Kłótnia kierowców o pierwszeństwo na skrzyżowaniu. Absurdalna, czy coś w niej jest?

Przepisy określające pierwszeństwo przejazdu to chyba najważniejszy fragment Kodeksu drogowego. Nie są skomplikowane, ale i tak nie brakuje kierowców, którzy ich nie rozumieją.

Autor nagrania jechał z niedużą prędkością uliczkami prowadzącymi przez osiedle domków jednorodzinnych. Kiedy skręcał w prawo w kolejną z nich, zatrąbił na niego inny kierujący, który chyba uważał, że ten zajechał mu drogę. Kilkanaście metrów dalej panowie zatrzymali się i wywiązała się dyskusja.

Wymuszenie pierwszeństwa zakończone dachowaniem

W spornym miejscu nie było żadnych znaków, więc mieliśmy do czynienia ze skrzyżowaniem równorzędnym. W takiej sytuacji obowiązuje zasada prawej ręki. „No właśnie!” odkrzyknął triumfalnie trąbiący kierowca, który miał autora nagrania po swojej prawej stronie, więc to on powinien ustąpić pierwszeństwa.

„Włączyłam kierunkowskaz? To znaczy, że mam pierwszeństwo”

Absurdalna dyskusja z osobą, która nie ma pojęcia o przepisach? Być może. Ale popatrzcie na to skrzyżowanie raz jeszcze. Trąbiący kierowca jechał prosto, a autor nagrania wyjechał z boku. Jak to wygląda? Jak droga główna oraz dojeżdżająca do niej droga podporządkowana. To oczywiście mylne spojrzenie, bo liczą się znaki lub ich brak, ale założymy się, że miejscowi tak właśnie traktują do skrzyżowanie – jako drogę główną (bo przecież jadą na wprost) oraz podporządkowaną (bo przecież można tylko skręcić).

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze