Kobieta cudem uniknęła zmiażdżenia przez betoniarkę

Bliskie spotkania aut osobowych z ciężarówkami nie zawsze muszą kończyć się tragicznie. Chyba że ważący dziesiątki ton pojazd przewróci się na osobówkę.

Historia zna podobne sytuacje, w których pojazdy ciężarowe z jakiegoś powodu przewracają się na bok, na auta osobowe. Dla podróżnych osobówki niemal zawsze kończy się to tragicznie. Tutaj mogło być podobnie.

Ciężarówka wprasowała osobówkę w betonowóz

Kierowca czteroosiowej betonomieszarki chyba zapomniał za kierownicą jakiego pojazdu siedzi. Chociaż jechał z góry i widział przed sobą bardzo ciasny zakręt, nie zamierzał mocno hamować. Siła odśrodkowa (która działała przecież także na płynny ładunek!) zrobiła swoje i pojazd przewrócił się na bok.

Bus wepchnął osobówkę prosto pod koła ciężarówki!

W tym samym czasie z naprzeciwka nadjechało auto osobowe. Za kierownicą matka jadąca z dziećmi. Nagle zobaczyła przewracającą się na nią betoniarkę, a po prawej miała tylko wąski chodnik koło budynku, częściowo zagrodzony barierą energochłonną (najwyraźniej w tym miejscu niejeden kierowca przestrzelił zakręt). W ostatniej chwili udało jej się tam wcisnąć, prawdopodobnie uszkadzając prawy róg samochodu o schody do budynku. Upadająca betoniarka zawadziła tylko niegroźnie o dach, wybiła boczną szybę oraz karoserię poniżej.

Najnowsze

Ciężarówka wyprzedza. A kierowca osobówki niech ucieka w krzaki albo ginie – jego sprawa

Nikomu nie życzymy przeżycia takiej sytuacji. Wyjechania zza zakrętu i dosłownie spojrzeniu śmierci w oczy.

Wyprzedzające się kilka minut ciężarówki na drogach szybkiego ruchu potrafią zdenerwować, ale przynajmniej nie stwarzają zagrożenia na drodze. Gorzej jeśli taki szofer wpadnie na pomysł urządzenia sobie „wyścigów słoni” na zwykłej, jednopasmowej drodze bez pobocza.

Tir wjechał w osobówkę. Z czyjej winy?

Od tego nagrania naprawdę mogą się zjeżyć włosy na głowie. Kierowca ciężarówki wyprzedza tira i robi to naprawdę długo. Z naprzeciwka nadjeżdża auto osobowe i widzi przed sobą dwie, pędzące na niego ściany. Pobocza brak, tylko trawa i rów. A ściany jadą niepowstrzymanie i żadna się nie próbuje się nawet zatrzymać.

Wyprzedzający tir uderzył w samochód nauki jazdy

Kierowca osobówki zachował na szczęście zimną krew, zdążył zahamować i zjechać z drogi ciężarówce, nie wpadając przy tym do rowu.

https://www.youtube.com/watch?v=mXo2cv10Pxw

Najnowsze

Kierowca nie rozróżnia pasów na drodze i dziwi się, że sprowokował szeryfa

Tak zwani szeryfowie drogowi potrafią zszargać sporo nerwów innym kierowcom. Irytować potrafi też inny rodzaj kierujących - nieznających przepisów i zachowujących się jakby byli zupełnie zagubieni na ulicy.

Autor nagrania dojeżdżał do skrzyżowania, na którym świeciło się czerwone światło. Jechał pasem środkowym, który podobnie jak pozostałe dwa do jazdy na wprost, był zupełnie pusty. Tuż przed sygnalizatorem zmienił jednak pas na lewy. Po co? Z jakiego powodu? Nie słyszał o tym, że w Polsce jeździ się pasem prawym, a nie lewym? Może coś nam wyjaśni opis nagrania:

Kila słów wyjaśnień. Na wcześniejszym skrzyżowaniu skręcałem w prawo. Na ulicy tej byłem sam. Nikt za mną nie jechał ani na wprost, co jest raczej zrozumiałe (czerwone światło), ani ze skrętu. Spokojnie dojechałem do skrzyżowania wiedząc jak długo potrafi się na nim palić czerwone światło. Zająłem lewy pas do jazdy na wprost na który wjazd, jak widać zresztą na filmie, był utrudniony z uwagi na samochody oczekujące na lewoskręt.

Szeryf doprowadził do kolizji, a potem sam na siebie doniósł na policję!

No dobrze, ale gdzie tu wyjaśnienie? Taki kawał tekstu i ani słowa o tym, dlaczego zjechał na lewo! Jeszcze pisze, że „zjazd na lewy pas był utrudniony”. To dlatego go zajął? Bo chciał dla rozrywki wykonać jakiś trudny manewr? Jeśli tak, to z pewnością nie sprostał zadaniu pod tytułem „sprawne ruszanie na światłach z lewego pasa”. Wszyscy byli od niego szybsi, nawet poczciwy Volkswagen T4 na prawym pasie. Jak to wyjaśni autor nagrania?

Tuż przed zapaleniem się zielonego światła zaczęły dojeżdżać pojazdy które w międzyczasie dojechały zielone na wcześniejszym skrzyżowaniu. Żaden jednak nie jechał pasem na którym zatrzymałem swój pojazd. Fakt. Spóźniłem ruszanie.

Tego jeszcze nie było – ekspert ruchu drogowego broni szeryfa!

Dalej nic nie rozumiemy. Poza końcówką – nie potrafił sprawnie ruszyć. Nikt by nie miał o to do niego pretensji, gdyby nie to że ktoś taki zajmuje lewy pas na trzypasmowej pustej drodze. Później pisze, że chciał „przyspieszyć jak należy”. Wszyscy dalej go wyprzedzają, więc jakoś tego nie widzimy. Wreszcie wjechał przed niego inny kierowca, najwyraźniej poirytowany opieszałą jazdą autora, i nacisnął na hamulec. Zmusił tym samym naszego bohatera do zwolnienia z 65 do 60 km/h. Nie było to więc niebezpieczne, ale nadal nierozsądne. Autor uznał że to albo szeryf albo wyłudzacz odszkodowań. Rzeczywiście wielu wyłudzaczy tak działa. Wyprzedzają inne auto a potem muskają hamulec.

Kierowca wciska się na siłę przed inne auto i nazywa drugiego kierowcę „psycholem”

Na końcu nagrania wreszcie rozwiązana zostaje zagadka – powód dla którego autor wybrał lewy pas, a którego nie był w stanie wyartykułować w swoim przydługim wywodzie. Otóż na kolejnym skrzyżowaniu skręcał w lewo. Dojechanie do drugiego skrzyżowania zajęło mu niemal minutę. Może zajął lewy pas tak wcześnie, bo bał się, że nagle pojawi się na nim pociąg i nie będzie miał jak zjechać w porę?

Najnowsze

Strażacy chcieli wyedukować naszego znajomego rowerzystę. Niestety nie pomogło

Cóż możemy napisać? Nasz znajomy rowerzysta ponownie chciał na złość całemu światu udowodnić, że jego nie obowiązują żadne zasady. I spotkał strażaków, którym się to nie spodobało.

Wzruszający na swój sposób jest wstęp tego nagrania. Najpierw cytat z Wikipedii na temat tego kim jest strażak oraz zdjęcie jednego z nich, ukradzione z sieci. Później widzimy wymowną planszę z napisem:

Niestety wiele osób opanowała nieuleczalna choroba zwana samochodozą i wszelkie definicje przestają obowiązywać gdy taka osoba wsiądzie do samochodu.

Plansza trochę myląca, kiedy zestawimy ją z samym nagraniem sytuacji. Ale wystarczy „samochodozę” oraz „samochód” zamienić na „rowerozę” oraz „rower” i już nam się wszystko zaczyna układać w logiczną całość. No prawie, ponieważ nie wiemy jakie „definicje przestają obowiązywać”. Może chodzi o to, że jak ktoś ma „rowerozę” i wsiada na rower, to na przykład przestaje go obowiązywać definicja „rowerzysty” i może równie dobrze uważać się za pieszego lub też samochód. Tak, to ma sens.

Czy za ten filmik nasz znajomy rowerzysta stanie przed sądem?

Wracając do nagrania. Nasz znajomy rowerzysta dziarsko pedałuje ulicą, udając że nie zauważa biegnącej równolegle, wyasfaltowanej, drogi dla rowerów. A może zauważa, tylko „definicje przestały go obowiązywać”? Dogania go wóz strażacki, który najpierw na niego trąbi, a potem zrównuje się z nim i jeden ze strażaków coś do niego mówi. Rozmowa nie jest zrozumiała, ale znając naszego rowerzystę wyglądała mniej więcej tak: „- Zjeżdżaj na ścieżkę! – Sam zjeżdżaj!”.

Nasz znajomy rowerzysta szukał guza. I prawie go znalazł

W odpowiedzi strażak zbliżył się do rowerzysty, zmuszając go do wjechania na chodnik. Autor nagrania odwdzięczył się stekiem wyzwisk. Lepiej przyciszcie dźwięk.

Najnowsze

Kierowca tira mógł zabić innych kierowców. Zasnął czy nie patrzył na drogę?

Drobna nieuwaga kierowcy samochodu osobowego może mieć różne skutki. Drobna nieuwaga kierowcy samochodu ciężarowego z łatwością może doprowadzić do tragedii.

Sytuacja drogowa na nagraniu wydawała się jasna i stwarzająca zerowe niebezpieczeństwo. Na drodze zrobił się niewielki korek i samochód z kamerą stopniowo zwalnia przed nim. Na początku wideo jedzie 61 km/h, więc nie ma tu mowy o dużych prędkościach i szybkim ich wytracaniu.

Tir doprowadził do wypadku osobówki. Przypadkiem?

W oddali za autem z kamerą widzimy światła ciągnika siodłowego z cysterną. Duża odległość, mnóstwo czasu na ocenę sytuacji i zareagowanie na nią. Co więc robił kierowca ciągnika? Zasnął? Zapatrzył się w telefon? Cokolwiek to było, nie patrzył na drogę przed sobą.

Tir wpadł w poślizg i prawie staranował policjantów i strażaków

Niewiele brakowało, a staranowałby auta stojące w korku, co mogło skończyć się nawet śmiercią kilku osób. W ostatniej chwili zorientował się co się dzieje, zaczął hamować i zjechał na lewy pas. Na całe szczęście nie wpadł w poślizg na mokrej drodze, a dokładnie w tym momencie nic nie jechało z naprzeciwka, choć wcześniej widzieliśmy auto za autem. Do tragedii brakowało naprawdę niewiele.

Najnowsze