GP Singapuru – treningi i kwalifikacje

Mrok, roświetlony sztucznym oświetleniem. Czerwona flaga i pożar bolidu Lotus - to wszystko podczas dwóch treningów. A potem? Tradycyjnie już: Sebastian Vettel z Red Bull Racing, po raz kolejny w tym sezonie zdobył pierwsze pole startowe.

Malowanie krawężników na torze w Marina Bay.
fot. Pirelli

Singapur to jak na razie jedyne miasto w kalendarzu F1, które może poszczycić się wyścigiem rozgrywanym o zmroku, przy sztucznym oświetleniu. Po raz pierwszy Formuła 1 zawitała tutaj w 2008 roku. Jest to jeden z najciekawszych oraz jedno z najniebezpieczniejszych GP, ponieważ występujące tu deszcze równikowe w połączeniu ze sztucznym oświetleniem i śliskim torem mogą być tragicznym w skutkach połączeniem. Każdego roku miejsce to wpisuje się do historii w pozytywnym jak i negatywnym sensie. Walczący o mistrzostwo świata Felipe Massa, będąc liderem rywalizacji, nie wygrał wyścigu. Podczas postoju w boksie, mechanik obsługujący elektroniczną sygnalizację za szybko zapalił zielone światło i Brazylijczyk ruszył,  wyrywając wąż do tankowania… Mówi się, że ta sytuacja oraz strata wielu cennych punktów była powodem utraty mistrzostwa świata.

Następnie Singapur to także miejsce afery z udziałem teamu Renault oraz Fernando Alonso. Hiszpan wygrał wyścig, lecz jak się później okazało – wszystko zostało ukartowane. Nelson Piquet Jr – ówczesny kolega Alonso z zespołu – za namową szefa Renault oraz jego współpracownika, rozbił swój bolid o ścianę wymuszając wyjazd samochodu bezpieczeństwa. Dzięki temu Alonso wygrał. Hiszpan do dziś twierdzi, że o niczym nie wiedział, a swój zespół pogrążył Nelson, który urażony usunięciem go z zespołu, wylał swoje żale miejscowej gazecie, ujawniając całe zajście.

Marina Bay była także świadkiem popisowej jazdy Roberta Kubicy w 2010 roku. Polak bez najmniejszego problemu, w krótkim czasie, wyprzedził kilku rywali, zdobywając uznanie wielu kierowców oraz kibiców na całym świecie. Niestety, w tym roku Polak będzie oglądał GP Singapuru w domu. 

Pierwszy trening 
Pierwsza sesja treningowa przed GP rozpoczęła się z 30 minutowym opóźnieniem. Sprawcą przesunięcia czasowego były plastikowe krawężniki, które zostały uszkodzone przez poprzednie serie wyścigowe. Główne naprawy trwały na zakrętach 3 oraz 14. Po poinformowaniu zespołów o skróceniu sesji do godziny i zapaleniu się zielonego światła, na torze pojawiło się wielu kierowców. Pierwszym pechowcem był Timo Glock, który został poinformowany, że zamontowane w jego bolidzie nowe hamulce nie sprawują się zbyt dobrze. Niemiec zjechał do boksu, a zespół postanowił wymienić cały układ hamulcowy. Przez to Niemiec stracił sporo cennego czasu.

Magia GP Singapuru.
fot. Pirelli

Newralgicznym miejscem na torze była potrójna sekwencja szykan w zakręcie nr 10; to w tym miejscu, w 2008 roku, rozbił swój bolid Kimi Raikkonen, który zbyt ostro wówczas zaatakował to specyficzne miejsce na torze.

Do kolizji doszło na ostatnim zakręcie – brali w niej udział Timo Glock oraz Mark Webber. Niemiec wyjeżdżając zbyt szeroko na prostą startową dał mylny sygnał Australijczykowi do wyprzedzania, co w efekcie skończyło się przebiciem opony u Glocka i uszkodzeniem przedniego skrzydła u Webbera. Winą za tę kolizję obarczono Niemca, który zamiast spoglądać na niebieskie flagi (które sygnalizują, aby przepuścić szybszego kierowcę) oraz w lusterka, zbyt mocno koncentrował się na idealnym wyjściu z ostatniego zakrętu. Kolizja z Markiem była końcem sesji dla Timo, ponieważ zespół nie miał ochoty marnować kolejnego kompletu opon na zaledwie 20 minut treningu.

Chwilę po tym incydencie nad torem zawisła czerwona flaga. Hekki Kovalainen zatrzymał swój bolid w zakręcie 18, ze względu na pożar układu hamulcowego. Fin znów wkroczył do akcji jako strażak – Heikki już raz gasił swój bolid na prostej startowej; widocznie taka tradycja GP Singapuru…

Czerwona flaga wywieszona została również pod koniec sesji treningowej, ze względu na uszkodzony krawężnik w zakręcie nr 7. Po usunięciu powtarzającego się w tym dniu problemu, kierowcom zostały jedynie 3 minuty na wykonanie jednego pomiarowego kółka. Dobitnym podsumowaniem sesji był korek w alei serwisowej, co podczas normalnego treningu nie mogłoby mieć miejsca. Pierwsza sesja padła łupem Hamiltona, za którym uplasował się Vettel i Webber. 

Drugi Trening
Druga sesja treningowa rozpoczęła się o 30 minut później niż planowano, ale na szczęście nie została skrócona tak, jak pierwsza. Wbrew prognozom pogody trening do samego końca przebiegał w suchych warunkach.

Popisy Kobayashiego na szykanie w zakręcie nr 10.
fot. Pirelli

Największy popis umiejętności dał Vettel, który z niezwykłą regularnością podnosił poprzeczkę swoim rywalom. Częstym obrazkiem były uślizgi oraz wyjazdy poza tor. Sporo pecha miał Jenson Button, który musiał przedwcześnie zakończyć swój trening. Brytyjczyk przestrzelił 14 zakręt, a awaria wstecznego biegu spowodowała, że Anglik nie miał jak powrócić na asfalt, przez co zmuszony został do wycofania się z sesji. Mniej szczęścia miał Sebastian Buemi. Szkot z impetem uderzył w ścianę zakrętu nr 21 i uszkodził całe przednie, prawe oraz tylne zawieszenie, w skutek czego wywieszono żółtą flagę. Kiedy porządkowi uwinęli się ze szczątkami bolidu Toro Rosso, do akcji wkroczyli kierowcy Ferrari, który założyli super miękką mieszankę (z czerwonym paskiem). Niebawem Fernando Alonso o ponad dwie sekundy pobił czas Vettela na miękkiej mieszance (żółty pasek). Jednak nie cieszył się z prowadzenia zbyt długo. Niemiec w mistrzowskim stylu przebił czas Hiszpana i do końca nie oddał swojego tronu. Końcówka sesji przebiegała głównie pod znakiem dłuższych wyjazdów oraz symulacji wyścigu.

Na koniec też warto odnieść się do krawężników – w niektórych miejscach zostały całkowicie zdjęte, a w ich miejsce została nałożona farba, która miała imitować takowy krawężnik.
Oto jak piatkowe treningi skomentował Felipe Massa:
– Wydaje mi się, że w niektórych zakrętach było dobrze, nie tak źle było na wyjściu z zakrętu nr 3. Na zakręcie nr 14 też było nieźle bez krawężnika, ponieważ dało się tam pojechać szybciej, a w sobotę będzie jeszcze szybciej, gdyż wczoraj tor był bardzo śliski Czy on tam będzie czy też nie, stanowi to niewielką różnicę. Myślę, że zamierzają go tam położyć od nowa, a zabiorą je z kilku innych miejsc, takich jak wejście w zakręt nr 13. Nie musimy mieć tam żadnego ograniczenia. Wszyscy kierowcy byli zgodni co do tego, że jest tam krawężnik, ale w ogóle niewykorzystywany. To bardzo wolny zakręt, więc nie ma problemu. Zobaczymy, jak będzie dziś. Myślę, że krawężnik zostanie usunięty z zakrętu nr 5 – dodał na koniec.

Trening trzeci 
Trzecia sesja to sukces Marka Webbera z zespołu RBR, który wyprzedził drugiego Buttona oraz Vettela – ten ostatni w końcówce sesji miał zapewne sporo nerwów…

Vettel wygrywa drugą sesję treningową.
fot. Pirelli

Po zgaśnięciu czerwonego światła, na tor wyjechali wszyscy kierowcy, którzy już tradycyjnie – po wykonaniu okrążenia instalacyjnego – wrócili do garaży na chwilę odpoczynku. Drugi dzień treningów przyniósł wiele informacji z alei serwisowej. Okazało się, że zespół McLarena skorzystał z nowego tylnego skrzydła, Ferrari wprowadziło drobne poprawki przedniego skrzydła, a Renault było zmuszone – po piątkowych treningach – powrócić do starego pakietu aerodynamicznego, ze względu na przegrzewający się wydech. Przez pierwszą połowę sesji treningowej kibice mogli obserwować kierowców ze środka oraz końca stawki. Czołówka zdecydowała się na wyjazd dopiero na 20 minut przed końcem treningu, zaczynając „z wysokiego C” symulację kwalifikacji.

Problemy nie ominęły Fernando Alonso, który nie mógł sobie poradzić z nadsterownością bolidu; podobne perturbacje miał jego partner z zespołu. Przez to Alonso „całując” bandę, o mało nie zakończył przedwcześnie trzeciej sesji. W końcówce treningu także Sebastian Vettel nie mógł wykonać czystego kółka kwalifikacyjnego. Niemiec nie tylko stracił nerwy, ale także znacznie zniszczył nowy komplet supermiękkich opon co spowodowało, że został ostatecznie na swoim trzecim miejscu. 

Kwalifikacje
Sebastian Vettel z Teamu Red Bull Racing po raz kolejny w tym sezonie zdobył pierwsze pole startowe. Niemiec bezapelacyjnie pokonał swojego kolegę z zespołu oraz trzeciego Buttona. 

Q1
Ta część kwalifikacji rozpoczęła się nieco ospale. Kierowcy nie spieszyli się zbytnio do jazdy i czekali na swoich rywali. Początkowo czasy uzyskiwane przez kierowców plasowały się na poziomie 1:49. Popis dał Vettel, który z czasem 1:46, 397 wygrał pierwszą część czasówki. W strefie, która nie kwalifikuje się do Q2, znalazła się już tradycyjnie dwójka Virgin, HRT, Lotusa oraz, co jest sporym zaskoczeniem na minus- Vitaly Petrov. Wszyscy kierowcy zmieścili się w regule 107%. W wyścigu z ostatniego miejsca wystartuje Liuzzi, który musi odbyć karę za spowodowanie kraksy w GP Włoch. 

Pierwsza trójka kwalifikacji.
fot. Pirelli

Q2
Ruch na torze zaczął się około dwóch minut po zapaleniu się zielonego światła, a kierowcy od razu zdecydowali się na wyjazd na miękkiej mieszance opon. Chwilę potem pojawiła się czerwona flaga, której sprawcą był Kamui Kobayashi. Japończyk, tak jak to miało miejsce w piątek, zbyt agresywnie zaatakował tarki na zakręcie nr 10. Bolid Saubera poszybował w górę, a Japończyk zakończył kwalifikacje na bandzie.

Chwilę przed tym zdarzeniem, swoje pomiarowe kółko zaliczył Vettel, który z czasem 1:44, 931 wyprzedził Buttona i Alonso. Po uprzątnięciu Saubera, na tor wyjechali Massa, Schumacher oraz Rosberg, a Vettel, Button, Alonso oraz Webber do końca pozostali w boksie.

Najefektowniej i najagresywniej o czołową dziesiątkę walczył Jaime Alguersuari, jednak jego heroiczna walka skończyła się dopiero szesnastym miejscem. Do finałowej części nie zakwalifikowali się: Perez, dwójka Williamsa, Kobayashi oraz dwójka Toro Rosso. 

Q3
Finałowa część kwalifikacji rozpoczęła się z małym opóźnieniem, aby dać porządkowym czas na sprawdzenie stanu wszystkich krawężników na torze, przez co pod sygnalizacją zrobił się mały tłok. Ten „zator” tworzyła dwójka McLarena oraz Ferrari. Walka pomiędzy Massą a Hamiltonem, o mało nie skończyła się kolizją obu panów. Nie od dziś wiadomo, że Hamilton jest w gorącej wodzie kąpany, a spokój Massy tym bardziej musiał wyprowadzić Anglika z równowagi.

Walka o pierwsze pole startowe zakończyła się na 5 minut przed końcem kwalifikacji. Czas, który uzyskał Vettel spowodował, że rywalizacja toczyła się o miejsca za Niemcem. Jako drugi do wyścigu wystartuje Webber, za nim Button w parze z Hamiltonem, który miał drobne kłopoty z tankowaniem. Dalej Alonso z Massą, Rosberg z Schumacherem, oraz dwójka Force India. Schumacher, Sutil, di Resta oraz Massa, odpuszczając w pewnym momencie kwalifikacje, mają bardziej zadbane opony od kierowców ich poprzedzających. 

Kraksa Buemiego.

Kolizja Glock – Webber.

Kraksa Kobayashiego.

Walka fotografów podczas 1 treningu.

 

Najnowsze

Porsche w F1? Vettel w Ferrari?

Szef Ferrari, Luca di Montezemolo przyznał, że byłby bardzo szczęśliwy widząc Porsche w F1. Odniósł się także do Sebastiana Vettela oraz jego przyszłości.

Porsche w F1?
fot. Porsche

Jak opublikowała włoska gazeta La Gazzetta dello Sport, prezydent Ferrari wypowiadał się na temat niemieckiego producenta aut sportowych podczas zeszło tygodniowej wystawy Frankfurt Motor Show: 
– Niezwykle szanuje Porsche, co oznacza, że traktuję ich jako głównego oponenta naszych aut drogowych. Każda rywalizacja jest mile witana, gdy jesteś pewien że wygrasz. 

Niestety dla Montezemolo, Porsche nie planuje dołączyć do stawki F1 w przyszłości. Dodatkowo potwierdził to prezes Porsche, który podczas wystawy we Frankfurcie powiedział, że Formuła 1 wciąż nie jest dla Porsche interesująca.
– Jest po prostu zbyt droga i nie oferuje zbyt dużej wymiany (technologicznej) dla widzów. 

Vettel w Ferrari?
W międzyczasie Montezemolo z nieskrywanym zadowoleniem przyjął wypowiedź najmłodszego Mistrza Świata F1, który przyznał, że pewnego dnia chciałby wygrać GP Włoch ubrany w „czerwony kombinezon”.
– Rozumiem Vettela – powiedział Montezemolo. – Jest inteligentną osobą posiadającą dobry smak i wie, że Ferrari go w pełni spełnia, przy pełnym szacunku dla innych zespołów. 

Montezemolo wypowiedział się także na temat nominacji byłego projektanta silników Ferrari, Gillesa Simona, jako ewentualnego szefa działu silnikowego FIA. Włoch jest zaniepokojony faktem, że Simon podjął swoje nowe stanowisko mimo bliskiej współpracy z aktualnymi producentami silników F1 w przeszłości.
– To nie w porządku, że inżynier ma okazję przekazać tajne informacje.

Dodał jednak, że jego wypowiedź nie jest komentarzem na temat pana Simona.

Najnowsze

Ekscentryczne wypowiedzi Danici Patrick – powrót do NASCAR

Amerykańska zawodniczka, Danica Patrick, ma problem z odnalezieniem się w egzotycznych krajach i wraca w rodzime progi toru NASCAR. Czy w rajdach samochodowych sprawdza się powiedzenie "złej baletnicy i rąbek u spódnicy przeszkadza"?

Danica Patrick
fot. materiały prasowe zawodniczki

Ekscentryczne zachowanie Patrick nie spodobało się mieszkańcom krajów, gdzie odbywają się rajdy, w których zawodniczka uczestniczy. Jest to z resztą zrozumiałe, bo przedstawiane przez Danicę problemy wyglądają na tworzone nieco na wyrost. 

Japonia na początku tego roku była miejscem niesamowitej tragedii, gdy po gigantycznym trzęsieniu ziemi i tsunami zginęło tysiące osób, a elektrownia Fukushima stworzyła realne zagrożenie powtórki z katastrofy Czarnobyla. Mimo wszystko, mieszkańcy szybko podnieśli się z gruzów, a perspektywa napromieniowania stała się przestarzała jak zeszłoroczny śnieg. Nie dla pani Patrick, która odmówiła jedzenia jakichkolwiek japońskich przysmaków poprzez obawę o narażenie się na uszczerbek na zdrowiu. Jej wyjaśnienie jest dość specyficzne:
– Bądźmy szczerzy, martwi mnie jedzenie. Ktoś powiedział bym nie jadła wołowiny, co zapewne znaczy że nie powinnam też jeść warzyw i owoców. 

Prócz „radioaktywnych” Japończyków, Danici nie przypadli do gustu także Brazylijczycy, którym uczestniczka wyścigów w Richmond zarzuca bezmyślność. Jej komentarz na temat ich stylu jazdy  wywołał salwę docinek i wypowiedzi sugerujących, że zawodniczka zwyczajnie nie jest w stanie jeździć tak dobrze jak oni. 

Pomimo specyficznych przygód pani Patrick, w Japonii nie wyrosło jej trzecie oko na czole, a Brazylijczycy nie zakończyli wyścigu widowiskową kraksą. Nie odniosła ona także żadnych znaczących sukcesów w rajdach, wraca więc, zapewne z ulgą, do rodzimego NASCAR, gdzie jedyne co może jej zagrozić ze strony tubylców to niedosmażony hamburger. Choć z drugiej strony, może to będzie kolejnym powodem do skarg zawodniczki?

Najnowsze

Ferrari dla malucha

Producenci zabawek prześcigają się w tworzeniu coraz to ciekawszych i bardziej kreatywnych sposobów do zainteresowania naszych podopiecznych. Teraz można sprawić swojemu dziecku prawdziwe Ferrari - na pedały lub na prąd. Jest w czym wybierać.

Gokart na pedały za 400 euro.
fot. Ferrari
Elektryczny quad to wydatek 370 euro.
fot. Ferrari

Dla fanów F1 producent przygotował gokarty łudząco przypominające te z torów wyścigowych. Ci, którym bardziej do gustu przypadają klasyczne Ferrari mogą zakupić chociażby słynną już 458 Italia lub trochę starsze acz równie piękne Ferrari 430. Do wyboru mamy także dziecięcy quad czy nawet trójkołowy rowerek Ferrari dla najmłodszych adeptów motoryzacyjnej przygody. 

Polecamy lekturę naszej sekcji MOTOBRZDĄCKLIKNIJ TUTAJ.

Ceny zaczynają się od 150 euro za rowerek, do ponad 2500 euro za najbardziej luksusowy model gokarta z siedmiostopniową skrzynią biegów, hamulcami tarczowymi i szerokimi oponami. Mając na uwadze wartość prawdziwych Ferrari, cena za taką namiastkę włoskiej pasji dla naszych podopiecznych wydaje się niewygórowana. 

Szkoda tylko, że Ferrari nie buduje pełnowymiarowych aut-zabawek, które odpowiadałyby także dorosłym.

Pełna oferta zabawek motoryzacyjnych Ferrari tutaj.

Najnowsze

Luksusowa wanna dla fanki bolidów

Chcesz się wciąż czuć, jakbyś siedziała w sportowym aucie? Zafunduj sobie luksusową wannę firmy Corcel, wykonaną z kevlaru. Czy ta nowatorska tendencja będzie przełomem w stosowaniu tego typu materiałów także w wyposażeniu wnętrz?

 

Kąpiel w takim „bolidzie” to musi być przyjemność…
fot. Corcel

Błyszcząca struktura włókien użytych do produkcji tego luksusowego sprzętu do tej pory kojarzyła nam się zwykle z superszybkimi samochodami typu Pagani Zonda czy Lamborghini Murcielago. Teraz jednak możemy sobie pozwolić na chwilę motoryzacyjnego szaleństwa we własnym, domowym zaciszu. Firma Corcel przygotowała limitowaną edycję luksusowego wyposażenia łazienki, lekką i wyjątkowo wytrzymałą wannę w niespotykanym, sportowym stylu.

 

O torebkach Lamborghini z kevlarem przeczytasz tutaj.

Lekko skośna struktura i czarny kolor z pewnością nawiązuje do aerodynamicznych sylwetek super aut. Proces tworzenia jest żmudny – jedna wanna powstaje aż 7 miesięcy. Wanna de facto powstaje z wyjątkowo cienkich włókien. Po ułożeniu i utwardzeniu plastycznego materiału pokrywana jest specjalnym lakierem, odpornym na działanie skrajnych temperatur i chemikaliów.

Wymiary tego stylowego cuda to 2,43 metra długości i 1,23 metra szerokości, zaś pojemność to aż 330 litrów. Niestety Corcel wyprodukował tylko 51 sztuk takich wanien, a do czasu oficjalnej premiery ich cena objęta jest tajemnicą.

 

fot. Corcel

Najnowsze