Emma Holmes i Maserati – idealne połączenie? Film

Co ma wspólnego modelka z Maserati? Niedawno Brytyjczycy poznali zwyciężczynię pierwszej edycji programu „The Face”. Celem tego show było wyłonienie tytułowej "twarzy’" czyli modelki, która po kilku tygodniach rywalizacji z konkurentkami w różnorakich zadaniach (sesje, kampanie reklamowe) i pod opieką jednej z trenerek (doświadczonej w dziedzinie modellingu mentorki) okaże się najdoskonalsza, najpiękniejsza, najbardziej fotogeniczna i jeszcze wiele naj…

Emmie Holmes i Racquel Smith biegną do Maserati Quattroporte.
kadr z filmu

Laur zwycięstwa przypadł Emmie Holmes – 18-latce o niezwykle unikalnej urodzie, której opiekunką była sama Naomi Campbell. Nagroda główna to kontrakt z marką Max Factor.  Trudno wyobrazić sobie lepszy start…

Jednak nie o wybiegach i kontraktach reklamowych będzie tu mowa. O tych aspektach dowiecie  się z innych portali.  My zajmiemy się jednym szczególnym etapem (rozstrzygniętego już konkursu), którego bohaterem stało się Maserati Quattroporte.
W duecie właśnie z Emmą Holmes.

5 odcinek serii ‘The Face’ był bowiem sponsorowany przez włoskiego producenta Maserati, a jego życzeniem (i tym samym wyzwaniem postawionym przed uczestniczkami) było nakręcenie spota reklamowego Quattroporte nowej generacji.

Zadanie polegało na podkreśleniu wszystkiego, co flagowe w tym samochodzie, czyli elegancji, stylu, mocy i technologii. Opieka Naomi Campbell i jej bezcenne rady pozwoliły Emmie Holmes i jej towarzyszce w owym filmiku promującym – Racquel Smith – bezapelacyjnie wygrać. Maksimum poświęcenia na planie zostało nagrodzone wyśmienitym produktem końcowym.

Dodać należy, iż Smith praktycznie ‘gubi się’ w tej produkcji, prawdziwe gwiazdy 35-sekundowego dzieła to Emma i Maserati – auto, które zgodnie z reklamowym hasłem wypowiadanym przez naszą bohaterkę, wręcz żąda bycia prowadzonym (demands to be driven).

Reklama jest hipnotyzująca.

Naumi Cambell – opiekunka Emmy.
fot. Maserati

W tym miejscu warto wspomnieć o Maserati jako o koncernie, który w ogóle angażuje się w wiele akcji jako sponsor i zazwyczaj nie przechodzi to bez echa. Oprócz wyżej wymienionego udziału w ‘The Face’, mamy na przykład choćby ciągłą ‘współpracę’ ze światem filmu.  Nie trzeba bowiem daleko cofać się w czasie by przypomnieć sobie, iż w listopadzie bieżącego roku House of Trident (dla niewtajemniczonych: trójząb jest symbolem marki) ogłosiło się donatorem 31 Festiwalu Filmowego w Turynie(odbywającego się w dniach 22-30 listopada). Dosłownie ‘chwilę’ po tym jak było sponsorem 70 Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji.

W Turynie unikalna ścieżka dźwiękowa, złożona z ryku silników Maserati Quattroporte i Maserati Ghibli  towarzyszyła aktorom i reżyserom na każdym kroku.

Flagowe już dla producenta Quattroporte to szósta generacja modelu z 1963 roku. Jest większe i lżejsze niż jego poprzednik i w niezwykły sposób łączy w sobie luksus oraz sportowe zacięcie. W ramach turyńskiego wydarzenia model można było oglądać z bliska na Piazza Castello.

Maserati, to nie tylko sponsor kina to swojego rodzaju jego ambasador, nieprzerwanie w nim (tym kinie) obecny, w różnorodnych rolach. To dzieło bezsprzecznie warte kontynuacji.

Maserati Quattroporte
fot. Maserati

Najnowsze

Samochód naprawiać w ASO czy u pana Henia? Film

Czy decydując się na naprawę w warsztacie u "Pana Henia" mamy pewność, że auto zostanie naprawione zgodnie z wymogami producenta? Czy ze świadomością, że nasz samochód po wypadku doprowadzono do stanu używalności z użyciem nieaktualnych parametrów naprawy, ze spokojem usiądziemy za kółko?

Lepiej, gdy mamy świadomość naprawy samochodu zgodnie z procedurami producenta – jest wówczas gwarancja, że np. uruchomią się wszystkie poduszki właściwie dla uderzenia z boku.
fot. Volkswagen

Na konferencji poświęconej naprawom powypadkowym przedstawiono ciekawe informacje o tym, ile warsztatów (nieautoryzowanych) w Polsce ubiegało się u Volkswagena o dostęp do najnowszych danych serwisowych. Okazało się, że było to jedynie kilkaset punktów na ponad 3 tysiące warsztatów. Volkswagen umożliwia dostęp do pełnych danych za pomocą programu erWin (możliwe korzystanie przez godzinę, co wiąże się z wydatkiem kilku euro, ale też dzień, tydzień, miesiąc), jednak polscy mechanicy jakoś niechętnie korzystają z tej możliwości.

Na pocieszenie podano, że to nie tylko w Polsce, ale również w Niemczech czy Skandynawii są nagminne przypadki korzystania z nieaktualnej wiedzy dotyczącej naprawy samochodu. Czym może skutkować reparacja auta powypadkowego zgodnie z obowiązującymi normami dla danego modelu i przeciwnie – z pomocą danych dotyczących np. poprzedniego modelu samochodu? Otóż może to mieć wpływ na nasze życie. Bo kilka centymetów głębiej wgnieciona blacha podczas wypadku, czy słupek B, który ma za zadanie nas chronić z boku samochodu, może nas kosztować życie.

Testy przeprowadzone przez Kraftfahrzeugtechnische Institut (KTI) wykazały, że nieprzestrzeganie standardów technologicznych przy naprawie może być powodem poważnych urazów pasażerów samochodu podczas wypadku. Badanie przeprowadzone zostało na dwóch Volkswagenach Passatach. Samochody zostały poddane dwóm testom zderzeniowym przeprowadzonym według standardów Euro NCAP. Główna siła skierowana była na środkowy słupek B.

Testy zderzeniowe zostały przeprowadzone jednakowo, różna była jednak technologia naprawy samochodów po pierwszym zderzeniu. Srebrny Passat Variant był naprawiany dokładnie według aktualnych standardów producenta dla tego modelu, niebieski pojazd według starszej technologii. Różnice po naprawie obu samochodów nie były widoczne na pierwszy rzut oka, wyszły na jaw dopiero po przeprowadzeniu drugiego testu zderzeniowego – patrz galeria.

Passat naprawiany zgodnie z aktualnymi standardami, także po drugim zderzeniu, chronił pasażerów tak jak podczas pierwszego testu zderzeniowego, między innymi dzięki kompletnie wymienionemu słupkowi B. W przypadku drugiego samochodu było inaczej – nieaktualna technologia łączenia elementów słupka B i zastosowanie starych procedur naprawy spowodowało znacznie większą deformację bocznego słupka i płyty podłogowej, nieprawidłowe działanie bocznej poduszki powietrznej oraz brak wyzwolenia kurtyny powietrznej. W obrębie słupka B bok nadwozia przesunął się o ponad 60 milimetrów głębiej w kierunku środka samochodu, a więc w kierunku pasażerów, niż w samochodzie naprawionym zgodnie z aktualnymi normami producenta.

Niefachowo przeprowadzona naprawa ma negatywny wpływ na następujące elementy (na podstawie przeprowadzonego testu KTI):
–          bezpieczeństwo pasażerów
–          sztywność nadwozia i jego odkształcenie
–          działanie biernych systemów bezpieczeństwa
–          koszty kolejnej naprawy samochodu po niefachowo wykonanej pierwszej naprawie powypadkowej
–          koszty wypłat świadczeń ubezpieczeniowych za szkody na zdrowiu i mieniu
–          gwarancję na przeprowadzone prace
–          gwarancję na lakier i nieprzerdzewienie nadwozia

Jak możemy zatem sobie radzić?
Po pierwsze wiedza o tym, że kolejne generacje danych modeli różnią się od siebie coraz bardziej, że stosuje się w nich najnowsze materiały (elementów z wysoko wytrzymałej stali, np. słupka B, nie powinno się ciąć, spawać, tylko wymieniać w całości), że mechanik powinien znać parametry naprawy do danego, np. najnowszego modelu, a nie poprzednika – to wszystko działa na naszą korzyść. Zatem warto wiedzieć więcej o swoim samochodzie.

Po drugie – decydując się na wizytę w nieautoryzowanym warsztacie spróbujmy dowiedzieć się, czy punkt ten korzysta z najbardziej aktualnej wiedzy – np. za pomocą dostępu do programu erWin (w przypadku Volkswagena).

Po trzecie – w przypadku dużej ingerencji w strukturę karoserii, być może lepiej zapłacić nieco więcej i naprawiać samochód w autoryzowanym warsztacie, niż ryzykować niewłaściwą i często w podobnej cenie wykonaną naprawą w innym punkcie.

Najnowsze

Nitro Circus Live w Warszawie – kto wygrał wejściówki?

Dziś roztrzygnięcie konkursu, w którym do wygrania jest 5 podwójnych wejściówek na niesamowitą imprezę tego roku Nitro Circus Live w Warszawie, która odbędzie się już 14 grudnia na Stadionie Narodowym.

Warunkiem uczestnictwa w konkursie było dopisanie pod artykułem ciekawego komentarza, który uzasadnia chęć zdobycia wejściówki oraz dopisanie się do naszego newslettera do godziny 23.59 dnia 1 grudnia.

Nasz wybór padł na następujące komentarze (na szczególną naszą uwagę zasłużył także czas reakcji, czyli pierwsze komentarze miały fory ;-):

1. Ola Cybulska
„Bilety na nitro circus najlepszy prezent na moje urodziny!”

Tu zadecydowała determinacja, z jaką Ola walczyła na like’i na FB, które były jedym z wyznaczników naszej oceny. Poza tym podwójna wejściówka na Nitro Circus to rzeczywiście wymarzony prezent dla jubilatki – najlepszego od Motocaina.pl Ola!

2. Dagmara Misiewicz Kocur
” Sprawa jest prosta muszę tam być! Wiadomo jak kocham sporty EX, a za motocrossy dałabym się pokroić. Zobaczyć jak fruwają na żywo Adama Jonesa,Taka Higashino i Blake Williams’a byłoby OSOM ♥. X-Games’a najprawdopodobniej nigdy nie zobaczę, to przynajmniej na Nitro Circus bym oczy nacieszyła:) Jako że wcześniej mam termin na dziarkę i tam deponuje kasę, chcę tak bardzo wygrać bilet. Lajkujcie post Kocur chce dostać zawału serca żeby życ :P”

Cóż, tu przemówiły do nas następujące sformułowania: za motocrossy dałabym się pokroić, zobaczyć jak fruwają, nigdy nie zobaczę, termin na dziarkę, zawału serca – czy można być bardziej przekonującą? 😉 Miłej zabawy Dagmara!

3. Kaja Kamińska
„Chcialabym wygrac bilety na NC z paru powodow, po pierwsze jeszcze nie kupilam bo jestem gapa, po drugie nie mam jeszcze prezentu na mikolajki dla mojego ukochanego i uwazam ze to bedzie swietny pomysl na prezent i po trzecie najwazniejsze nie wyobrazam sobie ze moje 4miesieczne dziecko w brzuchu ominie taka impreze 😉 jak nie wygram to i tak pojade, ale 400zl wolalabym poswiecic na stroj crossowy dla mojego przyszlego dziecka ;)”

Tu nas przekonała rozbrajająca szczerość i uczciwe postawienie sprawy – takie kobiety wybitnie doceniamy. No i rzecz jasna – 4-miesięczny motobrzdąc rosnący w brzuchu Kaji, na którego rozwój w sporcie motorowym mama szykuje fundusze – rozbrajające 🙂 Kaja – poprosimy fotkę Waszej ekipy z Nitro!

4. Paweł Nader
„Razem z moją dziewczyną mamy hopla na punkcie adrenaliny. Skakaliśmy na bungee i ze spadochronem, w lecie zdzieramy opony z naszych motocykli. Kiedy dowiedziałem się że ekipa Travisa Pastrany przyjeżdża do Polski od razu pomyślałem, że takie wydarzenie będzie idealnym miejscem na oświadczyny. Pomożecie mi sprawić by ta jedyna powiedziała tak??”

Paweł – na tak postawione pytanie: czy pomożemy, odpowiadamy – oczywiście, że pomożemy! Trzymamy za słowo i prosimy o fotkę z oświadczyn 🙂

5. Arek Budyń
„Najlepsza niespodzianka dla mojego przyjaciela 🙂 bo prawdziwa przyjaźń potęgą!”

Krótko i na temat – podpisujemy się pod tym. Poza tym gratulujemy pomysłu na stworzenie wydarzenia na FB – grunt to determinacja 🙂

Jak otrzymać wejściówkę?
Zwycięzców prosimy o wysłanie nam z maila, który dopisaliście do naszego newslettera, swoje dane teleadresowe oraz numer telefonu dla kuriera, który przywiezie Wam podwójną wejściówkę. Dane należy wysłać na adres konkurs@motocaina.pl

Jeszcze dziś ogłosimy kolejny konkurs, w którym nagrodą będzie jeden z trzech niesamowitych przewodników „100 przełęczy alpejskich na motocyklu” – Najpiękniejsze trasy Alp Wschodnich i Zachodnich, autorstwa Heinz’a E. Studt’a.

Zobacz jak Travis Pastrana zaprasza na Nitro Circus Live w Warszawie:

Razem z moją dziewczyną mamy hopla na punkcie adrenaliny. Skakaliśmy na bungee i ze spadochronem, w lecie zdzieramy opony z naszych motocykli. Kiedy dowiedziałem się że ekipa Travisa Pastrany przyjeżdża do Polski od razu pomyślałem, że takie wydarzenie będzie idealnym miejscem na oświadczyny. Pomożecie mi sprawić by ta jedyna powiedziała tak??Razem z moją dziewczyną mamy hopla na punkcie adrenaliny. Skakaliśmy na bungee i ze spadochronem, w lecie zdzieramy opony z naszych motocykli. Kiedy dowiedziałem się że ekipa Travisa Pastrany przyjeżdża do Polski od razu pomyślałem, że takie wydarzenie będzie idealnym miejscem na oświadczyny. Pomożecie mi sprawić by ta jedyna powiedziała tak??

Najnowsze

Sprzedam BMW 730i E38, 1994 r.

Sprzedam swój samochód - niegdyś moje marzenie, które zostało spełnione. Dziś czas się rozstać.

Pełna galeria zdjęć samochodu tutaj.

BMW 730i, E38, 1994 r., skrzynia 5-biegowa manualna, silnik V8, 218 KM, kolor lakieru – ciemne bordo (rot), felgi aluminiowe 16-stki, przebieg 205 tys. km.

Wyposażenie:
– oryginalny system dźwięku dolby BMW z subwooferem (wcześniej oryginalne stereo z kasetą magnetofonową – mogę dorzucić do kompletu)
– zmieniarka na 6 płyt,
– nawigacja,
– podgrzewane fotele z przodu,
– roleta na tylną szybę sterowana automatycznie w panelu centralnym,
– siedzenia: boki ze skóry, środek z tkaniny,
– klimatyzacja dwustrefowa,
– funkcja rest (podtrzymanie temperatury wnętrza po wyłączeniu silnika),
– tempomat,
– TV,
– dywaniki welurowe
– kierownica wielofunkcyjna z przyciskami ze sterowaniem radiem i tempomatem
– telefon między fotelami przednimi
– zestaw głośnomówiący
– z tyłu rozkładany podłokietnik
– ski sack (torba na długie przedmioty, np. narty),
– ASC + T,
– obie poduszki powietrzne z przodu oryginalne,
– domykana automatycznie klapa bagażnika
– za przyciśnięciem na pilocie domykanie lub otwieranie wszystkich szyb,
– centralny zamek,
– elektryczne sterowanie wszystkich szyb i lusterek (panel przy kierowcy),
– elektryczne sterowanie fotelami i zagłówkami z przodu,
– podgrzewana lusterka (prawe – wkład do wymiany),
– blokada otwierania tylnych szyb (zabezpieczenie przed otworzeniem przez dzieci),
– fabryczny autoalarm,
– immobiliser,
– ABS.

W środku nigdy nie były palone papierosy; w popielniczkach, ani na tapicerce nie ma niczego przypalonego.

Pierwszy właściciel w Polsce – data pierwszej rejestracji w Polsce 12.2005 (sprowadzona z Niemiec).

Auto jest bezwypadkowe, wszystkie blachy oryginalne, nigdy nie lakierowany. Rok temu wymieniony akumulator.

Samochód serwisowany u mechanika specjalizującego się w BMW (Warszawa) – można sprawdzić u niego całą historię wymian części eksploatacyjnych.

Uszkodzenia: Auto ma lekko pęknięty plastik z tyłu, pod zderzakiem. Na prawym boku, na przednich drzwiach jest ledwo widoczna obcierka lakieru. Niewielkie ogniska korozji na obu tylnych nadkolach i na klapie bagażnika. Na tylnym zderzaku, z prawej strony, rysa około 3 centymetrów. Lusterko prawe – nie działa podgrzewanie.

Nie ma instalacji LPG od nowości.

Wnętrze jest wypielęgnowane – często było pielęgnowane różnymi kosmetykami samochodowymi  – przykład tu.

Samochód jest obecnie na letnich oponach, oryginalnych felgach…

W przypadku zainteresowania proszę o kontakt mailem: frendl@motocaina.pl lub telefonicznie 602 624 140

Cena 12 tysięcy złotych

Najnowsze

O życiu rajdowo-rodzinnym opowiada Justyna Kurowska-Ferdek

Rajdy sprawiły, że jest kobietą spełnioną w swojej pasji. Jednocześnie te same rajdy pomogły jej zbudować szczęśliwą rodzinę. Justyna doskonale potrafi łączyć potrzeby rodziny z potrzebą adrenaliny!

Więcej wywiadów z motokobietami przeczytasz tutaj.

Trochę się zmieniło w Twoim życiu przez rok nieobecności na rajdach?
Oj tak! Końcówka 2012 i cały 2013 rok przyniósł ogromne zmiany w moim życiu prywatnym. Po nieukończonym 22. Rajdzie Dolnośląskim musiałam przerwać starty równo na rok. To był chyba 12. start w imprezach samochodowych, zarówno amatorskich, jak też tych licencjonowanych w tamtym roku. Koło wydarzeń, które zapoczątkowało te wszystkie zmiany, ruszyło właśnie na tamtym rajdzie…

Sam rajd nie zapowiadał się jakoś szczególnie – Paweł jak zwykle, startował na prawym, pilotując Szymka Rusina w BMW, a ja gościnnie wsiadłam do Tomka Zborowskiego. Na pierwszym oesie rajdową przygodę zakończył Paweł z Szymkiem. Niedługo później, bo na drugim – zakończyliśmy my z Tomkiem. Rajd przeniósł się do hotelu, a 4 tygodnie później okazało się, że… jestem w ciąży (śmiech). I oto zamiast rajdowego pudła i pucharów otrzymaliśmy z Pawłem – córkę. Potem przyspieszyliśmy trochę ślubne plany i już 12 stycznia 2013r. wzięliśmy ślub. Ot ciekawy początek roku!

Justyna Kurowska z Grzegorzem Wasilewskim w rajdówce.
fot. Jola Żuk

Na męża wybrałaś zawodnika – miłość od pierwszego oesu?
(śmiech) Z Pawłem poznaliśmy się pod koniec 2011 roku, przy okazji organizowanych we Wrocławiu „Niskich Łąk”. Jakoś tak zupełnie przypadkiem, więc nie pamiętałam o nim już kolejnego dnia… Natomiast w styczniu kolejnego roku Paweł podjął próby nawiązania kontaktu! Pamiętam, jak dziś nasze pierwsze wspólne spotkanie – to była niedziela 12 lutego, godzina ok. 22.30. Strasznie się nudziłam w domu i podjadając jakąś kolację czatowałam z Pawłem. Nagle w okienku czatu pojawiła się wiadomość: „Walim?” (przyp. red. rajdowy odcinek) odpowiadam : „tak!, kiedy?” I wtedy prawie zadławiłam się kawałkiem czegoś, co właśnie połykałam, bo w okienku dostałam wiadomość: „za 15 minut jestem po Ciebie”. Nie mogła chyba inaczej wyglądać nasza pierwsza randka?! (śmiech) I tak już zostało. Miłość od pierwszego Walimia.

Wiele Was teraz łączy i pasja rajdowa, i wspólne życie?
Faktycznie wspólna pasja powodowała, że doskonale się zgraliśmy także w codziennym, nie-rajdowym życiu.

Twoje plany i priorytety bardzo się zmieniły po tym pamiętnym Rajdzie Dolnośląskim?
Plany na najbliższy sezon były zupełnie inne, musieliśmy je zmienić. Ja planowałam dalsze starty na prawym – miałam propozycje stałych startów w RPP w sezonie 2013 od kilku zawodników. I kiedy pod koniec sezonu 2012 okazało się, że jestem w ciąży – z dnia na dzień przyszła do głowy myśl, że rajdowa pasja zakończona…

A tu niespodzianka – powrót Twój i Pawła w jednej rajdówce, na kolejnym Rajdzie Dolnośląskim! Teraz będziecie partnerami w życiu i na oesach?
Start w Rajdzie Dolnośląskim 2013r. zaplanowaliśmy od razu, jak dowiedzieliśmy się o tym, że jestem w ciąży. Zbieraliśmy budżet, czekaliśmy, zastanawialiśmy się nad autem. Ten rajd stał się dla nas naprawdę ważnym punktem we wspólnej przyszłości. Bez wątpienia jesteśmy parterami w małżeństwie. I tego żadne z nas nie zamierza i chyba nie pozwoli zmienić. Oesów, tych wspólnych, jeszcze mało mamy na koncie. Oczywiście na każdym, jednym wspólnie przejechanym kilometrze oesowym partnerujemy sobie. Jeśli tylko żadna siła wyższa nas nie doścignie i jeżeli pojawi się wsparcie finansowe naszej załogi – to chcemy „popartnerować” sobie w wielu wspólnych rajdach.

Macie malutką córeczkę, czy ona nie ucierpiała na Waszym rajdowym powrocie? Zadbaliście nawet o przerwy na karmienie!?
To pytanie często nas dosięga. Antosia podczas rajdu miała 3,5 miesiąca. Choć malutkie to jeszcze dzieciątko, to jednak nie na tyle, żebym nie mogła jej zostawić pod opieką innych osób na kilka godzin. Dla wielu to właśnie było abstrakcją! Razem z nami na rajd pojechali nasi przyjaciele. Ponieważ Antosia jest wciąż karmiona wyłącznie piersią – musieliśmy zadbać o logistykę przystawiania jej do piersi. Oczywiście przed rajdem uczyliśmy ją pić z butelki, tak żeby nie wydłużać przerw na jedzonko. I tak, podczas gdy my zapoznawaliśmy się z trasą, malutka była pod opieką cioci i wujka. A w drodze na zapoznanie z 3-cim oesem, zjechaliśmy do hotelu, aby ją nakarmić. Już po kolejnych 2,5 godziny byliśmy z powrotem (śmiech). Podczas samego rajdu malutka przyjechała na serwis, a potem na metę 3-go oseu i na ceremonię mety. Tak więc, karmiona była na bieżąco! A doskonała pogoda sprawiła, że większość dnia spędziła spacerując i dotleniając się, dlatego była najszczęśliwsza na świecie!

I przez cały nasz 3-dniowy pobyt w Polanicy ani razu nie zapłakała, więc na rajdach bawi się równie dobrze, jak my (śmiech).

Czy już przejawia rajdowe zainteresowania po rodzicach?
Chyba jest jeszcze na to za mała. Oczywiście uwielbia jeździć samochodem, ale to przypadłość zdecydowanej większości dzieci. Jednak, o ile można temu przypisać jakikolwiek przejaw rajdowych pasji – razem z tatą lubi oglądać rajdowe filmiki i formułę 1. Potrafi wtedy patrzeć długo w monitor komputera czy TV. W rajdówce nie miała jeszcze przyjemności siedzieć! Wszystko przed nią (śmiech).

Rajdowa para.
fot. archiwum zawodniczki

Wasza rajdówka – Waldek, już chyba wiele przeszła… Jak przetrwała trudy ostatniego rajdu?
Waldek, to jest brat popularnego Kazia od Łukasza Ryznara. Samo nadwozie ma długą historię rajdową. Jeździł tym autem przez ostatnie parę sezonów Rafał Stalmach. W końcu auto trafiło w ręce Łukasza Ryznara, który nam to auto przygotował na rajd i wypożyczył. Waldek został trochę „useryjniony”, przez co stał się mniej awaryjnym. Usterka, która nas spotkała nie była wynikiem wniesionych ulepszeń czy zmian samochodu (jak to spotykało Waldka wcześniej), a kiepskim rozwiązaniem mechanizmu wybieraka skrzyni biegów, wymyślonym przez inżynierów Opla.

Planujecie zmianę rajdówki? Wybieracie auta z duszą?
Jak najbardziej! Takie auto ma swoją niespotykaną duszę i wyjątkowy charakter, i dlatego tak nam się podoba. Nie planujemy zdradzić Waldzia i przesiąść się do innego samochodu. Jego dodatkową zaletą jest fakt, iż jest to jedno z tańszych w obsłudze i serwisowaniu aut, a dających dużą frajdę z jazdy.

Wiele zawodniczek po założeniu rodziny znika ze sportu na długo lub już nie wraca wcale. W pewien sposób udowadniasz, że te sprawy można doskonale pogodzić?
No tak. Nie wiem, co znaczy „na długo”? Bo dla mnie ten rok pauzy był nieskończonością… Tak jak wspomniałam, gdy tylko dowiedzieliśmy się że jestem w ciąży, zapadła decyzja o starcie za rok. Tylko raz przez myśl mi przeszło, że potem to już koniec rajdowej przygody. Ale jak szybko ta myśl przyszła – tak samo szybko odeszła. Wiele kobiet po urodzeniu dziecka w pełni oddaje się życiu rodzinnemu, spełnia się w ten sposób. Niejako stara się dać sobą przykład, doskonałej matki Polki. Jest to bardzo piękne. Dla wielu też, założenie pełnej rodziny jest tym momentem, w którym czas na zmiany… Ale rajdy były dla mnie od początku pasją, przyjemnością. I nie zajmowały w dziennym rozkładzie większości czasu, więc nie znalazłam powodu, dla którego powinnam z nich zrezygnować.

A co z ryzykiem sportowym?
Słyszeliśmy z Pawłem nie raz, że jest to sport ryzykowny i że powinniśmy odpuścić. Oboje uważamy, że nie jest bardziej ryzykowny niż spotkanie podczas jazdy cywilnym autem nadjeżdżającego z przeciwka  idioty, który wjedzie w ciebie czołowo i doprowadzi do tragedii. Dodatkowo jechaliśmy na rajd z założeniem poznania Waldka i przyjemności, a nie walki o wygranie klasyfikacji generalnej! Nie można dać się zwariować. Wychodzę z założenia, że właśnie dzięki temu, że nie zrezygnowałam ze spotkań z przyjaciółmi, z wyjścia do fryzjera czy kosmetyczki, wyjazdów i rajdów – to nie jestem dziś sfrustrowaną mamą, która powtarza, że ona ma tyle na głowie i nic dla siebie. Widoku takiej mamy chyba nie chce żadne dziecko i żaden mąż. Ja też, na co dzień sprzątam, gotuję, wychowuję dziecko, zmieniam pieluchy, chodzę z nim na zajęcia, czasem do lekarza, na spacery, robie zakupy – ogólnie zajmuję się domem. I czasem brakuje mi czasu na codzienność, ale tak było też zanim miałam dziecko, i tak już będzie. A rajdy nie są w każdy weekend. Wszystko można pogodzić. To zależy od osobowości i tego jak chce się żyć.

Najnowsze