Kierowca pędził ponad 135 km/h w mieście, żeby sprawdzić jak szybko jechał radiowóz

Funkcjonariusze policji powinni dawać innym obywatelom przykład swoim zachowaniem. Ci uwiecznieni na nagraniu nie poczuwają się najwyraźniej do tej misji i nie widzą niczego złego w rażącym łamaniu przepisów. Nic złego nie widział w tym też autor nagrania.

Jak można wywnioskować z rozmowy na początku wideo, kierowca auta z kamerą zauważył szybko jadący radiowóz i chciał przekonać się, z jaką prędkością się porusza. Rozpoczął za nim pościg, który dał ciekawe rezultaty. Według słów autora nagrania, radiowóz jechał około 135 km/h, a podobno wtedy już zwolnił.

Policja zatrzymała sprawne auto. A powinna swoje!

Tak prędkość w terenie zabudowanym i przy ograniczeniu do 70 km/h to naprawdę poważne wykroczenie. Przy pierwszej okazji autor nagrania zrównał się z radiowozem, opuścił szybę i uprzejmie zagadał „Ile to się jeździ”. Funkcjonariusz lekceważąco zapytał czy kierowca ma radar, a na odpowiedź twierdzącą zapytał, czy z homologacją. Parafrazując wypowiedź policjanta „Obaj dobrze wiemy, że nie masz żadnego dowodu, który może uznać sąd, więc po co zawracasz mi głowę”. Mało elegancki pokaz poczucia bycia ponad prawem.

Policja się pomyliła, niewinna osoba straciła prawo jazdy

Nie jesteśmy też zachwyceni postawą autora nagrania. Dobrze wie, że nie może skłonić kierowcy radiowozu do przestrzegania przepisów, ani nie może w żaden sposób doprowadzić do ukarania go  (chociaż w pewnym momencie jest święcie przekonany, że policjanci wystraszyli się go i dlatego zwolnili). Dla własnej przyjemności (i zdobycia potencjalnie viralowego nagrania) pędzi… ile właściwie? Radiowóz podobno jechał 135 km/h po tym, jak zwolnił. Czyli wcześniej jechał szybciej, a autor nagrania musiał go dogonić. Jechał więc 150 km/h? 160 km/h? Przy ograniczeniu do 70 km/h i opadach deszczu. Droga była pusta, ale gdyby trafił na trochę większą ilość wody na drodze i wpadł w aquaplaning, mogło dojść do tragedii. Bardzo obywatelska postawa.

Najnowsze

Edyta Klim

Tosia Rogalska – 10-letnia zawodniczka z tytułem Mistrza Polski 2020 w klasie Pit Girls!

Tosia poszła w ślady starszego brata i od dziecka jeździ motocyklami. Trenuje koło domu na torze motocrossowym, ale równie dobrze radzi sobie na asfalcie.

Od początku myślałaś, że motocykle są dla Ciebie dobrą pasją? 

Motocykle zawsze mi się podobały. Mój starszy brat jeździł w motocrossie i zawsze chciałam tego spróbować, ale jego motory były duże i się bałam. Jak nikt nie patrzył, to wchodziłam do garażu i wsiadałam na motor brata, choć klika razy z niego spadłam. Gdy miałam niecałe 4 lata, tata mi kupił taki mały motorek Yamaha z kółkami z boku. Na początku się przewracałam, ale ja zawsze chciałam szybko jeździć. Potem jeździłam już bez kółek i jak tata mnie uczył i biegł koło mnie – to mu uciekałam. Wzięłam udział w pierwszych zawodach, jak miałam 6 lat, wystartowałam motocrossie, takim KTM i tak się to zaczęło. Teraz startuje w zawodach Pit Bike SM, już od 2 lat – mam licencję na mini motocykle i motocross.

Tato dodaje: Tosia swój pierwszy motor samodzielnie prowadziła, już wieku 4 lat. Po roku treningów na Yamaha PW50, 5 letnia Tosia radziła sobie tak dobrze, że motor o mocy 6 KM okazał się, po prostu za słaby. Dlatego w roku 2015 Tosia dostała KTM SX 50, a to już był profesjonalny motor crossowy o mocy 14 KM. Początkowo miał zredukowaną moc, ale po kilku miesiącach Tosia opanowała narwany charakter KTM i bez problemu sobie z nim radziła.

Jak łączysz naukę w szkole ze sportem? Masz dużo treningów? 

Mama zawsze mówi, że najpierw szkoła, a później sport. Czasem nie ma czasu odrobić lekcji w domu, to robię to jadąc na zawody lub zaraz po nich. Od kilku lat mam świadectwo z czerwonym paskiem. Czasem, jak jestem bardzo zmęczona, to nie odrabiam lekcji wieczorem, tylko rano, zanim pójdę do szkoły. A w tym roku to miałam na to cały dzień (śmiech). Treningi na motorach mam 2, 3 razy w tygodniu, bo jeżdżę na asfalcie i w motocrossie. A oprócz tego w szkole (w klasie sportowej) chodzę na siatkówkę i zajęcia cyrkowe. Trochę tego jest.

Tato dodaje: Córeczka ma duże poparcie wśród nauczycieli ze szkoły, do której uczęszcza. Rodzina już przywykła do naszej pasji, jaką sporty motorowe i trzymają kciuki za Tosię. Podczas treningów na torze koło domu, Tosia zawsze ma swoją widownię, są koleżanki, koledzy, zawsze ktoś ogląda, jak sobie jeździ.

Kto jest Twoim najlepszym nauczycielem i trenerem?

A w sporcie motorowym najlepszym nauczycielem jest mój tata, ale on czasem za dużo mówi (śmiech). Mieszkamy w małej miejscowości i od kiedy zaczęłam wykazywać zdolności w rywalizacji sportowej, to każdy mnie jakoś wspiera. Dzięki nim wiem, że to co robię, jest zauważone.

Tato dodaje: Podczas treningów na asfalcie korzystamy z wiedzy doświadczonych zawodników, a szkolenia w motocrossie przeprowadzamy sami – mamy spore doświadczanie w MX. Treningi pitbike’m na asfalcie najczęściej robimy w Toruniu na Awix Arena (to ulubiony tor Tosi). Natomiast szkolenie i trening motocrossowy Tosia robi na swoim torze motocrossowym, który mamy koło domu

Rodzice od początku wspierali Cię w tej pasji? Możesz na nich liczyć? 

Tak, mama i tata od zawsze mnie wspierają. Mama dba, żebym miała spakowana wszystkie potrzebne rzeczy na trening, no i koniecznie muszę mieć dobrą fryzurę, aby włosy nie wystawały spod kasku. Tata przygotowuje motory, rzeczy na motor, ochraniacze i te wszystkie potrzebne papiery na zawody, bo mama nie lubi tego robić. Tata nie zawsze może być ze mną na zawodach, bo nie może się zwolnić z pracy, ale jak ja mówię – tata dasz radę, to wiem że będzie. A jak nie ma taty, to mama jest mechanikiem. Na początku, na zawodach motocrossowych tata był blisko toru, gdzie jechałam i wiedziałam, że jak się przewrócę – to zaraz przy mnie będzie. Mama nie chciała jeździć na zawody, bo się martwiła, ale w tym roku nie ma wyjścia i jeździ ze mną. Zawsze mogę liczyć na ich pomoc.

Ktoś Ci jeszcze pomaga w osiąganiu pierwszych sukcesów na torze?

Z całego serca chciałabym podziękować za pomoc panu Jackowi Derek za poświęcony czas na treningach i moim kolegom  za wsparcie: Bartkowi Derek, Maksymilianowi Pawelczakowi i Patrykowi Markwitz. Chcę bardzo podziękować wszystkim sponsorom, a w szczególności panu Andrzejowi Klimowiczowi. A także rodzicom, którzy bardzo się starają, abym miała wszystko, co jest nam potrzebne. I wszystkim którzy trzymają za mnie kciuki i mi kibicują.

Tato dodaje: Od roku 2017 jesteśmy wspierani przez firmę Oleje Klimowicz z Białegostoku, która jest jedynym polskim dystrybutorem produktów finlandzkiego koncernu Neste. Na początku wsparcie to dotyczyło naszego syna Maksa, który startuje w motocrossie, a w roku 2020 zaproponowałem panu Andrzejowi Klimowiczowi założenie teamu sportowego i to był strzał w 10-tkę! Trzeba wspierać uzdolnioną młodzież, bo to ona dostarcza nam emocji, a dobrze pokierowana, może stać się chlubą, nie tylko regionu Tucholskiego, ale i całego kraju, zwyciężając na arenach międzynarodowych. Nasz team nadal potrzebuje wsparcia ze strony sponsorów – stąd apel do osób, które chciałyby stać się częścią naszych sukcesów na torze i poza nim. Z roku na rok widać, że talent Tosi przekłada się na coraz lepsze rezultaty w zawodach, więc warto w to zainwestować.

Twoje marzenia i myśli o dorosłym życiu są związane z wyścigami? 

Nie wiem, co będę robiła za kilka lat, ale lubię rywalizację. Czy to w bieganiu, skokach na rowerze, czy w strzelaniu na strzelnicy – zawsze chcę rywalizować. Jazda motorem to jest dla mnie wolność, bo to ja podejmuję decyzje i nikt mi nic nie może powiedzieć. Na pewno chce kontynuować ściganie na pitbike, a może kiedyś większe motory….

Kto jest Twoją największą inspiracją, idolem w sporcie?

Nigdy nie miałam idola w sporcie. Na zajęciach w szkole myliśmy takie zadanie – narysować swojego idola, to ja narysowałam mamę i tatę, bo to oni są moimi idolami.

Trudna była dla Ciebie ta przerwa z powodu epidemii? Brakowało Ci zawodów? 

Nie mogłam chodzić do szkoły, nie mogłam jeździć na zawody, nie mogłam bawić się z koleżankami, ale mogłam jeździć motorem! Tata  klika lat temu zrobił tor motocrossowy koło domu, na którym mogę trenować (Tor Cekcyn). Tor powstał po to, żeby starszy brat tam trenował, a teraz to moje miejsce. Kiedy nie mogłam nigdzie wychodzić, to tam mogłam poszaleć i powalczyć ze stoperem o najlepszy czas. Jednak zawody to zawody – zawsze się na nie czeka.

Jakim motocyklem startujesz? Dobrze Ci się nim jeździ?

W zawodach Pucharu Polski Pit Bike SM startuje motocyklem YCF Start 88, w terenie używam też pitbike YCF 125 S, ale do prawdziwego motocrossu mam motor marki COBRA, typu 2T o pojemności 65cc i mocy 26KM. Pit Bike ten mniejszy jest fajny, ale ten większy na motocross też mi się podoba. A Cobra ma kopa i jedzie jak rakieta! 

Próbowałam też jeździć na brata motocyklach i motorynką. A także crossowym Suzuki 250 i BMW G310R na asfalt, ale to za duże i za mocne dla mnie motory. W tym sezonie priorytet to starty YCF start 88, bo znam wszystkie jego słabsze i mocniejsze strony.

Lubisz rywalizację, a jak sobie radzisz z przegraną? 

Zawsze jadę do celu, ale nigdy nie lekceważę rywali. Tata mówi, że wygranym jest ten, kto staje na starcie i realizuje marzenia. Każdy powinien mieć taką szansę. Wiadomo, trzeba mieć wsparcie rodziców, kolegów i koleżanek, no i sponsorów. Zwycięstwo samo nie przyjdzie, potrzebne są treningi, szkolenia i zawody. Zawsze walczę, nigdy się nie poddaję, a wygrywać jest fajnie. Ale żeby wygrać, to ja muszę dać z siebie 100% i motor też + szczęście i wtedy się udaje. A jak się przegrywa, to chwilę jest smutno, bo wiem że dużo ja, rodzice i trenerzy na to poświecili. Ale zawsze głowa do góry, bo wiem ze następny dzień będzie szczęśliwy!

Jak Ci idzie jazda w tym sezonie? Jesteś w pełni formy na zawodach? 

Myślę, że tak, bo brałam udział w pierwszej rundzie Pucharu Polski Pit Bike SM i zdobyłam 1 miejsce w klasie Pit Girls. A w ten weekend udało mi się też wywalczyć tytuł Mistrza Polski w klasie Pit Girls na pierwszych Mistrzostwach Polski w Pit Bike SM.

Gratulacje! A gdzie Cię można teraz zobaczyć i dopingować?

Startuję w Pucharze Polski PitBike SM stock 90, gdzie też zdobyłam Puchar dla najszybszej dziewczynki w klasie w 2019 roku. Teraz będę jechała w klasie Pit Girls na zawodach:

– 20 września, Puchar Polski Pit Bike SM w Koszalinie

-10 października Puchar Polski Pit Bike SM w Bydgoszczy.

 

Strona zawodniczki: facebook.com/TosiaRogalska110

Najnowsze

Ciężarówka wyprzedziła traktor. To rozsierdziło szeryfa w Audi

Są na drogach kierowcy, dla których nie ma większej świętości, niż to że jadą lewym pasem. Nikt nie ma prawa, pod żadnym pozorem, wjechać przed nich. Nikt.

Nie wiedział o tym kierowca samochodu ciężarowego, który zjechał na lewy pas. Wyprzedzał przez pięć minut tira? Jechał tak kilka kilometrów, żeby przygotować się do manewru skrętu w lewo (serio, są tacy kierowcy, którzy lubią być na właściwym pasie na długo przed manewrem)? Może zjechał na lewo, ponieważ chciał złośliwie zablokować kierowcę w Audi?

Na szeryfa wylała się fala hejtu, więc nagrał film o tym, że nie jest szeryfem. Sprawdzamy!

Żadne z powyższych. Kierowca z kamerą wjechał na lewy pas, ponieważ chciał wyprzedzić traktor. Natychmiast po wykonanym manewrze, wrócił na prawy pas. Ale było już za późno. Kilka sekund później pojawiło się przed nim Audi A6, którego kierowca hamował tuż przed nim i zajeżdżał mu drogę. Robił tak przez minutę! To cud, że nie doszło do kolizji.

Szeryf tak bardzo chlubi się swoją głupotą, że aż zrobił o niej Tik Toka

Ta niebezpieczna gra zakończyła się, kiedy kierowca ciężarówki rozsądnie zatrzymał się i pozwolił odjechać agresywnemu kierowcy. Szkoda jedynie, że miejsce zatrzymania było nierozsądne. Kilka metrów wcześniej miał szerokie pobocze. Miał też zjazd na drogę lokalną. Kilkanaście metrów dalej znajdował się kolejny zjazd. Niestety autor nagrania zatrzymał się w miejscu, w którym połowa pojazdu pozostała na prawym pasie. A na drogach nie brakuje kierowców, którzy potrafią nie zauważyć stojącej na części pasa ciężarówki i wpakować się prosto w nią.

Najnowsze

To już oficjalne – prawo jazdy będzie można zostawić w domu. Od kiedy?

Kolejna długo oczekiwana zmiana wejdzie w życie jeszcze w tym roku. Kierowcy poza dokumentami samochodu, będą mogli zostawić w domu także swoje prawo jazdy.

Minister cyfryzacji podpisał dokument, który wprowadza w życie kolejny element pakietu deregulacyjnego dla kierowców. Już dwa lata temu padła decyzja o pozwoleniu polskim kierowcom na pozostawienie w domu dowodu rejestracyjnego pojazdu oraz dokumentu poświadczającego zawarcie ubezpieczenia, a teraz przyszedł czas na prawo jazdy.

Przez nowe przepisy łatwiej będzie stracić prawo jazdy! Co jeszcze się zmieni?

Blankiet będziemy mogli zostawić w domu od 5 grudnia bieżącego roku. Można powiedzieć, że jest to rozprawienie się z pewną zaszłością, ponieważ obecnie jeśli zapomnieliśmy prawa jazdy, policjant podczas kontroli nakładał na nas mandat w wysokości 50 zł. Robił to po tym, jak sprawdził nasze dane w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, upewniając się, że posiadamy uprawnienia do kierowania pojazdem, którym się poruszaliśmy. Wobec takich możliwości, konieczność wożenia ze sobą prawa jazdy nie miała żadnego uzasadnienia.

Zmienione tablice rejestracyjne są już wydawane! Czym się różnią?

Przy okazji zmianie ulegnie także tryb zatrzymywania uprawnień na 3 miesiące za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym. Kontrolujący nas policjant zostawi tylko stosowną adnotację w systemie, a po upływie wymaganego czasu, nasze uprawnienia znów będą aktywne. Do tej pory konieczne było przekazanie blankietu prawa jazdy przez policję do starosty, a następnie musieliśmy je odebrać.

Żandarmeria Wojskowa będzie mogła karać kierowców niczym policja!

Ministerstwo Cyfryzacji przypomina też o aplikacji mObywatel na smartfony, gdzie oprócz dowodu osobistego i dokumentów naszego pojazdu, będziemy mieli także cyfrową wersję naszego prawa jazdy. Może okazać się to przydatne w przypadku stłuczki i konieczności spisania oświadczenia z innym kierującym. Pojawią się tam także informacje na temat naszych punktów karnych, więc będziemy mogli w każdej chwili skontrolować nasze konto.

Najnowsze

Seicento lepiej znosi kolizje niż Ferrari? Zdjęcia dają do myślenia

Kierująca Seicento doprowadziła do kolizji z dwoma innymi samochodami w tym z Ferrari. Najmniej poszkodowany w tym zdarzeniu wydaje się właśnie mały Fiacik!

Jadąca jedną z tarnowskich ulic 19-letnia mieszkanka powiatu tarnowskiego zignorowała znak ustąp pierwszeństwa przejazdu i wjechała Fiatem Seicento na skrzyżowanie. Prosto pod jadące z jej lewej strony Ferrari GTC4 Lusso. Siła uderzenia sprawiła, że samochód kobiety zatrzymał się na (pustym na szczęście) dnia chodniku. Natomiast Ferrari, prowadzone przez 55-latka, zostało wyrzucone na przeciwległy pas ruchu, którym akurat w tym momencie jechała 54-letnia kobieta za kierownicą Seata Cordoby.

Rowerzysta przejechał na czerwonym świetle na oczach policji. Myślał, że jest bezkarny?

Skutki kolizji najlepiej oddają zdjęcia, ale najważniejsze że żadna z osób biorących w niej udział poważnie nie ucierpiała. Co prawda obie kobiety zostały przewiezione karetką do szpitala, ale po udzieleniu doraźnej pomocy medycznej, jeszcze tego samego dnia, z niegroźnymi potłuczeniami, mogły powrócić do swoich domów.

Na miejscu pracowali policjanci tarnowskiej drogówki, którzy odtworzyli dokładny przebieg zdarzenia. Cała trójka kierowców została poddana również badaniu trzeźwości. U żadnego z nich alkomat nie wykrył w organizmie obecności alkoholu. 19-latka kierująca Fiatem twierdziła, że nie zauważyła znaku ostrzegawczego, traktując skrzyżowanie jako równorzędne. Kobieta została ukarana mandatem karnym.

Kierowca Mercedesa wyprzedza jak szalony, a potem opluwa auto z kamerą

Znacznie poważniejszą konsekwencją dla sprawczyni kolizji, niż mandat za jej spowodowanie, może być późniejszy problem z ubezpieczeniem auta. Ferrari wygląda na najbardziej poszkodowany pojazd w tym zdarzeniu, a jego naprawa nie będzie tania. Trudno oczywiście oszacować jej koszt, ale mówimy tu o samochodzie, którego ceny (za 3-letnie egzemplarze) wahają się między 1 a 1,3 mln zł. Właściciel z pewnością odda auto do autoryzowanego serwisu, a te nawet w przypadku marek popularnych potrafią zaskoczyć horrendalnymi cenami. Ubezpieczenie OC bez problemu to oczywiście pokryje, ale ubezpieczyciel może klientowi, który spowodował tak kosztowne szkody, zaproponować zaporową stawkę przy odnawianiu polisy.

Najnowsze