Małe autka holują wielką Toyotę

Ile potrzeba małych, zdalnie sterowanych samochodów, żeby holować Toyotę Hilux? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w filmie, który pojawił się niedawno w sieci.

Nie spodziewamy się, żeby zbyt wiele osób zadawało sobie takie pytania, ale na wszelki wypadek ktoś postanowił znaleźć odpowiedź. Materiał, który pojawił się w sieci nawiązuje do reklamy stworzonej w 1980 roku. Wystąpiły w niej modeliki Tamiya Bruiser 4×4 RC i Toyota Hilux.

Po prawie czterech dekadach powtórzono ten wyczyn przy użyciu zaledwie kilkunastu samochodów sterowanych radiowo. Każdy z samochodów marki Bruiser waży 3,2 kilograma, ale potrafi wygenerować maksymalny moment obrotowy o wartości 23,2 Nm. Dla porównania Toyota Hilux waży 3,2 tony.

Dlatego wystarczyło zaledwie 15 takich samochodów, żeby pociągnąć pełnowymiarowego pickupa.

 

 

Najnowsze

Oddasz prawo jazdy – dostaniesz zniżkę w domu pogrzebowym

Japończycy mają od kilku lat problem ze starzejącym się społeczeństwem, a konkretnie z kierowcami w podeszłym wieku, którzy powodują coraz więcej wypadków.

W samym 2016 roku w prefekturze Aichi kierowcy powyżej 75 roku życia sprawili ponad 13 proc. wypadków. W 2007 roku ten odsetek wynosił zaledwie 7 proc. Kierowcy-seniorzy często mylą pedał gazu z hamulcem lub cofają zamiast jechać do przodu.

Dlatego pojawiają się tam inicjatywy mające zachęcić seniorów do dobrowolnego oddania prawa jazdy. W zamian za to otrzymają szereg zniżek. W 2015 roku nieco ponad 2 proc. starszych kierowców dobrowolnie oddawało prawo jazdy na policji.

Od początku marca dom pogrzebowy Heiankaku z prefektury Aichi oferuje 15 procentową zniżkę dla osób starszych, które przedstawią policyjne zaświadczenie o zdeponowaniu prawa jazdy. Zniżka obejmuje 89 oddziałów tej firmy. Dzięki temu seniorzy mogą zaoszczędzić nawet 3,7 tys. euro w związku z organizacją pogrzebu lub ceremonii dla bliskich osób.

Dom pogrzebowy promuje nową inicjatywę przy udziale lokalnej policji. Rzeczniczka firmy poinformowała, że Heiankaku chce się przyczynić do zmniejszenia liczby wypadków, dodając że wypadki są powodem 10 proc. pogrzebów organizowanych przez tą firmę. 

W prefekturze Osaka starsi kierowcy mogą liczyć na zniżki na zakupy lub usługi, takie jak fryzjer lub restauracja. Takie akcje powoli zaczynają przynosić rezultaty, ponieważ w 2015 roku odsetek zwracanych dokumentów wynosił tam 5 proc. To najlepszy wynik w skali kraju.

Najnowsze

Polacy zatrzymali fabrykę BMW

Na początku marca doszło do incydentu w fabryce BMW przy udziale dwóch pracujących tam obywateli Polski. Linia produkcyjna zatrzymała się na kilkadziesiąt minut. Niemiecki producent mówi o stratach sięgających nawet miliona euro. Czym zawinili Polacy?

Niemiecki dziennik „Bild” poinformował kilka dni temu, że na początku marca w godzinach przedpołudniowych fabryka BMW w Monachium zatrzymała produkcję na około 40 minut. Przerwę spowodowali dwaj mężczyźni, który zemdleli podczas montażu. Personel medyczny potrzebował aż kilkadziesiąt minut żeby ich ocucić. Informacje na temat obywatelstwa pracowników podał kilka godzin później „Berliner Morgenpost”.

Służby prasowe niemieckiej marki milczą na temat incydentu, ale informatorzy donoszą, że pracownicy zostali przetransportowani do szpitala, gdzie szybko okazało się, że powodem omdlenia były narkotyki i alkohol. Jeden z pracowników miał w organizmie ponad promil alkoholu, a u drugiego wykryto spore stężenie amfetaminy. 

Kierownictwo fabryki przeprowadziło dochodzenie, z którego wynika, że pracownicy już wcześniej sprawiali kłopoty, umilając sobie przerwy paleniem skrętów. Przestój monachijskiej fabryki, gdzie są produkowane wszystkie odmiany BMW Serii 3 i 4 może kosztować nawet milion euro. Nieoficjalne źródła podają, że jeden z pracowników stracił już pracę. 

Najnowsze

FSE 01 – elektryczny samochód z Polski

Przedstawiciele Fabryki Samochodów Elektrycznych przedstawili kilka dni temu swój najnowszy projekt. Jest to samochód osobowy o długości trzech i pół metra, który pod maską skrywa silnik zasilany prądem. Jednostka pozwala rozwinąć prędkość 135 km/h, a zasięg na pełnym ładowaniu wynosi ok. 100 km.

Jedyny szkopuł tkwi w tym, że pojazd powstał na bazie produkowanego w tyskiej fabryce Fiata 500. Jednak przedstawiciele firmy twierdzą, że samochód posiada „prawdziwie polskie serce”. Jednostka napędowa jest bowiem produkowana w Sosnowcu. Przedstawiciele twierdzą, że prace nad zupełnie nową platformą mogłyby kosztować miliardy, a tymczasem projekt o nazwie FSE 01 to efekt trzech lat pracy inżynierów z Bielska-Białej. Cały projekt pochłonął do tej pory ok. 1 mln euro, ale firma zamierza zbudować linię produkcyjną z prawdziwego zdarzenia, która zmontuje ponad tysiąc takich samochodów w ciągu roku. 

„Polska już dzisiaj jest szóstym pod względem wielkości producentem motoryzacyjnym w Europie. Zaangażowanie w rynek elektromobilności to wielka szansa na rozwój dla całego kraju. Nasz samochód FSE 01 to dopiero początek całej gamy pojazdów elektrycznych. Już dzisiaj można go zamawiać. Planujemy też eksport do krajów UE – powiedział Thomas Hajek, dyrektor generalny firmy. Dodał też, że takie samochody mogłyby trafiać do Skandynawii, Niemiec i Francji.

FSE 01 nie jest jeszcze dostępny na rynku, ale producent szacuje, że cena takiego samochodu wyniesie poniżej 100 tys. zł. Firma chce docierać ze swoim produktem przede wszystkim do klientów instytucjonalnych, takich jak banki, ubezpieczalnie czy agencje rządowe. Wraz z zakupem takiego samochodu producent dostarcza system do zarządzania flotą dostępny na smartfonach, a także możliwość finansowania zakupu auta oraz usługę mobilnego serwisu. 

Firma zebrała zamówienia na 10 samochodów, ale w grę wchodzi kolejna umowa, tym razem na 50 egzemplarzy. Zainteresowany klient to duża sieć wypożyczalni. Firma FSE nie zdecydowała jeszcze, czy pojazd weźmie udział w konkursie na pierwszy samochód elektryczny produkowany w Polsce.

Najnowsze

Jak ukraść samochód w kilka sekund?

Każde zabezpieczenie można złamać. Wszystko jest tylko kwestią czasu. Podobnie wygląda sytuacja z samochodami. Specjaliści z ADAC udowodnili, że do większości modeli można się dostać w zaledwie kilka sekund.

Zadaniem nowoczesnych technologii w samochodach jest poprawa bezpieczeństwa i komfortu użytkowania. Jednak czasami nowatorskie rozwiązania sprawiają sporo problemów. Idealnym przykładem jest system bezprzewodowego kluczyka, który jest obecnie dostępny nawet w miejskich samochodach. 

Rok temu specjaliści z ADAC opublikowali raport, który wywołał sporo kontrowersji. Okazało się, że do wybranych samochodów można się dostać w kilkanaście sekund. Wszystko za sprawą systemu bezprzewodowego kluczyka. Ujawniono wtedy listę 24 samochodów. Przez ten czas wielu producentów mogło zweryfikować problem  wprowadzić swoje poprawki do systemu. Okazało się jednak, że po kolejnych testach lista wydłużyła się do 100 pozycji obejmujących aż 30 marek. 

System bezkluczykowego dostępu pracuje w oparciu o fale radiowe. Różni producenci wykorzystują swoje częstotliwości, z reguły zawarte w przedziale od 125 kHz do 433 MHz. Złodzieje potrafią zbudować urządzenie, które wydłuża zasięg sygnału generowanego przez kluczyk. Koszt takiego rozwiązania to jakieś 100 euro.

Na czym polega cała sztuczka? Wystarczy, że osoba ze wzmacniaczem pojawi się niedaleko nas w kawiarni, sklepie lub innym pomieszczeniu. To wystarczy, żeby przechwycić sygnał z naszego kluczyka i wysłać go do urządzenia tzw. wspólnika, znajdującego się tuż przy samochodzie. W ten sposób osoba ze sklonowanym kluczykiem otwiera samochód niczym właściciel, a następnie uruchamia go i odjeżdża.

Specjaliści z ADAC sprawdzili kilkaset samochodów. Okazało się, że w większości przypadków sposób zadziałał. Po wyjechaniu spoza zasięgu kluczyka silnik w samochodzie nie wyłączy się. Wszystko za sprawą zabezpieczeń stosowanych przez producenta. Dopiero po wyłączeniu auto się zablokuje. Jednak bardzo często znajduje się ono w „bezpiecznym” miejscu dla złodzieja.

Jak wygląda taka kradzież? Przekonajcie się na filmie.

Poniżej lista sprawdzonych samochodów. 

 

 

 

Najnowsze