Finałowa runda Gosi Rdest w Audi TT Cup na torze Hockenheim

Od połowy sezonu Gosia zmagała się z kłopotami z samochodem i złamaną stopą. Powraca do Hockenheim z pozytywnym nastawieniem i szansami na wysokie pozycje.

Audi Sport TT Cup na ostatniej prostej. Przed nami finałowa runda sezonu na torze Hockenheim. W niedzielę niespodzianka – wyścig legend. Pucharowymi TT-tkami zmierzą się słynni kierowcy Audi Sport.

Torz Hockenheim – to właśnie tutaj, podczas pierwszej rundy w tym roku, Gosia Rdest dwa razy stanęła na drugim stopniu podium. Obecnie polska zawodniczka znajduje się na siódmym miejscu w klasyfikacji generalnej z realnymi szansami na kilka oczek w górę. Od połowy sezonu Gosia zmagała się z kłopotami z samochodem i złamaną stopą. Powraca do Hockenheim z pozytywnym nastawieniem i szansami na wysokie pozycje.

Przed nami jeszcze dwa emocjonujące wyścigi Audi Sport TT Cup. Walka o zwycięstwo w pucharze rozegra się pomiędzy Philippem Ellisem, a Mikelem Azconą. 

Na niedzielę zaplanowano wydarzenie specjalne – wyścig legend. Rywalizować będą kierowcy, którzy zasłynęli w historii Audi Sport. Regularni zawodnicy Audi Sport TT Cup wystąpią w roli ich helperów, odpowiedzialnych za ciśnienia opon i analizę telemetrii. W wyścigu wezmą udział: Christian Abt, Filipe Albuquerque, Frank Biela, Dindo Capello, Lucas Di Grassi, Marcel Fässler, Rahel Frey, Jean-Marc Gounon, Vanina Ickx, Tom Kristensen, Lucas Luhr, Stéphane Ortelli, Emanuele Pirro, Frank Stippler, Hans-Joachim Stuck i Marco Werner.

Gosia Rdest będzie pomocnikiem Vaniny Ickx.

Wszystkie wyścigi obejrzeć można w internecie pod linkiem www.audi.com/ttcup oraz na niemieckim kanale telewizyjnym Sport1.

Najnowsze

Zuzanna Ścibior na Rajdzie Oilibya Maroc z Rafałem Sonikiem – relacja

Na zaproszenie Rafała Sonika, zawodniczka startująca do tej pory w quadcrossie oraz cross country w Polsce - Zuzanna Ścibior - miała nie tylko okazję do nauki przygotowania roadbooka, przyglądania się pracy zespołu polskiego Mistrza, ale także trenowania na trasie Rajdu Oilibya Maroc! Oto jej relacja.

5 października rozpoczął się Morocco OiLibya Rally, przedostatnia runda Pucharu Świata FIA w rajdach terenowych. To był ostatni ważny sprawdzian przed rajdem Dakar 2018. Po rywalizacji na mokrych odcinkach podczas Orlen Baja Poland zawodnicy przenieśli się do suchej Afryki. Rajd Maroka to urozmaicone tereny: piach, wydmy, kamienie i skały. Zmagania zainaugurował prolog o długości niespełna 12 kilometrów. Przez kolejne pięć dni zawodnicy pokonali prawie 2600 kilometrów, z czego 1950 kilometrów odcinków specjalnych. Najdłuższa próba liczyła 435 kilometrów. Na listach startowych znalazło się prawie 60 załóg w samochodach osobowych i ciężarowych oraz ponad 90 zawodników na motocyklach i quadach.

Zespołowi Rafała Sonika towarzyszyła polska zawodniczka, Zuzanna Ścibior, która wyniosła z tego wyjazdu mnóstwo ciekawych doświadczeń.

Jak rozpoczął się Twój wyjazd do Maroka z Rafałem Sonikiem?
Zaczęło się od podróży przez marokańskie bezdroża, z widokiem na ciągnące się bez końca góry Atlas. Widok był tak niesamowity! To wymarzony wstęp do dwutygodniowego wyjazdu w zupełnie inny świat, niż ten mój – motocrossowy. Po co tam pojechałam? Cóż, jako zawodniczka chce poszerzać swoje umiejętności i zdobywać doświadczenie na wielu płaszczyznach sportu quadowego, nie ograniczając się jedynie do dyscyplin krótkodystansowych. Rajdy długodystansowe  do tej pory nie były moją docelową dyscypliną. Z drugiej strony również nie miałam nigdy możliwości, aby mieć z nimi cokolwiek doczynienia. Dlatego, gdy pojawiła się możliwość wyjazdu na rajd do Afryki, aby nauczyć się przygotowywać profesjonalnie roadbook i umieć z niego korzystać podczas jazdy w zawodach wiedziałam, że będzie to niesamowita przygoda i ogromna szansa, podczas której będę uczyła się od najlepszych!

Jaki sobie postawiłaś cel?
Celem tego wyjazdu była nauka przygotowania roadbooka: nauka oznakowania, odczytu drogi, kilometrów, oraz tzw. capów, czyli stopni, w którym kierunku należy jechać. Chodziło też o umiejętność odzwierciedlenia trasy z roadbooka w rzeczywistości, naukę czytania go podczas jazdy, gdzie maksymalna prędkość dochodzi nawet do 120 km/h.

Udało się?
W ciągu tych dwóch tygodni nauczyłam się bardzo dużo. Nie tylko mogłam wysłuchać najważniejszych rad oraz podstaw nawigowania, ale także przetestować wszystko podczas treningu, śmigając po trudnych, afrykańskich terenach.

Czym różni się jazda z roadbookiem i bez?
Przede wszystkim największą różnicą jest nasza uwaga podczas jazdy, którą w zależności od dyscypliny, skupiamy na czym innym. W rajdach długodystansowych, podczas jazdy z roadbookiem, musimy cały czas zwracać uwagę na trasę, na mapę oraz na capy, czy jedziemy tak jak powinniśmy. Mniej wtedy liczy się technika jazdy i precyzja np. wejścia w zakręt czy skoku. Natomiast w zawodach, w których nie korzystamy z roadbooka, uwagę skupiamy na szczegółach. Metry hamowania, prędkość w zakręcie, technika jazdy, ale przede wszystkim – znamy trasę – i to nam pozwala skupiać się na detalach.

Złapałaś bakcyla rajdów długodystansowych?
Zdecydowanie tak! Było to niesamowite przeżycie, które chciałabym kontynuować. Możliwość rozwoju, poznania nowych tras, ludzi, nauka radzenia sobie z problemami, przygotowania sprzętu oraz całego zaplecza, zmotywowało mnie do dalszej pracy i dążenia do celu.

Ciężko Ci było odnaleźć się w tak trudnych warunkach podczas rajdu?
Miałam przyjemność zadać to samo pytanie Lai Sanz. Jest bardzo trudno, bo podczas rajdu wszystko ma wpływ na ostateczny wynik na mecie: temperatura, warunki pogodowe, dystans do przejechania, przygotowanie roadbooka, serwis sprzętu i w końcu sen, na który jest najmniej czasu, a bez niego wszystkie wysiłki mogą być nadaremne. Taki rajd to egzamin życia. Sprawdza nasze granice, możliwości oraz słabości. Wszystko z czasem można wyćwiczyć, ale potrzeba do tego bardzo dużo cierpliwości i poznania w  stu procentach własnego organizmu.

Jakim nauczycielem jest Rafał Sonik?
Jeszcze przed rozpoczęciem zawodów, będąc już na miejscu, zdobywałam wiedzę teoretyczną, którą potem – podczas rajdu, czy na treningach – mogłam zweryfikować. Na najwyższym poziomie rywalizacji, jaki reprezentuje Rafał Sonik, najmniejszy szczegół decyduje o wygranej. W ten sam sposób – z precyzją i pełnym profesjonalizmem – Rafał przekazywał mi swoją wiedzę i doświadczenie, jednocześnie dbając o moje bezpieczeństwo. Jego wiedza jest tak ogromna, że dwa tygodnie nauki to zdecydowanie za mało czasu, aby posiąść choć część jego umiejętności. Do tego potrzeba sporo czasu i wielu godzin spędzonych na quadzie.

Odnalazłaś się w grupie samych facetów? Jak podobała Ci się współpraca z zespołem Rafała Sonika?
Świetnie dogaduję się chłopakami z zespołu, bo wszyscy jesteśmy miłośnikami rajdów. Doskonała organizacja, zaradność, dostosowanie się do warunków, umiejętność pracy w grupie, także w stresujących sytuacjach, oraz niesamowite poczucie humoru – to są cechy opisujące zespół Rafała Sonika. Wiadomo, każdy w zespole ma swoje obowiązki, lecz chłopcy w każdej chwili byli w stanie znaleźć czas, aby mi pomóc, doradzić lub czegoś nauczyć. Poza tym, ja świetnie odnajduję się we współpracy z mężczyznami w świecie sportów motorowych.

Ciekawa historia z rajdu, która utkwiła Ci w głowie?
Z pewnością, była to pierwsza nieprzespana noc, podczas której – pod okiem Bartka – po raz pierwszy przygotowywałam roadbook. Praca nad 370-kilometrową trasą drugiego etapu Rajdu Maroko zajęła nam ponad pięć godzin. Odpowiedzialność była ogromna, bo każdy, nawet najdrobniejszy błąd, mógł mieć wpływ na wyniki Rafała, nie tylko w tym etapie, ale także w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata gdzie różnica w punktacji w pierwszej trójce była minimalna. Czułam stres, ale jednocześnie adrenalinę, która powodowała, że nie chciało mi się spać. Warunki były „hotelowe” chociaż wiem, że w przyszłości muszę być gotowa na zdecydowanie trudniejsze okoliczności.

Kolejnym przeżyciem była pierwsza jazda po wydmach. Po zakończonym rajdzie, w końcu rozpoczęłam treningi. Pierwszego dnia treningu Maciej Berdysz zabrał mnie na fragment trasy ostatniego etapu rajdu, który mierzył ponad 100 kilometrów. Jadąc dojazdówką kompletnie nie wiedziałam, co mnie tam czeka. W momencie, gdy dojechaliśmy na miejsce, zobaczyłam gigantyczne wydmy. Byłam przerażona. Zwłaszcza, gdy okazało się, że mam się znaleźć na szczycie jednej z wydm. W końcu taki był cel tego treningu – nauka techniki jazdy po wydmach, dostosowanie prędkości do dystansu odcinka i wysokości, na której znajdowała się trasa, kontrola pozycji oraz jednoczesna kontrola kierunku, w którym zmierzam. Jak się łatwo domyślić, jazda po wydmach to nie to samo, co trening na poligonie. Nie pokonujemy ich jadąc na wprost. Starając się utrzymać jeden kierunek, cały czas szukamy idealnej drogi, która – w uproszczeniu – wygląda jak „slalom”. Zresztą jazda na quadzie to nie tylko odkręcona maneta, to przede wszystkim wytrzymałość i precyzja, które decydują o jakości osiągnięć sportowych.

Czy ktoś, poza Rafałem Sonikiem, pomógł Ci szczególnie podczas tego wyjazdu?
Jednym z moich głównych „nauczycieli” był Maciej Berdysz, który jest niesamowitym zawodnikiem, uczestnikiem aż trzech rajdów Dakar! Podczas rajdu działa samodzielnie, sam naprawia motocykl, sam robi sobie roadbook. Poświęcił mi dużo swojej uwagi, w bardzo czytelny i dokładny sposób przekazał mi swoją wiedzę. Mówi się o nim „cichy bohater Rajdu Dakar”. Jest niesamowicie zdolny! Także z tego miejsca chcę mu z całego serca podziękować!

Jakie masz plany?
Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby myśleć o startach długodystansowych. Natomiast spodobało mi się to bardzo i wiem, że w przyszłości będę chciała w takich, lub podobnych rajdach startować. Jeżeli oczywiście pozwoli na to budżet, bo wiadomo – koszty takiego wyjazdu i startu są olbrzymie.

Można powiedzieć, że spełniłaś swoje marzenie?
Poznanie elity zawodników na skalę światową, jak Nasser Al-Attiyah, Sébastien Loeb, Laia Sanz, Sebastien Souday, Kees Koolen, Carlos Sainz – mogłabym ich jeszcze sporo wymienić – jest marzeniem jednym z wielu, które mogłam zrealizować podczas tego wyjazdu. Jak powiedział Rafał: „Pamiętaj, marzenia są dla tych, którzy zostają w domu. Wyzwania są dla tych, którzy ruszają w drogę. Ale to od marzeń wszystko się zaczyna!”. Zdecydowanie warto marzyć!

Najnowsze

Najlepsze działania reklamowe marek samochodowych

Koncerny motoryzacyjne dwoją się i troją, by reklamy ich modeli wryły się w pamięć możliwie jak najliczniejszego grona odbiorców. Oferty z założenia mają trafiać nawet do tych osób, które w danym momencie nie są zainteresowane zakupem nowego samochodu. Celem reklam jest nie tylko sprzedaż, ale również pozytywne zapisanie się w pamięci odbiorców.

Giganci motoryzacyjni nie oszczędzają na działaniach marketingowych. W Polsce obecnie rynek reklamowy wynosi 1 916,6 mln zł netto. W porównaniu z rokiem poprzednim segment motoryzacyjny zwiększył swoje wydatki o 17,6 mln zł (+12,7%); o 8,4 mln zł wzrosły wydatki w sektorze reklamy internetowej, gdzie pieniądze przeznaczane były głównie na reklamy Facebook i Google. 11,3 mln zł więcej przeznaczono na reklamę telewizyjną, głównie za sprawą dużych inwestycji Volkswagen Group Polska.

O nasze zaangażowanie marki samochodowe walczą na wszystkie sposoby. Zwracają na siebie uwagę kąśliwymi filmikami czy zdjęciami nawiązującymi do konkurencji, intrygującymi wpisami w mediach społecznościowych oraz kreatywnymi bilbordami. Wszystko po to, by wykreować konkretny, łatwy do zapamiętania i pokojarzenia wizerunek.

Slogan marketingowy
Aby móc przedsiębiorstwo lub firmę nazwać marką, musi ono posiadać zestaw spójnych wartości, składających się na całościowy wizerunek. Poza produktem, logo, identyfikacją wizualną bądź sposobem komunikacji, ważny jest claim. To krótkie, chwytliwe hasło, zawierające w sobie najważniejsze cechy marki. Slogany nie tylko mają wpływać na wzrost sprzedaży aut, ale pokazywać wizję i misję firmy, a także pozycjonować markę w świadomości odbiorców.

Hasło Baseball, Hotdogs, Apple Pie & Chevrolet, czyli Bejsbol, hot dogi, szarlotka i Chevrolet, propagowane w latach 70-tych XX w. sprawiło, że Chevrolet zapisał się w świadomości odbiorców jako najbardziej amerykański samochód. Hasło zagrało na rozwiniętym patriotyzmie Amerykanów i wpisało się w ducha czasów.

Podobne działanie podjął Aston Martin, pracując na sloganie Power, beauty & soul, czyli Moc, piękno i dusza. W spocie reklamowych zawarto całą historię rozwoju brytyjskiej ikony, przyspieszając bicie nie tylko angielskiego serca. W filmie niczego nie brakuje. Nawet Bond, James Bond przekonuje do pokochania właśnie tego samochodu.

Tak jak Chevrolet podpiął się się pod amerykański system wartości, tak w swoim sloganie Volkswagen podkreśla niemieckie pochodzenie. Slogan Volkswagen. Das Auto przywodzi na myśl samochód solidny, niezawodny i mocny. Marka pokazuje, że dla niej produkt jest najważniejszym elementem firmy, a wszelkie działania skupiają się wokół dążenia do jak najwyższej jakości.

Nowe hasło Opla Die Zukunft gehört allen oznacza Przyszłość należy do wszystkich. Przekaz jest niesamowicie prosty – Opel tworzy nowoczesne, zaawansowane technicznie auta, dostępne dla każdego bez wyjątku. Co ważne, pokazuje też, że to samochód dostosowuje się do kierowcy, a nie odwrotnie. Hasło jest zgodne z wcześniejszą działalnością marki oraz wprowadzonymi przez nią innowacjami.

Citroen. Creative technologie wypowiadane damskim głosem z francuskim zaśpiewem zapada w pamięć. Co niesie ze sobą to hasło? Na stronie producenta można przeczytać, że:
Kreatywność wpisana jest głęboko w DNA marki Citroen. Technologia jest podstawą istnienia motoryzacji. Creative Technologie to wyjście poza zwykłe osiągnięcia techniczne i naukowe. To znalezienie właściwych, zadziwiających rozwiązań w postaci nowych samochodów i nowych usług. Creative Technologie to dużo więcej niż zwykły slogan, to obietnica złożona przez markę Citroen.

Spot reklamowy
Samochód jedzie z punku A do punktu B, wiezie szczęśliwą rodzinę i wymija uśmiechniętych przechodniów skąpanych w ciepłych promieniach słońca; temu wszystkiemu towarzyszy radosna muzyka. W taki sposób można reklamować każdy model rodzinny samochodu (bądź inny, wystarczy tylko podmienić pasażerów). Reklama telewizyjna o takim scenariuszu nie zapadnie raczej nikomu w pamięć – a na pewno nie na tyle, by widz zapamiętał jaki samochód właśnie mignął mu przed oczami. Reklamy powinny zawierać ciekawą akcję i zapadającą w pamięć historię. Nie wystarczy pokazać tylko modelu samochodu – trzeba ubrać go w fabułę i emocje, współgrające z wizerunkiem całej marki.

Dobrym sposobem na zaprezentowanie jakiejś funkcji danego samochodu jest przedstawienie jej za pomocą czegoś co znamy – przyrównania do elementu naszej rzeczywistości, do prawa, które znamy. Taką drogą poszedł Mercedes w spocie prezentującym funkcję MAGIC BODY CONTROL. Do filmu zaangażowano kury, które miały odbiorcy przybliżyć działanie systemu.

Podobny schemat zastosowała marka Volvo podczas tworzenia spotu The Epic Split. Film z udziałem Van Damme odbił się głośnym echem w internecie – internauci tworzyli swoje przeróbki spotu, motyw wykonywania szpagatu między dwoma pojazdami powielał się w wielu memach. Rzekomy test został wykonany w celu pokazania systemu Volvo Dynamic Steering – technologii precyzyjnego kierowania ciężkich pojazdów, co zostało w doskonały sposób przedstawione w spocie.

Jeśli jesteśmy w temacie angażowania do reklamy znanych osobistości, nie mogę pominąć kolejnego dobrego spotu Mercedesa. Występują w nim Willem Dafoe, Kate Upton, Usher oraz model samochodu CLA z 2013 roku. Reklama przygotowana na Super Bowl opowiada o młodym mężczyźnie kuszonym przez diabła. W zamian za swoją duszę miałby dostać właśnie ten model auta oraz wszystko co z nim związane – sławę, szacunek oraz mnóstwo piszczących fanek. Jaką podjął decyzję? Obejrzyjcie spot.

Zapewne nie spodziewaliście się takiego obrotu akcji. Co jeszcze może Was zaskoczyć? Reklama Fiata 500L stworzona niestety tylko na angielski rynek. Raperski kawałek Motherhood opowiada o niekoniecznie najprzyjemniejszych urokach macierzyństwa. Ważnym bohaterem teledysku jest właśnie Fiat 500L – fura gangsta-matki.

W humorystycznym, jednak mocno specyficznym i aroganckim tonie został przedstawiony model BMW 330Ci w reklamie z włoskim akcentem. Pan młody spieszy na swój ślub, kuszony po drodze przez piękne kobiety. Nie daje się jednak uwieść, sprawnie wymijając ich zaloty. Mężczyzna doskonały? Nikt nie powiedział, że kierowcy BMW są grzeczni…

Internet
Internet daje szerokie możliwości reklamowania się, również w branży motoryzacyjnej. Każda szanująca się marka jest obecna w social mediach. Firmowe konta możemy obserwować na Facebooku, Twitterze czy Instagramie.

Ferrari na Instagramie posługuje się tagiem #RossoFerrari, ponieważ samochody tej włoskiej marki kojarzą się z ognistą czerwienią. Profil Rolls-Royce’a jest elegancki, tajemniczy, pełen drogich, błyszczących samochodów; zdjęcia też przedstawiają zaangażowanie ludzi w tworzenie każdego elementu pojazdu. Bentley z kolei na swoim profilu zamieszcza zdjęcia o zróżnicowanej tematyce – raz są to fotografie zakurzonych, rozpędzonych aut na torze wyścigowym, innym razem luksusowe wnętrza samochodu. W ciekawy sposób funkcje portalu wykorzystał Mercedes – dał użytkownikom możliwość spersonalizowania samochodu z okazji wprowadzenia na rynek modelu GLA 2015.

Kogo nie ma na Facebooku ten nie istnieje. W lutym bieżącego roku, z okazji Dnia Przyjaciela, Citroen zaistniał na Facebooku dość znacznie i wywołał lawinę komentarzy od profili konkurencyjnych marek. Czasem, zamiast się ścierać, warto do rywali puścić oczko. Albo sprzedać im kuksańca.
https://www.facebook.com/CitroenPolska/videos/1433220140035426/

Znowu muszę wspomnieć o Mercedesie, ale ta marka naprawdę robi dobrą robotę. Na początku 2017 roku ruszył program She’s Mercedes emitowany w internecie. Marka postawiła na kobiety, których postawy inspirują i zachęcają do działania. Jak mówi Katarzyna Graj, koordynatorka projektu
Są to „zwyczajne” kobiety, które osiągnęły w swoim życiu sukces i mogą poprzez swoje historie zmotywować do działania kolejne panie(…) Nie prowadzimy żadnego castingu, staramy się sami, poprzez własne kanały dotrzeć do interesujących kobiet.
To dla marki wyjątkowe posunięcie, pozwalające zerwać ze stereotypem baby za kółkiem.

Prztyczek w nos
Oczywiście w reklamie sektora motoryzacyjnego nie może zabraknąć przepychanek między markami. To chwyty reklamowe zaprzyjaźnionych, choć rywalizujących ze sobą, największych producentów aut.

Szczególne osiągnięcia na tym polu ma Audi, które stara się zmierzyć dosłownie z każdą marką samochodu. W spocie wykreowanym z okazji Super Bowl w 2009 roku występuje znany z filmów akcji aktor Jason Statham. Ucieka samochodami różnych marek, jednak dopiero w Audi udaje mu się zgubić ogon. Reklamie Towarzyszy hasło Progress is Beautiful.

Audi wypuściło również jednocześnie smutną i zabawną, a na pewno prawdziwą, reklamę The spell. Pokazuje, że wpływ na nasze marzenia ma otoczenie – rodzina, przyjaciele, współpracownicy oraz reklamy. I’ve been told to desire a red Italian sports cari – bohaterowie z tępym spojrzeniem, jak maszyny mówią, czego pragną. Każdemu ślepemu marzeniu towarzyszy inna marka samochodu. To zaślepienie przerywa właśnie Audi.

Absolutnie mistrzowską i niesamowicie prostą reklamą jest 4 keys ring, w które nawet nie jest pokazany samochód. Marka wykorzystuje wartości konkurentów, przekuwając je w swoje dobre cechy. Jakie jest Audi? Stylowe jak Alfa Romeo, komfortowe jak Mercedes, bezpieczne jak Volvo i szybkie jak BMW.

Wcześniej wspomniałem o reklamie Mercedesa, w której występują kury. W oparciu o ten spot Jaguar postanowił zagrać na dziobie konkurenta. Stworzono reklamę, w której również występuje nielot i naukowiec, który w pewnym momencie mówi o kurze You see? It’s just like a Mercedes. Tuż po tych słowach kadr zostaje zasypany przez kurze pióra, w oczach naukowca widać zaskoczenie. Co się wydarzyło? Przyczajony jaguar zjadł kurę-Mercedesa. Magic Body Control? We prefer cat-like reflexes – takim hasłem został skwitowany spot.
Mercedes nie pozwolił sobie w paszę dmuchać i stworzył spot ripostujący Jaguara, przy okazji promując swój model CLA180 jako najbardziej aerodynamiczny samochód.
Całą walkę na spoty można zobaczyć tutaj:

Podsumowanie
W całej tej bitwie nie chodzi tylko o miliony, a o bycie rozpoznawalnym, posiadanie spójnego wizerunku. Producenci w branży samochodowej mogą pozwolić sobie na wiele kreatywnych zagrywek, często grając na nosie konkurencji. Wygranym w tej branży nie jest ten, kto ma większy budżet na działania marketingowe, a ten, kto ma lepszy pomysł. Samochód jest produktem, do zakupu którego klient potrzebuje dużo czasu, spokoju, zastanowienia i rozpatrzenia ofert. W tym czasie marki samochodowe próbują do niego dotrzeć, zaprzyjaźnić się bądź chociaż dać się zapamiętać; skłonić go do odjechania z salonu autem właśnie ich marki.

Bardzo chętnie dowiem się, jakie reklamy utkwiły w Waszej pamięci.

Autor: Darek Koza
Zamiast za kierownicą, zaczął popisywać się przed klawiaturą. Obrał drogę jako redaktor bloga Automator.pl, gdyż potrafi się bezpiecznie wykręcić nawet z najbardziej śliskiego tematu bez żadnej szkody dla siebie, czy innych użytkowników. Czasu za kółkiem nigdy nie uważa za stracony, niezależnie gdzie by dojechał.

Najnowsze

Polskie Zachwyty Motocyklowe – początek wypraw z Anią Jackowską

"Polskie Zachwyty Motocyklowe, to cykl otwartych wyjazdów motocyklowych, które zainaugurowałam w zeszłym roku. Tak na przekór swojemu samotnemu podróżowaniu i odkrywaniu świata." - pisze Ania Jackowska.

Każdy wyjazd zaczynał się w Warszawie i każdy miał swój cel – oprócz radości z jazdy motocyklem w planach zawsze mieliśmy zwiedzenie ciekawego muzeum, lokalnej atrakcji, spotkanie z kimś wyjątkowym. 

Chciałam zintegrować środowisko ludzi jeżdżących na motocyklach, otwartych na turystykę, kulturę, ludzi ciekawych świata. I udało się.  Przypadkowe, nieznające się osoby, ciekawe miejsca. Bardzo dużo wspólnych kilometrów i jeszcze więcej uśmiechu. Takie były Zachwyty w zeszłym roku. Wyjazdy były bezpłatne, dzięki wsparciu Polskiego Związku Motorowego. W tym roku jadziemy dalej w bardzo zacnym towarzystwie. Współorganizatorem części tegorocznych jednodniówek – siedmiu Zachwytów został Samorząd Województwa Mazowieckiego. Oczywiście nadal, jak dotychczas będziemy się gubić, jeździć dookoła rond, wjeżdżać na pola i przez otwarte bramy gospodarstw, ale często będziemy się zatrzymywać. Ciekawe muzea, zamki, skanseny – takich na Mazowszu nie brakuje. A często przejeżdżamy obok nich, pędząc gdzieś daleko. Zapraszam Was do przeczytania relacji z pierwszych Polskich Zachwytów Motocyklowych po Mazowszu.

Nie wiem jak Wy, ale ja czasem obok tych miejsc po prostu przejeżdżam, odkładając je na potem. Tym razem wymówki nie będzie. Przygotowując się do Zachwytów dużo czytam, szukam miejsc które chciałabym lepiej poznać i być tam z Wami. Mazowsze serce Polski z sercem się nami zaopiekuje, żebyśmy mogli widzieć i wiedzieć o nim więcej. Jedziemy dalej. Nie wiem jak Wy, ale ja czasem obok tych miejsc po prostu przejeżdżam, odkładając je na potem.

Jeździmy daleko. Przekraczamy kolejne granice. W dążeniu do „byle dalej” zapominamy o tym, co mamy obok siebie. A obok jest tak wiele, tak różnorodnie i tak zaskakująco. A przede wszystkim blisko. Wystarczy pełen bak paliwa, kilka godzin wolnego czasu i chęć do tego, aby to, co blisko poznać. Zabieramy deszczówki, ciekawość, odblaskowe, mazowieckie serca i ruszamy na Mazowsze! 

Ta podróż rozpoczęła się w bardzo wygodnych i nietypowych jak na motocyklistów warunkach. Na zielonej trawie i wygodnych leżakach stoiska Mazowsza na targach turystycznych, 22 kwietnia, podczas oficjalnej inauguracji sezonu turystycznego na Mazowszu. O zielonej trawie i letnich temperaturach, w ten kwietniowy dzień mogliśmy tylko pomarzyć, dlatego ten moment relaksu wspominamy bardzo przyjemnie. Ale tak jak wilka ciągnie to lasu, tak każdego motocyklistę, nawet najwygodniejszy leżak będzie uwierał bo leżąc na nim marzyć będzie o tym, aby jechać w dal. Dlatego w samo południe wyruszyliśmy. Plan na ten dzień był krótki – idealny na kilkugodzinną wycieczkę. Na takie wypady, najłatwiej znaleźć każdemu z nas czas. A atrakcji na latanie „wokół komina”, na Mazowszu nie brakuje.

Pierwszym celem naszych podróży po Mazowszu były okolice Otwocka i Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Z licznych atrakcji, które znajdują się na jego terenie chcieliśmy odwiedzić co najmniej dwie. Przystanek pierwszy to: „Baza Torfy” – ośrodek edukacyjno-muzealny Mazowieckiego Zespołu Parków Krajobrazowych. Prowadzi do niego, biegnąca przez niemal przez cały Otwock ul. Michał Elwiro Andriolliego. Postać tego XIX wiecznego rysownika i malarza jest szczególnie ważna dla okolicy. W 1880 roku, Andriolli, na swojej działce w folwarku Anielin (ok. 200 hektarów na terenie dzisiejszego Otwocka i Józefowa) zbudował, według własnego projektu, kilkanaście drewnianych domów. Niespotykana i unikalna architektura, łącząca styl mazowiecki i alpejski, do tej pory budzi zachwyt i nadaje Otwockowi unikalny charakter. To ozdobne budownictwo, którym Andriolli urozmaicił nadświdrzański krajobraz, Konstanty Ildefons Gałczyński nazwał „świdermajerem”.   Mijamy tablicę „Karczew”. Asfalt przechodzi w ubitą, piaskowo-żwirową, leśną drogę, którą dojeżdżamy do stuletniej leśniczówki. Tu mieści się muzeum. Motocykle zostawiamy na wydzielonym, ogólnodostępnym parkingu. Przekraczając drzwi, białego, drewnianego domu, czujemy się tak jakbyśmy przekraczali granicę lasu, pełnego tajemnic i zwierząt. W środku panuje półmrok. Ekspozycja  pokazuje leśne zwierzęta w swoim naturalnym otoczeniu. Oprowadzający nas po muzeum Pan Robert Belina, Zastępca Dyrektora Mazowieckiego Zespołu Parków Krajobrazowych, w bardzo przystępny i humorystyczny sposób opowiada o skarbach lasu. Są nawet zagadki dla dorosłych! Bardziej zgadujemy niż wiemy, dlatego ta leśna lekcja ma dla nas dużą wartość. Ciekawym eksponatem muzeum jest „Leśna szafa grająca” – dzięki której można posłuchać dźwięków leśnych ptaków i zwierząt, bez koniecznej konfrontacji z nimi. Jeleń na rykowisku, dzik, wilk – przeróżne dźwięki wywołują raz wybuch śmiechu, raz lekki strach. Bez wątpienia warto posłuchać wszystkich, a niektóre zapamiętać. Ku przestrodze. Żeby leśnych zakazów na motocyklach nie łamać. Na piętrze leśniczówki, znajduje się warta obejrzenia część etnograficzna poświęcona kulturze regionu kołbielskiego: stroje ludowe, przedmioty codziennego użytku, kołbielskie wycinanki. Najbardziej wyobraźnie pobudza część poświęcona koczowniczym łowcom reniferów zamieszkujących te tereny w czasach paleolity. Za leśniczówką, prowadzi w las ścieżka. „Łabędzi szklak” po 10 minutach doprowadza nas do najbardziej niezwykłego skarbu okolicy – śródleśnego jeziora Torfy. To nie Biebrza, ani Mazury, to podwarszawski Karczew!

Z serca natury jedziemy na salony. Po 15 minutach parkujemy przed barokowym Pałacem w Otwocku Wielkim. To jedna z niewielu tak dobrze zachowanych na Mazowszu późnobarokowych siedzib magnackich. Korpus główny siedziby warszawskiego rodu Bielińskich, powstał w latach 80. XVII wieku, a skrzydła dodano po jego rozbudowie w latach 40. XVIII wieku. W 2 poł. XIX wieku pałac popadł w ruinę. Po 2 wojnie światowej, we wnętrzach Pałacu umieszczono Dom poprawczy dla dziewcząt. Od lat 70-tych jego wnętrza były tłem życia politycznego Polski. Częstym gościem bywał tu Wojciech Jaruzelski. Na początku lat 80-tych pałac był jednym z miejsc internowania Lecha Wałęsy. Im więcej dowiadujemy się o Pałacu, tym bardziej zagadkowy się staje. Zwiedzanie go, to naprawdę ciekawa lekcja historii. Ponadto, w jego wnętrzach można zobaczyć wiele interesujących eksponatów. Min. fortepian Ignacego Paderewskiego oraz pamiątki po nim ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Wartość niezwykłej kolekcji chińskiej potrafiło docenić nawet nie przyzwyczajone do obcowania ze sztuką oko. Niesamowite wrażenie robi sala z freskami z końca XVII i XVIII wieku. Szkoda, ze ten wyjątkowy obiekt, otoczony pięknym parkiem, stoi trochę na uboczu zapomniany przez świat i instytucje finansujące. W pałacowej oranżerii podsumowaliśmy dzień. Gorąca herbata, po tylu atrakcjach i bardziej jesiennej niż wiosennej aurze, zawsze smakuję najlepiej. A dotyk szlachetnej porcelany, docenią nawet najtwardsze motocyklowe dłonie. Te dłonie były już dzisiaj mocno zamarznięte. Ale wiemy, że za kolejnym zakrętem czeka wiele miejsc do odkrycia.

Serdecznie zapraszam do przyłączenia się do wspólnej podróży. Informacje o wyjazdach znajdziecie na FB: https://www.facebook.com/KobietaNaMotocyklu/?fref=ts

Podziękowania dla Pana Roberta Beliny z Mazowieckiego Zespołu Parków Krajobrazowych i pracowników Pałacu Bieleńskich w Otwocku Wielkim za bardzo serdeczne przyjęcie. 

Partnerem sprzętowym jest Yamaha Motor Polska.

Najnowsze

Projekt Anny Jackowskiej – Polskie Zachwyty Motocyklowe

"Polskie Zachwyty Motocyklowe pierwszy raz wyjechały w Polskę w zeszłym roku. To projekt, który pojawił się bardzo spontanicznie - z mojego zachwytu pięknem Polski i niedosytu w jej poznawaniu." - pisze Ania Jackowska.

Okazało się że nie jestem w tym poczuciu sama i są motocykliści, którzy od motocykla oczekują nie tylko wrażeń i adrenaliny ale i ciekawej podróży w gronie ludzi ciekawych świata. Od początku Polski Związek Motorowy, towarzyszył organizowanym i pilotowanym przeze mnie podróżom. W tym roku, do grona współorganizatorów dołączył Samorząd Województwa Mazowieckiego. I ruszyliśmy na mazowieckie drogi! Organizowane raz w miesiącu podróże spotkały się z ogromnym zainteresowaniem. Zapraszam Was do przeczytania relacji z jednej z mazowieckich wycieczek.

Tym razem na trasie Polskich Zachwytów Motocyklowych po Mazowszu zaplanowałam dwie atrakcje: Płock i Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Dla wielu z Nas, nie były to podróże nowe.  Jednak zarówno dla tych, którzy w tych miejscach byli już wcześniej, jak i dla tych, którzy zawitali do nich po raz pierwszy, te Zachwyty były bardzo odkrywcze. W sobotni, lipcowy poranek, droga nr.62 biegnąca wzdłuż Wisły była idealną drogą do motocyklowej podróży. Niewielki ruch, świetny asfalt – droga marzenie. Po półtorej godzinie spokojnej jazdy i pysznej kawie, jesteśmy w Płocku – dawnej stolicy Mazowsza i stolicy Polski w latach 1079–1138, jednej z głównych siedzib królestwa. Z taką historią w tle miasto przyjmuje nas z królewskimi honorami a i Płocka gościnność zasługuje na miano królewskiej.

Z otwartej przestrzeni pięknej drogi, niełatwo motocykliście zamknąć się w muzealnych murach. Szczególnie gdy aura zachęca aby jechać dalej. I uwierzcie mi, nam też wcale nie chciało się rezygnować ze słońca, przyjemnego wiatru i pięknej drogi. Ale okazało się, że w Płocku, jest takie muzeum, w którym zatrzymany w ekspozycji czas, skutecznie i nas zatrzymał. Do tego stopnia, że wcale nie chcieliśmy z niego wychodzić. Zachwyciło nas wyjątkowe Muzeum Mazowieckie z najbogatszą w Europie kolekcją sztuki secesyjnej. Muzeum Mazowieckie w Płocku jest jednym z  najstarszych  muzeów w Polsce. Powstało z inicjatywy społecznej w 1821 roku i posiada niezwykle ciekawe zbiory historyczne, numizmatyczne, artystyczne, archeologiczne i etnograficzne. Ze względu na największą ekspozycję poświęconą sztuce secesji, zwane jest często „muzeum secesji”. W holu pięknie odrestaurowanej kamienicy secesyjnej przy Tumskiej 8 panował półmrok. Gdy przekroczyliśmy pierwsze drzwi, zachwytom nie było końca. Stanęliśmy na jasnym patio, które kiedyś musiało być podwórkiem tej kamienicy. I tu zaczęła się nasza przygoda z muzeum. Dzięki przewodniczce, pani Ani, kolejne piętra otwierały przed nami  swoje tajemnice i historie. Niezwykle ciekawe aranżacje wnętrz mieszczańskich pobudzały wyobraźnię i prowokowały do zadawania pytań. 4 pietra muzeum na których znajdują się sale rzemiosła artystycznego,  galeria malarstwa i rzeźby i bardzo bogata kolekcja sztuki art. Deco, nawet dla tych z nas, którzy na co dzień rzadko obcują ze sztuką, były bardzo ciekawe i prowokowały do zadawania pytań. Bez wątpienia, jednym z najcenniejszych skarbów tego muzeum, jest przewodniczka Pani Anna, która pasję i zachwyt sztuką potrafi obudzić w każdym – bez względu na wiek i zainteresowania. Pytajcie o nią koniecznie- to wspaniała wizytówka Muzeum Mazowieckiego. 

Wizyta w Muzeum była początkiem naszej podróży po Płocku. Dalszą jej część kontynuowaliśmy w towarzystwie Pana Zbyszka – przewodnika z Płockiej Lokalnej Organizacji Turystycznej i miejscowych motocyklistów, którzy przyszli poznać się z „Zachwytami”. To było bardzo miłe i zaskakujące spotkanie. Przed słońcem schowaliśmy się w chłodnych wnętrzach katedry. Bazylika Katedralna pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny to jedna z 5 najstarszych tego typu obiektów w Polsce i jedna z 3 w której spoczywają dawni władcy Polski. Szczątki Władysława I Hermana i Bolesława III Krzywoustego oraz książąt Mazowieckich odkryto w 1825.  Bogata historia Katedry, 11 ołtarzy, potężne organy i polichromowe drzwi to pretekst do tego aby bazylice poświęcić szczególną uwagę, zatrzymać się w niej bez pośpiechu, rozejrzeć dookoła. Niezwykłą historię tego miejsca można odczytać przyglądając się zabytkowym wnętrzom.   Po zwiedzaniu wyszliśmy złapać oddech i słońce i nacieszyć wzrok naturą. Ze wzgórza Tumskiego, na którym stoi ta potężna budowla, roztacza się niezwykły widok na Wisłę, która w tym miejscu jest wyjątkowo piękna i szeroka. Można się zapatrzeć a przy okazji upatrzyć sobie cel do dalszej wędrówki: Ogród Zoologiczny, pełną zwierzęcych osobliwości atrakcję dla całych rodzin. Koniecznie znajdźcie czas na spacer po molo, z którego można spojrzeć w górę aby z innej perspektywy zobaczyć wzgórze Tumskie. Po wyjściu z Katedry nasza podróż niestety musiała przyspieszyć, na szczęście, jeszcze przez chwilę mogliśmy cieszyć się ze spaceru po klimatycznych zakątkach miasta podziwiając m.in. budynek „Małachowianki” – najstarszej w Polsce szkoły. Wizyta w Płocku była krótka ale dzięki niej przekonaliśmy się że:  Płock to piękne kamienice, klimatyczne ulice, miejsce idealne na spacer, bardzo przyjazne i otwarte na gości.  Póki co jego uroku nie zadeptują tłumy turystów. Dlatego spieszcie się odkryć tę perłę Mazowsza, zanim zrobią to inni.   My na pewno tam wrócimy, bo każdy z nas wyjechał z Płocka z niedosytem i „Paszportem”, zachęcającym do odwiedzenia innych płockich atrakcji.

Droga poprowadziła nas do oddalonego o 40 kilometrów Sierpca. Pierwsze obiekty sprowadzono w 1977 roku i od tego czasu muzeum coraz bardziej się rozrasta. Zwiedzanie Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu zaczynamy od „Pohulanki”. I Wam radzę zrobić to samo. Na pajdę chleba z najpyszniejszym smalcem Mazowsza czekałam wiele miesięcy. Jedzcie na miejscu, bierzcie do domu. Nie zmarnuje się, jeżeli w ogóle do domu z Wami dojedzie.  „Pohulanka” słynie też z pierogów i nieczęsto spotykanej czerniny. Warto spróbować tego zapomnianego dziś smaku. I najeść się do syta. Na zwiedzanie ekspozycji umieszczonej na kilkudziesięciu hektarach i obejrzenie ponad 80 obiektów małej i dużej architektury trzeba mieć zapas energii.  Na rozległym terenie skanseny zebrano m.in.: zagrody chłopskie z przełomu XIX i XX wieku, zrekonstruowany dworek szlachecki, drewniany wiatrak. Niezwykłym „eksponatem” jest  przeniesiony z oddalonej o 120 km miejscowości Drążdżewo XVIII wieczny kościół z dzwonnicą!  Na zwiedzanie Muzeum Wsi Mazowieckiej warto poświęcić cały dzień. Uświadamia nam to przewodnik, który jęknął gdy usłyszał, że na tę podróż w czasie mamy dwie godziny. Nam wydawało się to wystarczająco dużo. Ale uwierzcie mi, to zdecydowanie za mało.  I sami zdaliśmy sobie z tego sprawę, kiedy zwiedzaliśmy kolorowe zagrody. W Sierpcu warto „zamieszkać” na jeden dzień. Spokojnie pochodzić między zagrodami, pozaglądać do domów, poleżeć na trawie, pooddychać świeżym powietrzem. Otoczone kwiatowymi i warzywnymi ogródkami chałupy i biegające po zagrodach zwierzęta sprawiają wrażenie, jakby życie w nich nadal biegło swoim rytmem. Aż żal się mu nie poddać. Do Sierpca warto wybrać się w niedzielę i wziąć udział w „Niedzielach w Skansenie”, których celem jest popularyzacja ginących zawodów, wiejskich zajęć i zabaw. Dzięki animacjom, pokazom dawnych obyczajów i zawodów, skansen ożywa i jeszcze bardziej można dotknąć historii. Uczestnicy Zachwytów próbowali swoich sił w chodzeniu na szczudłach, grach zręcznościowych pokazując że motocyklista to człowiek wszechstronnie utalentowany. W Muzeum bardzo zaciekawiła mnie „Kolekcja rzeźby ludowej” – ekspozycja poświęcona pracy twórców ludowych, ich historiom, biografiom. Dzięki tej wystawie sztuka ludowa przestaje być anonimowa i łatwiej ją zrozumieć.

Jak to zwykle bywa, Zachwyty nie chciały się skończyć. Nawet zapomnieliśmy o tym, że nam się spieszyło do domów. 11 godzin intensywnej podróży zupełnie nas nie zmęczyło, zostawiając jak zwykle niedosyt. Tak kończą się wszystkie wycieczki po Mazowszu.

Współorganizatorem wyjazdów jest Samorząd Województwa Mazowieckiego. Partnerem projektu jest Polski Związek Motorowy, parterem sprzętowym Yamaha Motor. Informacje o Polskich Zachwytach Motocyklowych i innych organizowanych przeze mnie wyjazdach można znaleźć na FB: Kobieta na motocyklu lub pod adresem: wyprawa@aniajackowska.pl

Najnowsze