Eksplozja dosłownie rozerwała samochód! To nie była bomba, tylko ładujący się elektryk

Pojazdy elektryczne są bardzo bezpieczne i to jest fakt. Faktem jest też jednak to, że w bardzo konkretnych sytuacjach, mogą być o wiele groźniejsze.

Wiele osób zastanawiało się czy jazda autem elektrycznym jest bezpieczna i jak zachowują się w razie wypadku. Czy nie kopnie nas prąd? Oczywiście, że jest bezpieczna i prąd nas nie kopnie. Przypominamy też, że w przypadku aut spalinowych wozimy ze sobą dziesiątki litrów wyjątkowo łatwopalnej substancji. A jakoś nikt się nad tym nie zastanawia, kiedy rusza rano do pracy.

Auto elektryczne stanęło w płomieniach i podpaliło dwa inne pojazdy!

Mimo to elektryki nie są stuprocentowo bezpieczne. Jeśli nastąpi uszkodzenie ogniw baterii (na przykład podczas wypadku) mogą się przegrzać i zapalić, powodując reakcję łańcuchową i doprowadzając do pożaru. Ostatnio pojawiły się także informacje o hybrydach plug-in niektórych producentów, w których do takiego przegrzania, w wyniku wady konstrukcyjnej baterii, może dojść podczas zwykłego ładowania.

Hybrydy BMW są niebezpieczne? Mogą się zapalić!

Na poniższym wideo macie za to przypadek ekstremalny. Chiński elektryk zaczął dawać jakieś niepokojące objawy podczas ładowania i to przez dłuższą chwilę. Na początku nagrania nie widać żadnych płomieni, ale na miejscu był już zastęp straży pożarnej, który lał pod niego wodę. Prawdopodobnie ugasili w ten sposób pierwsze płomienie i mieli nadzieję na obniżenie temperatury baterii. Nie udało się i samochód eksplodował z głośnym hukiem, wyrywając drzwi i klapę bagażnika!

https://www.youtube.com/watch?v=KWX5aJ63fU8

Najnowsze

Rowerzysta przejechał na czerwonym świetle na oczach policji. Myślał, że jest bezkarny?

Rowerzyści często zachowują się tak, jakby przepisy ich nie dotyczyły. Czasami wynika to z nieznajomości tych przepisów, a czasami z poczucia całkowitej bezkarności. Tym razem rowerzysta mocno się zdziwił.

Obserwując zachowanie rowerzystów, można często odnieść wrażenie, że dla nich ruch drogowy jest czymś umownym. Czymś zależnym w pewnym stopniu od ich kaprysu. W danym miejscu rowerzysta powinien jechać ulicą? To wskoczy na chodnik. W innym wybudowano drogę dla rowerów? On woli śmigać ulicą, denerwując się na gęsty ruch samochodowy.

Rowerzysta wjeżdża na czerwonym pod samochód. No i w czym problem?

Najweselej jest oczywiście na skrzyżowaniach, gdzie nie raz można zauważyć niezwykłe ewolucje rowerowe. Czerwone światło? No to hop na chodnik, przejazd po przejściu dla pieszych na czerwonym i wracamy na ulicę. Powinni wtedy jeszcze krzyczeć „Trzeba mieć fantazję, dziadku!”, jeśli pamiętacie pewną starą reklamę.

Pijany rowerzysta wjeżdża w Lamborghini Huracana!

Rowerzysta na poniższym nagraniu też miał fantazję. Jechał chodnikiem, chociaż w tym miejscu powinien ulicą, a na widok czerwonego światła na skrzyżowaniu, zjechał na ulicę. Po co? Chyba tylko po to, żeby przejechać przez skrzyżowanie na czerwonym. Może sprawia mu to przyjemność, ponieważ natychmiast potem wrócił na chodnik i skręcił w prawo. To dlaczego w ogóle zjeżdżał z chodnika? Chyba faktycznie przejeżdżanie na czerwonym świetle go bawi.

Rowerzysta doprowadził do kolizji i absurdalnie się tłumaczył

Cała historia ma jednak szczęśliwe zakończenie, ponieważ rowerzysta zjechał z chodnika prosto przed stojący na czerwonym świetle samochód. Tak się zdarzyło, że był to nieoznakowany radiowóz z wideorejestratorem. Wszystko pięknie się nagrało, a policjanci ruszyli za miłośnikiem czerwonego światła i wręczyli mu mandat na 500 zł. Może da mu to trochę do myślenia.

Najnowsze

Karolina Chojnacka

100 tysięcy widzów na GP Turcji! Czy w dzisiejszych czasach to bezpieczne?

Formuła 1 po dziewięciu latach wraca do Turcji. I to w jakim stylu! Promotor Grand Prix powiedział, że powrót królowej sportów motorowych do Stambułu zobaczy z trybun 100 tysięcy kibiców. Tylko czy to bezpieczne?

FIA i Formuła 1 oficjalnie potwierdziły ostateczny kalendarz 2020, liczący siedemnaście wyścigów. Sezon zakończy się w połowie grudnia. Zgodnie ze wcześniejszymi doniesieniami, Formuła 1 wraca po dziewięcioletniej przerwie do Turcji. Grand Prix Turcji odbędzie się w dniach 13-15 listopada.

Przeczytaj też: Znamy ostateczny kalendarz wyścigów Formuły 1 na sezon 2020! Kibice wrócą na trybuny!

Przy okazji ogłoszenia ostatecznego kalendarza na sezon 2020 poinformowano również, że część wyścigów odbędzie się z udziałem kibiców.

Podczas konferencji prasowej Vural Ak, szef promotora Grand Prix Turcji, wyjawił, że fani F1 zostaną wpuszczeni na tor. Plany zakładają obecność nawet 100 tysięcy kibiców, co stanowi około 50% pojemności obiektu. Władze będą jednak monitorować sytuacje epidemiczną związaną z pandemią koronawirusa i w przypadku jej pogorszenia wyścig odbędzie się za zamkniętymi drzwiami:

Musimy być przygotowani na wszystko. Jeśli sytuacja będzie gorsza niż dziś, wyścig może odbyć się bez widzów. Znamy pojemność toru. 220 tysięcy widzów może oglądać rywalizację z trybun i otwartych przestrzeni. W tej chwili, zamykając niektóre sekcje, możemy wpuścić około 100 tysięcy kibiców i zachowają oni bezpieczny dystans.

Do wizyty na torze z pewnością zachęcą kibiców ceny biletów. Ceny wejściówek zaczynają się od poziomu 30 lir [około 15 złotych] za dzień! Czemu tak tanio? Promotor Grand Prix podkreślił, że bardziej od maksymalizacji zysków, interesuje go sukces tureckiego wydarzenia:

Formuła 1 zwykle ma określone standardy, a ceny biletów są na pewnym poziomie. Jednak jako Intercity nie chcemy czerpać z tego korzyści, a rząd nas do tego zachęca. Bilety pojawią się w sprzedaży w przyszłym tygodniu i spodziewamy się, iż rozejdą się bardzo szybko.

Część zespołów już wcześniej wyraziła swoje obawy związane z powrotem kibiców tor. Myślicie, że liczba 100 tysięcy fanów podziała na nich uspokajająco?

Przeczytaj też: Zespoły Formuły 1 obawiają się powrotu kibiców na trybuny

Najnowsze

Legendarny Fiat 126 i piękne samoloty rejsowe – zobaczcie niezwykłą sesję zdjęciową na krakowskim lotnisku!

To była wyjątkowa sesja zdjęciowa! Na płycie postojowej krakowskiego lotniska pojawił się legendarny Fiat 126, któremu na zdjęciach towarzyszyły piękne samoloty rejsowe Polskich Linii Lotniczych LOT.

Widoczne na zdjęciach auto to historyczny samochód Grupy Pokazowej 126-HOOLIGANS RACING – Polski Fiat 126 PLL LOT z 1987 roku. Nie jest on modelem seryjnym, lecz jednym z egzemplarzy stworzonych w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym FSM (OBR FSM) do celów sportowych i badawczych.

Prezentowany egzemplarz waży niewiele ponad 500 kg i jest wyposażony w silnik wykonany przez Tomasza Cabaja, bazujący na seryjnym bloku i rozwijający moc 56 KM, klatkę bezpieczeństwa Race Cages i fotele kubełkowe z pięciopunktowymi pasami. Nadwozie pojazdu zostało pomalowane białym lakierem akrylowym marki General z palety Fiata i wzbogacone historycznym malowaniem PLL LOT autorstwa Romana Duszka i Andrzeja Zbrożka z 1976 r. Grafika obejmuje stylizowaną sylwetkę żurawia – zwycięski projekt Tadeusza Lucjana Gronowskiego w konkursie LOT-u z przełomu lat 1929 i 30, który do dziś pozostaje oficjalnym znakiem Polskich Linii Lotniczych.

Polski Fiat 126 PLL LOT z rejsowymi samolotami PLL LOT - Embraer 195 i Bombardier Q400

W latach 70. i 80. ubiegłego wieku znakowanie pojazdu polegało na naniesieniu papierowych szablonów przy pomocy białek na nadwozie, pomalowaniu pędzlem i tamponowaniu watą owiniętą w gazę. Tak pomalowanymi Fiatami, dodatkowo wyposażonymi w radiotelefony, od 1979 r. jeździli pracownicy obsługujący płyty polskich lotnisk. Fiat 126 w tym malowaniu wystąpił w serialu „07 Zgłoś się”, auto na Okęciu miało seryjny numer 423.

Polski Fiat 126 PLL LOT z rejsowymi samolotami PLL LOT - Embraer 195 i Bombardier Q400

Samochód o numerze rejestracyjnym KR 99J jest wpisany do rejestru zabytków i znajduje się w prywatnych rękach jednego z kolekcjonerów klubu 126HOOLIGANS RACING, dziennikarza motoryzacyjnego Marcina Małysza. Jest obecnie jedynym samochodem w takim malowaniu w Polsce.

Polski Fiat 126 PLL LOT z rejsowymi samolotami PLL LOT - Embraer 195 i Bombardier Q400

Fiat 126 towarzyszył mi w życiu właściwie od zawsze – wspomina Marcin Małysz. – To na nim, mając 13 lat uczyłem się jeździć, później mając już prawo jazdy jako młody chłopak samodzielnie nim podróżowałem. Pasja powróciła 11 lat temu i od tej pory Fiaty 126 są stałymi mieszkańcami mojego garażu. W 2015 r., przeglądając archiwalne fotografie, trafiłem na zdjęcie „malucha” na lotnisku Warszawa Okęcie w barwach PLL LOT i to właśnie wtedy pojawiła się koncepcja dokładnego odtworzenia zabytkowego malowania, ale na historycznej, rajdowej wersji samochodu. Efektem kilkuletniej pracy jest ten oto pojazd. Sesja dzięki uprzejmości PLL LOT oraz Kraków Airport odbyła się na płycie postojowej lotniska w Balicach, w towarzystwie samolotów Embraer 195 oraz Bombardier Q400, podstawionych dzień wcześniej w odpowiednie miejsca. Autorami zdjęć są Fryderyk Zyska, wykładowca Krakowskiej ASP i projektant nadwozi samochodowych, oraz Katarzyna Piszczek, fotograf na co dzień specjalizujący się w zdjęciach podwodnych.

Najnowsze

Jarosław i Marcin Szejowie pojawią się na starcie 4. Rajdu Śląska

Już 12 września zawodnicy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski wyjadą na trasy 4. Rajdu Śląska. Wśród załóg nie zabraknie Jarosława i Marcina Szejów. Dla ustrońskiej załogi jest to domowa runda.

Kierowca na każdym kroku stara się podkreślać swoje przywiązanie do Śląska i zarazem uwypukla rolę śląskich partnerów i kibiców. Dla nich ten rajd ma być pozytywną odskocznią od codziennych zmartwień.
 
4. Rajd Śląska to kolejna okazja ku temu, aby pokazać się kibicom z dobrej strony. Już raz w tym sezonie to się udało. Jarosław i Marcin Szejowie wygrali 29. MARMA Rajd Rzeszowski w klasie Open 4WD i są liderami mistrzostw Polski. Na Śląsku bracia będą chcieli utrzymać swoją pozycję, chociaż nie zapominają o mocnej konkurencji.

Jarosław i Marcin Szejowie pojawią się na starcie 4. Rajdu Śląska

 
Bazą rajdu tradycyjnie będzie Stadion Śląski w Chorzowie. Od czwartku, 10 września, na zawodników czekają pierwsze czynności administracyjne. Właściwa część rywalizacji nadejdzie w sobotę, 12 września. Wtedy to załogi dwukrotnie zmierzą się z oesami Jastrzębie-Zdrój (20,47 km) i Warszowice (7,03 km) oraz trzykrotnie z próbą Miedźna (15,20 km). Łącznie na zawodników czeka 100,60 kilometrów rywalizacji.

Jarosław Szeja: – To nasza domowa, najważniejsza w sezonie impreza. Jesteśmy śląskim zespołem, mamy śląskich partnerów i śląskich kibiców – najwierniejszych i najbardziej zagorzałych. Na naszym terenie oni mogą przyjść i zobaczyć z bliska co robimy na rajdowych trasach, to taka nasza swoista śląska integracja poprzez motorsport. To trudny okres, wiele się wydarzyło w tym roku, ale chcemy, aby nasi kibice na moment o tym zapomnieli. Chcemy dostarczyć im radości, adrenaliny, wprowadzić na moment w świat sportowych emocji. Wygraliśmy w Rzeszowie, ale konkurencja jest naprawdę mocna. To będzie kawał dobrego ścigania.

Jarosław i Marcin Szejowie pojawią się na starcie 4. Rajdu Śląska

Harmonogram 4. Rajdu Śląska 2020:
12 września
8:20 OS1 Miedźna 1 (15,20 km)
9:45 OS2 Jastrzębie-Zdrój 1 (20,47 km)
10:45 OS3 Warszowice 1 (7,03 km)
11:45 OS4 Miedźna 2 (15,20 km)
13:20 SERWIS A Stadion Śląski
15:15 OS5 Jastrzębie-Zdrój 2 (20,47 km)
16:15 OS6 Warszowice 2 (7,03 km)
17:15 OS7 Miedźna 3 (15,20 km)
18:50 SERWIS B Stadion Śląski
Długość rajdu: 100,60 km
 
Punktacja Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski w klasie Open 4WD:
1. Jarosław Szeja 30
2. Tomasz Terlikowski 24
3. Krzysztof Brzozowski 21
4. Sławomir Kurdyś 19
5. Paweł Kowalczyk 17
6. Marcin Kowal 15
7. Marek Temple 13
8. Łukasz Kabaciński 11
9. Jacek Jurecki 9
 
Kalendarz Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski 2020:
29. MARMA Rajd Rzeszowski – 6-8 sierpnia
4. Rajd Śląska – 10-12 września
48. Rajd Świdnicki – 2-4 października
46. Rally Kosice (Słowacja) – 16-18 października

Najnowsze