Kierowca wjechał pod prąd i chyba nie widział w tym nic dziwnego

Bohater tego nagrania albo jest wyjątkowo niekompetentnym kierowcą albo nie widział sposobu na zawrócenie i naprawienie błędu. W sumie to na jedno wychodzi.

Wjechać pod prąd w mieście można z powodu nieuwagi, niezrozumienia znaków lub rozplanowania skrzyżowania. Bez względu na powód nie jest chyba problemem zorientowanie się, że zrobiliśmy coś źle. Jak zatem wyjaśnić zachowanie tego kierowcy?

Wjechał pod prąd, uderzył w sygnalizację

Wjechał pod prąd i pokonał tak już spory odcinek. Nie zrozumiał swojego błędu? Może zrozumiał, ale zawrócenie na dwupasmowej drodze wykraczało ponad jego umiejętności? Do naprawienia błędu skłoniły go dopiero jadące z naprzeciwka samochody.

Najnowsze

Agresywny kierowca atakuje drugiego kierującego za przepisową jazdę?

Według autora nagrania jego jedyną przewiną było trzymanie się ograniczenia prędkości. Czy tak było faktycznie?

Autor nagrania wjeżdża na ulicę Puławską w Warszawie i zajmuje prawy pas. Jak sam pisze, jedzie z prędkością 50 km/h, czyli maksymalną dozwoloną w tym miejscu. Nagle tuż przed jego maskę wjeżdża pomoc drogowa i nagle hamuje. Typowe dla szeryfów drogowych „pouczające” zachowanie powtarza kilka razy.

Szeryf prawie spowodował kolizję

Co go do tego sprowokowało? Autor wyjaśnia to w ten sposób:

Dwóch kierowców rozgoryczonych faktem, że nie mogą jechać już 80 km/h, po paru chwilach poganiania i „siedzenia na ogonie” postanowiło wyprzedzić. Kiedy wreszcie odblokowali środkowy pas – wjechałem na niego (w tym miejscu każdy z 3 pasów prowadzi w różne miejsca). Kierowca lawety rozemocjonowany swoim rajdem, prawdopodobnie uznał, że teraz zamierzam ich złośliwie wyprzedzić. „Ukarał” mnie więc zajeżdżając drogę i hamując.

Szeryf na uprzejmość odpowiada wymuszeniem

Z doświadczenia po obejrzeniu już setek takich sytuacji powiemy, że tego typu  zachowanie zwykle powoduje zajechanie drogi przez późniejszą ofiarę szeryfowania. Mogło być tak, że autor nagrania nie wyjechał tuż przed lawetę oraz tira (mówi wszak o dwóch kierowcach), ale i tak zmusił do mocniejszego wciśnięcia hamulca. To w połączeniu z jazdą 50 km/h (jak widać po innych pojazdach anomalią w tym miejscu), też mogło wywołać taką reakcję.

Najnowsze

Polo prawie wjechało w klasę G! Kierowca Volkswagena nie miał ochoty na rozmowę

Chwila nieuwagi? Niezrozumienie przepisów? Kierujący Volkswagenem Polo o mały włos nie doprowadził do poważnej kolizji.

Kierowca Mercedesa G 500 ruszył ze świateł, a kilkadziesiąt metrów dalej z prawej strony nadjechał Volkswagen Polo, który miał zieloną strzałkę. Jechał jednak jakby miał zielone światło – rozpędzał się, a nie dojeżdżał ostrożnie do drogi z pierwszeństwem.

Spowodował kolizję i uciekł

Jego podejrzany sposób jazdy dostrzegł kierujący Mercedesem i zanim jeszcze Polo wjechało na jego pas, już skręcił kierownicą w lewo. Zwróćcie uwagę na ten manewr. On go nie rozpoczął, bo Volkswagen już wjeżdżał na jego pas. Rozpoczął go, bo widział, że kierujący Volkswagenem nie hamuje. To się właśnie nazywa dobra obserwacja drogi i myślenie za innych kierowców.

Rowerzysta spowodował kolizję. Ale zdemaskował pijanego kierowcę!

Mężczyzna siedzący za kierownicą klasy G wyraźnie się zdenerwował i trudno mu się dziwić. Próbował nawiązać kontakt z kierującym Polo podczas jazdy, ale ten wyraźnie chciał go uniknąć. Chwila na szczerą rozmowę nadarzyła się na światłach, ale kierowca Volkswagena nie miał nawet odwagi uchylić szyby i przeprosić. Ciekawe czy zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogła mieć jego nieuwaga (lub niezrozumienie czym jest zielona strzałka) – uderzony w bok Mercedes mógł na przykład pokonać pas zieleni i uderzyć czołowo któreś z aut po drugiej stronie. Czy zastanowił się też co by było, gdyby lewy pas nie był pusty i Mercedes nie miał gdzie uciec?

Najnowsze

Pieszy na czerwonym pakuje się przed samochody. Przecież nikt go nie zabije, prawda?

Bezmyślność? Nieznajomość przepisów? Pogarda dla przepisów? Może zwykła niefrasobliwość i mentalność zawierająca się w słynnym „oj tam, oj tam”, okraszonym „przecież nic by się nie stało”. Który wariant według was pasuje do tego pieszego?

Samochód ciężarowy z kamerą zatrzymał się przed czerwonym światłem, na pasie do skrętu w lewo i jazdy na wprost. Tymczasem na dwóch pozostałych pasach do skrętu w prawo, nadal świeciło się zielone. Stojący przed przejściem mężczyzna zatrzymanie się ciężarówki, potraktował chyba jako zaproszenie na pasy.

Kobieta weszła prosto pod nadjeżdżające auto. „Może się uda”

Wszedł więc na przejście, ale miał chociaż tyle rozsądku, że sprawdzał czy coś nie jedzie. Koniec końców przeszedł bezpiecznie na drugą stronę. Czyli nic się nie stało, więc o co tyle krzyku?

Piesza weszła wprost pod auto, policja nie widzi jej winy

Ano o to, że teraz mu się udało. Innym razem może mu się nie udać. Może źle ocenić odległość i prędkość zbliżającego się pojazdu, którego kierowca nie zdąży zareagować na pieszego nagle wychodzącego mu na czerwonym świetle zza ciężarówki. I dojdzie do potrącenia. Pieszy może zostanie ranny, może zostanie kaleką, a może umrze. Na własne życzenie. Natomiast kierowca prawdopodobnie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem jako sprawca tego zdarzenia. Skąd taka pewność? Przypomnijmy raz jeszcze przypadek pijanego pieszego, który wbiegł na czerwonym świetle pod samochód. Wyłącznym winnym sąd uznał kierowcę, który na dodatek miał nagranie z własnego samochodu na dowód, że nie miał szans zareagować.

Najnowsze

Tesla mogła należeć do Apple! Musk chciał ją sprzedać za bezcen

Elektroniczny gigant mógł mieć już od kilku lat elektryczne samochody w swoim portfolio. Dlaczego transakcja nie doszła do skutku?

Można odnieść wrażenie, że od pewnego czasu kolejne wielkie firmy, do tej wcześniej zupełnie niezwiązane z motoryzacją, chcą wejść na rynek ze swoimi autorskimi samochodami. Przykładowo Google od lat testuje pojazdy autonomiczne, Sony zaskoczyło wszystkich prototypem Vision-S, a ostatnio Apple zdradziło swoje bardzo konkretne plany. Pierwsze auta spod znaku nadgryzionego jabłka miałyby pojawić się na drogach już w 2024 roku. Wyłącznie z napędem elektrycznym oczywiście.

Wsparcie klienta poziom Tesla: dostał odszkodowanie, ale nie może nigdy kupić Tesli

Ta informacja zainteresowała Elona Muska, który zdradził, że proponował Timowi Cookowi (dyrektorowi generalnemu Apple) przejęcie Tesli. Chociaż Musk chciał sprzedać swoją markę za 1/10 jej obecnej wartości, Cook nawet nie miał ochoty na rozmowę z nim i odrzucił propozycję spotkania!

Tesla obniża ceny swoich modeli. Firma boi się, że nie spełni zobowiązania?

Skąd chęć sprzedania firmy, w która Musk włożył tyle pracy? I dlaczego Apple nie chciało przejąć najbardziej rozpoznawalnej elektrycznej marki na świecie? Założyciel Tesli nie zdradził, kiedy złożył wspomnianą propozycję. Napisał tylko o „najczarniejszych dniach programu Model 3”. Takie użycie słowa „program” wskazywałoby na moment prac nad tym samochodem, ale amerykańskie media sugerują raczej okres 2017-2019, kiedy marka borykała się z wieloma problemami, głównie poważnymi opóźnieniami w dostawach Modelu 3, dużymi problemami z choćby zbliżeniem się do zakładanego wolumenu produkcji oraz sporymi wpadkami jakościowymi. Niektórzy właściciele Modeli 3 skarżyli się, że ich egzemplarze były zmontowane byle jak. Znaleźć też można porównania między autami z różnych okresów produkcji, które były dowodem na desperackie próby przyspieszenia produkcji, w strachu przed klientami, których zaliczki oznaczały ogromny zastrzyk gotówki dla podupadającej wtedy firmy, a którzy zaczęli się wycofywać z zakupu, nie mogąc się doczekać na swój egzemplarz.

Z kolejnej Tesli odpadł dach w czasie jazdy! Klienci powinni zacząć się bać?

Wskazówką jest też wzmianka, że kiedy Musk chciał sprzedać Teslę, jej wartość wynosiła 1/10 obecnej. Aktualna wycena akcji amerykańskiej marki to 646 dolarów. Rzut oka na historię kursu akcji firmy zdradza, że chodziło o połowę 2017 roku. Zatem mówiąc „program”, Musk miał na myśli całe przedsięwzięcie związane z Modelem 3.

Tesla warta więcej, niż Toyota! Chwilowo?

Daje to także odpowiedź na pytanie, dlaczego Tim Cook nie był zainteresowany rozmową z Muskiem. Tesla od początku istnienia generowała ogromne straty, a Model 3, który miał ją wreszcie wyciągnąć na prostą, prawie stał się przyczyną jej upadku. Nic dziwnego, że Apple (przyzwyczajone do sprzedawania swoich produktów z ogromnym zyskiem) odrzuciło już na wstępie propozycję przejęcia firmy, która wymaga pompowania w niej miliardów dolarów w nadziei, że pewnego dnia zacznie na siebie zarabiać. A gdy się to już stanie, będzie można zacząć rekompensować sobie poniesione wcześniej nakłady oraz sumę wydaną na sam zakup. Taki projekt może działać tylko pod kierownictwem kogoś, kto żyje w pełnym przekonaniu, że kiedyś się uda i nie waha się przeznaczać ogromnych pieniędzy na realizacje swojej wizji, bez gwarancji że kiedyś odzyska chociaż część wydanej kwoty.

Najnowsze