I dziennikarski Rajd Seata - jak nam poszło? Relacja

27 września 2015
1
12
Z okazji zakończenia lata odbył się I dziennikarski Rajd Seata. Naszą redakcję reprezentowała Joasia Szymków, która relacjonuje te niecodzienne zawody.

Rajd zaczął się od otrzymania przez każdą załogę road booka (książki drogowej). Jak mawiają: „kto rano wstaje…” Efekt? Szansa na towarzystwo pilota w rajdzie. Nie wszyscy uczestnicy mieli tyle szczęścia, a dla mnie było to niewątpliwą odmianą, bo zwykle podczas startu w rajdach to ja zajmuje prawy fotel. Moim „umysłowym” tego dnia była Diana Łubińska, dzięki czemu stanowiłyśmy jedyną damską załogę zawodów.

Seat zapewnił kilka wersji modelu Leon, ale żeby było sprawiedliwe, zarządzono losowanie samochodów. I tu pierwsza niespodzianka - szczęście się do nas uśmiechnęło: wylosowany przez nas samochód to Seat Leon SC Cupra 280. Samochód ma zgrabną, zwartą sylwetkę - z daleka widać jego "sportowy pazur". Charakteru dodają mu designerskie akcenty, w postaci lakierowanych na pomarańczowo obudów lusterek i 19-calowych felg aluminiowych oraz podkreślonego barwą lakieru auta obramowania chłodnicy. We wnętrzu dzieje się wiele, ale tylko po stronie kierowcy - ten rejon jest ergonomiczny, przytulny, funkcjonalny. Wokół fotela pasażera jest za to plastikowo, nijako.

Wystrój wnętrza schodzi dziś dla mnie na drugi plan - już nie mogę doczekać się aż obudzimy naszego „lwa” i zaatakujemy nim asfaltową trasę rajdu! Ruszamy i… pełne zaskoczenie. Cupra jest przyjaźnie nastawiona, przewidywalna, znakomicie trzyma się drogi. Jest twardo zawieszona. Jak mówi powiedzonko: "jak nie czuć drogowych dziur w mózgu, to nie jest sportowy samochód". A czy aby na pewno tego od Cupry oczekujemy? Czuć minimalne przesunięcia wozu na szybko pokonywanych podbiciach, zwłaszcza przy skrętach, jednak bardziej obwiniam za to stan polskich dróg, niż brak staranności w pracy konstruktorów. Świetnie, że w tym egzlemplarzu zamontowano manualną skrzynię biegów, co nie jest standardem - w większości "hot hatch’y” występuje automat. To jednak "manual" daje nam wolną rękę w zakresie dopasowania przełożeń do naszych potrzeb w danym momencie, dlatego w dalszym ciągu pozostaję jego zwolenniczką. Niestety Cupra ma pewien „mankament” - to samochód, którym nie da się jechać wolno. Dociśnięcie pedału gazu do oporu, przyspieszanie, skręcanie i hamowanie sprawia kierowcy tyle frajdy, że rozsądek przegrywa z przyjemnością z jazdy. A moc pod maską drzemie niebagatelna. Wspomniane w nazwie modelu 280 KM, w połączeniu z momentem obrotowym 350 Nm dają ogromne pole możliwości tej jednostki. Chciałoby się powiedzieć - idealny samochód na rajd. Do tego stopnia, że konstruktorzy przewidzieli nawet w komputerze osobną funkcję laptimera.



W związku z hiszpańskim temperamentem Cupry, droga do punktu zbiorczego naszych zawodów upłynęła szybko. Na miejscu czekało już kolejne losowanie - tym razem docelowe, na przejazd trasy rajdu. Sięgamy po kolejne kluczyki i… zaczynamy zastanawiać się czy nie wykorzystać naszego szczęścia tego dnia do innych rzeczy, np. udziału w grach losowych. Wygrana padła na Seata Leona ST Cuprę 280 (wersja kombi). Dwie Cupry 280 jednego dnia, jedyne dwie dostępne dla uczestników - to nie mogło się zdarzyć! A jednak...

Leon ST Cupra 280, pomimo nieco większych gabarytów i innego rozkładu masy niż we wcześniej wylosowanej Cuprze, nie odbiega osiągami od swojej poprzedniczki - pierwszą setkę według producenta osiąga już w 6 sekund, a więc tylko o 0,3 sekundy wolniej od mniejszej siostry. Jak na pojazd o przeznaczeniu bardziej rodzinnym, prowadzi się znakomicie, w zakrętach jest posłuszny i stabilny, a nieprzewidziany test awaryjnego hamowania przed nieroztropnym traktorzystą wyjeżdżającym nagle na drogę przechodzi wzorowo, tym samym udowadniając, że zastosowany układ hamulcowy jest w stanie bez problemu ujarzmić bestię. Pomimo, że zawody te były rajdem nawigacyjnym, a nie na czas, to puste i pięknie położone krajobrazowo drogi zachęciły to wypróbowania możliwości samochodu - te naprawdę dają mnóstwo satysfakcji kierowcy. Co więcej, zawieszenie w ST jest tak skonstruowane, że wybiera nierówności dużo łagodniej, co czyni jazdę po naszych drogach o wiele bardziej komfortową. Wylosowany do testów model z automatyczną skrzynią DSG, pomimo moich osobistych preferencji do manuali, spisuje się świetnie. Przekładnia wykorzystuje możliwości silnika w sposób maksymalny, a nie tylko optymalny. W sumie takie kombi to idealne auto dla aktywnej, młodej rodziny, która lubi sportowe emocje i adrenalinę. Wnętrze samochodu zachęca do rodzinnych wypadów, bo tylna kanapa jest duża i wygodna, a miejsca na nogi starczy nawet dla bardzo wysokich pasażerów. Wizualnie ST nie odbiega od swojej mniejszej siostry - projektanci zadbali o wykończenie i sportowe akcenty tak samo jak w Leonie SC Cupra 280. I tak naprawdę - choć chciałam znaleźć jakiś minus auta - to zwyczajnie nie potrafię.

Choć rajd nie był rajdem z uwagi na brak pomiaru czasu i właściwie miał tylko jeden odcinek specjalny, to mogłyśmy poczuć się jak na prawdziwych zawodach dostając do dyspozycji dwa bardzo zwinne samochody. Nie bez powodu zresztą w maju tego roku Seat Leon ST Cupra 280 ustanowił nowy rekord toru Nürburgring pośród samochodów klasy wagon z czasem 7:58:00, zostawiając w tyle nie tylko Audi RS4 Avant, ale także wiele hot hatchy. Seat wypuścił godnego rywala do aut premium i nie wykluczone, że jego parametry zachęcą niejednego sceptyka możliwości aut typu kombi do powiększenia rodziny.

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!