GP Sakhiru: Sergio Pérez sensacyjnym zwycięzcą, Mercedes zrujnował wyścig swoim kierowcom

07 grudnia 2020
3
Zapowiadające się na tradycyjny dublet Mercedesa, Grand Prix Sakhiru na „owalnym” torze w Bahrajnie skończyło się, przez błąd zespołu, kompletną kompromitacją i porażką Srebrnych Strzał.

Grand Prix Sakhiru dostarczyło kibicom Formuły 1 mnóstwo emocji. I tych pozytywnych, i tych negatywnych, ale koniec końców można się chyba zgodzić ze słowami Daniela Ricciardo, że „Formuła 1 wygrała”.

Wyścig zaczął się od „fajerwerków”. Tuż po starcie, zastępujący Lewisa Hamiltona i dopiero poznający się z maszyną Mercedesa, George Russell wyprzedził bardziej doświadczonego, etatowego kierowcę Srebrnych Strzał, Valtteriego Bottasa i natychmiast mu odjechał.

Przeczytaj też: George Russell zastąpi zarażonego koronawirusem Hamiltona. Czy musi coś udowodnić Mercedesowi?

Fin nie mógł gonić nowego zespołowego kolegi, bo już do skóry dobierali mu się Max Verstappen, Sergio Pérez i Charles Leclerc. Ten ostatni w zakręcie numer cztery znacznie opóźnił hamowanie do czwartego zakrętu, źle ocenił sytuację i uderzył w samochód Racing Point, który spadł na koniec stawki. Leclerc zakończył wyścig na poboczu. Niewinną ofiarą tego incydentu został Max Verstappen, który próbując omijać zamieszanie, wjechał w bandę. Na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

Sędziowie uznali Leclerca winnym całego zamieszania i ukarali go. Kierowca Ferrari w Grand Prix Abu Zabi ostanie cofnięty na starcie finałowej rundy sezonu o trzy pola względem pozycji wywalczonej w kwalifikacjach. Max Verstappen także skrytykował manewr Monakijczyka:

Początek nie był zły, ale Valtteri, zszedł do wewnątrz, co nie jest niczym nadzwyczajnym, więc odpuściłem. Od tego momentu chodziło już tylko o przetrwanie. Nie wiem dlaczego inni byli tak agresywni i lekkomyślni. Wszyscy jesteśmy w czołówce, a koniec końców ucierpiały trzy samochody, w tym dwa poważnie.

Naprawdę nie wiem dlaczego Charles tak nurkuje w zakręcie numer 4, dlaczego zszedł tak do środka. Czego oczekiwał? Checo nie mógł zobaczyć co się dzieje, a on po prostu zablokował koła i wpadł w niego.

Kiedy Checo się obracał, próbowałem objechać ich po zewnętrznej, nie uszkadzając samochodu, ale niewiele można zrobić.

Gdy wznowiono rywalizację, Russell bez trudu utrzymał się przed Bottasem. Zapowiadało się na kolejny dublet Mercedesa i niemałą sensację – czyżby młodzik miał pokonać starego wyjadacza kompletnie go kompromitując? Czyżby George Russell miał wreszcie zdobyć swoje pierwsze punkty w F1 i to jeszcze od razu wygrywając wyścig?

Tak by było, gdyby Mercedes kompletnie nie pokpił sprawy. Zespół popełnił błąd, kompletnie niegodny siedmiokrotnych mistrzów świata i zrujnował wyścig swoim kierowcom.

Podczas wirtualnej neutralizacji z powodu leżącego na torze przedniego skrzydła bolidu Williamsa, Mercedes postanowił ściągnąć obu swoich kierowców na pit stop. Kierowców, których dzieliły tylko 2 sekundy.

Wymiana opon u George'a Russella trwała 5,3 sekundy. Nie dość, że wystąpił problem z lewym przednim kołem, to jeszcze Brytyjczyk otrzymał przednie opony, przeznaczone dla samochodu Valtteriego Bottasa.

Po zmianie opon Bottasa okazało się, że przednie koła są z kompletu Russella. Wrócono więc do tych samych twardych opon, na których przyjechał. W między czasie zaczęły się jeszcze palić hamulce. Pit stop trwał 27,4 sekundy i Bottas spadł na piątą pozycje.

Na następnym okrążeniu ściągnięto Russella, by założyć mu odpowiedni zestaw opon. 2,8-sekundowy postój relegował Brytyjczyka na piąte miejsce. Stawkę prowadził Pérez przed Oconem, Strollem i Bottasem.

Za tę kompromitującą pomyłkę, sędziowie ukarali Mercedesa grzywną 20 tysięcy euro. Uznano, że zespół Srebrnych Strzał naruszył art. 24.2 a i 24.3 e regulaminu sportowego F1.

Przeczytaj też: Kask Sebastiana Vettela wystawiony na aukcję charytatywną!

Gdy wznowiono rywalizację Russell w pięknym stylu wyprzedził Bottasa, a potem, w pogoni za zwycięstwem, zabrał się za innych kierowców. Gdy George miał przed sobą już tylko liderującego Péreza, okazało się, że z lewej tylnej opony uchodzi powietrze i musi zjechać na kolejny pit stop, po którym na tor wyjechał jako 15. Wykorzystując przewagę świeżej mieszanki, Russellowi udało się wyprzedzić kilku kierowców i linię mety minął jako dziewiąty, tuż za Bottasem, który na zużytej mieszance nie potrafił utrzymać za sobą innych zawodników.

Swoimi odczuciami po wyścigu, Russell podzielił się z dziennikarzami z Ziggo Sport:

Nie umiem tego opisać. Miewałem już wyścigi, kiedy zwycięstwo uciekało sprzed nosa, ale tym razem to zdarzyło się dwukrotnie, w jednym grand prix… Ciężko w to uwierzyć.

Kontrolowałem wyścig, szczególnie na początku. Potem pojawił się samochód bezpieczeństwa i cała ta sytuacja była denerwująca. Wykonałem kilka niezłych manewrów wyprzedzania. Kierowało mną podekscytowanie i byłem gotowy do walki z Sergio o zwycięstwo. Tak, ta walka byłaby zacięta, ale jestem pewien, że mógłbym wygrać. Pojawił się jednak kolejny problem…

Gdyby powiedziano mi na początku tego weekendu, że zdobędę kilka punktów, przyznałbym, że fajnie, że czeka nas fantastyczny weekend. Natomiast gdybym usłyszał, że będę liderem wyścigu, a potem to się tak skończy…. ech, nie wiem.

Kiedy wysiadałem z samochodu to naprawdę bolało. Nawet od razu zadzwoniłem do rodziców. Powiedzieli, że powinienem być z siebie dumny. Tak samo uznali Toto, James i Bono. Jestem dumny z tego, co udało mi się osiągnąć. Mam nadzieję, że przysporzyłem Toto kilka problemów, z którymi będzie musiał się uporać w przyszłości, gdy będzie decydował o składzie zespołu.

Wyścig wygrał Sergio „Checo” Pérez, który odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w 190 starcie w F1 (i wciąż nie ma kontraktu na przyszły sezon i wiele na to wskazuje, że go mieć nie będzie). Przypominamy, że po kraksie z pierwszego okrążenia Sergio spadł na sam koniec stawki. Drugi linię mety minął kierowca Renault, Esteban Ocon, który również po raz pierwszy w karierze stanął na podium. Trzeci był Lance Stroll.

Sergio „Checo” Pérez nie ukrywał, że wygrana to spełnienie jego marzeń:

Marzyłem o tym przez wiele lat. Chciałem się znaleźć w tym położeniu. Realizacja tego marzenia trwała dziesięć lat.

Po pierwszym okrążeniu miałem w zasadzie po wyścigu, jak przed tygodniem. Wiedziałem jednak, że nie mogę się poddać, że muszę naciskać i odrabiałem straty. W tym sezonie szczęście nie było po naszej stronie. Sądzę jednak, że odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo. Mercedes miał swoje problemy, ale jechałem wystarczająco mocnym tempem, aby utrzymać George’a, który zaliczył fantastyczny wyścig, za sobą.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!