Edyta Wrucha
Redaktor

Długa droga i milion drobnych kroków do celu, jakim są wyścigi

12 listopada 2019
1
14
1
Anna "Ganczi" Gańczarek postanowiła startować w wyścigach samochodowych. Wiedziała, że nie będzie to łatwe, jednak metoda małych kroków przyniosła jej pierwsze sukcesy!

Miłość do motoryzacji zakwitła u Ciebie jakoś spontanicznie, czy miały w tym udział "osoby trzecie"?

Cały motorsport, ściganie, samochody - wymyśliłam sobie sama. W moim domu nie było motorsportowej tradycji, tata nie jest mechanikiem, ani kierowcą wyścigowym i nie przesiadywałam u wujka w warsztacie. Na pewno jednak spędzaliśmy dużo czasu rodzinnie w samochodzie, w drodze. Często się przeprowadzaliśmy, podróżowaliśmy. Dojazd z punktu A do, nawet najbardziej oddalonego, punktu B nigdy nie stanowił problemu. Jeżdżenie zawsze sprawiało mi dużą radość, a prawo jazdy było najbardziej wyczekiwanym dokumentem. Z czasem, największym marzeniem stało się pojechanie na tor i spróbowanie zupełnie innej jazdy, tej sportowej. I właśnie od tego pierwszego razu na torze wszystko się zaczęło.

Jakie emocje przyniósł Ci tamten dzień?

Oprócz ogromnej radości, euforii i adrenaliny, czułam też strach, że jest to moje pierwsze i ostatnie tego typu przeżycie. Od tego momentu zaczęłam robić wszystko, żeby tak się nie stało. Jako, że byłam totalnym amatorem, wiedziałam, że przede mną długa droga i milion drobnych kroków.

Od czego zaczęłaś?

Zaczęłam od regularnych wizyt na torze, podczas imprez amatorskich, moim cywilnym autem. Zmieniałam w nim jedynie opony. Pod koniec roku zdecydowałam się wstąpić do automobilklubu i zrobić licencję wyścigową, tak na wszelki wypadek, jeszcze bez konkretnych planów, gdzie będę jej używać. Potem zaczęłam  kombinować, do jakiego samochodu mogłabym się przesiąść, wstawić klatkę i w jakich zawodach startować. Pamiętam, że przestało się liczyć wszystko inne i kiedy tylko mogłam, jechałam na tor i na imprezy sportowe. Weekendy spędzałam w samochodzie, wsiadałam do mojego zwykłego auta, podróżowałam nim kilka godzin, a na miejscu zmieniałam opony i startowałam.

A jaki był ten przełomowy krok?

W roku mojego debiutu miałam okazję wystartować w zawodach międzynarodowych –  FIA Hill Climb Masters. Jako jedyna kobieta reprezentowałam Polskę podczas tych prestiżowych zawodów we włoskim Gubbio. Byłam tam najmłodszą zawodniczką, a trasę legendarnego Trofeo Fagioli przejechałam w Renault Clio III. Zrozumiałam wtedy, że  chcę rozwijać się w tej dziedzinie, że jest to moja ogromna pasja i jeżeli chcę ją realizować muszę wykonać dużo pracy.

FIA Hill Climb Masters to zawody organizowane co dwa lata. Startują w nich zawodnicy, którzy zdobyli tytuły mistrzowskie, podczas dwóch ostatnich sezonów. Świadomość, że podczas mojego, zaledwie drugiego w życiu, startu w wyścigu górskim, będę otoczona 170 najlepszymi zawodnikami z 22 europejskich krajów - delikatnie mówiąc trochę mnie onieśmielała, wręcz przerażała. Na miejscu otrzymałam jednak ogromne wsparcie od innych kierowców, w tym pozostałych, zaledwie 6-ciu kobiet startujących w zawodach. Atmosfera była niesamowita.

Podczas startów w kraju też możesz liczyć na takie wsparcie?

Jeżeli chodzi o moje pierwsze wizyty na imprezach amatorskich, to wywoływały one na pewno konsternację, ale z czasem pozostali zawodnicy się przyzwyczaili. Byłam totalnie zielona, co wymagało ode mnie ostrożności w doborze ludzi, którzy mi pomagali.

Patrząc na mój obecny team CJ Racing - miałam dużo szczęścia, że trafiłam na takich oddanych profesjonalistów, z którymi się rozwijam. Nasz team działa kompleksowo, bo to nie tylko perfekcyjne przygotowanie i obsługa auta na zawody, tak, żebym mogła czuć się w nim pewnie, ale także wyjątkowe podejście do zawodnika. Po każdym przejeździe wspólnie analizujemy onboardy, żebym z przejazdu na przejazd mogła urywać cenne sekundy. Oprócz aspektów sportowych, co rzadko spotykane, panuje tu także dbałość o walory estetyczne samochodu, czy naszej strefy serwisowej, a także o kulinaria (śmiech). Pełne zaangażowanie szefa zespołu Janusza Czudeka, który jest także moim głównym inżynierem, bardzo motywuje mnie do dalszej pracy nad sobą.

I masz już bardziej profesjonalny samochód? Do jakich zawodów jest przygotowany?

W moim debiutanckim sezonie 2018, kiedy zdobyłam tytuł Mistrza Polski na torze, zasiadłam za kierownicą Renault Clio II. W wyścigach górskich pojawiłam się natomiast w bardziej zaawansowanej technologicznie wersji tego samochodu – Renault Clio III. W sezonie 2019 postawiłam na rozwój i naukę, więc przesiadłam się do wymagającego i kształtującego technikę jazdy Fiata Cinquecento. Można było mnie w nim zobaczyć w całym cyklu WSMP, a także na trasach wyścigów górskich, gdzie byłam jedyną startującą kobietą w Polsce.

Ile masz już za sobą startów, do których ta licencja się przydała?

W 2018 roku wystartowałam w czterech rundach WSMP, w jednej rudzie GSMP i międzynarodowych zawodach we Włoszech. Oprócz tego licencja jest warunkiem uczestnictwa w treningach klubowych, organizowanych na torze w Poznaniu. W tym roku przejechałam cały cykl WSMP oprócz rundy zagranicznej (gdyż nakładała się ona z wyścigami górskimi w Sopocie), czyli również 4 rundy wyścigów płaskich, które rozszerzyłam o trasy trzech odcinków GSMP, hmm… czyli 13 startów. To mało. Pierwszy raz to właśnie policzyłam i aż się do siebie uśmiechnęłam. Po każdych zawodach, po każdym treningu wracam z nową przygodą i wiedzą, a to tak naprawdę dopiero moje pierwsze kilometry. Mnóstwo pracy i kolejnych doświadczeń przede mną.

Na sukces w motosporcie składa się talent i nieco szczęścia? Czy raczej ciężka praca i dopięty budżet na sezon?

Szczęście zawsze warto mieć, ale raz masz je ty, raz inny zawodnik i wtedy mówimy o pechu - kwestia interpretacji. Bardzo często sukces w wyścigach sprowadza się do bycia upartym. Do jazdy można mieć predyspozycje, talent, ale bez regularnej pracy i zgromadzonego budżetu nie wydaję mi się to wystarczającym czynnikiem. Jest dużo utalentowanych zawodników, którzy nie jeżdżą, bo na przykład nie mają partnerów i nie starają się połączyć starów z budowaniem wizerunku, tak, żeby stać się atrakcyjniejsi dla potencjalnych sponsorów.

Z czego jesteś najbardziej dumna? Jaka sytuacja czy wynik dały Ci największy zastrzyk szczęścia?

Z tego, że odnalazłam się w świecie, do którego na początku wydawało mi się, że nie pasuję. Z tego, że z niego nie zrezygnowałam i się nie poddałam. Bardziej, niż mistrzostwo kraju w moim debiutanckim sezonie - cieszy mnie mój progres. W tym roku jestem zadowolona ze swoich występów w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski, bo podczas 3 rund, w których startowałam, w dwóch stanęłam na podium. Były to zawody w Sopocie i ostatnia runda GSMP w Korczynie. Lepszej końcówki sezonu nie mogłam sobie wymarzyć! Zwłaszcza, że był to mój pierwszy start w Korczynie, podobnie jak w Limanowej, gdzie swoja jazdą zyskałam nowych kibiców. A tegoroczny wyścig GP Sopot-Gdynia, w którym brałam udział już drugi raz, udało mi się przejechać dużo szybciej, choć znacznie słabszym samochodem (w 2018 jechałam Renault Clio III, a w tym roku Fiatem Cinquecento).

Dokąd zmierzasz? Czy chciałabyś się spełniać w sporcie, motoryzacyjnym zawodzie czy robić coś jeszcze innego?

Tak jak wspomniałam, były momenty, w których zrozumiałam, że jest to moja ogromna pasja. Dlatego teraz robię wszystko, żeby stało się to także sposobem na życie. Staram się przy okazji propagować motorsport i zarażać nim, jak największą liczbę osób, co jest bardzo znaczące dla naszej dyscypliny. Marzenia to cele oddalone w czasie, zamiast opowiadać o planach, wolałabym prezentować efekty.

Profil zawodniczki: https://www.facebook.com/anna.ganczarek/

Instagram: https://www.instagram.com/anna.ganczarek/

Strona www: https://ganczi.com

 

    Komentarze

    Moni
    12 listopada 2019 08:31
    Piękna kobieta w pięknym samochodzie. I na dodatek z sukcesami. Super! Tak trzymać!!