Jak syn kupił mamie samochód jej marzeń – film

Jak cieszy się matka, która dostaje od syna samochód - spełnienie wieloletnich marzeń? Zobacz na filmie.

Spełnianie marzeń to piękna rzecz. Są ludzie, którym większe szczęście niż realizacja własnych pragnień, sprawia przynoszenie radości innym i spełnianie ich życzeń. Jednego z takich niezwykłych bohaterów chcemy Wam przedstawić w dzisiejszym artykule. Sprawił on, że ziściło się życiowe marzenie jego mamy. Nie byle jakie, bo… motoryzacyjne.

Miejsce akcji: Kanada. Bohater: Corey Waden. Ten wyjątkowy chłopak, od dziecka wiedział, że marzeniem jego mamy jest posiadanie Saaba 99 EMS (z 1973 roku), identycznego, jaki miała okazję podziwiać u jednego ze swoich byłych pracodawców, a na który niestety nigdy nie było ją stać.

Dla Corey’a zdobycie auta było nie lada osiągnięciem. Przede wszystkim ze względów finansowych. W 2012 roku jego mama straciła pracę i to na nim spoczął obowiązek utrzymania rodziny. Jako niezwykle przedsiębiorczy chłopak zrealizował jednak swój plan uzbierania wymaganej kwoty. Pozostało już tylko (albo aż) znaleźć odpowiednie auto. Poszukiwania trwały ponad pół roku. Na szczęście Corey’owi udało się skontaktować z prawdziwym kolekcjonerem Saabów i  zakupić  obiekt marzeń mamy. Należy dodać, że Corey postanowił  także wziąć udział w programie ”Millionaire by 25” i zarobić milion przed ukończeniem 25 roku życia, by zapewnić swojej mamie godziwą emeryturę.

Wracając do Saaba: wyjątkowy moment wręczenia kluczyków do auta mamie i chwila, w której po raz pierwszy widzi ona swoją 99-tkę, Corey postanowił nagrać i upublicznić. Radości, która wręcz wypływa z tego filmu nie sposób opisać. Zobaczcie sami.

A swoją drogą, kiedy ostatnio zrobiliście coś dla swoich rodziców?

Najnowsze

Test Volvo V60 T5 – tunel strachów

Brytyjski dziennikarz Jeremy Clarkson, w jednym ze swoich felietonów napisał, że „samochody Volvo nigdy nie wzbudzały emocji, dopóki nie powstał silnik T5”. Jednak ekolodzy położyli inżynierom nóż na gardle, przez co z legendarnej, pięciocylindrowej jednostki usunięto jeden cylinder. Czy po tej modyfikacji silnik Volvo nadal jest w stanie porwać serce kierowcy?

Tunel strachów to obowiązkowy punkt programu w każdym wesołym miasteczku. Z zewnątrz niby  niepozorna budka, ale po przekroczeniu progu zaczyna się istne tornado emocji. Adrenalina miesza się z hormonem szczęścia, w efekcie czego tuż po wyjściu człowiek ma ochotę ponownie przekroczyć próg tego miejsca. Volvo swoich użytkowników absolutnie nie chce straszyć. Dąży jednak do tego, aby tuż po opuszczeniu kabiny pasażerskiej każdy z nich natychmiast  chciał powrócić do jej wnętrza.

Nowe Volvo V60 już samym wyglądem składa ofertę z gatunku tych „nie do odrzucenia”. Jest po prostu piękne. Czasy, kiedy kształt nadwozia był jednym wielkim kątem prostym, minęły bezpowrotnie. Moim oczom ukazuje się prawdziwy szampan wśród samochodów. V60 to spore i tak ponętne kombi, że wcale nie trzeba mieć dwójki dzieci, aby poważnie rozważać jego zakup. Niebieski kolor lakieru spotykany jedynie na pocztówkach z Karaibów sprawia, że wzrok wręcz się klei do tego samochodu. Na szczęście klosze tylnych lamp zachowały długi, pionowy kształt, tak bardzo charakterystyczny dla wszystkich modeli kombi spod znaku Volvo. I tylko podwójna końcówka układu wydechowego może szeptać, że ten samochód ma do zaoferowania coś więcej, niż jedynie komfort i bezpieczeństwo. Zgrzeszę jeżeli natychmiast nie wsiądę.

Volvo V60 T5 – bliski ideału
fot. Anna Nazarowicz, Motocaina.pl

Czysta harmonia
Wnętrze, niczym odlane z kremu, w całości zostało utrzymane w jasnym kolorze. Króluje tu skóra, najwyższa jakość oraz zimne w dotyku, najprawdziwsze aluminium. To ostatnie, w przeciwieństwie do drewna, odmładza kabinę pasażerską niczym solidny zastrzyk z kolagenu. Nic zatem dziwnego, że na drewniane akcenty wykończenia decyduje się coraz mniejsza liczba nabywców. Na aluminium Volvo nie oszczędzało. Został nim pokryty m.in. cały środkowy panel, na którym skoncentrowano sterowanie najważniejszymi funkcjami samochodu. Ten pozostaje w niezmienionym kształcie od kiedy ujrzał światło dzienne. Układ pokręteł oraz przyciski do sterowania nawiewem w kształcie ludzika są równie rozpoznawalne co wizerunek Dalajlamy. Kierownica jest tak duża, jak hula hop… czyli trochę za duża. To jednak jedyny mankament, jaki udało mi się wychwycić. Wskazówkowy obrotomierz i prędkościomierz zostały odprawione na emeryturę. Na ich miejscu pojawiły się elektroniczne zegary. Mało tego, zmieniają swoje umaszczenie w zależności od trybu jazdy, na jaki padnie wybór kierowcy.

Fotele są tak duże i miękkie, że zarówno kierowca jak i pasażer nie siedzą na nich, lecz wręcz się w nie zapadają. Na tylnej kanapie można spać przez cały tydzień i okaże się wygodniejsza, niż niejedno łóżko. Ale mnie o wiele bardziej zaskoczyła zupełnie czymś innym: za pomocą jednego przycisku wybrana połówka zamienia się w fotelik dla dziecka. Pomysłowe, praktyczne, po prostu genialne. Podobnie jak zagłówki tylnej kanapy, które same się odchylą przy rozkładaniu oparć, w celu powiększenia przestrzeni bagażnika. Dzięki temu zyskujemy idealnie płaską podłogę.

Z boku Volvo V60 przypomina kształt łzy – jest cudownie opływowy.
fot. Anna Nazarowicz, Motocaina.pl

245 koni w rzędzie
Budzę do życia niebieskiego towarzysza nasłuchując pomruku 245 KM. Jednak silnik jest tak cichy, że do moich uszu nie dochodzą praktycznie żadne dźwięki zdradzające jego pracę. Ruszam z miejsca nie dając za wygraną. Już po kilku przebytych kilometrach wiem, że trudno mi będzie oddać to auto. Turbodoładowana, benzynowa jednostka o pojemności dwóch litrów prowadzi się jak zaczarowana. Nawet przy wyższych prędkościach w kabinie jest cicho i przyjemnie, zupełnie jakby pod maską nie było niczego oprócz powietrza. Ale każdorazowe naciśnięcie pedału gazu przypomina mi, że tak nie jest. Rzędowy silnik o mocy 245 KM i zaskakującym momencie obrotowym (350 Nm) już od najniższych obrotów, dzielnie wprawia w ruch wcale nie tak lekkie V60 (1639 kilogramów). W połączeniu z automatyczną, ośmiostopniową skrzynia biegów, ten z pozoru wielki nosorożec, porusza się zwinnie jak gepard. Automat wykonuje kawał solidnej roboty zmieniając biegi szybko i bez najmniejszego szarpnięcia. Jest ono wyczuwalne jedynie w momencie gwałtownego hamowania i natychmiastowego przyspieszenia, ale jestem skłonna jej wybaczyć te drobne potknięcia. Każda Zosia Samosia ma również do dyspozycji dwie aluminiowe łopatki przyczajone w okolicach kierownicy  (dostępne za dopłatą 740 złotych). Dzięki nim przejmie częściową kontrolę nad skrzynią zmiany biegów. Właśnie – częściową kontrolę, bo w okolicach czerwonego pola skrzynia wyrwie nam lejce z rąk i sama wrzuci wyższy bieg. Ale to nic. I tak radość z jady jest ogromna.

Przytulne, jasne wnętrze Volvo V60.
fot. Anna Nazarowicz, Motocaina.pl

Testowany egzemplarz został wyposażony w sportowe zawieszenie (koszt 2200 złotych). Niech Was jednak nie zmyli przymiotnik „sportowe” – mimo jego zastosowania to nadal bardzo komfortowy samochód, który dzięki temu zawieszeniu doskonale trzyma się toru jazdy w zakrętach, choć przecież napędzana jest tu przednia oś. Jedyne, co przeraża w tym samochodzie to odczuwalna prędkość. Podczas kiedy wewnątrz panuje idealna cisza, a zachowanie samochodu zdradza nie więcej, niż 60 km/h, prędkościomierz wskazuje 160 km/h. Powiem to głośno – w tym samochodzie szatan zamieszkał na dobre. Na szczęście prędkościomierz jest na tyle duży, że jego komunikaty nigdy nie pozostaną niezauważone. Niestety za sporą mocą jednostki zwykle idzie duże zużycie paliwa. 12,5 litra w cyklu miejskim to niezbyt zachęcający wynik, ale jeżeli będziemy poganiać konie pod maską w umiarkowany sposób, odwdzięczą się zużyciem paliwa na poziomie 9,5 litra.

Volvo V60 T5 – jakie jest?
Rozstanie z tym samochodem było trudne i bolesne. Auto jest piękne, wygodne, w dobrym guście – tak, Volvo V60 niezaprzeczalnie ma klasę. Wersja z silnikiem T5 oraz sportowym zawieszeniem będzie doskonałym kompromisem pomiędzy ogromną frajdą z jazdy, a sporym, rodzinnym samochodem. Jeżeli decydować się na zakup, to tylko w testowanym, niebieskim odcieniu lakieru (dostępny za dopłatą 3650 złotych). Ceny V60 z silnikiem T5 oraz automatyczną skrzynią Geartronic zaczynają się od 148 100 złotych. Za najwyższą opcję wyposażenia Summum trzeba zapłacić 179 300 złotych. Taki wydatek na auto jest niczym grzech, ale ten samochód zdecydowanie jest grzechu wart.

Zegary przed oczami kierowcy w Volvo V60 są wybitnie czytelne i wyjątkowo ładne.
fot. Anna Nazarowicz, Motocaina.pl

Na TAK:

– bardzo ładny wygląd nadwozia

– doskonały silnik

– szybka i precyzyjna skrzynia biegów

– ogromne i wygodne fotele

– bardzo dobrze wyciszona kabina pasażerska

Na NIE:

– za duża kierownica

– wysokie zużycie paliwa

– niewielki bagażnik

Dane techniczne Volvo V60 T5:

Silnik – benzynowy, 4-cylindrowy, rzędowy, turbodoładowany

Pojemność – 1969 cm3

Moc – 245 KM przy 5600 obr/min

Moment obrotowy – 350 Nm przy 1500-4800 obr/min

Skrzynia biegów- Geartronic, 8-stopniowa, automatyczna

Masa własna – 1639 kg

Napęd  – na przednią oś

Pojemność bagażnika – 430 l

Maksymalna prędkość – 230 km/h

Długość/szerokość/wysokość- 4640/1870/1480 mm

Najnowsze

Test Citroen C4 Cactus – pierwsza jazda

Krzykliwy - jego wygląd wręcz wdziera się do oczu. Zabawny - oferuje aż 21 wariantów kolorystycznych. W drużynie Citroena pojawił się nowy, ciekawy gracz: model C4 Cactus.

Samochód wywołuje skrajne emocje już samym wyglądem zewnętrznym. Mimo, że reprezentuje najpopularniejszy w naszym kraju segment C, zdecydowanie odbiega stylizacją nadwozia od konkurencyjnych aut na rynku.

Galeria zdjęć z pierwszej jazdy Citroenem C4 Cactus tutaj.

Z przodu Citroen C4 Cactus prezentuje się wyjątkowo intrygująco.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Jego linia jest bardzo odważna, a elementy designu wyszukane. Każdy obserwator na początek zadaje pytanie o umieszczone na drzwiach bocznych panele „Airbumb”, znajdujące się po obu stronach samochodu oraz zderzakach z przodu i z tyłu. Pełnią podwójną rolę: ochronną i dekoracyjną. Uszkodzenia drzwi, do których dochodzi na parkingach, to zmora wszystkich kierowców. Te specyficzne nakładki mają temu zapobiec. Podobne zastosowanie znajdą takie elementy na zderzakach – nie straszne są już kolizje „parkingowe” przy niewielkiej prędkości, które do tej pory kończyły sie zwykle malowaniem całego elementu.

Przeczytaj także wrażenia z pierwszej jazdy Citroenem C1tutaj.

 

Citroen C4 Cactus – Airbump. Element ochronno-dekoracyjny.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Airbumpy wyglądają ciekawie – na myśl przywodzą miękkie poduszeczki. Dodatkowo występują w 4 wariantach kolorystycznych. Jeżeli wziąć pod uwagę, że samochód jest dostępny w 10 kolorach nadwozia oraz z 5 kolorami tapicerki, to przed potencjalnymi nabywcami otwiera się aż 21 wariantów kolorystycznych tego samochodu. Dzięki temu zwykle powstają samochody intrugujące, dwukolorowe, wyróżniające się w tłumie nudnych pojazdów w mieście.

Z boku Citroena C4 Cactus najbardziej widać Airbump’y – specjalne elementy chroniące nadwozie.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

W Citroenie C4 Cactus do wyboru jest pięć jednostek napędowych: benzynowe PureTech o mocy 75, 82 i 110 KM oraz wysokoprężne e-HDi o mocy 92 KM i BlueHDi o mocy 100 KM. Silniki te będzie można konfigurować z 5-stopniową manualną skrzynią biegów lub elektronicznie sterowaną 6-stopniową przekładnią ETG.

Zaskakująca stylizacja nadwozia Citroena C4 Cactus może się podobać.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Jak zatem się jeździ Cactusem wyposażonym w benzynowy silnik o pojemności 1.2 (moc 82 KM) oraz manualną, 5-stopniową skrzynię biegów? Wydawałoby się, że niezbyt dynamicznie. Ze względu na nieduża moc? Tylko na pozór. Citroen C4 Cactus został skutecznie odchudzony do imponująco niskiej masy 965 kilogramów, zatem 82 KM stanowią tu w pełni satysfakcjonujący poziom energii. Duży plus należy się również francuskiej marce za fotele, które zostały wyposażone w długie siedzisko. Dzięki takiemu rozwiązaniu nawet Anja Rubik nie będzie narzekać w tym samochodzie na brak komfortu. Na słowa uznania zasługuje ogromny schowek umieszczony na desce  rozdzielczej. Nie dość, że można w nim zmieścić nawet damską torebkę, to wygodnie się go otwiera – od góry. Tę niecodzienną przestrzeń udało się uzyskać dzięki przeniesieniu poduszki powietrznej dla pasażera w podsufitce. Na płaskim od góry schowku nabite zostały gumowe „napy”; to kilkanaście elementów, dzięki którym położenie tam książki, czy telefonu nie powoduje zsuwania się danego przedmiotu na kolana kierowcy. Bardzo ciekawe rozwiązanie.

Citroen C4 Cactus: gumowe elementy powodują, że przedmioty nie zsuwają się z płaskiej powierzchni nad schowkiem.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Wnętrze – utrzymane w brązowo-beżowych barwach, przypomina elegancki, przytulny pokój – tapicerskie obicia na drzwiach są miekkie jak dywanik, a na nich znajdują się elementy z beżowej skóry. Przyjemnie jest opierać się o ciepłą tkaninę, zamiast zimnego plastiku – brawo Citroen!

Wreszcie jest gdzie położyć telefon, nawet o sporych gabarytach. W pobliżu znajduje się złącze usb.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Czym jeszcze C4 Cactus nas zaskoczył? Dzięki aplikacji Citroen eTouch możemy obsługiwać naszego smartphone’a w wygodniejszy sposób, za pomocą 7-calowego wyświetlacza dotykowego – jest on dostępny już w najniższym z 4 poziomów wyposażenia – można tak skonfigurować ekran, aby wyświetlał lustrzane odbicie z wyświetlacza naszego telefonu (łącznie z aplikacjami). Co więcej, w panelu środkowym wygospodarowano sporą półkę na nawet dużych rozmiarów telefon, a w pobliżu umiejscowiono złącze usb – wszystko jest na swoim miejscu.

Ceny Citroena C4 Cactus z najsłabszym silnikiem benzynowym o mocy 75 KM zaczynają się od 51 900 złotych. Ceny egzemplarzy z silnikiem diesla startują od 68 500 złotych.

Ekrany w Citroennie C4 Cactus – ten przed oczami kierowcy i na panelu centralnym – przypominają nowoczesne tablety.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Najnowsze

Test Citroen C1 (pierwsza jazda) – puszka radości

Jest ciasno. Gorsza informacja - będzie coraz ciaśniej. Duże miasta borykają się z coraz większą liczbą samochodów, na szczęście Citroen przychodzi z odsieczą oferując odświeżony model C1.

11 września podczas jazd testowych zorganizowanych przez Citroena w Łodzi, zaprezentowano nowego Citroena C1. Niewielkie rozmiary auto skutecznie nadrabia wyglądem zewnętrznym. Już na pierwszy rzut oka widać, że projektanci zasiadając do pracy wiązali z tym samochodem spore nadzieje.

Galeria zdjęć z prezentacji Citroena C1 tu.

Citroen C1 prezentuje się z przodu całkiem agresywnie.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Nadwozie jest dostępne w ośmiu kolorach lakieru, ale indywidualiści będą mogli również wybierać w dwukolorowych wariantach samochodu.

Ale to nie koniec: auto można kupić w wersji hatchback (3 lub 5-drzwiowy) oraz Airspace (z otwieranym, płóciennym dachem). Dodatkowo dach może różnić się kolorem od reszty karoserii (występuje w 3 wariantach kolorystycznych). Ciąg dalszy gry w kolory czeka wewnątrz samochodu, gdzie przyszli użytkownicy mogą przebierać w kolorystyce tapicerki oraz środkowego panelu.

Tył nadwozia Citroena C1 wygląda świetnie dzięki, czarnej, długiej do wysokości tylnych lamp szybie.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Samochód jest dostępny jedynie z benzynowymi jednostkami napędowymi:

  • 1.0 VTi o mocy 68 KM z 5-biegową manualną skrzynią biegów
  • 1.0 VTi o mocy 68 KM ze sterowaną elektronicznie 5-biegową skrzynią ETG
  • 1.2 PureTech o mocy 82 KM z 5-biegową manualną skrzynią biegów
Wygodne fotele, intuicyjna obsługa przyrządów, niezłe – jak na tę klasę aut – wykończenie wnętrza – oto cechy charakterystyczne Citroena C1.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

To właśnie ten ostatni wariant jednostki przypadł na pierwszą jazdę testową. Taka liczba koni na pierwszy rzut oka nie robi na nikim wrażenia, dopóki nie napędza samochodu o tak niskiej masie jak C1 (840 kilogramów). Samochód jest lekki jak wacik do demakijażu i daje  nam swą moc odczuć inaczej. Tak dobry wynik udało się uzyskać m.in. poprzez zastosowanie małej, 3-cylindrowej jednostki napędowej oraz użycia absolutnego minimum materiałów do wykończenia wnętrza.

Bagażnik raczej nie pomieści bagażu dla dwóch osób, ale codzienne zakupy i nie duże przedmioty owszem.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Citroen C1 prowadzi się naprawdę przyjemnie. Jedynym mankamentem może być głosna praca silnika. Kabina nie została wyciszona „na medal”, więc wszelkie dźwięki z zewnątrz skutecznie wdzierają się do środka. Na szczęście fotele są bardzo wygodne, a integracja zagłówków z oparciem może sugerować, że projektanci chcieli wnieść do wnętrza nieco sportowego ducha. Tylna kanapa jest. Wbrew pozorom można na niej zająć miejsce. Jak to możliwe przy całkowitej długości samochodu 3,46 m? Kosztem bagażnika, który jest tu wręcz symboliczny.

Citroen C1 podczas jazdy ujawnia swoją zaletę, jest bardzo zwrotny i całkiem zwinny.
fot. Katarzyna Frendl, Motocaina.pl

Samochód jest ładny, mały, bardzo zwrotny i całkiem zwinny – z pewnością szybko podbije miejskie ulice.

Najnowsze

Zobacz paradę Porsche w Trójmieście 13, 14 września

W dniach 13-14 września br. do Trójmiasta zawita Porsche Parade 2014 – parada 50 różnych samochodów Porsche. Motywem przewodnim tegorocznej edycji są 40. urodziny 911 Turbo – na sopockim molo pojawią się egzemplarze wszystkich kolejnych generacji modelu. To gratka nie tylko dla miłośników niemieckiej marki.

Tegoroczna edycja Porsche Parade poza Warszawą odwiedzi także Trójmiasto. W sobotę 13 września o godz. 19 parada aut Porsche pojawi się na sopockim molo – a wśród nich nie tylko kolejne pokolenia kultowego 911 Turbo. Mieszkańcy Trójmiasta, urlopowicze i fani sportowych aut przez godzinę będą mogli podziwiać również modele klasyczne, youngtimery oraz samochody z aktualnej oferty.

Porsche Parade 2014
fot. Porsche

W tym roku Porsche Parade odbywa się już po raz drugi. Sportowe samochody z Zuffenhausen przejeżdżają przez Polskę, przyciągając uwagę przechodniów i wywołując uśmiechy na twarzach miłośników motoryzacji – linią, brzmieniem, a przede wszystkim niepowtarzalną legendą, jaka towarzyszy niemieckiej marce.

Gdzie można zobaczyć Porsche Parade 2014?
13 września 2014 – ul. Bohaterów Monte Casino, Sopot, przy molo
14 września 2014 – ul. Na Ostrowiu 15/20, Gdańsk

Najnowsze