Karolina Chojnacka

Kobiecy Samochód Roku wybrany! Zwycięzcą jest…

Znamy zwycięzcę plebiscytu Women's World Car of the Year 2020. Które auto zdobyło tytuł Kobiecego Samochodu Roku?

To już jedenasta edycja Women’s World Car of the Year, konkursu w którym zespół pięćdziesięciu dziennikarek motoryzacyjnych z 38 krajów na pięciu kontynentach wybiera najlepszy samochód danego roku. Jest to jedyne jury w świecie motoryzacji złożone wyłącznie z kobiet.

Zwycięski samochód został wybrany spośród zwycięzców dziewięciu kategorii. Do konkursu zakwalifikowały się samochody, które były wypuszczane od stycznia do grudnia 2020 roku.

Przeczytaj też: Women’s World Car of the Year 2020 – znamy zwycięzców poszczególnych kategorii! Kto ma szansę na tytuł „kobiecego samochodu roku”?

Podejmując swoją decyzję, jurorki wzięły pod uwagę takie kwestie jak właściwości jezdne samochoodu, przestrzeń i komfort, łączność, bezpieczeństwo, oszczędność paliwa, stosunek jakości do ceny oraz styl i wygląd.

Kobiecy Samochód Roku 2020 to… Land Rover Defender! 

Land Rover Defender

Najnowsze

Buchający ogień z wydechu ciężarówki? Ten kierowca ma na to swoje sposoby

Jak byście zareagowali, gdybyście zobaczyli ogień płonący w wydechu? Nerwy? Panika? Temu kierowcy takie zachowanie jest obce. Zachował się jak prawdziwy stoik.

Kierowca wysiadł  szoferki i zaniepokojony spojrzał na ogień buchający z wydechu. Postanowił zaradzić sprawie, machając butem. Kiedy to nie pomogło, nachylił się i dmuchnął w ogień. Znowu nic.

Transport po polsku – bez prawa jazdy, bez badań, ale za to z licznymi usterkami

Zawiedziony, że jego profesjonalne metody nie skutkują, zajrzał do schowka, prawdopodobnie w poszukiwaniu gaśnicy, ale nie znalazł jej. Podszedł do przodu pojazdu, ale nagle zmienił zdanie i wsiadł do szoferki. Dodał gazu i krytycznym okiem spojrzał na wypluty z wydechu długi jęzor ognia.

„Nie widzę tragedii” powiedział kierowca ciężarówki bez koła

Widząc, że nic tu więcej nie wskóra, zamknął drzwi i ruszył. Ogień z wydechu jeszcze dwa razy liznął bok ciężarówki, po czym przygasł i zastąpiły go gęste kłęby siwego dymu. Czyli problem rozwiązał się sam, można kontynuować podróż.

Najnowsze

Motocyklista uzbierał za jednym zamachem 44 punkty! Ale ma poważniejsze zmartwienia

Ten motocyklista dobrze wiedział, że nie powinno być go na drodze. Mimo tego łamał przepisy, czym ściągnął na siebie uwagę policji. A później było już tylko gorzej.

Policjanci z leszczyńskiej grupy „Speed” zauważyli motocyklistę, który przekroczył dozwoloną prędkość. Kierujący Yamahą jechał z prędkością 120 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 70 km/h. Kiedy policjanci chcieli go zatrzymać, on przyspieszył wjechał na rondo „pod prąd”, a następnie zjechał z niego w ulicę Fabryczną.

Motocyklista uciekał przed policją z błahego powodu. Teraz ma poważne kłopoty

Tam zaczęły się kolejne popisy kierującego jednośladem. Prawie całą ulicę Fabryczną przejechał pasem ruchu przeznaczonym do przeciwnego kierunku, zmuszając innych kierowców do zjeżdżania na prawą stronę drogi. Później łamiąc zakaz wyprzedzania, gnał przez miasto na „pięćdziesiątce” z prędkością 128 km/h. Wyprzedzał inne pojazdy omijając wysepkę, przy której znajduje się przejście dla pieszych. Swoją brawurową jazdę zakończył na skrzyżowaniu ulic Śniadeckich i Karasia, gdzie nie zapanował nad kierowanym pojazdem i przewrócił się.

Agresywny motocyklista kopnął auto i pożałował

Policjanci natychmiast wybiegli z radiowozu i zatrzymali pirata drogowego, którym okazał się 28-letni mieszkaniec Leszna. Mężczyzna nie miał uprawnień do kierowania jakimikolwiek pojazdami. Motocykl, którym szarżował po mieście, miał starte bieżniki opon. Policjanci „podliczyli” wyczyny mężczyzny i okazało się, że 28-latek powinien otrzymać 44 punkty karne. Najważniejsze jest jednak to, że nie zatrzymał się do kontroli, co jest przestępstwem, za które grozi mu teraz do 5 lat pozbawienia wolności.

Najnowsze

Rowerzystka wjechała pod samochód, a w komentarzach burza w jej obronie

Prosta choć groźna sytuacja na drodze, wywołała lawinę komentarzy. Czy naprawdę w Polsce jest tak mało osób dobrze znających przepisy?

Jakość nagrania oraz odległość utrudniają analizę sytuacji, ale dokładniejsze przyjrzenie się, nie pozostawia złudzeń. Rowerzystka nadjechała z prawej strony, wjechała na przejazd rowerowy i została potrącona przez kierowcę osobówki, który nie zdążył zahamować.

Rowerzystka wjeżdża prosto pod tramwaj. Nie wie, że tramwaj może zabić?

Liczba komentarzy pod filmem ma szansę dobić do dwóch tysięcy, a zdecydowana większość z nich (tych odnoszących się do samej sytuacji)… broni rowerzystki. Jedni komentujący twierdzą, że miała pierwszeństwo, a inni boleją ponadto, że nie pomyślała, żeby sprawdzić czy kierowca ją przepuszcza.

Rowerzystka blokuje ruch na zaśnieżonej ulicy i wyzywa trąbiących na nią kierowców

Nam natomiast trochę brakuje słów, ponieważ można odnieść wrażenie, że większość Polaków kieruje się własnym wyobrażeniem przepisów, a nie faktyczną wiedzą. W sumie badania przeprowadzane są zwykle na grupach 1000 osób, więc nawet odsiewając komentarze nie na temat, mamy odpowiednio liczną grupę (chociaż trudno powiedzieć czy reprezentatywną), aby wysnuć taki wniosek.

Rowerzystka potrącona przez samochód dostała mandat

Powiedzmy to więc jasno i wyraźnie – rowerzysta traktowany jest przez przepisy podobnie jak pieszy. Czyli tak jak pieszy ma pierwszeństwo dopiero będąc na przejściu, tak rowerzysta dopiero znajdując się na przejeździe. Rowerzystka najwyraźniej o tym nie słyszała (to dziwne, ponieważ zgodnie z prawem każdy kto ukończył 18 lat, automatycznie otrzymuje uprawnienia do jazdy rowerem po drogach publicznych, więc zapewne automatycznie w głowie pojawia mu się też znajomość odpowiednich przepisów) i po prostu wjechała pod samochód. Może z bezmyślności nie upewniła się nawet, czy może to zrobić. A może słyszała, że jako „niechroniona uczestniczka ruchu” powinna być otoczona specjalną troską, więc to inni mają na nią uważać. Niestety na drodze właściwe zachowania wyznaczają tylko przepisy i zdrowy rozsądek.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Ferrari 812 GTS Stallone – wyjątkowo „dziki” projekt od Mansory. Prędkość maksymalna? 345 km/h

Silnik V12 po modyfikacjach generuje aż 820 KM mocy!

Mansory słynie z wyjątkowo ekskluzywnych, czasami kontrowersyjnych i zapierających dech w piersiach projektów. Ostatnio bawarska firma  zajęła się tuningiem Ferrari 812 GTS. I tak powstało „Stallone”, szalona przeróbka wolnossącego kabrioletu z Maranello.

Ferrari 812 GTS Stallone

W Ferrari 812 GTS Stallone od Mansory, dzięki nowemu układowi wydechowemu oraz zmianom w oprogramowaniu silnika, moc wolnossącej V12-tki wzrosła do 820 KM a maksymalny moment obrotowy do 740 Nm (wzrost o 31 KM i 22 Nm względem oryginału). Samochód od 0 do 100 km/h przyspiesza w 2,8 sekundy, a jego prędkość maksymalna to 345 km/h.

Ferrari 812 GTS Stallone

Przeczytaj też: Ferrari 812 GTS po tuningu Novitec szokuje mocą i osiągami! Od 0 do 100 km/h rozpędza się w zaledwie 2,8 sekundy!

Do Ferrari 812 GTS Stallone Mansory dopasował mocno rozbudowany bodykit, który zawiera między innymi zmieniony przód z nowym zderzakiem, charakterystyczne listwy progowe oraz zmodyfikowaną tylną część nadwozia z nowym dyfuzorem i wielkim spojlerem. Całość dopełniają liczne dodatki aerodynamiczne i zwiększona liczba otworów wentylacyjnych. Oczywiście większość elementów wykonano z włókna węglowego.

Przeczytaj też: Porsche Cayenne Turbo Coupe po kuracji w warsztacie Mansory. Sprint do „setki” w 3,2 sekundy!

W środku samochód wygląda równie „dziko” jak na zewnątrz. Niebieska skóra mocno kontrastuje z białymi akcentami oraz elementami z włókna węglowego. Zastosowano też niestandardowe aluminiowe nakładki na pedały. Podświetlane listwy progowe dopełniają całość zmian.

Ferrari 812 GTS Stallone

Najnowsze