Ferrari organizuje wakacyjny obóz dla dzieci

O Ferrari powiedzieć można wiele, ale przede wszystkim trzeba przyznać, że to nadal niezwykle rodzinna firma. Na potwierdzenie mamy dla Was materiał z letniego obozu zorganizowanego dla 400 dzieci pracowników firmy.

 

Alonso wie jak rozkochać w sobie kobiety w każdym wieku 🙂
fot. Ferrari

Udział w takim obozie to z pewnością marzenie niejednego dziecka. W końcu sam szef Ferrari  Luca Di Montezemolo wpadł odwiedzić najmłodszych podczas ich letniego wypoczynku, przywożąc ze sobą  między innymi Fernando Alonso. Możemy się założyć, że po takich wakacjach marzeniem uczestników obozu, będzie zostać kierowcą Formuły 1 albo być tak jak rodzice pracownikami Ferrari.

 

Najnowsze

Zawodniczki podsumowują Rajd Rzeszowski

Rajd Rzeszowski, w ocenie startujących w nim kobiet, był bardzo dużym wyzwaniem. Trudne trasy, upał i awarie - to tylko niektóre przeszkody, z którymi musiały sobie poradzić zawodniczki w drodze na metę.

Rajd Rzeszowski – RSMP

Gabriela Bar – wynik zależy od tego, co tkwi w głowie

Rafał Rybacki z pilotką Gabrielą w Renault Clio ukończyli rajd na 4 miejscu w klasie N3 i 30 w klasyfikacji generalnej.

– Rajd Rzeszowski był dla mnie dużą niespodzianką: trasy okazały się nie tylko niezwykle wąskie, kręte, ale i szybkie, z wieloma „pułapkami”: mostki, zmieniająca się nawierzchnia, ostre spadania, ciasne zamykające. Dzięki temu jednak był także niezwykle pasjonujący! W naszej klasie (N3) wygraliśmy pierwszego dnia oes Lubenia (25 km!), a kolejnego – Widaczów w pierwszej pętli, co dało nam dodatkową energię i motywację do doskonalenia umiejętności rajdowych – mówi Gabriela.

Gabriela Bar
fot. Jola Żuk

– Wszystko – jak się okazuje – tkwi w głowie, a podstawą do osiągania dobrych czasów, jest maksymalna koncentracja i dobre zgranie jazdy Rafała z moim dyktowaniem – wnioskuje zawodniczka.

– Mieliśmy niestety też kilka przygód, które spowodowały stratę cennych sekund (przejazd przez podwórko, cofania, „slajd” brzegiem rowu), na szczęście udało się w jednym kawałku dojechać do mety, a zabawa była przednia ! Duży ukłon w stronę organizatorów, którzy faktycznie byli dla zawodników, a nie odwrotnie – podsumowuje Gabriela.

Francuska załoga startująca Citroenem DS3 Laurent Viana i Isabelle Galmiche chętnie wracają na polskie odcinki. Tym razem uplasowali się na najniższym podium w klasie i 16 w klasyfikacji generalnej.

Na drugim miejscu w klasie Open (która nie jest brana pod uwagę w klasyfikacji generalnej rajdu) na mecie zameldowali się Andrzej Lipski i Magdalena Lukas. Załoga startowała w mocnym Mitsubishi Lancerze.

Rajd Rzeszowski RPP

Gorąca sauna w rajdówce u Kasi Kiewrel

Kasia Kiewrel na prawym fotelu pilotuje męża.
fot. materiały zawodniczki

Kasia pilotująca swojego męża Ryszarda – w klasie N3 znalazła się na 6 miejscu. A w klasyfikacji generalnej, załoga Renault Clio Sport, osiągnęła 32 miejsce.

– Po blisko dwumiesięcznej przerwie wróciłam na prawy fotel. Nie sądziłam, że będę miała z tym jakiekolwiek problemy, ale jednak taka przerwa – daje się we znaki. Na tym rajdzie po raz pierwszy jechaliśmy z systemem HANS i muszę przyznać, że to też było pewne wyzwanie. Musieliśmy przetrenować „na żywo” procedurę ubierania tego wyposażenia, co nie jest takie proste – mówi Kasia.

– Na pierwszym odcinku przestał nam działać wentylator chłodnicy i zaczął się przegrzewać silnik, toteż jechaliśmy odcinki z wewnętrznym ogrzewaniem włączonym na max. Dzięki temu w rajdówce była pełna sauna. Od pierwszego oesu w drugiej pętli zaskoczyliśmy z tempem dyktowania i jazdy, co przełożyło się na czasy. Na oesie 4 poprawiliśmy się o 20 sekund, a na OS5 o kolejnych 10 sekund, w stosunku do pierwszego przejazdu. Na ostatnim odcinku mieliśmy świadomość, że nie mamy podejścia na podjazdach, do kolegów w Hondach, stąd wszystkie płaskie fragmenty i spadania staraliśmy się jechać maksymalnie szybko i muszę przyznać, że końcówka oesu była już faktycznie bardzo szybka! – wspomina zawodniczka. 

Wynik nie satysfakcjonuje Karoliny Szczerbik

Karolina pilotująca Dawida Dobrodzieja w Hondzie Civic, metę osiągnęła na 7 miejscu w klasie N3 i 35 w klasyfikacji generalnej.

– Rajd Rzeszowski okazał się dla nas łaskawy o tyle, że dojechaliśmy szczęśliwie na metę. Wynik nas nie satysfakcjonuje. Wyjątkowo ciężko znieśliśmy potworny upał – mieliśmy kłopoty z koncentracją. Przed nami kolejne testy, miejmy nadzieję, że następny start będzie dla nas dużo łaskawszy – mówi Karolina.

Dla Klaudii Temple rajd się skończył po I pętli

Załodze – Klaudia Temple i Jakub Wróbel, startującej Citroenem Saxo w klasie N2, udało się ukończyć rajd na 6 miejscu w klasie i 47 w klasyfikacji generalnej.

Klaudia Temple szybko musiała zakończyć rajd.
fot. materiały zawodniczki

– Do Rzeszowa przyjechaliśmy po naukę i zbieranie doświadczeń, z racji tego, że są to moje pierwsze starty na rajdowych trasach – to wszystko dla mnie jest nowe. Po zapoznaniu wiedziałam, że ten Rajd na pewno nie będzie łatwiejszą imprezą, niż poprzednie w jakich miałam okazję uczestniczyć. Bardzo wąskie, techniczne, kręte a zarazem szybkie odcinki specjalne budziły spory respekt – mówi Klaudia.

– Start po raz kolejny był dla nas wielką niewiadomą – w ostatniej chwili udało się poskładać samochód, który tym razem diametralnie zmienił swoją charakterystykę. Dłuższa skrzynia biegów wcale nie ułatwiała mi walki na oesach pod Rzeszowem, a nowe zawieszenie (które przyszło do nas na 3 dni przed rajdem) testowaliśmy w zasadzie – na pierwszych kilometrach pierwszego odcinka specjalnego – opowiada zawodniczka.

– Po pierwszej pętli sytuacja wyjściowa w klasie była całkiem niezła – 6 pozycja, ze stratą zaledwie 0,7 sekundy do 5-go zawodnika oraz ok. 8 sekund do 4-go. Zapowiadało to niezłą walkę! Niestety w tym momencie dla nas rajd się skończył, na strefie serwisowej okazało się że łożysko lewego, przedniego koła powiedziało dość i jedynym naszym celem było doturlanie się do mety – wspomina Klaudia.

Anna Żak może liczyć na kibiców i przyjaciół 

Po wielu przygodach, Anna Żak za kierownicą kultowego Fiata 126p ukończyła rajd na 50 lokacie w klasyfikacji generalnej i 1 w klasie. U jej boku siedział świeżo poznany pilot – Marcin Hinz. 

Anna Żak na osach.
fot. materiały zawodniczki

– Rajd Rzeszowski od samego początku przygotowań do niego – to była jedna wielka gonitwa. Sam start ledwo doszedł do skutku, ponieważ zmieniałam miejsce pracy i nie miałam potrzebnych funduszy, ale dzięki pomocy kibiców i przyjaciół udało się zebrać budżet na rajd. To jednak nie koniec komplikacji – brakowało mi jeszcze auta do zaholowania rajdówki i auta na zapoznanie z trasą. W ostatniej chwili zgodził się zaholować mnie Adam z serwisu Lukas Sport, ale musiałam jeszcze wykonać sporo telefonów, aż znalazł się kolejny maluch kolegi Michała Rogoża (pilota Marka Mularczyka) na zapoznanie – opowiada zawodniczka.

– Rajdówka była przygotowana, lekkie regulacje i wszystko grało! Ale zmieniłam hamulce i bębny troszkę za późno – bo jednak nie zostały dotarte… W czwartek po pracy zapakowałam całego malucha rajdowego w części i rzeczy zapasowe (ledwo jechał tak wypakowany po dach!) i odwiozłam go do Oświęcimia do holowania. Potem na szybko pognałam stopem po malucha Michała do Sosnowca. Kiedy dojechałam  w końcu pod akademiki, gdzie nocowaliśmy i wysiadłam z malucha – zapanowała cisza na mój widok – ekipy innych serwisów zdziwiły się, że takie auta jeszcze jeżdżą! Przywitałam się z nowym pilotem o północy, krótkie pogaduszki przed snem i w końcu dzień się skończył – wspomina Ania.

– Zapoznanie z trasą nie był łatwe, długie drogi dojazdowe do odcinków, odcinki pod górkę – to dla malucha spory wysiłek, wiec robiliśmy mu przerwy, a to nie pozwoliło nam opisać odcinków trzy razy, tylko dwa. Nie znaliśmy się z pilotem, więc było sporo pracy, ale poczciwy Fiat Elegant, pilot i ja dawaliśmy rade! Kolejny etap rajdu to badanie kontrolne, nie obeszło się bez problemów, ale zostaliśmy dopuszczeni do rajdu – mówi.

–  No i nareszcie dzień rajdu! Wstałam w miarę wyspana, ale dopadły mnie te nieszczęsne „babskie dni”, byłam tak słaba, że upadł zapał do walki i w takich chwilach mówię: – „O nie! To już ostatni rajd! Problemy z autem i z kasą – koniec z rajdami! Koniec! Mam dosyć!”

„Pierwszy odcinek pojechałam tak, jakby to był mój pierwszy raz w samochodzie” – mówi Ania.
fot. Tomasz Macherzyński

– Pierwszy odcinek pojechałam tak, jakby to był mój pierwszy raz w samochodzie: złe dohamowania, rowy i uderzyłam tyłem w znak – obróciło mnie, a klapa poleciała w las! W trakcie odcinka trwało docieranie się z pilotem, nie byłam do niego przyzwyczajona i mu nie ufałam. A opis zrobiłam odważny, przez co jechałam zachowawczo. No i jeszcze te górki, pod które z natury, maluchy nie chcą jechać – ale dałam rade, bez klapy i tylnego światła dotarłam na serwis. Na serwisie podeszła do mnie ładna Pani z telewizji TVP Sport, mały wywiad i pada pytanie: – „Ile Pani chce pozostać w sporcie?”. A ja odpowiadam: -„Nooo, do KOŃCA ŻYCIA!”. Czy ja jestem mądra? I o co w tym wszystkim chodzi? Że jeszcze godzinę temu kończyłam z rajdami, a jadąc na odcinki w drugiej pętli myślę, co trzeba poprawić przed następnym rajdem! – dziwi się Ania.

– Na kolejnych odcinkach było lepiej, choć bolała mnie głowa i dokuczał upał. Wyczułam auto, obyło się bez głupich obrotów, jedno ratowanie, jeszcze jeden obrót (ale nie najgorszy) i meta! Z szampanem i pucharem wylądowaliśmy na mecie: maluch ubrany w klapę z malucha Michała, zmęczony pilot i ja – której nagle wróciły chęci do życia! Aż, udałam się na imprezę porajdową i szlaczkiem o 7 rano wróciłam do akademika – wspomina zawodniczka.

– Chyba już wiem o co chodzi z tymi rajdami – kocha się je tak samo, jak bliską sercu osobę. Nie wiadomo konkretnie za co i pomimo tego, że czasem stwarza wiele problemów – podsumowuje Ania.

– Serdecznie chciałabym podziękować za wsparcie finansowe, transport i pożyczenie malucha (który dał radę przez 700 km bez zarzutu!). Pilotowi dziękuję za odwagę i wytrwałość – sam przyjechał z bardzo daleka i się dobrze spisał! Dziękuję także serwisowi, który musiał znosić moje „humory” i przede wszystkim kibicom, za gorący doping! – dodaje.

W Peugeocie 206 XS wystartowała Małgorzata Malicka-Adamiec, pilotująca Grzegorza Sikorskiego. Załoga ukończyła rywalizację na 6 miejscu w klasie A6 i 44 w klasyfikacji generalnej. A na najniższym podium klasy N2 uplasowała się załoga Jacek Polok z pilotką Katarzyną Pytel-Majkowską. Załoga startująca Hondą Civic w klasyfikacji generalnej była 26-ta.

Bez pomiaru czasu

Trzy kobiety pilotowały zawodników, którzy dopiero uczą się (od najlepszych), jak zostać licencjonowanym kierowcą rajdowym.

Aneta Marcol – meta z jedną przygodą na koncie

– Nasza załoga, jadąca z numerem 202 w Renault Clio, dojechała do mety z jedną przygodą na koncie. Samochód cały, załoga również – a najważniejsze, że kolejne punkty zdobyte! – mówi Aneta, dyktująca Kamilowi Strzała.

– Pozostało jeszcze 7 punktów do licencji, które postaramy sie uzbierać na rodzimym rajdzie mojego kierowcy – Dolnośląskim. Cała atmosfera na rajdzie była wyśmienita, począwszy od odbioru administracyjnego – do afterparty w klubie Live. Podziękowania dla mechaników Świderka i Woźnego i do zobaczenia na Dolnym Śląsku! – podsumowuje zawodniczka.

Magdalena Kutta miała szansę poznać trasy RSMP

Magdalena Kutta ze swoim kierowcą przed startem w Rajdzie Rzeszowskim.
fot. materiały zawodniczki

– W tym roku dzięki organizatorom 20 Rajdu Rzeszowskiego, większość zawodników trzeciej ligi miała okazję pojechać rajd za zawodnikami RSMP, mając tym samym możliwość do zaprezentowania siebie na honorowym starcie, jak i na odcinku medialnym. To wszystko sprawiło, iż rajd ten stał się naprawdę wyjątkowy! – mówi Magda, która trasę dyktowała Rafałowi Ziemińskiemu w Peugeocie 106.

– Odcinki tradycyjnie były bardzo trudne i wymagające. A 25-kilometrowa Lubenia sprawiła, iż zaschło mi w gardle – jednak wszelkie niedogodności są nieważne, gdy się jedzie rajd! I tak, może niezbyt szybkim tempem, ale na czterech kółkach, zameldowaliśmy się na mecie. Za umożliwienie startu w 20 Rajdzie Rzeszowskim dziękujemy firmom: REH4MAToraz agencji reklamy B3Studio – mówi zawodniczka.

– Przeżyliśmy też chwilkę grozy, gdy po pierwszym przejechaniu watersplasha auto zaczęło przerywać i szarpać. Przez chwilę myśleliśmy już, że to koniec jazdy, jednak rajdówka dała radę i powróciła do swojego normalnego trybu pracy, nie sprawiając już więcej problemów do końca rajdu – wspomina Magda.

Jola Żuk zrealizowała plan w 100 procentach 

Jola Żuk pilotowała Jacka Kotlińskiego z RallyZone.pl
fot. Dariusz Ołtuszyk

– W Rajdzie Rzeszowskim startowałam po raz kolejny z Jackiem Kotlińskim, w barwach RallyZone.pl. Naszym celem było zebranie doświadczenia, dojechanie do mety i uzyskanie punktów do licencji. Plan ten udało się zrealizować w 100% – mówi Jola, która zajmowała prawy fotel w Volkswagenie Polo. 

– Jednak tym razem, za zgodą dyrektora rajdu, zawodnicy ubiegający się o licencję stopnia R1, mieli jedyną i niepowtarzalną okazję, pojechać na końcu stawki bez pomiaru czasu, trasę 1 dnia, 4 rundy RSMP! Były to dwa odcinki specjalne, w dwóch pętlach;  11km Blizianka, bardzo trudna ponad 25km Lubenia, oraz odcinek medialny Nowy Świat. To było niesamowite doświadczenie, i przyznam, że miałam dużą tremę zwłaszcza przed Lubenią. Podczas tego rajdu Jacek wprowadził znaczącą zmianę w opisie, która bardzo dobrze sprawdziła się w praktyce! Przejechaliśmy w miarę czysto, bezpiecznym i pewnym tempem – wspomina zawodniczka. 

– Rajd Rzeszowski, to jeden z największych i najtrudniejszych rajdów na podkarpaciu. Doświadczeni zawodnicy określili tegoroczną edycję jako jedną z najcięższych w historii tego rajdu, pod względem specyfiki i konfiguracji tras, dlatego tym bardziej się cieszę, że mogliśmy w nim uczestniczyć. Serdecznie dziękujemy Rafałowi za przygotowanie auta i serwis, RallyZone.pl za wsparcie oraz kibicom za gorący doping na OS’ach – podsumowuje Jola. 

Nie ukończyły Rajdu Rzeszowskiego

Tomasz Żerebecki i Ewa Rybko wycofali się z rywalizacji w Rajdzie Rzeszowskim. Przyczyną tej decyzji były skutki wypadku w którym wzięli udział podczas zapoznania z trasą rajdu. Zawodnicy wyszli z niego cało, ale rajdówka niestety już nie.

Nie udało się zobaczyć na mecie Małgorzaty Opałka, pilotującej męża Marcina w BMW 318:

– Niestety nie był to dla nas szczęśliwy rajd. Na drugim odcinku specjalnym mieliśmy awarię auta i utknęliśmy na cały dzień przy „SOS 2″. Chcielibyśmy podziękować obsłudze z odcinka 2 za prowiant i funkcjonariuszom Policji za wodę, bo dzień był gorący, a my bez zapasów w rajdówce – wspomina zawodniczka.

– Szkoda, bo oesy były naprawdę fajne! Niedosyt jest ogromny, więc bardzo liczymy na to, że najbliższy Rajd Dolnośląski przejedziemy bez komplikacji – mówi  z nadzieją Małgosia.

Łukasz Dziemidok pilotowany przez Annę Wódkiewicz musieli  wycofać się już po pierwszej pętli zmagań, podczas strefy serwisowej usterka okazała się na tyle poważna, że zawodnicy nie wyjechali już na trasę rajdu.

Niestety, takie są rajdy, nieprzewidywalne, nie zawsze dane jest zawodnikom osiągnąć linię mety – tak było właśnie w naszym przypadku. Razem z Łukaszem nie zaspokoiliśmy głodu rywalizacji na odcinkach, bo drugą pętlę mogliśmy tylko śledzić w Internecie – mówi Ania. 

A kolejny rajd, w którym będziemy mogli podziwiać nasze zawodniczki, odbędzie się w pierwszy weekend września. Rajd Dolnośląski będzie także rundą mistrzostw Polski i Rajdowego Pucharu Polski. Liczymy, więc ponownie na mocną, żeńską obsadę rajdu!

Najnowsze

Ferrari zaprasza do Parku Rozrywki w Abu Dhabi

Dla miłośników Ferrari to istny raj na ziemi, ale oczywiście każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zapraszamy wszystkich na wirtualną wycieczkę po jednym z największych Parków Rozrywki - Ferrari World w Abu Dhabi.

Niecałe dwa lata temu pisałyśmy o planach otwarcia największego, krytego Parku Rozrywki na świecie – Ferrari World Abu Dhabi. Teraz mamy okazję odbyć wirtualną wycieczkę po tym fascynujacym miejscu.

Każdy odnajdzie tu coś dla siebie. Emocjonujące przejażdki kolejką, gdzie wagoniki są oczywiście raplikami modeli Ferrari, kolekcja 30 bezcennych modeli tej marki oraz genialna kuchnia i liczne atrakcje dla najmłodszych czynią to miejsce niezwykle rodzinnym i unikalnym.

Zresztą zobaczcie sami:

Najnowsze

Suomy Jet 70’s

Kask w stylu Cafe Racer? Marka Suomy oferuje w swojej gamie, kask Jet 70's. Za tą nazwą kryje się duch lat siedemdziesiątych. A jaki jest sam kask?

fot. Suomy

Włoski producent Suomy postanowił dołączyć do swojej oferty nowy kask typu Jet.

Model ten posiada blendę chroniącą nasze oczy przed słońcem, którą w każdej chwili możemy podnieść. Kask ten został zaprojektowany głównie do jazdy miejskiej. Z pewnością przykuje on uwagę użytkowników skuterów, cruiserów czy starszych nakedów nawiązujących do stylu cafe racer.

Zewnętrzna powłoka została wykończona z włókna szklanego. Malowanie skorupy zostało wykonanie ręcznie, co jak zapewnia producent ma być dbałością o szczegóły. Wnętrze Jet 70’s jest z mikrofibry i poliestru mających antybakteryjne właściwości. Środek kasku można wyjąć, aby go przeprać, bądź wymienić na inny rozmiar tak, aby dopasować idealnie kask do głowy.

Cena kasku: ok. 780 złotych

Najnowsze

Udany weekend Ewy Wójtowicz na Słowacji

Ewa podczas dwóch rund GSMP zdecydowanie wygrała w klasie A-1600 i była najszybszą kobietą wyścigu - pokonała Gabrielę Andrisekovą i Veronikę Vanyovą

Międzynarodowe zawody na Słowacji były w ubiegły weekend okazją do rozegrania dwóch rund górskich mistrzostw Polski. Podjazd na szczyt Jankov Vrsok jest jedną z ulubionych tras Ewy Wójtowicz.
– Wyścigowy weekend w słowackich górach był dla mnie niesamowicie udany. Cieszę się z wyniku, tym bardziej, że plan na tą eliminację udało mi się wykonać z dużą nawiązką – mówi Ewa.

Ewa Wójtowicz
fot. Arkadiusz Bar

Tomek Żerebecki, najgroźniejszy rywal Ewy w klasie, nie mógł uczestniczyć w podjazdach wyścigowych z powodu wypadku na trasie Rajdu Rzeszowskiego:
– Założyłam sobie, że pod sobotnią nieobecność Tomka Żerebeckiego zrobię, co w mojej mocy, by wygrać wszystkie podjazdy z Wojtkiem Gieralem i być na pierwszym miejscu w klasie. Czasy, które uzyskałam pozwoliły mi w pełni zrealizować postawione cele – mówi zawodniczka.

Ewa z każdą chwilą staje się coraz lepsza.
fot. Arkadiusz Bar

Rywale nie stanowili dla Ewy wyzwania, więc postawiła sobie wysokie wymagania, co do czasu podjazdu:
– Głównym celem na niedzielę było osiągnięcia czasu przejazdu w okolicach 2:15. Po pierwszym podjeździe treningowym, zaczęłam się jednak zastanawiać, czy nie postawiłam sobie za wysoko poprzeczki? Drugi podjazd treningowy zakończyłam w czasie 2:16.2 i uwierzyłam, że będę w stanie osiągnąć złożony na ten dzień rezultat! Po dwóch podjazdach wyścigowych najlepszy czas, jaki uzyskałam to niska piętnastka (2:15,356), z czego jestem szczerze zadowolona – wspomina zawodniczka.

– Zawody w Banovcach były dla mnie bardzo udane i w tym miejscu chcę serdecznie podziękować za wsparcie wszystkim kibicom – wielki szacunek należy się Słowakom, którzy mocno dopingowali także polskich zawodników. Mój serwis PRS spisał się świetnie, jak zwykle! Gratulacje należą się też organizatorom, którzy pokazali, jak sprawnie można przeprowadzić międzynarodową eliminację wyścigów górskich – podsumowuje Ewa.

 

Najnowsze