Edyta Klim

Friends Racing Team – motocyklowa rodzina bez granic!

Rodzice są najlepszymi kibicami młodego zawodnika i to właśnie z ich miłości do dziecka oraz jego motocyklowej pasji, powstał zespół Friends Racing Team.

Od kiedy istnieje Friends Racing Team i w jakim celu powstał?

Ewa Badocha-Kowalska: FRT istnieje od października 2019 roku. Jesteśmy grupą zapaleńców motocyklowych i mam tutaj na myśli: zawodników (dzieci) i ich rodziców. Połączyła nas pasja do tego sportu, rekreacji i relaksu jednocześnie. Na początku spotykaliśmy się na treningach, ale potem były wyjazdy na drugi koniec Polski na zawody i tak powstała nasza jedna, wielka rodzina. Uwielbiamy spędzać wspólnie czas i pokazywać naszym dzieciakom, że oprócz rywalizacji ważne jest też wsparcie, pomoc innego zawodnika, czy rodzica. Mam na myśli pomoc w treningu, naprawach, pocieszeniu.

Ilu zawodników otaczacie opieką? W jakim wieku i na jakim poziomie umiejętności?

11 zawodników to w większości dzieci i młodzież. Najmłodszy #Lolek ma 8 lat, potem mamy już 10-12-latków, sporo 14-latków i na sam koniec 20-latka. Umiejętności jest ciężko ocenić obiektywnie nam samym, jedni mają większe, drudzy mniejsze, ale cały czas jedni ciągną do góry tych drugich. Są tacy, co nie lubią mokrych torów, a inni na nich czują się wspaniale. Mamy zawodników, którzy w zimie na zamkniętych obiektach sobie nie radzili, ale wtedy inni, co się tam dobrze czuli – wspierali ich, żeby mogli poprawić technikę, a nie osiągane czasy.

W czym jeszcze młodemu zawodnikowi może pomóc dobrze dobrany zespół?

Treningi i zawody to mnóstwo czasu, i spędza się go wspólnie. Bo tak naprawdę cały rok, w każdy weekend i w wolne dni, widzimy się przez kilka godzin. A wyjazdy na zawody i same zawody – to też jest czas spędzany ciągle ze sobą. Zawodnicy nie tylko wspierają się wzajemnie w trakcie treningów, ale także w trakcie zawodów. Dopingujemy mocno każdego kolegę i koleżankę, wspieramy się przy porażkach i staramy się wzajemnie podbudowywać psychicznie. Każdy u nas pełni też wybraną funkcję, od mechanika po gastronomię i hotelarza. Dowodem na to, że nasi zawodnicy tworzą zgraną paczkę jest to, że nawet w wolnym czasie chętnie spotykają się prywatnie np. skateparkach, kinach. Krótko mówiąc zespół to jest RODZINA.

Współpraca z dziećmi/młodzieżą to na równi współpraca z ich rodzicami? Co bywa trudniejsze?

Długo zastanawiałam się na tym pytaniem i sama w rezultacie nie wiem, jaka jest dobra odpowiedź. Każde dziecko jest inne. Jedno nie ma w ogóle strachu i musimy mieć to na uwadze, inne po mocnej wywrotce ma wewnętrzną blokadę i musimy mu pomóc ją przełamać. Rodzice dziecka z motocyklową pasją są podobni, ale czasem mają odmienne zdania, więc staramy się, żeby nasza współpraca była oparta na demokracji i kompromisach, jak w rodzinie.

Jak duży wpływ na wyniki dziecka ma wsparcie rodziców i zespołu?

Rodzice są najlepszymi kibicami młodego zawodnika. Kibic to osoba zainteresowana konkretną dyscypliną sportu, wyrażająca to m.in. przez uczestnictwo w charakterze widza w zawodach, wspieranie klubu i zawodników oraz zaangażowanie przez doping, radość ze zwycięstw, a także wspieranie przy przegranej walce. Jesteśmy najlepszym tego przykładem, bo właśnie z miłości do naszych dzieci i ich pasji do motocykli pitbike – powstał nasz Friends Racing Team. Zespół fantastycznych rodziców i energicznych, niesamowitych dzieci sportu.

Jesteśmy z naszymi dzieciakami cały czas na treningach i zawodach, a także za kulisami, gdzie nie tylko jest euforia radości, ale także  łzy porażki, ból po  upadku czy kontuzja. Czasem jest temperatura minusowa, czasem żar z nieba się leje, ale my jesteśmy z nimi i zagrzewamy do pokonywania własnych słabości. Nasze zadanie to także tworzenie całej oprawy, jaka jest związana z przygotowaniem do startów w zawodach, min. zapewnienie sprawnego i bezpiecznego dojazdu na treningi i zawody, wybranie odpowiedniego ubrania, stworzenie dobrego serwisu technicznego, i dobranie diety żywieniowej.

Wsparcie psychiczne jest równie ważne?

Działania psychologiczne to budowanie wartości dziecka, jako człowieka oraz zawodnika. To trudne zadanie, bo wymaga nas, rodziców, dużego obiektywizmu. My też stanowimy drużynę, jak  nasze  dzieci. Nasze wsparcie ważny „most” dla dzieci, który daje pewność, bezpieczeństwo, szacunek dla drugiego zawodnika, uszanowanie przyjaźni, które rozkwitają w naszej drużynie. A to wszystko po to, żeby nasze dzieci mogły rozwijać pasję, którą kochają najbardziej.

Jak wspierać swoje dzieci mądrze?

Dzięki wspólnym wyjazdom, treningom i spotkaniom potwierdzamy, że znaleziony w internecie  „Dekalog Rodzica Kibica” sprawdza się w 100 procentach, a brzmi tak:

1. Nie krytykuj dziecka swego…

2. …ani żadnego bliźniego jego

3. Dopinguj

4. Klaszcz jak u Rubika

5. Nie przeklinaj

6. Nie podpowiadaj

7. Marszal może i się pomylić, ale Ty masz być cierpliwy

8. Nie okazuj rozczarowania

9. Szanuj przeciwnika swego jak siebie samego

10. Nie wchodź między dziecko i trenera

Nikt z naszej ekipy Friends Racing Team nie spodziewał się chyba, że przez kibicowanie dzieciakom, zawiążą się takie przyjaźnie, między nami rodzicami i dziećmi zawodnikami.  Wszystkim drużynom jeżdżących na motocyklach dużych i małych – tego właśnie życzymy.

Co robicie w tej dłuższej przerwie w zawodach i jakie macie plany?

W trakcie przerwy mieliśmy ze sobą cały czas kontakt. Odbyliśmy już wirtualne spotkanie w sprawie zawodów i torów (wdrażaliśmy teorię), sprawdziliśmy techniczne stany naszych motocykli. Nagraliśmy też kilka filmików, między innymi życzenia Wielkanocne – na odległość, ale się udało! Zaczęliśmy na nowo, małymi krokami, trenować z naszymi dzieciakami na małym, podkrakowskim torze, dwa razy w tygodniu. Jesteśmy tam na zmianę, żeby zachować zasady przyjęte na czas pandemii. Trudno się po treningach wraca do domu, bo nasze dzieci najchętniej spędzałyby tam całe noce i dnie (śmiech). Jednocześnie obawiamy się, czy zawody w tym roku się odbędą. Chcielibyśmy brać w nich udział pełną ekipą, jednak to wszystko zależy od wielu czynników, na które nie mamy wpływu.

Jakby zawody ruszyły, to gdzie można Was spotkać i kibicować?

Obecnie trenujemy na małym torze w Centrum Aktywnego wypoczynku Borek oraz w Gliwicach na placu u Krzemienia – to są dwa najczęściej przez nas odwiedzane punkty. Niestety w woj. małopolskim jest problem z torami, miał być jeden wybudowany z Funduszy Obywatelskich, ale nie stało się to do dnia dzisiejszego. Treningi odbywają się najczęściej w soboty i niedziele. Ze względu na duży nacisk, jaki mamy na szkołę, nie zawsze udaje nam się spotkać w tygodniu.

Dzieciaki przygotowują się do zawodów w Pucharze Polski Pitbike SM. Wszystkie rundy odbywają się na drugim końcu Polski, na torach, gdzie na co dzień nie trenują. Jest to nie lada wyzwanie dla nich, gdyż stają na równi do walki z zawodnikami, którzy tam trenowali. Pytałam się kiedyś dzieci o ich ulubiony tor z Pucharu Polski i chętnie mówili o torze w Koszalinie, bo ma zróżnicowany teren. Jest tam jedna nawrotka, która dla widzów jest mało widoczna, więc najpierw jest oczekiwanie, a potem ta ulga/zadowolenie na twarzach rodziców, że zawodnik jedzie, cały.

Wasz zespół to grupa zamknięta, czy można do niej dołączyć?

Nasza grupa jest otwarta. Jeżeli ktoś ma swój sprzęt, a chciały potrenować – zawsze może do nas dołączyć. Nie oznacza to także, że musi brać udział w zawodach, może tylko trenować i spędzać mile czas.

Najnowsze

Nowa wersja Lamborghini Huracána – czy rozszyfrujesz jej nazwę?

Legendarna włoska marka przedstawiła kolejną odmianę odświeżonego w ubiegłym roku Huracána, który po liftingu otrzymał dopisek EVO. Jednak tym razem dodano również skrót RWD Spyder - sprawdźmy co za nim się kryje.

Lamborghini Huracán EVO RWD Spyder (bo tak brzmi pełna nazwa tej wersji) to kwintesencja tego za co kochamy segment super samochodów – agresywny wygląd, tylny napęd (RWD), mocny wolnossący silnik, a do tego niczym nieskrępowana możliwość wsłuchiwania się w graną przez niego melodię (Spyder) – Ferrucci byłby dumny. Bohaterem tego koncertu jest jednostka znana już z innych odmian tego modelu – V10 o pojemności 5,2 litra, z mocą maksymalną 610 KM osiąganą przy 8,000 obr./min oraz momencie obrotowym 560 Nm przy 6,500 obr./min musi wzbudzać respekt, nawet jeśli są to parametry nieco słabsze względem wersji AWD.

Producent zapewnia, że osiąganie 100 km/h w czasie 3,5 sekundy nie powinno stanowić żadnego problemu i to pomimo napędu przekazywanego wyłącznie na jedną oś. Pozostałe osiągi są równie imponujące – 0-200 km/h w 9,6 sekundy, z kolei wskazówka prędkościomierza (a w zasadzie wyświetlane piksele) zatrzymuje się przy 324 km/h. Takie parametry to także zasługa zastosowania w konstrukcji aluminium i włókna węglowego, co pozwoliło uzyskać 1509 kg masy własnej (niespełna 90 kg więcej od klasycznej wersji z dachem), rozkładające się w stosunku 40/60 pomiędzy przednią, a tylną osią. Nie bez znaczenia jest także lekka konstrukcja samego dachu, która już po 17 sekundach pozwala przekształcić wersję Spyder z coupé w cabrio i to bez konieczności zatrzymywania – składanie możliwe jest do prędkości 50 km/h.

Wnętrze Huracána idzie w parze z agresywną karoserią – starter silnika wyglądający niczym przycisk wyciągnięty prosto z myśliwca uruchamiający śmiercionośny pocisk, ogromne łopatki do zmiany biegów przytwierdzone na stałe do kolumny kierowniczej czy selektor ANIMA pozwalający jednym kliknięciem zmienić charakter auta, to tylko część funkcji dostępnych w tym modelu. Jednak wirtualny kokpit zamiast klasycznych zegarów czy 8,4-calowy ekran systemu multimedialnego w konsoli środkowej, przypomina nam o przynależności Lamborghini do grupy VAG. Czy to zarzut? Oczywiście, że nie, bo Lamborghini odgrywa w niej specjalną rolę, rolę za którą trzeba odpowiednio zapłacić…

Marzy Ci się kabriolet? Sprawdź TOP 6 luksusowych samochodów bez dachu

Cennik za tego byczka (pieszczotliwa nazwa wywodząca się z logo firmy) startuje od 175 838 euro, a pierwsze dostawy z Sant’Agata Bolognese spodziewane są latem bieżącego roku.

Najnowsze

Edyta Klim

„Motorcycle Girl” – film oparty na faktach z życia Zenith Irfan

Można już obejrzeć w sieci film o pakistańskiej motocyklistce, która łamała stereotypy, samotnie podróżując motocyklem po swoim kraju.

Zenith Irfan, która obecnie ma 25 lat, swoim życiem zainspirowała reżysera Adnana Sarwar. I tak w 2018 roku swoją premierę w Pakistanie miał film długometrażowy „Motorcycle Girl”:

– Niezwykła historia tego, co Zenith zrobiła w tak młodym wieku, zwróciła moją uwagę i już wiedziałem, że to dobry temat na film. Stworzyłem fikcyjny świat wokół prawdziwej historii jej podróży i mam nadzieję, że „Motorcycle Girl” przyczyni się do wzmocnienia pozycji kobiet w Pakistanie – mówi reżyser.

Zenith zaczęła jeździć w 2013 roku, a historia filmu obejmuje min. podróż, w jaką motocyklistka wybrała się w 2015 roku, na motocyklu Suzuki o pojemności 150 cm3, ku pamięci swojego zmarłego ojca, bo to było jego marzenie. Pokonała wtedy 3,200 km ze swojego domu w Lahore przez północny Pakistan, aż do Khunjerab na chińskiej granicy, przekraczając Himalaje.

– Nigdy nie sądziłam, że taki film powstanie. Chciałbym, żeby mój ojciec tu był i mógł to wszystko zobaczyć. Czuję, że mam teraz większą odpowiedzialność i chcę pokazywać Pakistan w pozytywnym świetle. Kiedy jest się bohaterem filmu – ludzie patrzą na Ciebie, dlatego, jako pakistańska kobieta, czuję się teraz bardziej odpowiedzialna za ten przekaz – mówi motocyklistka.

Kino w Azji Południowej jest zupełnie inne, niż na Zachodzie. Widzowie oczekują sekwencji pieśni i tańca, romansu i fantazji, gdy wejdą do sali kinowej. A przede wszystkim spodziewają się głównej roli męskiej, jeżeli chodzi o tematy motocyklowe. Jednak Adnan Sarwar po obejrzeniu krótkiego filmu o Zenith oraz po telefonicznej z nią rozmowie – rzucił wszystko na jedną kartę. Porzucił projekty, którymi się zajmował, sprzedał część udziałów w swojej firmie i za uzyskane środki stworzył ten film.

– Dla mnie był to przede wszystkim film o relacji ojciec-córka. Bo to miłość, jaką córka odczuwa wobec zmarłego ojca, daje jej siłę do pokonywania barier społecznych i wykonania tego niesamowitego planu, który w każdym innym kraju, niekoniecznie byłby bohaterskim aktem. W Pakistanie nie ma przepisów zakazujących kobietom jeździć motocyklami, ale jest to bariera bardziej psychologiczna, od czasów mrocznych czasów dyktatury, która zepchnęła pakistańskie kobiety o kilka dekad wstecz. Moje przesłanie jest takie, że kobiety powinny mieć swobodę mobilności, ponieważ jest to ich podstawowe prawo! Nadszedł czas, aby kobiety z Pakistanu zajęły należne im miejsce w społeczeństwie – przyznaje reżyser.

Aktorka Sohai Ali Abro, która podjęła się odegrania głównej roli, przeszła intensywne szkolenie motocyklowe, a nawet przejechała trasę, która była bazą do powstania filmu. Na początku było jej trudno, ale w pewnym momencie poczuła, że jazda motocyklem to bardzo wyzwalające doświadczenie. Dodatkowo aktorka prześledziła wszystkie relacje motocyklistki z podróży. Okazało się, że Sohai i Zenith mają ze sobą wiele wspólnego i bardzo się prywatnie polubiły.

Zobacz także: Zenith Irfan ma misję w Pakistanie

Cały film można już zobaczyć w wersji anglojęzycznej na youtube:

https://www.youtube.com/watch?v=yvpc02mjmOs

– Jako pakistańska kobieta mam pewne ograniczenia społeczne, więc muszę uważać na to co mówię i na swój język ciała. Jednak podczas moich przygód motocyklowych, staram się wzmocnić odwagę innych kobiet i zachęcić je, by walczyły o swoje pasje i cele – mówi Zenith, a teraz jej przesłanie ma szanse trafić do jeszcze większej ilości odbiorców.

Najnowsze

Wypadek do którego by nie doszło, gdyby nie jechał motocyklem

To kolejne nagranie pokazujące przykrą prawdę o kierowcach oraz niebezpieczeństwach jazdy na motocyklu. Zawiera w sobie też bonusową scenkę, z której także możemy wyciągnąć ważne wnioski.

Ta sytuacja jest tak (niestety) typowa i tak (niestety) banalna, że aż trudno coś o niej powiedzieć. Oto kolejny kierowca samochodu, który na prostej drodze i w biały dzień nie zauważył motocyklisty. Oto kolejny motocyklista, który nagle znalazł się w sytuacji bez wyjścia.

Wjechał w motocyklistę, żeby zepchnąć go z pasa

Ktoś może powiedzieć, że rider jechał zdecydowanie za szybko i sam się naraził na niebezpieczeństwo. Tego nie wiemy i wolimy nie rzucać oskarżeń bazujących na domysłach. Pewne jest tylko to, że w takim miejscu (przejścia dla pieszych, skrzyżowania, wyjazdy z posesji) trzeba jechać z niewielką prędkością, bo nigdy nie wiemy, kiedy ktoś lub coś nagle pojawi się przed nami.

Jak rozjeżdżać uprawy rolnikom – uczy Mistrz Polski w motocrossie

A tak z innej beczki. Oglądaliście to nagranie z dźwiękiem? Można usłyszeć interesujący dialog:

– A czemu ty pasa nie masz?

– A kto powiedział, że blisko jedziemy, nie potrzebuje?

No tak. „Blisko jadę, to nie muszę zapinać pasa” – jakie to typowe. Motocyklista też wcale nie musiał jechać daleko, żeby stać się ofiarą wypadku. Choć jesteśmy pewni, że gdyby zamiast motocyklem osoba ta poruszała się równie szybko samochodem, kierowca Peugeota zauważyłby ją bez trudu.

Najnowsze

„Jezdnia jest dla wszystkich” tłumaczy rowerzysta, narażający swoje zdrowie i życie

Też macie wrażenie, że niektórzy rowerzyści uważają, że mają pełna prawo jeździć po każdej drodze? Nawet jeśli przeczą temu przepisy, zdrowy rozsądek albo chociaż instynkt samozachowawczy?

Rowerzysta, a zarazem autor tego nagrania, jest człowiekiem spokojnym i rzeczowym. Spokojnie rozmawia  z taksówkarzem, który na niego trąbił. Rzeczowo mu wyjaśnia, że droga krajowa to nie droga szybkiego ruchu. Poucza go też, że „jezdnia jest dla wszystkich” i zwraca mu uwagę, że chociaż jest taksówkarzem, to nie zna przepisów.

Dlaczego „kolarze” nie jeżdżą po drogach dla rowerów – wyjaśnia „król rowerów”

Tylko jaką to drogą jechał rowerzysta? Dlaczego taksówkarz mówił, że to jest droga ekspresowa? No cóż, sprawdziliśmy to miejsce. Rowerzysta wjeżdżał właśnie do Rzgowa drogą krajową 91 od strony węzła Rzgów, gdzie krzyżuje się ona z drogą S8. W miejscu widocznym na nagraniu obowiązuje ograniczenie prędkości do 70 km/h. Tylko teraz pytanie – skąd przyjechał rowerzysta? Z drogi S8? Czy może poruszał się dwupasmową drogą, która co prawda nie jest ekspresowa, ale można nią jechać 100 km/h?

Rowerzysta przepisów znać nie musi?

Ustawodawca nie bez powodu określił, że jeśli na danym odcinku drogi można jechać szybciej, niż 50 km/h, to rowerzysta ma prawo korzystać z chodnika. Nie jest wszak tajemnicą jak poważnym zagrożeniem może być duża różnica prędkości między uczestnikami ruchu. Jeśli samochody jadą 50 km/h, a rowerzysta 30 km/h, to jest to w miarę bezpieczne. Ale jeśli auta poruszają się z prędkością 100 km/h? Mamy nadzieję, że autor nagrania nigdy nie będzie musiał przekonać się na własnej skórze jak poważne może to być niebezpieczeństwo.

Najnowsze