Jeden błąd podczas wyprzedzania, trzy auta roztrzaskane

Jeden nieprzemyślany manewr, jedna błędna decyzja - na drodze naprawdę nie trzeba wiele, żeby doszło do tragedii.

Doprowadzenie do niebezpiecznej sytuacji na drodze bywa naprawdę przerażająco łatwe. Często można, mimo wszystko, wyjść z nich obronną ręką, jeśli tylko zachowamy zimną krew i wiemy, co robimy. Wielu kierowców niestety nie wie.

Ostre hamowanie na ekspresówce zakończone wypadkiem

Słaba jakość nagrania utrudnia dokładną analizę całego zajścia, ale wydaje się, że przebiegło ono następująco. Kierowca wyprzedzającego auta liczył, że będzie miał szczęście i zza zakrętu nic nie wyjedzie, co samo w sobie jest poważnym błędem. Niestety wyjechało auto z kamerą. Widząc je,  kierujący spanikował, chciał szybko wrócić na swój pas i w konsekwencji uderzył w samochód, który wyprzedzał, doprowadzając do wypadku w sumie trzech pojazdów.

Najnowsze

BabyArk to fotelik samochodowy z włókna węglowego, wzorowany na dzięciołach

Oto kolejny przykład niezwykłego połączenia nowoczesnej technologii oraz inspiracji ze świata zwierząt, a to wszystko w zgodzie z ekologią.

Baby Ark, czyli „DziecięcaArka”, to całkiem niezła nazwa dla czegoś, co ma ocalić nasze dziecko w każdej, nawet najbardziej niebezpiecznej sytuacji. Na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny, porządnie wykonany fotelik, ale oferuje on znacznie więcej.

Maxi-Cosi wprowadza fotelik samochodowy z wbudowanymi poduszkami powietrznymi

Pod obudową z tworzywa sztucznego pochodzącego w całości z recyklingu, kryje się wykonany z włókna węglowego szkielet. Nadaje fotelikowi niespotykanej sztywności, stanowiąc wyjątkowo wytrzymałą skorupę, chroniącą małego pasażera.

Jednak w razie wypadku zagrożenie stanowi nie tylko odkształcające się wnętrze auta, ale także przeciążenia jakie powstają w momencie uderzenia. Frank Stephenson, były pracownik BMW, Ferrari, Maserati oraz McLarena, a obecnie założyciel firmy, która zaprojektowała BabyArk, wie o tym doskonale. Aby rozwiązać ten problem, zaczął przyglądać się konstrukcji czaszek dzięciołów, które potrafią z dużą siłą uderzać dziobem w drzewo, a mimo to nie doznają na przykład wstrząsu mózgu.

Motoryzacyjne programy dla dzieci na BBC – niesamowite pojazdy dla dużych i małych

Odpowiednie rozwiązanie (do fotelika, a nie dla dzięciołów) zaproponował Mobius Protection Systems – firma zajmująca się systemami ochrony przed skutkami wybuchów, stosowanymi w pojazdach wojskowych. Stworzyła ona rozwiązanie oparte na dwóch spiralnych prętach, umieszczonych w podstawce, na której mocuje się fotelik. W momencie uderzenia, przesuwają go nieco do przodu lub do tyłu, absorbując przy tym przeciążenia. Według przeprowadzonych testów, pozwala to zwiększyć o 65% ochronę głowy oraz o 57% ochronę karku dziecka.

Tak jak wspomnieliśmy, BabyArk wykonano z tworzyw sztucznych (druk 3D), a tapicerka to ekologiczna bio-skóra, która ma być nie do odróżnienia od naturalnej. Diody umieszczone w podstawie fotelika informują czy został on prawidłowo zamocowany, a „roztargnieni” rodzice mogą zainstalować aplikację, która będzie im przypominała o tym, że dziecko pozostało w samochodzie.

Uspokój swojego malucha dźwiękiem… Hondy NSX!

BabyArk z pewnością nie będzie tanie, ale producent zapowiada możliwość wykupienia abonamentu. Kiedy dziecko wyrośnie z fotelika wystarczy wymienić go na większy rozmiar. Nasz stary fotelik zostanie odświeżony u producenta (wszystkie jego elementy nadają się do recyklingu), a następnie wróci do puli „abonamenowej”. BabyArk ma pojawić się na rynku w przyszłym roku.

Najnowsze

Mulholland Legend 480 – marzenie purysty od inżynierów F1

Doświadczona firma, o której nikt nie słyszał, postanowiła zrobić sportowe coupe, które przypomni nam czasy nieco bardziej bezkompromisowej motoryzacji.

Mulholland to firma dostarczająca części zespołom w Formule 1 (głównie kompozytowe elementy). Niedawno ogłosiła, że rozszerza zakres swojej działalności o produkcję samochodów z homologacją drogową, a pierwszym z jej modeli jest Legend 480.

Volvo XC100 Recharge to flagowy, elektryczny SUV coupe

W kontekście tego auta często mówi się o podobieństwie do TVR-a i jest w tym dużo racji. Nie tylko dlatego, że za stylistykę tego dwuosobowego coupe odpowiada Damian McTaggart, były główny designer właśnie TVR-a. Jego rękę widać między innymi w projekcie, z pewnością oryginalnych, przednich reflektorów. Zdecydowanie odważnym zabiegiem była rezygnacja z przedniego zderzaka oraz klasycznej osłony chłodnicy, na rzecz ogromnej dziury (trudno to inaczej nazwać) którą zasłonięto siatką. Z pewnością zrobi ona wrażenie na projektantach Audi oraz Lexusa, ale nam podoba się raczej umiarkowanie.

Obecnie nie wiadomo zbyt wiele na temat Mulhollanda Legenda 480 (nie znamy nawet wyglądu wnętrza), ale producent zapowiedział już, że pod maskę trafi silnik V8 o mocy 487 KM. Współpracować będzie z manualną skrzynią biegów, a napęd trafi oczywiście na tylną oś. Brzmi jak marzenie purysty, szczególnie że w konstrukcji auta zastosowano wiele elementów z włókna węglowego, więc ma legitymować się niewielką masą własną.

BMW X8 M – pierwszą hybrydą spod znaku M?

Mulholland rozpoczął już zbieranie zamówień na swoje sportowe coupe, a jego oficjalna premiera ma się odbyć latem.

Najnowsze

Mężczyzna przecisnął się przez rogatki i wszedł prosto pod pociąg

Jest w tym coś zastanawiającego, że wchodząc z premedytacją na tory, wiedząc że zaraz nadjedzie pociąg, nawet się szczególnie nie rozglądał.

Taka już jest mentalność niektórych pieszych – zatrzymują się, widząc czerwone światło, ale jeśli nic nie jedzie, spokojnie idą dalej. Pół biedy jeżeli faktycznie na horyzoncie nie widać żadnego samochodu,  mówimy o drodze jednopasmowej, a pieszy cały czas upewnia się, że nie zbliża się jakiś pojazd.

Piesza na czerwonym wbiegła pod samochód. Kierowca zbiegł

Znamy niestety przypadki, kiedy piesi nie dość, że przechodzili na czerwonym, to jeszcze całkowicie ignorowali otoczenie. Tak jak mężczyzna na poniższym nagraniu. Z tą różnicą, że on wszedł na tory kolejowe.

Chciał zawrócić na przejeździe kolejowym. Utknął, a potem przyjechał pociąg

Wiadomo jak to jest z rogatkami – opuszczają się na kilka minut przed przyjazdem pociągu i zmuszają nas do długiego postoju. Ale to żadna przeszkoda dla tego „sprytnego” pieszego. Rogatki co prawda były tak ustawione, żeby nie ułatwiać przeciskania się między nimi, ale po chwili się udało. Mężczyzna wszedł spokojnie na tory, chyba rzucił okiem w stronę zbliżającego się pociągu i szedł spokojnie dalej. Dopiero pod sam koniec przyspieszył, cudem unikając śmierci.

Kolumna prezydencka pędziła bez zatrzymania przez przejazd kolejowy

Jak myślicie, co tu się stało? Nie zauważył pociągu? Był pijany? A może zauważył, tylko wydawało mu się, że jest daleko?

Najnowsze

Dacia Spring to elektryk w cenie zwykłego, taniego auta

Rumuński producent udowodnił wielokrotnie, że nowe auta mogą być proste i tanie, odnosząc w ten sposób niemały sukces. Teraz chce to powtórzyć na wschodzącym właśnie rynku elektryków.

Widoczna na zdjęciach Dacia Sprint to ciągle jeszcze samochód koncepcyjny. Producent jak na razie nie zdradził zbyt wielu szczegółów. Wiemy tylko, że będzie to auto czteroosobowe, przejedzie na jednym ładowaniu około 200 km oraz że jego seryjna wersja pojawi się na drogach w przyszłym roku.

Test Volkswagena e-up! – do przywiązania jeden krok

Z udostępnionej informacji można się także dowiedzieć co nieco na temat oświetlenia. Z przodu zastosowano w pełni LED-owe reflektory, podzielone na dwie części – linia pozioma u góry oraz cztery elementy wbudowane w zderzak. Z tyłu cztery światła, również w 100% z diodami LED, tworzą kształt podwójnej litery Y. Ich charakterystyczny układ zapowiada nową stylistykę przyszłych modeli Dacii.

Tyle wiemy oficjalnie. Natomiast nieoficjalnie nie jest jednak tajemnicą, że Spring bazuje na istniejącym już modelu – elektrycznym Renault City K-ZE, oferowanym w Chinach. Auta mają zresztą podobną bryłę i rozmiary (Spring mierzy 3,73 m długości). Samochód z Kraju Środka korzysta z elektrycznego silnika o mocy 44 KM oraz momencie obrotowym wynoszącym 125 Nm. Jego bateria o pojemności 26,8 kWh pozwala na przejechanie nawet 271 km, ale w bardziej pobłażliwym cyklu NEDC, co przekłada się na wspomniane 200 km w cyklu WLTP.

Można założyć, że powyższe parametry zobaczymy także w seryjnej wersji Dacii Spring. 44 KM to skromna wartość w dzisiejszych czasach, ale w przypadku aut elektrycznych „robotę robi” wysoki moment obrotowy. Poza tym mówimy tu o małym samochodzie do miasta.

Znacznie ważniejszym „parametrem” będzie cena, a ta powinna być naprawdę konkurencyjna. Według słów jednego z przedstawicieli Renault, firma będzie celowała w 10 tys. euro, czyli około 45 tys. zł. A to jest kwota, jaką trzeba obecnie zapłacić za spalinowy samochód segmentu A, podczas gdy elektryczne są dwukrotnie droższe. Jeśli Dacii uda się utrzymać taką cenę, to szykuje nam się kolejny bestseller.

Najnowsze