GP Turcji: Lewis Hamilton siedmiokrotnym mistrzem świata

16 listopada 2020
3
Lewis Hamilton zapewnił sobie siódmy mistrzowski tytuł w Formule 1, wyrównując legendarny rekord Michaela Schumachera. I jeśli przechodzić do historii, to tylko przy okazji tak szalonych weekendów wyścigowych.
Loading module...

Ach co to był za weekend! Najpierw szalone treningi, bo organizator GP Turcji dziesięć dni przed wyścigiem zmienił nawierzchnię toru i nie było kierowcy, który nie odczułby tej zmiany na gorsze i nie ślizgał się po Istanbul Park swoim bolidem.

Później nie mniej szalone, a nawet bardziej, mokre kwalifikacje, które w Q1 przerwano z powodu zbyt dużych opadów deszczu. A gdy już wznowiono rywalizację, nietypowe warunki przyniosły nietypowe wyniki, które ucieszyły wielu fanów. Najbardziej cieszył fakt, że Lewis Hamilton nie zdobył kolejnego pole position, a zakwalifikował się dopiero na szóstym miejscu! Brytyjczyk stwierdził, że kwalifikacje do Grand Prix Turcji były najmniej przyjemne ze wszystkich dotychczasowych w jego karierze:

Były to zdecydowanie jedne z mniej, o ile nie najmniej przyjemne kwalifikacje, w jakich brałem udział. Tor i jego konfiguracja są świetne, ale przyczepność jest bardzo słaba i nie da się jej wytworzyć, by móc pokonywać zakręty z taką prędkością, z jaką byśmy chcieli. Z drugiej strony, to wyzwanie, a wyzwania zawsze są dobre

Pierwsze pole startowe wywalczył Lance Stroll, który pokonał drugiego Maxa Verstappena o 0,290 sekundy. Trzeci na starcie ustawił się kolega zespołowy Strolla, Sergio Pérez.

Przeczytaj też: Kask Sebastiana Vettela z wyjątkowym przesłaniem na GP Turcji

W niedzielę na kibiców czekała kolejna dawka szalonych emocji. Pół godziny przed startem wyścigu zaczął padać deszcz. Kwadrans później ustał. I jeszcze przed startem doszło do kraks. Antonio Giovinazzi i George Russell uderzyli w barierę na dojeździe na pola startowe. W obu bolidach doszło do uszkodzeń przednich skrzydeł, ale mechanicy zdążyli je naprawić i kierowcy wystartowali do wyścigu.

Po starcie Grand Prix Turcji Lance Stroll obronił swoją pozycję. Fatalnie wystartował za to Verstappen, który nie mógł znaleźć biegu i spadł na szóste miejsce – za Péreza, Hamiltona, Vettela (który zaliczył atomowy start z 11 pozycji) i Ricciardo. W pierwszym zakręcie sympatyczny Australijczyk uciekając przed Hamiltonem i obrócił Renault swojego partnera zespołowego, Estebana Ocona. Valtteri Bottas również zaliczył piruet, a potem drugi w zakręcie 9 – po kontakcie z Oconem. Fin spadł na 19 miejsce i właściwie przez resztę wyścigu nic nie pokazał, oprócz powtarzających się od czasu do czasu piruetów.

Lewis Hamilton zblokował koło w zakręcie 9, za późno hamował przed zakrętem 12 i został wyprzedzony przez Vettela, Verstappena oraz Albona. Sebastian Vettel pierwszy raz w tym roku pojawił się w top 3.

Później zaczął się festiwal pit stopów, kiedy kierowcy zmieniali opony z pełnych deszczówek na przejściowe. Po pit stopach Stroll utrzymał prowadzenie, Pérez dalej był drugi, Verstappen trzeci , a za czwartym Vettelem jak cień podążał Lewis Hamilton. Verstappen podjął próbę wyprzedzenia różowego Racing Point, ale była to próba nieudana. Red Bull znalazł się poza torem i wykonał obrót, dodatkową spłaszczając oponę i musiał zjechać na pit stop. Przez resztę wyścigu Max rozpaczliwie próbował odrabiać straty, co jakiś czas popełniając błędy i zaliczając piruety.

Przeczytaj też: Kobieca seria wyścigowa będzie towarzyszyć F1!

Po kolejnej serii pit stopów, których nie wykonali Pérez i Hamilton, prowadzący wyścig Lance Stroll spadł na czwarte miejsce, za Verstappena. Kanadyjczyk kompletnie nie mógł odnaleźć się na komplecie pośrednich opon i po chwili spadł za Vettela, a potem za Leclerca i Albona.

Lewis Hamilton wykorzystał DRS i w zakręcie 12 ograł Sergio Péreza. Brytyjczyk nie oddał prowadzenia już do mety. Na przód stawki awansował Charles Leclerc, który wyprzedził Maxa Verstappena, który po 44 okrążeniu zaliczył kolejny pit stop i znalazł się na siódmym miejscu.

W samej końcówce wyścigu Charles Leclerc gonił zacięcie Sergio Péreza. Aż za bardzo zacięcie. Na ostatnim okrążeniu Charles Leclerc zaatakował Meksykanina, zblokował koło w zakręcie 12 i spadł za Sebastiana Vettela.

Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Turcji i zapewnił sobie siódmy tytuł mistrza świata, wyrównując rekord wszech czasów F1, należący do Michaela Schumachera. Drugi na mecie ze startą 31,6 sekundy był Sergio Pérez, a trzeci flagę w czarno-białą szachownicę minął Sebastian Vettel, dla którego było to pierwsze podium od Grand Prix Meksyku 2019.

Po wyścigu, wyraźnie wzruszony, siedmiokrotny mistrz świata powiedział:

Brakuje mi słów. Oczywiście trzeba zacząć od ogromnych podziękowań dla wszystkich ludzi, którzy są tutaj i tych w fabryce. To dzięki nim mamy szansę, żeby walczyć i ścigać się. Ta cała podróż, którą razem odbywamy, jest bardzo ważna. Chciałem też bardzo podziękować moim wszystkim fanom, Team LH, za to, że byliśmy razem przez te wszystkie lata i mojej rodzinie.

Gdy jest się młodym to ma się marzenia. Natomiast to, co dzieje się teraz, przekracza je wszystkie. Mam nadzieję, że dzieciaki na świecie widzą to. Niech nie słuchają kogoś, kto mówi, że pewnych rzeczy nie da się osiągnąć. Trzeba pracować i gonić za swoimi marzeniami. Nie wolno nigdy się poddawać. Trzeba walczyć.

Sergio Pérez przyznał natomiast, że w końcówce wyścigu martwił się o stan swoich opon:

Przekazałem swojemu zespołowi przez radio, że jeszcze jedno okrążenie i opony mogłyby eksplodować . Pod koniec wibracje były ekstremalne. Jednak dzięki temu mamy taki wynik. Zadbanie o ogumienie od początku, na przesychającym torze, to było bardzo ważne. Zespół wykonał wspaniałą pracę ze strategią. Odczytali wyścig fenomenalnie. Oczywiście pod koniec opony poddały się, ale i tak udało się uzyskać świetny rezultat.

Meksykanin, który wciąż nie ma kontraktu na przyszły sezon, w Grand Prix Turcji pokazał się z bardzo dobrej strony:

Trzeba w każdy weekend spisywać się jak najlepiej. Jesteś tak dobry, jak twój ostatni wyścig. Reszta już nie jest w moich rękach.

Sebastian Vettel, który po niemal trzynastu miesiącach wrócił na podium, przyznał, że mógł nawet walczyć o zwycięstwo:

Intensywnie, całkiem długo, ale zabawa była dobra. Miałem dobre pierwsze okrążenie i wydaje mi się, że znalazłem się na P4. Byłem całkiem zadowolony z pełnych deszczówek. Potem zmieniliśmy na przejściowe i początkowo było trudno. Bliżej końca ponownie odzyskaliśmy tempo.

Ostatnie okrążenie było niezwykle intensywne. Trochę niespodziewanie zdobyłem podium, ale z pewnością jestem bardzo szczęśliwy. Myślę, że był to naprawdę przyjemny wyścig w bardzo trudnych warunkach.

Na dwadzieścia okrążeń przed końcem zacząłem myśleć o slickach Tor stale przesychał, a opony cierpiały, więc koniec końców kończyliśmy prawie jak na slickach. Wydaje mi się, że po prostu nikt nie odważył się zaryzykować. Była też zapowiedź deszczu, który nie nadszedł. Chciałbym móc je założyć, ponieważ myślę, że dałyby szansę na zwycięstwo. Jestem jednak równie zadowolony z trzeciego miejsca.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!