ICYtrip2014 – busem okrążyli Islandię i Wyspy Owcze

8 osób, 26-letni „kanciak” Volkswagen T3, 46 dni, 11 500 kilometrów - tak w skrócie można streścić tegoroczną wyprawę ICYtrip2014 projektu wyprawybusem.pl.

To już czwarty wyjazd  w  ich podróżniczej karierze – dotychczas swoim wiekowym busem zwiedzili kraje Europy Środkowej, Zachodniej oraz Skandynawię, docierając aż na sam północny skrawek Europy – Nordkapp. Łącznie podczas swoich podróży wysłużonym kancikiem przejechali prawie 30 000 km, w zasadzie w tym samym składzie osobowym, w którym aż 5 z 8 osób to kobiety.

Przygotowania do półtoramiesięcznej wyprawy rozpoczęli już w styczniu. Po zeszłorocznym tripie na Nordkapp, podczas którego bus zaliczył ponad 20 większych bądź mniejszych usterek  wiedzieli, że trzeba będzie dobrze przygotować go do wymagającej drogi. Co prawda w przypadku takiego starego auta nie wszystko da się przewidzieć – w Norwegii zaliczyli m.in. tak abstrakcyjną usterkę jak złamany drążek od zmiany biegów.  Psuła się także skrzynia – na Nordkapp wjeżdżali na 3 biegach: „5” stracili jeszcze w Polsce, a w Norwegii stopniowo posłuszeństwa odmówiły „1” i wsteczny. Na młodych podróżników czekało więc sporo pracy. Trzeba było m.in. zakonserwować podwozie busa, wymienić tłumik, tylne sprężyny, tulejki i sworznie przedniego wahacza. Sporo czasu pochłonęła również naprawa drążka zmiany biegów, który pękł po raz kolejny podczas majowego wyjazdu w góry. Doświadczeni stromymi, skandynawskimi podjazdami postanowili również wzbogacić busa o ręcznie włączany wentylator przy chłodnicy.

11 lipca wyruszyli na tak długo oczekiwaną wyprawę. Najpierw czekała ich trasa do Danii, później dwudniowa przeprawa promowa na Islandię. W planach  mieli objechanie Islandii dookoła, jednak nie tylko główną drogą nr 1, ale i szutrowymi trasami Fiordów Wschodnich 
i Zachodnich. Przybijając do portu w Seydisfjordur już wiedzieli, że będzie to przygoda ich życia – widoki już od samego początku zapierały dech w piersiach. Podróż po wyspie rozpoczęli od jej wschodniego krańca, gdzie nastawieni byli głównie na piesze górskie wycieczki. Zobaczyli też najpotężniejszy z europejskich wodospadów – Dettifoss, a także podziwiali piekielny krajobraz okolic Hverarond. W pobliżu wulkanu Krafla po raz pierwszy kąpali się w słynnych islandzkich gorących źródłach – zgodnie przyznają, że to jedna
z największych atrakcji tego pięknego kraju. Bus „dawał radę” dzielnie pokonując kolejne wzniesienia, przemierzając ze wschodu ku zachodowi wyspy.

Do czasu. Tuż po wjeździe w dziki rejon Fiordów Zachodnich w tyłu samochodu zaczęło dochodzić niepokojące stukanie. Diagnoza – psujące się łożysko w tylnym kole busa. Usterkę trzeba naprawić jak najszybciej, niestety jest piątek po południu i w Patreksjordur tego dnia na pewno już nic nie załatwią.  Kontaktują się więc z Polonią mieszkającą w Reykjaviku, która jednak nie ma dobrych wiadomości. Łożysko być może da się kupić na Islandii, ale tylko i wyłącznie w stolicy (choć nie jest to wcale takie pewne) – około 800 km od miejsca, w którym się znajdują. Co więcej, prawdopodobne jest, że jeśli na wyspie nie będzie akurat takiej części, to sprowadzenie jej zza granicy zajmie co najmniej kilka dni. Ekipa nie ma tyle czasu, bo – tkwiąc w jednym miejscu z popsutym busem – musi rezygnować z odwiedzania kilku planowanych atrakcji. Lokalna Polonia radzi im, żeby w poniedziałek odwiedzili miejscowego mechanika – może on coś poradzi. Jednocześnie dziewczyny przypominają sobie, że kolejnego dnia do Reykjaviku leci jedna z ich koleżanek. Kilka godzin później pakuje ona kupione w Lublinie łożysko do swojego bagażu i wyrusza na Islandię. Poniedziałkowa wizyta u lokalnego mechanika przynosi zaskakującą wiadomość – łożysko będzie i to nawet całkiem niebawem. Okazuje się, że młodzi podróżnicy mają wielkie szczęście – raz na tydzień bądź dwa do lokalnego mechanika przylatuje samolot z dostawa potrzebnych mu części. I termin ten wypada dokładnie dziś. Po trzech godzinach chłopcy odbierają nowe łożysko. Sprawa nie jest jednak tak prosta, bo śruby są zapieczone i w zasadzie nie da się ich odkręcić. W końcu za dźwignie służy im ponad dwumetrowa metalowa rura, z pomocą której udaje się odkręcić nakrętkę. Jeszcze kolejne 2 godziny zabawy z zamontowaniem nowego łożyska i mogą jechać dalej!

Gorączkowe szukanie kluczyków? To już przeszłość! Przegląd nowinek technologicznych w motobranży

Fjordy Zachodnie zachwycają swym urokiem. Malownicze plaże poutykane między piękne góry, wyczekiwane od dawna spotkanie z uroczymi maskonurami i grubiutkimi fokami, trekking na górę Kirkfjufell – to wszystko tylko utwierdziło ekipę  w przekonaniu, że Islandia to naprawdę magiczny kraj. Jedynym utrudnieniem podróżowania po tej części wyspy był stan dróg. Zjeżdżając z głównej drogi nr 1, tzw. „Ring Road”, należy być przygotowanym na zdecydowanie gorsze warunki jazdy. Spora część dróg jest szutrowa, co czasem – ale nie zawsze – oznacza znaczne obniżenie prędkości i komfortu jazdy. W najgorszym momencie ich bus poruszał się z prędkością 15 km/h, bo wyrwy w drodze sięgały nawet kilkunastu centymetrów. Do tego strome podjazdy i pełne serpentyn zjazdy – to był zdecydowanie najcięższy kawałek trasy „kanciaka”.  Dalej było już tylko z górki. Ale niestety znów do czasu…

Po dość nieoczekiwanej wizycie na interiorze (czyli środkowej, dzikiej części Islandii) znów zaczęły się problemy. Mimo ręcznie włączonego chłodzenia bus mocno się grzał. Było jasne że coś jest nie tak. Po telefonicznej konsultacji z zaprzyjaźnionym mechanikiem T3
z Rzeszowa wszystko było już jasne – tym razem padła im pompa wody. Usterka zdecydowanie poważna, bo bez naprawy czy wymiany nie ma szans na dalszą jazdę. Niestety znów jest weekend, tym razem nawet przedłużony do poniedziałku, bo wypada właśnie tzw. „święto bankiera”. Sprawa jest więc nieciekawa. Po raz kolejny z pomocą młodym podróżnikom śpieszą lokalni Polacy, holując ich do Borgarnes, gdzie mają rozejrzeć się i zorientować czy awarię tą da się usunąć na miejscu. Jednocześnie przez forum islandzkiej Polonii ekipa szuka kontaktu do osób, które mogłyby zakupić potrzebną pompę wody w Reykjaviku. Po raz kolejny okazuje się, że los im sprzyja. Dostają wiadomość od chłopaka, który nie tylko oferuje im kupno pompy, ale i promocyjną cenę, ponieważ pracuje w firmie transportowej. Część ma być dostępna w stolicy we wtorek. Wczesnym rankiem Klaudia z Adą zbierają się więc z Borgarnes i łapią stopa, żeby odebrać zamówiony pakunek. Niestety po dotarciu na miejsce jasne jest, że pompa jest niestety zła – zdecydowanie zbyt mała. Pełne rozczarowania dzwonią do chłopaków, żeby przekazać im tą nieciekawą wiadomość. Ci z kolei telefonują do sklepu, w którym część zakupiono, gdzie obsługa przekonuje ich, że sklep jest bardzo obszerny i na pewno mają część, która jest im potrzebna. Męska część ekipy dociera więc również do Reykjaviku. Na miejscu niestety po raz kolejny rozczarowanie – pompy nie ma nie tylko w tym sklepie, ale i w żadnym innym w całym Reykjaviku. Na szrotach też braki. Jedyną opcją jest sprowadzenie jej z Niemiec przez salon Volkswagena, ale rozwiązanie to ma dwie zasadnicze wady – po pierwsze cenę, a po drugie czas trwania. Po raz kolejny młodzi podróżnicy muszą poradzić sobie inaczej. Wśród swoich znajomych szukają kogoś, kto niebawem wylatuje na Islandię. Okazuje się, że po raz kolejny mają niesamowite szczęście – kolejnego dnia wylatuje na Islandię wylatuje jedna z ich koleżanek. Jest tylko jeden zasadniczy problem – w Polsce jest już po 20.00, co oznacza, że wszystkie sklepy motoryzacyjne są już zamknięte. A trzeba skądś wziąć pompę. Tutaj z kolei przychodzą z pomocą polscy miłośnicy T3. Odzew jest olbrzymi – grono osób jeździ i sprawdza pompy wody od własnych busów, bo tylko jeden z modeli pasuje do „kanciaka” ekipy. W końcu po kilkudziesięciu przeprowadzonych rozmowach, dziesiątkach odebranych i wysłanych zdjęć części jest szansa – być może udało się znaleźć właściwą pompę, która po kilku godzinach ląduje w plecaku Eli i wyrusza na Islandię! Emocje przy otwieraniu pakunku są olbrzymie: jeśli pompa pasuje to ekipa rusza dalej, jeśli nie – katastrofa… Na szczęście sprawdza się pierwsza opcja – po kilku przeróbkach pompa nadaje się do ich busa. Kamień spada im z serca! Po kilkugodzinnym „dłubaniu” przy aucie mogą ruszyć dalej. Na szczęście do końca wyprawy wiekowy „kanciak” nie sprawia już większych problemów. Spokojnie zwiedzają więc południową część Islandii – odwiedzają tzw. Golden Ring, czyli najpopularniejsze atrakcje turystyczne wyspy: wodospad Gulfoss, gejzer Strokkur oraz styk płyt kontynentalnych w Þingvellir. Mają okazję również przespacerować się czarnymi plażami w okolicach Viku oraz wspiąć się na dach wraku Dakoty, leżącego na jednej z nich.  Zwieńczeniem wyprawy jest trekking w Parku Narodowym Skaftafel oraz podziwianie laguny lodowcowej Jokulsarlon.

14 sierpnia ekipa po raz kolejny wjeżdża busem na prom, tym razem na Wyspy Owcze. Tygodniowa wizyta w tym kraju – choć odbyta w średnio sprzyjających warunkach atmosferycznych – zrobiła na nich również duże wrażenie. Odwiedzili m.in. biskupstwo Kirkjubour i stare wioski w wikingów w Kviviku i Saksun. Nie obeszło się równie bez wizyty w stolicy, która urzekła ich swym małomiasteczkowym spokojem. Klaudia z Adą miały też okazję przeleć się helikopterem nad tymi przepięknymi terenami.

Końcem sierpnia cało i zdrowo, bogatsi o nowe doświadczenia wrócili do swoich domów. Opaleni, zadowoleni, z dużym zapasem podróżniczej energii. Co dalej z ich projektem? Jeszcze nie wiadomo, choć pewne plany już rodzą się w ich głowach. Gdzie tym razem wybiorą się swoim busem?

Odpowiedź wkrótce na www.facebook.com/wyprawybusempl

Najnowsze

MotoMikołajki 2014 w Warszawie – relacja, galeria i film

Miniona niedziela upłynęła pod znakiem uśmiechów, życzliwości oraz czerwonego koloru, który zalał Krakowskie Przedmieście - odbyła się kolejna edycja MotoMikołajek.pl, zorganizowana przez Fundację Jednym Śladem. Ponad 300 MotoMikołajów przejechało ulicami Warszawy, aby spotkać się z podopiecznymi z publicznych i rodzinnych domów dziecka, spędzić miło czas i sprawić im moc radości.

Podczas tegorocznej akcji MotoMikołajki.pl motocykliści licznie zgromadzili się na Błoniach Stadionu Narodowego, gdzie powitali dzieci, które od wczesnych godzin porannych gościły na zimowym Narodowym. Następnie po zjedzeniu pizzy i zrobieniu pamiątkowego zdjęcia wszyscy zgromadzeni motocykliści uformowali kolumnę, do której dołączyli strażacy ze swoimi wozami strażackimi oraz wypełnione po brzegi trzy zabytkowe autobusy z dziećmi i w eskorcie policji ruszyli na Plac Zamkowy.

Tam odbyła się dalsza część imprezy, w trakcie której wszyscy uczestnicy i przechodnie utworzyli „żywą choinkę”, a dzieci mogły podziwiać wspaniale przystrojone maszyny oraz mogły wybierać NajMikołajkę, NajMikołaja oraz NajMotocykl. Dodatkowo
MotoMokołaje zgromadzeni przy Kościele św. Anny kwestowali na rzecz podopiecznych z domów dziecka i ze swoich świątecznie przystrojonych kasków rozdawali mnóstwo słodkości. Sami mogli posilić się przygotowanymi specjalnie dla nich gorącymi napojami i pysznymi batonami.

Piotr Biesiekirski z dobrym wynikiem ukończył motocyklowe mistrzostwa Europy Moto2

Po zakończeniu zabawy na Placu Zamkowym kolumna złożona z motocykli, wozów strażackich i autobusów z dziećmi utworzyła się ponownie i ruszyła w kolejne miejsca. Na trasie podzieliła się na dwie – dzieci udały się na dalszą część imprezy do parku
zabaw Digiloo, a MotoMikołaje pojechali do salonu BMW Motorrad Inchcape Motor, przy ulicy Prymasa Tysiąclecia, gdzie zostali ugoszczeni grochówką, ciepłymi napojami i ciastkami. W Fan Parku Digiloo i na Warszawiance na dzieci czekały dalsze atrakcje odpowiednie do ich wieku: sala zabaw z kulkami, zjeżdżalniami i linami, ścianka wspinaczkowa oraz strzelnica. Na zakończenie imprezy każdy z podopiecznych otrzymał świąteczną paczkę, która dzięki tegorocznym dobroczyńcom była naprawdę ciężka i wypakowana po brzegi.

„Jesteśmy niezmiernie wdzięczni wszystkim firmom, które wsparły tegoroczną edycję Motomikołajek.pl, bo to dzięki nim mogliśmy zapewnić dzieciom mnóstwo atrakcji i wypakowane po brzegi paczki świąteczne, a co najważniejsze mogliśmy przekazać wiele artykułów chemicznych i gospodarczych bezpośrednio do domów, w których dzieci mieszkają na co dzień. Jeszcze raz serdecznie wszystkim dziękujemy i mamy nadzieję, że dołączycie do nas również w przyszłym roku” – powiedział Krzysztof Rzepecki, Prezes Fundacji Jednym Śladem.

Akcję wsparły firmy: Rohlig Suus Logistic, BMW Motorrad Inchcape Motor, PageGroup, 4 safe, Zarząd Dróg Miejskich, Tramwaje Warszawskie, Fanex, FCA Fiat Chrysler Automobiles, Chocolissimo, 4Vision, Muzeum Motoryzacji i Techniki, Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej, forum Honda Hornet, Testa Communication, Stadion Narodowy, Fun Park Digillo, Strzelnica Cover, Fundacja PwC, Reckitt Benckiser, MaoMam

Sponsorami nagród w konkursach byli: Garmin Polska Sp., Liberty Motors, Motorismo, Motoszkoła, Jagatex, Suzuki, Honda Motorista, Honda Plaza, Mio Technology, Yamaha Motor Polska.

Szczegółowe informacje o akcji, zdjęcia i pozostałe materiały z imprezy można znaleźć na stronie: www.motomikolajki.pl oraz na Facebooku: http://www.facebook.com/MotoMikolajki.

MV Agusta Apparel Collection

Najnowsze

Ewa Pertyńska

Samochody rodem z PRL z klocków LEGO na wystawie w Warszawie

Między 13 grudnia a 15 lutego na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędzie się wystawa klocków LEGO. Największa ekspozycja w Polsce składać się będzie z klocków przywiezionych przez dziesięć ciężarówek. Będą samochody, koparki, statki i wiele innych atrakcji.

Jedną z głównych atrakcji będzie Titanic, statek o długości 11. i wysokości 3 metrów. Jego budowa pochłonęła 500 tysięcy klocków. Jest to największa na świecie makieta legendarnego okrętu, wykonana w skali 1:25.

Kolejnym statkiem, który będzie można podziwiać, będzie Star Destroyer, pojazd kosmiczny znany z „Gwiezdnych Wojen”.

Chyba każdemu LEGO kojarzy się z budową. Z tego powodu będzie można podziwiać inną wizję placu budowy – z wykorzystaniem siedmiu pojazdów, w tym nowości LEGO – koparki Volvo. Będzie to makieta, na której znalazł się również samolot, śmigłowiec, samochód wyścigowy, terenowy oraz holownik.

Na wystawie będzie można podziwiać także inną makietę, tym razem domu i jego okolic z „Rodziny Simpsonów”, która sąsiadować będzie z miejscem akcji 6. części Gwiezdnych Wojen. A może jeszcze bardziej interesujące okażą się bajeczne stroje księżniczek z filmów Disneya?

Godną uwagi, zwłaszcza dla fanów motoryzacji, będzie kolekcja samochodów rodem z PRL-u. Każdy z nich został stworzony z dbałością o szczegóły. Co warte podkreślenia, klocki, które posłużyły stworzeniu poszczególnych aut, nie były specjalnie do tego celu przygotowane. Dopiero sam twórca dostosował je tak, by oddały jego wizję.

Wśród pozostałych eksponatów znajdziemy makiety westernowe, czy rodem z produkcji „CK Dezerterzy”, „Piratów z Karaibów” lub „Harry’ego Pottera”, wioskę japońską, kolej, Stadion Narodowy, londyńskie kamienice, straż pożarną, cyrk i wiele innych.

Wybór eksponatów będzie ogromny, ale czasu na zwiedzanie też niemało. Bilet za wstęp na wystawę będzie kosztował około 20 złotych.

Najnowsze

Ewa Pertyńska

Autopilot staje się rzeczywistością

Oprócz obecnych systemów wsparcia kierowcy powstają nowe, których celem jest autonomiczna jazda samochodem, bez udziału kierowcy. Rinspeed - marka produkująca dotychczas najbardziej wizjonerskie pojazdy - zapowiada premierę nowego programu "Budii" na przyszłorocznym salonie samochodowym w Genewie.

Frank M. Rinderknecht, motoryzacyjny wizjoner stwierdza: „Przy obecnym tempie rozwoju technologicznego musimy na nowo zdefiniować relacje na linii kierowca-samochód. Do tej pory skupialiśmy się głównie na dwóch cechach: wolności i indywidualności. Czy tego chcemy, czy nie, są to bardzo ważne czynniki – wystarczy przyjrzeć się statystykom dotyczącym wypadków”.

System autonomicznej jazdy niewątpliwie podwyższy komfort jazdy samochodów uzytkowanych na codzień. Zakłada się, że będziemy obserwować obniżenie liczby wypadków drogowych na całym świecie. Mimo że mechanizmy czy technologie są bardziej niezawodne niż ludzie, to ich zastosowanie nie wyklucza w pełni niebezpieczeństw, które mogą się zadziać w ruchu drogowym. „To jest coś, co trzeba zaakceptować” – mówi szef Rinspeed. „Bardzo ważnym jest, by nie biec ślepo przed siebie pod hasłem ciągłego rozwoju. Raczej staramy się kierować zdrowym rozsądkiem oraz wiarą w możliwości dawane nam przez sprzęt i oprogramowanie”. Dlatego też prace w tej dziedzinie trwają niezmiennie, systemy są udoskonalane z dnia na dzień. Sam program ma mieć ponoć możliwość „nauki” pewnych zachowań podczas codziennej współpracy z kierowcą.

Na salonie samochodowym w Genewie będzie możliwość zaobserwowania działania takiego spersonalizowanego i zdolnego do nauki programu „Budii”. Nazwa nawiązuje do angielskiego „buddy”, czyli kumpel, kolega. Sam producent zapewnia, że taką właśnie rolę przyjmie system. Będzie dodatkową parą oczu kierowcy, absorbującym zachowania i odwzorowującym jego przyzwyczajenia na drodze kumplem, który w razie potrzeby przejmie stery.

W trasie, gdy podróż staje się monotonna i czasochłonna, otrzymamy możliwość oddania kierownicy systemowi, który za pomocą układu state-of-the-arm będzie kontrolował tor jazdy.

Rinderknecht jest przekonany, że wprowadzenie nowych technologii zajmie jeszcze kilka lat i nastąpi etapami. Tym samym ludzie mają jeszcze odpowiednio dużo czasu, by przywyknąć do tego typu wynalazków i tego, co się z nimi wiąże.

Najnowsze

Test Peugeot 3008 2.0 HDI – pomiędzy niebem a ziemią

Jest przeszklony niczym szybowiec. Kokpit? Jak z myśliwca wyjęty. W schowkach pomieści więcej niż lotniskowy hangar, a przecież Peugeot 3008 to tylko nieduży wycieczkowiec - na swój pokład zabierze pięć dorosłych osób. Czy zatem stylem jazdy porwie nas w przestworza?

Dołączył do stada Peugeota w 2009 roku. W 2014 przeszedł operację plastyczną, która objęła głównie „twarz” samochodu; auto otrzymało nową osłonę chłodnicy i reflektory. Bazuje na płycie podłogowej modelu 308 i na tym kończą się wszelkie podobieństwa. Jego wygląd zewnętrzny może sugerować, że od asfaltu ulic woli podmiejskie bezdroża. „Hej przygodo” – woła zwiększony prześwit oraz masywne i zwarte nadwozie. Chwileczkę, a może to tylko taki kamuflaż?

Wnętrze – zgoda na start
Po zajęciu miejsca za kierownicą można odnieść przyjemne wrażenie, że wnętrze bierze nas w ramiona. To nie tylko zasługa wysoko poprowadzonej linii szyb bocznych, ale przede wszystkim tunelu środkowego, który sięga niemalże po pachy. Sama kierownica urosła jednak zbyt mocno. Wypada nieco blado w porównaniu ze swoją zgrabniejszą siostrą, którą francuski producent oferuje w modelach 208 i 308. Szkoda, że model 3008 nie dostąpił tego zaszczytu. Minus również za zbyt małe otwory na kubki z kawą, nie wspominając o butelkach (chyba, że pożyczonych od lalki Barbie). Tubka z pastą do zębów to szczyt ich możliwości. Na szczęście w znacznym stopniu przeważają tu zdecydowanie udane akcenty. Pierwszym z nich są fotele – dobrze wyprofilowane i naprawdę bardzo wygodne. Podczas długich godzin spędzonych w samochodzie to właśnie one podlegają najsurowszej ocenie. Bardzo oryginalne są również przełączniki zamieszczone na środkowej konsoli, rodem niemalże z samolotu. Wysuwana płytka wyświetlacza Head Up Display tuż przed samą szybą to już namiastka myśliwca F16. Komunikuje on kierowcy prędkość czy ustawienia tempomatu. Być jak Tom Cruise w filmie „Top Gun” – teraz to możliwe. Dobra wiadomość dla przeciwników takich akcentów: wyświetlacz można ukryć.

Bagażnik pomieści 512 litrów zaś schowki blisko 50 litrów. Zatem pakujmy się i lećmy… w drogę.

Jeszcze jazda czy już lot?
Testowany egzemplarz został wyposażony w wysokoprężny silnik o mocy 150 KM i maksymalnym momencie 340 Nm. Peugeot 3008 nie jest zawodnikiem kategorii ciężkiej (masa 1594 kilogramów), dzięki czemu takie stado koni jest wynikiem w pełni satysfakcjonującym. Wprawdzie specyficzny odgłos pracy diesla nadal ciężko producentom w zupełności wyciszyć, ale testowanej jednostce HDi została wpojona wysoka kultura pracy. Moc i moment obrotowy są przekazywane na przednią oś za pomocą 6-stopniowej, manualnej skrzyni biegów. O ile ciężko jej cokolwiek zarzucić, o tyle przedni napęd jest bardzo dosadnym przekazem: nie, to nie jest samochód stworzony do jazdy po bezdrożach. Kto zbyt mocno uwierzy we właściwości terenowe tego samochodu, może mieć spore kłopoty z powrotem na asfalt. Oczywiście producent ma w swojej ofercie egzemplarz z napędem na wszystkie koła – mowa tu o modelu HYbrid4, który przekazuje moc na tylną oś za pomocą silnika elektrycznego (tak, to klasyczna hybryda). Jeżeli jednak nie zmusimy tego lwa do opuszczania drogi utwardzonej, będziemy się cieszyć stabilną i w miarę ekonomiczną jazdą (8,5 litra na setkę w cyklu miejskim). Zawieszenie może być sporym zaskoczeniem dla fanów francuskiego postępu – producent przez lata oswajał nas z komfortowo zestrojonym podwoziem, tymczasem 3008 jest pewnego rodzaju „sztywniakiem”. Na szczęście, na warszawskich drogach nie grozi nam odbicie nerek, ale może to być sporym zaskoczeniem dla fanów dotychczasowych zawieszeń francuzów. Jednocześnie nadwozie zostało na tyle wysoko zawieszone, że na zakrętach kierowca odczuwa jego subtelne odchyły. Jednym słowem 3008 lubi się czasem pobujać.

Werdykt
Peugeot 3008 to przede wszystkim zgrabny crossover o nietuzinkowej „urodzie”, którego kabina pasażerska porywa nas w objęcia. Biorąc pod uwagę elastyczny silnik warto sobie zadać pytanie – czy podczas codziennej jazdy można chcieć czegoś więcej? Ceny 3008 startują od 69 900 złotych (silnik 1,6 VTi o mocy 120 KM). Za egzemplarz wyposażony w testowany silnik diesla o mocy 150 KM trzeba już zapłacić minimum 92 700 złotych (w drugim z trzech poziomów wyposażenia – Active). To już duża kwota, ale w zamian otrzymamy dobrze wyposażone auto z ekonomicznym silnikiem, które zbyt szybko nam się nie znudzi.

Na TAK:
– ładny wygląd
– "otulająca" kabina pasażerska
– ekonomiczny silnik

Na NIE:
– słabo współpracujący z kierowcą układ kierowniczy
– małe otwory na kubki
– zbyt duża kierownica

Peugeot 3008 2.0 HDI dane techniczne:
Silnik – turbodoładowany diesel HDi, R4, 16V
Pojemność – 1997 cm3
Moc – 150 KM przy 3750 obr/min
Moment obrotowy – 340 Nm przy 2000 obr/min
Skrzynia biegów – 6 biegowa, manualna
Napęd – na przednią oś
Pojemność bagażnika – 512 litrów
Maksymalna prędkość – 195 km/h
Przyspieszenie 0-100km/h – 9,7 sekundy
Długość/szerokość/wysokość – 4365/1837/1639 mm

Najnowsze