Filmik z motocyklistą z Trójmiasta – nie klikajcie w to!

Przyznam, że kompletnie nie mam ochoty pisać tego tekstu. Naprawdę. Fakt, że idiotyczny filmik z łamiącym wszelkie przepisy motocyklistą stał się sensacją dnia w mediach pozostawiłabym bez komentarza… Jednak machina mediów tak działa, że nie sposób pominąć tego tematu: trzeba wszak "uzbierać" agresywnych komentarzy i popierających lajków.

Bo co tu można napisać? Że tego typu jazda to czysta głupota? To oczywiste. Że tacy motocykliści to niestety powszechny problem? To nie do końca prawda; takich po prostu najbardziej widać. Pisałam już o tym wcześniej tu (https://www.motocaina.pl/artykul/motocyklisci-to-samo-zlo-film-7240.html). Że media robią sensację z ludzkiej głupoty, zamiast zajmować się prawdziwymi problemami? To także czysta oczywistość.

Mnie to po prostu denerwuje – wiecie dlaczego? Bo takim bezmózgim chłopakom, którzy wrzucają tego typu filmiki właśnie o to chodzi. Popisać się, zdobyć rozgłos, zostać chojrakiem jednej doby. I każdy tekst o tym filmiku, każdy materiał w TV, to będzie powód kolejnych tego typu „wyczynów”, podżeganie do popisów wątpliwej jakości. Niejeden domorosły, uliczny pseudo-stunter poczuje się zachęcony do takiej „zabawy” i chwalenia się nią światu. A nuż jego też pokażą w telewizji?

Więc powiem jedno: nie oglądajcie tego filmiku. Nie klikajcie, nie komentujcie. Jeśli ktoś z Waszych znajomych też tak jeździ, jeżeli takie zachowania mu imponują – taktownie i uprzejmie zasugerujcie, co o tym myślicie. Nie róbmy sensacji z czyjejś głupoty. Tylko tyle. I aż tyle.

Najnowsze

Motocyklowy Dzień Kobiet w Liberatorze – relacja i galeria

Dobre humory motocyklistek i ciepła atmosfera salonu Liberator Harley-Davidson sprawiły, że chłodny, sobotni Dzień Kobiet upłyną pod znakiem świetnej zabawy!

Wydawać by się mogło, że poranna temperatura na poziomie 3 stopni Celsjusza odstraszy część pań, które zgłosiły chęć uczestnictwa w jazdach testowych i atrakcjach Dnia Kobiet w październiku. Jednak ku ogólnej uciesze, już na rozpoczęciu imprezy, punkt jedenasta, pod salonem Liberatora zgromadziło się sporo twardzielek, które – mimo chłodu – spragnione były wrażeń z jazdy najnowszymi modelami motocykli Harley-Davidson. Ta niesamowita determinacja, godna podziwu, objawiła się też w odpowiednim przygotowaniu do jazdy w tak niesprzyjających warunkach – jedna z motocyklistek jeździła w rękawicach narciarskich!

Bogata galeria zdjęć z wydarzenia tutaj.

Jazdy testowe motocyklami Harley-Davidson były podzielone na nieduże tury.
fot. Małgorzata Rybak

Do dyspozycji pań podstawiono dwa modele Harley-Davidson Street 750, które cieszyły się wyjątkowym zainteresowaniem. Ten najtańszy w ofercie amerykańskiej marki motocykl (od 34 tysięcy złotych) ma tak nisko położoną kanapę, że nawet kobiety o wzroście 152 centymetry świetnie sobie na nim radziły. Jego poręczność i lekkość prowadzenia nie schodziła w ust wszystkich, które zechciały spróbować swoich sił właśnie na tym modelu. A na jazdy czekały jeszcze: równie rozchwytywany przez panie Iron 883 (nasz test tutaj), Sportster Custom 1200 CB, Softail Breakout oraz RoadGlide.

Harley-Davidson Street 750 zdziwił niejedną motocyklistkę.
fot. Małgorzata Rybak
Mimo chłodu uśmiechy nie schodziły z ust uczestniczek jazdy testowych.
fot. Małgorzata Rybak

Poza jazdami testowymi, które skrupulatnie wykorzystywały uczestniczki Dnia Kobiet, na terenie Liberatora zlokalizowano mini salon piękności. Można było poradzić się w kwestiach makijażowych konsultantek Mary Kay, czy pomalować paznokcie na najbardziej trendy kolory tego sezonu – dzięki specjalistkom z PEDICURE PLACE BY OPI.

Malowanie paznokci dzięki PEDICURE PLACE BY OPI
fot. Małgorzata Rybak
Konsutacje kosmetyczno-makijażowe prowadziły konsultantki Mary Kay.
fot. Małgorzata Rybak
Do wyboru do koloru – panie mierzyły, stylizowały, pozowały do zdjęć.
fot. Małgorzata Rybak

Popołudniu dotarły do nas profesjonalistki z salonu fryzjersko-kosmetycznego Platinum z Piaseczna, które opowiedziały, jak ułożyć fryzurę, czy wygodnie uczesać włosy pod kask – części z pań zostały zaplecione dedykowane jeździe motocyklem warkocze.

Warkocz „motocyklowy” idealny pod kask.
fot. Małgorzata Rybak

W trakcie całego wydarzenia można było – korzystając z dostępnej w Liberatorze, kobiecej kolekcji odzieży i akcesoriów Harley-Davidson, która w tym dniu była dla pań do kupienia w wyjątkowo atrakcyjnych cenach – wystylizować się idealnie do sesji zdjęciowej z motocyklem, której dokonywał Rafał Wójcik.

Pokaz Kasi na Ironie 883 wzbudził podziw zgromadzonych.
fot. Małgorzata Rybak
Do grona jeżdżących Harleyami dołączyły motocyklistki na japońskich sprzętach.
fot. Małgorzata Rybak

 

W miarę ocieplania się aury w ciagu dnia, panie chętniej korzystały z Vespa Baru, który serwował ciepłe napoje i pysznych, pieczonych ziemniaków z niezwykłymi farszami od Kartoflove. Rozgrzane emocjami dziewczyny mogły też podziwiać pokaz umiejętnej jazdy motocyklem filigranowej Kasi (więcej o Kasi i jej koleżankach jeżdżących na codzień Sportsterami dowiesz się tu). Kasia śmigała między pachołkami i na tzw. ósemce na Ironie 883, który wspaniale poddawał się jej rozkazom, udowadniając, że ani nieduża, kobieca postura, ani spory rozstaw kół Harleya nie są przeszkodą w precyzyjnej jeździe. Zaraz po Kasi na plac manerwowy wjechał Artur swoją zwalistą Electrą, który w równie doskonały sposób ujeżdżał ten ogromny sprzęt. Na koniec Artur zaproponował wszystkim paniom 10-procentową zniżkę na zimowy kurs doskonalenia techniki jazdy motocyklem.

Podsumowaniem atrakcji był cudowny koncert gitarzysty – Artura Temczuka – który wprowadził wszystkich zgromadzonych w chilloutowy nastrój.

Ukoronowaniem naszego wydarzenia było rozwiązanie konkursu – stawką był weekend z modelem Harley-Davidson Street 750, który wygrała Monika Jastrzębska – gratulujemy! Nagrodami pocieszenia były płyty zespołu „13 w samo południe” ufundowane przez Sony Music Polska.

Dziękujemy wszystkim motocyklistkom, „plecaczkom”, panom, którzy dzielnie eksortowali nasze peletony jednośladów, oraz partnerom imprezy za udział w wydarzeniu i zachęcamy do udziału w kolejnym, które odbędzie się już w ten piątek! Więcej szczegółów tutaj.

Film z wydarzenia już wkrótce!

Najnowsze

Zawodniczki RMF4rt górą na Baja Żagań!

Z Baja Żagań RMF 4RACING Team wraca z 3 pucharami: za 2. miejsce w klasyfikacji teamów, za 2. miejsce w grupie OPEN RMPST puchar odebrała Małgorzata Kosińska z Andrzejem Derengowskim oraz za 3. miejsce  w grupie OPEN puchar odebrał team Biegun/Kujawa.

Baja Żagań był decydującym, bo ostatnim rajdem sezonu 2014. W Żaganiu rozegrała się walka o ostatnie punkty w klasyfikacji generalnej sezonu 2014.

Niestety po rewelacyjnej sobocie, team Szandrowski/Płuciennik musiał pożegnać się z rywalizacją. W niedzielę, w połowie drugiego OeSu, samochód załogi miał awarię głowicy silnika. Jednak waleczna postawa ekipy na przejechanych odcinkach, pozwoliła  całemu Teamowi punktować w klasyfikacji teamów i przez to uzyskać 2. lokatę.

– Pomimo, że jako załodze nie udało nam się wywalczyć miejsca na podium, to cieszę się, że mogliśmy dołożyć swój wkład w generalną klasyfikację teamów i przywieźć trochę punktów. Zawsze jednak pozostaje niedosyt. W końcu przyjeżdżamy z założeniem, że chcemy wygrać ale pamiętamy, że to jest sport i porażki musimy przyjmować z pokorą. Podsumowując jednak wynik naszego zespołu, jestem bardzo zadowolony – mówi Rafał Płuciennik, szef RMF 4RACING Team.

Z Baja Żagań RMF 4RACING Team wraca z 3 pucharami: za 2. miejsce w klasyfikacji teamów, 2. miejsce w grupie OPEN RMPST puchar odebrała Małgorzata Kosińska z Andrzejem Derengowskim oraz za 3. miejsce  w grupie OPEN puchar odebrał team Biegun/Kujawa
fot. RMF 4RACING Team

– Jesteśmy bardzo szczęśliwi jako zespół – cieszy się Aleksandra Kujawa, pilot RMF4rt. Gosia Kosińska z Andrzejem Derengowskim zajęli 2. Miejsce, ja z Krzyśkiem zajęliśmy 3. Rajd poszedł nam świetnie. Kończymy sezon otrzymując kolejne puchary.

Swojej radości nie ukrywała także Małgorzata Kosińska, która ten sezon może uznać jako przełomowy i bardzo dobry. Przejechała cały cykl Mistrzostw Polski kończąc rajdy na rewelacyjnych pozycjach.

– To był najfajniejszy rajd całego sezonu! Był szybki, prosty. Było też parę takich momentów, w których można było dostać paniki i oczywiście nie było mi to obce, ale ogólnie to super! Rewelacja!

Bardzo dobrze sam rajd ocenia także pilot Małgorzaty Kosińskiej – Andrzej Derengowski, który – jak podkreśla Gosia, jest głównym autorem jej sukcesu.

– Trasa była świetna! Przede wszystkim bardzo dobrze opisana. Dużo prostych, na których można się było rozpędzić. Taki prawdziwy Cross-Country. Był jeden element, który nas mocno zaskoczył – były to głębokie kałuże. Tam pojawiło się trochę paniki, bo szyby zaparowały od wewnątrz, nie było nic widać.  Ale generalnie podobało mi się bo to jest to, co lubię. Trasa, która zaskakuje, tak jak wspomniałem dobrze opisana, dużo szybkich prostych, zakręty widoczne, oczywiste. Z mojego punktu widzenia super – komentuje rajd Baja Żagań Andrzej Derengowski, który wraz z Małgorzatą Kosińską zajęli 2. Miejsce w grupie OPEN.

Oficjalne wyniki podsumowujące cały sezon rajdowy 2014, zostaną ogłoszone na uroczystej gali organizowanej przez PZMot w grudniu w Warszawie.

Najnowsze

Marc Marquez wyrównuje rekord Micka Doohana

Marc Marquez już dwa tygodnie temu, podczas Grand Prix Japonii, zdobył drugi z rzędu tytuł mistrza świata MotoGP, a zwycięstwo Hiszpana w niedzielnym wyścigu o Grand Prix Malezji przypieczętowało 63. tytuł w klasyfikacji konstruktorów dla Hondy.

Wygrywając w Malezji Marquez nie tylko zapewnił Hondzie kolejny tytuł w klasyfikacji konstruktorów, ale również wyrównał, ustanowiony w 1997 roku, rekord dwunastu zwycięstw w jednym sezonie należący do legendarnego zawodnika Repsol Hondy, Micka Doohana. Triumf tegorocznego mistrza MotoGP w Malezji był także 695 wygraną motocyklisty Hondy w wyścigu MŚ, a dla Hondy – aż 63. tytułem w klasyfikacji konstruktorów (w tym 21. w królewskiej klasie).

„To był jeden z najtrudniejszych i najbardziej wymagających fizycznie wyścigów w tym sezonie, dlatego cieszę się bardzo, że wyrównałem rekord zwycięstw Micka Doohana – powiedział Marquez. – Wiedzieliśmy, że w Malezji będzie gorąco, ale dzisiaj samo dojechanie do mety było wyzwaniem. Jestem zadowolony ze swojej jazdy, ponieważ straciłem trochę czasu w pierwszym zakręcie, ale byłem w stanie przebić się na czoło stawki i kontrolować sytuację przed decydującym atakiem.”

Marc Marquez
fot. Honda

„To kolejny bardzo ekscytujący i wyjątkowy dla Hondy sezon – powiedział wiceprezes Honda Racing Corporation, Shuhei Nakamoto. – Marc pokazał niesamowitą dominację, wygrywając pierwszych dziesięć wyścigów z rzędu, a następnie sięgając po drugi z rzędu tytuł mistrzowski. Nigdy tego nie zapomnimy, tym bardziej, że dokonał tego podczas naszego domowego wyścigu w Japonii. Ten tytuł dedykuję wszystkim kibicom Hondy na całym świecie, a my ruszamy teraz na ostatnią rundę sezonu do Walencji, gdzie spróbujemy przypieczętować też mistrzostwo w klasyfikacji zespołów – drugą z rzędu „potrójną koronę”.”

Tym razem pecha na torze Sepang miał zwycięzca Grand Prix Malezji sprzed roku, Dani Pedrosa, który upadł na drugim okrążeniu, jadąc na drugiej pozycji. Hiszpan z zespołu Repsol Honda podniósł swój motocykl i wrócił do walki, prezentując tempo równie dobre jak Marqueza, ale w połowie wyścigu przewrócił się raz jeszcze i nie mógł kontynuować jazdy. Solidne, czwarte miejsce wywalczył za to Niemiec Stefan Bradl z ekipy LCR Honda.

Wyścig klasy Moto3 wygrał dosiadający Hondy Hiszpan Efren Vazquez, do którego na podium dołączył jego rodak, finiszujący na trzecim miejscu Alex Rins. Na czele klasyfikacji generalnej wciąż znajduje się inny podopieczny Hondy, Alex Marquez, młodszy brat mistrza MotoGP, który po piątym miejscu w Malezji nadal ma 11 punktów przewagi na czele generalki.

Mistrzostwo świata w klasie Moto2, w której wszyscy motocykliści ścigają się na motocyklach wyposażonych w silniki z drogowego modelu CBR600RR, w Malezji przypieczętował Hiszpan Esteve Rabat, który ukończył wyścig na torze Sepang na trzecim miejscu. Wygrał jego rodak, trzeci w tabeli Maverick Vinales.

Ostatnia runda MotoGP, Grand Prix Walencji, już za dwa tygodnie.

Najnowsze

Test Range Rover Evoque 2.0 240 KM – mały książę

Samochody tej marki to prawdziwa arystokracja rodem z Wielkiej Brytanii. Projektanci zadbali jednak, aby w królewskim rodzie pojawiła się „świeża krew”. Efekt? Monarchia powiększyła się o kolejnego członka. Czy sir Range Rover Evoque jest prawdziwym księciem?

Gabarytami nie ustępują galeriom handlowym. Wjadą wszędzie tam, gdzie asfalt nie sięga. Tak, to właśnie taki wizerunek samochodów przez lata utrwalał w naszych głowach Land Rover. Aż tu nagle zwrot akcji – mały i „seksowny” Range Rover Evoque. Co więcej, w jego projekt swoje pięć groszy wrzuciła również Victoria Beckham. Czy taki debiut w ofercie producenta to słuszna decyzja? W dobie mody na samochody z segmentu SUV odpowiedź wydaje się być oczywista – tak. Czy jest godny zainteresowania ze strony kobiet? Jak to mawiają podczas gry w  pokera: sprawdzam.

Range Rover Evoque – arystokrata szos
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com
Panel centralny w Range Rover Evoque.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Wygląd zewnętrzny nie pozostawia złudzeń – to bardzo udany samochód. Wysoko poprowadzone linie drzwi bocznych, a co za tym idzie nieduże okna sprawiają, że Evoque wydaje się być bardzo masywny. Dach oraz zewnętrzne lusterka są w odmiennym kolorze lakieru, niż pozostała część nadwozia; tu Range Rover „prochu nie wymyślił”, ale to wciąż bardzo ładne urozmaicenie. Czy wnętrze jest równie elektryzujące?

Wnętrze – błękitna krew?
W środku dominuje głównie czerń w połączeniu z aluminium. Jakie są fotele? Projektanci skutecznie zadbali, aby komfort i wygoda szły w parze z ładnym wyglądem. Doskonałe trzymanie boczne oraz starannie przeszyta dziurkowana skóra są tego najlepszym dowodem. Na tylnej kanapie wygodną pozycję zajmie dwójka dorosłych pasażerów. O ile miejsca nad głową nie zabraknie nikomu, o tyle osoby z nogami żurawia mogą nieco narzekać na jego brak. Na desce rozdzielczej widnieją białe przeszycia. Ich obecność nakazuje spodziewać się skórzanego obicia. I tu małe oszustwo – całość została wykonana z czarnego, miłego w dotyku, ale jednak tworzywa. Niby nic, pod warunkiem, że nie mamy do czynienia z samochodem za blisko 200 tysięcy złotych.

Ostatnia uwaga dotyczy bagażnika. Wprawdzie producent deklaruje 575 litrów pojemności, ale dopatrzeć się tego wyniku jest równie ciężko, co poczucia humoru u Władimira Putina.

Gdzie zatem kryją się największe zalety? Pod maską oczywiście.

Wnętrze Range Rover Evoque
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Król bezdroży czy król szos?
Najmocniejszy w ofercie, dwulitrowy, czterocylindrowy, turbodoładowany silnik benzynowy został uzbrojony w 240 KM mocy. Na papierze ta cyfra to czysta radość, a jak jest w rzeczywistości?

Budzę do życia białego królewicza. Na powierzchnię majestatycznie wysuwa się pokrętło służące do obsługi automatycznej skrzyni biegów. Ciekawa sztuczka, robi wrażenie. Jednak nie większe, niż liczba biegów. A tych jest dziewięć. Śmiało, nie kryjcie swojego zaskoczenia. Jaką prędkość trzeba rozwinąć, aby do akcji wkroczył ostatni bieg? Niespodzianka: 70 km/h. Zawiedzeni tym faktem z pewnością nie będą ekolodzy, w końcu to rozwiązanie ma się przyczynić do znacznego zmniejszenia emisji spalin. Podczas jazdy skrzynia bardzo sprawnie posługuje się tym zastępem biegów i przełożenia zmieniają się dosyć szybko. Jednak idąc za ekologicznym ciosem obroty silnika są utrzymywane raczej w dolnym zakresie (poniżej 2000 obr/min). Szlachetne rozwiązanie jednak nie pozbawione wad. Chcąc gwałtownie przyspieszyć, benzynowy silnik musi wspiąć się na wyższe obroty. To zadanie dla skrzyni, która – poprzez redukcję – wrzuca niższy bieg. Ten właśnie moment jest odczuwalny w formie lekkiego szarpnięcia zaburzającego płynność jazdy. Szkoda.

Range Rover Evoque – wybitnie udana linia nadwozia
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Na pochwałę zasługuje wyciszenie kabiny oraz praca silnika, niemal niesłyszalna dla ludzkiego ucha. O swojej obecności daje znać jedynie zawieszenie, zwłaszcza na różnego rodzaju nierównościach. Sztywne i nieco twarde nie jest szczytem komfortu, ale ma jedną zasadniczą zaletę – samochód na zakrętach wręcz wgryza się w asfalt. Wciskam pedał gazu próbując wyprowadzić Evoque z równowagi, ale ten pozostaje wręcz niewzruszony na moje prowokacje. Nie zapominajmy jednak, że to Range Rover i w jego „żyłach” płynie błękitna krew z domieszką piasku. Dlatego też nie zabrakło systemu Terrain Response, który oferuje cztery tryby pracy zawieszenia: asfalt, piasek, błoto / koleiny oraz trawa / żwir / śnieg. Patrząc jednak na 19-calowe, aluminiowe obręcze straciłam odwagę na poszukiwanie wrażeń w terenie.

Czytelne wskazania komutera pokładowego w Range Rover Evoque
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Z kolei Active Driveline to aktywny napęd na obie osie, który podczas spokojnej, równomiernej jazdy powyżej 35 km/h odłączy napęd na tylną oś, przyczyniając się tym samym do niższego zużycia paliwa. A trzeba przyznać, że jest z czego obniżać. Range Rover Evoque w cyklu miejskim wypija 15 litrów na każde 100 kilometrów.

Range Rover Evoque
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Reasumując
To przede wszystkim bardzo oryginalny i nietuzinkowy samochód. Tak skutecznie potrafi wyróżnić się z tłumu, że wzrok otoczenia po prostu osacza. Jego ceny w najniższej wersji wyposażenia zaczynają się od 186 600 złotych (silnik diesla 2.2 o mocy 150 KM). Ceny egzemplarzy z testowanym, najmocniejszym silnikiem benzynowym startują od 197 200 złotych. Lista rozmaitych dodatków jest długa i kosztowna. Warto jednak skupić się na wyborze tych, które ułatwią poruszanie się po mieście (kamery cofania, asystent parkowania). Te wspomagające jazdę w terenie raczej nie mają tu racji bytu.

Tylna kanapa Range Rover Evoque może w miarę wygodnie pomieścić 3 dorosłe osoby.
fot. Jan Zagrodzki, jzshots.tumblr.com

Na TAK:

– bardzo ładny wygląd zewnętrzny samochodu

– bardzo starannie wykończona kabina pasażerska

Na NIE:

– wysokie zużycie paliwa

– kokpit pokryty tworzywem imitującym skórę

– szarpnięcia wyczuwalne podczas redukcji biegów

– bardzo słaba widoczność do tyłu

– nieduży bagażnik

Range Rover Evoque 2.0 240 KM, dane techniczne:

Silnik – benzynowy, czterocylindrowy, turbodoładowany Si4

Pojemność – 2.0 litra

Moc – 240 KM

Moment obrotowy – 340 Nm

Prędkość maksymalna – 217 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h – 7,6 s

Pojemność bagażnika – 575 litrów

Pojemność zbiornika paliwa – 70 litrów

Prześwit osi przedniej – 215 mm

Prześwit osi tylnej – 240 mm

Maksymalna głębokość brodzenia – 500 mm

Średnica zawracania – 11,3 m

Długość/wysokość/szerokość – 4365/1635/2090 mm

Najnowsze