez Henry’ego Forda. W Dearborn oraz Kolonii w Niemczech, gdzie w fabryce Ford Werke AG powstaje większość aut z błękitnym owalem w logo sprzedawanych w Europie, pełna wersja tytułowego porzekadła brzmi:

„Kto późno przychodzi, ten innym zaszkodzi”
Wielu dziennikarzy w publikacjach dotyczących nowego Mondeo, wytyka Fordowi dwa lata, które minęły od premiery rynkowej bliźniaczego modelu Fusion za Oceanem. Osobiście uważam, że to trochę tak, jakby mieć pretensję do wymarzonego faceta, że za wolno rozpina stanik. Wiadomo przecież, że oczekiwanie może być równie ekscytujące jak sama konsumpcja, a w Biblii nie ma ani słowa o tym, że jabłko, które Ewa zerwała i wręczyła Adamowi było uprzednio umyte, sparzone i obrane ze skórki.

{{ tn(11018) left }}Z drugiej strony przyznam, że gdyby Ford miał w Niemczech, czy w Anglii restaurację słynącą w całej Ameryce z pysznego jabłecznika, a chcąc go skosztować miałabym od momentu złożenia zamówienia do czasu pojawienia się przy stole kelnera z ciastem, czekać ponad 50 lat, umarłabym z głodu! A mniej więcej tyle czasu czekaliśmy w Europie na Forda Mustanga… (ale o nim napiszę w kolejnym materiale). Nieporównywalnie krócej trwałoby kupienie sadzonek jabłoni, zakopanie ich w ziemi, odczekanie aż wyrosną z nich drzewa, na ich gałęziach pojawią się pierwsze listki, potem kwiaty, a w końcu jabłka! Tymczasem opóźnionego o 50 lat Mustanga przywitaliśmy na Starym Kontynencie hucznymi brawami, podobnie zresztą jak Mondeo, które do Europy wjechało z dwuletnim, acz efektownym poślizgiem – mimo, że w przeciwieństwie do Mustanga, Mondeo nie jest, jak wiecie, autem z tylnym napędem.

Jest niemal pewne, że to samo stanie się z Focusem RS, którego specyfikacja, wygląd, parametry, a nawet cena jest od dawna znana, a według Forda RS „już jest”, choć na razie jeździł nim wyłącznie Ken Block. Robił to jednak na tyle długo, że Ford postanowił zrobić z tego telenowelę i co ciekawe, regularnie emitował jej kolejne odcinki, mające w zamyśle podgrzać atmosferę. W rzeczywistości jedynie zagrzały krew w żyłach wszystkim, którzy zamówili i zadatkowali nowego Focusa RS, a teraz obgryzają paznokcie swoim psom, bo swoje, żon, dzieci oraz najbliższej rodziny dawno już zjedli.

To jednak nie ma większego znaczenia, ponieważ zaraz po odebraniu kluczyków od nowego auta, właściciele Forda Mustanga, Focusa RS, a także nowego Mondeo, są najprawdopodobniej najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.

Dlaczego? Ponieważ z powyższego wynika pewna konkluzja, którą Ford wielokrotnie już udowodnił. O ile z całą pewnością o niektórych modelach Forda można powiedzieć, że przybywają spóźnione, o tyle nie można im zarzucić, że są opóźnione w rozwoju w stosunku do konkurencji, co udowodniło nam testowane Mondeo Kombi.

Post Factum
Nowe Mondeo, podobnie jak pierwowzór z 1993 roku i kolejne generacje tego modelu, jest dedykowany rodzinom oraz kierowcom, którzy widzą różnice między „jeżdżeniem”, a „prowadzeniem” auta. Zatem bez względu na rodzaj nadwozia jakie wybierzecie, Mondeo mieć będzie wszystko wystarczająco duże na zewnątrz i przestronne w środku, funkcjonalne, praktyczne, wygodne, komfortowe, oczywiście bagażnik będzie pojemny bla,bla,bla…

Przede wszystkim jednak najnowsze wcielenie Forda Mondeo jest fenomenalnie wyglądającym i prezentującym się sedanem, liftbackiem, lub jak w przypadku testowanego egzemplarza, kombi klasy średniej. A co za tym idzie również dokładnym przeciwieństwem Forda Mondeo pierwszej generacji, które nie grzeszyło urodą, a mówiąc precyzyjniej było wręcz szpetne. Pewnie znajdą się tacy,  którzy twierdzą, że skoro nieudany eksperyment sprzed  lat polegający na przebraniu Mondeo w ciuchy Jaguara nie wypalił, Ford postanowił sięgnąć po „metkę” z wyższej półki i nowe Mondeo przebrać za Aston Martina. Nawet jeśli to prawda, czy to grzech?

Oczywiście, dla pełnego efektu „WOW!” musicie sięgnąć głębiej do kieszeni i zapomnieć o bazowej wersji wyposażeniowej, po czym dokupić mnóstwo mniej lub bardziej przydatnych gadżetów i pakietów z listy wyposażenia dodatkowego. Co nie zmienia faktu, że nawet słona kwota na jaką wyceniono prezentowany samochód, będzie ułamkiem tej, którą należy wydać na „rodzinny” Aston Martin Rapide. Auto, w którym na dodatek jadąc z więcej niż jednym pasażerem wygląda się idiotycznie.

Naturalnie nowe Mondeo ma do zaoferowania znacznie więcej niż miłą dla oka aparycję. Liczba centymetrów pomiędzy osiami kół jest na tyle duża, by zapewnić miejsce w czołówce segmentu pod względem przestronności kabiny. Mówiąc prościej, z zewnątrz Mondeo jest duże, a w środku jest po prostu wielkie. W przypadku samochodu mającego spełniać tyle funkcji naraz, równie ważne jak kierowca i jego odczucia zza kierownicy powinny być doznania pasażerów. Co z tego, że samochód trzyma się drogi jak przyklejony i uwielbia w szybkim tempie połykać kolejne zakręty, skoro płynący z tego fun udziela się wyłącznie prowadzącemu, natomiast siedzący z tyłu marzą jedynie o tym, by droga stała się prosta, pojawił się na niej korek albo wielki konar drzewa, po to by w końcu móc się zatrzymać i zwymiotować „ze szczęścia”.  Wiele aut uchodzących za rodzinne, których prowadzenie sprawia tyle frajdy, co jazda nowym Fordem Mondeo, nie jest w stanie odpowiednio odizolować lub umiejętnie przefiltrować niepożądanych bodźców i sprawić by podróżowanie dla wszystkich jadących była równie miła, jak dla kierowcy.

Daję słowo honoru, że Mondeo to potrafi i robi to cholernie dobrze! Ostatnim samochodem zbliżonym rodzajem nadwozia i rozmiarami, w którym tylna kanapa była tak wygodna jak w nowym Mondeo, było Volvo XC70. Dodam jeszcze, że miało to miejsce dobrych kilka lat temu i nawet Volvo nie miało wówczas tak fantastycznie wyciszonej kabiny pasażerskiej, jak testowany przez nas Ford.

Wydawać by się mogło, że czterocylindrowy, doładowany turbosprężarką silnik o niewielkiej – jak na te gabaryty – pojemności i mocy maksymalnej, pracujący pod obciążeniem na wysokich obrotach i prędkościach autostradowych, będzie bardziej słyszalny. Tymczasem ten pracujący pod maską Mondeo nie tylko taki nie jest, ale zarówno z punktu widzenia kierowcy, jak i pasażerów subiektywnie wydaje się wręcz mocniejszy, niż wskazują na to dane techniczne.

Rzecz jasna duża w tym zaleta opływowego nadwozia Mondeo stawiającego powietrzu minimalne opory, ale nie da się ukryć, że jednostki Forda typu EcoBoost nie bez przyczyny rokrocznie znajdują się w gronie finalistów w dziennikarskim plebiscycie na najlepszy silnik roku. Nie bez znaczenia jest również umiarkowany apetyt na paliwo, który średnio podczas testu oscylował wokół 9-10 litrów jakie ubywało z baku, po przejechaniu każdych stu kilometrów.

Powierzchnia siedzisk i oparć wszystkich foteli, kąt nachylenia oparcia tylnej kanapy w drugim rzędzie, ilość miejsca przed pasażerami i wokół kierowcy, widoczność dookoła, intuicyjne rozmieszczenie schowków i poczucie przestrzeni jaką oferuje Mondeo jest szczerze pisząc bezkonkurencyjna!

To jeden z tych samochodów, w którym jest tak cicho, że po włączeniu kierunkowskazu czujesz się trochę jak kiedyś, gdy będąc dzieckiem i zasypiając w domu swojej babci towarzyszyło Ci miarowe tykanie wielkiego nakręconego zegara stojącego w pokoju obok.

Post Scriptum
Oczywiście Mondeo ma również wady. O ile obsługa dźwigni kierunkowskazów nie nastręcza problemów, o tyle rozbudowany system infotainment niestety tak. Po pierwsze jego obsługa jest dość zawiła, a przejście przez kolejne menu i podmenu wymaga sporo czasu i przyzwyczajenia. Po drugie, co z tego, że ogromny ekran umieszczony na szczycie deski rozdzielczej jest dotykowy, skoro znajduje się on za daleko od kierowcy, a w przypadku osób drobnej postury jego obsługa wymaga  każdorazowo podniesienia pleców z oparcia i dodatkowo rozprasza uwagę.

Również jakość niektórych plastików użytych do wykończenia kokpitu mogłaby być lepsza. W tej dziedzinie odwieczny rywal Mondeo, czyli Volkswagen Passat (nasz test tutaj) sprawia znacznie lepsze wrażenie.

Niezmiennie za to w kwestii frajdy z jazdy ani Passat, ani żadne inne auto za podobne pieniądze, nie będzie tak dobre jak Mondeo. Kto wie, może kiedyś często powtarzane określenie „jeździ jak Mondeo” zostanie przysłowiem, które pokochają w Michigan?

Na TAK
Sylwetka nadwozia – z klasą, perfekcyjne wyciszenie, komfort, ponadprzeciętna ładowność, charakterystyka pracy silnika EcoBoost, własności jezdne, kompletne wyposażenie w dziedzinie bezpieczeństwa (innowacyjne airbagi w pasach bezpieczeństwa)

Na NIE
Bardzo wysokie ceny niektórych dodatków, zawiła obsługa systemu infotainment ze zbyt daleko umieszczonym od kierowcy ekranem dotykowym.

Konkurenci: VW Passat, Mazda 6, Skoda Superb, Volvo V60

Ceny:
Ford Mondeo Kombi 1.5 EcoBoost 160 KM Titanium – od 107 000 złotych
Testowany – 158 330 złotych

Dane techniczne Ford Mondeo Kombi 1.5 EcoBoost Titanium

Silnik:

benzynowy, R4, Turbo

Pojemność skokowa:

1499 cm3

Moc:

160 KM przy 5700 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

240 Nm przy 1600-4000 obr./min.

Skrzynia biegów:

Manualna, 6 biegów

Prędkość maksymalna:

217 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

9,3 s

Długość/szerokość/wysokość:

4867 x 1852 x 1482 mm

Najnowsze

Premiera coupé Infiniti Q60 w Detroit

Podczas salonu samochodowego NAIAS w Detroit Infiniti zaprezentowała nowe sportowe coupé - model Q60.

Sportowe coupé zachowało swoje charakterystyczne kształty i ostre krawędzie oryginalnego konceptu, zaprezentowanego pierwszy raz na Salonie NAIAS 2015 dwanaście miesięcy temu.

Pod maskją zninstalowano trzylitrowy silnik V6 twin-turbo, który oferowany jest w dwóch wersjach mocy – 304 lub 405 KM. Na pokładzie Q60 znajdziemy dostępne jako opcja, sterowane elektronicznie zawieszenie dynamiczne (Dynamic Digital Suspension).

W nowym modelu zastosowano drugą generację systemu bezpośredniego kierowania adaptacyjnego Infiniti (DAS – Direct Adaptive Steering), które ma zapewniać lepsze czucie kierownicy i pełniejszy feedback z drogi. Dodatkowo ma pozwalać kierowcy na precyzyjne dostrojenie parametrów pracy układu kierowniczego do jego oczekiwań.

Na Salonie NAIAS 2016 Infiniti prezentuje również zmodernizowane wersje sportowego sedana Q50 i crossovera QX60.

Najnowsze

Goodc

Kobiecy test wytrzymałości motocyklowych jeansów (video)

Przyjaciółki Holly Hanson i Joy Lewis postanowiły sprawdzić, ile naprawdę wytrzyma kevlarowa warstwa jeansów Tabacco. Pośladki musiały mieć gorąco!

Tobacco Motorwear to producent jeansów motocyklowych, który ma zamiar poszerzyć swoją ofertę o linię kobiecą. Ich modele jeansów charakteryzują się bardzo dobrym dopasowaniem do ciała i podwyższonym stanem, jednocześnie oferują swobodę ruchów i zupełnie cywilny wygląd. O bezpieczeństwo dba 100% kevlar, jako dodatkowa warstwa. A czy chroni wystarczająco, możecie sami zobaczyć na filmie z testu, który przeprowadziły dwie, motocyklowe przyjaciółki:

Dla wielu motocyklistów, którzy codziennie jeżdżą na motocyklu, przebieranie się w ochronną odzież stanowi spory kłopot. Poza tym, taka odzież bywa mało wygodna w codziennej aktywności, a w upalne dni wentylacja często jest niewystarczająca. Osobnym zagadnieniem są preferencje motocyklistów dotyczące mody. I właśnie, by zaspokoić te potrzeby i głównie do miejskiej jazdy, powstają jeansy i trampki, które oprócz walorów niezobowiązującego stylu, oferują poprawę bezpieczeństwa w razie upadku.

Najnowsze