Ewa Wójtowicz znów się ściga – filmy

Po rocznej przerwie Ewa Wójtowicz powróciła na wyścigowe trasy. Ma już za sobą start podczas dwóch wyścigów górskich w Załużu i Jahodnej.

Ostatni rok Ewa poświeciła swojemu synkowi Natanowi, a aktualny sezon GSMP ma już zamiar przejechać w całości. Na ten moment zawodniczka narzeka na małą liczbę konkurentów w klasie, a gdyby sytuacja się nie poprawiła – to nie wyklucza startów w rajdach RPP.

Ewa Wójtowicz
fot. archiwum zawodniczki

Sezon GSMP rozpoczął się w Załużu na Bieszczadzkim Wyścigu Górskim w dniach 17-19 maja:

– Organizatorzy (niechcący) sprawili mi ogromny prezent tym, że rozpoczynamy ściganie właśnie w Załużu, a nie, jak to wcześniej bywało – w Korczynie. Po takiej pauzie wydaje mi się, że dużo łatwiej będzie mi na nowo odnaleźć się w moim C2 właśnie na tej krętej trasie, a nie na bardzo szybkim odcinku w Prządkach – mówiła zawodniczka przed startem.

Film i wywiad z zawodów w Załużu:

Ewa Wójtowicz była dwukrotnie druga w klasie A-1600.

Kolejny wyścig należał wprawdzie do mistrzostw Polski, ale rozgrywany był na trasie słowackiej. Wyścig Moris Cup Jahodna odbył się w dniach 6-9 czerwca, a Ewa dobrze się na nim czuła, choć nie obyło się bez awarii:

– Jak się okazało, na słowackich trasach czuję się jak w domu (śmiech). Banovce od samego początku były moją ulubioną trasą w kalendarzu GSMP, a od teraz na tym podium jest również eliminacja w Jahodnej. Po czwartkowym zapoznaniu z trasą miałam wiele obaw, czy uda mi się nawiązać jakąkolwiek walkę z konkurencją, która w ubiegłym roku już miała okazję startować na tym odcinku. Trasa wydawała się bardzo ciężka do zapamiętania przez bardzo szeroki i szybki początek oraz sekwencję zakrętów w lasku. Jednak sobotni pierwszy trening wszystko wyjaśnił. Las, którego się obawiałam za kierownicą mojej C2, okazał się mocno techniczny, a przy dużej prędkości zakręt „sam” przechodził w kolejny. Dużo trudniejszy był początek, gdyż przez szeroką nawierzchnię ciężko było znaleźć odpowiedni tor jazdy. Jednak z każdym kolejnym podjazdem próbowałam znaleźć optymalną dla siebie linię wyścigową. Dodatkowo w próbie urywania kolejnych sekund nie pomogła mi awaria linki sprzęgła, która to odmówiła posłuszeństwa na pierwszym podjeździe wyścigowym. To właśnie było powodem mojego oryginalnego startu (śmiech) – raczej nikt nie rusza ze zgaszonego silnika z zapiętą jedynką. Po odkryciu usterki ważny już był sam dojazd na górę, a nie czas, jaki osiągnę. Chłopaki z serwisu szybko poradzili sobie z linką i autko ponownie w pełni było gotowe do jazdy. Pierwszą eliminację zakończyłam na pierwszym miejscu w A-1600 i na 53. miejscu w generalce zawodów – opowiada zawodniczka.

fot. Arkadiusz Bar

Drugi dzień był jeszcze lepszy:

– W nocy trasa miała czas się ułożyć i plan był taki, aby osiągnąć wynik 2:27. W pierwszym podjeździe wyścigowym osiągnęłam założony cel. Jednak po analizie on-boardu z tego przejazdu znalazłam miejsca, które można pojechać lepiej. Czas, jaki uzyskałam w ostatniej próbie, zaskoczył nawet mnie! Z wynikiem 2:25.6 uplasowałam się na 1. miejscu w A-1600 oraz 3. w klasie A i 20. wśród zawodników GSMP. Chyba już jasne jest, dlaczego tak polubiłam tę trasę. Jak powiedział mój szef zespołu: „to był bardzo udany weekend, gdyż po każdym podjeździe był widoczny progres”. Od pierwszego sobotniego startu urwałam blisko 9 sekund – mówi zadowolona Ewa.

Film z przejazdów Ewy na Słowacji:

Po 4 rundach GSMP Ewa Wójtowicz jest liderką klasy A-1600. Do września będzie miała jeszcze okazję wziąć udział w 10 rundach. Najbliższe dwie już za tydzień w Limanowej, gdzie zawodniczka wystąpi w nowych barwach rajdówki.

– Wróciłam do domu z uśmiechem na twarzy i mam nadzieję, że Limanowa – trasa, której nie znoszę – w tym roku nie zgasi mojego wyścigowego zapału – podsumowuje Ewa, a my trzymamy kciuki za utrzymanie dobrej passy zawodniczki.

 

 

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze