DS3 z zestawem do make-upu Givenchy

Marka DS oraz Givenchy łączą siły. Owocem współpracy francuskich firm jest specjalna wersja modelu DS3 przeznaczonego wyłącznie dla kobiet.

Model DS3 na początku roku przeszedł delikatny face-lifting, a właśnie teraz pojawi się mocno limitowana wersja Le MakeUp przygotowana przy współpracy Givenchy. Niestety samochód będzie dostępny tylko w Wielkiej Brytanii i powstanie tylko 500 egzemplarzy wersji hatchback oraz kabrio. Statystyki sprzedaży pokazują jasno, że połowa klientów DS3 to kobiety, stąd też ruch w kierunku kobiet.

Specjalna wersja Le MakeUp jest dostępna w kolorze Opaline White z dachem i obudowami lusterek pomalowanymi lakierem Whisper Purple. Najwięcej zmian znajdziemy we wnętrzu, a szczególnie podłokietniku. Oprócz kolorów specjalną wersję podkreślają znaczki na karoserii. Znajdziemy tam miejsce na specjalny zestaw Givenchy Le MakeUp w skład którego wchodzą: puder, maskara oraz lakier do paznokci. Lusterka w osłonach przeciwsłonecznych otrzymały podświetlenie LED, które pozwoli dokładnie sprawdzić makijaż o każdej porze dnia i nocy. Oczywiście przed rozpoczęciem jazdy.

W ramach standardowego wyposażenia znajdują się: skórzana tapicerka, ekran dotykowy o przekątnej 7-cali, 17-calowe felgi, lampy LED, czujniki parkowania oraz system hill-assist. Nie zabraknie również automatycznego włącznika świateł, klimatyzacji oraz podgrzewanych i składanych lusterek. W razie jakiegokolwiek zdarzenia drogowego na pokładzie znajduje się system DS Connect Box, który wezwie pomoc.

Pod maską DS3 Le MakeUp pracuje trzycylindrowy silnik benzynowy. Dzięki turbosprężarce mała jednostka rozwija 110 KM. Specjalna edycja jest wyposażona w sześciobiegową skrzynię biegów, ale dla bardziej wygodnych przygotowane opcję w postaci automatu.

DS3 w edycji od Givenchy będzie kosztował na Wyspach od 19 395 funtów.

Najnowsze

Mar Saura w Lexusie kontra myśliwiec

Kilka tygodni temu zadebiutował Lexus LC 500, który niebawem pojawi się w salonach, a tymczasem hiszpańska aktorka postanowiła stawić w nim czoła myśliwcowi F-18.

Po raz pierwszy ten samochód objawił się jako koncepcyjny Lexus LF-LC, ale podczas targów NAIAS zadebiutował już jako produkcyjna wersja LC 500. Samochód za chwilę pojawi się w salonach w USA, Japonii i Europie. Na Starym Kontynencie zadebiutował w krótkim filmie, gdzie występuję w boku pięknej aktorki pochodzącej z Katalonii, Mar Saury.

Hiszpański importer nakręcił klip, w którym Mar Saura prowadzi model LC 500 na lotnisku Torrejon na obrzeżach Madrytu. Dzięki uprzejmości hiszpańskich sił powietrznych aktorka mogła sprawdzić Lexusa w wyścigu na pasie startowym z F-18. 

Oczywiście nie jest to typowy wyścig. Warto skupić się na stylistyce japońskiego coupe, a męska część widowni z pewnością doceni wdzięki Mar Saury.

Pod maską LC 500 pracuje silnik V8 o pojemności pięciu litrów. Wolnossąca jednostka o mocy 467 KM, dysponująca momentem obrotowym o wartości 527 Nm, jest napędzana na tylną oś przy pomocy 10-stopniowej skrzyni automatycznej. Auto rozpędza się od 0 do 100 km/h w czasie krótszym niż 4,5 sekundy.

Hiszpania jest pierwszym z krajów Europy, które Lexus LC 500 odwiedzi podczas sześciomiesięcznego tournée po całym kontynencie. 18 maja nowe sportowe coupé pojawi się w Amsterdamie, a pod koniec maja weźmie udział w prologu 24-godzinnego wyścigu na niemieckim torze Nürburgring. W połowie czerwca najnowszego Lexusa będzie można podziwiać na Goodwood Festival of Speed. 

Najnowsze

Edyta Klim

Olga Chrabąszcz – drobna kobieta za kierownicą wielkich samochodów!

Olga Chrabąszcz od 7 lat pracuje jako kierowca zawodowy, jeździła z różnymi naczepami i ładunkami. Radzi sobie z każdymi przeciwnościami - nie boi się ani zmiany koła, ani uchodźców.

Kiedy i w jakich okolicznościach wpadłaś na pomysł, by zostać kierowcą ciężarówki?

Kilka lat temu mój dobry znajomy, również kierowca, zapytał – czy chciałabym pojechać z nim w trasę na Majorkę. Chodziłam jeszcze do szkoły, a że były wakacje, wiec pomyślałam sobie – czemu nie? Po kilku dniach w ciężarówce, wiedziałam już, że żadne inne zajęcie nigdy mnie nie zainteresuje!

Łatwo czy trudno było ten pomysł zrealizować?

Moja mama nie potrafiła sobie wyobrazić, żebym wykonywała ten zawód (co kompletnie rozumiem!). Ale tata, jak tata – od razu się zgodził i pomógł mi z prawem jazdy. Zrobienie prawa jazdy oraz zdobycie pozostałych uprawnień poszło mi stosunkowo łatwo i szybko. Kat. C zdałam za 2-gim razem, CE udało się zdać za pierwszym! Pomijając moją dwutygodniową prace w angielskim magazynie (gdy jeszcze chodziłam do szkoły) – to praca kierowcy międzynarodowego CE była moim pierwszym (i na pewno ostatnim!) zajęciem zawodowym. 

Był stres w tej pierwszej pracy za kółkiem?

Na początku jeździłam z byłym chłopakiem, ale trwało to bardzo krótko (gdy spędza się ze sobą 24h na dobę przez kilka miesięcy, to niestety jest ciężko o ciągłą ugodę). Na początku to nawet nie był stres, ale ogromna koncentracja i skupienie nad tym, co i jak się robi. Była to trasa po całej Europie. Pamiętam ten mój pierwszy tydzień jazdy na podwójnej obsadzie tak, jakby to było wczoraj – musiałam przejechać przez tunel Mont Blanc i wydawało mi się wtedy, że jest tam tak wąsko! Mnie to do dzisiaj dziwi, bo przecież tam jest szeroko (śmiech).

Gdy zaczęłam jeździć sama – mój szef przypisał mnie do plandeki na trasach Rumunii, Bułgarii, Grecji i Hiszpanii! W ogóle mnie nie oszczędzał, za co dziś mu bardzo dziękuje. Czasami było ciężko, dużo kilometrów, ciężkie tereny, niebezpieczne miejsca, własnoręczna wymiana koła, naprawa samochodu na drodze itd. Było ciężko, ale zarazem wspaniale!

Takie trudne doświadczenia procentują w przyszłości?

Tak, dokładnie. Dzięki temu radze sobie świetnie z każdym, małym czy dużym problemem na drodze, mogę pojechać dosłownie wszędzie, bez żadnego stresu. Doświadczenie jest bardzo ważne, bo wiesz, że cokolwiek się stanie – musisz sam sobie pomoc i wziąć stuprocentową odpowiedzialność za to co robisz. Moim ulubionym manewrem zawsze było i jest cofanie, co na pewno zdziwi wielu, bo kobiety za kierownicą (które znam), na to właśnie najbardziej narzekają. Podsumowując – uważam, że na miano prawdziwego kierowcy zasługujesz dopiero, gdy jeździsz sam. Wtedy zdobywasz to prawdziwe doświadczenie.

Miałaś smykałkę do kierownicy? Czy jest to raczej wyuczona i pełna poświęcenia nauka, która przynosi pozytywne rezultaty?

Smykałkę miałam od małego – zaczęłam od traktora na gospodarstwie dziadka (śmiech). Potem tata nauczył mnie jeździć samochodem osobowym, następnie był ścigacz, a później ciężarówka. Jednak sama smykałka do kierownicy nie wystarczy, by wykonywać tą pracę dobrze. Trzeba uczyć się szybko i uczyć się nadal, ponieważ transport międzynarodowy zmienia się ciągle, a my – kierowcy musimy się zmieniać razem z nim.

W jakich firmach do tej pory pracowałaś, na jakim typie samochodów?

Jeżdżę juz prawie 7 lat, więc woziłam wiele typów produktów. Począwszy od produktów spożywczych w chłodniach, poprzez materiały budowlane (kamień, szkło) w wywrotce, materiały sypkie (jak na przykład kreda) w silosach oraz wiele innych, często dziwnych ładunków na plandece. Często zdarzają się również, tak zwane materiały niebezpiecznie czy materiały podwyższonego ryzyka. Przez te wszystkie lata jeździłam wieloma samochodami, różnych marek, ale najbliższy memu sercu zawsze był, jest i będzie turkusowo-zielony Daf XF 105 460KM, którego nazywałam okruszkiem (śmiech) oraz Volvo FH16 580KM.

O jakim zasięgu były te trasy? Masz swoje ulubione kierunki?

Cele moich podróży są różne i zmieniają się z dnia na dzień. Generalnie wszystkie państwa europejskie mam już w jednym palcu, ale mimo wszystko – to południe Europy jest najbliższe mojemu sercu. Spędziłam 3 lata jeżdżąc głównie po Rumunii, Bułgarii, Grecji i to ta część Europy jest moją ulubioną.

Masz chwilę i możliwości, by poznać zwyczaje i kulturę krajów w których przebywasz? Masz taką potrzebę?

Niekoniecznie trzeba się zatrzymywać i specjalnie szukać wolnego czasu, aby poznać zagraniczne kultury i zwyczaje. Naprawdę bardzo dużo można zobaczyć zza kierownicy. Jeśli chodzi o kultury, które interesują mnie najbardziej – to kultura rumuńska i bułgarska. Staram się rozmawiać z ludźmi, jak najwięcej mogę – uczy mnie to wiele, zwłaszcza, że co kraj to obyczaj i nie jest trudno nieumyślnie czasem kogoś obrazić. Czymś, co u nas jest akceptowalne, a za granicą może juz nie być.

Wiele razy zdarzyło mi się w spędzać kilka dni w odwiedzinach u znajomych rodzin w tych krajach. Są to ludzie bardzo przyjaźnie nastawieni. Przykład? Kilka miesięcy temu byłam na załadunku w Bułgarii, ale towar nie był jeszcze gotowy. Okazało się, że musiałam czekać, aż 4 dni, dlatego żona właściciela zakładu wzięła mnie na te kilka dni do swojego domu. Oprowadziła po bardzo pięknej, choć ubogiej wiosce bułgarskiej, zapoznała mnie z całą swoją rodziną. To był naprawdę bardzo mile spędzony czas, gdzie bardzo dużo dowiedziałam się o ich kulturze i tradycjach. W biedniejszych krajach o wiele częściej spotykam się z gościnnością w stosunku do zagranicznych kierowców, a w wielu stałych miejscach załadunkowych każdy kierowca zabierany jest na obiad czy kolację. Są mili do tego stopnia, że nawet nie chce się stamtąd wyjeżdżać. Na szczęście w jednej z firm, w których pracowałam, szef był bardzo wyrozumiały i bez problemu zgadzał się, żebym czasem zostawała kilka dni dłużej, jeśli tylko chciałam. Wielu moich znajomych kierowców, dziwi się dlaczego południe Europy jest moim ulubionym kierunkiem jazdy, bo sami często boją się tam jeździć. Zawsze tłumaczę im, że Rumunia czy Bułgaria wcale nie są tak „dzikimi krajami”, jak wiele ludzi uważa.

Byłaś w krajach, gdzie są uchodźcy? Miałaś z nimi problemy?

Zwłaszcza ostatnimi czasy, bardzo często zdarza mi się spotykać uchodźców. Niestety nie mam na temat niektórych z nich zbyt dobrego zdania, po tym co zdarzało mi się zobaczyć. Często stojąc w kolejce do promu w Calais lub Dunkierce, byłam świadkiem, jak uchodźcy włamywali się do naczep innych kierowców. Sama kładę duży nacisk na zabezpieczenie naczepy przed włamaniami, niestety mimo tego miałam kiedyś sytuację, kiedy kilku uchodźców wskoczyło przed moją ciężarówkę po to, żebym ją zatrzymała, a oni mogli wejść w tym czasie do mojej naczepy. Ale nie dałam się i po prostu jechałam dalej bez strachu. Wiem, że nie wszyscy są tacy sami, ale wystarczy kilku, by popsuć opinię całej reszcie…

Jak lubisz spędzać urlopy? Też wtedy jeździsz, zwiedzasz?

Nie wyobrażam sobie, żeby mój czas wolny miał nie być związany z jazdą. Szczerze powiedziawszy – mój odpoczynek od pracy w Europie Zachodniej wygląda z reguły tak, że wsiadam w ciężarówkę i jadę na wschód Europy. Jednak, gdy przychodzi czas zupełnie wolny od ciężarówki – to zawsze lecę do USA na kilka tygodni, by odwiedzić rodziców. Gdy byłam tam ostatnim razem, tak się akurat złożyło, ze mój dobry kolega Rafał Zazuniuk (poprzez jego blog i filmy – również bardzo dobrze znany w środowisku kierowców) zabrał mnie w kilkudniową trasę przez Kanadę i USA. Na pewno powtórzymy ten wypad jeszcze nie raz! Podsumowując, moje wolne, tak czy siak, zawsze wiąże się z jazdą (śmiech). Pod koniec tego roku wybieram się do Australii, by ją zwiedzić truckiem – razem z moją siostrą, która tam mieszka.

Czy nadal inni kierowcy i pracownicy firm są zdziwieni na widok kobiety w ciężarówce?

Bardzo często zdarza mi się spotykać osoby, które są zdziwione, że widzą kobietę za kierownicą ciężarówki. Ich zdziwienie często nie wiąże się z tym, że prowadzę zestaw, tylko z tym, że moja drobna figura nie pasuje do wielkiej ciężarówki (śmiech). Jest takie ogólne przekonanie, że „kierowczyni” ciężarówki powinna być dobrze zbudowana, a to przecież to nie prawda! Najwięcej gapiów spotykam jeżdżąc silosem, bo jednak jeszcze spotyka się bardzo mało kobiet ciągnących silos. Oczywiście są tereny, gdzie widok kobiety za kierownicą (w pojedynczej obsadzie) szokuje – zwłaszcza jest to południowa Europa. Tam zaczęłam jeździć 5 lat temu, a dla nich to był (i ciągle jest) wielki szok, aczkolwiek zdecydowanie w sensie pozytywnym.

Jak wygląda życie osobiste kobiety za kierownicą ciężarówki? Można je jakoś w tą pracę wkomponować?

To zależy jakie się ma oczekiwania od tego „życia osobistego”, o które pytasz. Mój cały świat kręci się wokół ciężarówek, jest to dla mnie praca, sposób na spędzanie wolnego czasu, moje hobby itd. Nie mam życia osobistego w konwencjonalnym znaczeniu, bo po prostu nie mam na to czasu.

Wspominałaś, że Twoja pasją są też motocykle – masz na nie jeszcze czas?

Moja przygoda z motocyklami zaczęła się jeszcze, gdy byłam nastolatką i myślę, że tak naprawdę nigdy się nie skończy! Kocham prędkość i uczucie wolności, jakie ona mi daje. Zamiłowanie do dwóch kółek mam po tacie, z tą małą różnicą, że on jeździł MZ-tką, a ja zakochałam się i pozostałam wierna ścigaczom. Po jakimś czasie nawet udało mi się i jego przeciągnąć na „szybszą stronę”. A bycie pasażerem na motocyklu to również ulubiona rozrywka mojej siostry. Za każdym razem, gdy przylatuję do domu, staramy się jak najwięcej jeździć i nie ważne, czy jest +30 stopni i topimy się w słońcu czy jest -10 i odmarzają nam palce. Ale samej jeździć jej nie pozwalam, gdyż pod względem tego typu umiejętności wdała się raczej w mamę (śmiech).

Jak sobie wyobrażasz swoją przyszłość?

Moi rodzice nauczyli mnie by, kiedy to możliwe – dokładnie planować swoja przyszłość. Wiem doskonale co chcę robić i jak moje przyszłe życie będzie wyglądać. Nie musze chyba tłumaczyć, że moje plany nierozłącznie wiążą się z transportem. Sama myśl o tym, co niesie przyszłość bardzo mnie cieszy, bo wiem, ze wydarzy się wiele ważnych, a zarazem ekscytujących rzeczy. Co niektóre z nich już bardzo, bardzo niedługo, ale o tym opowiem w (mam nadzieję) kolejnym wywiadzie (śmiech).  

Najnowsze

Herald nowym producentem motocykli

Firma Herald Motor Company zamierza pod koniec tego roku zaprezentować swoją nową maszynę. Do tej pory brytyjska firma zajmowała się importem z Chin.

Brytyjska firma Herald zajmowała się importem na rynek brytyjski chińskich motocykli o pojemności 250 cm3. Na tym się jednak nie kończy bowiem maszyny są przerabiane przez projektantów na wygląd retro.

Firma przymierza się do stworzenia własnego projektu, ponieważ właściciele już od dawna marzą o własnym projekcie. Na początek stworzono ramę, która będzie produkowana w zakładzie Heralda. Następnie inżynierowie będą wypełniać ją kolejnymi podzespołami, a w efekcie powstanie brytyjski motocykl.

Na razie Herald posiada aluminiową ramę oraz ramę pomocniczą i wahacz. Do tego będzie montowany silnik chińskiej konstrukcji. Jednostka o pojemności 400 cm3 spełnia Euro 4. Na wyposażeniu motocykla znajdzie się także ABS produkowany przez chińską firmę. Docelowo jednak firma będzie chciała korzystać maksymalnie z usług brytyjskich dostawców.

Brytyjski motocykl marki Herald ma się pojawić na rynku pod koniec tego roku. Jednoślad będzie konkurował przede wszystkim atrakcyjną ceną.

Najnowsze

Wyjątkowy Lexus LX570 ze ściętym dachem

Tego samochodu nie ma normalnie w gamie modelowej Lexusa, ale czego się nie zrobi dla zamożnych klientów z Bliskiego Wschodu. Auto na specjalne zamówienie czeka na swojego klienta.

SUV-y z otwieranym dachem dopiero zaczynają pojawiać się na rynku. Po wpadce Nissana z modelem CrossCabrio przyszedł czas na spore zainteresowanie Range Roverem Evoque Convertible. Tymczasem u pewnego dealera luksusowych samochodów w Emiratach Arabskich pojawił się wyjątkowy Lexus LX570.

Samochód nie jest tani. Jego cena w przeliczeniu wynosi prawie 1,5 mln zł. Jednak dla klientów w tamtej strefie geograficznej takie sumy nie stanowią większego problemu.

Lexus LX570 to tak naprawdę lekko przerobiona Toyota Land Cruiser z bogatszym wyposażeniem we wnętrzu. Ktoś wpadł na pomysł żeby uatrakcyjnić samochód obcinając mu dach, co z pewnością mocno wpłynie na sztywność nadwozia. Samochód raczej nie będzie się nadawał do jazdy w terenie, ale wolne przejazdu po bulwarach będą idealnym środowiskiem dla kabrioleta o nietypowych rozmiarach.

Najnowsze