Mikrohybryda i miękka hybryda – wszystko, co trzeba o nich wiedzieć. Czy warto je kupić?

Hybrydy mikro, miękkie, pełne, plug-in… Można się pogubić w tych nazwach i w szczegółach technologii, jakie się za nimi kryją. W poniższym tekście przedstawimy wam dwie pierwsze, które są do siebie bardzo podobne, ale mają kilka istotnych różnic.

Po co stosuje się mikro i miękkie hybrydy?
Czy nam się to podoba, czy nie, silniki spalinowe nie nadążają już za normami emisji spalin. Celowo nie piszemy, że „ich dni są policzone”, ponieważ nadal nie ma dla nich realnej alternatywy, która zapewniłaby porównywalną mobilność i porównywalne ceny (choć jest to tylko kwestią czasu). Nie piszemy też, że silniki spalinowe „osiągnęły kres swoich możliwości rozwoju”, ponieważ tego zwyczajnie nie wiemy. Koncerny motoryzacyjne cały czas starają się poprawiać ich wydajność oraz opracowywać jeszcze skuteczniejsze systemy oczyszczania spalin.

Ostatnio największym wrogiem przemysłu samochodowego stała się Unia Europejska, która określiła, że dozwolona emisja CO2 to maksymalnie 95 g/km . Kto się nie zastosuje, ten musi płacić karę (95 euro za każdy gram ponad limit od każdego sprzedanego samochodu). Dla laika nie ma w tym nic złego – wręcz przeciwnie, może to jawić się jako bardzo dobra inicjatywa. Taki sposób „motywowania” producentów aut, którym nie chce się stale pracować nad ograniczeniem emisji spalin ich modeli. Nie dbasz o ekologiczność swoich aut – przygotuj się na kary. Sęk w tym, że limit 95 g CO2/km nie jest wynikiem „wymagającym trochę pracy”, tylko praktycznie nierealnym! Nie osiągają go nie tylko małe i oszczędne auta, ale nawet samochody hybrydowe, w tym na przykład Toyota Corolla, czyli model marki, która jako pierwsza wprowadziła na rynek hybrydę w 1997 roku i od tego czasu nieustannie rozwija tę technologię.

Przeczytaj też: Bazowa Honda Jazz kosztuje 93 900 zł. Dziękujemy ci, Unio Europejska!

Wspomaganie jednostek spalinowych elektrycznymi silnikami jest obecnie jedynym sposobem, aby zbliżyć się do wymogów, zaklinającej rzeczywistość, Unii Europejskiej. Pojawia się jednak kolejny problem – technologia hybrydowa bardzo potaniała w ciągu ostatnich lat, ale nadal korzystające z niej samochody są drogie. Problem ten poruszaliśmy przy okazji omawiania cen nowej Hondy Jazz, którą w Europie kupimy tylko jako hybrydę (link powyżej). Dlatego obecnie coraz większą popularnością cieszy się o wiele bardziej przystępny sposób na elektryczne wspomaganie silnika, jakim jest mikrohybryda (micro hybrid) oraz miękka hybryda (mild hybrid).

Mikrohybryda i miękka hybryda – jak działają i czym się różnią?
Oba te układy mają dużo podobieństw, a określenia „mikro” i „miękka”, bywają używane zamiennie. Najprostszym rozróżnieniem jest to, że drugi układ może wspomóc jednostkę spalinową krótkotrwałym (zwykle kilkusekundowym) zastrzykiem mocy, a pierwszy nie ma takiej możliwości.

Mikrohybrydę możemy potraktować jako rozwinięcie systemu start/stop, automatycznie gaszącego silnik po zatrzymaniu i uruchamiający go, gdy chcemy kontynuować jazdę. Różnica polega na tym, że zamiast wzmocnionego rozrusznika, stosuje się rozrusznik zintegrowany z alternatorem (ISG). Jest to rodzaj małego, elektrycznego silniczka, który służy do uruchamiania jednostki spalinowej, a także do odzyskiwania energii podczas hamowania. Energia ta nie jest magazynowana w klasycznym (choć wzmocnionym) akumulatorze, jak w autach z systemem start/stop, tylko w osobnej baterii.

Można powiedzieć, że układ jest zatem taki sam, jak w „pełnej” hybrydzie. Tylko w skali mikro. Auto magazynuje energię elektryczną, ale z racji na swoje skromne parametry (baterie mają pojemności rzędu 0,1-0,5 kWh) jest ona wykorzystywana jedynie do zasilania elektryki pojazdu.

W przypadku miękkiej hybrydy sytuacja jest analogiczna, ale stosuje się w niej mocniejsze silniki w roli rozrusznika zintegrowanego z alternatorem. Dzięki temu mogą generować dodatkowy, kilkusekundowy zastrzyk mocy, kiedy mocno wciśniemy gaz. Jaki dokładnie? W przypadku Fiata 500 Hybrid jest to niecałe 5 KM. BMW z kolei zapewnia dodatkowe 11 KM (na przykład w wysokoprężnych odmianach serii 3), a w przypadku Mercedesa jest to 14 KM (auta klasy średniej), a w większych modelach 22 KM i aż 250 Nm.

Zwykle układ mikro / miękkiej hybrydy oznacza też zastosowanie 48-woltowej instalacji elektrycznej. Dzięki niej możliwe jest zasilanie jednostek elektrycznych o wspomnianych wcześniej parametrach. Nie jest to jednak regułą – przykładowo Mazda stosuje w swoich modelach 24-woltową instalację, podczas gdy Fiat pozostał przy standardowej o napięciu 12V.

Mikrohybryda i miękka hybryda – co one oznaczają dla kierowcy?
Tak jak pisaliśmy na początku, powodem dla którego stosuje się te układy, jest potrzeba obniżenia zużycia paliwa, które bezpośrednio wpływa na emisję CO2. Fiat podaje, że jego układ miękkiej hybrydy, stosowany w modelu 500 oraz w Pandzie, pozwala na obniżenie emisji dwutlenku węgla o (średnio) 20-30 proc. Z kolei Audi obiecuje, że w modelach dużych (A6, A7, A8) zużycie paliwa spada o 0,7 l/100 km, podczas gdy w mniejszych (A4, A5) o 0,4 l/100 km.

Oszczędności te wynikają z kilku czynników. Opisywane układy hybrydowe odciążają silnik z obowiązku napędzania alternatora i generowania prądu potrzebnego do zasilania pokładowej elektryki i elektroniki. Ponieważ ich baterie magazynują więcej energii od klasycznego akumulatora, samochód może częściej gasić silnik, na przykład podczas postoju na światłach. Ponowne uruchamianie też działa lepiej, niż w autach bez wspomagania hybrydowego, ponieważ motor elektryczny jest mocniejszy od zwykłego rozrusznika.

Niektóre modele gaszą jednostkę napędową jeszcze przed zatrzymaniem, wydłużając czas, kiedy auto nie generuje spalin. Wspominany wcześniej Fiat 500 Hybrid wyłącza silnik już przy 30 km/h i pozwala swobodnie toczyć się, zachowując pełną kierowalność, zupełnie jak „pełna” hybryda. Audi w swoich modelach idzie o krok dalej – jednostka spalinowa gaśnie już przy 22 km/h, ale może zrobić to także podczas „żeglowania”. Kiedy jadąc między 55-160 km/h zdejmiemy nogę z gazu, silnik zostanie wyłączony i samochód będzie się toczył swobodnie (nadal zachowując pełną kierowalność i działanie wszystkich elementów wyposażenia) przez maksymalnie 40 sekund.

Inne podejście obrał na przykład Mercedes, w którym zadaniem „miękkiej” hybrydy jest wspomaganie silnika podczas przyspieszania. Kilkusekundowy zastrzyk momentu obrotowego wypełnia lukę między wciśnięciem gazu, a reakcją turbosprężarki, co poprawia wrażenie responsywności auta. Z kolei w odmianie 53 AMG Niemcy idą o krok dalej i stosują elektryczny kompresor dający „kopa” w ułamku sekundy, zanim pałeczkę przejmie turbo (po raz pierwszy takie rozwiązanie wprowadziło Audi w modelu SQ7).

Czy warto kupić auto z technologią mikrohybrydową lub miękkiej hybrydy?
Zadajemy to pytanie, ponieważ z pewnością zadaje je sobie niejeden kierowca, zainteresowany nowinkami technicznymi. Te rodzaje hybryd nie figurują jako osobne wersje silnikowe, ani jako dodatki na liście opcji (choć do niedawna Suzuki dawało taki wybór). Po prostu dana jednostka korzysta z układu mikro / miękkiej hybrydy, albo nie, chociaż są pewne wyjątki. Przykładowo w nowym Volkswagenie Golfie miękką hybrydę dostajemy „w pakiecie” ze skrzynią automatyczną do silnika benzynowego. Z kolei w cenniku Forda Pumy silnik 1.0 EcoBoost o mocy 125 KM występuje „solo”, ale w wersji 155 KM ma już układ MHEV.

Nie ma natomiast powodu, aby szukać koniecznie modelu wyposażonego w taką technologię. Zapewniane przez nią oszczędności na paliwie są symboliczne, a deklaracje producentów oparte na wynikach uzyskanych w warunkach laboratoryjnych. Z kolei elektryczne „doładowanie” podczas przyspieszania nie jest przez kierowcę w żaden sposób wyczuwalne. Jedynie płynniej i ciszej działający system start stop robi różnicę.

Najnowsze

Polacy kupują coraz więcej elektryków. A będzie jeszcze lepiej?

Według danych z końca maja 2020 r., w Polsce było zarejestrowanych – 6551 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy bieżącego roku liczba rejestracji samochodów całkowicie elektrycznych oraz hybryd typu plug-in była większa o 53% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.

Pod koniec maja 2020 r. po polskich drogach jeździło 6551 samochodów osobowych z napędem elektrycznym oraz 5107 szt. aut z napędem hybrydowym (które Polskie Stowarzyszanie Paliw Alternatywnych, a za nim Polski Związek Motorowy, też traktuje jako auta elektryczne). Park elektrycznych pojazdów ciężarowych i dostawczych w analizowanym okresie zwiększył się do 593 szt., natomiast autobusów elektrycznych do 260 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec maja osiągnęła liczbę 6964 szt.

Bardzo złe nastroje w branży motoryzacyjnej – zwolnienia i obniżka płac

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec maja w Polsce funkcjonowały 1173 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (2208 punktów). 33% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67% wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W ciągu ostatniego miesiąca zainstalowano 42 nowe stacje.

Komentatorzy uważają, że liczba elektrycznych pojazdów wyraźnie się zwiększy, za sprawą programu dofinansowania zakupu takich samochodów, przez Ministerstwo Klimatu oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Nabór wniosków do programów „Zielony samochód”, „eVAN” i „Koliber” ma się rozpocząć 26 czerwca bieżącego roku.

Rząd jednak rusza z programem dopłat do elektryków, tylko kto się odważy z niego skorzystać? Obowiązkowa m.in. wielka naklejka

„Liczymy na to, że nowo ogłoszone, rządowe programy wsparcia elektromobilności w pewnym stopniu zrównoważą negatywne skutki pandemii COVID-19 na rynku pojazdów z napędem elektrycznym i przyczynią się do wzrostu liczby rejestracji BEV i PHEV. Co prawda redukcja maksymalnego poziomu dopłat powoduje, że osoby fizyczne w Polsce mogą liczyć na niższe wsparcie niż obowiązujące w niektórych krajach członkowskich Unii Europejskiej (dopłaty w Polsce to równowartość ok. 4,2 tys. euro, podczas gdy np. subsydia na Słowacji wynoszą 8 tys. euro, a w Rumunii nawet 10 tys. euro), jednak cieszy fakt, że to wsparcie po wielu miesiącach oczekiwania w ogóle zostało wprowadzone. Na pewno na plus należy zaliczyć poziom dopłat i brak limitu cenowego w przypadku zakupu elektrycznych vanów oraz dotacje do punktów ładowania, a także uwzględnienie dofinansowania pojazdów objętych leasingiem, o co intensywnie zabiegała branża” – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Eksperci przewidują ogromny boom na elektryki i rezygnację z silników spalinowych. Czy to w ogóle możliwe?

Jakub Faryś, Prezes PZPM dodaje: – to bardzo dobrze, że program wsparcia zakupu samochodów elektrycznych wreszcie stał się rzeczywistością. Szczególnie cieszy fakt, że w części programów „eVAN” i „Koliber”, istotne miejsce zajmują dopłaty dla przedsiębiorców, zwłaszcza, że w Polsce prawie 80% pierwszych rejestracji stanowią zakupy do firm. Wejście w życie programów dopłat do samochodów elektrycznych zbiegło się z decyzją Komisji Europejskiej o przeznaczeniu bardzo dużych funduszy na odbudowę gospodarki po kryzysie wywołanym pandemią. Rodzi to nadzieję, że oprócz wsparcia na poziomie krajowym pojawią się w tym obszarze środki pochodzące z Unii Europejskiej.

Najnowsze

Ma 78 lat i wcale nie wybiera aut dla seniorów. W jego garażu znajdziecie McLarena 720S oraz Forda GT40

W garażu tego seniora znajdziecie prawdziwe, motoryzacyjne rarytasy. Od kilku miesięcy Henry Harfeldt cieszy się nowym McLarenem 720s i stał się prawdziwą gwiazdą na portalach społecznościowych.

Seniorzy zazwyczaj wybierają małe samochody, które wyróżniają się ekonomicznym zużyciem paliwa. W przypadku tego Norwega zdecydowanie liczą się emocje i komfort podróży. Henry Harfeldt od dziecka był związany z motoryzacją, brał udział w wielu wyścigach i rajdach. Przez lata doradzał młodszym zawodnikom jak jeździć na torze. Teraz spełnia swoje marzenia o szybkich samochodach. W jego garażu znajdziecie nie tylko supersamochód z Woking, ale także AC Cobrę i Forda GT40. To prawdziwe perełki! 

Przypomnijmy, że model 720s pod maską ma 4-litrowe V8, generujące 720 KM mocy i 770 Nm, trafiające na tylne koła za pośrednictwem 7-stopniowej skrzyni automatycznej. Harfeldt jak widać korzysta ile może z możliwości McLarena i zrobił już prawie 4 tysiące kilometrów w drodze. Ciekawi nas, jaki będzie kolejny samochód, który trafi do jego garażu.

Najnowsze

Iwona Blecharczyk „Trucking Girl” została ambasadorką akcji Trzeźwo Myślę

Dzisiaj rusza 4 edycja programu Trzeźwo Myślę, który promuje odpowiedzialne podejście do życia, podejmowanie racjonalnych decyzji i działań również dotyczących odpowiedzialnej konsumpcji alkoholu. W gronie ambasadorów Iwona Blecharczyk - jedna z najbardziej popularnych Polek za kierownicą ciężarówki.

W tym roku kampanię wspiera zespół do zadań specjalnych – czwórka profesjonalistów, którzy doskonale wiedzą, jak bardzo trzeźwe myślenie jest ważne w codziennym życiu. W oparciu o swoje doświadczenia udzielą wskazówek, jak bezpiecznie korzystać z letnich rozrywek oraz czerpać z wypoczynku jeszcze więcej przyjemności.

W tym roku chętniej niż dotychczas będziemy odkrywać uroki naszego kraju. Jak wynika z raportu Polskiej Organizacji Turystycznej, aż 87 proc. z nas planuje podróże po Polsce, najczęściej w góry (34 proc.), nad morze (27 proc.) lub nad jeziora (16 proc.). W wiele tych miejsc będziemy udawać się autem. Zawsze, w podróży czy podczas wypoczynku, najważniejsze jest bezpieczeństwo. 

Czwarta edycja kampanii Trzeźwo Myślę przedstawia temat odpowiedzialnej konsumpcji alkoholu przez pryzmat wakacji i różnych form spędzania wolnego czasu. Lato kojarzy nam się z podróżami, wypoczynkiem nad wodą, wędrówkami po górach i odkrywaniem nowych miejsc. Zależy nam, aby każda wakacyjna przygoda była bezpieczna, dlatego będziemy zachęcać wszystkich dorosłych, a w szczególności wielbicieli pływania i sportów wodnych, amatorów górskich wędrówek, a także kierowców do odpowiedzialnej konsumpcji alkoholu oraz zachowania zdrowego rozsądku – powiedziała Małgorzata Janikowska, koordynator akcji z ramienia Carlsberg Polska.

Co łączy przewodniczkę, kierowcę ciężarówki i ratowników? 
Do grona ambasadorów programu Trzeźwo Myślę w tym roku dołączyli – Joanna Stępińska, przewodnik tatrzański, Iwona Blecharczyk, znana jako „Trucking Girl”, jedna z najbardziej popularnych Polek za kierownicą ciężarówki, Marcin Borkowski, ratownik medyczny i mistrz Europy w ratownictwie medycznym, a także Tomasz Draczyński, OSP Ratownictwo Wodne – Warszawa. 

Do współpracy zaprosiliśmy osoby, które na co dzień spotykają się z wieloma niebezpiecznymi zachowaniami m.in. nad wodą, w górach czy na drodze. W swojej pracy są oni odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale też innych. Ich rady i wskazówki dotyczące bezpieczeństwa podczas wakacji mogą nam pomóc uniknąć wielu ryzykownych sytuacji i czerpać z wypoczynku więcej radości – dodała Małgorzata Janikowska, koordynator akcji Trzeźwo Myślę.

Co przed nami?
Program Trzeźwo Myślę, promujący odpowiedzialne spożywanie alkoholu, ma na celu uzmysłowić konsumentom, że trzeźwe myślenie i mocne stąpanie po ziemi przydaje się w codziennym życiu. Podkreśla również, że na każdym dorosłym spoczywa odpowiedzialność za siebie i innych. W tegorocznej edycji zaplanowano m.in. cykl materiałów poradnikowych z udziałem ambasadorów kampanii dotyczących bezpiecznego letniego wypoczynku, serię audycji poświęconych Trzeźwemu Myśleniu na drodze, w górach i nad wodą. Do końca września prowadzone będą również akcje angażujące konsumentów w kanałach własnych ambasadorów oraz Carlsberg Polska, a także działania media relations. Za koncepcję 4. edycji kampanii Trzeźwo Myślę oraz jej przeprowadzenie odpowiada agencja ConTrust Communication.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Hugh Jackman jako Enzo Ferrari? Powstanie film o legendarnym Włochu

Gwiazda Hollywood, Hugh Jackman, ma wcielić się w rolę legendarnego szefa Ferrari, Enzo Ferrariego. Zdjęcia do filmu o życiu Włocha mają rozpocząć się wiosną przyszłego roku.

Jeśli plotki się potwierdzą, Hugh Jackman będzie kolejnym aktorem, wcielającym się w rolę legendarnego Włocha. W 2003 roku postać Ferrariego sportretował w filmie biograficznym włoski aktor Sergio Castellitto, a w 2013 roku Augusto Dallara zagrał go w niewielkiej roli w filmie Rona Howarda „Wyścig”.

Przeczytaj też: Niki Lauda i James Hunt w filmie „Rush” – trailer

Film, wstępnie zatytułowany po prostu „Enzo Ferrari”, ma zostać wyreżyserowany przez Michaela Manna, twórcę takich filmowych hitów jak „Ostatni Mohikanin”, „Ali” czy „Gorączka”.

Akcja będzie skoncentrowana na historii Ferrari w burzliwym 1957 roku, kiedy to włoska firma była o krok od katastrofy finansowej, a jej legendarny założyciel został zaatakowany przez Watykan, po strasznej katastrofie z udziałem jednego z jego samochodów podczas tamtorocznego wyścigu Mille Miglia. To był również czas w którym Enzo Ferrari stracił syna Dina, który w wieku 24 lat zmarł z powodu postępującej dystrofii mięśniowej.

W wywiadzie dla Deadline.com Michael Mann zdradził, że od dwudziestu lat pracuje nad tym projektem:

Prawdziwa moc tego filmu tkwi w emocjonalnie naładowanych życiach tych ludzi. W skomplikowanych i ekstremalnych okolicznościach. Ponadto istnieje wybuchowa moc i śmiertelne piękno wyścigów. U podstaw całości leży świetny dramat i dlatego pomysł filmu o Ferrarim pozostał ze mną tak długo.

Scenariusz filmu powstanie na podstawie książki Brocka Yatesa „Enzo Ferrari: The Man, the Cars, the Races, the Machine”.

Michael Mann ma już doświadczenie w pracy nad filmem o wyścigach samochodowych. Był producentem wykonawczym w „Le Mans ‘66”, filmie opowiadającym historię zwycięstwa Forda nad Ferrari podczas 24-godzinnego wyścigu Le Mans w 1966 roku.

Przeczytaj też: Premiera filmu „Le Mans 66” – historia pojedynku Forda z Ferrari

Najnowsze